sobota, 9 czerwca 2018

Parametrycznie opłacalne wydawnictwa?


Prezydent Andrzej Duda ponoć sformułował reformatorom szkolnictwa wyższego i nauki imperatyw kategoryczny, że muszą być zapewnione cztery warunki, a wśród nich odroczenie w ocenie parametrycznej dyscyplin naukowych uwzględnienie wciąż nieznanej naukowcom listy punktowanych czasopism i wydawnictw naukowych.

Nie wiem, czy ktoś widział po rzekomo 160 poprawkach ustawę 2.0, która ma być błyskawicznie przyjęta przez Sejm? Nie ulega jednak wątpliwości, że ocenianie dyscyplin na podstawie nowego wykazu czasopism i po raz pierwszy ustalonej listy wydawnictw w sytuacji, gdy mamy już za sobą 2 lata pracy naukowej po ostatniej ocenie parametrycznej jednostek będzie wyraźnym wskaźnikiem arogancji władzy i destrukcji szkół naukowych w uczelniach publicznych.

Ktoś wrzucił na fejsa trzy listy wydawnictw, więc je tu upubliczniam, bo być może właśnie na tej lub zbliżonej do niej podstawie jedni uzyskają wysokie noty, a inni będą zmuszeni do samolikwidacji. Ministerstwo pomoże tym ostatnim, bo nie jest zainteresowane ani rzetelnym, na co najmniej europejskim poziomie, finansowaniem szkolnictwa wyższego i nauki. Cała reforma nastawiona jest na to, by rząd nie musiał przejmować się nauką i szkolnictwem wyższym, bo akademicy mają sami pozyskiwać źródła finansowania własnej pracy.


Gdyby nie choroba prezesa, to być może partia władzy nie poparłaby częściowo toksycznych zmian. Taka polityka nie dotyczy zresztą tylko naszego kraju. Ma ona miejsce w konkurujących w tym zakresie Czechach, na Słowacji i Węgrzech. Pozostałe postsocjalistyczne kraje nie liczą się w wyścigu rzekomego włączania się do rywalizacji w nauce.

Tymczasem na Uniwersytecie trwa akcja protestacyjna. W Białymstoku w dn. 4.06.2018 r. w proteście uczestniczyło ponad 200 osób, media podają, że około 100. Niestety niektórzy boją się oficjalnie wyrazić swoje stanowisko, a wielu stara się pokornie "odnaleźć" w nowej rzeczywistości akademickiej. Oto relacja PAP z Warszawy
oraz lokalnej prasy.

Inne doniesienia medialne:

http://bialystok.eska.pl/newsy/pracownicy-uwb-beda-protestowac-przeciwko-reformie-szkolnictwa-wyzszego/724328

https://plus.poranny.pl/wiadomosci/a/protest-na-uwb-nie-chca-sie-laczyc-z-pb-nie-chca-ustawy-gowina,13234495

https://bialystok.onet.pl/protest-akademikow-przed-reforma-nauki/c01dxmg

https://bia24.pl/kategorie/wiadomosci/uniwersytet-nie-chce-reformy,-kt%C3%B3ra-nie-chce-uniwersytetu.html

http://www.radio.bialystok.pl/wiadomosci/index/id/156160

http://akadera.bialystok.pl/2018/06/05/naukowcy-z-uwb-przeciwni-konstytucji-dla-nauki/

https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,studenci-na-balkonie-rektora-protest-przeciw-reformie-gowina,261776.html

https://oko.press/rektor-namawia-na-zejscie-z-balkonu-protestujacy-przeciw-ustawie-gowina-odmawiaja-zostaja-na-noc/

https://oko.press/okupacja-uniwersytetu-warszawskiego-protest-przeciwko-ustawie-gowina-w-obronie-autonomii-uczelni/

W czwartek do strajku okupacyjnego przystąpiło środowisko akademickie Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Akademicki Komitet Protestacyjny poparła Rada Wydziału Nauk o Wychowaniu tegoż Uniwersytetu oraz Komitet Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk. Z Ministerstwa zaś płyną pełne samozadowolenia odpowiedzi na postulaty strajkujących. Warto przeczytać. To dwa różne, nieizomorficzne światy.





piątek, 8 czerwca 2018

Szkoła budząca szacunek i zaufanie


IV Kongres Edukacyjny Łódzkiego Towarzystwa Pedagogicznego obradował przez ostatnie dwa dni w Pałacu Dzieci i Młodzieży w Łodzi. Przewodnicząca ŁTP - a zarazem dyrektor Instytutu Edukacji Ustawicznej w Łodzi - dr Beata Owczarska zaproponowała debatę na temat wychowania w szkole XXI wieku. Każdorazowo w kongresach ŁTP uczestniczą nie tylko nauczyciele czy naukowcy, ale oba środowiska: oświatowe i akademickie.

