sobota, 19 maja 2018

Człowieczeństwo i kultura w czasach przemian cywilizacyjnych.












W dniach 15-16 maja 2018 r. odbyła się na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie wyjątkowej wagi konferencja naukowa pogłębiona o wykłady mistrzowskie ( (Social Thought Master Courses) w ramach kolejnej edycji debat z udziałem wybitnej socjolog Margaret S. Archer pod wspólnym tytułem: "Człowieczeństwo i kultura w czasach przemian cywilizacyjnych". Pierwszej części obrad przewodniczył pedagog - prof. dr hab. Zenon Gajdzica.

Było to już czwarte spotkanie z autorką znakomitej monografii pt. "Człowieczeństwo. Problem sprawstwa" (Kraków 2013), profesor wykładającej na uniwersytetach w Hiszpanii, Norwegii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i ... w Polsce, w UKSW w Warszawie. Warto odnotować przy tej okazji, że w ub. roku socjolog została uhonorowana najwyższą godnością akademicką - doktora honoris causa UKSW. (Poniżej jeden z uprzednich wykładów w UKSW)






Otwierający obrady prof. UKSW dr hab. Krzysztof Wielecki podkreślał, że człowiek, jego podmiotowość i kultura to fundamentalny przedmiot wszystkich nauk humanistycznych, ze społecznymi włącznie. Analiza i interpretacja tak zarysowanego zakresu refleksji ma długą tradycję, najpierw na gruncie filozofii, a potem także nauk szczegółowych. Warto i dzisiaj postawić pytanie o tę złożoną relację człowieczeństwa i kultury.

Celem konferencji było spojrzenie na powyższe kwestie z perspektywy realizmu krytycznego i morfogenetycznej „ramy wyjaśniającej”. Zadanie takie postawiliśmy sobie już rok wcześniej. Tym razem chcemy zawęzić przedmiot naszych dociekań. Szczególną uwagę pragniemy zwrócić na doprecyzowanie samego pojęcia podmiotowości i człowieczeństwa, ale szczególnie interesują nas trzy aspekty:
- pedagogiczny: systemu edukacji,
- ekonomiczny: przemian kapitalizmu,
- filozoficzno-socjologiczny: kultury w procesie przemian technologicznych.

Poszukiwano odpowiedzi na pytanie - Jakiego rodzaju szanse lub zagrożenia, wyzwania i napięcia możemy dostrzec lub przewidywać w tych trzech obszarach?

Wykład wprowadzający do debaty wygłosiła Margaret S. Archer wskazując w nim na dwa powody zajęcia także przez pedagogikę współczesną uwarunkowaniami rozwoju systemów edukacyjnych na świecie bez względu na to, czy są to systemy scentralizowane czy zdecentralizowane. Jak stwierdziła: "Wszystko co istnieje, powstaje przez ludzi, dla ludzi i z ludźmi.

Nasze działania jako sprawców zróżnicowanych zmian społecznych zawsze odbywają się kontekście kulturowym i struktur społecznych, w ramach którego wcielamy w życie określone cele i wartości, idee. Sprawca musi wiedzieć, co robi i do czego dąży, co chce osiągnąć swoimi działaniami."

Jak mówiła M.S. Archer: Za sprawą analitycznego dualizmu możemy oddzielić „strukturę” oraz „sprawstwo” i badać ich wzajemne oddziaływanie umożliwiając wyjaśnienie strukturyzowania i restrukturyzowania porządku społecznego. Jest to możliwe, bowiem „struktura” i „sprawstwo” są różnymi rodzajami emergentnych bytów, z odmiennymi własnościami i siłami, pomimo tego, że są one niezbędne dla wzajemnego formowania, podtrzymywania i rozwoju.

Po drugie, „struktura” i „sprawstwo” funkcjonują diachronicznie w różnych odcinkach czasu, ponieważ: struktura z konieczności jest uprzednia wobec działania czy działań, które prowadzą do jej przekształcenia i przepracowanie strukturalne z konieczności następuje po tych działaniach
.

Socjologiczna analiza Margaret S. Archer sprawstwa indywidualnego i zbiorowego nie jest przedmiotem recepcji we współczesnej pedagogice, a szkoda, bo jej metoda została wpisana w znakomicie uzasadniony schemat teoretyczny, który pozwala na odczytanie także fenomenu kształcenia i wychowania oraz jego uwarunkowań. Teoria M.S. Archer ma do spełnienia misyjną, normatywną, bo humanizacyjną (emancypacyjną) funkcję, jakże typową dla badań ogólnych, metateoretycznych w socjologii humanistycznej, z której mogą skorzystać badacze-empiryści i praktycy (politycy, pedagodzy społeczni, pracownicy socjalni) chcący zastosować jej model w środowiskach społecznych, instytucjonalnych, w strukturach systemowych jakiegoś państwa lub społeczeństwa.

