sobota, 11 maja 2019

Komiksowa psychologia


Zastanawiam się, czy z młodym pokoleniem jest już tak źle, że trzeba mu przekazywać wiedzę naukową w wersji komiksowej, czy może psychologia obrazkowa jest odpowiedzią na zainteresowania młodzieży popularnonaukowym komiksem? Naukowa oficyna w Republice Czeskiej - "Portal" - wydała przekład komiksu Grady Kleina i Danny Oppenheimera pt. "PSYCHOLOGIA. Komiksowe wprowadzenie" (Praha 2018).

Jeden z niezwykle wysoko uznanych grafików, animator i autor wielu niezwykle popularnych publikacji komiksowych Grady Klein zgodził się zilustrować wiedzę psychologiczną dla studentów tego kierunku. Autorem zaś całego podręcznika jest profesor psychologii i nauk społecznych na prywatnym Uniwersytecie Carnegie Mellon w Pittsburghu (USA), który uzyskał Nagrodę Nobla w zakresie literatury w 2006 r. za "Consequences of Erudite Vernacular Utilized Irrespective of Necessity: Problems with using long words needlessly". W Google Scholar jego Indeks Hirscha wynosi zaledwie 29.

O współczesnej psychologii D. Oppenheimer potrafi nie tylko pisać, ale i mówić swobodnie, z dużym dystansem i ogromnym poczuciem humoru. Nie ma w nim typowej dla wielu profesorów nauk społecznych bufonady. Nic dziwnego, że podjął się napisania w bardzo dowcipny sposób wstępu do psychologii, a G. Klein to zilustrował.



Wspomniany komiks o psychologii dedykowany jest studentom, którzy nauczycieli profesora Oppenheimera, jak uczyć się tej dyscypliny wiedzy. To właśnie im dedykuje tę publikację. Mamy zatem kolejny, a kulturowy dowód na tezę Margaret Mead, że na skutek szybkich zmian i wielokulturowości nie sprawdzają się dawne wzorce kulturowe. Starsze pokolenie nie nadąża za zmianami, w związku z czym zaczyna dominować pokolenie młodych.

Załączam kopię jednej strony (11) w wersji czeskiej, z której dowiemy się, jakimi przeżyciami i doświadczeniami osób zajmuje się psychologia oraz w wersji angielskiej o tym, czym jest schizofrenia:



***



Czekam na polską wersję takiego przewodnika po pedagogice. Mamy w kraju znakomitych grafików, więc może uda się pozyskać któregoś do polskiej wersji zilustrowania kolejnej z nauk społecznych.

piątek, 10 maja 2019

Kto upokarza naukowca?


We wtorek 7 maja br. odbyło się comiesięczne posiedzenie Sekcji I Nauk Humanistycznych i Społecznych Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów. Nie ukrywam, że każde obrady niosą z sobą wiele emocji, rodzą poczucie dumy z referowanych przez recenzentów wniosków o nadanie tytułu naukowego profesora dla samodzielnych pracowników naukowych o wybitnych osiągnięciach, albo wytwarzają poczucie zażenowania, kiedy opiniujący osiągnięcia wykazują kardynalne błędy w rozprawach naukowych kandydatki czy kandydata do tytułu naukowego profesora.

Wielokrotnie pisałem także w swoich rozprawach monograficznych i artykułach o patologii akademickiej, o nieuczciwości, którą słusznie od kilkunastu lat systematycznie, co miesiąc także piętnuje na łamach "Forum Akademickiego" dr hab. Marek Wroński. Każdy członek CK może zatem wsłuchując się w referowane opinie wychwycić ich względną rzetelność, obiektywizm albo coś, co nie powinno mieć miejsca w tym organie, coś odwrotnego.

Dlaczego podejmuję tę kwestię? Z powodu zaskakującego dla mnie a nierzetelnego dla kandydata jednego z wniosków, jakim jest aktywny w przestrzeni publicznej i politycznej uczony UMK w Toruniu, upublicznienia przez któregoś z członków Sekcji I informacji o tym, że Centralna Komisja odmówiła nadania tytułu naukowego profesora panu dr. hab. Andrzejowi Zybertowiczowi.


