18 marca 2026

O stanie nauczycielskiego stanu

 




W ubiegłym tygodniu obradowała w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego III Szkoła Pedeutologiczna, którą organizuje cyklicznie prof. Jolanta Szempruch z Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Trudno było utrzymać optymistyczny ton referatów ze względu na fatalną sytuację socjoekonomiczną i kulturową polskich nauczycieli. Kogo to w MEN obchodzi, że brakuje w przedszkolach i szkołach nauczycieli, skoro można załatać tę lukę osobami: bez kompetencji i zawodowych kwalifikacji; z formalnymi kwalifikacjami, ale sprzed 20-40 lat; wypalone zawodowo lub zdrowotnie, ale podejmujące jeszcze zatrudnienie na emeryturze. 

(źródło:Fb-Dealerzy Wiedzy)


Trudno im się nawet dziwić, że do pracy idą z niechęcią przez co pogłębia się u nich stan lękowy, poczucie bezradności, niezrozumienia zaistniałych u dzieci i młodzieży oraz u ich rodziców/prawnych opiekunów zmian socjokulturowych i/lub psychofizycznych. Na domiar wszystkiego złego resort edukacji wprowadza z dniem 1 września br. zmienione podstawy programowe wychowania przedszkolnego i podstawowego, co wymaga poświęcenia własnego sumienia na pozorowanie wdrażania ich w życie. Ani ministra, ani kurator oświaty, ani wizytatorzy nie są w stanie monitorować tego, co ma miejsce w szkołach, więc jak się nawet coś nie podoba dyrekcji placówki, to można ją postraszyć, że odejdzie się ze szkoły bez bólu, bo w okolicy są jeszcze inne, a etatowo wygłodzone placówki.                 

Już nie przemawiają do opinii publicznej kopie dowodów otrzymywanego wynagrodzenia, ani też statystyczne dane z nauczycielskiej bazy "Dealerzy Wiedzy", bo skoro jest tak źle, to nawet dobrze. Niektórzy uwielbiają, jak komuś jest gorzej, źle, doświadcza różnych kategorii strat, niepowodzeń, porażek, bo mogą poczuć się lepiej (typowy syndrom Schadenfreude). 

Większość rodziców posiadających dzieci w wieku obowiązku szkolnego zapewne ma w swojej pamięci negatywne doświadczenia z własnej edukacji,  kto był ich sprawcą? Wiadomo, nauczycielki i nauczyciele, którzy zapracowali kolejnym pokoleniom na wizerunek osób toksycznych. Zawsze znajdzie się okazja do oplucia tych, którym się chce pracować z uczniami, mimo wszystko.

     



Jakiś czas temu środowisko opozycyjne wobec Zjednoczonej Prawicy wydało „Raport SOS dla Edukacji. W jakim stanie jest stan nauczycielski?”, które - podobnie jak recenzowana przeze mnie przez dwa ostatnie dni pseudodiagnoza "Polska młodzież 2026" - jest publicystycznym opracowaniem. Jednak w odróżnieniu od tamtego pseudoraportu jego autorzy nie wmawiają, że jest to diagnoza, lecz syntetyczny przegląd narracji, danych i różnych raportów oraz opracowań dotyczących zawodu nauczyciela. Jego wartością nie jest zatem metodologia, bo nie mieli na to środków finansowych, lecz fakt, że nawet przy braku filtra naukowego badania uwzględnione w nim źródła wiedzy zwracają uwagę na niepokojące zjawiska. 

Nie można wyprowadzać z tej publikacji wniosków natury naukowej, ale można dowiedzieć się, jak - w świetle potocznej opinii - patopolityka oświatowa rzutuje na patoedukację, na odpływ młodych do studiów nauczycielskich, deficyt kadr w przedszkolach i szkołach oraz deprofesjonalizację nauczycieli. Względna wartość opracowania SOS polega na zestawieniu rozproszonego materiału i pokazaniu niespójności diagnoz formułowanych w różnych źródłach. 