W tym roku niezwykle ważną inicjatywą wykazała się dyrektor Szkoły Podstawowej Nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi pani Bożena Będzińska-Wosik, która swoją prezentację na temat innowacyjnego podejścia do edukacji w szkole publicznej wzmocniła zaproszeniem dwóch uczennic.

Warto zajrzeć na stronę tej wyjątkowej szkoły, żeby zapoznać się nie tylko z założeniami humanistycznego podejścia do dziecka i wspomagania jego rozwoju, w którym ma miejsce odwołanie do modelu jednej z niemieckich szkół alternatywnych - "Budząca się szkoła", ale także osiągnięciami uczniów i ich pedagogów.

Kilka lat temu szkoła ta uzyskała certyfikat "Szkoły z Klasą". Jak mówiła p. dyrektor - Nie jest to szkoła elitarna, ale szkoła "w drodze", w której nauczyciele pochylają się nad uczniami, orientują się na ich potrzeby, uzdolnienia i zainteresowania, a to sprawia, że zachodzący w niej proces kształcenia i wychowania jest w ciągłej zmianie. Co ważne, odchodzi się w niej od wychowania pojmowanego jako tresura, gdyż każde dziecko jest podmiotem, osobą, tak jak pisał o tym Janusz Korczak. Nie ma dziecka, jest człowiek.

To potrzeby uczniów wytyczają zmiany w szkole, niezależnie od tego, że jako placówka publiczna musi realizować podstawę programową kształcenia ogólnego. To jest oczywiste i nie podlega żadnej kwestii. Najważniejsze są jednak relacje międzyludzkie, bo bez nich nie ma wartościowej edukacji. Konieczne jest w niej wzajemne zaufanie, szacunek i empatia. Mimo, że to SLD zlikwidowało w 1997 r. nauczycielską funkcję rzecznika praw ucznia, w tej szkole taki jest powoływany właśnie przez uczniów, obdarzających pedagoga najwyższym szacunkiem i zaufaniem.

Dzieci muszą mieć w szkole poczucie bezpieczeństwa, przyjaznego klimatu i szacunku, tak jak ma to miejsce w ich środowiskach rodzinnych. Jak mówiły o tym uczennice: ..."to jest ich szkoła, to jest ich druga rodzina, w której nikt nie boi się powiedzieć, co mu się nie podoba". W takim środowisku mogą prowadzić debaty, spierać się o zakres obowiązujących wewnątrzszkolnych norm i regulaminów.


Tu każdą ocenę można poprawić, gdyż nauczyciel informuje o istniejących brakach, słabościach, lukach w wiedzy czy umiejętnościach, a zarazem tłumaczy, jak może się ów uczeń przygotować do poprawy. W tej szkole istotną rolę odgrywa też sztuka, zajęcia artystyczne, teatralne, muzyczne i plastyczne, a więc te dziedziny aktywności, które rządzą się wolnością i kreatywnością uczniów oraz ich nauczycieli. Nie bez znaczenia jest też eliminacja w szkole dzwonków, skoro każdy uczeń i nauczyciel powinien regulować swoją aktywność edukacyjną zgodnie z wymaganiami zadań i koniecznego do ich realizacji czasu.

Uczennice same mówiły o tym, jak dzięki wyjątkowemu klimatowi, podejściu nauczycieli do uczniów, niezwykłemu zaangażowaniu się we współpracę ich rodziców (np. w realizacji projektów), nabywają wiarę w siebie, a zarazem mają silne poczucie sprawstwa. W takiej placówce wychowanie do wartości jest autentyczne, bo głęboko wpisane w bliskie spotkania, bezpośrednie relacje i swoistego rodzaju służbę bliźnim.

