niedziela, 12 stycznia 2020

George Bereday - światowej sławy komparatysta był Polakiem


Chwała Oficynie Wydawniczej "Impuls", która wydała znakomitą monografię z nurtu biografistyki pedagogicznej autorstwa Justyny Wojniak p.t. "SZKOŁA - POLITYKA - PRAWO. George Zygmunt Fijałkowski-Bereday i jego wizja edukacji" (2019).

Otrzymaliśmy pasjonującą historię życia i twórczości naukowej jednego z najwybitniejszych w dziejach nauk społecznych na świecie komparatystów. Na podstawie tej książki mógłby powstać sensacyjny film o wybitnym Polaku, patriocie, uczonym, który "pięknym umysłem" wpisał się w rozwój światowej komparatystyki. Chyba niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że mieliśmy w dziejach polskiej nauki wspaniałych uczonych, których twórczość, oryginalna metodologia badań nie straciły na swojej aktualności. Stanowią kanon wiedzy dla studentów i początkujących badaczy.

Justyna Wojniak wykonała "koronkową robotę" w zgromadzeniu wiedzy o PEDAGOGU (absolwent pedagogiki w Harvard University), a zarazem i znakomicie wykształconym PRAWNIKU (absolwent Columbia Law School), EKONOMIŚCIE, SOCJOLOGU i POLITOLOGU (absolwent London School of Economics).

Autorka biografii Beredaya pozyskała wiedzę z amerykańskich archiwów, ale - co jeszcze bardziej czyni tę pracę wiarygodną - od członków najbliższej rodziny Profesora, która udostępniła bogate materiały i dokumenty z jego życia. A był to absolutny fenomen w akademickim świecie nauk społecznych, geniusz pedagogiki XX wieku, niebywały talent, wspaniały wykładowca, autor fundamentalnych rozpraw naukowych, który jest lepiej znany Amerykanom czy Brytyjczykom, aniżeli Polakom. Jak o nim mówią: Is'Man of Many Worlds - człowiek wielu światów.

George Zygmunt Fijałkowski-Bereday (ur. 20.07.1920 w Warszawie - zm. 22.10.1983) był uczonym, profesorem najlepszych na świecie uniwersytetów w Harvard University oraz Columbia University. Przyszedł na świat w Warszawie spędzając dzieciństwo i okres dorastania w rodzinnym majątku z XVII w. Dębinki k.stolicy. W 1928 r. uczęszczał do szkoły z internatem a następnie do gimnazjum. W domu miał guwernantkę uczącą go niemieckiego, a w gimnazjum uczył się jeszcze greki i łaciny.

Chciał zostać duchownym, ale wybuch II wojny światowej sprawił, że wstąpił do polskiej armii służąc w kawalerii. W 1940 r. wyjechał do Anglii, gdzie ukończył szkolenie w brytyjskiej piechocie spadochronowej. Z jego inicjatywy powstał polski batalion, z którym wziął udział we wrześniu 1944 r. w alianckim desancie 1 Dywizji Powietrznodesantowej "Czerwonych Diabłów" pod Arnhem (operacja "Market Garden"), którego zadaniem było przekroczenie Renu i opanowanie jednego z mostów na rzece. Większość żołnierzy zginęła. Za udział w tej operacji został odznaczony orderem Virtuti Militari.

Po zakończeniu działań wojennych nie powrócił do kraju pozostając w Wielkiej Brytanii, gdyż miał informacje na temat sytuacji w Polsce przejętej przez sowiecką władzę. Wiedział o mającym miejsce traktowaniu walczących w AK czy poza granicami kraju przez UB za wrogów, o ich aresztowaniach bądź deportacjach i skrytobójczych morderstwach. Pozostał w Londynie, gdzie ukończył studia z zakresu ekonomii i socjologii w London School of Economics oraz studia historyczne w Oxford University, gdzie obronił swoją rozprawę doktorską. Został zaangażowany przez Ministerstwo Edukacji Wielkiej Brytanii w latach 1945-1947 w prace Committeee for the Education of Poles in Great Britain na rzecz polskiej wspólnoty.