Autorzy nie byli zainteresowani wartością metodologiczną przywoływanych źródeł wiedzy i danych, skoro obok wyników badań o rygorze naukowym pojawiają się w niej odwołania do sondaży opinii publicznej, raporty środowiskowe oraz narracyjne opracowania o niejednoznacznym statusie poznawczym. Przynajmniej nie wprowadzają w błąd opinii publicznej, że mają właściwą wiedzę.  

W państwach, w których rządzący kierują się nie nauką, ale wiedza potoczną, pozorując naukowe konsultacje a nawet kupując pozytywne recenzje, nie potrzebują wiedzy uzyskanej na podstawie rzetelnie przeprowadzonych badań oświatowych, lecz amunicję polityczną, jaką dostarczają im potoczne narracje. Ideokraci nie potrzebują prawdy, ale uzasadnienia dla decyzji już podjętych albo zaniechania decyzji niewygodnych, niepopularnych, zagrażających utracie elektoratu. 

Taką funkcję spełniają pseudoraporty. Schemat jest prosty: raport pokazuje, że część (najlepiej większa) środowiska oświatowego jest zadowolona, że „są tacy, co wybierają nauczycielski zawód z pasji” (tu trzeba odwiedzić ich w placówce, zaprosić do ministerstwa, wręczyć medalik czy list gratulacyjny itp.). Dzięki temu opinia publiczna dowiaduje się, że nauczyciele „radzą sobie mimo trudności”, że „wystarczy im wsparcie, a nie systemowa czy tym bardziej finansowa zmiana”.

Logika populistyczna zawsze jest ubrana w język „danych”, które są wykreowane pod tezę, że skoro nawet bardzo młodzi ludzie dobrze się czują w tym zawodzie, to znaczy, że nie jest on ani tak trudny, ani tak wymagający, jak twierdzą krytycy. Jak usłyszałem od prorządowych działaczy NGO: w przedszkolu czy szkole podstawowej może poprowadzić zajęcia czy lekcje nawet student odpowiedniego do przedmiotu kierunku studiów. To, że młodych jest w szkolnictwie zaledwie 4 proc. ogółu nauczycieli, nie ma dla władz znaczenia. 

Lepszy rydz niż nic. Liczy się "sztuka" w tabeli organizacji roku szkolnego, zaś w narracji politycznej i publicznej znika różnica między „pracą” a profesją. Poza tym, rząd ma plan B a nawet C. 





Nauczyciele też mają swój plan B lub C. Pasjonaci przyjechali do Wrocławia. Oni nie są wypaleni. Wprost odwrotnie, płoną energią, chęcią innowacyjnego działania, dlatego z przyjemnością uczestniczyli w zorganizowanych im przez akademików warsztatach. Każda nowa wiedza, umiejętności, dobre praktyki przydadzą się w ich zawodowej aktywności, niezależnie od tego, kto rządzi w MEN i jakie wprowadza regulacje. Szczęśliwi  są ci uczniowie, którzy mają na co dzień pozytywnie zakręconych nauczycieli.        

17 marca 2026

Pseudodiagnoza polskiej młodzieży 2026

 


Eklektyczna "Diagnoza Polska Młodzież 2026" została  prawdopodobnie sformułowana zanim zebrano teksty i dane z różnych lat, by dzięki temu można było władzy i opinii publicznej dostarczyć empirycznego uzasadnienia samopotwierdzającej się hipotezy. Relacja między publikowanymi danymi a rekomendacjami została odwrócona w stosunku do tego, co sugeruje  tytuł publikacji. 

Autorzy niczego razem nie zbadali w 2025 roku, by sformułować właściwe wnioski na temat młodego pokolenia, gdyż Ministerstwo Edukacji Narodowej, zlecając ten dokument, potrzebowało uzasadnienia dla planowanej Strategii Młodzieży. Explicite stwierdza się, że jest on  "operacyjną mapą drogową" dla tej strategii. Najpierw więc zdefiniowano potrzebę strategii, a potem zamówiono "diagnozę", która tę potrzebę dokumentuje. 