Jak sama pisze we wspomnianej powyżej monografii: (…) struktura i sprawstwo wyłaniają się, oddziałują na siebie wzajemnie i przyczyniają się do wzajemnej redefinicji, odgrywają one bowiem kluczową rolę w wypracowywanym przez nas ujęciu znaczących zmian społecznych. (…) Pozwala nam to również uchwycić zmianę sprawstwa, która pojawia się w toku podwójnej morfogenezy, kiedy to same podmioty działania przekształcają siebie transformując społeczeństwo – lub starając się powstrzymać zachodzące w jego obrębie zmiany" (s. LIX)

Prowadząc badania komparatystyczne w ujęciu historyczno-problemowym możemy zastosować metodę M.S. Archer analitycznego rozdzielenia struktur i kultury, by dostrzec, jaki sposób doszło do zmiany struktur, instytucji, środowisk społecznych w wyniku działań sprawców jako nośników kultury. Powiązania między różnymi elementami, ogniwami struktur społecznych mają różny charakter. To, co jest niezwykle ważne w odczytaniu systemów edukacyjnych, to dostrzeżenie kilku co najmniej kluczowych prawidłowości dla zachodzących w nim zmian, jak np.

- w tych krajach, w których tylko państwo odpowiada za edukację mamy do czynienia z zamkniętym systemem szkolnym (autorytarnym, totalitarnym, etatystycznym). W takim ustroju nauczyciele są lojalnymi sługami władzy;

- odejście od centralizmu w szkolnictwie ma miejsce w tych społeczeństwach, w których opozycja wobec systemu jest włączona do procesu jego przekształceń. W zdecentralizowanym systemie edukacyjnym pojawiają się procesy chaosu, ale i problemy nierówności w dostępie do edukacji.

Zdaniem prof. M.S. Archer struktury systemów edukacyjnych przekładają się na relacje nauczycieli z uczniami, ich rodzicami i środowiskiem społecznym. Najbardziej niezadowoloną, ale zarazem postępową, proinnowacyjną grupą zawodową są - ze względu na wykształcenie i wysoki poziom refleksyjności procesów społecznych w państwie - nauczyciele. Należą oni do tej profesji, która poddawana jest z różnych stron manipulacjom politycznym.

W tej sesji konferencji referaty wygłaszali prof. Bogusław Śliwerski, prof. Marek S. Szczepański, prof. UŚl Marek Rembierz i prof. Wojciech Kojs.

piątek, 18 maja 2018

Odwołanie namiastki dziecięcej "demokracji"



Nareszcie mogę pochwalić Marszałka Sejmu, nie tyle za powód, co za skutek odwołania obrad Sejmu Dzieci i Młodzieży. Ponoć przyczyną decyzji są jakieś (czyjeś?) zagrożenia.

Dziwię się, że do tej pory uprawia się i podtrzymuje każdego roku pseudodemokratyczny spęd służący politykom do manipulacji. Od 1994 r. ma miejsce w dniu 1 czerwca, a więc z okazji Dnia Dziecka NAMIASTKA DEMOKRACJI. Przyznaje to w swoim Oświadczeniu pan Marek Michalak - Rzecznik Praw Dziecka pisząc:

Przez ponad 20 lat aktywnej obecności dzieci w Sejmie RP, po raz pierwszy w historii zdarzyła się rzecz kuriozalna, nieczytelna i niezrozumiała – odwołano posiedzenie Sejmu Dzieci i Młodzieży. Dzieci okazują się być zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Decyzja ta niewątpliwie narusza prawa dziecka i godzi w podstawy demokratycznego państwa. Przez te wszystkie lata Sejm RP był otwarty dla dzieci, przygotowywał je do życia obywatelskiego, był szkołą demokracji. Dzisiaj młodym ludziom zabiera się szansę na uczestniczenie w ważnym dla nich wydarzeniu.

Takie działania - odebranie młodym ludziom prawa do głosu i uczestnictwa w namiastce demokracji, jaką są obrady Sejmu Dzieci i Młodzieży - uznaję za antypedagogiczne. Dorośli kolejny raz zawiedli młodych!



W tym przypadku nie jestem zgodny z opinią Rzecznika Praw Dziecka, którego szanuję i cenię za troskę o monitorowanie i egzekwowanie przestrzegania praw dzieci w naszym kraju. Nic bardziej nie demoralizuje dzieci i młodzieży, jak namiastka czegoś, co nie jest tym, czego powinno się doświadczać. Sejm Dzieci i Młodzieży jest od samego początku pozorem, iluzją, eventem, który został zainicjowany w 1994 r., a więc w okresie rządów SLD i PSL po powrocie postkomuny do władzy na skutek tzw. solidarnościowej wojny "na górze".

Od ponad dwudziestu lat piszę o tym, by przestać manipulować młodym pokoleniem - jak miało to miejsce za Edwarda Gierka - wmawiając uczniom, że jak raz w roku przyjadą do Sejmu, to doświadczą demokracji. Równie dobrze mogliby udać się na Stare Miasto w stolicy albo na Wawel w Krakowie czy na rynek w Poznaniu i tam odczytać sprawdzone przez ich nauczycieli i/lub skrywających się za ich plecami partyjnie zaangażowanych rodziców wypowiedzi na temat tego, jak jest pięknie, albo fatalnie, jak są wzruszeni albo przerażeni, bo cały ten antypedagogiczny właśnie "teatr" niczego w życiu ich przedstawicieli poprzednich edycji nie zmienił oraz nie nauczył.

