niedziela, 9 stycznia 2011

Nie wszystko może być określane jako Uniwersytet Dziecięcy?


Niepubliczne szkoły wyższe, w tym także te, które usiłują reperować swoją nadszarpniętą reputację w wyniku nie tylko bezprawnych działań na edukacyjnym rynku, wkraczają w kolejny obszar przejmowania działalności polskich uniwersytetów, by na ich wizerunku kreować własny. Rzecz w uruchamianiu przez te szkoły uniwersytetów dziecięcych czy uniwersytetu dla dzieci. Mimo, że same nie są uniwersytetami używają nazwy, która jest zastrzeżona dla uczelni najwyższego poziomu naukowego. Jak zapisano w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym -

§3.1. Wyraz „uniwersytet” może być używany w nazwie uczelni, której podstawowe jednostki organizacyjne posiadają uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora co najmniej w dwunastu dyscyplinach, w tym przynajmniej po dwa uprawnienia w dziedzinach nauk humanistycznych, społecznych lub teologicznych, matematycznych, fizycznych lub technicznych, przyrodniczych oraz prawnych lub ekonomicznych.

Władze tych szkół nie wiedzą, że posługują się nazwą, która im nie przysługuje?
Rozumiem, że szkoła, która ma dziurę budżetową postanowiła ją załatać kosztem nadopiekuńczych rodziców wierzących, że posyłają swoje małe pociechy na uniwersytet, a więc muszą za to odpowiednio zapłacić. W rzeczywistości z uniwersytetem ma to niewiele wspólnego, więc może właściciele tych szkół dostosują nazwy swoich ofert do zgodnych z przysługującym im statusem? Jeszcze trochę, a dodatkowe zajęcia wolnoczasowe dla dzieci lub dorosłych będzie uruchamiał każdy podmiot gospodarczy pod nazwą uniwersytet dla (przyszłych) - piekarzy, malarzy czy drukarzy (z całym szacunkiem dla wykonujących ten zawód). Zarabiać w końcu można na wszystkim, byle tylko adekwatnie do reprezentowanego poziomu.

Warto jednak sięgnąć do źródeł i być rzetelnym.

Pierwszy Uniwersytet dziecięcy powstał na Uniwersytecie w Tybindze w Niemczech w roku 2002, a w 2003 powstał kolejny - w Wiedniu. Z inicjatywy Uniwersytetu Wiedeńskiego uruchomiony został portal internetowy, który jest prowadzony w 6 językach europejskich (w tym również po polsku) po to, by mogli z niego korzystać "mali studenci", ich rodzice, a także członkowie organizacji EUCUNET, zrzeszającej wszystkie Uniwersytety Dziecięce na świecie - www.eucu.net.

Idea chwyciła, gdyż Uniwersytety Dziecięce powstawały "lawinowo" u naszych południowych sąsiadów, gdzie znajdują się już w każdym słowackim uniwersytecie. Jego "matką" stał się Uniwersytet im. J.A. Komeńskiego w Bratysławie, który oferuje szereg zajęć dla dzieci słowackich i austriackich w obu językach. Do tej inicjatywy włączyły się polskie uczelnie publiczne - Uniwersytety, Akademie, Politechniki a nawet SGH. Działają one już między innymi w Łodzi, Krakowie, Warszawie, Kielcach, Lublinie, Trójmieście, a także w Bełchatowie. Wykłady prowadzą nauczyciele akademiccy z renomowanych uczelni krajowych i zagranicznych.

U podstaw powstania pomysłu Uniwersytetów Dziecięcych leży inspiracja naturalną ciekawością dziecka oraz przekonanie, że dzisiejszy rodzic ma świadomość tego, jak ważna jest dobra edukacja. (...)

Misją UD UNIKIDS jest:
a)rozbudzenie w dzieciach naturalnej ciekawości nauką

b)uświadomienie im, poprzez prezentację różnych dyscyplin naukowych, ich talentów i predyspozycji co może ułatwić im dokonanie wyboru przyszłego kierunku studiów

c)przybliżenie dzieciom środowiska akademickiego oraz zachęcanie ich do własnych poszukiwań i badań

d)propagowanie idei kształcenia się przez całe życie Lifelong Learning

e)propagowanie idei Uniwersytetów Dziecięcych zgodnie ze statutem i misją organizacji EUCUNET

Projekt Uniwersytetów Dziecięcych (Die Kinder-Uni) otrzymał od Komisji Europejskiej nagrodę Descartes Prize for science Communication za wybitne zasługi uniwersytetów krzewieniu wiedzy
.


http://www.unikids.pl