niedziela, 12 czerwca 2011

Gdzie studiować pedagogikę?


Tak tegoroczni, jak i ubiegłoroczni maturzyści zastanawiają się najpierw nad tym, co studiować, a potem, gdzie studiować. Oczywiście, jak komuś jest obojętne, co studiować, natomiast istotne jest dla niego to, by studiować cokolwiek, byleby blisko, tanio i przyjemnie, to nie musi zadawać sobie pytania:, co i po co studiować, gdyż nie o zdobywanie jakiejkolwiek wiedzy czy umiejętności mu chodzi, ale o legitymację, dzięki której będzie mógł taniej podróżować po kraju i poza jego granicami, przedłuży mu się okres płatności alimentacyjnych czy ZUS-owskich (jeśli takowe mógłby utracić w wyniku zakończenia edukacji) itp.

Dla tych, co chcą cokolwiek studiować, byleby tylko zdobyć powyższy status, najlepszym kierunkiem studiów wydaje się taki, który pozornie zbliżony jest do wiedzy potocznej, powierzchownej, choć ma swoje zakorzenienie w nauce, a więc socjologia, praca socjalna, psychologia, nauki o zdrowiu czy pedagogika. Z tych kierunków tylko psychologia odpada, bo trzeba zdać dodatkowe testy a w czasie studiów obowiązkowa jest matematyka i statystyka. Tymczasem poziom kształcenia matematycznego jest u nas fatalny, w związku z tym pozostają do wyboru pozostałe kierunki nauk społecznych. Wśród nich jest też pedagogika. To właśnie ten kierunek odnotował w ciągu minionego dwudziestolecia czternastokrotny przyrost osób studiujących. Jeśli ktoś zatem chce studiować byle co, to niech szuka takich niepublicznych szkół wyższych, które otworzyły ten kierunek w ostatnim dziesięcioleciu i nie osiągnęły statusu akademickiego. Takich szkół jest 99,9% w naszym kraju. Prawie każda. W nich traktuje się pedagogikę jak „złotodajną kurę”, bo płaci się za indeks w złotych, a wymogi stawia się niewielkie. Z różnych zresztą powodów. Często dlatego, że kadra jest kiepska lub nie chce narazić się właścicielowi takiej szkoły egzekwowaniem wiedzy, bo musiałoby się to skończyć rozstaniem ze szkołą (tak dla jednych, jak i drugich). Jak będzie zbyt wymagająca, to tak zwani studenci przeniosą się do innej niepublicznej szkoły, gdzie chętnie ich przyjmą, bo w końcu w niej też chodzi o składanie „złotych jajek”, czyli płacenie za studia.

Jeśli zatem ktoś nie chce studiować, tylko chce być studentem, to może wybrać sobie spośród ponad 100 niepublicznych szkół w Polsce prowadzących kierunek „pedagogika” te, które chętnie go przyjmą, byle tylko regularnie płacił lub obiecał, że będzie płacił za "studia". Musi jednak pamiętać, że właściciele tych szkół są bardzo mili dopóty, dopóki nie zgłosi swojej deklaracji na piśmie i nie wpłaci pierwszej raty czesnego. Potem, każde opóźnienie będzie odnotowane i nie pomogą żadne łzy i narzekania, gdyż w szkołach tych są zatrudnieni prawnicy, by zwiększyć ściągalność należności za studia. I słusznie. Jak ktoś się zobowiązał, że będzie płacił (studiować przecież nie musi, a byc może nawet nie chciał), to niech nie liczy na jakiekolwiek ulgi. Płacz i płać. Legitymacja studencka kosztuje. Zmienią się od tego roku kryteria oceny jakości kształcenia. Teraz już nie będzie ważne to, czy są w szkole zatrudnieni w kadrze minimum tacy lub nijacy, ale to czy studenci znają i pamiętają jakieś minimum. Badane bowiem będą efekty kształcenia, a że ich nie będzie, to trzeba będzie te szkoły zamykać. Nie warto zatem w nich studiować, skoro nie będzie można odebrać dyplomu, gdyż w szkole będzie remanent niewiedzy i braku umiejętności.

