Niedawno
obiegła media wiadomość, że profesor AGH przeprowadził ze studentami egzamin
nie stosując testu, nie zabierając im telefonów komórkowych, a wprost
odwrotnie. Poprosił ich, żeby wyciągnęli swoje smartfony czy tablety spod
pulpitu, bo istotą sprawdzianu, będzie zadanie bazujące na komunikacji ze
sztuczną inteligencją.
W
sali wykładowej, obok mazaków, tablicy interaktywnej i stosu książek, pojawił
się nowy uczestnik. Nie zajmuje miejsca przy stolikach czy pulpitach siedzeń,
nie zgłasza się do odpowiedzi, nie ma też adresu w portalu uczelnianym. Jest
niewidzialny, a jednak coraz bardziej obecny. Sztuczna inteligencja pojawiła
się bez zaproszenia, ale i bez wrogości, zagnieździła się w komputerach,
smartfonach, czasem w notatkach nauczycieli. Potrafi podać definicję, streścić
artykuł, napisać esej szybciej, niż zdążymy otworzyć książkę.
Sztuczna
inteligencja przestała być już tematem wyłącznie futurystycznych rozmów. Wdarła
się do naszej codzienności – także tej akademickiej, gdzie tradycja spotyka się
z nowoczesnością. Nauczyciele i studenci coraz częściej zadają sobie
pytanie: co zrobić z narzędziem, które potrafi pisać, tłumaczyć i
podpowiadać szybciej, niż my zdążymy otworzyć książkę?
AI
kusi swoją wygodą. Student może w kilka sekund otrzymać streszczenie artykułu,
a wykładowca – konspekt zajęć. Daje złudzenie, że trud i mozolna praca mogą
zostać zastąpione błyskotliwym skrótem. Ale edukacja to nie tylko wynik – to
także droga, wysiłek i błądzenie. Dlatego sztuczna inteligencja nie może być
naszym substytutem. Może być natomiast wiernym asystentem, jeśli nauczymy się
zadawać jej właściwe pytania i – co ważniejsze – sprawdzać odpowiedzi.
Okazało
się, że AI można traktować jako narzędzie, które:
- odciąża nauczycieli od
rutynowych zadań (np. tworzenie quizów, przykładów, konspektów),
- personalizuje nauczanie, dostosowując
treści do poziomu i potrzeb studentów,
- wspiera badania – porządkuje
literaturę, analizuje dane, tworzy streszczenia,
- rozwija kompetencje studentów w
krytycznej pracy z tekstem, danymi i źródłami.
Jednak
AI nie zastępuje myślenia, gdyż jest tylko narzędziem wspierającym, toteż warto
zwrócić uwagę na warunki odpowiedzialnego korzystania z niego. Potencjał AI nie
obróci się w zagrożenie, jeśli:
- nauczyciele i studenci mają
kompetencje cyfrowe i są krytyczni, znają możliwości i ograniczenia
AI,
- zostały uzgodnione klarowne ramy
etyczne i regulacje, np. dotyczące obowiązku oznaczania treści
powstałych z pomocą AI,
- jest odpowiednia infrastruktura,
tzn. mamy dostęp do bezpiecznych narzędzi, które chronią dane,
- traktujemy AI nie jako zakazany
owoc, ale jako środek rozwijający edukację.
Są
z tym związane ryzyka i ograniczenia. AI może bowiem, a tego nie krywa:
- tworzyć fikcyjne treści,
pozornie wiarygodne, ale nieprawdziwe np. wymyślone cytaty, przypisywać
komuś autorstwo monografii na podstawie tytułu artykułu itp.,
- prowadzić do nadmiernej
zależności, jeśli student bezmyślnie zastępuje własną pracę wygenerowanym
tekstem, nie mając pojęcia, że jest nośnikiem artefaktów, błędnych treści
itp.,
- budzić wątpliwości prawne i etyczne,
stąd pojawić się może zarzut plagiatu, naruszenia prawa autorskiego,
ujawnienie danych wrażliwych.
Dlatego niezbędna
jest weryfikacja treści i krytyczne do nich podejście. Nawet AI przekazuje
checklistę do sprawdzania wiarygodności jej treści:
1. „Oceń
logikę odpowiedzi – czy nie ma sprzeczności?
2. Sprawdź
fakty w katalogach i bazach danych.
3. Porównaj
dane z kilkoma źródłami.
4. Skonsultuj
wątpliwości z ekspertem.
5. Oznacz
użycie AI w pracy.
6. Zastosuj
test 3K: Krytyka – Kontekst – Kreatywność.
7. Traktuj
AI jak asystenta, a nie jak eksperta.
8. Zawsze
weryfikuj dane i cytaty.
9. Zachowaj
transparentność.
10. Dodaj
własny wkład".
Generatywna
AI staje się nowym elementem ekosystemu akademickiego. Nie da się jej
marginalizować, toteż lepiej jest nauczyć się z niej korzystać we właściwy
sposób. Jej potencjał ujawnia się wtedy, gdy odciąża, ale nie
wyręcza, wspiera naukę, ale nie zastępuje myślenia oraz tworzy
przestrzeń do kreatywności, a nie do kopiowania. Prowadziłem już zajęcia,
w czasie których studenci analizowali tekst wygenerowany przez AI. Sprawdzali
dane w raportach OECD, GUS czy Eurostatu, szukali cytatów w katalogach, odkrywali,
co jest faktem, a co fikcją. To nie była strata czasu, ale praktyka uczenia się
myślenia. W epoce, w której informacja przychodzi łatwo, najcenniejsza jest
umiejętność odróżnienia prawdy od pozoru.