(fot. dr Beata Owczarska-przewodnicząca ŁTP)

Pani dyrektor apelowała zatem do uczestników Kongresu, by przede wszystkim uwierzyć w to, że dzieci potrafią projektować zmiany w szkole i poza nią, jeśli tylko potrafimy z nimi rozmawiać i okazywać im szczere wsparcie w ich rozwoju i dążeniach.

czwartek, 7 czerwca 2018

Elektroniczna obsługa studiów na trzy z plusem


Pani Magdalena Grabowska z Prelite Public Relations przesłała infografikę wraz z materiałem prasowym opisującym przeprowadzone na początku 2018 roku badania opinii wśród ponad 1 150 studentów z 62 polskich uczelni (publicznych oraz prywatnych) na temat jakości użytkowania elektronicznych systemów obsługi studiów.

W Sejmie procedowany jest projekt ustawy 2.0, który w swoich założeniach ma przyczynić się do zmiany sposobu zarządzania uczelniami oraz do podwyższenia jakości kształcenia. Jak pisze autorka tego materiału: Uczelniane życie studentów to jednak także codzienne sprawy formalne załatwiane w dziekanatach oraz ich elektronicznych odpowiednikach. Czy Wirtualne Uczelnie spełniają wymagania studentów? Czy w momencie licznych zmian nie będą przysparzać im dodatkowych problemów?

Żadna reforma szkolnictwa wyższego w modelu top-down nie służyła jakości, tylko bylejakości, o czym przekonaliśmy się w latach 2011-2018 chociażby w sferze nowych procedur i wymagań dotyczących ubiegania się nauczycieli akademickich o stopnie naukowe i tytuł naukowy profesora. Zmiana narzędzi komunikacji między studiującymi a akademikami wymaga poważnych nakładów finansowych, których uczelnie nie otrzymują już od lat na modernizację m.in. infrastruktury i wyposażenia.

Dzisiaj już każdy uczeń szkoły średniej wie, że hardware i software zmieniają się w niesłychanie szybkim tempie, są unowocześniane, tylko nie w publicznym szkolnictwie wyższym. Tu, w wielu uniwersytetach, a nawet politechnikach niektóre pracownie i administracje uczelniane dysponują sprzętem komputerowym, który powinien być już złomowany. No dobrze, ale nie narzekajmy, tylko zapoznajmy się z wynikami sondażu:


Badacza interesowały następujące problemy:

- Jak oceniana jest jakość usług świadczonych przez uczelnie za pośrednictwem e-systemów?
- Jakie cechy systemów są oceniane wysoko, a jakie wymagają poprawy?
- Czy istnieje znaczne zróżnicowanie w ocenie e-systemów w zależności od dostawcy rozwiązań informatycznych?
- Określenie realnego poziomu wiedzy studentów w odniesieniu do dostępnych funkcjonalności w e-systemach
- Określenie oczekiwań studentów w zakresie funkcjonalności i intuicyjności interfejsu
- Określenie zakresu korzystania, częstotliwości i rodzaju urządzeń z jakich studenci korzystają w trakcie użytkowania e-systemów

Do sondażu zastosowano metodę CAWI (e-ankieta), zaś dobór respondentów był celowy/warstwowy. Zaproszono do udziału w badaniu studentów z 12 uczelni. Skierowano prośby do wykładowców o zachęceniu studentów do udziału w badaniu, ale prośby zostały wysłane także przez FB, LinkedIn a ostatnio także ResearchGate.net. W efekcie działań do wypełniania ankiety przystąpiło 4240 respondentów. Ostatecznie do analiz wykorzystano 1163 ankiety. Średni czas trwania poprawnego wywiadu to 5 minut i 28 sekund.
Badanie zostało przeprowadzone przez dr hab. Waldemara Rydzaka, prof. nadzw. UEP.

Podsumowując wyniki sondażu wystawiono respondentom ocenę dostateczną z plusem:

Studenci, którzy wzięli udział w badaniu, ocenili m.in. szybkość działania systemu, jego funkcjonalność, wygląd, niezawodność, intuicyjność oraz przystosowanie do urządzeń mobilnych. E-dziekanaty egzamin ten zaliczyły, jednak z problemami. W 10. punktowej skali ogólna ocena poziomu i jakości wirtualnych e-uczelni wypada na poziomie dostatecznym (średnia 5,56 pkt.).

Praktycznie wszyscy producenci oprogramowań w ocenie studentów najwięcej do poprawy mają w kwestiach dotyczących użytkowania systemów na telefonach lub tabletach, intuicyjności odnajdywania informacji oraz wyglądu. Niektórzy natomiast mogą być zadowoleni z opinii dotyczącej szybkości działania, funkcjonalności oraz niezawodności swoich produktów.

