sobota, 15 kwietnia 2017

Pełnych radości, nadziei i zdrowia Świąt Wielkiej Nocy!


Święta Wielkiej Nocy są okresem dla wielu z nas szczególnego rodzaju spotkań z Źródłem Istnienia, Stwórczą Siłą, ale i z Bliskimi, dzięki którym budujemy DOBRO naszego życia.

Może właśnie w tych dniach uświadomimy sobie, jak bardzo jesteśmy naznaczeni Tym, który - choć jest Wielkim Nieobecnym - to jednak wraca do nas mocą radości i wartości życia.

Życzę zdrowych, spokojnych i pełnych nowych doznań Świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Niech wiosenna aura sprzyja bliskim naszym sercom spotkaniom, a dzieląc się świątecznym jajkiem życzmy sobie tego, co ono symbolizuje od dawien dawna, a mianowicie nadzieję na lepsze, być może także inne wartości, które wpiszą w nasze życie żywotność, nową energię, siłę, płodność, początek i nieśmiertelność. Słonecznej aury na wszystkie następne dni i Wesołego Alleluja

piątek, 14 kwietnia 2017

Poezją płaczemy po odejściu dra Bohdana Cyrańskiego



Łódzka pedagogika straciła uczonego-adiunkta-wykładowcę doktora Bohdana Cyrańskiego w dniu, w którym po raz ostatni przed Świętami Zmartwychwstania Pańskiego mogliśmy jeszcze spotykać się w miejscu pracy czy innych okolicznościach przekazując sobie życzenia. W klimacie liturgii Wielkiego Tygodnia, pieśni i nabożeństw pasyjnych, zostajemy zderzeni z ziemskim bólem rozstań i radością nowych narodzin, czyichś sukcesów i innych trosk oraz zmartwień.

Za ks. Adamem Bonieckim powiedziałbym - Bóg nie chciał tej ofiary, tylko miłosierdzia, ale organizm ludzki zmagający się od kilku lat z chorobą odmówił Bohdanowi nadziei na dalsze spełnianie się tu i teraz, na Ziemi, w naszym akademickim środowisku, w którym tak silnie zaznaczał swoją OBECNOŚĆ i TWÓRCZOŚĆ, ETOS i SPOŁECZNĄ WRAŻLIWOŚĆ.

Życie dra Bohdana Cyrańskiego się nie kończy, ale przemienia, bo był Osobą wierzącą i wierną wartościom, których sam był nośnikiem. Pisał, publikował, a więc jest razem z nami, w nauce poprzez swoje rozprawy, które odpowiadały wysokim standardom. Nie bez powodu w roku 2013, otrzymał najwyższe wyróżnienie w pedagogice społecznej, jakim jest Nagroda Łódzkiego Towarzystwa Naukowego im. Profesor Ireny Lepalczyk, w tym przypadku za pracę pt. Aksjologiczne podstawy pedagogiki społecznej Heleny Radlińskiej. Przykład zastosowania interpretacji hermeneutycznej, Łódź 2012, Wydawnictwo UŁ.


Wspólnie z Żoną Ewą, też doktor pedagogiki społecznej i ze swoim kierownikiem Katedry prof. Jackiem Piekarskim wydali książkę pt.Praktyki pedagogiczne w szkole. Projekt i porady metodyczne , która jest znakomitym świadectwem "wspólnotowej" troski o jak najwyższy poziom przygotowania studentów pedagogiki do wejścia w zawód. Stworzyli razem wyjątkową szkołę, laboratorium akademickiego kształcenia młodych dorosłych w praktyce do praktyki, ale w taki sposób, by na Uniwersytecie doświadczyli uczenia się jako używania wiedzy (właśnie owego praktykowania), które będzie ugruntowane w całokształcie doświadczenia.


Jeszcze kilka tygodni temu rozmawiał z każdym członkiem Rady Wydziału, by przeprowadzić drobną, ale w imię godności pracowników pomocniczych uchwałę o nieznacznym chociaż podwyższeniu ich premii. Do końca był nie tylko uczonym, który nie zdążył, mimo wielu rozpraw naukowych wszcząć postępowania habilitacyjnego, ale kolegą, współpracownikiem, empatycznym i zawsze myślącym kategorią dobra wspólnego. A to wcale nie jest tak często spotykana postawa w naszym środowisku. Nie zdążył z własnym awansem ku samodzielności, bo wiecznie troszczył się jako związkowiec o innych, nieustannie domagał się poszanowania praw pracowników, którzy w akademickim środowisku, na każdym stanowisku pracy są najzwyczajniej w świecie sproletaryzowani.

Pracował przez wiele lat w różnych miejscach, obok tego najważniejszego dla Niego, jakim zawsze był Uniwersytet Łódzki, Wydział Nauk o Wychowaniu, by żyć na miarę potrzeb młodej inteligencji, klasy średniej, która tworzy spójne chrześcijańskimi wartościami rodziny troszcząc się o rozwój i wykształcenie własnych dzieci. Tam, gdzie mogłem, też Go zatrudniałem, bo należał do grupy wiarygodnych i zaangażowanych nauczycieli akademickich. Oj, nasi studenci musieli naprawdę się nauczyć, słuchać Go ze zrozumieniem, przejść przez warsztat metodologii badań społecznych, by z poczuciem wiedzy i umiejętności dotrwać do dyplomowego egzaminu.

Nie chce się wierzyć, bo trudno jest pogodzić się z odejściem wciąż przecież młodego nauczyciela akademickiego, przed którym było tyle wyzwań, ciekawych zadań i Jego pasji do rozwiązywania najtrudniejszych spraw ludzkich. Odszedł od nas, tu w Łodzi - PEDAGOG przez wielkie P, szlachetny, prawdziwy, oddany i wierny wartościom Ojciec, Mąż, Przyjaciel, Kolega, Współpracownik. Łącząc się w bólu z Jego Małżonką - Ewą i Synem, nie znajduję innych słów na Jego Pożegnanie jak fragment wiersza, którego autorką jest studentka naszego Wydziału pani Aleksandra Dec. W tomiku "Skarbonka milczenia" (Kraków 2015, s. 46) pisze - w zupełnie innym kontekście - ale oddając treścią w tej bolesnej okoliczności mój smutek:

"poezją płaczę, gdy mi smutno,

poezją milczę, by zbyt wiele nie mówić.

poezją widzę, by nie być jak zamknięty w pustce,

poezją wątpię, by dla innych być siłą
.
(...) "

Dr Bohdan Cyrański będzie dla nas dalej siłą swoich rozpraw i pamięci o Jego życiu. Niech spoczywa w pokoju!