Ani ministrom edukacji, ani marszałkom Sejmu czy Senatu, ani premierom czy wicepremierom nie zależało na tym, by szkolni "wycieczkowicze" referowali i uchwalali cokolwiek w "teatrze jednego dnia pseudodemokracji". Demokracja nie polega na tym, że przyjedzie się raz w roku do Warszawy na koszt podatników, odsiedzi cały dzień w Sejmie, coś wygłosi, czego i tak nikt z polityków partii władzy nie uwzględni ani w prawie oświatowym, ani w sterowanej odgórnie przez resort jedynie słusznej praktyce edukacyjnej, i powróci do domu z gadżetami oraz różnymi wrażeniami.

Niech młodzi Polacy-uczniowie wszystkich typów szkół będą gospodarni, empatyczni i prospołeczni. Niech zaoszczędzone pieniądze z odwołanego teatrzyku "namiastki demokracji" zostaną przekazane strajkującym w Sejmie rodzicom niepełnosprawnych dorosłych. Opinia uczniów nie ma żadnego znaczenia dla tej władzy, jak i dla jej poprzedników, natomiast młodych skutecznie demoralizuje, bowiem odsłania grę fikcji i pozorów. Politycy różnych ugrupowań partyjnych wykorzystają wypowiedzi niektórych z nich do propagandowych celów.

Czy widział ktoś, z jakich szkół rekrutują się nieletni "posłowie"? Ciekawe, jakie było kryterium ich doboru, a raczej wskazań przez kuratorów oświaty? Czyżby PiS nie uderzał tą decyzją w swój elektorat? Dorośli kolejny raz by zawiedli młodych, gdyby ten SDiM przeprowadzili!


A jednak... Dzień Dziecka będzie we wrześniu :)

---
(zdjęcie - Kancelaria Sejmu)

czwartek, 17 maja 2018

Wychowanie do wartości europejskich


Wydział Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie obchodzi 10-lecie swojego istnienia. Bogatym w dzieje i tradycje własnej uczelni może się wydawać to mało istotną okolicznością do jej świętowania, ale ta jednostka akademicka zasługuje na szczególne docenienie. W tak krótkim okresie czasu kolejno sprawujące władzę dziekańską kadry profesorskie zatroszczyły się nie tylko o młodych uczonych, promując ich rozprawy doktorskie oraz przygotowując do postępowań habilitacyjnych, ale uzyskały w 2011 r. uprawnienie do nadawania stopnia naukowego doktora w dziedzinie nauk społecznych, w dyscyplinie naukowej - pedagogika.

Jest to zatem znakomite świadectwo dynamicznego i autentycznego zaangażowania wszystkich grup pokoleniowych Wydziału w rozwój naukowy, badawcze osiągnięcia i znaczącą ofertę kształcenia studentów. Jest to jeden z tych Wydziałów w kraju, w którym dominuje orientacja pedagogiki chrześcijańskiego personalizmu, a wydawane czasopismo naukowe "Forum Pedagogiczne" zostało objęte patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN jako jedno z najbardziej znaczących periodyków naukowych naszej dyscypliny.


Historia Wydziału nie jest jednak tak krótka, bowiem jego tradycja sięga Salezjańskiego Instytutu Wychowania Chrześcijańskiego (SIWCh), działającego w latach 1988-2002 jako samodzielna jednostka Papieskiego Wydziału Teologicznego - sekcja "Bobolanum". Wydział Nauk Pedagogicznych UKSW został powołany w wyniku usamodzielnienia się Instytutu Pedagogiki im. św. Jana Bosko, który od 2002 roku tworzył wspólnie z Instytutem Filologii Polskiej Wydział Nauk Humanistycznych UKSW.

Jubileusz zapoczątkowała zgodnie z akademicką tradycją w dn. 16-17 maja 2018 r. w Warszawie Międzynarodowa Konferencja Naukowa, której temat brzmiał: "Wartości w europejskich systemach edukacyjnych". Uroczystego otwarcia dokonał JM Rektor UKSW ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński, który niezależnie od powitania wszystkich uczestników debaty, wygłosił własny referat o wychowaniu w i do wartości w świetle nauczania Jana Pawła II. Jak wskazał w swojej analizie myśli św. Jana Pawła II przyczyną niepowodzeń jest deprecjacja wartości w naszym codziennym życiu. Subiektywiści lokują źródła wartości tylko w podmiocie, stąd mogą one być postrzegane jako zmienne, relatywne.


Wielkiego znaczenia nabiera pytanie, co stanowi wartość? W tym zakresie odwołał się ks. Rektor do katalogu istotnych wartości w życiu każdego człowieka jak godność osoby, solidarność, poświęcenie dla wspólnego dobra i pokoju, patriotyzm i prawość, uczciwość i wychowanie do prawdy i wolności. wychowanie powinno zatem prowadzić do do wzrastania dziecka w wolności wobec dóbr materialnych, poczucia prawdziwej sprawiedliwości, miłości i kształtowania troski oraz bezinteresownej służby wobec innych.

