25 września 2021

Udostępnienie danych badawczych w naukach społecznych

 


 

 Nie wszyscy wiedzą, że istnieje otwarty dostęp do danych badawczych z wszystkich dziedzin nauk, aczkolwiek mnie interesują nauki społeczne. Repozytoria Otwartych Danych Badawczych czekają nie tylko na tych, którzy chcieliby mieć dostęp do różnych danych z badań naukowych, ale i sami mogą, a nawet powinni podzielić się ze społecznością uczonych danymi z własnych diagnoz.

W najbliższy wtorek 28 września jest ostatnia szansa, by skorzystać z bezpłatnego webinarium na ten temat, które będzie skoncentrowane na  wyjaśnieniu, po co są repozytoria danych społecznych, jak korzystać z repozytorium oraz jakie wiążą się z tym korzyści.  

 Szkolenie organizowane jest przez Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Instytut Studiów Społecznych im. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego oraz Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. Zachęcam do zarejestrowania się na to webinarium, gdyż sam skorzystałem z jego walorów. 

Prowadzący są kompetentnymi osobami, toteż można zadać pytania związane z przygotowywanymi przez nas projektami czy uzyskać wskazówki o znaczeniu udostępnienia wytworzonych przez nas danych z badań ilościowych czy jakościowych. Naukowcy, którzy zamierzają przystąpić do konkursów w Narodowym Centrum Nauki czy Narodowym Centrum Badań i Rozwoju dowiedzą się o możliwości wzmocnienia wartości własnego wniosku, jeśli dane z ich wcześniejszych badań są w jednym z repozytoriów. 

Warto poznać najbardziej typowe problemy badaczy społecznych w kontekście udostępniania danych oraz dowiedzieć się, jakie wiążą się z nimi regulacje prawne, jakie dane możemy udostępniać w systemie Creative Commons i Open Data Commons uwzględniając przy tym prawa własności intelektualnej, konieczność ochrony danych osobowych oraz zasady etyki. 

  

 

24 września 2021

Kiedy odchodzi na emeryturę także pracownik uniwersyteckiej administracji

 



Po raz pierwszy, po trzydziestu latach funkcjonowania Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego odchodzący na emeryturę pracownicy administracji, nauki i wykładowcy zostali uroczyście pożegnani w czasie (także pierwszego od początku pandemii) stacjonarnego posiedzeniu Rady Wydziału. 

Dziekan prof. UŁ Alina Wróbel wręczyła pani mgr Iwonie Jarosz-Śnieżek (kierowniczce dziekanatu) bukiet kwiatów wraz z pisemnymi wyrazami wdzięczności w imieniu dotychczasowych dziekanów i członków kolegiów dziekańskich. Natomiast wielokadencyjna prodziekan - p. prof. Elżbieta Kowalska-Dubas jako najdłużej współpracująca z Panią Kierownik - przekazała w swojej wypowiedzi wyrazy uznania dla Jej wkładu w rozwój i funkcjonowanie Wydziału. 

O ile żegna się odchodzących na emeryturę nauczycieli akademickich w ich naukowym środowisku w formie jubileuszowej konferencji, seminarium czy okolicznościowego spotkania, o tyle pracownicy administracji odchodzili dotychczas na emeryturę czy rentę niejako "po cichu". Wraz z nowym rokiem dowiadywaliśmy się "korytarzowo", że tej Pani już nie ma, bo przeszła na emeryturę. 

Tymczasem są to osoby, które mają ogromny wkład w sprawne funkcjonowanie jednostki oganizacyjnej w uniwersytecie, a często także w załatwianie spraw niemożliwych. Pani Iwona Jarosz-Śnieżek jest zapewne znana wielu naukowcom z naszego kraju, którzy wszczynali u nas przewód doktorski, recenzowali dysertacje doktorskie, przyjeżdżali do Łodzi na konferencje naukowe itp. Jako kierownik dziekanatu zawsze była ambasadorką universitas, bo codziennie zapewniała funkcjonowanie Wydziału we wszystkich sferach - organizacyjnych, dydaktycznych, awansowych, infrastrukturalnych, finansowych, zaopatrzeniowych, związanych z ochroną, bezpieczeństwem i sprawnym obiegiem oraz archiwizowaniem dokumentów itd.

To są tysiące godzin poświęconych osobom, uczelni, procesom i wydarzeniom. Często - jak podkreślała to prof. E. Kowalska-Dubas - nasza Kierowniczka pozostawała po godzinach pracy czy nawet zabierała do domu zadania do rozwiązania na kolejny dzień. Jej zaangażowana praca sprawiała, że Wydział stawał się po części "domem" i wielką "rodziną" oraz na odwrót, dom rodzinny p. I. Jarosz-Śnieżek stawał się "zamiejscową" jednostką pomocy niektórym pracownikom administracji czy nauki.  

Byliśmy chyba wzajemnie wzruszeni rozstaniem z Osobą, która współtworzyła nasz Wydział w 1991 r. z pierwszą jego dziekan prof. Ewą Marynowicz-Hetką

Przyszło mi na myśl, że emerytowanych profesorów włącza się w niektórych uniwersytetach i akademiach do dalszej współpracy, w uzgodnionych, możliwych i różnych formach. Nie słyszałem, że są uczelnie państwowe, w których stwarza się takie możliwości dalszego wsparcia ze strony emerytowanych pracowników administracji akademickiej. 

Niektórzy nie mogą doczekać się czyjegoś lub własnego przejścia na emeryturę, ale są osoby, których serce wciąż jest w miejscu pracy. Wszystkim pracownikom, którzy także w tym roku przeszli na emeryturę, serdecznie dziękuję za ich wkład w rozwój naszego środowiska uczelnianego, dyscyplin naukowych i wspomagające twórczość relacje osobowe.  

Niech zamieszczona fotografia będzie śladem wdzięczności i pamięci o wszystkich emerytowanych współpracownikach. Wzruszająco mówiła o tym p. Kierownik I. Jarosz-Śnieżek, że zawsze cieszyły Ją każde sukcesy pracowników Wydziału.  

Mieliśmy zatem wspaniałą okazję, by przełożeni mogli wspomnieć o osiągnięciach naukowych, organizacyjnych czy dydaktycznych także: 

*    dr hab. Wiesławy Leżańskiej, prof. UŁ

*    dr hab. Waldemara Świętochowskiego, prof. UŁ

*    dr Ryszardy Czerniachowskiej

*    dr Jadwigi Rubachy

*    mgr Jerzego Bończaka

    Kto wie, czy zbliżająca się IV fala epidemii pozwoli nam stacjonarnie obradować i prowadzić część zajęć w październiku czy następnych miesiącach. Ważne, byśmy byli zdrowi bez względu na to, czy jesteśmy zawodowo czynni czy bierni. Oby nowy rok akademicki 2021/2022 był lepszy we wszystkich możliwych wymiarach. 

 

23 września 2021

Jaka jest kondycja witalna studentów pedagogiki?

 


Tak bardzo skoncentrowaliśmy się w ostatnim czasie na problemach kondycji psychicznej dzieci i młodzieży, że mniej przyglądamy się temu, co dzieje się w środowisku kształcenia przyszłych pedagogów i nauczycieli. Naukowcy z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego wydali właśnie monografię poświęconą pedagogice akademickiej w procesie zmian. Każdy z autorów uczestniczących w jubileuszu 50-lecia olsztyńskiej pedagogiki, reprezentuje odmienną subdyscyplinę lub przedmiot badań pedagogicznych, ale także inną uczelnię w kraju. Otrzymujemy dzięki temu wgląd w stan kształcenia przyszłych nauczycieli i pedagogów, którzy zmagają się z coraz bardziej bolesnymi problemami osobistymi i akademickimi. Zainteresowanych pedagogiką szkoły wyższej zachęcam do sięgnięcia po tom pod redakcją dziekan Wydziału prof. UWM Joanny Ostrouch-Kamińskiej i jej Współpracowniczek - dr Urszulą Pulińską oraz dr Marią Radziszewską.    