– Przygotowując oprogramowanie do zarządzania uczelniami wyższymi mamy na uwadze potrzeby trzech grup ich użytkowników, a najliczniejszą z nich są właśnie studenci. Wyniki tego typu badań niewątpliwie ułatwiają nam pracę, ponieważ zyskujemy dostęp do zestandaryzowanych opinii, dzięki którym wiemy, co ulepszyć w naszym produkcie – wskazuje Grzegorz Kaliński, prezes firmy Kalasoft odpowiedzialnej za system HMS Solution.

– Świetną informacja jest dla nas to, że studenci doceniają elementy, które stanowią trzon naszego systemu, czyli funkcjonalność, szybkość jego działania oraz niezawodność. Nie ukrywam jednak, że, kolokwialnie mówiąc, trója plus od studentów za grafikę czy optymalizację pod urządzenia mobilne nie jest zadowalającą oceną, jednak daje ona motywację do dalszych działań. Na szczęście łatwiej jest poprawić wygląd oprogramowania czy jego dostosowanie do telefonów i tabletów, niż np. stabilność systemu – dodaje Grzegorz Kaliński.

Wzmożony ruch jedynie w trakcie sesji?

Jeszcze do niedawna zakończenie semestru nieodmiennie łączyło się z długimi kolejkami do dziekanatu, czekaniem na wpisy uzyskiwane od prowadzących, czy składaniem różnego rodzaju wniosków i dokumentów. Obecnie większość z tych działań studenci mogą załatwić zdalnie przez Internet. To właśnie takie moduły jak wykaz ocen (76,3%), informacja o zaliczeniu etapu studiów (64,9%) czy rejestracja na zajęcia (49,7%) są najczęściej wykorzystywane przez studentów. Co tym bardziej ciekawe – nie tylko w trakcie sesji.

Na pytanie o częstotliwość logowania się do systemu najczęściej padała odpowiedź „regularnie – codziennie lub kilka razy w tygodniu”. Natomiast pierwszym wyborem ankietowanych co do urządzenia, z którego korzystają podczas przeglądania wirtualnych uczelni jest laptop lub komputer stacjonarny (86,2%). Rzadziej studenci korzystają ze smartfonów (73,9%), a wręcz sporadycznie z tabletów (8,1%).

– Zagadnienie elektronicznych systemów obsługi studiów jest ciekawym i równocześnie wymagającym tematem badań, ponieważ studenci posiadają zróżnicowaną wiedzę na ich temat. Nie wszyscy są w pełni świadomi potencjału niektórych funkcjonalności, natomiast inni nie zauważają pewnych ograniczeń systemów – komentuje dr hab. Waldemar Rydzak, prof. nadzw. UEP z Katedry Publicystyki Ekonomicznej i Public Relations, odpowiedzialnej za przygotowanie raportu z badań.

– Zaskoczenie może wzbudzić również wskazanie tej samej funkcjonalności, wzorów dokumentów, równocześnie jako bardzo rzadko używanej oraz pożądanej przez studentów. Jednak rzadkość korzystania, nie oznacza nieprzydatności, a jedynie wskazuje na to, że z dokumentów studenci korzystają raz lub dwa razy w semestrze. Dodatkową kwestią jest również fakt, że nie wszystkie systemy, a nawet nie wszystkie wydziały tej samej uczelni, korzystają z tej opcji – dodaje prof. Rydzak.

Jak możemy wnioskować z opinii studentów – systemy elektroniczne choć w głównej mierze stanowią duże ułatwienie w załatwianiu uczelnianych spraw, to jednak w niektórych aspektach wymagają dopracowania.

– Studiuję dwa kierunki, na których dostępne są różne systemy do obsługi studiów. W przypadku codziennego korzystania niezawodność to podstawa. Kiedy zbliża się sesja i terminy zaliczeń, studenci potrzebują ciągłego dostępu do wirtualnego dziekanatu – przekonuje Michał, student z Poznania.

– Nic tak nie wytrąca z równowagi jak prace konserwacyjne systemu, prowadzone w ciągu dnia, co ma miejsce na jednej z moich uczelni. Podobnie wygląda sytuacja zapisu na przedmioty dodatkowe - pół godziny przed ich rozpoczęciem serwer nie wytrzymuje obciążenia i rozpoczyna się notoryczna walka z czasem. Kiedy uda się wejść na stronę do zapisów, najciekawsze zajęcia nie są już dostępne. To nie powinno tak wyglądać – ocenia Michał.