To, co - zdaniem ks. prof. S. Dziekońskiego - rozwija człowieka, to m.in. życie w prawdzie i miłości. Wolność jest darem Boga, ale i zadaniem, przy czym wolność jest nierozerwalnie związana z odpowiedzialnością. Bez prawdy wolność jest zakłamana, toteż należy jej używać dla dobra kierując się prawym sumieniem. Wartość wiary ma ogromne znaczenie dla egzystencji człowieka, bowiem pozwala odkrywać sens świata i naszej egzystencji. Odwołanie się do Boga pozwala wybierać wartości moralne, zaś prawe sumienie uwalnia osobę od egoizmu, pychy.

W swoim referacie JM zwrócił uwagę także na kwestie komunikowania wartości. W tym procesie niezwykle ważne jest świadectwo wartości w postawie i czynach każdego wychowawcy, bycie wzorem dla dzieci. Dzisiaj świat bardziej potrzebuje świadków wartości moralnych, aniżeli nauczycieli mówiących o wartościach. W wychowaniu chodzi o to by człowiek stawał się bardziej człowiekiem, by umiał być z innymi i dla drugich. Nie bez znaczenia jest tu potencjalność rozwoju osoby i jej zdolność transcendowania. Warto czynić wszystko, co w naszej mocy, by uczeń umiał żyć z innym i umiał żyć dla innych. W tym celu skuteczne jest aktywizowanie wychowanków jako aktywnych podmiotów wychowania.


Przekaz wartości odbywa się w bezpośrednim kontakcie osobowym pomiędzy wychowawcą a wychowaniem. Trzeba towarzyszyć wychowankowi w tym procesie, być z nim opierając wzajemną komunikację na dialogu otwartym na prawdę, a prowadzonym w duchu życzliwości i zaufania. Wzmacniajmy zatem wolę dziecka, by potrafiło być odporne na przeszkody, niepowodzenia, ale i by potrafiło wymagać od siebie nawet wówczas, gdyby inni od od niego niczego nie wymagali.


Założenia merytoryczne konferencji, której spiritus movens był ks. prof. dr hab. Jarosław Michalski zostały przedstawione w obszernym wprowadzeniu, z którego zacytuję w tym miejscu tylko fragment odsyłając do źródła:

Celem konferencji jest interdyscyplinarna analiza porównawcza aksjologicznych podstaw systemów edukacyjnych w Europie i Polsce, zawierająca się w kulturoznawczym podejściu perspektywy humanistycznej, odnoszącej się do tego, jakie wartości preferują różne kultury oraz jak te wartości wpływają na ich (kultur) rozwój i procesy edukacyjne. Podejmowana w ramach konferencji analiza modeli kształcenia aksjologicznego plasuje się w perspektywie epistemologicznej, czyli sposobach w jakich poznajemy wartości, przeżywamy, uzasadniamy ich istnienie, porządkujemy dokonując ich hierarchizacji.

Żyjemy w świecie wartości. W oparciu o nie codziennie podejmujemy niejednokrotnie bardzo istotne decyzje. Wybór konkretnej hierarchii wartości określa nas jako osoby, wyraża naszą moralność i duchowość. Wpływa też na kształt więzi społecznych, kultury osobistej, narodowej i globalnej. Skłania do poszukiwania wartości najwyższych i absolutnych. Znaczenie wartości w życiu i rozwoju każdej osoby, a także w kształtowaniu się społeczeństwa i jego kultury, wskazuje na potrzebę pogłębionej refleksji
i odważnego zaangażowania wychowawczego.


(fot. ks. prof. dr hab. Jarosław Michalski)

Dla nauk pedagogicznych, zajmujących się przede wszystkim wychowaniem i jego realizacją, kluczowym problemem staje się pytanie: jakie wartości powinno preferować się w życiu najbardziej i dlaczego? Pytanie to posiada głęboki sens wychowawczy i dotyczy problemu o charakterze egzystencjalnym. Zawiera się w nim bowiem implicite także pytanie o to, jak żyć godnie i ku czemu zmierzać w życiu, co jest w nim najważniejsze, a co drugorzędne czy wręcz niepożądane i szkodliwe. Przytoczone pytania nie znalazły – jak dotąd – zadowalającej odpowiedzi na gruncie nauk o wychowaniu. W dyskursie dotyczącym aksjologicznych podstaw wychowania znajdujemy się ciągle w sytuacji, którą można określić jako: między ufnością a ryzykiem.

Sytuację tę pogłębia fakt, iż wszyscy jesteśmy świadkami głębokich przeobrażeń społeczno-politycznych, dzięki którym można w sposób jawny i jednoznaczny opowiadać się za wartościami, głoszonymi i uznawanymi przez różne orientacje czy koncepcje filozoficzne oraz wyznania religijne. Owe przemiany cywilizacyjne domagają się ponadto nowego,
integralnego spojrzenia na człowieka i świat wartości przez niego uznawany. Chodzi o to, aby w procesie wychowania nadać wszelkim, godnym uznania wymogom społecznym, normom, zasadom czy wzorom postępowania rangę wartości nie tylko pożądanych, lecz także rangę wartości, którym człowiek dobrowolnie ulega i z którymi się identyfikuje,
a z czasem uważa je w wyniku procesu internalizacji za część składową swych zachowań i postaw w życiu codziennym.