Ktoś bardzo chce zarobić na pozanaukowych komentarzach. Portale - "wPolityce" i "natemat" zamieściły bowiem tekst pt. "Doradca Dudy upokorzony przez profesorów. Uznano, że Zybertowicz nie zasługuje na tytuł". Natychmiast podchwyciła tę supozycję "Gazeta Wyborcza".

Powołano się na prof. Tadeusza Gadacza, który nie jest członkiem Centralnej Komisji i nie uczestniczył tego dnia w posiedzeniu nawet jako superrecenzent do spraw innego wniosku. Na jakiej zatem podstawie zamieszcza się - wprawdzie jedynie prawdziwą informację o negatywnym wyniku głosowania w sprawie wniosku o nadanie tytułu dla dra hab. A. Zybertowicza - ale nieprawdziwą w zakresie rzekomego jego upokorzenia przez profesorów.


Nic takiego nie miało miejsca. Centralna Komisja nie jest organem do upokarzania kogokolwiek. Wprost odwrotnie, jako organ odwoławczy często musi stanąć po stronie upokorzonych w ich własnych środowiskach akademickich, a nierzetelnie ocenionych naukowców czy kandydatów do stopni naukowych lub tytułu profesora.

Nie będę ujawniał przebiegu i treści obrad nie dlatego, że chcę coś ukryć przed opinią publiczną, ale z powodu, dla którego nie wolno było - moim zdaniem - przekazywać jakichkolwiek informacji o wyniku głosowania w powyższej sprawie, która nie została jeszcze zakończona!

Po pierwsze, Sekcja I wyraziła swoją opinię w sprawie osiągnięć kandydata do tytułu naukowego, a nie była to opinia jednoznacznie negatywna. Musi ona być zatwierdzona przez Prezydium Centralnej Komisji, a to jeszcze nie nastąpiło. Nie wolno zatem opisywać tej sprawy jako zamkniętej.

Kandydatowi przysługuje prawo do odwołania od decyzji prezydium CK. Tym samym wniosek nie został zakończony i nikt nikogo tu nie upokarzał. Wprost odwrotnie. Przyjdzie moment na upublicznienie treści recenzji, a wówczas okaże się, czy rzeczywiście ich negatywna konkluzja miała merytoryczne podstawy. Gdyby członkowie Sekcji I byli przekonani o niespełnieniu przez kandydata ustawowych wymagań, to wynik głosowania byłby zupełnie inny niż podają to media.

Przeciwnicy polityczni pana dr. hab. Andrzeja Zybertowicza postanowili perfidnie wykorzystać "przeciek" z obrad Sekcji I do jego upokorzenia. Proszę zatem nie odwracać kota ogonem i nie przypisywać członkom Sekcji I Nauk Humanistycznych i Społecznych CK tak niegodnej uczonych postawy. Nic takiego nie miało tam miejsca. Była długa i merytoryczna dyskusja.

Uczestniczyłem w obradach, toteż jestem oburzony sposobem przenoszenia spraw pozanaukowych na rzekome postawy profesorów organu, który rozpatruje każdy wniosek z odpowiedzialnością wobec wnioskodawców, prawa i nauki. Nie jest na tym etapie trwającego jeszcze postępowania prawdą, że Andrzej Zybertowicz nie zostanie profesorem. Jakim prawem formułuje się takie sądy?!

Na Fb huczy od komentarzy, w wielu przypadkach bardzo nieuczciwych. Chyba jednak nie o naukę tu chodzi.



czwartek, 9 maja 2019

Pedagogiczna autobiografia





Uniwersytety publikują wywiady z najważniejszymi postaciami, absolwentami, pracownikami, partnerami ze sfery gospodarczej, społecznej, politycznej itp., których życie i działalność są powodem do dumy i uznania. Dzisiaj zamieszczam wywiad z prof. Romanem Leppertem - kierownikiem Katedry Pedagogiki Ogólnej i Porównawczej na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, którego Uczelnia obchodzi 50-lecie.