E-dziekanat to nie wszystko

Elektroniczny system wspierający zarządzanie uczelniami wyższymi, żeby mógł być uznany za kompleksowy, powinien być skierowany zarówno do studentów, ale także do pracowników dziekanatów oraz administracji. Uczelnie są wielozadaniowymi instytucjami podlegającymi różnego rodzaju wytycznym, m.in. prawnym. Odpowiednio dopasowane oprogramowanie realnie przyczynia się do zwiększenie efektywności pracy, a przez to oszczędności czasu pracowników. Mając na uwadze główne założenia reformy edukacji wyższej, zgodnie z którymi wykładowcy powinni w większym stopniu skupić się na publikacjach naukowych i podnoszeniu kompetencji, system w pełni wspierający działania uczelni może być pierwszym krokiem do ich realizacji."


Tymczasem na Uniwersytecie Warszawskim trwa akcja protestacyjna w związku z procedowaniem w Sejmie projektu ustawy 2.0. Związki zawodowe kolejnych uczelni przyjmują stanowisko popierające strajkujących. Tym samym pryska mit o szerokim poparciu przez środowisko akademickie założeń reformy szkolnictwa wyższego i nauki.

środa, 6 czerwca 2018

Akademickie ry(t-)my


W czasie jednej z konferencji naukowych krążyły w kuluarach przedziwne historie o nauczycielach akademickich, którzy chyba już zapomnieli, kim są i jakie mają zobowiązania wobec nauki, własnej dyscypliny, uczelni i społeczeństwa. Postanowiłem uchwycić te wydarzenia w nieco lżejszej stylistyce:

Był raz dziekan, alkoholik
ponad miarę hazardzista
Żaden z niego pracoholik
choć podobno to artysta.

***

Inny za to założyciel
niepublicznej wyższej szkoły
zbił kapitał na swym sprycie
w sądzie twierdząc, że jest goły.

***

Pani doktor, bez dorobku
użalała się na szefa,
że ten mówił do niej "kotku",
wykorzystał i zaniechał.

***

Ktoś się zdradził w ubikacji,
że rotacja go czekała,
zdobył tytuł na Słowacji
Wrócił, a tu mówią - chała.

***

Ponoć wcale to nie nowe,
że niektóre z pań uczonych
mają stopnie hotelowe.
Czy przyznają się do onych?

***

Dziś badania jakościowe
wypierają empiryczne
Dzięki temu mamy nowe
fenomeny bezkrytyczne.

***

Naukowa demokracja
tym się różni od społecznej
że nieważne, jaka racja,
nada stopień "podopiecznej".

***

Zdaniem Zbyszko Melosika
w stanie wojny są teorie
Toteż większość ich unika
twierdząc, że to są aporie.

***

Mamy wydziałowe rady,
z których nikt już nie korzysta,
gdyż odkryją wszystkie wady,
Prawda jest w nich oczywista.

***

Na doktorat recepturę
pan minister proponuje:
Każdy, kto ma już maturę
program partii niech zakuje.

***

Kto doczeka do wakacji,
jak wynika z Ka-De-eN,
temu sens habilitacji
przydać może tylko sen.

***

Organ, co CK ma w skrócie
wraz z reformą wyższej szkoły
zniknie nam, jak dziura w bucie,
bo zastąpią go anioły.

wtorek, 5 czerwca 2018

W Sejmie ustawa 2.0 a na Uniwersytecie w Białymstoku i Warszawskim rozpoczyna się akcja protestacyjna


Otrzymałem informację, że w dniu 5 czerwca o godzinie 10.00 zostanie przeprowadzona akcja protestacyjna na Uniwersytecie w Białymstoku. Odbędzie się ona przed budynkiem siedziby Wydziału Filologicznego i Wydziału Historyczno-Socjologicznego przy placu NZS 1.

Akcja jest wyrazem sprzeciwu wszystkich związków zawodowych działających na Uniwersytecie przeciwko planom przegłosowania przez Sejm - właśnie w dniu 5 czerwca - reformy szkolnictwa wyższego opracowanej przez ministra Gowina. Rozwiązania proponowane w nowej ustawie spotkały się ze zdecydowaną krytyką różnych gremiów, między innymi związków zawodowych.

