24 lutego 2026

Gościnność późnego wejścia

 


 



 

Wojna w Ukrainie jest dla świata nie tylko testem zdolności logistycznych i politycznych, lecz przede wszystkim próbą dostrzeżenie sensu ludzkiego życia i suwerenności państwa, które w zaufaniu dla prawa międzynarodowego dokonało kilkanaście lat temu redukcji własnych, militarnych zasobów obronnych. 

Po pandemii COVID-19, która obnażyła kruchość systemów, wojna odsłoniła kruchość relacji – pytanie o to, kim jest dla nas Inny w sytuacji granicznej. Polska znalazła się w tej próbie w szczególnym miejscu. Po raz pierwszy od II wojny światowej doświadczyła wielomilionowej fali uchodźców uciekających przed realną, a nie medialnie zapośredniczoną wojną. 

To doświadczenie przyszło nagle, bez przygotowania instytucjonalnego, bez języka procedur, ale z potężnym zapleczem kulturowym i moralnym, streszczanym w porzekadle: Gość w dom, Bóg w dom. Przez pierwsze a długie tygodnie i miesiące 2022 roku pomoc polskich rodzin nie była jeszcze polityką, ale odruchem ludzkich serc, ryzykiem, decyzją podejmowaną w przestrzeni prywatnej, w domach setek tysięcy rodzin.

W tym sensie wydana właśnie na Uniwersytecie Śląskim książka socjologów Rafała Cekiery, Justyny Kijonki i Moniki Żak pt. "Pod jednym dachem. Doświadczenie goszczenia uchodźców z Ukrainy w polskich domach" (Katowice, 2025) dokumentuje moment formacyjny, który w wielu krajach Europy Zachodniej zdążył już przejść w fazę normalizacji i systemowego zarządzania. Autorzy nie opisują systemu pomocy ani skuteczności polityk integracyjnych, asymilacyjnych, intencjonalnie charytatywnych, ale analizują doświadczenie gościnności jako wydarzenie egzystencjalne, które cechowało współdzielenie przestrzeni, zawieszenie rutynowej aktywności, asymetrię relacji, zmęczenie, ambiwalencję, ulgę lub tęsknotę po rozstaniu. 

Dom rodzinny stał się tu laboratorium spotkania, które było nieprzewidywalne, kruche, czasem bolesne, ale głęboko formujące osoby po obu stronach kultur i narodów. To właśnie ta przedinstytucjonalna faza gościnności, która okazała się relacyjną, personalistyczną, pozbawioną „instrukcji obsługi” wydaje się dziś najcenniejszą a zarazem najbardziej zagrożoną w wyniku wewnątrzkrajowych sporów politycznych. 

Zachód zna uchodźstwo inaczej. Doświadczenie wojny na Bałkanach, w Syrii, na Bliskim Wschodzie czy w Afryce sprawiło, że charytatywna a solidarnościowa pomoc została tam w dużej mierze zinstytucjonalizowana, wpisana w programy, regulacje, kontrakty i metody zarządzania ryzykiem. Jest to zrozumiałe i w wielu aspektach konieczne. Jednak wraz z tą racjonalizacją pomoc stopniowo traciła swój wymiar egzystencjalny, stając się elementem politycznej gry o bezpieczeństwo, stabilność i – niekiedy –  o elektorat wrażliwy na cudze cierpienie. 

Polska gościnność A.D. 2022 roku była inna nie dlatego, że była „lepszą”, lecz dlatego, że późną w stosunku do powyższych. Weszła bowiem w doświadczenie uchodźcze nie przez debatę polityczną, lecz przez bezpośrednie spotkanie z wojną i traumą jej ofiar. Pytanie, które dziś powraca z rosnącą siłą, brzmi, czy w procesie nieuniknionej instytucjonalizacji pomocy zdołamy ocalić sens tej pierwotnej gościnności, zanim zostanie ona całkowicie wyziębiona przez administrację i instrumentalizację polityczną.

