niedziela, 25 maja 2014

Ni to krety... ni akademiccy nauczyciele



Analizując interesujące mnie dane akademickie musiałem zajrzeć na stronę internetową bazy kadr akademickich. Są dwie takie strony internetowe, które firmuje MNiSW, a mianowicie:

OPI – Ośrodka Przetwarzania Informacji, na której znajdziemy zakładkę „Ludzie nauki”. Po wejściu na stronę otwiera nam się formularz bazy danych, w którym możemy wpisać imię i nazwisko interesującej nas osoby, nauczyciela akademickiego.

Baza zawiera informacje o:
* naukowcach co najmniej ze stopniem doktora
* polskich uczonych pracujących i mieszkających za granicą
* obcokrajowcach – członkach Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności
* zagranicznych naukowcach recenzujących polskie prace naukowe
* osobach bez stopni naukowych, gdy kierują pracami badawczymi lub pełnią funkcje kierownicze w jednostkach zaplecza naukowego.

Niestety, baza nie jest prowadzona rzetelnie. Nie jest aktualizowana i zawiera niepełne dane. Kiedy po wpisaniu nazwiska i kliknięciu „szukaj” wyświetli się nam rekord danych, to w główce będzie miał ponoć stopień naukowy czy tytuł naukowy danej osoby. Nie jest to jednak zgodne z prawdą, bowiem wpisuję nazwisko osoby, o której wiem tylko tyle, że posługuje się jako samodzielny pracownik naukowy stopniem doktora habilitowanego. Ma też stanowisko profesora wyższej szkoły zawodowej, ale... w bazie opublikowanych danych nie znajduję ani jednej informacji o tym, gdzie uzyskała habilitację, na podstawie jakiej rozprawy czy dorobku naukowego, kim byli jej recenzenci oraz gdzie miało miejsce nadanie stopnia dr hab.?

Na jakiej podstawie MNiSW czy podmiot prowadzący tę domenę godzi się na publikowanie danych, które nie mają wiarygodnych dowodów? Dlaczego wprowadza się w błąd opinię publiczną oraz środowisko akademickie godząc się na zamieszczenie informacji o rzekomej habilitacji, ale bez uwydatnienia jej źródła?

Kiedy skończy się w naszym kraju ta gra w półsłówka, w ukryty program? Kiedy władze zaczną wreszcie dyscyplinować zarówno sobie podległe służby, jak i kiedy rektorzy uczelni zaczną ponosić odpowiedzialność, także prawną za zatrudnianie osób z dyplomami, które nie są zgodne z polskim prawem?

Z biegiem czasu zaczyna się odsłona fałszywych gier niektórych Polaków, którzy uzyskiwali stopnie docenta na Słowacji. Tam nie opublikowali żadnej dysertacji habilitacyjnej, gdyż Słowacy jej nie upowszechniają, natomiast chętnie biorą kasę za postępowanie na docenturę na podstawie zmanipulowanych przez niektóre osoby danych o ich rzekomym dorobku naukowym. W Polsce nie znajdziemy żadnej monografii, żadnego raportu badawczego wielu habilitowanych na Słowacji rodaków.

Kto i dlaczego ich zatem zatrudnia w uniwersytetach i akademiach, skoro nie są twórcami prac naukowych? To, że takie osoby są zatrudniane w wyższych szkołach prywatnych i państwowych wyższych szkołach zawodowych mnie nie dziwi, bo w wielu przypadkach ich założyciele kierują się jedynie przyrostem papierów wartościowych i dla kasy łamią wszelkie normy, nie tylko obyczajowe, a niektórzy z naszych koleżanek czy kolegów profesorów im w tym pomagają. Studenci są po to, by powiększać czyjś majątek, który nawet po upadku szkoły można potem przekształcić w hotel, schronisko, salę teatralną czy kinową, ośrodek masażu lub prywatne przedszkole.

Drodzy studenci, wpiszcie nazwisko swojego doktora, doktora habilitowanego czy profesora w wyszukiwarkę OPI i dowiedzcie się, czy i gdzie dana osoba uzyskała awans naukowy. Może podzieli się z wami tajemnicą sukcesu za opłatą w EURO i już w rok po studiach magisterskich będziecie doktorami nauk, a w dwa lata później doktorami habilitowanymi? Papier to papier, dokument to dokument. Może ukręcicie jakieś lody?

Jest jeszcze POL-on, czyli System Informacji o Szkolnictwie Wyższym. Ten jest finansowany ze środków MNiSW i ponoć przez ten resort prowadzony i nadzorowany. Co z tego, skoro wpisując nazwisko zatrudnionego w polskiej uczelni profesora czy doktora habilitowanego nie znajdziemy nazwisk niektórych osób w tym systemie. Co to jest? A może są to ni to krety ni to służby? Kto promuje w Polsce doktorów? Habilitowani z ukrytą habilitacją?