A zatem gdzie mamy być studentami? To pytanie musi być zastąpione innym, a mianowicie, dlaczego chcemy być studentami pedagogiki? Otóż potrzebny jest do dokonania wyboru jakiś czytelny, czyli subiektywny ranking uczelni prowadzących studia na tym kierunku. Nie ulega wątpliwości, że w pierwszej kolejności powinniśmy wybierać te uczelnie akademickie lub szkoły wyższe, które są publiczne, a więc w dawnej nomenklaturze – państwowe. One bowiem oferują jeszcze bezpłatne, ale za to pewne studiowanie na studiach stacjonarnyc i niestacjonarnych. Kwestia pewności jest istotna, bowiem chodzi o to, że jak dotychczas Państwowa Komisja Akredytacyjna nie pozbawiła żadnego uniwersytetu czy akademii prawa do kształcenia na tym kierunku studiów, gdyż spełnione są w nich konieczne wymagania. W najwyższym stopniu dotyczy to wydziałów pedagogicznych czy nauk o wychowaniu lub studiów edukacyjnych, a także wydziałów prowadzących oprócz pedagogiki jeszcze inny kierunek studiów (tak w uniwersytetach, akademiach, jak i w państwowych wyższych szkołach zawodowych).

Tu każdy zgłaszający się na studia kandydat może być pewny, że jak je rozpocznie, to spełniając przynajmniej minimalne wymagania (zaliczając określone zajęcia i zdając egzaminy), otrzyma dyplom danego uniwersytetu czy akademii. A to brzmi dumnie i zawiera wartość dodatkową w postaci prestiżu uczelni oraz jej dyplomów. Takiej gwarancji nie da mu wiele niepublicznych szkół wyższych, gdyż, jak wynika z opublikowanych raportów Państwowej Komisji Akredytacyjnej, grozi im ocena warunkowa lub negatywna, a więc możemy wprawdzie ukończyć w nich studia, ale z dyplomem obciążonym, fatalną opinią. Skończyły się bowiem już te same wzory dyplomów. Teraz każda szkoła wyższa musi wydawać swoje, a zatem nie będzie już chroniona państwowym godłem czy podobieństwem do uczelni akademickich z prawdziwego zdarzenia.

Publiczne uniwersytety i akademie prowadzą nabór, kierując się opublikowanymi dwa lata wcześniej kryteriami przyjęć (przelicza się uzyskane oceny maturalne na uczelnianą skalę). Od wyników matury zatem zależy to, czy zainteresowani studiowaniem pedagogiki kandydaci będą mogli skorzystać z bezpłatnej oferty kształcenia. Jeśli nie zostaną przyjęci z braku miejsc, bo jednak istotną role odgrywa tu lista rankingowa według poziomu osiągnięć maturalnych, to pozostają im jeszcze odpłatne studia niestacjonarne (zaoczne) w tych uczelniach. Nie jest bez znaczenia to, że być może koszty tych studiów będą nieco wyższe od dumpingowych ofert niektórych niepublicznych szkół wyższych, ale przynajmniej otrzymają gwarancje, że kierunek nie zostanie w nich zawieszony lub zlikwidowany. Uczelnie publiczne dysponują bowiem nie tylko większą liczbą naukowców i wykładowców, zatrudnionych do prowadzenia zajęć, ale i ciąży na ich kadrze większa odpowiedzialność za jakość kształcenia.

W sytuacji jednak, gdy z różnych powodów nie dostaniemy się na studia bezpłatne lub odpłatne w wybranym uniwersytecie czy akademii, warto na drugim miejscu brać pod uwagę niepubliczne szkoły wyższe, które prowadzą kierunek pedagogika, ale zarazem mają uprawnienia do nadawania stopnia doktora nauk humanistycznych z dyscypliny pedagogika, a jeszcze lepiej, gdy mają pełne uprawnienia akademickie, a więc mogą przeprowadzać z pedagogiki przewody habilitacyjne i profesorskie czy innej dyscypliny humanistycznej na prowdzącym te studia wydziale. To znaczy, że dysponują znakomitą kadrą, bogatym doświadczeniem akademickim, prowadzą rzetelne badania naukowe i realizują politykę jakości oraz współpracy międzynarodowej na najwyższym poziomie. Na stronie Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów znajdziemy wykaz takich publicznych i niepublicznych uczelni i szkół wyższych (http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Wykaz/wykaz_jednostek.pdf). Wśród niepublicznych szkół wyższych te najwyższe standardy, porównywalne do uprawnień, jakimi dysponują uniwersytety czy akademie, są tylko dwie – jedna w Krakowie i druga we Wrocławiu.