Czytelnicy autorskich rozpraw i redagowanego przez R. Lepperta czasopisma naukowego "Przegląd Pedagogiczny" mają okazję do biograficznego wglądu w jego życie i działalność pedagogiczną. Natomiast kandydaci na studia pedagogiczne mogą dowiedzieć się, jaka była droga Profesora do nauki oraz jak on sam postrzega tę dyscyplinę wiedzy.

Potwierdza się w tym wywiadzie myśl włoskiego andragoga Ducio Demetrio: "Życie ludzkie nie jest tylko i wyłącznie odzwierciedleniem wszystkiego z czym w rzeczywistości stykamy się w trakcie naszej egzystencjalnej wędrówki. Nasze jestestwo jest zlepkiem tysiąca różnych elementów: odkrywamy w sobie obecność niewyraźnych obrazów, wyidealizowanych bohaterów, niedoścignionych ideałów, postaci z filmów i książek, miłosnych mrzonek i snów o potędze oraz dobrobycie "(Autobiografia, Kraków: 2000, s. 98).

Bardzo się cieszę, że wśród znaczących pracowników naukowych w polskiej pedagogice są profesorowie, których także dodatkowe walory w zakresie zarządzania zespołem akademickim są dostrzegane i doceniane. Mamy w gronie pedagogów byłych czy nadal pełniących role rektorów lub prorektorów uniwersyteckich i akademii pedagogicznych, naukowców, którzy potrafią godzić własne pasje badawcze z innymi rolami zawodowymi, społecznymi oraz rodzinnymi.

W realiach kolejnych reform w szkolnictwie wyższym i nauce także pedagodzy są powoływani przez senaty do uczelnianych rad, w ramach których będą diagnozować, oceniać i rozstrzygać o dalszym kierunku zmian w uczelni. Będą zatem uczestniczyć w procesach transformacji instytucjonalnej i kadrowej, która powinna skutkować jeszcze lepszymi wynikami badań naukowych, kształcenia kadr akademickich i większą gospodarnością oraz jakością kształcenia.

środa, 8 maja 2019

Powinna powstać Komisja Edukacji Narodowej


W czasie I walnego Zjazdu NSZZ „Solidarność” w 1981 r. znalazł się w jego uchwale programowej zapis o konieczności powołania Społecznej Rady Oświaty i Wychowania, która pełniłaby funkcje kontrolne nad Ministerstwem Oświaty i Wychowania oraz wspomagające jego przedsięwzięcia. W jej składzie mieli być pedagodzy, rodzice, autorytety naukowe i społeczne. Jak odnotowano w 29 tezie programowej Zjazdu:

Społeczeństwo musi stać się właścicielem i autorem własnej kultury i edukacji. (T. Bochwic - pseud. W. Mader, Walka "Solidarności" o społeczny kształt oświaty w Polce, Londyn: 1988, s. 121).

Pierwsza Społeczna Wojewódzka Radą Oświaty powstała w listopadzie 1981 r. w Lublinie w wyniku m.in. postrajkowego porozumienia środowiska „Solidarności” z wojewodą lubelskim. Nauczyciele wystosowali w dn. 3 grudnia 1981 r. apel do rodziców i dzieci, (…) w którym zwracali się o poparcie w walce o społeczny kształt oświaty i autonomię szkoły, a także o tworzenie szkolnych komitetów rodzicielskich, które popierałyby działania nauczycieli” (tamże, s. 142).

Negocjatorzy strony „Solidarności” publikowali w żartobliwej często formie to, jak postrzegali rządzących w czasie wspólnych rozmów. Teresa Bochwic przytacza jedną z tak humorystycznych notatek, które są aktualne po dzień dzisiejszy:

Instrukcja w sprawie ramowej struktury resortów:
Departamenty: Złej Woli, Niedowładu, Obstrukcji, Zaniedbań i Braków; Zakłamań i Zafałszowań; Rozrzutności i Skąpstwa; Działań Pozornych.