Skok na Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów

Złożenie przez naukowca do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargi na przewlekłe prowadzenie postępowania przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów w sprawie nadania tytułu profesora czy odwołania od odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego itp. nie ma w obecnej sytuacji prawnej racji bytu.

Pisałem o tym jakiś czas temu, że Centralna Komisja została ubezwłasnowolniona decyzją premier rządu, która nie powołała na funkcję przewodniczącego tego organu żadnego z dwóch wybranych przez Zgromadzenie Ogólne kandydatów. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin przedłożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy, w świetle którego premier będzie miał prawo wskazać przewodniczącego CK spośród wszystkich członków tego organu. Dopóki zatem Sejm nie przyjmie tej nowelizacji, a prezydent RP nie podpisze ustawy, to mamy paraliż.

Tak więc, nie ma sensu składanie skargi do WSA, gdyż można ją wnieść dopiero po wyczerpaniu środków zaskarżenia. Najpierw zatem należałoby zaskarżyć premier rządu. Jak interpretuje tego typu skargi WSA: Przez wyczerpanie środków zaskarżenia należy rozumieć sytuację, w której stronie nie przysługuje już żaden środek zaskarżenia, taki jak zażalenie, odwołanie lub wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, przewidziany w ustawie.

Tymczasem w "Rzeczpospolitej" prof. dr. hab. inż. Jacek Zimny, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP oraz profesor AGH, opublikował typowy dla lat 50. XX w. artykuł o rzekomym hamowaniu rozwoju nauki przez Centralną Komisję. Nie dość, że nie wie, jaka jest sytuacja prawna krytykowanego przez niego organu, to stwierdza m.in.:

" Instytucją centralną mającą bezpośredni wpływ na strategiczny rozwój kadry naukowej w Polsce jest Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych. (...) Jest ona organem nie tylko nieprzydatnym, ale wręcz szkodliwym, blokującym rozwój kadry profesorskiej. Wnioski o nadanie tytułów, jakie przez nią przechodzą, są nieadekwatne do wymagań polskiej nauki oraz rozwoju społeczno-gospodarczego naszego kraju."

Sądziłem, że o rozwoju kadry naukowej w Polsce decyduje ona sama wynikami własnych osiągnięć badawczych. To prawda, że wnioski o nadanie tytułu naukowego profesora są zatwierdzane przez Centralną Komisję, ale z perspektywy czteroletniej służby na funkcji przewodniczącego Sekcji CK mam materialne dowody na brak zasadności takiej oceny. Gdyby nie ten organ, to profesorami zostaliby m.in. oszuści, plagiatorzy, osoby o niezgodnych ze standardami naukowymi w ramach reprezentowanej przez siebie dziedziny osiągnięciach naukowych.

Centralna Komisja stoi na straży prawa i etosu nauki. Czyżby powyższy adwersarz postanowił sprzyjać temu, żeby w postępowaniach o nadanie tytułu naukowego profesora było miło, łatwo i przyjemnie bez spełniania jakichkolwiek wymogów, poza być może posiadaniem legitymacji partyjnej formacji rządzącej? Na jakiej podstawie stwierdza, że: Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych powinna być strażnikiem etosu nauki, dziś jest natomiast przede wszystkim państwem w państwie.(Nauka i rozwój, Rzeczpospolita z dn. 7.04.2017, s. A11) Co przez to rozumie?

Na czym polega owo państwo w państwie, skoro to właśnie władze państwowe nie tylko określają jego zadania, kontrolują jego funkcjonowanie oraz przeprowadzają w Sejmie III RP kolejne nowelizacje, które są częściowo patogenne w swoich zapisach? Wielokrotnie było to wykazywane nie tylko w mediach, ale jest opublikowane w komentarzach prof. Huberta Izdebskiego do Ustawy o stopniach i tytułach naukowych?

Kuriozalny i ośmieszający tego autora jest wytyk, jakoby Centralna Komisja była (...) współodpowiedzialna za obniżanie się poziomu polskiej nauki, widocznego również za sprawą spadku dwóch najlepszych uniwersytetów z czwartej do piątej setki rankingu szanghajskiego. Dlaczego nie wymienił jeszcze innych rankingów, raportów światowych i wewnątrzkrajowych oraz nie dodał, że Centralna Komisja jest współodpowiedzialna także za wynalezienie grafenu? Zapewne także jest współodpowiedzialna za niskie płace w środowisku akademickim i brak przydziału na mydło socjalne, jak miało to miejsce w latach PRL.

Co proponuje profesor osadzony w Narodowej Radzie Rozwoju? Trzeba ją więc zlikwidować w jej dotychczasowej strukturze i zakresie obowiązków. Obowiązki Komisji należy przekazać pod jurysdykcję prezydenta i jego Kancelarii, jak w stanie prawnym w latach 1933-1951. Teraz jest wszystko jasne. Czyżby profesor chciał zrealizować się w organie centralnym u boku Prezydenta RP, bo własne środowisko nie wybrało go do CK? Nie można napisać wprost, że chce się kierować instytucją tego typu, tylko trzeba pisać takie bzdety, bez jakichkolwiek przesłanek rzeczowych?

czwartek, 13 kwietnia 2017

Poważny zanik etosu pracownika naukowego


Udział w pracach Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów każdego członka naukowych sekcji sprawia, że rozpatruje się w nich nie tylko pozytywnie docenione wnioski konkretnych osób i jednostek akademickich, ale zarazem wsłuchuje w opinie superrecenzentów, ekspertów najwyższej klasy, którzy referują swoje krytyczne sądy o ocenianych dziełach i dokonaniach kandydatów do stopni naukowych czy tytułu naukowego profesora.

