Zdecydowanie
lepszy od stołecznego raportu na temat przyczyn rezygnacji nauczycieli z pracy w szkole lub w ogóle jej
niepodejmowania przez młode pokolenie jest raport kielecki. Wnosi on do
debaty coś bardzo ważnego. Zuzanna Zbróg i Agnieszka Szplit z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach przesuwają analizę tego problemu z poziomu głównie
statystycznego „ilu młodych nauczycieli odchodzi?” na poziom
pedagogiczno-organizacyjny. Badaczki dociekają „Co dokładnie szkoła robi z
młodym nauczycielem w pierwszych latach pracy?” Nie kierowały
się zasadą wishful thinking, co jest jego zasadniczą wartością.
Autorki uwzględniają w badaniu realia
polskiej szkoły, system awansu zawodowego nauczycieli, relacje między nimi w
radzie pedagogicznej, zależność od dyrektora, formalnie przypisanego im
opiekuna stażu i kulturę pracy. Podobnie jak w Warszawie, diagnozowano opinie nauczycieli/-ek o maksymalnie
pięcioletnim stażu pracy w szkole podstawowej i średniej w Kielcach.
Przeprowadzono sondaż diagnostyczny wśród 176 nauczycieli (83,7 proc. to kobiety) oraz
badanie fokusowe z udziałem 31 osób (do 5 grup fokusowych nie zgłosili się mężczyźni). Ramą teoretyczną uczyniono potrzeby autonomii,
relacyjności i kompetencji oraz koncepcję potrzeb społecznych
Tomasza Kocowskiego.
Potwierdza się to, o czym pisały autorki stołecznej diagnozy, tzn. że
młody nauczyciel w Polsce nie tylko za mało zarabia, ale zbyt szybko traci
poczucie sprawczości, przynależności i profesjonalnego sensu. Jednak nie
jest to wyłącznie problem płacowy.
Wynagrodzenie
stanowi dramatyczny czynnik demotywujący aż 93,8% badanych nauczycieli, którzy
uznali swoje wynagrodzenie za dezawuujące ten zawód. Jest to jeden z
najwyższych wyników w badaniach diagnostycznych, zwłaszcza że dotyczy osób już
pracujących w szkole, a więc nie potencjalnych kandydatów do tej profesji.
Najważniejsze
jest to, że autorki raportu nie sprowadzają kryzysu w środowisku nauczycielskim
jedynie do niskich pensji. Pokazują, że wynagrodzenie jest tylko jednym z
elementów szerszej gamy czynników prowadzących do frustracji, niezaspokojenia
kluczowych dla jakości ich pracy potrzeb, jak autonomia, relacyjność i
kompetencje. Młody nauczyciel doświadcza także biedy instytucjonalnej, którą
cechuje brak: realnego wsparcia, informacji zwrotnej, uznania, ochrony przed
przemocą symboliczną lub środowiskową.
Najciekawszą
kategorią jest „kryzys trzeciego roku”, który cechuje nasilenie frustracji
wszystkich potrzeb oraz presja spełnienia wymagań w ramach awansu zawodowego.
Względną stabilność zapewnia uzyskanie statusu nauczyciela mianowanego, ale
niekorzystne warunki do jego uzyskania korelują z najwyższym poziomem chęci
odejścia z zawodu.
Rozbija
to naiwną tezę, że najtrudniejszy jest tylko pierwszy rok pracy. Z badań wynika
coś bardziej subtelnego, bowiem pierwszy rok pracy w szkole może być jeszcze
wspierany entuzjazmem, energią i zapałem w nowym środowisku, ciekawością i
nadzieją. Kryzys pojawia się wtedy, gdy nauczyciel zaczyna rozumieć reguły
systemu: biurokratyczne, awansowe, środowiskowe i finansowe.
Można
zatem stwierdzić, że młody nauczyciel nie zderza się ze szkołą od razu.
Najpierw ją idealizuje, potem się przystosowuje do niegodnych tej profesji
warunków, a dopiero później odkrywa, że adaptacja może oznaczać rezygnację z
własnej podmiotowości.
Kielecki
raport demaskuje także formalny charakter mentoringu wobec oficjalnych
narracji o rzekomym „wsparciu początkujących nauczycieli”. Autorki piszą o
dysfunkcji mentoringu, która polega na łączeniu funkcji wspierającej z
oceniającą. Prowadzi to do frustracji, osłabia poczucie autonomii. Wsparcie
koleżeńskie bywa zatem cenione wyżej niż formalnie przydzielony
nauczyciel-opiekun.