Komisje:
d/s. Hamowania, Powstrzymywania i Zamydlania;

d/s. Oczerniania i Pomawiania;

d/s. Przepychanki;

Główna Komisja ds. Osiągnięcia Dna;

Główny Urząd Współpracy – Niedowład Organizacyjny (GUWNO)

Głowna Inspekcja Kontroli, Czy Coś Nie Idzie Dobrze;

Ciała Społeczne: Komitet Tego-Śmiego;

Społeczna Komisja Zgadzania się na wszystko;

Komórka Interwencji w Sprawach, w których Coś Się Jednak Posunęło Naprzód
. (Tamże, s. 92)


wtorek, 7 maja 2019

Czy Polskę czeka ustrój państwa inaczej demokratycznego?


Nie ukrywam, że z ogromnym zainteresowaniem przestudiowałem monografię ekonomisty, socjologa i historyka, a zarazem byłego ministra edukacji Węgier w latach 1996-1998 i 2001-2006 - dr. Balinta Magyara pt. "Węgry. Anatomia państwa mafijnego. Czy taka przyszłość czeka Polskę?" (Warszawa 2018). Wprowadzenia do polskiej edycji dokonał prof. Radosław Markowski, co już jest znakomitą gwarancją jakości zawartych w niej analiz.

Byłoby znakomicie, gdyby w Polsce powstała tak świetnie skonstruowana i napisana rozprawa o naszej transformacji po 1989 r., która uwzględniałaby - jak ma to miejsce w powyższej publikacji - wszystkie dziedziny funkcjonowania postkomunistycznego państwa. Jej autor, także były działacz ruchu obrony praw człowieka, a w latach 1990-2010 były deputowany parlamentu z ramienia Związku Wolnych Demokratów, doktor nauk społecznych przygotował dla polskiego odbiorcy zaktualizowane i uzupełnione treściami odnoszącymi się, chociaż rzadko, także do naszej sytuacji politycznej, dokonał interdyscyplinarnej analizy przemian, konsultując je z wieloma autorytetami naukowymi.

Nie miałem wyobrażenia na temat przemian politycznych na Węgrzech. Podkreślana jednak od kilku lat strategia zarządzania krajem przez Viktora Orbána jako odchodząca od demokracji liberalnej na rzecz reżimu cyniczno-aideologicznego.

Radosław Markowski podsumowuje swoją recepcję książki Magyara: "Konkludując i przyjmując normatywną optykę wartości cywilizacji Zachodu dotyczących jakości życia publicznego, można powiedzieć tak: w Polsce Kaczyńskiego mamy - na razie - "normalną "patologię", na Węgrzech Orbána "patologiczną normalność" (tamże, s. 23).

Określenie własnego państwa jako mafijnego budzi niepokój, bowiem mafia kojarzy się nam jednak z przestępczą działalnością, a przecież trudno jest uwierzyć w to, że demokratycznie wybrany rząd jest zorganizowaną mafią wyniesioną do władzy przez środowiska przestępcze. Autor książki posługuje się pojęciem mafii jako metaforą, by odsłonić powielanie przez polityków niektórych standardów z tego świata. Zdaniem Magyara jego kraj jest zarządzany jak klanowa organizacja kryminalna w wymiarze systemowym, zaś premier jest typowym poligarchą.

Państwo mafijne "(...) to znacznie więcej niż patologie w finansowaniu partii czy czarna strefa, której celem jest zdobycie politycznych wpływów. Relacja ulega tu odwróceniu w dwóch wymiarach. Po pierwsze, to nie pewna część środków nielegalnie zdobytych na potrzeby finansowe partii trafia do prywatnych kieszeni, ale potencjał decyzyjny partii jest wykorzystywany nie incydentalnie, lecz systematycznie, do budowania prywatnych fortun. Po drugie, to nie ukryte działania podziemnego świata, ale samo stanowienie prawa i polityka rządowa "z góry" i "od środka" bezprawnie dostosowują się do partykularnych interesów." (tamże, s. 34-35).