Sprzeciw budzi przede wszystkim zamiar całkowitej zmiany sposobu zarządzania uczelniami, co w efekcie spowoduje likwidację uczelnianej samorządności. Niepokoi zaplanowany w ustawie scentralizowany system zarządzania, a także niezwykle restrykcyjne kryteria oceniania pracy naukowej i dydaktycznej. Nie zgadzamy się na ideę ścisłego powiązania efektów takiej oceny z uprawnieniami uczelni i poziomem jej finansowania.


Wprowadzenie ustawy w życie w tym kształcie doprowadzi do podziału polskich uczelni publicznych na niewielką liczbę bogatych, centralnych uczelni badawczych i znacznie większą liczbę biednych uczelni, zajmujących się głównie dydaktyką i obsługą regionalnych rynków pracy. Nie ulega wątpliwości, że taki podział szybko doprowadzi do degradacji mniejszych uczelni i w efekcie spowoduje pogłębienie podziału cywilizacyjnego naszego kraju, czyli podziału na „Polskę A” i „Polskę B”.

Nauka nie jest działalnością biznesową i nie ma nic wspólnego ze strategiami obowiązującymi w wielkich korporacjach. Uważamy, że uczeni nie potrzebują biurokracji ani biurokratycznych kryteriów ocen i zasad organizacji swojej pracy. Misją uczelni jest nauka, kształcenie studentów i udział w rozwoju regionów, a nie „produkowanie" innowacji.

Negatywnie oceniamy także ideę łączenia ze sobą uczelni średnich w celu utworzenia jednego „silnego" ośrodka naukowego. Z dwóch średnich uczelni powstanie średni ośrodek naukowy, a nie uczelnia na miarę np. Uniwersytetu Harvarda. Przypominamy, że w krajach zachodnich, do których jesteśmy porównywani, na naukę wydaje się od 2 do ponad 3 razy więcej procentowego udziału PKB niż w Polsce.


NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu w Białymstoku
ZNP Pracowników Uniwersytetu w Białymstoku
ZZBiPB „Bibliotekarze Polscy” – Związek Zawodowy Uniwersytetu w Białymstoku


Czy nadciągają deszczowe chmury i burze?
Chyba tak, bo właśnie włączyło sie do akcji protestacyjnej środowisko akademickie Uniwersytetu Warszawskiego.


poniedziałek, 4 czerwca 2018

Edukacja dla czyjegoś rozwoju?


Ależ gorący był miniony weekend! Po powrocie do kraju i przeczytaniu prasy przypomniałem sobie z cieszyńskiej konferencji pytanie, które sformułował w swoim referacie prof. Zbigniew Kwieciński: Czy edukacja jest dla rozwoju czy może rozwój powinien być w edukacji?

Na najwyższym wzniesieniu czeskiej Pragi stał w okresie socjalizmu ogromny pomnik tow. Stalina. W 1991 r., a więc dzięki "aksamitnej rewolucji", został on zburzony, a na jego miejscu postawiono metronom - autorstwa Vratislava Karla Nováka. Spoglądając wzwyż każdy powinien uświadomić sobie, że wahadełko historii i politycznych wydarzeń zmienia się w czasie dziejów, i to nie tylko w tej Republice.

Jak w każdym okresie historyczny pojawia się dominujący w nim nurt czy prąd myśli naukowej, który wnosi z sobą jakąś zmianę, coś reorientuje, odwraca, przywraca lub utrwala. W centralistycznym ustroju oświatowym edukacja nie ma praktycznie szans dla rozwoju, gdyż ten jest determinowany przez partię władzy. Im ministrem jest większy ignorant, tym dla władzy lepiej, bo dla niej edukacja szkolna jest tylko środkiem do realizacji ideologicznych celów partii.



Dyrektorzy szkół już muszą przygotowywać na dzień 1 września 2018 r. wewnątrzszkolne kryteria oceny pracy nauczycieli, a to oznacza, że sami będąc poza ich zasięgiem, podobnie jak minister edukacji czy moralnie zakłopotany poseł Stanisław Pięta, będą mogli weryfikować zakres i poziom patriotycznych postaw "swoich" nauczycieli, ich pomoc przy organizacji różnego rodzaju manifestacji, uroczystości i realizacji zobowiązań wobec nadzoru pedagogicznego.

