niedziela, 7 kwietnia 2019

Nie tylko minister Anna Zalewska opróżniała kosz nauczycielskiej pracy


Nie interesują mnie gry polityczne ani prezesa ZNP - Sławomira Broniarza, ani przewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty NSZZ "Solidarność" - Ryszarda Proksy, bo obaj coś załatwiają ponad to, do czego zobowiązuje ich pełniona funkcja. Jeden od lat wspiera SLD, drugi jest radnym PiS, a więc oskarżanie jednego o działanie polityczne, a drugiemu przypisywanie cnót walczącego o nauczycielską godność jest nieporozumieniem.

Minister Anna Zalewska bezmyślnie i bezkrytycznie wprowadziła deformę ustroju szkolnego na zasadzie kontraktu: ona wdroży oczekiwaną przez część narodu zmianę, a w zamian otrzyma I miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego. Opłacało się? Jej tak. Jej przełożeni wywiązali się z danego słowa. Ona także spełniła ich żądania.

Trzeba być pozbawionym wyobraźni, jeśli uważa się, że można zmanipulować wykształcone w III RP środowisko nauczycielskie, szantażować, straszyć i trzymać w upokarzających warunkach pracy, by wbrew jego akceptacji przeprowadzić zmianę ustroju szkolnego do stanu, z którego opuszczenia jednak 2/3 nauczycieli było zadowolonych.

Tym, którzy przeszli do gimnazjów poprawiło się przynajmniej poczucie własnej wartości. Zarabiali równie nędznie, jak ci w podstawówce czy w przedszkolu, ale za to byli profesorami gimnazjum. Polskie władze wydały miliardy złotych na zmianę sieci szkolnej, ich wyposażenie oraz dokształcenie nauczycieli. Środki Europejskiego Funduszu Społecznego przelewane były na konta administracji państwowej, samorządowej, oświatowców, edukatorów a nawet pracowników akademickich, którzy realizowali różne, także nonsensowne projekty edukacyjne.

To wszystko zostało wyrzucone do kosza, zostało wyzerowane jak na pulpicie komputera. Minister A. Zalewska wykonała komendę "wyrzuć do kosza" a następnie "opróżnij kosz". W Polsce bowiem nie szanuje się czyjejś pracy, pieniędzy podatników, poświęconego na udział w zmianach czasu zawodowego i osobistego wielu oddanych im nauczycielom. Ilu nauczycieli zamiast w sobotę i niedzielę radować się własną rodziną zasuwało na kolejny kurs, studia podyplomowe, szkolenia, konferencje, warsztaty... bo przecież Polska wzywa.

Każda formacja polityczna niszczyła to, co tworzyła poprzednia władza. Ci z koalicji "PSL i SLD" zdewastowali w latach 1993-1995 proces budowania oświatowej samorządności i wzmacniania autonomii oraz profesjonalizmu nauczycielskiego. Mieli swoich "wybitnych" ministrów, a jakże - Ryszard Czarny, Jerzy Wiatr. Powiew zatęchłego PRL-u. A gdzież to jest ten wybitny minister PSL? Czyż nie w Parlamencie Europejskim z ramienia... Prawa i Sprawiedliwości?

Politycy PSL współzarządzali oświatą dla własnych zysków z każdą władzą. Co im tam była za różnica. Oni mogli z każdą, byle być przy żłobie, mieć dla swoich stanowiska, funkcje w kuratoriach, delegaturach itd. No i mieli, tak w latach 2001-2005, 2007-2015. Gdzież było ich poczucie odpowiedzialności za polską szkołę? Jakiż to wkład wnieśli w rozwój profesjonalizmu i docenienie pracy polskich nauczycieli???

Prawo i Sprawiedliwość wraz z przydatkami małych formacji prawicowych podobnie postępowało z nauczycielami w latach 2005-2007. Czyż to nie ich ówczesny minister edukacji - Roman Giertych miał za nic polskich nauczycieli? Czy mam cytować jego wystąpienia i przypominać szkalujące polskich nauczycieli także wypowiedzi ówczesnego premiera - Jarosława Kaczyńskiego z tamtego okresu czasu? W historii oświaty nic nie ginie. Pamięć społeczna jest trwała. Nie spali się jej w parafii ignoranta, który zaprzecza nauce społecznej Kościoła katolickiego.

Ministra Anna Zalewska była tak niekompetentna, niedouczona i bez wyobraźni,ale za to pełna pychy, arogancji i wyniosłości w stosunku do większości polskich nauczycieli, także tych w znakomitych gimnazjach katolickich, którzy musieli rozstać się z ciężką, wieloletnią pracą na rzecz formacji młodzieży, że nawet nie rozumie tego, do czego doprowadziła.

Strajk o płace nie jest de facto strajkiem ekonomicznym, chociaż także powodowany jest poczuciem niedopuszczalnej w kraju zmierzającym do konkurowania z rozwiniętymi gospodarczo państwami (O, cóż za niespójność z quasi reformą J. Gowina!!!) degradacji.

TO JEST STRAJK O GODNOŚĆ ZAWODU, O ETOS POLSKIEJ INTELIGENCJI, KTÓRA KSZTAŁCIŁA I CHCE EDUKOWAĆ KOLEJNE POKOLENIA POLAKÓW, ale nie w warunkach ją upokarzających ekonomicznie, pedagogicznie i kulturowo.

Tego Anna Zalewska nie rozumie, bo była tylko i wyłącznie narzędziem w rękach polityków, sprytnie schowanych w murach prezydenckiego pałacu, uniwersytetu czy siedzib partii. Jej bezmyślność i pośredniość działań została odsłonięta już w 2016 r., kiedy przyszła na zaproszenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

Nic nie pomogą kosze kwiatów, które wręczają kuratorzy oświaty ministrom i wiceministrom, którzy przyjeżdżają do nich z rzekomym przesłaniem oświatowym i reformatorskim. Nauczyciele widzą ten żałosny teatr, uniżoność, nieadekwatną samoocenę sekretarzy i podsekretarzy stanu. Im się naprawdę wydaje, że są kimś znaczącym, a nie chcą przyjąć do wiadomości służebnej roli wobec obywateli. No to niech dalej tworzą państwo oświatowej służalczości, niech dalej się doceniają, wypłacają sobie premie, bo przecież im wolno, im się to należy.

Ministra Anna Zalewska zapisała się w dziejach oświaty polskiej najgorszymi zgłoskami, bowiem niszczyć można szybko, łatwo, a nawet przyjemnie, za to znacznie trudniej i dłużej coś się buduje. Do czasu, aż przyjdzie kolejna taka ministra, które też wyrzuci to do kosza.