Podobnie jak miało to miejsce w Polsce, wprowadzenie systemu demokratycznego na Węgrzech w 1989 r. zmusiło walczące ze sobą siły polityczne z poprzedniego reżimu do rywalizacji w zgodzie z prawem, które gwarantuje wolność i pluralizm polityczny. W tym kraju, podobnie jak w Polsce, prawica musiała zderzyć się z postkomunistyczną lewicą i liberałami czyniąc wszystko, co tylko możliwe, by wyprzeć ich ze sceny politycznej władzy w państwie.

Konieczne było do tego osiągnięcia celu przekonanie społeczeństwa w debacie publicznej do języka prawicy, którego funkcją "(...) jest tworzenie poczucia wspólnotowości i pozyskiwanie nowych zwolenników uruchomieniem "tsunami obietnic". Poprzez swoje narzędzia - wskazujące, określające i stygmatyzujące - kreuje symboliczną tożsamość. I w ten sposób - odnosząc się do świata obrazów, rytuałów i emocji swojej ideologii, zamykając je w spójnym porządku - staje się językiem obowiązującym." (tamże, s. 44)

Węgierska prawica porzuciła język ideologii liberalnej i lewicowej, którego funkcją jest definiowanie i dyskurs, odwraca się od kreowania racjonalnej tożsamości, by zastawić na obywateli pułapkę populizmu. "Najpierw Fidesz odciął się od wartości liberalnej demokracji i gospodarki wolnorynkowej, dodając do słowa "liberalny" przymiotnik "narodowy", by symbolicznie wzmocnić swą narodową retorykę" (tamże, s. 45).

Następnie partia Orbána powróciwszy do władzy rozwinęła opiekuńczą funkcję państwa, kupując lojalność trzynastą pensją i trzynastą emeryturą czy innymi darmowymi przywilejami dla tych, którzy pamiętali z czasów socjalizmu biedę i brak dostępu do wielu dóbr konsumpcyjnych i pomocy socjalnej.

Tym samym politycy prawicy przejęli na Węgrzech elektorat lewicowy dokonując radykalnego zwrotu ku socjalnemu populizmowi i obciążając liberałów winą za rozwarstwienie społeczne i biedę ludu. Z jednej strony odwoływano się do wartości transcendentnych (Bóg) i narodowych - ojczyzna oraz rodzina, z drugiej zaś wdrukowywano społeczeństwu przekonanie, że ludziom lewicy i liberałom nie przysługują cechy moralne i duchowe.

Węgry czasów transformacji przeszły od zachodnich wzorców polityki kadrowej do eliminowania z aparatu administracji publicznej ludzi kompetentnych, fachowców, by zastąpić ich własnymi urzędnikami i zmusić pozostałych do bezwzględnego posłuszeństwa. W pierwszej dekadzie XXI w. na Węgrzech doszło do negatywnej selekcji w administracji publicznej. Miejsca funkcjonujących jak szare eminencje, lecz kompetentnych dyrektorów zajęli polityczni sekretarze stanu, nieposiadający tak jak ich poprzednicy administracyjnej rutyny i kompetencji. Tego ciosu administracja publiczna już nie wytrzymała (s. 63).

Nie będę tu streszczał praktyk węgierskiego życia politycznego mających na celu eliminowanie polityków linii liberalnej i lewicowej z życia publicznego, ale przywołam jeszcze stanowisko Magyara wobec edukacji. Rząd prawicowy V. Orbána podjął skuteczne działania na rzecz likwidacji autonomicznych pól profesjonalnej aktywności inteligencji w kulturze, oświacie i nauce. Polityka tego reżimu jest wyrachowana i racjonalna nie idąc opozycji na żadne ustępstwa.