Wykonawcą powyższego zadania było Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej (PTPS). Redaktorem i koordynatorem projektu był Paweł Rabiej, który jest afiliowany przy Uczelni Korczaka, prywatnej uczelni wyższej w Warszawie.  Zespół badawczy składał się w przeważającej części z pracowników tej samej uczelni: dr Agata Jastrzębowska, dr Iga Kazimierczyk, dr Joanna Lizut, dr Karolina Kramkowska, Jakub Wróblewski. Pozostałe osoby to pracownicy  m.in. uniwersytetów w Poznaniu, Krakowie, Lublinie i IRWiR PAN.  

Za realizację badań zleconych odpowiadały komercyjne firmy badania opinii publicznej - IQS i PBS. Nie napisano uczciwie, że jest to raport przeglądowy (scoping review), przegląd 189 różnych raportów i strategii metaanaliza narracyjna lub kompendium wiedzy zastanych, z wielu lat, uzupełniony o kilka własnych a mało wartościowych poznawczo badań ankietowych. Tylko część z nich jest reprezentatywna, a większość oparta na próbach celowych. 

Wykonawca asekuruje się zdaniem, że: jest to "kompendium wiedzy, bazujące na analizie wieloletnich trendów, badań społecznych młodego pokolenia z lat 2020–2025 oraz danych statystycznych."  To oznacza, że kompendium nie jest aktualną diagnozą. Nie można - rzecz jasna - twierdzić, że niczego nie zrealizowano. Na stronach 443–444 tego opracowania znajdziemy spis badań własnych:

Desk research (przegląd literatury):

  • A1: Analiza 126 raportów dotyczących sytuacji dzieci i młodzieży w Polsce
  • A2: Analiza 63 raportów międzynarodowych
  • A3: Przegląd 32 strategii rządowych z UE i innych krajów

To jest przegląd literatury i wtórna analiza danych zastanych a nie badanie pierwotne.

Badania własne — ilościowe:

  • B1: N=514, młodzież 15–18 lat, CAWI, panel IQS, grudzień 2025
  • B2: N=511, młodzi dorośli 19–29 lat, CAWI, panel PBS, listopad 2025
  • B3: N=505, rodzice dzieci 15–18 lat, CAWI, panel PBS
  • B4: N=503, rodzice dzieci różnych kategorii wiekowych
  • B5: N=1007, pracownicy instytucji wspierających — dobór celowy, nie losowy
  • B6: N=1035, młodzież 15–18 lat — dobór celowy przez mailing instytucjonalny
  • B7: N=547, młodzi dorośli 19–29 lat — dobór celowy przez mailing
  • B8: N=385, działacze organizacji młodzieżowych — dobór celowy

Badania własne — jakościowe:

  • B9: N=63 osoby, FGI (fokusy grupowe), listopad–grudzień 2025
  • B10: N=36 osób, FGI dotyczące stereotypów pokoleniowych

   Mamy tu "kaszankę":

  • prób reprezentatywnych (B1–B4), metodologicznie poprawnych; 
  • prób celowych (B5–B8), które nie pozwalają na uogólnianie na populację;
  • fokusów jakościowych (B9–B10), które z założenia nie są reprezentatywne.

Tymczasem w tekście raportu dane z tych różnych źródeł są prezentowane równolegle, bez wyraźnego zaznaczenia, które liczby pochodzą z prób reprezentatywnych, a które z celowych. Taki zabieg ma charakter manipulacji o niejawnej intencji. 

Standardem w nawet rzetelnych przeglądach naukowych jest rozdział poświęcony ograniczeniom metodologicznym. Tu jednak tego nie ma.

Owszem, pojawia się zdanie: "Zastosowanie triangulacji metod badawczych zwiększyło rzetelność oraz interpretacyjną głębię uzyskanych wyników". Jednak słowo "triangulacja" jest tu bezzasadnie użyte jako termin legitymizujący rzekomą diagnozę. 

W metodologii badań triangulacja oznacza stosowanie różnych metod do badania tego samego zjawiska, żeby można było wzajemnie weryfikować wyniki. Tymczasem w tym pseudoraporcie "triangulacja" oznacza po prostu zestawienie różnych badań - różnych zjawisk, a to jest już nadużyciem nazwy dotyczącej metody badań naukowych. 

