Jak to Słowacy utajnili prace doktorskie, a niektórzy Polacy - prace magisterskie
Słowacja żyje od kilku miesięcy podejrzeniem o plagiat w pracy doktorskiej z nauk prawnych marszałka Sejmu (predsedu SNS) Andreja Danka. W sieci jest już kilkanaście memów kpiących sobie z rzekomej obrony pracy doktorskiej, której autor nie chce nikomu pokazać. Ba, politycy opozycji zaczęli najpierw od próby uzyskania odpowiedzi na pytanie, jak to jest możliwe, że marszałek Sejmu tytułuje siebie doktorem prawa, skoro nikt nie wie, gdzie ten tytuł uzyskał. On sam nie chciał nikomu ujawnić uczelni, w której rzekomo się obronił. Niesłusznie przy tym podejrzewano posła Danka także o to, że został doktorem prawa bez ukończenia studiów II stopnia. Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie Eduard Burda potwierdził, że p. Danko uzyskał w roku 1997 na tym Wydziale pełne wykształcenie prawnicze i tytuł magistra. Trzeba było jednak dziennikarskiego śledztwa, żeby społeczeństwo dowiedziało się o Uniwersytecie Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy, gdzie owa obrona miała miejsc...