Szkolnictwo zostało całkowicie upaństwowione, zaś uczniowie, ich rodzice i pedagodzy zostali pozbawieni praw do partycypowania we wprowadzaniu zmian w edukacji. "Oświata z usługi publicznej stała się służbą, szkoła zamieniła się w koszary, a pedagog stał się oficerem szkoleniowym" (tamże, s.186).

Warto zapoznać się z tą świetnie udokumentowaną faktami publikacją, by w czasie X Zjazdu Pedagogicznego w Warszawie móc porozmawiać w prowadzonej przeze mnie i prof. Mirosława J. Szymańskiego - Sekcji I o sytuacji na Węgrzech z doktorantem Uniwersytetu w Budapeszcie - Kristófem Velkey'em, który prowadzi w Polsce badania porównawcze na temat naszej oświaty doby transformacji. Inna rzecz, jak Węgier oceni naszą edukację i ustrój szkolny. Być może nie podziela on analiz B. Magyara na temat poligarchii w strukturach mafijnej władzy jego państwa.

poniedziałek, 6 maja 2019

Wyniki egzaminu maturalnego z lat 2005-2018


Profesor Józef Górniewicz z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie opublikował raport z badań przeprowadzonych wśród absolwentów szkół ponadgimnazjalnych z województwa warmińsko-mazurskiego, z ich rodzicami i nauczycielami na temat efektywności kształcenia mierzonej wynikami egzaminu maturalnego, który miał miejsce w latach 2005-2018.

Jak pisze we "Wstępie" autor projektu badawczego: "Bezpośrednim impulsem o podjęcia badań empirycznych była konstatacja takiego oto faktu, że maturzyści z regionu warmińsko-mazurskiego lokowali się w ciągu 13 lat istnienia nowej formy sprawdzania wiedzy i umiejętności poznawczych na końcowych pozycjach w rankingu sporządzonym przez Centralną Komisję Egzaminacyjną - właściwy organ państwa do spraw przeprowadzania tego egzaminu. Powstaje naturalne pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy (s.5).

Analizę wyników badań poprzedza rozdział pt. "Założenia teoretyczne projektu badawczego", w którym J. Górniewicz omawia i wyjaśnia:
- istotę i funkcje egzaminu maturalnego,
- system kształcenia i doskonalenia zawodowego nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych,
- różne czynniki, wymiary i aspekty efektywności pracy szkoły oraz jej badania,
- uwarunkowania i typologię niepowodzeń szkolnych, nierówności i selekcji szkolnych,
- ocenianie i oceny szkolne jako wskaźniki efektywności kształcenia oraz
- funkcje kapitału społecznego i edukacyjnego uczniów.

Główny problem badawczy w tym projekcie brzmiał: Jakie elementy środowiska społecznego, czynniki osobowościowe i warunki działalności instytucji szkoły w subiektywnym odczuciu badanych osób wpływają na uzyskiwanie przez absolwentów szkół ponadgimnazjalnych niskie wyniki w egzaminie maturalnym? Mówiąc krócej, badaczowi zależało na ustaleniu, jakie czynniki egzo-i endogenne warunkują niepowodzenia maturalne abiturientów?

Wykorzystano w tym celu metodę sondażu diagnostycznego wśród studentów historii, matematyki, filologii polskiej i pedagogiki, którzy zdawali egzamin maturalny w latach 2012-2015 oraz wśród rodziców i nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych z powyższego regionu przeszkolonych do udziału w komisjach egzaminacyjnych. Łącznie zbadano 448 osób. Dokonano także analizy wyników egzaminów maturalnych uczniów z Warmii i Mazur w latach 2016-2018 na tle innych regionów Polski.

Wyodrębniono dziewięć kategorii przyczyn niskiego poziomu zdawalności egzaminu maturalnego:

1. przestrzenne usytuowanie regionu, wraz z jego dziedzictwem kulturowym, infrastrukturą komunikacyjną, poziomem urbanizacji , przyrodą i stosunkiem ludności do natury;

2. kwestie ekonomiczne - formy gospodarowania, uzyskiwane przychody ludności, poziom i rodzaj zatrudnienia dorosłych mieszkańców regionu, nasycenie w sieć placówek handlowych, charakter gospodarki, perspektywy rozwoju ekonomicznego, możliwości dodatkowego zatrudnienia w trakcie nauki i studiów, obszary biedy i wykluczenia z rynku pracy;

3. czynniki społeczne i kulturowe związane z subiektywnym odczuciem jakości życia w regionie, z habitusem społecznym absolwentów szkół maturalnych, zjawiska stygmatyzacji społecznej, nasycenie regionu w instytucje generujące wartości kultury wysokiej,

4. organizacja pracy szkoły, jej wyposażenie i działalność w środowisku lokalnym, w tym: liczebność klas szkolnych, wyposażenie w sprzęt do wspierania procesu dydaktycznego i wychowawczego, zasobność pracowni specjalistycznych i biblioteki, klimat i atmosfera pokoju nauczycielskiego, stopień dekapitalizacji obiektów i stanu ich wyposażenia;

5. kadra nauczycieli i wspierający ich zespół psychologów, pedagogów, terapeutów i pozostałych specjalistów, w tym poziom ich przygotowania i doskonalenia zawodowego, style nauczania i nawiązywania relacji z uczniami i ich rodzicami, pozazawodowe zainteresowania, stopień zaangażowania w dodatkowe zajęcia, poziom wrażliwości emocjonalnej i moralnej, utarte nawyki i sposoby pracy dydaktycznej;

6. uczniowie, ich osobowość, poziom motywacji do uczenia się, zainteresowania, aktywność w czasie zajęć szkolnych i pozaszkolnych, pozalekcyjnych, poziom uczestnictwa w kulturze, jakość relacji z innymi uczniami w klasie i całej placówce, relacje z rodzicami i innymi osobami z środowiska lokalnego;

7. rodzice - jakość ich współpracy z nauczycielami i innymi pracownikami szkoły, poziom codziennego wsparcia uczniów w rodzinie, wsparcie finansowe i motywacyjne do zaspokajania potrzeb dzieci, budżet czasu wolnego, kondycja materialna i moralna rodziny;

8. organizacja i przeprowadzanie egzaminu maturalnego w szkole - warunki zdawania egzaminów ustnych, jakość sprawdzania testów pisemnych, obiektywizm ocen wyrażanych w procentach punktów;

9. varia, inne czynniki typu ucieczka zdolnej młodzieży do szkół innego regionu kraju.

Zainteresowanych wynikami badań odsyłam do raportu. Tymczasem dzisiaj trzymam przysłowiowe kciuki za kolejny rocznik maturzystów. Połamania piór/długopisów!

niedziela, 5 maja 2019

Support Donalda Tuska zanieczyścił uniwersyteckie powietrze


Uniwersytet Warszawski podjął w dn. 3 maja br. zacnego gościa w swojej auli - przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Nie jest to pierwszy uniwersytet państwowy, który udostępnia swoją przestrzeń na wykłady i spotkania z środowiskiem akademickim ludziom władzy, parlamentarzystom, a nawet hierarchom kościelnym.

W takich sytuacjach rektorzy państwowych uniwersytetów, akademii czy politechnik niejako obchodzą prawo własnej uczelni, która powinna być neutralna politycznie. Żadna jednak państwowa uczelnia taką nie jest, gdyż nie jest wolna od ubiegania się o obecność w jej murach tych, którzy decydują także o jej losie, mogą przychylić się do lobbowania w ważnej dla danej społeczności sprawie, udzielić jej finansowego, społecznego czy instytucjonalnego wsparcia.

Wszystkie uczelnie państwowe i większość wyższych szkół prywatnych czynią wiele, by osoby znaczące w polskiej, a tym bardziej międzynarodowej polityce mogły podzielić się z młodzieżą i kadrą naukową swoimi dokonaniami. W uniwersytetach, akademiach i politechnikach są zatrudnieni naukowcy, którzy albo byli w strukturach władzy, albo ją właśnie sprawują, co wpływa w społeczeństwie także na ich pozytywny lub negatywny wizerunek.