Nie zastosowano w tym projekcie triangulacji, tylko agregację różnych wyników badań i pseudobadań. Kicz.

Własne badania zostały zrealizowane w listopadzie–grudniu 2025 roku, toteż zestawia się "świeże", ale najmniej wartościowe poznawczo dane, ze znanymi już sprzed lat (2020–2025) badaniami naukowymi czy międzynarodowymi, sugerując jednolity obraz "stanu obecnego". 

Nie wiedzą, że pandemia, inflacja lat 2021–2023, kontekst polityczny w trakcie i po wyborach w 2023 roku są zmiennymi, które radykalnie różnicują poszczególne okresy objęte cytowanymi badaniami?  

Ba, pseudoraport zestawia dane z różnych regionów, środowisk, grup wiekowych i lat, traktując je jako jednolity obraz "polskiej młodzieży". Strategia krajowa oparta na takim obrazie ryzykuje projektowanie interwencji dla populacji, która w rzeczywistości jest głęboko zróżnicowana a jako taka całość nie istnieje.  Nastolatek z Warszawy, nastolatek z małego miasta na Podkarpaciu i nastolatek z rodziny migracyjnej na Śląsku żyją w radykalnie różnych warunkach strukturalnych, kulturowych. 

Tak oto niniejsza "Diagnoza" tworzy rzekomo obraz statystycznie przeciętnego polskiego nastolatka, który w istocie nie istnieje.

Badania własne obejmują łącznie 63 osoby w fokusach jakościowych i kilka tysięcy respondentów ankietowych, z czego część obejmuje próby celowe, a nie losowe, potwierdza, że w takiej diagnozie nie ma młodzieży z grup wykluczonych, a więc młodzieży z pieczy zastępczej, z obszarów silnie wykluczonych komunikacyjnie, z rodzin doświadczających ubóstwa itp. 

Strategia zbudowana na danych, które nadreprezentują młodzież dostępną przez kanały instytucjonalne (szkoły, organizacje, panele badawcze), strukturalnie pomija tych, którzy potrzebują największego wsparcia.

Co z tego, że wspomina się w tej publikacji o "celu podmiotowo-partycypacyjnym" diagnozy, skoro faktyczna partycypacja przy próbie N=63 osób w fokusach nie jest partycypacją w projektowaniu strategii. Ten rodzaj generowania rzekomych diagnoz znamy z lat minionych (poprzednie rządy PO/PSL) bo pozoruje strategię "evidence-based policy"(skąd my go znamy?🤣), czyli  rządzenie i zarabianie "oparte na dowodach". 

Jest to modna orientacja w polityce publicznej, w ramach której publikowanie obszernych dokumentów z setkami danych liczbowych i dziesiątkami ekspertów ma sprawiać wrażenie, że decyzje polityczne wynikają z rzetelnych badań, a nie z ideologicznych preferencji władzy. 

Brak hierarchizacji wartości poznawczej dowodów sprawia, że np. dane statystyczne Policji zestawiane są z wynikami fokusów grupowych N=36 jako równorzędne źródła wiedzy. W tym przypadku mamy model "adaptive policy", a więc polityki adaptacyjnej władzy a nie służącej rozwojowi społecznemu i wsparciu tych, którzy obiektywnie tego potrzebują. 

"Diagnoza Młodzieży stanowi kompleksowe i unikatowe w polskiej skali kompendium wiedzy, bazujące na analizie wieloletnich trendów, badań społecznych młodego pokolenia z lat 2020–2025 oraz danych statystycznych." (s. 6)  W tym miejscu pada słowo "kompendium", które jest metodologicznie uczciwe. Jednak jest ono natychmiast zastępowane przez sformułowania "kompleksowe", "unikatowe w polskiej skali", "evidence based", a więc anulują je retorycznie i praktycznie, czego nie dostrzeże opinia publiczna. 