środa, 16 maja 2018

Punkty, punkciki - pun(Kto)za?



Nie mogę pominąć po lekturze projektu rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego tego, za co naukowcy będą otrzymywać dla swojej dyscypliny punkty lub punkciki. Jak wiadomo, cudze chwalą, swego nie doceniają, toteż punkty będą za publikacje w czasopismach zagranicznych, a punkciki za te w periodykach krajowych. Ba, punkty będą za artykułu w czasopismach z wykazu ustalonego przez Ministra, a punkciki będą przyznawane "ryczałtem" - 5 pkt. za teksty w czasopiśmie nie indeksowanym w bazie Scopus.

Co ciekawe, artykuł "(...) musi spełnić wymogi formalne: min. 4 strony, bibliografia załącznikowa, odpowiedni aparat metodyczny uznany w danej dyscyplinie naukowej". Rozumiem, że ustalający to minimum nie są w stanie napisać więcej niż 4 strony, albo zostali już wyćwiczeni w testach na egzaminach państwowych (gimnazjalnym i maturalnym). Mnie się to bardzo podoba, bo na 4 stronach, chyba z bibliografią, to doprawdy da się odsączyć artykuły od zbytecznej treści.

Ryczałtowo zostaną też potraktowane monografie (20 pkt.), monografie pod redakcją (10 pkt.) i rozdziały w monografiach (5 pkt.) wydanych przez wydawcę nieuwzględnionego w wykazie wydawców. Odpowiednio będą za to przysługiwać jednostce punkty.

Niewątpliwie nastąpi wzrost zatrudnienia w wydawnictwach uczelni państwowych, bo ktoś jednak będzie musiał obrobić składane w nich do druku teksty. Z "przecieków", bo przecież nadal nie ma w tym procesie żadnej transparentności, a więc CBA będzie miało co czynić, mają być w powyższym wykazie wszystkie oficyny uczelniane. Które z tych pozauczelnianych zostaną uwzględnione, tego jeszcze nie wiemy.

Natomiast w projekcie rozporządzenia określono, jaką liczbę punktów przyzna się podmiotom za rodzaj publikacji i miejsce jej wydania:

Artykuł opublikowany w czasopismach oraz materiałach konferencyjnych indeksowanych w bazie Scopus lub Web of Science, a zarejestrowanych w wykazie ustalonym przez Ministra, punktacja będzie następująca:

20 pkt - czasopismo z najniższego kwartyla wykazu,

40 pkt - czasopismo z górnych 75% wykazu,

70 pkt. - czasopismo z górnych 50% wykazu,

100 pkt. - czasopismo z najwyższego kwartyla wykazu,

140 pkt. - czasopismo z najwyższego decyla wykazu,

200 pkt. - czasopismo z najwyższego centyla wykazu.

MONOGRAFIE także będą punktowane w oparciu o listę wydawnictw - na wzór skandynawski - na dwóch poziomach:

monografia poziomu 1 otrzyma 80 lub 250 pkt.

monografia pod redakcją (redakcja) - 40 lub 125 pkt.

rozdział w monografii - 20 lub 70 pkt.

Ranking na poziomie 1 będzie ustalony we współpracy z Biblioteką Narodową obejmując uznane krajowe wydawnictwo o zasięgu krajowym i zagraniczne;

Ranking na poziomie 2 - będzie przygotowany w oparciu o istniejące i używane w wielu krajach międzynarodowe zestawienia najbardziej prestiżowych wydawców międzynarodowych.

W tej sytuacji, będę zachęcał moich współpracowników do tego, by przygotowywali prace zbiorowe, pod redakcją, skoro jednak będą doceniane w tych rankingach. Dotychczas za artykuł w rozprawie zbiorowej w naukach społecznych jednostka otrzymywała 0 pkt. Teraz może to być min. 20 pkt., czyli jak artykuł w indeksowanym w bazie Scopus czasopiśmie. Fajnie.

Za dwie monografie zbiorowe pod redakcją a wydane poza wykazem ustalonym przez Ministra też otrzyma podmiot 20 pkt. Inna kwestia, to czy znajdzie się autorów za pięć punkcików? W ten sposób zacznie się niszcząca naukę choroba, którą od lat określamy mianem PUNKTOZY. Nie będzie ważne, co i po co publikujesz, ale za ile i gdzie oraz jak to można "załatwić", bo Polacy potrafią wiele.

W dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych, a zatem i w pedagogice, liczba uwzględnianych w ewaluacji monografii, rozdziałów w monografiach i redakcji naukowych nie może być większa niż 40%.

Powodzenia! Naukowcy do piór, a politycy do ... Parlamentu Europejskiego.

Polecam felieton prof. Aleksandra Nalaskowskiego

wtorek, 15 maja 2018

Od kiedy będzie obowiązywało rozporządzenie o ewaluacji jakości działalności naukowej ?