Z każdym rokiem poszerza się zakres wniosków, które stanowią egzemplifikację patologii, dewiacji, naruszania prawa przez różne podmioty, niestaranności, a przede wszystkim zaniku moralności u części osób. Czyżby już niektórzy zapomnieli że ślubowali w czasie promocji doktorskiej:

(...) że godność, którą wam nadamy, zachowacie czystą i nieskalaną i nigdy jej nie splamicie nieprawymi obyczajami lub hańbiącym życiem;

że badania naukowe w swoich dyscyplinach ochoczo i gorliwie będziecie uprawiać i rozwijać nie z chęci marnego zysku czy dla osiągnięcia próżnej sławy, lecz po to, by tym bardziej krzewiła się prawda i jaśniej błyszczało jej światło, od którego zależy dobro rodzaju ludzkiego (...)
?

Rok 2017 w Sekcji I Nauk Humanistycznych i Społecznych zaczął się od rozpoznawania przez ekspertów także wysoce niestosownych postaw i braku rzeczywistych dokonań naukowych osób, dla których ważniejsze okazało się wykorzystanie wszelkich procedur, niż przyjęcie do wiadomości, że nie postępuje się niegodnie. Dotyczy to nie tylko wnioskodawców, ale częściowo obciąża także członków rad jednostek czy komisji habilitacyjnych.

Nie ma posiedzenia Sekcji, byśmy nie dowiedzieli się o tym, że odwołujący się od uchwały rady jednostki (odmawiającej nadania stopnia doktora habilitowanego) doktor:

- przedłożył jako osiągnięcia prace popularnonaukowe (zdarza się, że są to artykuły w prasie codziennej) albo stylistyka wypowiedzi jest potoczna, obciążona subiektywizmem twierdzeń, względnością tez, wadami koncepcyjnymi,

- nie zna metodologii badań własnej dyscypliny czy dziedziny nauk;

- przywłaszczył część cudzego dorobku naukowego (np. habilitantka przejęła teksty swojego męża, albo współautora wcześniejszych z nim rozpraw);

- sztucznie namnaża publikacje wykazując te same rozprawy jako odrębne tylko dlatego, że zostały wydane w innych zbiorach, czasopismach i pod innym tytułem;

- ubiegał się o habilitację z innej dyscypliny od tej, w zakresie której publikował, ale jej/jego rozprawy nie spełniają minimalnych standardów naukowych;

- dorobek naukowy jest lokalny, szczupły, nie wnoszący niczego nowego do dyscypliny naukowej;

- rozprawa naukowa ma wady konstrukcyjne, jest niedoskonała warsztatowo, pełna metodologicznych i merytorycznych błędów; źle sporządzone są przypisy;

- monografia naukowa jest częściowym plagiatem!

Może trzeba przypominać:

Doctorandae et Doctorandi clarissimi!

Superatis cum laude examinibus, / quae lege constituta sunt ad explorandam doctrinam eorum, / qui doctoris nomen et honores consequi student, / adistis nos, / ut vos eo honore, /quem appetiistis, / in hoc sollemni consessu ornaremus.

Sed prius fides est danda / vos tales semper futuros, / quales vos esse iubebit dignitas,/ quam obtinebitis, / et nos fore vos speramus.

Spondebitis igitur:

primum // vos Universitatis, in qua summum in vestris disciplinis gradum ascenderitis, / piam perpetuo memoriam habituros / eiusque res ac rationes, / quoad poteritis, / adiuturos:

dein // honorem eum, / quem in vos conlaturi sumus, / integrum incolumemque servaturos / neque unquam pravis moribus aut vitae infamia commaculaturos:

postremo // vestrarum disciplinarum studia impigro labore culturos et provecturos / non sordidi lucri causa / nec ad vanam captandam gloriam, / sed quo magis veritas propagetur / et lux eius, / qua salus humani generis continetur, / clarius effulgeat.

Haec vos / ex animi vestri sententia / spondebitis ac pollicebimini?

środa, 12 kwietnia 2017

Co słychać u pedagogów specjalnych?



Od kilkunastu lat pedagogika specjalna cieszy się - nie tylko w naszym kraju - ogromnym zainteresowaniem kandydatów na studia, gdyż z każdym rokiem zwiększa się liczba osób poszkodowanych przez los, chorych, cierpiących, dysfunkcyjnych, niepełnosprawnych.

Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie jest rzeczywiście pierwszą, najdłużej i najlepiej kształcącą przyszłych profesjonalistów w zakresie nabywania wiedzy, kompetencji związanych z profesjonalnym działaniem na rzecz drugiego człowieka postrzeganego czy/i odczuwającego inność, którą jest zarazem ogromnym bogactwem humanum i wyzwaniem dla jego otoczenia.

Kadry naukowe i dydaktyczne Akademii Pedagogiki Specjalnej są wierne idei humanizmu i zarysowanej 95 lat temu przez Marię Grzegorzewską wizji pedagogiki ukierunkowanej na wspomaganie warunków życia, w tym także podmiotowych - osób niepełnosprawnych. W przygotowaniu są interdyscyplinarne studia nad niepełnosprawnością.

Od szeregu lat Uczelnia oferuje kształcenie w niezwykle szerokim profilu specjalności, tak by każdy zainteresowany pracą z osobami o określonej dysfunkcji zostały jak najlepiej przygotowane w zakresie zarówno aktywizacji osób o danej niepełnosprawności, jak i do pracy w środowisku otwartym, gdzie ma miejsce edukacja integralna, terapia, rewalidacja, rehabilitacja czy działalność profilaktyczna.

W APS jest możliwość poszerzania własnych kompetencji do pracy z dziećmi, młodzieżą, osobami dorosłymi czy starszymi. Studia obejmują takie specjalności, jak:


- Edukacja i rehabilitacja osób z niepełnosprawnością intelektualną;

- Edukacja i rehabilitacja osób z niepełnosprawnością intelektualną i autyzmem;

- Edukacja integracyjna i włączająca;

- Logopedia;

- Pedagogika terapeutyczno-lecznicza (także z arteterapią);

- Rehabilitacja osób ze sprzężoną niepełnosprawnością;

- Rehabilitacja społeczno-zawodowa;

- Rehabilitacja wzroku osób słabowidzących;

- Surdopedagogika; (także z terapią pedagogiczną);

- Tyflopedagogika oraz

- Wczesne wspomaganie rozwoju dziecka.