Jest
to bardzo silny argument przeciwko fasadzie samozadowolenia nadzoru
pedagogicznego. Można bowiem wykazać, że „mentor istnieje”, „procedura działa”,
„wsparcie zostało zapewnione”, ale nie ma realnej troski o jakość tego
wsparcia. Czy opiekun stażu jest osobą zaufania, czy przedłużeniem systemu
nadzoru pedagogicznego? Czy pomaga budować tożsamość zawodową, czy uczy
przetrwania? Czy daje informację zwrotną, czy tylko sprawdza zgodność z
procedurą?
W
raporcie wprowadza się pojęcie „pozornej integracji”. Początkujący
nauczyciele mogą deklarować dobrą integrację z zespołem, a jednocześnie
doświadczać braku realnego wsparcia zawodowego. Badaczki określają to jako
pozorną integrację, która polega na powierzchownej życzliwości, tworzy iluzję
przynależności, ale nie rozwiązuje profesjonalnych problemów, z jakimi mierzą
się początkujący nauczyciele.
Być
może jest to typowe doświadczenie instytucjonalne: „jest miło”, ale tylko
pozornie. Wprawdzie „nikt nie krzyczy”, ale też nikt nie wspiera. Jest się
częścią rady pedagogicznej, ale nie posiada się realnego głosu. Taka integracja
nie buduje wspólnoty zawodowej, lecz raczej kulturę adaptacyjnego milczenia.
Najbardziej
niepokojący jest sygnał o mobbingu i wykluczeniu społecznym zawodowych
nowicjuszy. W świetle raportu chęć opuszczenia zawodu była najsilniej
związana z doświadczeniem mobbingu. Z uzyskanych danych wyłaniają się takie
kategorie jak: wykluczenie społeczne, segregacja przestrzenna, negacja
tożsamości zawodowej, blokowanie inicjatyw, brak ochrony instytucjonalnej i
międzypokoleniowa reprodukcja kultury przemocy, dyskryminacji.
To
jest wyjątkowo ważne, bo przesuwa rozmowę z poziomu „młodzi są nieodporni” na
poziom „czy szkoła jako środowisko pracy nie reprodukuje czasem przemocy wobec
nowych?”. Młody nauczyciel nie musi odchodzić dlatego, że nie nadaje się do
zawodu. Może zrezygnować z pracy dlatego, że szkoła nie potrafi uznać za
wartość jej/jego obecności, inicjatywy i
alternatywnego podejścia do edukacji.
W
świetle wyników badań odsłania się internalizacja przeciążenia zawodowego. Jest
jakiś paradoks w tym, że początkujący nauczyciele mają poczucie
nadmiernego obciążenia a zarazem nie zawsze zgłaszają potrzebę udzielenia im
wsparcia. Przeciążenie zostaje zinternalizowane jako osobisty deficyt albo
„normalna cecha zawodu”.
Młody
nauczyciel uczy się, że skoro nie daje rady, to problem jest w nim. Jest bowiem
albo za mało odporny, za mało zorganizowany, albo za niski jest jego poziom
„powołania”. Tymczasem raport pozwala na dostrzeżenie, że często nie jest to
wynikiem deficytu jednostki, lecz efektem kultury pracy, która normalizuje ów
stan przeciążenia.
Media
komunikują społeczeństwu, że młodzi nauczyciele nie chcą pracować w szkole albo
jeśli już podjęli się tej pracy, to chcą z niej odejść.
Autorki dopowiadają, że chcą odejść nie tylko z powodu niskiej pensji,
lecz niemożności zaspokojenia podstawowych potrzeb osobistych i zawodowych.
Potrzebują kompetencji, by mieć większe poczucie skuteczności w pracy z
uczniami. Potrzebują relacyjności, czyli realnego wsparcia i uznania w zespole.
Potrzebują autonomii, a więc wpływu na własną pracę, własny styl i własną
profesjonalną tożsamość.
To
jest bardzo mocny wkład tego raportu do opisu tego, co w debacie publicznej
bywa rozproszone: płace, prestiż, rodzice, dyrekcja, awans, mobbing,
biurokracja, zmęczenie.
Jak
każda diagnoza tego typu, także i ta ma swoje ograniczenia. Także i w tym
przypadku nie jest to raport ogólnopolski, skoro dotyczy kieleckich
nauczycielek ze szkół podstawowych i średnich. Można w nim odczytać
uwarunkowania funkcjonowania szkoły jako środowiska pracy, a nie z pozycji
danych ministerialnych o systemie edukacyjnym.
Raport
jest zatem lokalny, ale wydobyte przez badaczki kategorie są możliwe do ich
rozpoznania w innych województwach, jak: kryzys trzeciego roku, pozorna
integracja, dysfunkcyjny mentoring, internalizacja przeciążenia, mobbing jako
predyktor rezygnacji z pracy, słabo artykułowana potrzeba autonomii. Można
zatem wykorzystać je w badaniach porównawczych między województwami, typami
szkół, miastami i środowiskami lokalnymi.