Minister nauki i szkolnictwa wyższego przygotował projekt ewaluacji jakości działalności naukowej, która będzie możliwa po zakończeniu następnej ewaluacji przewidzianej w 2021 r. Nie jest bez znaczenia, od kiedy minister będzie mógł ocenić, komu i co się należy, które dyscypliny naukowe znikną z obecnego wykazu, a które przetrwają i w których jednostkach akademickich.

Tymczasem projekt rozporządzenia w powyższej kwestii kończy się par.23, w świetle którego wchodzi ono w życie z dniem 1 października 2018 r. Wszystkie jednostki mają już ponad rok za sobą od minionej ewaluacji, a zatem liczone będą w 2021 r. osiągnięcia naukowe w ramach dyscyplin nauk za de facto 3 lata, a nie 4, gdyż dopiero teraz dowiemy się, co i jak będzie liczone. Projekt rozporządzenia jest z datą 22 lutego 2018 r., a w maju mało kto zna jego treść.

Jak czytam w oświadczeniu resortu "ws. nieprawdziwych informacji na temat zmian nazw uczelni", które odnosi się także do "Pierwszej ewaluacji wg nowy zasad" z wskazaniem, że nastąpi ona dopiero w 2021 roku, to powinienem zapytać, dlaczego nie w 2022 r.? Podmioty nauki powinny mieć pełne cztery lata na uwzględnienie opublikowanych kryteriów ewaluacji, a nie za trzy lata! Zostawiam tę sprawę prawnikom, tylko nie z TK, bo tu, wiadomo, obowiązuje już inna doktryna.

Kategoria naukowa przyznana w wyniku oceny parametrycznej działalności naukowej rzutuje na algorytm podziału środków budżetowych pomiędzy podmioty systemu szkolnictwa wyższego i nauki, a tym samym będzie miała istotny wpływ na upadek, przetrwanie, trwanie lub dalszy ich rozwój. To od tej kategorii zależeć też będą płace w szkolnictwie wyższym, które - jak wiadomo - są na poziomie szkół w Zimbabwe, ale rywalizować mamy z nauką w Ameryce i całej Europie Zachodniej.

Musimy też być świadomi tego, że od otrzymanej w 2025 r. kategorii naukowej będą zależały uprawnienia do nadawania stopni naukowych oraz wolność uruchamiania nowych kierunków studiów. Po co jednak je uruchamiać, skoro i tak najważniejsza jest w uczelniach badawczych ich naukowa aktywność oraz osiągnięcia, a nie dydaktyczna? Minister J. Gowin troszczy się zatem w pierwszej kolejności o szkolnictwo prywatne, bo to w 90 proc. nie musi, bo i nie może spełniać wymagań uczelni badawczych. Chyba, że chodzi o inny sposób rozumienia tej funkcji.

A.D. 2018 cechuje następujący stan podmiotów akademickich:

- uczelnie akademickie - 121

- Instytutu PAN - 69

- Instytuty badawcze - 114

- Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej - 1

- uczelnie zawodowe - 277 (w tym zaledwie 51 dobrowolnie poddało się ocenie parametrycznej w 2017 r.)

- inne podmioty prowadzące w sposób ciągły badania naukowe lub prace rozwojowe - 28.

Tort do podziału marnych i ośmieszających nasz kraj środków finansowych jest zatem wciąż duży, ale jeszcze trochę takich post-rządów, a będzie mniejszy i wielu wyda się, że dzięki nowym (w 2025 r.) władzom sytuacja uległa poprawie.

Ministerstwo nie kryje, że przedłożony do konsultacji model ewaluacji nauki funkcjonuje jedynie w państwach skandynawskich, w Wielkiej Brytanii, w Holandii, we Włoszech, w Hiszpanii i w Austrii. Polska będzie w grupie strefy biedy, a rząd będzie udawał, że troszczy się o naukę i jej wysoki poziom. Tymczasem wiemy, że przeznacza nie tylko w gronie tych państw najmniej środków budżetowych na naukę, ale za to ambitnie żąda od uczonych wyników, jakby wszystkie polskie uczelnie razem wzięte wreszcie przekroczyły poziom wysokości budżetu co najmniej jednego Uniwersytetu w Stanford :)

Istotą projektowanego a neoliberalnego modelu reform jest to, by środowisko samo się zrestrukturyzowało za tzw. "psie pieniądze", przy czym władze i tak pomogą tylko tym najbogatszym (w szerokim tego słowa znaczeniu).

Komisja Ewaluacji Nauki określi na podstawie standardów międzynarodowych (tu szczególnie z baz danych bibliometrycznych) dla każdej dyscypliny naukowej po jednym zestawie wartości referencyjnych dla kategorii A, B+ i B. O przyznaniu w ramach danej dyscypliny naukowej kategorii A lub B+ zadecyduje nieujemny wynik punktowy ocen przyznanych podmiotowi z zestawem wartości referencyjnych dla tej kategorii naukowej (podstawą obliczenia będzie kategoria niższa: dla A - B+, dla B+ B). Oczywiście, zostanie on obliczony według odpowiedniego wzoru.