Warto zwrócić uwagę na to, czy aby nazwa niepublicznej uczelni nie wprowadza nas w błąd. Mogłoby bowiem z niej wynikać, że albo spełnia ona status uczelni akademickiej, albo że jest wyjątkowo sprofilowana na kształcenie w ramach danego kierunku czy dyscypliny naukowej, tymczasem po ocenie PKA może ona dysponować oceną negatywną, warunkową dla kierunku pedagogika lub podlegać w najbliższym czasie ocenie, w wyniku której dotychczasowa ocena pozytywna może zmienić się na warunkową lub negatywną. Tutaj, niestety, mylące mogą być reklamy i ich treść, gdyż kiedy zacznie się w toku studiów "odpakowywać" wartość oferty kształcenia, to może się okazać, że zachwalany „towar” (edukacyjny produkt) jest zepsuty lub niskiej jakości. Jak wynika z nerwowej atmosfery na rynku „akademickich ruchomości” może okazać się, że wśród kadry kształcącej nie ma już tych, z którymi zajęcia były dotychczas prowadzone lub których obecność jest zapowiadana w ofercie. Nikt ich nie zobaczy i nie usłyszy.

Już pojawiają się reklamy w prasie codziennej, że niepubliczna szkoła wyższa w miejscowości X zatrudni od nowego roku akademickiego na stanowisku profesora czy wykładowcy ze stopniem doktora nauczycieli akademickich”. Takich ogłoszeń nie znajdziemy w przypadku publicznych uniwersytetów i akademii. A zatem oznacza to, że poszukujące kadr sa na skraju przepaści, grozi im zawieszenie uprawnień. Niektóre jednostki niepublicznych szkół wyższych nie informują w ogóle o swojej kadrze, by wsród kandydatów na studia nie wzbudzać chęci sprawdzenia w internecie np. kim te osoby sa, co sobą reprezentują, jaki mają dorobek itp. Inne zaś szkoły wprowadzają na swoich stronach dane o kadrze, publikując nazwiska wszystkich zatrudnianych na umowy zlecenie, by wyglądało na to, ze maja zatrudnionych nawet kilkadziesiąt osób. W rzeczywistości jednak nie są to pracownicy tych szkół, tylko współpracownicy, a tojuż nie jest to samo. Z wspólpracującym z dana szkoła nauczycelem - wykładowca zawiera się umowę tylko i wyłącznie na realzację przez niego danego przedmiotu zajęć. Potem okazuje się, że kiedy ich nie zaliczymy w terminie, nie ma w uczelni tego wykładowcy, bo właśnie nie podpisano z nim umowy na kontynuację współpracy czy nie zrefundowano mu dodatkowych obowiazków, jakie wynikają z konieczności przeprowadzania egzaminów poprawkowych itp. Zapowiedziana zatem na stronach takich szkół wyższych rzekomo ich kadra akademicka jest w istocie listą płac, a nie rzeczywistej działalności o charakterze akademickim. Ich nic z taką szkołą nie wiąże i wiązać nie może, poza jedynie umową o dzieło, jakie mają zrealizować w ciągu roku akademickiego. Tak więc na pozór wszystko wygląda pięknie i obficie, a w rzeczywistości jest "mydlaną bańką". Inna rzecz, że często są to wysokiej klasy specjaliści, praktycy z bogatym stażem zawodowym, którzy prowadzą zajęcia w sposób kompetentny.

Rankingi „Rzeczpospolitej” czy tygodnika „Wprost” są wykazem najwyżej notowanych publicznych i niepublicznych szkół wyższych w ramach określonych dziedzin nauki. Niestety, oceniane są tu całe uczelnie, a więc ze wszystkimi kierunkami, a nie ich poszczególne jednostki, które prowadzą dany kierunek studiów. Tak więc wybrana niepubliczna szkoła wyższa może być nawet wysoko w rankingu tego typu szkół w kraju, ale prowadzone w niej kształcenie na kierunku pedagogika czy pedagogika specjalna może nie spełniać nawet minimalnych kryteriów jakości, która byłaby porównywalna z tą, jaka jest w publicznych uczelniach i szkołach wyższych. Jeśli zatem ktoś ukończył studia I stopnia (licencjackie) w niepublicznej szkole wyższej, to będzie dla niego korzystniej, jeśli studia II stopnia (magisterskie) wybierze w publicznej uczelni czy szkole wyższej, bo przynajmniej jeden, ale ten wyższy rangą dyplom będzie miał wzmocniony prestiżem uniwersytetu czy akademii. Gdzie studiować pedagogikę? Dobrze jest się zastanowić, spokojnie przeprowadzić analizę, porozmawiać z absolwentami danej szkoły i podjąć decyzję, by zainwestowany czas czy także pieniądze nie zostały zmarnowane. Chyba, że ktoś chce być tylko studentem czegokolwiek i gdziekolwiek. Wówczas nie będzie miało znaczenie gdzie i co studiował, ponieważ i tak niczego nie będzie umiał, a na tym pracodawcy szybko się poznają.