niedziela, 16 września 2018

Moralna giętkość w postępowaniach naukowych



Są posiedzenia rad jednostek naukowych, w czasie których niektórzy ich członkowie nie liczą się z konsekwencjami własnych decyzji. Wystarczy uzyskanie poparcia minimum czterech członków komisji habilitacyjnej, by wbrew faktom zapomnieć o nauce i uodporniając się na krytykę i śmieszność głosować za nadaniem stopnia doktora habilitowanego osobie absolutnie niespełniającej nie tylko ustawowych wymagań, ale także etycznych.

Przegłosują wówczas każdy, nawet najbardziej absurdalny wniosek, byle "załatwić" komuś habilitację, bo przecież mają jakieś zobowiązania wobec tej osoby lub jej protektorów. To osoby moralnie giętkie, nieodpowiedzialne, być może też w ten sposób awansowane w środowisku akademickim. Korupcja ma różne wymiary, niekoniecznie wprost finansowe.

Tak, niektórzy załatwiają habilitację doktorom z innych czy swoich jednostek, nie martwiąc się o własne środowisko, gdyż - jak im się wydaje - nie będzie ono nimi skażone. Członkowie rady, którzy de facto podejmują uchwałę w sprawie nadania stopnia naukowego, mogą w trakcie przedstawiania przez sekretarza komisji czytać gazety, prowadzić towarzyskie rozmowy, sprawdzać prace studentów czy doktorantów itp. Oni już niczego nie muszą analizować.

Są jak posłowie partii władzy poddani "dyscyplinie" akademickiej i mają nie dyskutować, tylko bronić swojego stanowiska wbrew wszystkiemu. To, że arytmetycznie ktoś jest ZA, wcale nie musi oznaczać PRAWDY o rzeczywistym stanie osiągnięć habilitantki czy habilitanta. Jeśli jeszcze w porządku obrad przewidziano "zwyczajowo" mało czasu na daną sprawę, to sprawa przejdzie szybko i bezboleśnie. Przecież każdy się spieszy i chce jak najszybciej opuścić salę obrad.

Kto zapoznał się przed radą z wszystkimi recenzjami? Kto przeczytał treść protokołu? Im mniej osób, tym dla kandydatki/-a jest lepiej, bo nie będzie głosów w dyskusji. Jakie to proste.

Żadna reforma tego nie zmieni. O tym też wszyscy wiedzą. Trzeba zatem mieć nie dorobek, a protektorów, także w tak zdewaluowanych radach jednostek. Jak pisał w "Humanistyce stosowanej" Lech Witkowski - "(...) zawsze w działaniu o intencji dobrej czai się jakieś zło" (s.299). Zapewne nieuczciwi potraktują ten wpis jak przepis na "babkę", bo im nie przeszkadza własny "wypiek". Na twarzach niektórych być może pojawią się "wypieki" czy drobne wyrzuty sumienia, ale... da się je ukryć mechanizmami obronnymi typu racjonalizacja lub słodkie cytryny.

No cóż, nie lubię akademickiego "zakalca".