Te podmioty, które będą miały kategorię A w danej dyscyplinie naukowej zostaną poddane dodatkowej ocenie eksperckiej z udziałem dwóch ekspertów, w tym jednego z zagranicznego ośrodka naukowego. Proponuję, by był to dowolny uniwersytet słowacki. Może jakoś przepuszczą, skoro przez tyle lat zarabiali na pseudohabilitacjach niektórych rodaków.


poniedziałek, 14 maja 2018

Przybyła policja na konferencję



Weekend był upalny, burzowy i deszczowy zarazem. W każdym bądź razie w Łodzi mieliśmy najpierw słoneczne piekiełko, a po 15.00 gwałtowne opady deszczu zamieniły ulice, budynki, w tym miejsca publiczne w jeziora i/lub rwące strumienie rzeki. Okazało się, że np. wybudowany za prawie 2 miliardy złotych, a ponoć najwspanialszy dworzec PKP Łódź-Fabryczna - stał się zadaszonym basenem. Taki jest efekt inwestycji kapitalistycznych w paradygmacie przetargów publicznych. Ponoć wielu na nich skorzystało, tylko nie społeczeństwo i przestrzeń publiczna.

Hitem jednak, a nawet swoistego rodzaju eventem polityczno-akademickim okazała się informacja o pojawieniu się w służbowych celach polskiej policji na ogólnopolskiej konferencji naukowej "Karol Marks: 2018", którą zorganizował filozof z Uniwersytetu Szczecińskiego - prof. dr hab. Jerzy Kochan w ośrodku uczelnianym w Pobierowie. Jak zapowiadali debatę współorganizatorzy z periodyku "Nowa Krytyka":

Dwieście lat później, prawie dokładnie w dzień jego urodzin organizujemy kolejną konferencję czasopisma filozoficznego "Nowa Krytyka" z serii "Filozoficzne źródła nowoczesnej Europy". Tym razem poświęcamy ją w całości Karolowi Marksowi. Ale chcemy, aby nasza konferencja była czymś więcej niż konferencją, aby była naszym świętem z okazji dwóchsetlecia urodzin Karola Marksa: badacza, polityka i autora, który był i jest dla nas wciąż źródłem intelektualnej przygody, fascynacji i wielu ciepłych uczuć.

Odpowiedzialny za program konferencji prof. Jerzy Kochan, a zarazem redaktor naczelny powyższego periodyku, natychmiast poinformował w sieci o niespodziewanych gościach, którzy sprawdzali, czy akademicy nie prowadzili pod szyldem naukowej konferencji antynarodowej działalności. Sfotografowali nawet wydawnictwa czasopisma "Nowa Krytyka", a także spisali organizatora. Zupełnie niepotrzebnie, bo ów periodyk jest dostępny online, podobnie jak program i organizatorzy konferencji. Kierujący tam policję mocodawcy powinni jednak się do tego merytorycznie przygotować. Nie wierzę, by w policji nie było absolwentów filozofii czy chociażby socjologii marksistowskiej. Zbyteczna byłaby wówczas owa interwencja, bo policja powinna zająć się znacznie ważniejszymi sprawami w naszym kraju.

Natychmiast zainteresowali się tym dziennikarze PAP, którzy uzyskali wyjaśnienie oficera prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Gryficach podkom. Zbigniewa Frąckiewicza, (...) że policjanci wykonywali czynności "na polecenie prokuratora Prokuratury Rejonowej Szczecin Zachód". Sprawdzali, "czy nie doszło do zachowań wypełniających znamiona przestępstwa z art. 256 § 1 kk. i publicznego propagowania innego totalitarnego ustroju państwa". "Policjanci, realizując wytyczne prokuratora, przeprowadzili rozmowę z organizatorem konferencji naukowej, zbierając informacje na temat programu i przebiegu konferencji. Interwencja policjantów zakończyła się sporządzeniem notatki, która zostanie przekazana do właściwej prokuratury zlecającej powyższe czynności".

Z programu konferencji wynika, że najbardziej marksistowskim uniwersytetem jest lider - Uniwersytet Warszawski. Tu rzeczywiście filozofia marksistowska znajduje swoich wiernych badaczy i kontynuatorów. Uczeni pojechali nad morze, bo doskonale wiedzieli, że zapowiada się tam piękna pogoda, a że Marks był słońcem dla przewodniej siły narodu w okresie PRL, to i chcieli na tym skorzystać policjanci. W partii władzy - tak jak w opozycji - znajdują się członkowie i wielbiciele PZPR, miłośnicy Marksa, toteż nic dziwnego, że ktoś zapragnął sprawdzić przy pomocy aparatu dochodzeniowego, czy aby nie pominięto w materiałach konferencyjnych i wypowiedziach niektórych z jego/jej idoli.

A po obradach można było iść na plażę, wykąpać się w morzu, bo nauka lubi wodę, także morską.

--- Po kilku dniach:

Żenujące stanowisko Prokuratury, z którego wynika, że każdy ignorant może złożyć doniesienie na każdą konferencję naukową i będziemy mieli policję w trakcie obrad. To jest fatalny sygnał dla polskiej nauki i społeczeństwa.

niedziela, 13 maja 2018

"Uczyń ze swojego życia Arcydzieło"


Tak, jak uwielbiam filmy Krzysztofa Zanussiego, czołowego reżysera "Kina moralnego niepokoju", tak nie miałem najmniejszej wątpliwości, że sięgając po jego autobiograficzną książkę pt. "Uczyń ze swojego życia Arcydzieło" spotkam wyjątkową OSOBĘ z jej szlachetnym spojrzeniem na współczesny świat.