Wśród specjalności jest jeszcze szeroko rozwinięta pedagogika resocjalizacyjna (także z profilaktyką społeczną), która to specjalność w większości szkół wyższych jest realizowana w ramach kierunku pedagogika, w tym także na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego.

Inne ośrodki kształcenia w naszym kraju związane są z jednostkami kształcącymi na kierunku pedagogika czy także pedagogika specjalna, w tym tak znaczące jak:
- Wydział Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu,

- Wydział Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu,

- Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie,

- Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego,

- Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

- czy Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie,

- Wydział Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu czy

- Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.

Przy Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk działa Zespół Pedagogiki Specjalnej, który w 2016 . miał 3 posiedzenia:

- 18.04.2016 r. – na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach;

- 12.05.2016 r. – na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie;

- 21.11.2016 r. – w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie,

zaś 20.03.2017 r. odbył debatę na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych współpracą z tym Zespołem naukowców, nauczycieli akademickich oraz praktyków, gdyż jest to środowisko specjalistów z całego kraju, które ma za zadanie m.in. wspieranie rozwoju kadr naukowych w pedagogice specjalnej oraz analizowanie współczesnych problemów tej dyscypliny nauk pedagogicznych oraz uwarunkowań funkcjonowania absolwentów studiów z pedagogiki specjalnej w praktyce. Tu jest okazja do weryfikowania koncepcji badań naukowych, diagnostycznych, projektów czy wymiany doświadczeń. Zespołem Pedagogiki Specjalnej kieruje prof. Marzenna Zaorska.

Na posiedzeniu dnia 21.11.2016 r. powołano następujące zespoły robocze w ramach Zespołu Pedagogiki Specjalnej oraz przegłosowano przewodniczących danych zespołów:

- Zespół ds. Kształcenia w Pedagogice Specjalnej (przewodniczący prof. dr hab. Amadeusz Krause),

- Zespół ds. Edukacji Inkluzyjnej (przewodniczący prof. dr hab. Zenon Gajdzica),

- Zespół ds. Metodologicznych Problemów Badań (przewodniczący dr hab. Marcin Wlazło),

- Zespół ds. badań nad aktywnością medialną/online użytkowników ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (przewodniczący dr Piotr Plichta),

- Zespół ds. Andragogiki Specjalnej (przewodnicząca dr hab. Beata Borowska-Beszta),

- Zespołu ds. Etyki w Pedagogice Specjalnej (przewodniczący prof. dr hab. Franciszek Wojciechowski),

- Zespół ds. współpracy pedagogiki specjalnej z innymi dziedzinami i dyscyplinami nauki (przewodnicząc dr hab. Ewa Skrzetuska),

- Zespół ds. Badań Rodziny Osób z Niepełnosprawnością i Chorobami Przewlekłymi (przewodnicząc dr hab. Joanna Konarska).

W minionym roku Zespół Pedagogiki Specjalnej przygotował dla Ministerstwa Edukacji Narodowej trzy stanowiska lub opinie:

1) dotyczącą oferty współpracy ZPS z MEN (uzyskano odpowiedź o przekazaniu pisma do Departamentu
Wychowania i Kształcenia Integracyjnego oraz ORE);

2) w sprawie kształcenia osób głęboko niepełnosprawnych intelektualnie (nie otrzymano żadnej odpowiedzi z MEN),

3) w sprawie modelu edukacji dwujęzycznej dzieci głuchych (otrzymano odpowiedź, że MEN nie zajmuje się danym projektem).


Już wkrótce, bo w dniach 19-20 kwietnia 2017 r. odbędzie się w Poznaniu - pod patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN - konferencja naukowa nt. Interdyscyplinarne konteksty pedagogiki specjalnej - Miejsce Innego we współczesnej refleksji naukowej., którą od lat, cyklicznie organizuje kadra pedagogów specjalnych z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu na czele z prof. dr hab. Iwoną Chrzanowską i prof. UAM dr hab. Beatą Jachimczak. Zapowiadają się ciekawe debaty wokół chociażby takich kwestii, jak:


"Disability studies jako przykład interdyscyplinarnego podejścia do niepełnosprawności" (prof. dr hab. Andrzej Twardowski Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu);

„Uchwycić unikatowość i przeciętność – kilka uwag o interpretacji danych jakościowego studium przypadku Innego” (Prof. dr hab. Zenon Gajdzica, UŚ Cieszyn);

„Wyzwania współczesnej pedagogiki specjalnej” (Prof. dr hab. Amadeusz Krause, UG (Gdańsk);

"O (istocie i konsekwencjach) władzy pedagoga specjalnego" (dr hab. Teresa Żółkowska prof. US Uniwersytet Szczeciński);

"Sytuacja edukacyjno-zawodowa osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi – stan rzeczywisty a zapisy zawarte w Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych" - (Prof. dr hab. Marzenna Zaorska, UWM Olsztyn)


"Efekt Pigmaliona w edukacji włączającej uczniów bez niepełnosprawności" (dr hab. Grzegorz Szumski prof. APS Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie);

"Wkład antropologii kulturowej w studia nad niepełnosprawnością" (dr hab. Beata Borowska – Beszta prof. UMK Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu).

Udział zapowiedziało kilkudziesięciu uczonych z całego kraju, a zatem PEDAGOGIKA SPECJALNA zaświadcza o swojej ustawicznej obecności w sferze badań naukowych, upowszechniania ich wyników oraz dokonań praktycznych.

Zespół pedagogów specjalnych prof. Amadeusza Krause z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego zapowiada jeszcze w tym roku akademickim, w maju kolejną konferencję poświęconą dyskursom naukowym w pedagogice specjalnej. Innymi słowy - dzieje się.