Nie ma zatem powodu, by krytykować Rektora prof. UW Marcina Jakuba Pałysa za to, że podjął w murach tak znakomitej uczelni czołowego polityka Unii Europejskiej. Nie mogę jednak zrozumieć i zaakceptować faktu wyrażenia zgody na ideologiczne przemówienie mgr. politologii Leszka Jażdżewskiego, który wprawdzie sfinansował to wydarzenie, ale - pisząc kolokwialnie - zanieczyścił powietrze swoim wystąpieniem.

Nie wiem, kto edukował tego pana, ale operowanie sądami generalizującymi, które zostały skierowane pod adresem Kościoła katolickiego, najwyraźniej świadczy o braku kultury osobistej i logicznego myślenia. Powiedział bowiem m.in.:

- Kościół katolicki w Polsce obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu. Ten kto szuka transcendencji i Absolutu w Kościele będzie zawiedziony, ten kto szuka moralności w Kościele nie znajdzie jej. Ten kto szuka strawy duchowej w Kościele wyjdzie głodny. Polski Kościół zaparł się Ewangelii, zaparł się Chrystusa i gdyby dzisiaj Chrystus był ponownie ukrzyżowany, to prawdopodobnie przez tych, którzy używają krzyża jako pałki do tego, aby zaganiać pokorne owieczki do zagrody. (...)

Poglądy Polaków na rolę Kościoła katolickiego, małżeństwa homoseksualne, legalizację aborcji ulegają radykalnej liberalizacji. Ci, którzy chcą swój punkt widzenia w tych sprawach wyrażać pokrętnie i niejednoznacznie, byleby nikomu nie podpaść, myślą kategoriami ubiegłej dekady. Każdy dzień rządów opresyjnej, konserwatywnej ideologii przybliża Polskę do obyczajowej rewolucji. Potrzebna jest nam polityka oparta na fundamentalnych wartościach i moralnych wyborach. Polityka, która pozwala na własnych warunkach zmierzyć się z nowoczesnością.


Wybitny profesor pedagogiki Stefan Kunowski tak mówił w 1952 r. w czasie wykładów na KUL, a więc w czasach stalinowskiego terroru: "Chrześcijaństwo, trzymające się zawsze zasady św. Pawła: "Nie dajcie się zwodzić: Złe rozmowy psują dobre obyczaje" (I./Kor. 15,33) wiedziało dobrze, że przewrotne poglądy, fałszywe teorie, nieprawdziwe sądy przyczyniają się tylko do wyzwolenia bestii w człowieku i społeczności (...).

Nie wiem, jakie są źródła ideologii pana L. Jażdżewskiego, ale nie mam wątpliwości, że wykorzystał universitas do wygłoszenia nikczemnych sądów wartościujących o Kościele Polskim. Tylko ktoś, kto nie rozumie istoty i funkcji wiary w życiu człowieka, transcendencji, kto nie posiadł wiedzy na temat chociażby kulturowej roli Kościoła w Polsce w okresach zaborów, w czasach totalitarnych reżimów, narusza dobro wspólne dużej części polskiego społeczeństwa. W moich oczach utracił moralne prawo do publicznego wypowiadania się na powyższe tematy.

Jest mi przykro, że Donald Tusk nie zareagował na tak żenujące "wprowadzenie" do jego wykładu, stawiając w niezwykle trudnej sytuacji swojego Gospodarza - JM Rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin mógł się jednak powstrzymać ze swoim karcącym Rektora UW listem, skoro skierował go dopiero dzień później, kiedy został przyparty do muru przez partię władzy oraz zaatakowany przez prawicowych hejterów. Sam bezwzględnie wykorzystuje swoją rolę m.in. do budowania struktur własnej partii politycznej i krytykowania w różnych formach opozycji politycznej, o czym życzliwie donoszą jeszcze niezależne w kraju media.