Między zaufaniem doktoranta czy habilitanta a ucieczką recenzenta od odpowiedzialności
W środowisku akademickim słowo „krytyka” bywa dziś traktowane z nieufnością, a bywa, że i wrogością. Jakby było czymś nieeleganckim, niepotrzebnie ostrym, naruszającym kruchą równowagę relacji czy dyskwalifikującym kogokolwiek. Tymczasem nauka bez krytyki jest po prostu słabsza, a pośrednio ujawnia słabość tak autora pracy awansowej, jak i niektórych recenzentów. Nauka wymaga uwolnienia umysłu od pozanaukowych uwarunkowań postaw wobec prac naukowo-badawczych. Nie chodzi tu o surowość, przesadne stanie na straży jedynie słusznej klasyfikacji nauk społecznych i ich dyscyplin oraz subdyscyplin. Nie chodzi o to, by kogokolwiek zawstydzać czy stawiać pod pręgierzem. Problem nie leży w złej woli. Wczoraj uświadomił mi jeden z nauczycieli akademickich, że doktorzy wolą unikać rzetelnej recenzji maszynopisu ich artykułu a tym bardziej książki, by nie otrzymać uwag krytycznych. Zabiegają zatem o takich recenzentów wydawniczych, którzy przeczytają ich rozprawę, a to że nie ...