Termin "diagnoza" w tytule opracowania ministerialnego sugeruje coś, czym ono nie jest — systematycznym, metodologicznie jednolitym, powtarzalnym badaniem stanu rzeczy.  To nie jest błąd przypadkowy, ale świadoma retoryka, która służy jednocześnie zleceniodawcy, wykonawcy i środowisku eksperckiemu kosztem odbiorcy, który może nie dysponować narzędziami pozwalającymi odróżnić "diagnozę" od "kompendium wiedzy o danych zastanych z elementami własnych sondaży." 

Wyprodukowano zatem komunikacyjne narzędzie przede wszystkim dla potrzeb mediów i opinii publicznej. Liczby takie jak "17% samookaleczeń" czy "trzykrotny wzrost prób samobójczych" są medialnie nośne i budują narrację kryzysu, która uzasadnia konieczne i pilne działania rządu. W Polsce od dekad rządzi się nie na podstawie racjonalnej troski o dobro wspólne,  publiczne, ale za pomocą sondaży opinii publicznej. Tę zaś trzeba odpowiednio wykreować.  

Wydanie takiej publikacji służy także środowisku autorskiemu jako całości. Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej jest relatywnie małą organizacją, zaś w gronie zleceniobiorców znajdziemy osoby , które angażują się publicznie po stronie obecnej władzy. Nie docieka się  zatem prawdy o kondycji polskiej młodzieży, tylko tę prawdę trzeba było wytworzyć na  ministerialne zlecenie o tak szerokim zakresie tematycznym i tak dużej widoczności publicznej.

Udział w projekcie buduje pozycję PTPS jako kluczowego think-tanku w obszarze polityki społecznej, generuje widoczność dla uczelni, której pracownicy dominują w zespole badawczym oraz stwarza możliwości uzyskiwania kolejnych zleceń, badań uzupełniających, ewaluacji strategii itp. Jest to standardowy mechanizm, w którym organizacje pozarządowe i małe uczelnie budują swoją pozycję przez realizację zleceń publicznych. 

Lista autorów ekspertyz obejmuje 17 nazwisk z różnych instytucji. Każda z tych osób zyskuje certyfikat udziału w "badaniu" o zasięgu krajowym, staje się widoczna medialnie w okresie premiery publikacji i zyskuje możliwość cytowania swojej wycinkowej ekspertyzy jako wkładu do polityki publicznej czy awansu naukowego. To jest ekonomia prestiżu akademickiego i eksperckiego, która tworzy sieć wzajemnych interesów sprzyjających powstawaniu dokumentów tego rodzaju. 

Gdyby ktoś chciał koniecznie uwierzyć w to, że tu nie ma manipulacji ideologicznej, to niech znajdzie w tym bublu przywołane raporty socjologów i pedagogów nurtu konserwatywnego. Jeszcze wszystkich nie wykluczono z uczelni i nie zastraszono pozwami sądowymi. 

Proponuję "triangulację" ewaluacyjną w stylu tego pseudoraportu: "Taki mamy klimat" , "Nam się należało", "Szkoda czasu i atłasu".


16 marca 2026

Kompromitujący MEN i autorów Raport "Diagnoza młodzieży 2026"

 



MEN ma gest, skoro postanowiło wydać publiczne pieniądze na raport "Diagnoza młodzieży 2026", który jest zborem już opublikowanych w innych źródłach wyników lepszych lub gorszych badań społecznych. Znaleźli się w tym gronie politycy, naukowcy i działacze NGO. Ci ostatni angażowali się w  latach 2015-2023 w działalność opozycyjną. 

Władzom resortu deformy edukacji nie wypada już finansować projektów typu Willa+ czy Żagiel+, toteż kasę publiczną wydały na pseudo diagnozę młodzieży, która jest socjopolitycznie wyselekcjonowanymi doniesieniami sprzed lat oraz częściowo wytworzonymi danymi, które z współczesnością nie mają nic do czynienia (zob. tekst M. Boniego).

Obecna kadra MEN jest sprytniejsza od poprzedniej, bo ujawnia w swej całości bezwartościową publikację. Władze nie zainteresowały się wynikami podobnych a lipnych diagnoz socjopedagogicznych ówczesnych nawet posłów i ich akolitów, na które bez konkursu - podobnie jak teraz - wydawano publiczne miliony.  