W 1950 r. opuścił Wyspy Brytyjskie płynąć do Ameryki Północnej, gdzie doświadczył trudnego życia biednego imigranta. Pracował "na zmywaku" w restauracji, ale i udzielał lekcji jeździectwa, zatrudniał się w hodowli buldogów zarabiając na życie, ale i zarazem poświęcając resztę czasu na uczenie się. W 1954 r. został zatrudniony w Harvard University, potem w Boston College czy następnie w Columbia University prowadząc badania porównawcze. W związku z Mary Hale Gillam urodziło się dwoje dzieci - najpierw córka Cornelia Krystyna, a w pięć lat później syn Thaddeus Matthew Sigmund, zaś w 1966 r. adoptowali jeszcze sierotę japońsko-amerykańskiego pochodzenia Mariko Nonaka. Nic dziwnego, że wychowując i gruntownie kształcąc własne dzieci poświęcił się naukowo problematyce edukacyjnej.

Bereday opracował własną metodologię badań porównawczych prowadząc intensywną działalność naukową w skali międzynarodowej. Wykładał w Moskwie, Edynburgu, Barcelonie, Paryżu, Sztokholmie, Singapurze, Kuala Lumpur, Honolulu, na Hawajach i w Warszawie. Wykładał nie tylko pedagogikę porównawczą, ale także socjologię i prawo. Jak pisze J. Wojniak: "Tym, co w opinii Beredaya łączyło pedagogikę i prawo, był fakt, że nauczyciele i prawnicy reprezentowali dwie profesje, które stoją na straży konstytucji i istniejącego porządku społecznego.(...) Prawo i pedagogika niosły z sobą określone wartości, fundamentalne z punktu widzenia funkcjonowania ludzkiej społeczności" (s. 61).

Bereday był ekspertem OECD i UNESCO, a także sprawował funkcje szefa Krótkoterminowej Amerykańskiej Misji Grantowej na rzecz Europy Zachodniej. Angażował się w działalność Comparative Education Society przekształconej w 1969 r. w Comparative and International Education Society. To Bereday powołał do życia czasopismo Comparative Education Review, pełniąc rolę redaktora naczelnego. Na łamach tego periodyku publikowali też polscy komparatyści czasów PRL. W uznaniu zasług dla tego uczonego, po jego śmierci, w 1989 r. ustanowiono w stowarzyszeniu Comparative and International Education Society nagroda jego imieniem za najlepsze publikacje z pedagogiki porównawczej ("The George Bereday Annual Best CER Article Award").

George Zygmunt-Fijałkowski-Bereday biegle posługiwał się oprócz języka polskiego także angielskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim,. włoskim, hiszpańskim i japońskim. Nie musiał znać języka fińskiego czy duńskiego, by poznać swoistość polityki oświatowej i ustroju szkolnego tych krajów. Tymczasem jeden z recenzentów Narodowego Centrum Nauki - analfabeta kulturowy ośmiela się negować projekty polskich uczonych z zakresu komparatystyki twierdząc, że jak nie znają fińskiego czy duńskiego, to nie przysługuje im prawo do prowadzenia badań porównawczych w tych krajach. No cóż, mali pseudouczeni tak mają.

Polecam rozprawę Justyny Wojniak o George Zygmuncie Fijałkowskim-Bereday, która powinna stać się podstawową lekturą dla wszystkich studentów i doktorantów pedagogiki, by nie tylko wyzbyli się kompleksów w stosunku do innych nauk społecznych, ale poznali dzieło życia i twórczości światowej klasy i rangi naukowca. Bereday znakomicie bowiem łączył pasję swojej profesji z życiem rodzinnym i społeczno-kulturowym.

Nie zdradzam treści książki, ale dzisiejsza władza oświatowa, jak i może przede wszystkim opozycja powinny przestudiować tę książkę, by nie tylko poznać wybitnego Polaka, ale zrozumieć, czym są badania porównawcze dla polityki oświatowej, w jakim zakresie można i powinno się korzystać z doświadczeń zagranicznych oraz by zrozumieć, jak ważne są w rozwoju dziecka i funkcjonowaniu demokratycznego społeczeństwa wiedzy prawa nieletnich.