Kilka lat temu uczestniczyłem w Łodzi w ogólnopolskiej konferencji filozofów, ekonomistów i specjalistów z nauk o zarządzaniu na temat etyki w biznesie ciesząc się, że w programie plenarnych obrad wystąpi też Krzysztof Zanussi. Rzeczywiście, tuż po przerwie kawowej aula została wypełniona po brzegi młodzieżą akademicką, bowiem chcieli posłuchać tego, który miał mówić na temat etyki i ludzkich zachowań.

Studenci nie interesowali się ani modelami zarządzania w biznesie, ani dyskursem etycznym na temat braku etyki w polityce i biznesie, gdyż chcieli spotkać Mistrza, kogoś wiarygodnego tak w twórczości, jak i codziennym życiu. Tuż po wystąpieniu reżysera sala znowu opustoszała do liczby tych, którzy musieli w niej pozostać, by wygłosić swój referat czy komunikat z badań.

Każdy myślący, wrażliwy i zaangażowany społecznie i/czy zawodowo człowiek po przeczytaniu niewielkiej objętości książki nie pozostanie obojętny na to, co autor w niej zawarł. Nie jest to traktat moralny, aczkolwiek ma z tą formą narracji wiele wspólnego. Ktoś może powiedzieć, że jest to filozofia codziennego życia doświadczonego artysty, profesora nauk o sztuce, który postanowił podzielić się swoim psychopedagogicznym credo z czytelnikami i miłośnikami jego twórczości filmowej.

Warto sięgnąć po to arcydzieło, które jest dopełnieniem życiowej misji twórcy, którą dzieli się w niezwykle subtelny sposób, z dużym dystansem do siebie, do świata, śladów własnych doznań, a przy tym bez epatowania swoją wielkością. Jest świadom swoich artystycznych dokonań i zasług, ale z charakterystyczną dla siebie skromnością unika jakichkolwiek przejawów ingracjacji. Jest to książka na wskroś pedagogiczna, ale i znalazłaby się zapewne na księgarskich półkach w dziale "osobisty rozwój" czy humanistyka.

Mamy tu znakomite metafory, życiowe anegdoty, wspominki, którymi K. Zanussi wzmacnia swoje argumenty niejako na dowód własnej racji, która nie musi być jedyną perspektywą oglądu czy doznawania świata. KULTURA jest dla niego zdolnością przekraczania siebie, autotransgresji, sięgania tam, "gdzie wzrok nie sięga" (s. 12) Nie sili się - jak wielu potocznych psychologów, od których receptariuszy na życie uginają się księgarskie półki frazesów, banałów i eklektycznych przeróbek koncepcji życia - na przekonywanie kogokolwiek do kierowania się w życiu jedynie słusznymi maksymami, tylko opowiada o życiu wplatając je niejako w treść wydarzeń czy zapamiętanych wypowiedzi swoich rozmówców.

Krzysztof Zanussi opowiada nie tyle o sobie, co sobą o życiu, pełnionych w nim rolach i spotkaniach z Dobrem i Złem, o doświadczaniu miłości i wrogości, prawdy i kłamstwa, powiernictwa nadziei i zdrady, wolności i zniewolenia. Poznajemy reżysera z zupełnie innej strony, niejako z wnętrza jego OSOBOWOŚCI, DUCHOWOŚCI, WIARY, jako kogoś, kto kocha to, co czyni. Tytuły rozdzialików najwięcej mówią o ich zawartości:

1. Najgorzej jest, kiedy nienawidzi się tego, co się robi;

2. Uczyń arcydzieło ze swojego życia;

3. Nie uciekaj przed wartościowaniem;

4. Szukaj doskonałości;

5, Czym jest dialog;

6. Jeśli kochasz, nie musisz być tolerancyjny;

7. Honor na wagę życia;

8. Czy ludzki gatunek wymiera?

9. Świat jest przepełniony tajemnicą;

10. Nauka dopuszcza myśl o tajemnicy.

Wygląda jak dziesięć Przykazań, jak pedagogiczny dziesięciościan, o którym pisał Zbigniew Kwieciński, jak zbiór Praw Harcerskich, jak... . Nic z dosłowności tych rzeczy. Tu każdy znajdzie coś dla siebie, z siebie i o sobie. Otrzymaliśmy genialną pracę bez przypisów, bibliografii, ale za to napisaną piękną polszczyzną, niezwykle mądrą i - jak przystało na tej klasy uczonego-artystę - także estetycznie wydaną.

Nie zdradzam treści, nie przywołuję w tym wpisie myśli Krzysztofa Zanussiego, bo trzeba je czytać w kulturowym kontekście całości i otwartości na SPOTKANIE, którego owoce poznamy po własnych czynach. Jeśli zatem ktoś chciałby skonfrontować swoje życie z refleksją wybitnego reżysera, humanisty, intelektualisty przełomu XX i XXI wieku, to nie pożałuje poświęconego tej książce czasu.