Ministra B. Nowacka wpisała się w strategię Zjednoczonej Prawicy wydając pieniądze na makulaturę w chmurze, która określam DIAGNOZA MINUS. Sugeruje się W NIEJ całościową mapę życia młodego pokolenia w Polsce w 2026 roku, obejmując przecież niepoprawnie przeprowadzonym badaniem naukowym w skali kraju, ale tworząc przegląd różnych tekstów, wyników badań i publicystyki wokół ośmiu sfer aktywności i właściwości psychospołecznych młodych Polaków: rodzinę, tożsamość, zdrowie psychiczne, środowisko cyfrowe, edukację, obywatelstwo, pracę i samodzielność mieszkaniową. 

Kicz tego raportu polega między innymi na tym, że opiera się on na "analizie wieloletnich trendów, badań społecznych młodego pokolenia z lat 2020–2025 oraz państwowych danych statystycznych". To oznacza, że w jednym dokumencie współistnieją dane z badań o zupełnie różnych:

a) ramach czasowych: Dane z 2020 roku zestawiane są z danymi z 2022 roku czy 2025 roku, jakby opisywały tę samą rzeczywistość. Tymczasem pandemia COVID-19, inflacja, wojna w Ukrainie, eksplozja generatywnej AI wydarzyły się między tymi datami i fundamentalnie zmieniał się kontekst życia młodzieży.

b) metodologii - Badania ilościowe CBOS na reprezentatywnych próbach ogólnopolskich, jakościowe fokusy z uczniami jednej szkoły, dane policyjne o próbach samobójczych, badania kliniczne psychiatryczne, dane statystyczne GUS są nieporównywalnymi narzędziami pomiaru, które mierzyły różne rzeczy, w różny sposób, z różną precyzją. Aż dziw bierze, że osoby ze stopniem lub tytułem naukowym uczestniczyły w tym pseudoraporcie.

c) doborów prób respondentów: Badanie na uczniach szkół ponadpodstawowych nie jest tym samym co badanie wśród "młodych dorosłych 19–29 lat", ani też nie jest tym samym badaniem,  co dane kliniczne z psychiatrii dziecięcej czy dane z diagnoz online via NASK. Każda z tych prób opisuje inną populację.

d) operacjonalizacji pojęć: "Samotność", "depresja", "przemoc rówieśnicza", "stres" — każde z tych pojęć jest mierzone inaczej w różnych badaniach. To już totalnie kompromituje autorów tego raportu, a przede wszystkim jego głównego redaktora. 

Gdy pisze się w tym materiale, że "62% uczniów doświadcza bullyingu", a w innym miejscu twierdzi się o "62% niemogących znaleźć satysfakcjonującej pracy", to nie da się ukryć, że te liczby mają zupełnie inną wagę poznawczą, chociaż redaktor wciska kit o ich równorzędności. 

Szczególnie niepokojące jest zestawianie danych klinicznych z danymi populacyjnymi bez wyraźnego zaznaczenia różnicy źródeł i metod pomiaru. Gdy w raporcie pisze się o "potrojeniu prób samobójczych" i umieszcza dane o "40% uczniów z objawami depresyjnymi" , to tworzy się fałszywe wrażenie, że oba zjawiska mają podobną wagę i podobną pewność pomiaru. 

Tymczasem dane policyjne o próbach samobójczych są relatywnie twarde, natomiast "objawy depresyjne" w badaniach ankietowych wśród nastolatków zależą radykalnie od tego, jakimi narzędziami i jak były mierzone. 

Podobnie, gdy cytuje się: "17% uczniów dokonało samookaleczeń" ale jest to liczba bez kontekstu metodologicznego, co sprawia, że dane są praktycznie bezużyteczne. Czy pytano o jednorazowe scratching jako "samookaleczenie"? Czy o powtarzające się zachowania o charakterze klinicznym? Odpowiedź na to pytanie zmienia interpretację o rząd wielkości.

KOMPROMITACJA!   

 cdn.