Niniejsza monografia zwraca uwagę na różnicę między relacją a gościnnością. Dotyka zatem tego fenomenu, który uznajemy za fakt społeczny. Jest on  opisywany w literaturze socjologicznej, uznawany za poznawczo istotny.  Jednak relacja społeczna a gościnność, to są dwa różne statusy poznawcze w wielokulturowych krajach od dziesiątek lat i w krajach jednolitych kulturowo, narodowo.

W anglosaskiej socjologii istnieją analizy relacji społecznych, obcości i integracji, ale kategoria gościnności jako doświadczenia egzystencjalno-kulturowego jest tam marginalna, rozproszona lub zastąpiona podejściem systemowym (zob. Z. Bauman, A. Giddens, P. Sztompka). To, co w książce Cekiery wybrzmiewa jako wydarzenie relacyjne, w teorii anglosaskiej zostało w dużej mierze „odczarowane” i wbudowane w logikę nowoczesnego zarządzania. 

Otrzymujemy rozprawę analizującą zjawisko masowego uchodźstwa, które cechuje się niespodziewaną a nagłością wydarzenia, brakiem wcześniejszej normalizacji doświadczania wielomilionowej migracji wojennej z Ukrainy oraz pierwszeństwem relacji nad procedurami. Nie tylko polskie społeczeństwo weszło w doświadczenie uchodźcze nie poprzez stopniowe uczenie się instytucjonalnych rozwiązań, lecz poprzez bezpośrednie spotkanie z Innym w sytuacji granicznej – często w przestrzeni prywatnej, pozbawionej języka. Z tego też powodu badanie „gościnności późnego wejścia”, „spersonalizowanej integracji” jest wkładem oryginalnych badań naukowych polskich uczonych do dziedziny nauk społecznych na świecie. 

W dominującym nurcie socjologii nowoczesnej relacja jest kategorią formalną lub nieformalną, symetryczną lub asymetryczną, możliwą do utrwalania i modelowania w procesie socjalizacji, inkulturacji. Relacja łączy podmioty, zachodzi w jakimś systemie, środowisku, instytucji i daje się opisać przez role, pozycje, interesy, zaufanie i wymianę. Jest zatem bezpieczna poznawczo, nie wymaga wartościowania, zajęcia wobec niej stanowiska, a przy tym nie warunkuje suwerenności badacza.

Natomiast gościnność nie jest w tym sensie relacją, gdyż jest wydarzeniem. Ona nie jest strukturą, zakłada asymetrię, ryzyko i naruszenie granic ludzkiej i terytorialnej podmiotowości, gdyż dotyczy konkretnej osoby, jej domu, czasu, zmęczenia. Gościnność nie jest neutralna, przez co jest niewygodna dla badacza. 

Anglosaska socjologia społeczeństw otwartych „unika” fenomenu gościnności, gdyż społeczeństwa zachodniej demokracji znacznie wcześniej stały się wielokulturowe, szybciej przeszły od relacji do kontraktu i wcześniej oddzieliły moralność prywatną od sfery publicznej. Dominacja języka liberalnego w tradycji anglosaskiej ujmuje relację jako tożsamą z interakcją jednostek, pomoc z polityką socjalną, polityką publiczną a solidarność z mechanizmem redystrybucji środków pomocowych. Gościnność została zinstytucjonalizowana (hospicja, ośrodki pomocy społecznej, obozy dla uchodźców, akcja "Lekarze bez granic" itp.). 

W miejsce - przyjmijspotkajponieś koszt, pojawiło się - wpłaćwesprzyjzaufaj instytucji. Nie chodzi o to, że fundacje, organizacje charytatywne czy Kościoły czynią coś interesownie, ale że przejmują one ciężar moralny, pozwalając jednostce zachować poczucie dobra bez wejścia w relację, a to jest strukturalną ulgą dla ludzkich sumień.  „Zimna gościnność” , z którą spotykamy się w mediach społecznościowych czy w trakcie akcji charytatywnych jest formą pomocy pozbawioną ryzyka relacyjnego. 