Mam nadzieję, że Zespół zainteresuje się tym, jak to jest możliwe, że w większości wyższych szkół prywatnych i państwowych kształci się na kierunku pedagogika specjalna bez kadry z tej specjalności. PKA w ogóle nie reaguje na tę patologię, to może specjaliści zabiorą głos w tej kwestii?



wtorek, 11 kwietnia 2017

Harcerska hipokryzja i dewastacja moralna



Kiedy natrafiłem w mediach społecznościowych na artykuł Newsweeka, którego autor wzmacnia swój przekaz fotografią (chyba z Nadzwyczajnego Zjazdu ZHP?) i słowami zachwytu spod przysłowiowej budki z piwem chwali się zmianą Prawa Harcerskiego, to zrobiło mi się autentycznie smutno. Tak niszczy się najstarszy i najbardziej wartości model samowychowawczy w polskiej tradycji i kulturze pozaszkolnej, jakim dotychczas było polskie harcerstwo.

W wyniku przyjętej większością głosów delegatów 39. Zjazdu ZHP w Warszawie uchwałą - 10 punkt Prawa Harcerskiego , który brzmiał: Harcerz jest czysty w myśli, w mowie i uczynkach; nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych

na:

Harcerz pracuje nad sobą, jest czysty w myśli, mowie i uczynkach; jest wolny od nałogów.

Władze Związku wraz z kadrą instruktorską uległy presji i oczekiwaniom popkulturowej masy nastolatków i młodych dorosłych, którzy traktują harcerstwo tylko i wyłącznie jako trampolinę do innej kariery, awansu, osobistych korzyści. Mój komentarz nie ma nic wspólnego z dogmatem czy harcerską ortodoksją. Nie jestem już czynnym instruktorem od 1990 r., ale widzę, jak z każdym rokiem transformacji w III RP ZHP obniża swoje loty. Miałem zatem rację odchodząc z tego Związku na "emeryturę".

Druhny i Druhowie z GK ZHP - szybko zmieniajcie zapis, jaki jeszcze widnieje na stronie ZHP, a dotyczy celów wychowania tego Związku oraz programu, to chociaż nie będzie widoczna wasza hipokryzja. Po co wprowadzać w błąd dzieci i młodzież oraz ich rodziców zapisem:

Osiąganie sukcesów wychowawczych w naszych czasach nie wymaga rewolucji programowej. Ponadczasowość założeń harcerstwa sprawia, że nie wymagają one uaktualniania.


Aby to osiągnąć, harcerski program powinien być:
• aktualny – nie powinien rekonstruować historii, lecz ją tworzyć,
• atrakcyjny dla młodych ludzi – czyli odpowiadający na ich potrzeby, a nie ulegający przelotnym modom,

(...)


Sprzeniewierzyliście się drodzy instruktorzy w imię nieujawnionych korzyści, które z polskim harcerstwem niewiele mają wspólnego. Harcerstwo w ZHP przestaje być ruchem elitarnej formacji społeczno-moralnej, tylko wpisuje się w "menelską" mentalność, by nachlać się piwska w mundurze lub bez i cieszyć się z promili, które zaszumią w głowach. Rzeczywiście, dzięki zmianie możecie wmawiać wychowankom, że będziecie wolni od nałogów. Tylko jak do tej wolności chcecie przekonywać i zobowiązywać młode pokolenia? Wolność przez zniewolenie? Do zdrowia chcecie dążyć przez picie, palenie i dopalanie?

Argumentacja, z którą spotykam się na łamach harcerskiego medium budzi zażenowanie nieprzyzwoitą demagogią. Oto jej wyraz rzekomego powodu, dla którego należało zmienić 10 pkt Prawa Harcerskiego:

"Po pierwsze, metoda. Nakaz abstynencji jest sprzeczny z metodą harcerską. W naszym ruchu to nie abstynencja jest wartością. Wartością jest praca nad swoim charakterem. Stawiamy sobie wyzwania, by się z nimi zmierzyć i pokonać. Czasem to one pokonują nas, wtedy nie poddajemy się i próbujemy raz jeszcze. Garda zawsze wysoko!

(...)

Po drugie, skuteczność. Powszechnie pisze się o problemie nadużywania alkoholu i wynikających z tego problemach (np. „Czuwaj” 3/2007). 10 punkt Prawa w obecnym brzmieniu jest traktowany jako elementem profilaktyki antyalkoholowej, ochrony młodych. Panuje też przekonanie, że Polacy piją dużo i często, i że promowanie w harcerstwie abstynencji przyczynia się do odwracania tego trendu. Oba te poglądy są błędne.

Przeważyła ulica, popkulturowa miazga wartości. Redakcja Newsweeka znalazła reprezentanta tej postawy, który tak uzasadnia radość z zaistniałej zmiany:

Małkowski wzorował się na brytyjskim prawie skautowym, ale zakaz picia dodał od siebie – prawdopodobnie pod wpływem polskich organizacji niepodległościowych. W światowym skautingu nie mówiło się wówczas o abstynencji – nie mówi się o niej także dzisiaj.

– I to zawsze powodowało dziwne sytuacje w kontaktach międzynarodowych – opowiada jedna z harcerskich działaczek. – Podczas spotkań liderów z różnych krajów, gdy nie ma się pod opieką młodszych harcerzy, naturalne było, że wieczorami dorośli skauci z całego świata szli razem na piwo. Polska grupa piła wtedy wodę.


Aleksander Kamiński słusznie wskazywał w o swoim studium "Co młodemu człowiekowi może dać harcerstwo?", że harcerstwo w okresie PRL stawało się dla coraz większej liczby dziewcząt i chłopców tramwajem, do którego można wsiąść, a jak się ma słabą wolę, nie chce się pracować nad sobą, to można z niego wysiąść. Można. Teraz, to w tym tramwaju podadzą nawet piwo, albo będzie można wnieść je ze sobą i popijać, by dorównać skautom z innych krajów.

Kamiński pisał w 1978 r.: "Społeczną zasługą harcerstwa i zarazem jego dużym wkładem w wychowanie społeczne było nadanie walce z pijaństwem rangi zadania narodowego. Harcerki i harcerze wzrastali w atmosferze ważności swego Związku, byli przepojeni wiarą w doniosłość jego służby narodowi - toteż dyrektywę przeciwalkoholową prawa harcerskiego (podobnie jak przeciwnikotynową) traktowali jako wezwanie ideowe na rzecz walki o zdrowie fizyczne i moralne społeczeństwa" (s. 208).

Zjazd ZHP okazał się świętem demokracji, ale proceduralnej, a nie demokracji odwołującej się do wartości społeczno-moralnych polskiego narodu! Degradujecie harcerstwo z niskich pobudek i jeszcze się z tego cieszycie!?

Od początku transformacji ustrojowej opiekuję się pracami dyplomowymi studentów pedagogiki. Wiecie, jaki problem społeczny, socjalizacyjny jest ustawicznie aktualny? Alkoholizm i narkomania, rozpad rodzin, samobójstwa, autodegradacja moralna młodych Polaków. Do kwietnia br. mogłem im jeszcze mówić, że warto sięgać do tradycji i modelu samowychowawczego ZHP, który chronił młodych ludzi przed samozniszczeniem z przyzwoleniem społecznym na m.in. alkoholizm. Teraz będę musiał im powiedzieć, że pojawiła się kolejna strefa przyzwolenia i mamy do czynienia z bolszewicką, świecką tradycją "oblewania" wszystkiego.

Druhowie z ZHP - wznieście toast na adekwatnym do zjazdowej uchwały poziomie: "No to chlup w harcerski dziób!" W końcu raz, nie zawsze, a wielokroć, to jeszcze nie nałóg?

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Fetiwal Nauki w łódzkiej Manufakturze




Po raz siedemnasty odbył się Festiwal Nauki w Łodzi, ściągając tysiące dzieci i młodzieży z rodzicami, opiekunami czy rówieśnikami. To już nie akcje typu "Otwarte Drzwi" czy 'Targi Edukacyjne", ale właśnie Festiwal szkół wyższych staje się najlepszą promocją nauki i jej zastosowań w codziennym życiu.

Do specjalnie skonstruowanego hangaru na placu łódzkiej Manufaktury nie można było się wcisnąć, gdyż każde stanowisko - bez względu na prezentowaną dyscyplinę wiedzy naukowej - było oblegane przez osoby kilku pokoleń. Każdy mógł zbadać u siebie poziom cukru we krwi, ciśnienie, wzrok, stopy, skórę, a dzieci poznawały tajemnice ludzkiego ciała na składanym modelu. Jak ktoś chciał, to mógł nauczyć się udzielania pierwszej pomocy, zdrowego odżywiania czy uzyskać poradę z zakresu kosmetologii.


Nie zawiedli historycy, którzy zostali wzmocnieni przez Instytut Pamięci Narodowej o bezpłatne publikacje na temat żołnierzy wyklętych, dziejów łódzkiej opozycji, w tym powstania NZS-u. Na stoisko Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ można było się dostać po skasowaniu biletów komunikacji miejskiej sprzed 40 lat, a obsługująca to stanowisko studentka kasowała je równie starym urządzeniem. Humaniści wszędzie oferowali testy wiedzy historycznej, językowej, konkursy z historii miasta, a w oryginalnych strojach z różnych epok sztuki wojennej zachęcali do studiów na nowym kierunku - WOJSKOZNAWSTWO.


Na stanowisku Wydziału Nauk o Wychowaniu UŁ studenci psychologii pod kierunkiem mgr Magdaleny Kobylarczyk diagnozowali tych, którzy chcieli poznać poziom własnego stresu. Pani dr Tamara Sass wraz ze studentami kierunku "Edukacji Artystycznej" oczarowywała iluzjami optycznymi (fot. ekspozycja prac studentów stylu op-artu).


Ogromną popularnością cieszyły się stanowiska uczelnianych jednostek medycznych, politechnicznych, ale i wszystkich wydziałów uniwersyteckich. Moja córka nie mogła oderwać oczu od fantastycznie, barwnie wyjaśnianych i ilustrowanych laboratoryjnie przez wykładowcę UŁ praw fizyki. Inni zatrzymywali się przy eksperymentach z chemii, biologii czy nauk o ziemi. Wszędzie czekały na zainteresowanych nauką konkursy, gadżety, słodycze, a to dzięki sponsorom, których pozyskiwali organizatorzy poszczególnych stanowisk.



Wydział Nauk o Wychowaniu UŁ wsparły, dzięki zabiegom dr Arlety Suwalskiej z Zakładu Teorii Kształcenia i Wychowania firmy edukacyjne i hipermarket Auchan. Katedra Pedagogiki Społecznej zachęcała do zainteresowania się projektami socjalnymi i obywatelskimi, które od szeregu lat realizuje i wspomaga Instytut Spraw Obywatelskich. Szukają osób, które mają marzenia i chcą zmieniać świat, ludzi, którym bliskie są sprawy dobra wspólnego, małych ojczyzn.

Przez dwa dni dr Małgorzata Kostrzyńska z Katedry Pedagogiki Społecznej UŁ wraz z działaczami NGO prezentowała działalność spółdzielni socjalnych. W ten sposób można było zobaczyć, jak trudną, ale i niezwykle ważną społecznie odgrywa rolę profesja pedagoga społecznego jako przedsiębiorcy czy animatora aktywności prospołecznej. Zaprezentowano sesję plakatową prezentującą projekt „Pedagog – społeczny – przedsiębiorca”, który dotyczył właśnie ekonomii społecznej, a realizowany był w semestrze letnim na Wydziale Nauk o Wychowaniu.

Festiwal Nauki stał się po raz kolejny okazją do zaprezentowania spółdzielni socjalnych i ośrodków wsparcia ekonomii społecznej, jak: Spółdzielnia Socjalna Owocni, Zakład Aktywności Zawodowej TPN „Dobry Start”, Spółdzielnia Socjalna Vitasana”, Spółdzielnia Socjalna Łódzka Szansa, Fundacja Art of Breaking, Łódzkie Partnerstwo Pomocy w sytuacji Wykluczenia i Bezdomności, Fundacja „W Człowieku Widzieć Brata”, Stowarzyszenie Wsparcie Społeczne „Ja-Ty-My”, Centrum Promocji i Rozwoju Inicjatyw Obywatelskich „OPUS”, Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej Centrum KLUCZ. Fundacja Form Art. wystawiła spektakl dla dzieci w wieku od 3 do 13 lat pt. „O piracie Buciorze, który zgubił skarb”. Aktorzy zaprosili dzieci do zabawy, by wspólnie uczestniczyć we wspaniałej przygodzie. Widowisko przeplecione było piosenkami i żartami.


Pani dr Aneta Rogalska-Marasińska czuwała nad całością wydziałowych prezentacji wiedzy i umiejętności. Dr M. Modrzejewska-Świgulska wraz ze studentami prowadziła trening twórczego myślenia obejmujący zadania z twórczego myślenia, zagadki i zabawy z rozgrzewki twórczej. Pani mgr Małgorzata Krakowiak zaproponowała wraz ze studentami pokaz albumów szkolnych pt. „Tajemnice łódzkich szkół powszechnych, średnich, zawodowych z okresu XIX – XX w., któremu towarzyszył konkurs.


Studentki pedagogiki resocjalizacyjnej - Paulina Jaskulska, Oliwia Jackowska, Katarzyna Mikołajczyk, Klaudia Kurzacz, Martyna Jasion uchyliły drzwi do przestrzeni, której nikomu nie życzymy, ale jest ona konieczną instytucją w naszym państwie. Mam tu na myśli więzienia, których tajniki można było poznać w czasie tego naukowego pikniku. Świat zakładu karnego przybliżył w czasie spotkania przedstawiciel służby więziennej i jego psi partner.

Dużą popularnością cieszyły się stanowiska przyrodników, biogenetyków, fizjoterapeutów, a jak już ktoś sprawdził, że nie jest zbyt zestresowany, to mógł - zamiast szala - otulić swoją szyję wężem.

W godzinach popołudniowych nasi adragodzy: dr Anna Gutowska, dr Marcin Muszyński, dr Wojciech Świtalski, mgr Małgorzata Chmielecka wraz ze studentami tego kierunku zorganizowali grę miejską: W poszukiwaniu dorosłości . Jej uczestnicy zostali podzieleni na rywalizujące ze sobą zespoły, by zrealizować w mieście (w obrębie Manufaktury) w oparciu o dostarczoną mapę, wraz ze wskazówkami i zasadami gry określone zadania. Komu było zimno, mógł pozostać pod namiotem i wziąć udział w grze stolikowej - Ułóż plan studiów . Zabawa polegała na rozwiązaniu łamigłówki, w której na podstawie uzyskanych informacji należało ułożyć plan zajęć studenta pedagogiki. Udział w ćwiczeniu rozwijał myślenie i pozwalał poznać tematykę zajęć studenta pedagogiki.


Pasjonaci sportu mogli spotkać się z naszym absolwentem pedagogiki wychowania fizycznego i zdrowotnego - mgr. Piotrem Kędzią, by porozmawiać o potrzebie ruchu. Pani dr Jadwiga Robacha wraz ze studentami z Koła Naukowego PWFiZ przeprowadziła quiz o tematyce sportowej. Zainteresowani mogli też pomierzyć siły mięśni dłoni czy sprawdzić swoją celność rzutami do kosza.



Ciekawie wyglądała dłoń wydrukowana w drukarce 3D.





Jak już ktoś był bardzo zmęczony, to mógł zasiąść w samochodzie napędzanym na baterie słoneczne.

Festiwal Nauki jest w każdym ośrodku akademickim okazją polskich uczonych do przybliżenia społeczeństwu własnych dokonań, zaprezentowania chociaż cząstki z laboratoryjnych tajemnic czy zachęcenia najmłodszych do uczenia się dla przyjemności rozumienia świata. Do zobaczenia za rok na kolejnej edycji Festiwalu oraz w salach wykładowych łódzkich uczelni. Odwiedzający stanowiska wyrażali wdzięczność pracownikom m.in. Wydziału Nauk o Wychowaniu oraz studentom za poświęcenie swojego czasu na spotkania, prezentacje, gry, testy i ćwiczenia.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Kształcić tzw. psychologów już każdy może

czasem lepiej, a czasem gorzej, ale nie o to chodzi, czy się komuś zaszkodzi.
Od końca lat 90. XX w., kiedy prowadzone były w Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego prace nad standardami kształcenia na wszystkich kierunkach studiów, psychologia była w naukach (wówczas) humanistycznych jedną z nielicznych dyscyplin, które wymagały dla uzyskania prawa do wykonywania zawodu - ukończenia jednolitych pięcioletnich studiów magisterskich. W pełni rozumieliśmy tę sytuację, bowiem trudno uznać, że ktoś, kto nie posiadł rzetelnej wiedzy z podstawowych, kierunkowych i specjalnościowych przedmiotów psychologicznych może mieć prawo do pracy w tym zawodzie. Zresztą i tak było ono ograniczone, bo do pracy psychoterapeutycznej trzeba było mieć ukończone jeszcze dodatkowe, często trzyletnie studia specjalistyczne, uwieńczone odpowiednim do danego podejścia terapeutycznego certyfikatem.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego w okresie rządów PO i PSL - prof. Barbara Kudrycka dokonała prawnej i proceduralnej dewastacji jakości kształcenia w polskim szkolnictwie wyższym. Podpisane przez nią rozporządzenia wprowadzane były pod hasłami troski o wyższą jakość akademickiej edukacji, ale w istocie chodziło o to, by dać szansę do zarobienia eurokratom ubranym w szaty rzekomej jakości. Pojawili się zatem twórcy Krajowych Ram Kwalifikacyjnych, specjaliści od zarządzania jakością, od procedur i narzędzi do jej weryfikowania, które de facto zastępowały prawdę o bylejakości kształcenia.

Od kilku lat obserwuję oferty - głównie niepublicznych szkół wyższych - w zakresie prowadzenia studiów na kierunku psychologia. Aż nie chce się wierzyć, że stało się to, co wpisało się już w naszą codzienność, a mianowicie - dzięki zmianom aktów wykonawczych - upełnomocnienie patologii, której nie są w stanie rozpoznać kandydaci na studia psychologiczne, bo nawet nie przejdzie im przez myśl, że mają do czynienia z produktem psychologicznopodobnym, że są wpuszczani w przysłowiowe maliny.

Była ministra nauki i szkolnictwa wyższego - Barbara Kudrycka "awansowała" do Europarlamentu, więc nie musi spijać nawarzonego przez siebie piwa, które jest toksyczne dla młodych pokoleń. To ta minister pozwoliła na to, by studia na kierunku psychologii nie musiały być jednolite. Wystarczą studia I stopnia, licencjackie, by zostać psychologiem najróżniejszej maści, ale... psychologiem wkomponowanym w inną dyscyplinę i profesję. Pseudopsychologia, aczkolwiek reklamowana jako studia na tym właśnie kierunku, polega na tym, że wolno już kształcić nibypsychologów, quasipsychologów, a więc kogoś, kto psychologiem nie jest i być nie może, ale ... otrzymuje dyplom psychologa - biznesu, zdrowia, bezpieczeństwa, edukacji, reklamy, zarządzania, coachingu, mentoringu, rozwoju osobowego i społecznego, profilaktyki i jakości życia, itp., itd.

W istocie jednak absolwent takich studiów jest "felczerem dusz ludzkich", a więc kimś, kto jedynie może wykorzystywać wiedzę i umiejętności z psychologii (w jakże zresztą ograniczonym zakresie) do pracy w ... innych zawodach, nie będąc de facto psychologiem. Nie przebijają się do świadomości społecznej, do opinii publicznej jakże trafne słowa krytyki prof. Jerzego Brzezińskiego wobec tego kiczu edukacyjnego, gdyż już na sam dźwięk słowa "psycholog" niektórym wydaje się, że z kimś takim mają do czynienia. Tymczasem z profesją psychologa absolwent studiów licencjackich na tym kierunku niewiele ma wspólnego.

Psychologia licencjacka stała się produktem, towarem na wyprzedaży własnego etosu i troski o jakość tak urzędników, jak i części naukowego środowiska. Kto zaoferuje kicz w pięknym opakowaniu, ten ma klientów. Właśnie dlatego prywatne szkółki oferują psychologię z brzmiącymi atrakcyjnie rynkowo dodatkami, by naciągnąć naiwnych na "szamanizm", "modne bzdury", potoczność i quasiumiejętności. Absolwent psychologii nie ma bowiem prawa do posługiwania się w diagnozie wystandaryzowanymi narzędziami, ba, nie ma prawa do wykonywania zawodu psychologa. Może zatem wróżyć z fusów, kuli, wahadełka, teścików z kolorowych magazynów (tam określane są mianem psychotestów), koloru oczu, a nawet stosować pseudonaukowe techniki typu NLP, metodę ustawień systemowych Hellingera itp.

Polska Komisja Akredytacyjna nie jest po to, by stać na straży rzeczywiście wysokiego poziomu kształcenia, tylko ma za zadanie ułatwiać prywatnym podmiotom zarabianie na naiwności młodych ludzi zgodnie z obowiązującym prawem. Uprawnienia do licencjackiego kształcenia na kierunku psychologia otrzymują szkoły prywatne, które nie posiadają nawet jednego psychologa-samodzielnego pracownika nauki. Wystarczy, że zadeklarują zatrudnienie go dopiero na drugim czy trzecim roku studiów. Jednego doktora psychologii można zastąpić dwoma magistrami, a jednego doktora habilitowanego dwoma doktorami, tak więc produkcja pesudopsychologów świetnie rozwija się w naszym kraju.

Na stronie PKA można zapoznać się z treścią już akredytowanego kierunku studiów licencjackich z psychologii. W uniwersytetach dotyczy to kształcenia na jednolitych studiach magisterskich. W szkołach prywatnych PKA odnotowuje z zachwytem jakość kształcenia na studiach licencjackich. Oto w jednym z raportów stwierdza się nawet, że "dobór treści programowych odpowiada międzynarodowym standardom kształcenia psychologów". Ciekawe, gdzie są te standardy i na jakiej podstawie prawnej polskie szkoły wyższej muszą je spełniać? Inna rzecz, że w raportach PKA możemy znaleźć fałszowanie danych o stopniach naukowych przewodniczących i członków komisji. To dopiero świadczy o tym, kto i kogo akredytuje.

Jak pisze prof. Jerzy Brzeziński, a jego analiza dotyczy jednolitych studiów magisterskich: "Konsekwencje: zawód psychologa mogą wykonywać absolwenci źle przygotowani do jego wykonywania (realnie nie ma żadnych zapór). Wzmacnia tę patologię (...) brak kontroli nad instytucjami prowadzącymi szkolenia i kursy psychologiczne; żerowanie na naiwności studentów i młodych, jeszcze niedoświadczonych, absolwentów. Konsekwencje: komercjalizacja usług szkoleniowych adresowanych do psychologów; inaczej mówiąc: „płacisz – dostajesz świadectwo”.

Niektóre szkoły nie ukrywają, że są to niby profesjonalne studia stwarzając usprawiedliwienie dla ich "jakości" przykładowo taką argumentacją: Studia I stopnia są skierowane do osób, które nie wiedzą jeszcze, czy w przyszłości będą chciały pracować w zawodzie psychologa. Na studiach zdobędą umiejętności przydatne w wielu innych obszarach zawodowych. Po uzyskaniu tytułu licencjata będą mogły zdecydować, czy chcą kontynuować studia psychologiczne, czy wolą zgłębić wiedzę z innej dziedziny oraz zdobyć w ten sposób wielokierunkowe i interdyscyplinarne wykształcenie.

Wszystko toczy się zgodnie z prawem, bowiem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zgodziło się, aby psychologię podzielić zgodnie z zasadą „trzy plus dwa” (trzyletnie studia licencjackie, dwuletnie studia magisterskie). Nie ujawniło jednak, że ów podział jest "pułapką" dla naiwnych, a biznesem dla korzystających z tej naiwności. Czyż nie jest prawdą, że aby wykonywać zawód psychologa, należy być absolwentem studiów jednolitych magisterskich?