Powinniśmy cieszyć się, że oczekuje się od nauczycieli rozliczania ich z dawania przykładu umiłowania ojczyzny. W pełni to popieram, bo sam Ojczyznę kocham i miłuję. W końcu PRL też nie była ustrojem totalitarnym, gdyż zarządzana była - jak mawiał ks. prof. Józef Tischner - przez bałagan, więc chaos cechujący reformy w polskim szkolnictwie po 1999 r. potwierdza tezę, że Polacy uwięźli w rozwoju do pełnego człowieczeństwa. Brakuje im szacunku do własnego państwa i zaufania do siebie.


Ministra edukacji Anna Zalewska podróżuje po kraju spotykając się ze zwolennikami swojej partii, toteż nie musi przekonywać ich do tzw. "Dobrej zmiany" w szkolnictwie. Wszyscy cieszą się wielce, że we wrześniu ich wnuki lub dzieci otrzymają po 300 PLN na wyprawkę szkolną. Szkoda, że ta przedwyborcza "inicjatywa" jest tylko jednorazowa, ale niewątpliwie przyda się na zakup nowych podręczników do historii współczesnej Polski oraz pozwoli na przygotowanie się uczniów do udziału w wyjątkowej wagi konkursach historycznych. To te dzieci i wnuki będą spłacać zadłużanie naszego kraju przez dotychczasowe ekipy rządzące w III RP.



Gdyby ktoś nie wiedział, jak starać się o wyprawkę, to Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wyjaśnia na swojej stronie. Dla mnie najciekawsza jest nazwa strony dla ubiegających się z dniem 1 lipca 2018 r. o wspomniane 300 PLN, gdyż zapewne ma zatrzeć fatalny wizerunek władzy po obcesowym potraktowaniu w gmachu Sejmu protestujących rodziców osób niepełnosprawnych. Nadano jej bowiem miano "empatia" (empatia.mrpips.gov.pl).


Z końcem minionego tygodnia dowiedziałem się także o młodzieżowych bohaterach, którzy - w wyniku przesunięcia przez marszałka Sejmu Dnia Dziecka z 1 czerwca na 27 września 2018 r. i wsparciu politycznego Sejmu Dzieci i Młodzieży przez marszałka Senatu, by miał on swój podwójny skład, a więc "poselski i senatorski" - odbyli polityczną debatę w kalendarzowym Dniu Dziecka na Uniwersytecie Warszawskim. Był to jednak "alternatywny parlament", dzięki czemu kolejna część polskiego społeczeństwa została podzielona na dwa zwalczające się obozy polityczne.



Każda z partyjnych frakcji miała poczucie zadowolenia. Była minister edukacji Krystyna Szumilas wyrażała na twitterze dumę z młodych, ale i przeciwna strona polityczna zachwycała się odwagą uczennicy, która powiedziała wszystkim zgromadzonym, jak wdzięczna jest rządowi za stworzone jej warunki do godnego życia. Zapewne zostanie mianowana we wrześniu marszałkinią SDiM. Zasługuje na tym większe uznanie, że w świetle standardów demokracji młodzieżowych afirmatorów minionych ekip rządzących przewodniczący obrad żądał wyłączenia mikrofonu Natalii Kukule. Jak było widać i słychać, młodzi szybko opanowali zasady pracy obecnego marszałka i wicemarszałka Sejmu w barwach politycznych PiS.


Zdaniem prof. Z. Kwiecińskiego - porządnym można być w porządnym społeczeństwie, a ono jest coraz bardziej nie-PO-rządne. Nasza edukacja ma zatem przed sobą przyszłość. Jest w niej bowiem jeszcze wiele do zrobienia. Zapraszam zatem na debatę do Rzeszowa.


niedziela, 3 czerwca 2018

Alternatywy w edukacji


Po odwrocie i upadku jednolitej szkoły wychowującej zgodnie z świeckim, materialistycznym światopoglądem, jaki był narzucany przez władze oświatowe i polityczne okresu PRL, weszliśmy w ustrój demokratyczny, w którym społeczności szkolne same powinny wypracowywać model roli własnej – publicznej szkoły w edukacji dzieci czy młodzieży. To od dyrektorów szkół i współpracujących z nimi rad pedagogicznych powinno zależeć, zgodnie z jaką pedagogią będzie realizowany w „ich” szkołach proces kształcenia i wychowywania osób.