Największym
ryzykiem nie jest to, że AI się pomyli, ale naiwna wiara, że się nie myli.
Wygenerowane cytaty brzmią naukowo, jakby były napisane przez wybitnych
naukowców czy pochodziły z baz Biblioteki Narodowej. to jednak często są ich
złudzeniem. AI tworzy książki, których nikt nigdy nie napisał. Podaje liczby,
których nie znajdziemy w żadnym raporcie. Bywa lustrem w krzywym zwierciadle, w
którym rozpoznajemy znajome kształty, ale ich proporcje bywają
złudne. Dlatego tak ważne jest krytyczne spojrzenie, nawyk weryfikacji i
zdrowy rozsądek stają się w epoce AI kompetencjami równie ważnymi, jak
znajomość języków obcych czy obsługa programów komputerowych.
Niewątpliwie
technologia oszczędza nam czas i wysiłek, ale kto
próbował bezkrytycznie zaufać AI, ten wie, że to dar podszyty
ryzykiem. Student dostaje w kilka sekund to, co dawniej wymagało godzin
spędzonych w bibliotece. Profesor może błyskawicznie stworzyć bank pytań albo
konspekt zajęć. Warto ją zaprosić do roli asystenta, a nie nauczyciela.
Jeśli pomoże wykładowcy uwolnić się od biurokratycznej rutyny, ten będzie miał
więcej czasu na rozmowę ze studentami. Jeśli studentowi wskaże drogę w gąszczu
informacji, ten szybciej dotrze do tego, co naprawdę ważne.
Niebezpieczeństwo
nie tkwi więc w samej sztucznej inteligencji, lecz w naszym stosunku do niej.
Największym ryzykiem jest nasza łatwowierność – przekonanie, że skoro zdania
brzmią wiarygodnie, muszą być prawdziwe. Edukacja nie może na to pozwolić.
Naszym zadaniem jest uczyć nie tylko wiedzy, lecz także postawy: krytycznego
sprawdzania, cierpliwego weryfikowania, umiejętności dostrzegania sprzeczności.
AI staje się więc nie egzaminatorem, lecz pretekstem do ćwiczenia umysłu.
By
jednak tak się stało, potrzebujemy nowej umowy akademickiej: AI tak, ale
zawsze z krytycznym umysłem u steru. To oznacza jasne zasady – ujawnianie,
kiedy korzystamy z pomocy maszyny, i nieustanne sprawdzanie jej pracy w
źródłach, które pozostają poza jej zasięgiem: w książkach, bibliotekach,
rozmowach z ekspertami. Można więc powiedzieć, że współczesna edukacja stoi na
progu nowego partnerstwa. Z jednej strony człowiek ze swoim doświadczeniem,
intuicją i zdolnością do zadawania pytań. Z drugiej strony sztuczna
inteligencja, szybka, pomocna, ale nieomylna tylko w pozorach. Dopiero razem
mogą stworzyć coś wartościowego, pod warunkiem, że to człowiek będzie miał głos
decydujący.
Takie
podejście jest zbieżne z realizmem newmanowskim, w świetle
którego uczony-wykładowca powinien kierować się przede wszystkim uznaniem
"(...) stanu faktycznego — w tym przypadku obecnej sytuacji uniwersytetu.
Jest to w gruncie rzeczy akt wiary, który rygorystycznie bierze pod uwagę to,
co istnieje: nie po to, by się temu poddać ani by się zadowolić zastanym
stanem, lecz by wskazywać i torować nowe możliwości, nowe przestrzenie
wolności, kreatywności i odpowiedzialności".
Potrzebujemy
więc nowej pedagogicznej umowy: AI tak, ale zawsze pod nadzorem ludzkiego
krytycznego umysłu i z poszerzeniem jego ograniczonych źródeł o uniwersalną
wiedzę naukową, która jest mu niedostępna. Jasne zasady, jawne przyznawanie się
do korzystania z narzędzi komunikacji AI, sprawdzanie wyników jej pracy w
niezależnych źródłach, a nade wszystko dodawanie własnego wkładu, którego żadna
technologia nie zastąpi.
"W
samym akcie przekazywania rozstrzygają się bowiem: kształtowanie inteligencji w
jej niepowtarzalności, zdolność myślenia, umiejętność skupienia uwagi,
poszukiwanie spójności, dialog wiedzy. W ten sposób podmiot uczący się
przekształca przyswajane informacje w wiedzę — czyli w formę uporządkowaną,
mniej lub bardziej powiązaną z innymi obszarami poznania i nieuchronnie
inspirowaną aktualnymi przekonaniami" (tamże).
Edukacja
jest jednak zawsze spotkaniem człowieka z książką, człowieka z człowiekiem, a
dziś do dołącza do niego maszyna. Dopóki jednak to my mamy ostatnie słowo,
dopóty pozostaniemy gospodarzami tej rozmowy.
(Tekst opracowany na podstawie rozmowy autora z modelem ChatGPT (GPT-5), OpenAI, 2025.)