Wystarczy pozytywny lajk, przesłanie dalej błagalnego o pomoc wpisu czy zrealizowanie jej przez transfer środków osobie potrzebującej, której nie widzimy, nie wchodzimy w bezpośredni kontakt z nią. Delegujemy odpowiedzialność za udzielenie komuś pomocy na aplikację, NGO, organizację charytatywną, odsuwając od siebie doświadczanie czyjegoś cierpienia. 

To nie narusza naszej prywatności, nie generuje zmęczenia, ambiwalencji postaw czy konieczności reinterpretacji siebie. Zimna gościnność jest skuteczna systemowo, bezpieczna moralnie, ale nie jest formacyjna, bowiem nie zmienia człowieka, nie zmienia wspólnoty i nie zostawia śladu. Wpis na Fb przykryty jest tysiącami innych. 

Natomiast gościnność jako dar, ryzyko, zawieszenie suwerenności gospodarza jest pojęciem „podejrzanym”, bo wymyka się kalkulacji i kontroli. Dlatego książka polskich socjologów jest tu tak „nieanglosaska”, bowiem autorzy "Pod jednym dachem..." przywracają dom jako kategorię analityczną, traktują relację jako doświadczenie graniczne, nie oddzielają empatii od zmęczenia i nie separują pomocy od doświadczeń biograficznych. Socjologia gościnności jest zakorzeniona kulturowo i egzystencjalnie, przez co jest bliższa antropologii filozoficznej, kulturowej, personalizmowi czy hermeneutyce relacji, niż głównemu nurtowi anglosaskiej teorii społecznej.

Treść tej rozprawy przypomniała mi „wskaźnik humanistyczny” Floriana Znanieckiego, dla którego fakt społeczny nie istnieje „sam w sobie”, lecz zawsze jako taki jest czyjś, przeżywany, interpretowany. Gościnność idealnie wpisuje się w tę logikę. Nie da się jej opisać bez odwołania do sensu nadawanego przez gospodarza i gościa, nie istnieje bez rachunków sumienia i nie daje się „odjąć” od doświadczenia. 

Autorzy tej książki poruszają swoimi badaniami najbardziej delikatny stan tak pojmowanych relacji społecznych między osobami doświadczających na skutek wojny różnych form jej opresji a tymi, które udzielają im schronienia. 

Socjologia gościnności w wydaniu autorów recenzowanej książki rejestruje drżenia sumienia, poczucie wstydu, ulgi po rozstaniu, poczucia naruszenia czyjejś prywatności, zmiany uprzednich funkcji własnego domu, a właśnie to jest istotą gościnności. Dlatego różnica między relacją a gościnnością jest różnicą poznawczą między opisem świata bez ponoszenia kosztów, a jego opisem z ceną egzystencjalną udzielania gościnności.

Dominująca socjologia relacji uczyniła świat społeczny poznawalnym, lecz bezpiecznym. Gościnność – jako wydarzenie egzystencjalne, naruszające granice, wprowadzające asymetrię i ryzyko – wymyka się temu paradygmatowi. Jej marginalizacja nie jest przypadkowa: jest ceną, jaką nauka zapłaciła za neutralność. W epoce delegowanej pomocy i zimnej solidarności pytanie o gościnność staje się pytaniem nie tylko moralnym, lecz epistemologicznym: czy socjologia jest jeszcze zdolna opisywać doświadczenie, które naprawdę coś kosztuje.

Z badań empirycznych Cekiery, Kijonki i Żak można wyczytać bardzo wyraźne punkty zwrotne, w których serdeczna, ciepła gościnność zaczęła przechodzić w „zimną, czego autorzy nie nazywają wprost, ale ich decyzja metodologiczna (oddanie głosu gospodarzom, narracyjna rekonstrukcja doświadczenia) pozwala te progi wydobyć dla interpretacji. Wycofanie się z ciepłej gościnności nie może być odczytywane jako porażka moralna. 