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie pozostawia środowiskom szkolnym tych procesów do samorealizacji, gdyż to, do czego może je zobowiązać i zmusić, to do realizacji Podstawy programowej kształcenia ogólnego i/lub zawodowego. Nauczyciele szkół publicznych nie mogą zatem nierealizować narzuconego im przez resort programu (treści) kształcenia. Nie mogą też sami rozstrzygać, jak będą organizować ten proces, gdyż obowiązuje ich gorset w postaci systemu klasowo-lekcyjnego, a więc ramowych planów kształcenia, czasu trwania roku szkolnego, czasu trwania jednostek dydaktycznych, podziału uczniów na zespoły klasowe lub międzyklasowe, przydziału nauczycieli według określonych kwalifikacji zawodowych do realizacji określonych zajęć dydaktycznych, pozalekcyjnych czy opiekuńczo-wychowawczych itp.

Jak więc tu mówić o zróżnicowaniu pedagogicznym publicznej edukacji, skoro nauczyciele są wciśnięci w określone ramy formalno-prawne? Mogą jedynie sami rozstrzygać o tym, jakie wykorzystają w pracy z uczniami środki dydaktyczne, jakimi będą kierować się regułami (zasadami) kształcenia (bo na wychowanie nie ma tu już zbyt wiele miejsca), jakie dobiorą sobie techniki, metody czy formy aktywności. Wszystko to jednak musi zmieścić się w narzuconych im ramach.

Jedynie niektóre szkoły niepubliczne wyróżniają się jednoznaczną, czytelną i identyfikowalną pedagogią, która albo ma charakter naśladowczy np. szkoły Montessori, szkoły Steinera (waldorfskie), szkoły Planu Daltońskiego, szkoły salezjańskie, szkoły edukacji zróżnicowanej (single sex education), szkoły demokratyczne, szkoły Planu Jenajskiego, itp., albo ma charakter autorski, narodowy (np. Szkoła Autorska w Łodzi, Autorskie Licea Artystyczne), albo są to szkoły takie same, jak publiczne, tyle tylko, że odpłatne.



Ci nauczyciele, którzy nie chcą pracować w szkołach tak, jak większość, mogą opracować własną innowację czy eksperyment pedagogiczny i spróbować uzyskać dla niego akceptację władzy. Ta zaś dysponuje kryteriami (rozporządzenie MEN o innowacjach i eksperymentach wpisano do Ustawy) dopuszczającymi do modyfikowania czy doskonalenia procesu dydaktycznego w szkołach publicznych zgodnie z innymi zasadami, niż powszechnie obowiązujące.

Otwartość szkoły publicznej na alternatywę jest zatem połowiczna, ale możliwa. Komu się jednak chce pokonywać bariery administracyjne, rejestrowania, opiniowania, pozyskiwania partnerów-sojuszników tak w radzie pedagogicznej, jak i w gronie rodziców, by realizować własną pedagogię w klasie szkolnej w ramach własnego przedmiotu?

Polska szkoła drugiej dekady XXI wieku nadal jest ostoją edukacji zinstytucjonalizowanej, formalnej, behawioralnej, realizowanej w systemie klasowo-lekcyjnym, a więc w warunkach przemocy strukturalnej , symbolicznej i temporalnej. Jedynie wczesna edukacja wyzwoliła się z tych pęt zabezpieczając sobie prawo do częściowego odstąpienia od rygorów i warunków, jakie mają miejsce w kształceniu systematycznym na kolejnych poziomach szkoły.

Nadal trzyma się dzieci w ławkach szkolnych, dzisiaj nieco zmodernizowanych, ale usytuowanych w zamkniętej architektonicznie przestrzeni, w klasach jak w autobusie czy kinie, w rzędach, a więc dla potrzeb frontalnego nauczania. Co z tego, że dzieci mają dywaniki, kąciki, a nawet prawo do wnoszenia do tej przestrzeni własnych pluszaków czy zabawek, skoro nie to jest istotnym warunkiem konstruktywistycznego uczenia się. Nadal dzieci mają działać pod kierunkiem, na polecenie nauczyciela, według narzuconego im standardu zachowań, a więc nie jako istoty aktywnie poznające, ale działające w obszarze statycznie rozumianego poznawania wiedzy.

Proponujemy zatem w gronie uczonych-praktyków-innowatorów książkę, w której każdy nauczyciel znajdzie coś dla siebie. Może będzie to kolejna kropla drążąca głaz fatalnej polityki oświatowej w naszym kraju.