 Warto też skonfrontować namysł naukowców nad pedagogiką akademicką z wcześniejszymi wynikami badań, które od dawna budziły nasz niepokój. Jednym z takich jest doniesienie z 2013 roku dr Agnieszki Wilczewskiej na temat kondycji psychofizycznej studentów pedagogiki. W świetle przeprowadzonej przed laty diagnozy wśród studentów pedagogiki, którzy mają dużo zajęć z psychologii, dydaktyki i pedagogiki humanistycznej, a w porównaniu ze studentami nauk technicznych na politechnice okazało się, że kandydaci do profesji służby oświatowej byli osobami o znacznie wyższym stopniu depresji i niskim poziomie samooceny niż kandydaci na przyszłych inżynierów.

Autorka wyraziła wówczas słuszny niepokój, że do pedagogicznego zawodu, który wymaga silnej resilience, odporności na stresy, wysokiego poziomu empatii, by móc koncentrować się na nie tylko na zadaniach programowych edukacyjnej instytucji, ale także na egzystencjalnych problemach dzieci, młodzieży czy dorosłych w toku prowadzonych z nimi zajęć, sprawowania opieki, prowadzenia resocjalizacji, itp. trafią osoby, które wymagają pomocy psychologicznej, a nawet psychiatrycznej czy medycznej. Ich aktywność psychiczna i fizyczna, poziom samooceny były nie tylko znacząco obniżone, ale także stanowiły zagrożenie dla ich prawidłowego rozwoju w zawodzie i budowania zdrowych relacji społecznych. 

Maskowana depresja zaliczana jest do chorób klinicznych. Oczywiście, że badania nie były reprezentatywne dla całego kraju, gdyż przeprowadzono je zaledwie w dwóch uczelniach lubelskich (w dwóch 50-osobowych grupach studentów, po 25 kobiet i mężczyzn). Zapewne należałoby się bliżej przyjrzeć temu zjawisku w całym kraju, by nie okazało się, że nie tylko przestrzeń szkolna jest wypalona zanim ktoś do niej trafi (por. badania prof. Aleksandra Nalaskowskiego o nauczycielach z prowincji). 

Badani przed laty studenci są już dzisiaj w placówkach oświatowo-wychowawczych, w przedszkolach, szkołach, domach dziecka, pracują z małymi dziećmi lub młodzieżą. Pandemia wcale im nie pomogła w nabywaniu odporności na stres, w radzeniu sobie z oociążeniami w pracy (głównie zdalnej), na kryzysy egzystencjalne. Czy poradzili sobie z własną słabością? Jaka jest dzisiaj ich psychofizyczna witalność? Czy spełniają się w swoim zawodzie? A może w ogóle do niego nie weszli?     

Zapewne studenci kierunku pedagogika nie stanowią jakiejś wyjątkowej grupy młodych dorosłych, którzy lokują swoje nadziej z wykonywaniem zawodu w instytucjach czy środowiskach edukacyjnych, ale skoro mają wspomagać innych w ich rozwoju, to chyba nie jest bez znaczenia to, czy sami radzą sobie z własnym życiem i jego kryzysami rozwojowymi. 

 


22 września 2021

Pedagogika przygody

 

Wraz z końcem wakacji 2021 r. ukazała się nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego oryginalna rozprawa naukowa Ewy Palamer-Kabacińskiej na temat związków pedagogiki przygody z pedagogią harcerską. Jest to wartościowa poznawczo publikacja uwrażliwiająca na konieczność wychowywania dzieci i młodzieży w naturze i w zgodzie z naturą, dzięki czemu pojawia się szansa na eko-edukację, edukację prozdrowotną, a zarazem wartościową dla dobra środowiska życia człowieka. To jest najważniejsze przesłanie tej rozprawy, które w układzie strukturalnym kończy się dyskusją na temat tego, czy to jest pedagogika oraz w jakim kierunku powinna się ona rozwijać.

Rozprawa ukazała się we właściwym momencie, bowiem doświadczeni skutkami pandemii Sars-Cov-19 zaczęliśmy wreszcie zastanawiać się nad tym, jak bardzo odeszliśmy od natury, lekceważąc i zdradzając jej prawa. Edukacja pozaformalna, pozainstytucjonalna może stać się jednym z ważniejszych modeli nie tylko socjalizacji i wychowania w czasie wolnym, ale lokowania powszechnie obowiązującej edukacji w naturalnych środowiskach życia. W ofertach kształcenia, opieki i wspomagania rozwoju dzieci i młodzieży pojawia się coraz więcej przedszkoli leśnych, szkół w lesie, edukacji w przyrodzie itp.

Adiunkt z Wydziału Pedagogicznego UW rzetelnie podeszła do zbadania korzeni i źródeł pedagogiki przygody określanej w innych krajach mianem: adventure education, outdoor education, environmental education, Erlebnisspädagogik czy zážitková pedagogika. Istotnie bowiem chodzi tu o częściowy powrót do naturalnego środowiska życia, a więc o wychowanie w przyrodzie jako koniecznym filarze jakości życia. Autorka przywołuje zarówno filozofów jak i pedagogów współczesnego nurtu naturalizmu pedagogicznego, dla których rozwój jednostki powinien uwzględniać kształtowanie jej świadomości oraz wrażliwości na środowisko przyrodnicze i związany z nim osobniczy rozwój jednostki.

Z rozprawy skorzystają zwolennicy alternatywnej edukacji dzięki syntetycznej charakterystyce szkół edukujących dzieci zgodnie z modelem pedagogiki przygody w USA i na terenie Europy (głównie Niemcy, Czechy). O jednym z takich ośrodków pisałem przed 8 laty w blogu. Także w Polsce kształci się przyszłych pedagogów w zakresie  tej specjalności czy kierunku, które odwołują się do założeń pedagogiki przygody. Znajdziemy w tej rozprawie wiele przykładów wykorzystania pedagogiki przygody w edukacji pozaszkolnej.

Pedagodzy społeczni uzyskali dzięki tej książce syntetyczny wgląd tak w genezę, ewolucję, upowszechnienie na świecie, jak i fundamentalne przesłanki współczesnego wychowania w nurcie pedagogiki przygody.  Są to - jak podaje autorka za Wernerem Michl'em - następujące przesłanki: 

  • organizowanie zajęć w środowisku przyrodniczym jako miejsca i przestrzeni do zdobywania nowych doświadczeń oraz uczenia się
  • stymulowanie  w większym zakresie aktywności fizycznej, sportowej, cielesnej,  
  • bezpośrednie doświadczanie przez wychowanków konsekwencji swojego działania;
  • bazowanie w czasie zajęć na stawianiu osobom zadań i aktywizowanie ich subiektywnych przeżyć w sytuacjach granicznych;
  • łączenie zajęć sportowych w przyrodzie z wykorzystaniem wytworzonych urządzeń i ćwiczeń dla wzmacniania zaufania i rozwiązywania problemów życiowych; 
  •  operowanie dynamiką grupową, w ramach której zespół jest ważnym katalizatorem przemian
  • poddawanie refleksji własnych przeżyć oraz ich transfer do życia osobistego (w szkole czy w zawodzie).    

 Druga część książki tej autorki poświęcona jest ruchowi harcerskiemu w Polsce i skautowemu na świecie jako swoistemu laboratorium społeczeństwa obywatelskiego, którego metodyka wychowania idealnie wpisuje się w pedagogikę przygody.

Ewa Palamer-Kabacińska odpowiada na pytanie, czy metoda harcerska jest tożsama czy może rozbieżna z metodą przygodową. Porównuje ze sobą obie pedagogiki. Całość jej projektu badawczego dopełnia analizą dyskursu na temat sensu oraz ewentualnej przyszłości naukowego rozwoju pedagogiki przygody oraz pedagogiki harcerskiej. Wskazuje na obszary badań, które warto byłoby podjąć dla dalszych rozstrzygnięć powyższego dylematu. 

Kto wie, może rozwój tych pedagogii będzie odgrywał coraz większą rolę w kształtowaniu nie tylko kompetencji miękkich u naszych dzieci i i młodzieży, ale przede wszystkim stanie się jednym z ważniejszych procesów na rzecz przetrwania życia na Ziemi.            

 

21 września 2021

Mity, błędy i kłamstwa na temat kształcenia i pedagogicznych idei

 


   Przekład z języka niemieckiego na czeski siedmiu esejów na temat mitów, błędów, nieprawd dotyczących kształcenia i pedagogiki wydał docent Uniwersytetu Masaryka w Brnie 
Tomáš Janík. Od kilku lat czeski uczony redaguje serię "Refleksje", która stała się platformą do namysłu nad naukami o wychowaniu, dydaktyką, szkołą i nauczycielami. Klarowny język przekazu sprawia, że niewielkiej objętości książeczki docierają do szerokiego odbiorcy, chociaż największym zainteresowaniem cieszą się wśród studentów pedagogiki i nauk społecznych. 

Najnowszy zbiór myśli wyszedł już cztery lata temu w Niemczech, toteż znany jest czytelnikom krajów niemieckojęzycznych. Autorami esejów są naukowcy niemieckich i szwajcarskich uniwersytetów, zaś pierwsza, niemieckojęzyczna edycja wyszła pod redakcją Hansa Ulricha Grundera - emerytowanego już dyrektora Instytutu Nauk o Wychowaniu na Uniwersytecie w Bazylei. Szkoda, że nie włączyli się do czeskiej edycji czescy naukowcy. Krótki wstęp i posłowie redaktorów obu wydań nie spełnia tego oczekiwania. 

Krótko przedstawię zakres wypowiedzi poszczególnych autorów, żebyśmy mogli porównać stan pedagogiki krytycznej na Zachodzie i w Polsce. Od przełomu lat 80.i 90. XX w. rozwinęły się w naszym kraju studia krytyczne nad wychowaniem, kształceniem, polityką oświatową i szkolnictwem. W Niemczech krytyczna dydaktyka, krytyczna teoria wychowania i filozofia krytyczna w naukach społecznych święciły swój triumf w latach 70.-90. XX w. 

W Polsce rozwinęły się ich rekonstrukcje, analizy, polemiki oraz aplikacje m.in. w wyniku prowadzonych przez Zbigniewa Kwiecińskiego i Lecha Witkowskiego po 1989 r. w Ośrodku Studiów Kulturowych na UMK w Toruniu ogólnopolskich seminariów "Nieobecne dyskursy".  

O czym piszą zachodnioeuropejscy naukowcy? 

1. Szwajcar prof. Hans-Ulrich Grunder w eseju pt. Szkoła to załatwi... . Skierowane do szkoły życzenia, marzenia i roszczenia   podnosi kwestię nonsensowności roszczeń i oczekiwań wobec szkoły, profilując tym samym specyfikę "ról pedagogicznych", które byłyby adekwatne do możliwości spełnienia postulatów płynących spoza tej instytucji. O gramatyce szkoły jako agendy władz państwowych miała decydować użyteczność wiedzy i umiejętności uczniów. W interesie władz państwowych jest bowiem zobowiązywanie szkół do jednolitego wychowywania młodych pokoleń i kształtowania charakterów tak, by mogli ich absolwenci być włączeni do życia w społeczeństwie. 

    Szkoła musi pełnić tak wiele funkcji, że coraz bardziej oddala się od życia, jakie toczy się poza jej murami, a przy tym jest zależna także od wielu problemów życiowych, których rozwiązania oczekują od niej także rodzice. To, jak zmieniały się funkcje szkoły od 1850 r. do dzisiaj, dowiemy się z interesującego zestawienia na osi historycznej formułowanych wobec szkół oczekiwań, ich źródeł, kontestatorów, reakcji instytucji i ich następstw oraz problemów. Będące sektorem pedagogicznym szkolnictwo służy polityce jako "trouble-shotter" [s.25]. Skoro szkoła musi reagować na tak różne oczekiwania, to nie ma się co dziwić, że postępuje niepedagogicznie. Nie może jednak ich nie spełniać ani też przeczekać wywieranej na nią presji. 

2.     Prof.  Ludwig Haag z Uniwersytetu Bayreuth w Niemczech (Bawaria), gdzie pracuje w Katedrze Pedagogiki Szkolnej, napisał esej pt. Non scholae, sed vitae discimus" a dlaczego nie: Et scholae et vitae discimus?" czyli - jak mówił Seneka: "Nie uczymy się dla szkoły, ale dla życia.  Autor wyjaśnia genezę powstania tej myśli, która jest dzisiaj błędnie odczytywana, bowiem traktuje szkołę negatywnie. Tymczasem szkoła jest konieczna, by najpierw osiągnąć   poziom alfabetyzacji, zdać maturę, by następnie móc studiować i wreszcie doświadczyć systemu oceniania jako środka stratyfikacji społecznej. Jeśli bowiem młodzi ludzie nie zmierzą się z byciem ocenianymi w szkole, to uczyni to za nich inna instytucja [s.32]. Autor tego eseju wyjaśnia zarazem, w jaki sposób myśl Seneki była zniekształcana. Jego zdaniem w dziełach takich filozofów jak Herbart czy Herder znajdziemy potwierdzenie właściwej jej interpretacji, tzn. że człowiek musi uczyć się zarówno dla szkoły, jak i dla życia. 

 3. Hans-Ulrich Grunder w swoim kolejnym eseju pt. A zatem pięknie wydrukujcie, albo o tym jak dać dzieciom głos. O problemach recepcji pedagogiki Freineta przypomina, jak to na początku lat 60. XX w. nauczyciele szkół w Niemczech i Szwajcarii odkryli tę pedagogikę, koncentrując uwagę jedynie na technikach kształcenia francuskiego reformatora edukacji.

 Nie potrafiono jednak wniknąć w głąb myśli tego pedagoga i jego żony, podając nawet z błędami ich nazwisko. Nieprawidłowo przekładano tezę francuskiego reformatora szkoły, iż: Orły nie łażą po schodach [s. 46].  Ba, recepcja tej pedagogiki jest obciążona ignorancją, przemilczeniami, jednostronnością, gdyż została skoncentrowana na technikach kształcenia bez wnikania w jej filozoficzne i pedagogiczne przesłanie. 

Trafnie ów profesor wskazuje na uproszczoną, powierzchowną, niezgodną z głębią źródeł charakterystykę pedagogiki nowego wychowania: Rudolfa Steinera jako nieprzejrzystą; Johna Deweya jako opartą na światopoglądzie pragmatyzmu i pedagogiki demokratycznej; Claparede’a i Dottrense'a jako rzekomo traktujących szkołę jako "funkcjonalną dla dzieci"; Marię Montessori jako (za Mussolinim) zwolenniczkę eugeniki czy Celestyna Freineta jako zorientowanego politycznie lewicowca o postawie libertyńskiej. Szwajcar odkłamuje błędnie przypisywany Freinetowi związek jego pedagogicznej myśli z doświadczeniami wyniesionymi z podróży do Rosji czy Niemiec. 

4. Szwajcarski profesor pedagogiki -  Philipp Gonon, dyrektor Instytutu Nauk o Wychowaniu na Uniwersytecie w Zurichu  opublikował esej pt. Czego nauczysz się za młodu, na starość będzie jak znalazł, albo Czego Jaś się nie nauczył, tego już Jan się nie nauczy. O wychowawczym potencjale przysłów. Ciekawie zaczyna swój tekst od wykazania, jak ważną rolę odgrywają w wychowaniu przysłowia typu:

Pycha kroczy przed upadkiem;

Ranny ptaszek doleci dalej;

Szewcze, trzymaj się swego kopyta;

Lepszy wróbel w garści niż gołąbków sto na dachu;

Tak długo dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie;

Nie szaty zdobią człowieka;

Nie oceniaj książki po okładce [s. 60].

Określa powyższe przysłowia mianem swoistego rodzaju manifestu protestanckiego etosu (za M. Weberem), by skoncentrować swoją analizę na tytułowym przysłowiu, którego autorstwo przypisuje się Martinowi Lutrowi: Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Jak wynika z jego analiz, to przysłowie powstało w starożytnym Rzymie. Interesujące są także dalsze dzieje tego powiedzenia, jego nowe wykładnie, interpretacje aż po czasy współczesne. Błędnie twierdzi się, że: (…) już w latach 20. XX wieku pojawiło się antyprzysłowie: Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan zdąży się jeszcze douczyć.  

5) Michael Knoll dokonuje w swoim eseju pt. Learning by doing. O genezie jednego pedagogicznego hasła analizy kluczowej idei pragmatyzmu Johna Deweya. Autor jest emerytowanym dyrektorem  placówki opiekuńczo-wychowawczej (Landerziehungsheim  Schloss-Schule Kirchberg/Jagst), która ma swoje korzenie w pedagogice reformy. Odkłamuje historię oświaty, twierdząc, iż idea „learning by doing” wcale nie jest autorstwa amerykańskiego filozofa wychowania.  Nie są też jego twórcami - jak twierdzi się w Internecie - Baden-Powell, Diesterweg, Froebel czy Komeński. 

    Autorem tej myśli jest bowiem Arystoteles, a nawet można ją przypisać wcześniejszemu filozofowi - Sofoklesowi, który tak pisał w jednym z dramatów: One must learn by doing the thing, for though you think you know it, you have no certainty, until you try [s. 72-73]. Interesująca jest zatem analiza recepcji tego powiedzenia w dziejach myśli pedagogicznej. Sięgając do dzieł Deweya badacz wykazuje, że amerykański pragmatysta był przeciwnikiem tak jednostronnego ujmowania uczenia się przez działanie, skoro może ono być powodem m.in. utrwalania także błędów. 

6) Karl-Heinz Dammer w eseju pt. Nie ma potrzeby, żeby wszystko wiedzieć, gdyż wystarczy nam wiedza o tym, gdzie się coś znajduje przeciwstawia się naiwnemu używaniu tej frazy we współczesnym dyskursie. Autor eseju jest profesorem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Heidelbergu, w której specjalizuje się w badaniach teoretycznych z pedagogiki ogólnej. Każda bowiem myśl i działanie człowieka jest poprzedzone wiedzą. Trzeba rozróżniać między wiedzą a informacją [s. 85].

Nie można – zdaniem Dammera - żyć w społeczeństwie wiedzy, a zarazem mylić ją z informacjami, znajomością czegoś, co wcale nie musi być przez człowieka sobie uświadamiane i przez niego zapamiętane. Należy brać pod uwagę, że dostosowanie się do powyższej frazy będzie skutkować społeczeństwem niewiedzy, społeczeństwem ignorantów, głupców, co w sytuacji zagrożeń współczesnego świata staje się zagrożeniem dla ludzkości. Nie ma alternatywny dla wiedzy, dla mądrości. Nie zastąpi jej nonsensowna próba koncentracji na kształceniu u osób jedynie miękkich kompetencji, bo resztę znajdą w sieci czy innych źródłach informacji.

7) Autorem ostatniego eseju jest Ewald Terhart - profesor pedagogiki szkolnej i dydaktyki na Uniwersytecie w Münster. Jego esej nosi tytuł Zależy od nauczycieli... uwagi na temat pedagogicznej kliszy. Tego typu teza jest oczywista sama przez się. Wszystko bowiem zależy od nauczyciela. Jednak profesor stara się dociec, co znaczy ten pogląd i jaki ma rezonans społeczny oraz to, na ile ważne jest to, kto tak mówi.  Podaje zatem w wątpliwość powyższą tezę, którą można zakwestionować lub nieco złagodzić jej znaczenie, by nauczyciele nie byli zadufani w sobie (Nic nie zależy od nauczyciela lub Tylko trochę zależy od nauczyciela) [s. 98]. Tymczasem szkoła nie jest fabryką, a nauczyciel producentem uczniowskich sukcesów i/lub porażek. 

Profesor kwestionuje istniejące badania empiryczne nad nauczycielami, które nietrafnie łączą ich oddziaływania z osiągnięciami uczniów. Te ostatnie bowiem zależą od stosowanych kryteriów pomiaru, nierozpoznania wszystkich przyczyn ich zaistnienia, od różnic indywidualnych, retrospektywnego charakteru diagnoz i niestabilności wniosków z badań. Analizy autora eseju wskazują na wieloznaczność i niejasność stwierdzenia, że wszystko zależy od nauczyciela.

Recenzowana publikacja dotyczy różnych aspektów uczenia się, kształcenia, szkoły i nauczycieli. Zapomniano w niej jednak o uczniach, o pedagogach jako badaczach szkoły oraz o politykach oświatowych (nadzorze pedagogicznym), gdyż także te podmioty są źródłem i nośnikiem różnych kłamstw, pomyłek i absurdów.      

 

 Tomáš Janík a kol., Mýty. Omyly. Nepravdy. O chibách ve vzdĕlávání a pedagogice, Brno: Masarykova univerzita, s.116.

20 września 2021

CZY KIEDYKOLWIEK POWSTANIE KOMISJA/RADA EDUKACJI NARODOWEJ?

 


Redaktor Jan Wróbel opublikował w Gazecie Prawnej (2021 nr 171, s.A5) ważny tekst pt. "Potrzeba nowej Komisji Edukacji Narodowej". Już sam tytuł wprowadza czytelników w błąd, bo sugeruje, że istnieje taka Komisja, tylko jest niedobra, dysfunkcyjna, patologiczna, nie na te czasy, itp. 

Otóż tak nie jest. W Polsce nie ma Komisji Edukacji Narodowej. Nie ma też, mimo prawnego przyzwolenia (pozornego), Krajowej Komisji Oświatowej. Nie ma żadnego organu na szczeblu ogólnokrajowym, który spełniałby wymogi merytokratyczne. Trudno bowiem uznać za taki organ sejmową Komisję Edukacji..., w której od 1993 r. liczebną przewagę ma (strukturalnie) zawsze strona rządząca.  

Co to zatem za organ kontroli poselskiej, skoro może sobie jedynie ponarzekać, ale nie ma możliwości przeprowadzenia pożądanej zmiany ustawowej, ustrojowej, rozliczenia władz z patologii rządzenia czy zablokowania destrukcyjnych rozwiązań dla edukacji? Pozoranctwo stało się już cechą politycznie utrwaloną w naszym kraju, toteż już mało kto wierzy, że cokolwiek może się zmienić ze względu na racje uzasadnione naukowo (pedagogiczne, psychologiczne, ekonomicznie itp.).  

Przypomnę zatem, że były już w Polsce próby powołania Krajowej Rady Oświatowej. W czasie I Walnego Zjazdu NSZZ „Solidarność” we wrześniu 1981 r. zapisano w uchwale, co następuje: 

         Zgodnie z ideą Polski „samorządnej” - praktyka szkolna powinna stanowić wypadkową postanowień demokratycznie wybranej Rady Oświatowej, samorządów terytorialnych, nauczycielskich, rodzicielskich i uczniowskich, które by wzajemnie wpływały na ostateczne decyzje programowe i finansowe, wzajemnie się kontrolując i ograniczając. 

Szkoły powinny działać na zasadzie samorządności wewnętrznej, czyli decyzje powinni podejmować zarówno wychowawcy jak młodzież. Funkcje kontrolne sprawowałaby Społeczna Rada Oświaty i Wychowania, powoływana przez Sejm.

  Po 1989 r. elity I fali "Solidarności" oraz powołujący się na jej programowe dziedzictwo politycy różnych formacji ideowych, nie spełnili tego postulatu. Autorytaryzm i etatystyczną politykę zarzucali sobie wzajemnie tylko po to, by zachować peerelowskie zasady nadzoru pedagogicznego w stosunku do oświaty publicznej.    

W grudniu 1997 r. członek Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Kazimierz Marcinkiewicz przypomniał w związku wygranymi przez AWS wyborami do Sejmu, że z początkiem lat 90. pojawiła się propozycja powołania rad szkół i odpowiadających im w regionie rad wojewódzkich i rady krajowej. 

"Litera prawa pozostała martwa. Dlatego warto znowelizować ustawę w taki sposób, aby wykorzystać polityków i ekspertów oświatowych, zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym do przeprowadzenia reformy oświaty. W gronie – nazwijmy to – Komisji Edukacji Narodowej, powołanej przez Premiera RP powinni znaleźć się politycy i eksperci oświatowi różnych opcji politycznych, reprezentanci samorządów terytorialnych i stowarzyszeń prowadzących szkoły niepubliczne oraz reprezentanci dużych stowarzyszeń nauczycielskich i związków zawodowych." 

Kiedy kilka lat później K. Marcinkiewicz został premierem rządu koalicyjnego PiS-LPR-Samoobrona, jednak nie miał nawet najmniejszego zamiaru wprowadzić w życie powyższy postulat.  Ministrem w jego rządzie został prof. prawa Michał Seweryński, b. rektor UŁ.    

Natomiast tylko formalnie powiodło się powołanie Rady, chociaż niezgodnie z założeniami "Solidarności" lat 1980-1989 przez poseł Platformy Obywatelskiej, ministrzycę edukacji KATARZYNĘ HALL. Ta jednak nie znosiła żadnej krytyki, a tym bardziej naukowej, specjalistycznej, eksperckiej. Nie zgodziła się zatem na to, by jakiekolwiek gremium społeczne, obywatelskie, reprezentujące nauczycieli, uczniów i ich rodziców mogło partycypować w polityce oświatowej państwa lub miało wpływ na politykę oświatową rządu.   

Powołała w 2008 r. marionetkową Radę Edukacji Narodowej, by ta wskazywała społeczeństwu na troskę władzy o demokratyzację systemu szkolnego. Medialny zachwyt nad powołaniem tej Rady był jednak nieuzasadniony.      

Do składu Rady K. Hall powołała byłych wiceministrów edukacji lat minionych, m.in. peeselowskiego prof. Tadeusza Pilcha, eseldowskiego Franciszka Potulskiego i prof. Stefana Pastuszkę, "solidarnościowego" prof. Andrzeja Janowskiego, awuesowsko-platformerskie wiceministrzyce - Annę Radziwiłł i Irenę Dzierzgowską i przeskakującego z ekipy solidarnościowej do eseldowsko-peeselowskiej formacji władzy - Mirosława Sawickiego, by spotkać się z nimi na wręczeniu nominacji i na tym zakończyć merytoryczną współpracę. 

Nie o żadną [R]adę tu chodziło. Po kilku latach prof. T. Pilch potwierdził, że nie uczestniczył w żadnych konsultacjach, rozmowach czy dyskusjach w REN, a przecież była to pierwsza kadencja platformersów z peeselowcami, w trakcie której podejmowano kluczowe decyzje na temat reform oświatowych. 

Jak pisze red. J. Wróbel (w końcu b. nauczyciel i b. dyrektor Liceum na Bednarskiej w Warszawie): 

Samo w sobie rozwiązanie ustrojowe, w którym państwem demokratycznym rządzą partie a Ministerstwem Edukacji rząd, nie jest ani tragedią, ani polską specyfiką (...) Trzymanie w rękach systemu oświaty zawsze rodzi pokusę wprowadzenia własnej, jak to się mówi, agendy (brrr!) kosztem wrażliwości i etyki sił z innych obozów, bo przecież Teraz My. (...) "Kto nie z Mieciem, tego zmieciem"  (...). 

Oczywiście byłoby inaczej, gdybyśmy żyli w rzeczywistości, w której edukacja podlegałaby szerokiemu ponadpartyjnemu konsensusowi. Nie jest tak jednak i nie będzie, szkoda się na ten temat rozpisywać. (...) Gdyby taka społeczna, ale umocowana w strukturach demokratycznego państwa Komisja Edukacji Narodowej pełniła funkcje zbiorowego sternika okrętu edukacji, mielibyśmy stabilizację kursu - gdyby założyć, że środowisko  aktywnych nauczycieli byłoby  w miarę grane co do podstawowych celów istnienia szkoły. I że byłoby silne poparciem środowiska. 

Gdyby babcia miała wąsy...  

Tymczasem rządzący wszystkich partii politycznych od 1992 r. podejmowali działania mające na celu uszczelnienie procesu immunizacji oświaty od partycypacji społecznej. Dzięki temu władza może podejmować działania na niekorzyść nauczycieli, uczniów i ich rodziców, bez szansy odwołania się przez nich do opinii publicznej wspólnoty edukacyjnej oraz do ekspertów, specjalistów. 

Władza powołuje ciała, organy, zespoły, które pod pozorem prowadzenia dialogu społecznego wpływają na kształt ustaw, promują centralistyczne rozwiązania MEiN oraz podtrzymują zdolność polityków do socjotechnicznej manipulacji oświatą. 



19 września 2021

Czy rozwinie się w Polsce "pedagogika lasu"?

 



Pedagogiki Lasu jeszcze nie zdefiniowano w naszym kraju, a już ma wielu zwolenników. Choć nazwa mówi sama za siebie, 22 września 2021 r. łączymy siły, by w interdyscyplinarnym gronie dookreślić jej mapę semantyczną i problematykę badawczą.  

Spotkanie organizowane jest przez dr. Michała Palucha z Wydziału Nauk Pedagogicznych, Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który w zeszłym semestrze poprowadził eksperymentalny warsztat z "Pedagogiki Lasu" na swojej uczelni. Michał rozwija również Osadę pedagogiczną nieopodal Warszawy, łącząc teorię z praktyką.

Ciekawe, czy las, łąka i ich pogranicza staną się w przyszłości miejscem studenckich – pedagogicznych - praktyk? Na to pytanie będzie odpowiadał również prof. Kazimierz Rykowski, leśnik, kierownik Narodowego Programu Leśnego (2015), autor publikacji o zrównoważonym rozwoju lasów. Jak sam zapewnia: 

- Jestem zaszczycony udziałem w niezwykle interesującej naukowej inicjatywie. Nauki leśne, leśnictwo pozostało na etapie dominującej technizacji z czasów surowcowej gospodarki. Coraz liczniejsze konflikty z grupami społecznymi świadczą o oderwaniu się leśników od oczekiwań ludzi. Las stał się wieloznaczny, wielowartościowy, zróżnicowany w odbiorze i potrzebuje humanizacji. Chyba w samą porę przychodzi ratunek - pedagogika lasu - czuję, że jest to coś bardzo bliskiego potrzebom czasów post-antropocenu. Z niecierpliwością oczekuję na seminarium.

Skoro o humanizacji mowa, wykład inauguracyjny wygłosi prof. Tadeusz Sławek, którego poznajemy w pedagogice dzięki licznym publikacjom z dziedziny lingwistyki i fenomenologicznych studiów. Uczony przedstawi referat pt. „Akteon, czyli sceny leśne. Kilka wędrówek po lesie literatury".    

Jak zapewniają organizatorzy, seminarium ma mieć charakter rozważnego namysłu i wspólnego warsztatu, a nie tylko odczytów różnych punktów widzenia.

– Zależy nam na uzyskaniu kolażu pojęć i znaczeń z różnych dyscyplin. Prelegenci będą mieli więcej czasu na własną wypowiedź i zadanie wydobycia z wypowiedzi innych, tego co okaże się dla nich szczególnie znaczące. Na końcu każdy będzie miał szansę przedstawić swoją definicję Pedagogiki Lasu. – Zapowiada M. Paluch.

W seminarium można wziąć udział w roli słuchacza, wysyłając na adres mailowy: pedagogika@uksw.edu.pl swoje zgłoszenie. Udział w debacie jest bezpłatny. Zapraszamy! 

 


18 września 2021

Fake news dotyczący definicji wychowania w Ustawie Prawo Oświatowe

 


18 września 2021 r. postanowiłem sprawdzić, jak czytane są wpisy, które zawierają fake news. Sam bowiem byłem kiedyś nieostrożny przekierowując na Fb informację, która wydawała się wysoce prawdopodobną, ale nie weryfikowałem jej wiarygodności. Na szczęście są osoby, które sprawdzają informacje, gdyż są pewne zawartej w nich dezinformacji. Miałem nadzieję, że powyższa ilustracja z klockami zwróci czyjąś uwagę. 

 

Przygotowałem zatem wpis, który miał adekwatną treść do ilustracji. Mógł być fake newsem, ale też faktem. Spośród czytelników bloga zareagowała nań tylko  jedna osoba, uniwersytecki profesor, któremu jestem winien nagrodę za rozpoznanie mojej manipulacji. 

Napisałem bowiem, a jest to niezgodne ze stanem faktycznym, co wystarczyło sprawdzić w Ustawie, że: 

 (...) w Ustawie Prawo Oświatowe ma miejsce błędne wprowadzenie dodatkowej litery do definicji pojęcia wychowanie. Pojawia się zatem pytanie: jak to jest możliwe, że od czterech lat posłowie, urzędnicy MEN/MEiN specjaliści nie zwrócili na to uwagi. 

Cytuję błędny zapis w Ustawie Prawo Oświatowe:

Art. 1.

 System oświaty zapewnia w szczególności:

(…)

3) Wychowanie rozumiane jako wspieranie dziecka w rozwoju ku pełnej dojrzałości w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej i  społecznej, wzmacnianie i uzupełnianie przez działania z  zakresu profilaktyki problemów dzieci i młodzieży. 

Podkreślenie przeze mnie w dwóch rzeczownikach odczasownikowych  wskazuje na błąd. Prawidłowo definicja - w tym ujęciu - powinna brzmieć:

Wychowanie rozumiane jako wspieranie dziecka w rozwoju ku pełnej dojrzałości w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej i  społecznej, wzmacniane i uzupełniane przez działania z zakresu profilaktyki problemów dzieci i młodzieży. 

Niby dwie drobne literówki, ale czynią tę definicję nonsensowną. Ktoś, kto tak ją zapisał w ustawie nie tylko nie rozumiał treści, ale zarazem sprawił, że jest ona od kilku lat bezkrytycznie powtarzana także na oficjalnej stronie resortu (sygnowanej "gov"). 

************* 

To jest oczywiście nieprawda, bo jak ktoś zajrzy do Ustawy Prawo Oświatowe z 2016 r., to przeczyta: 

Art. 1. System oświaty zapewnia w szczególności: 1) realizację prawa każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej do kształcenia się oraz prawa dzieci i młodzieży do wychowania i opieki, odpowiednich do wieku i osiągniętego rozwoju; 2) wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny; 3) wychowanie rozumiane jako wspieranie dziecka w rozwoju ku pełnej dojrzałości w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej i społecznej, wzmacniane i uzupełniane przez działania z zakresu profilaktyki problemów dzieci i młodzieży; (...) 

TYM SAMYM NIE MA ŻADNEGO BŁĘDU

Natomiast tym, co mogło uśpić czujność czytelników, było odwołanie do materiałów z hiperłączem do nich.  

Błąd powtarza się  m.in. w materiałach ministerialnych, a zatem jest już multiplikowany także w dokumentach instytucji oświatowych. 

Ma on miejsce w załączonych na powyższej stronie broszurach "WYCHOWANIE_-_program_wychowawczo-profilaktyczny_szkoły_lub_placówki". 

Bądźmy zatem uważni, krytyczni i sprawdzajmy dane, które już na pierwszy rzut oka powinny wydać się nieprawdopodobnymi. Przecież nie jest możliwe, by urzędnicy MEN/MEiN dopuścili się takiego błędu, a tym bardziej, by w Sejmie nikt jego nie zauważył. 


17 września 2021

Problematyka badawcza młodych pedagogów

 



(fot. z sali obrad XXXIV LSMP w Obrzycku)

Tegoroczne obrady LETNIEJ SZKOŁY przebiegały w formie hybrydowej. Po prawej stronie widać zalogowych uczestników i prowadzących warsztaty. Zobaczmy jednak, jaka dominowała problematyka badawcza: 

mgr Hanna Achremowicz z Uniwersytetu Wrocławskiego - Uczenie się partycypacji publicznej przez młodzież. 

mgr Hanna Arciszewska z  Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży -  Action Research jako strategia promowania tolerancji wśród studentów Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży.

dr Dominik Chojnowski z Uniwersytetu Łódzkiego -  Poszukiwanie alternatywy społeczno-edukacyjnej dla hegemonii neoliberalnego kapitalizmu w dobie globalnej pandemii.

dr Aleksander Cywiński z Uniwersytetu Szczecińskiego - Gasnący płomień nadziei - kryzys klimatyczny i środowiskowy w opiniach uczniów i studentów, którzy kształcą się w Polsce.

mgr Żaneta Garbacik z UAM w Poznaniu - Stres i wypalenie wśród pracowników badawczo-dydaktycznych. Wyzwania procesu badawczego.

dr Anna Irasiak z  Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie - Uniwersytet oczami osób z niepełnosprawnością. Refleksje na temat "uczestnictwa" i "dostępności" z perspektywy wspólnoty akademickiej.

mgr Marlena Kaźmierska - z UAM  w Poznaniu - Studentki z endometriozą jako grupa ze specjalnymi potrzebami - wyzwanie dla współczesnego uniwersytetu.

mgr Weronika Klon  ze Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Elastyczność psychologiczna jako czynnik chroniący w sytuacjach związanych ze stresem w pracy nauczyciela akademickiego.

mgr Karolina Kołodziejczak ze Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie - Kształcenie integracyjne w przestrzeni illusio - propozycja badań pola szkolnego.

dr Adam Konopnicki  z Uniwersytetu Opolskiego - Pytania o fizyczność uniwersytetu.

mgr Maria Krzemińska-Cieśla z Uniwersytetu Szczecińskiego - ,Szkolnictwo wyższe w dobie pandemii".

mgr Iwona Kukowka z UAM w Poznaniu - Orientacje ekologiczne młodzieży wobec wyzwań globalnych zmian społeczno-środowiskowych.

mgr Agnieszka Dominika Laskowska - z Uniwersytetu w Białymstoku- Wartości w wybranych programach wychowania przedszkolnego.

mgr Agnieszka Nymś-Górna z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - Uniwersytecka tożsamość współpracy z podmiotami społeczności lokalnej.

mgr Magdalena Maciejewska z Interdyscyplinarnej Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu - Pytania (nie) bez odpowiedzi – od miejsca nauki w przestrzeni życiowej kobiet do miejsca kobiet w przestrzeni nauki.

dr Karol Motyl z  Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie - Uniwersytet a idea dawstwa szpiku kostnego. Na rozdrożu pomysłu na koncepcję badań.

mgr Nina Myalska z Akademii WSB Dąbrowa Górnicza - Terapeuta pedagogiem, pedagog terapeutą? O tym z jakich narzędzi terapeutycznych warto korzystać w pracy dydaktycznej.

dr Małgorzata Obrycka z Akademii Pomorskiej w Słupsku - Świat więcej niż ludzki. O edukacji akademickiej w perspektywie zagadnień z zakresu humanitaryzmu międzygatunkowego.

dr Justyna Ratkowska-Pasikowska z Uniwersytetu Łódzkiego - Akademickie kształcenie w zakresie metodologii badań naukowych.

dr Zofia Remiszewska z Uniwersytetu Opolskiego - GOTOWOŚĆ MŁODZIEŻY AKADEMICKIEJ DO PODEJMOWANIA ZADAŃ PONADOSOBISTYCH A ŚLAD PAMIĘCI OBRAZU SAMEGO SIEBIE Z DZIECIŃSTWA.

mgr Magdalena Słowik -  z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskirgo w Olsztynie, Wydział Nauk Społecznych - Trudności i zalety e-edukacji w opinii wykładowców i studentów - wyniki badań własnych.

mgr Colette Szczepaniak z Uniwersytetu Szczecińskiego - Autoetnografia jako metoda badań nad kobiecością i macierzyństwem.

Spojrzenie na problemy badawcze młodej generacji pedagogicznej uświadamia nam zakres zmian w prowadzeniu badań, który wyraźnie wkracza w zainteresowania naukowe także przedstawicieli innych dziedzin wiedzy. Widać wyraźne zróżnicowanie zarówno orientacji badawczych, jak i przedmiotu badań. Naukowcy odchodzą od wąsko rozumianych i uprawianych dyscyplin nauk pedagogicznych. To jest bardzo dobry sygnał zmian w polskiej pedagogice.    


16 września 2021

Pedagogika w Uniwersytecie. Konteksty – Koncepcje – Praktyki

 


W Obrzycku spotkali się pedagodzy z całego kraju, by rozmawiać na temat pedagogiki w Uniwersytecie. Zgodnie z ideą Letnich Szkół Młodych Pedagogów przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN: 

Celem Letnich Szkół jest wspieranie i stymulowanie rozwoju naukowego Młodych: pedagożek i pedagogów, w ramach którego tworzone są okazje do uzupełniania i pogłębiania wiedzy, wzbogacania własnego warsztatu badawczego, a także możliwości debiutów naukowych oraz promowania najzdolniejszych. Ważne jest również tworzenie warunków sprzyjających autentycznej integracji środowiska, pracy w dobrej atmosferze i zacieśnianiu więzi międzypokoleniowych. Zajęcia odbywają się w kilku, wypróbowanych już formach, a więc poprzez wykłady, dyskusje panelowe, warsztaty i prezentacje naukowe zaproszonych gości – autorytetów w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych, rozmowy i konsultacje z nimi, problemowe seminaria w małych grupach, wystąpienia i prezentacje dorobku młodej kadry pedagogicznej.

(źródło: Pałac UAM w Obrzycku)

Środowe przedpołudnie stało się okazją do podzielenia się z młodą kadrą przeze mnie i znakomitą specjalistkę w zakresie dydaktyki szkoły wyższej - prof. UJ Annę Sajdak własnymi analizami procesu kształcenia. Ja skoncentrowałem uwagę na edukacji stacjonarnej a p. Profesor mówiła o e-teachingu oraz e-learningu. Organizatorzy SZKOŁY noszącej imię Marii Dudzikowej - kontynuatorki wyjątkowego uniwersytetu typu instant - panie profesor Maria Czerepaniak-Walczak i prof. UZ Ewa Bochno wraz z Gospodarzami tegorocznej, a przecież już XXXIV edycji - naukowcami z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu zadbali o przygotowanie autoedukacyjnego środowiska, w tym miejsc i przestrzeni do spotkań, wykładów, prezentacji, rozmów, konsultacji, debat, prowadzenia sporów oraz zaproponowali pasjonujący program. 

Lejtmotyw tegorocznej SZKOŁY (Pedagogika w Uniwersytecie.  Konteksty – Koncepcje – Praktyki) pozwala wszystkim zainteresowanym inwestowaniem w rozwój doktorantom, asystentom, adiunktom a także doktorom habilitowanym i profesorom na włączenie się do wspólnotowej dyskusji o uniwersyteckiej pedagogice.  Ogromnie żałuję, że nie mogę być tam razem z Uczestnikami i Kadrą, bo jest to niewątpliwie ogromną stratą rozwojową (w końcu uczymy się przez całe życie). 

Nie mogłem zatem wysłuchać wystąpień Młodych, którzy zawsze są w trudniejszej sytuacji od profesorów, gdyż mają na zaprezentowanie własnego zagadnienia zaledwie 10 minut. To bardzo dyscyplinuje, ale też powoduje, że nie mogą odsłonić pełni swoich poznawczych pasji. Dopiero w toku dyskusji, będącej następstwem stawianych im pytań, przybliżają istotę własnych badań na adekwatnym  do procedur etapie ich realizacji. 

W LSMP dzieje się tak dużo, tak dynamicznie, tak elastycznie zarazem, że nie ma czasu na nudę, bezczynność, bezmyślność, gdyż chce się ze sobą rozmawiać nie tylko o pedagogice czy Uniwersytecie. Zapewne jest też czas na kuluary, chociaż i te są zagospodarowane przygotowaniami do podsumowującego Szkołę kabaretu czy namysłem nad napisaniem własnego limeryku. To już jest kilkudziesięcioletnią tradycją, że w piątkowy wieczór prezentowane są najlepsze utwory i z przymrużeniem oka, z ogromnym poczuciem humoru Młodych można pokazać akademicki świat w krzywym zwierciadle. 



(fot. od lewej: A. Cywiński, M. Czerepaniak-Walczak, E. Bochno)

O tym, jak zmienia się "kultura dydaktyczna" LSMP przy KNP PAN świadczy także jej parcjalna amerykanizacji. W zapowiedzi przygotowań do tzw. Giełdy (P)różności , która jest  przeznaczona na dziesięciominutowe wystąpienia Młodych, odnotowano, że część z nich może być ułożona tematycznie, część ze względu na czas wystąpień (np. Kierowniczki mogą uznać, że część zgłoszeń odpowiada bardziej do formuły referatowej, część do formuły flash-talk, a część do panelu dyskusyjnego…). 

Nie należy jednak sądzić, że wypowiedzi będą w języku angielskim, chociaż niektóre prezentacje zawierały treść po angielsku, co mogłoby sygnalizować czekającą SZKOŁĘ w przyszłości konieczność (?) przejścia w komunikacji na ten właśnie język. Skoro bowiem oczekuje się od naukowców umiędzynarodowienia ich dokonań badawczych przez uczestnictwo w zagranicznych kongresach i publikowanie tylko w języku angielskim w wydawnictwach poza granicami naszego kraju, to być może już przyszłoroczna edycja będzie (przynajmniej częściowo) tak sformatowana?   

Jak to dobrze, że chociaż widoczny na powyższej fotografii dr Aleksander Cywiński z Uniwersytetu Szczecińskiego zapytał po wykładzie prof. UJ A. Sajdak, jak przetłumaczyłaby na język polski tytułowe kategorie pojęciowe w jej prezentacji: 


   Ciekawe, kto jest ZA e-learningiem, a kto ZA e-teachingiem   



 

 

15 września 2021

Pedagogika jako "bon mot"

 


(źródło

Nie wiem, czy ktoś już ustalił, ile razy i w jakim kontekście PEDAGOGIKA stała się idealną kategorią we współczesnej nowomowie? Już nawet nie dociekam powodu tego stanu rzeczy. Mam nadzieję, że ktoś podejmie badania naukowe na temat "Pedagogika jako bon mot w dyskursie politycznym".  

Pedagogika jako pseudometafora, jedno z nowych określeń w debatach politycznych, trafiła już do literatury z językoznawstwa. Jej bowiem poświęcił odpowiedni fragment asystent Wisławy Szymborskiej, literaturoznawca, naukowiec i pisarz - prof. UJ Michał Rusinek w napisanej z Katarzyną Kłosińską książce pt. Dobra zmiana. Czyli jak się rządzi światem za pomocą słów.  

   Elity polityczne władzy i opozycji rozbudowują system bon motów, dzięki którym mogą wzajemnie się zwalczać. Nikt nie powie socjologia wstydu czy psychologia hańby, bo jakoś nie chce się wierzyć w to, że lud chwyci przynętę. Mechanizmy kłamstwa stosowanego na użytek władzy czy opozycji w każdym ustroju politycznym odsłania nowomowa, za pomocą której wprowadza się w błąd opinię publiczną, by odwrócić jej uwagę od faktycznych źródeł patologii. Przy tej okazji skierowuje się uwagę na ważność norm moralnych i kryteriów poprawnego myślenia, których samemu się nie przestrzega.

Tak oto pedagogika trafiła na "salony" wielkiej polityki, ale nie jako wiedza naukowa i praktyczna, którą można wykorzystać do naprawy edukacji i tym samym Rzeczpospolitej (bo takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie), ale jako idealna kalka językowa do wmawiania coraz mniej zorientowanemu w polityce społeczeństwu rzekomej obecności pedagogiki jako czyjegoś narzędzia (władzy, opozycji, postawy). 

Być może celem autorów tego zabiegu jest unieważnienie samej pedagogiki, z czym spotkało się pokolenie dorosłych czasów PRL. Na przełomie lat 60. i 70. XX w. pedagogika została usunięta ze szkół wyższych jako dyscyplina naukowa i kierunek kształcenia. Po dziś nie jest obecna w Polskiej Akademii Nauk, bo przecież nie może o jej statusie świadczyć przyzwolenie na działalność komitetu naukowego, który ma zupełnie inne funkcje i zadania niż naukowe instytuty PAN.

Wspomniani powyżej autorzy książki o "dobrej zmianie" w kontekście politycznej manipulacji sytuują pedagogikę, jako PEDAGOGIKĘ WSTYDU. Jest nią (...) określenie nieuzasadnionego przyznawania się przez Polaków do stosowania przemocy wobec innych, co narusza poczucie godności narodowej i osłabia duchową wyższość nad innymi narodami. Mamy tu do czynienia ze zwrotem, który pochodzi ze słownika propagandy, a zatem jest przykładem nowomowy politycznej, charakterystycznym dla każdej formacji sprawującej władzę. 

PiS nie jest tutaj wyjątkiem. W przypadku Zjednoczonej Prawicy pedagogika wstydu ma wzmacniać zakres kontrrewolucji nie tylko społecznej, kulturowej, ale także oświatowej, tak żeby odciąć obecne środowisko edukacyjne od swoich poprzedników, którzy też mieli swoje figury retoryczne zgodne z ideologią partii władzy. 

Używając tej frazesologii (bo tak nazywam to zjawisko) przedstawiciele władzy starają się osobom przeciwstawnym ideologicznie czy światopoglądowo odebrać prawo do własnych poglądów poprzez ich stygmatyzowanie. Nie chodzi tutaj o działania restrykcyjne, które w państwie totalitarnym oczywiście miałyby miejsce, ale o wywołanie uczucia – wstydźcie się wszyscy wy, którzy nie popieracie obecnej władzy i zmian przez nią wprowadzanych. I to jest paradoks. Bo w wyniku takiego zabiegu nowomowy ci, którzy występują de facto przeciwko pedagogice minionej władzy, sami robią dokładnie to samo. 

Natrafiłem na jeszcze inne pedagogiczne bon moty: 

1) Zbigniew Nosowski łączy PEDAGOGIKĘ SUMIENIA z pogromem kieleckim (sic!).  Skoro bowiem - jak twierdzi - Kielce były dla wielu Żydów oczywistym symbolem polskiej nienawiści - to teraz trzeba w ramach zadośćuczynienia upomnieć się o poruszenie ludzkich sumień, a do tego najlepiej nadaje się nie psychologia, psychoterapia, historia polityczna czy nawet politologia, ale właśnie pedagogika. Tymczasem obecnie – dzięki olbrzymiemu kilkunastoletniemu wysiłkowi wykonanemu w tym mieście – Kielce stały się dla tychże Żydów albo ich potomków miejscem przyjaznym, życzliwym, w którym mogą odnaleźć przyjaciół. 

 

2) Filozof kultury i psychoterapeuta Andrzej Leder wprowadził w obieg kolejną manipulację pojęciem pedagogika przypisując je do reform Leszka Balcerowicza. Tak oto mamy "PEDAGOGIKĘ BALCEROWICZOWSKĄ". Gdyby kolejni autorzy chcieli wykorzystać nazwę tej dyscypliny naukowej do innych premierów, wicepremierów, ministrów i ich zastępców, to mielibyśmy pokaźny zbiór nieco różniących się "bon motów".  

Tymczasem możemy przeczytać, że polityka prawicy jest w istocie "pośmiertnym zwycięstwem balcerowiczowskiej pedagogiki lat 90.". O ile jednak dobrze pamiętam, to ten znakomity ekonomista, który przeprowadził nasz kraj z gospodarki centralnie sterowanej do opartej na mechanizmach wolnego rynku, nie powoływał się w swoich publikacjach na pedagogikę. Musiałby bowiem najpierw zaprzeczyć tej, której był wyznawcą w okresie PRL, a wiem, że nie był. 

 3) W pozytywnym znaczeniu ujął metaforycznie pedagogikę minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, uzasadniając konieczność uzupełnienia dotychczasowego kanonu lektur szkolnych, a miał na uwadze pierwsze dwudziestolecie XXI w. Powiedział bowiem w wywiadzie dla jednego z portali: 

(...) żeby nadrobić te dwie dekady straconego czasu, w którym karmieni byliśmy pedagogiką wstydu zamiast dumy, która powinna nas charakteryzować. Jesteśmy narodem, który w największym stopniu sprzeciwiał się totalitaryzmom XX wieku – i temu komunistycznemu i temu nazistowskiemu narodowemu socjalizmowi – obydwa wyrastające z marksizmu. 

Podchwycił to Patryk Obarski wprowadzając do swojego artykułu na temat zmian w kanonie lektur śródtytuł: Pedagogika dumy w nowej liście lektur szkolnych.  

4) Politolog dr hab. Marek Migalski wprowadził do przestrzeni publicznej w dn. 1 sierpnia kategorię PEDAGOGIKI GŁUPOTY I FAŁSZERSTWA. Sądziłem, że napisze o koleżankach i kolegach ze swojego uniwersytetu, którzy przedkładali Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego dyplomy docentów słowackich uzyskane na podstawie obronionych w kraju prac doktorskich. 

On jednak użył pedagogiką nasyconego bon motu do wyrażenia swojego negatywnego stosunku wobec dzisiejszych mitotwórców, którzy (...) zarażają umysły młodych ludzi kłamstwami, niczym nie uzasadnionymi tezami, historyczną głupotą i geopolitycznymi idiotyzmami. 

Wykorzystują PW44 do szerzenia dziecięcej wizji rzeczywistości, w której obryzganie wszystkich wokół własną krwią jest najlepszą metodą politycznej walki o interesy. Dlatego potrzebne jest im kłamstwo o znaczeniu tamtej masakry dla odzyskania przez Polskę niepodległości. W ten sposób formują kolejne pokolenia politycznych analfabetów, którzy za dobrą monetę przyjmą te mity.


Proponuję publicystom i politykom jeszcze takie bon moty, jak: 

pedagogika inwigilacji

pedagogika zdrady 

pedagogika korupcji

pedagogika katastrof  

pedagogika cynizmu 

pedagogika  rozstania

pedagogika zaborcza 

pedagogika respiracyjna 

pedagogika zazdrości

pedagogika powtórzeń 

pedagogika zemsty

pedagogika solidarności

pedagogika rywalizacji

pedagogika upadku

pedagogika rozczarowań 

pedagogika granic 

pedagogika exitu 

pedagogika wyborcza ... itd.itd....