Zdaniem Cekiery przejście ku „zimniejszym” formom pomocy nie jest opisywane jako zdrada wartości, lecz jako reakcja ochronna osób, które wcześniej weszły w relację pełnym kosztem egzystencjalnym. Nie ma tu zatem cynicznej narracji, „zmęczenia altruizmem”, ale z wypowiedzi respondentów wyłania się racjonalizacja doświadczenia, które było zbyt intensywne, by je podtrzymywać bez końca. Można zatem w analizowanych wypowiedziach wyczytać momenty zmian sensu doświadczenia gościnności, progi ryzyka i punkty zwrotne ku zdystansowanej gościnności, by zrozumieć powody, dla których dzielenie się z uchodźczyniami własnym domem i rodziną nie w każdym przypadku mogło być permanentnym stanem,

Pytając o status samego badania nie chodzi o to, jak socjolodzy rozumieli gościnność, lecz o granice ryzyka związane z jej zaistnieniem. Ta sytuacja prawdopodobnie już się nie powtórzy, gdyż społeczeństwa uczą się unikać doświadczeń, które tak wiele kosztują. Następnym razem wcześniej pojawią się procedury, regulaminy, dystans, delegacja odpowiedzialności, toteż tym większa jest wartość poznawcza i moralna tego, co zostało uchwycone „na gorąco”, zanim sens gościnności zdążył w nas ostygnąć.

W tym świetle "Pod jednym dachem" można czytać nie tylko jako monografię socjologiczną, ani też narrację literacką czy sentymentalną, ale jako książkę-pamięć. To jest zapewne także akt symbolicznego uznania wobec tych Polaków, którzy bez nazwisk, bez kontraktów, bez gwarancji postanowili pomóc uchodźczyniom z dziećmi, osobami starszymi, z niepełnosprawnością. Oni nie „udzielali wsparcia”, lecz oddawali kawałek własnego życia - czasu, przestrzeni, ciszy, snu, spokoju, włączyli obcych w relacje rodzinne bez względu na koszty materialne i niematerialne. 

W tej gościnności stawką nie było heroizmu ani moralnej doskonałości, ale ambiwalencja, zmęczenie, u niektórych ulga po rozstaniu, która wywołała z tego powodu poczucie wstydu. Właśnie dlatego to doświadczenie jest tak cenne poznawczo, że nie wszędzie było idealne, ale niewątpliwie było prawdziwe, a przecież takie doświadczenia mają wartość formacyjną dla wspólnoty.

Jeśli książka Cekiery ma stać się w jakiejś mierze darem podziękowania, to nie przez patos ani normatywną ocenę, lecz przez nazwanie sensu tego, co się wydarzyło, zanim zostanie to przykryte narracjami o „kosztach”, „zmęczeniu społecznym” czy „konieczności racjonalizacji”. Nauka w tym ujęciu nie jest ani neutralnym obserwatorem, ani narzędziem polityki. Jest formą pamięci społecznej, która mówi: to się wydarzyło i miało znaczenie. Być może właśnie taką rolę może odegrać ta książka nie tylko w Polsce, alei poza nią, w Czechach, na Słowacji, w innych krajach, w których przyjęto uchodźców wojennych. 

Dziękuję autorom, że dali świadectwo bolesnych wydarzeń wojny w Ukrainie, skoro pomoc w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nie była jeszcze rozwiązaniem systemowym, a gościnność nie została oddzielona od kordialnej pedagogiki (vide - Janusz Korczak, Maria Łopatkowa, Wasylij Suchomliński). Polscy socjolodzy nie napisali tej rozprawy ze względu na ewaluację dyscyplin w szkolnictwie wyższym, ani też po to, by idealizować polską gościnność. Nie pozwolili zniknąć temu fenomenowi z przestrzeni badań społecznych. Nie każda gościnność musi trwać, ale każda zasługuje na to, by zostać zrozumiana i zapamiętana, a to już jest bardzo wiele.

 


(we współpracy z AI. ChatGPT 5.0).

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam