24 lutego 2026

Gościnność późnego wejścia

 


 



 

Wojna w Ukrainie jest dla świata nie tylko testem zdolności logistycznych i politycznych, lecz przede wszystkim próbą dostrzeżenie sensu ludzkiego życia i suwerenności państwa, które w zaufaniu dla prawa międzynarodowego dokonało kilkanaście lat temu redukcji własnych, militarnych zasobów obronnych. 

Po pandemii COVID-19, która obnażyła kruchość systemów, wojna odsłoniła kruchość relacji – pytanie o to, kim jest dla nas Inny w sytuacji granicznej. Polska znalazła się w tej próbie w szczególnym miejscu. Po raz pierwszy od II wojny światowej doświadczyła wielomilionowej fali uchodźców uciekających przed realną, a nie medialnie zapośredniczoną wojną. 

To doświadczenie przyszło nagle, bez przygotowania instytucjonalnego, bez języka procedur, ale z potężnym zapleczem kulturowym i moralnym, streszczanym w porzekadle: Gość w dom, Bóg w dom. Przez pierwsze a długie tygodnie i miesiące 2022 roku pomoc polskich rodzin nie była jeszcze polityką, ale odruchem ludzkich serc, ryzykiem, decyzją podejmowaną w przestrzeni prywatnej, w domach setek tysięcy rodzin.

W tym sensie wydana właśnie na Uniwersytecie Śląskim książka socjologów Rafała Cekiery, Justyny Kijonki i Moniki Żak pt. "Pod jednym dachem. Doświadczenie goszczenia uchodźców z Ukrainy w polskich domach" (Katowice, 2025) dokumentuje moment formacyjny, który w wielu krajach Europy Zachodniej zdążył już przejść w fazę normalizacji i systemowego zarządzania. Autorzy nie opisują systemu pomocy ani skuteczności polityk integracyjnych, asymilacyjnych, intencjonalnie charytatywnych, ale analizują doświadczenie gościnności jako wydarzenie egzystencjalne, które cechowało współdzielenie przestrzeni, zawieszenie rutynowej aktywności, asymetrię relacji, zmęczenie, ambiwalencję, ulgę lub tęsknotę po rozstaniu. 

Dom rodzinny stał się tu laboratorium spotkania, które było nieprzewidywalne, kruche, czasem bolesne, ale głęboko formujące osoby po obu stronach kultur i narodów. To właśnie ta przedinstytucjonalna faza gościnności, która okazała się relacyjną, personalistyczną, pozbawioną „instrukcji obsługi” wydaje się dziś najcenniejszą a zarazem najbardziej zagrożoną w wyniku wewnątrzkrajowych sporów politycznych. 

Zachód zna uchodźstwo inaczej. Doświadczenie wojny na Bałkanach, w Syrii, na Bliskim Wschodzie czy w Afryce sprawiło, że charytatywna a solidarnościowa pomoc została tam w dużej mierze zinstytucjonalizowana, wpisana w programy, regulacje, kontrakty i metody zarządzania ryzykiem. Jest to zrozumiałe i w wielu aspektach konieczne. Jednak wraz z tą racjonalizacją pomoc stopniowo traciła swój wymiar egzystencjalny, stając się elementem politycznej gry o bezpieczeństwo, stabilność i – niekiedy –  o elektorat wrażliwy na cudze cierpienie. 

Polska gościnność A.D. 2022 roku była inna nie dlatego, że była „lepszą”, lecz dlatego, że późną w stosunku do powyższych. Weszła bowiem w doświadczenie uchodźcze nie przez debatę polityczną, lecz przez bezpośrednie spotkanie z wojną i traumą jej ofiar. Pytanie, które dziś powraca z rosnącą siłą, brzmi, czy w procesie nieuniknionej instytucjonalizacji pomocy zdołamy ocalić sens tej pierwotnej gościnności, zanim zostanie ona całkowicie wyziębiona przez administrację i instrumentalizację polityczną.

Niniejsza monografia zwraca uwagę na różnicę między relacją a gościnnością. Dotyka zatem tego fenomenu, który uznajemy za fakt społeczny. Jest on  opisywany w literaturze socjologicznej, uznawany za poznawczo istotny.  Jednak relacja społeczna a gościnność, to są dwa różne statusy poznawcze w wielokulturowych krajach od dziesiątek lat i w krajach jednolitych kulturowo, narodowo.

W anglosaskiej socjologii istnieją analizy relacji społecznych, obcości i integracji, ale kategoria gościnności jako doświadczenia egzystencjalno-kulturowego jest tam marginalna, rozproszona lub zastąpiona podejściem systemowym (zob. Z. Bauman, A. Giddens, P. Sztompka). To, co w książce Cekiery wybrzmiewa jako wydarzenie relacyjne, w teorii anglosaskiej zostało w dużej mierze „odczarowane” i wbudowane w logikę nowoczesnego zarządzania. 

Otrzymujemy rozprawę analizującą zjawisko masowego uchodźstwa, które cechuje się niespodziewaną a nagłością wydarzenia, brakiem wcześniejszej normalizacji doświadczania wielomilionowej migracji wojennej z Ukrainy oraz pierwszeństwem relacji nad procedurami. Nie tylko polskie społeczeństwo weszło w doświadczenie uchodźcze nie poprzez stopniowe uczenie się instytucjonalnych rozwiązań, lecz poprzez bezpośrednie spotkanie z Innym w sytuacji granicznej – często w przestrzeni prywatnej, pozbawionej języka. Z tego też powodu badanie „gościnności późnego wejścia”, „spersonalizowanej integracji” jest wkładem oryginalnych badań naukowych polskich uczonych do dziedziny nauk społecznych na świecie. 

W dominującym nurcie socjologii nowoczesnej relacja jest kategorią formalną lub nieformalną, symetryczną lub asymetryczną, możliwą do utrwalania i modelowania w procesie socjalizacji, inkulturacji. Relacja łączy podmioty, zachodzi w jakimś systemie, środowisku, instytucji i daje się opisać przez role, pozycje, interesy, zaufanie i wymianę. Jest zatem bezpieczna poznawczo, nie wymaga wartościowania, zajęcia wobec niej stanowiska, a przy tym nie warunkuje suwerenności badacza.

Natomiast gościnność nie jest w tym sensie relacją, gdyż jest wydarzeniem. Ona nie jest strukturą, zakłada asymetrię, ryzyko i naruszenie granic ludzkiej i terytorialnej podmiotowości, gdyż dotyczy konkretnej osoby, jej domu, czasu, zmęczenia. Gościnność nie jest neutralna, przez co jest niewygodna dla badacza. 

Anglosaska socjologia społeczeństw otwartych „unika” fenomenu gościnności, gdyż społeczeństwa zachodniej demokracji znacznie wcześniej stały się wielokulturowe, szybciej przeszły od relacji do kontraktu i wcześniej oddzieliły moralność prywatną od sfery publicznej. Dominacja języka liberalnego w tradycji anglosaskiej ujmuje relację jako tożsamą z interakcją jednostek, pomoc z polityką socjalną, polityką publiczną a solidarność z mechanizmem redystrybucji środków pomocowych. Gościnność została zinstytucjonalizowana (hospicja, ośrodki pomocy społecznej, obozy dla uchodźców, akcja "Lekarze bez granic" itp.). 

W miejsce - przyjmijspotkajponieś koszt, pojawiło się - wpłaćwesprzyjzaufaj instytucji. Nie chodzi o to, że fundacje, organizacje charytatywne czy Kościoły czynią coś interesownie, ale że przejmują one ciężar moralny, pozwalając jednostce zachować poczucie dobra bez wejścia w relację, a to jest strukturalną ulgą dla ludzkich sumień.  „Zimna gościnność” , z którą spotykamy się w mediach społecznościowych czy w trakcie akcji charytatywnych jest formą pomocy pozbawioną ryzyka relacyjnego. 

Wystarczy pozytywny lajk, przesłanie dalej błagalnego o pomoc wpisu czy zrealizowanie jej przez transfer środków osobie potrzebującej, której nie widzimy, nie wchodzimy w bezpośredni kontakt z nią. Delegujemy odpowiedzialność za udzielenie komuś pomocy na aplikację, NGO, organizację charytatywną, odsuwając od siebie doświadczanie czyjegoś cierpienia. 

To nie narusza naszej prywatności, nie generuje zmęczenia, ambiwalencji postaw czy konieczności reinterpretacji siebie. Zimna gościnność jest skuteczna systemowo, bezpieczna moralnie, ale nie jest formacyjna, bowiem nie zmienia człowieka, nie zmienia wspólnoty i nie zostawia śladu. Wpis na Fb przykryty jest tysiącami innych. 

Natomiast gościnność jako dar, ryzyko, zawieszenie suwerenności gospodarza jest pojęciem „podejrzanym”, bo wymyka się kalkulacji i kontroli. Dlatego książka polskich socjologów jest tu tak „nieanglosaska”, bowiem autorzy "Pod jednym dachem..." przywracają dom jako kategorię analityczną, traktują relację jako doświadczenie graniczne, nie oddzielają empatii od zmęczenia i nie separują pomocy od doświadczeń biograficznych. Socjologia gościnności jest zakorzeniona kulturowo i egzystencjalnie, przez co jest bliższa antropologii filozoficznej, kulturowej, personalizmowi czy hermeneutyce relacji, niż głównemu nurtowi anglosaskiej teorii społecznej.

Treść tej rozprawy przypomniała mi „wskaźnik humanistyczny” Floriana Znanieckiego, dla którego fakt społeczny nie istnieje „sam w sobie”, lecz zawsze jako taki jest czyjś, przeżywany, interpretowany. Gościnność idealnie wpisuje się w tę logikę. Nie da się jej opisać bez odwołania do sensu nadawanego przez gospodarza i gościa, nie istnieje bez rachunków sumienia i nie daje się „odjąć” od doświadczenia. 

Autorzy tej książki poruszają swoimi badaniami najbardziej delikatny stan tak pojmowanych relacji społecznych między osobami doświadczających na skutek wojny różnych form jej opresji a tymi, które udzielają im schronienia. 

Socjologia gościnności w wydaniu autorów recenzowanej książki rejestruje drżenia sumienia, poczucie wstydu, ulgi po rozstaniu, poczucia naruszenia czyjejś prywatności, zmiany uprzednich funkcji własnego domu, a właśnie to jest istotą gościnności. Dlatego różnica między relacją a gościnnością jest różnicą poznawczą między opisem świata bez ponoszenia kosztów, a jego opisem z ceną egzystencjalną udzielania gościnności.

Dominująca socjologia relacji uczyniła świat społeczny poznawalnym, lecz bezpiecznym. Gościnność – jako wydarzenie egzystencjalne, naruszające granice, wprowadzające asymetrię i ryzyko – wymyka się temu paradygmatowi. Jej marginalizacja nie jest przypadkowa: jest ceną, jaką nauka zapłaciła za neutralność. W epoce delegowanej pomocy i zimnej solidarności pytanie o gościnność staje się pytaniem nie tylko moralnym, lecz epistemologicznym: czy socjologia jest jeszcze zdolna opisywać doświadczenie, które naprawdę coś kosztuje.

Z badań empirycznych Cekiery, Kijonki i Żak można wyczytać bardzo wyraźne punkty zwrotne, w których serdeczna, ciepła gościnność zaczęła przechodzić w „zimną, czego autorzy nie nazywają wprost, ale ich decyzja metodologiczna (oddanie głosu gospodarzom, narracyjna rekonstrukcja doświadczenia) pozwala te progi wydobyć dla interpretacji. Wycofanie się z ciepłej gościnności nie może być odczytywane jako porażka moralna. 

Zdaniem Cekiery przejście ku „zimniejszym” formom pomocy nie jest opisywane jako zdrada wartości, lecz jako reakcja ochronna osób, które wcześniej weszły w relację pełnym kosztem egzystencjalnym. Nie ma tu zatem cynicznej narracji, „zmęczenia altruizmem”, ale z wypowiedzi respondentów wyłania się racjonalizacja doświadczenia, które było zbyt intensywne, by je podtrzymywać bez końca. Można zatem w analizowanych wypowiedziach wyczytać momenty zmian sensu doświadczenia gościnności, progi ryzyka i punkty zwrotne ku zdystansowanej gościnności, by zrozumieć powody, dla których dzielenie się z uchodźczyniami własnym domem i rodziną nie w każdym przypadku mogło być permanentnym stanem,

Pytając o status samego badania nie chodzi o to, jak socjolodzy rozumieli gościnność, lecz o granice ryzyka związane z jej zaistnieniem. Ta sytuacja prawdopodobnie już się nie powtórzy, gdyż społeczeństwa uczą się unikać doświadczeń, które tak wiele kosztują. Następnym razem wcześniej pojawią się procedury, regulaminy, dystans, delegacja odpowiedzialności, toteż tym większa jest wartość poznawcza i moralna tego, co zostało uchwycone „na gorąco”, zanim sens gościnności zdążył w nas ostygnąć.

W tym świetle "Pod jednym dachem" można czytać nie tylko jako monografię socjologiczną, ani też narrację literacką czy sentymentalną, ale jako książkę-pamięć. To jest zapewne także akt symbolicznego uznania wobec tych Polaków, którzy bez nazwisk, bez kontraktów, bez gwarancji postanowili pomóc uchodźczyniom z dziećmi, osobami starszymi, z niepełnosprawnością. Oni nie „udzielali wsparcia”, lecz oddawali kawałek własnego życia - czasu, przestrzeni, ciszy, snu, spokoju, włączyli obcych w relacje rodzinne bez względu na koszty materialne i niematerialne. 

W tej gościnności stawką nie było heroizmu ani moralnej doskonałości, ale ambiwalencja, zmęczenie, u niektórych ulga po rozstaniu, która wywołała z tego powodu poczucie wstydu. Właśnie dlatego to doświadczenie jest tak cenne poznawczo, że nie wszędzie było idealne, ale niewątpliwie było prawdziwe, a przecież takie doświadczenia mają wartość formacyjną dla wspólnoty.

Jeśli książka Cekiery ma stać się w jakiejś mierze darem podziękowania, to nie przez patos ani normatywną ocenę, lecz przez nazwanie sensu tego, co się wydarzyło, zanim zostanie to przykryte narracjami o „kosztach”, „zmęczeniu społecznym” czy „konieczności racjonalizacji”. Nauka w tym ujęciu nie jest ani neutralnym obserwatorem, ani narzędziem polityki. Jest formą pamięci społecznej, która mówi: to się wydarzyło i miało znaczenie. Być może właśnie taką rolę może odegrać ta książka nie tylko w Polsce, alei poza nią, w Czechach, na Słowacji, w innych krajach, w których przyjęto uchodźców wojennych. 

Dziękuję autorom, że dali świadectwo bolesnych wydarzeń wojny w Ukrainie, skoro pomoc w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nie była jeszcze rozwiązaniem systemowym, a gościnność nie została oddzielona od kordialnej pedagogiki (vide - Janusz Korczak, Maria Łopatkowa, Wasylij Suchomliński). Polscy socjolodzy nie napisali tej rozprawy ze względu na ewaluację dyscyplin w szkolnictwie wyższym, ani też po to, by idealizować polską gościnność. Nie pozwolili zniknąć temu fenomenowi z przestrzeni badań społecznych. Nie każda gościnność musi trwać, ale każda zasługuje na to, by zostać zrozumiana i zapamiętana, a to już jest bardzo wiele.



 


(we współpracy z AI. ChatGPT 5.0).

 

23 lutego 2026

Andrzeja Jakuba Sowińskiego poszukiwanie wychowania

 


 

 

Profesor Akademii im. Jakuba Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim Andrzej Jakub Sowiński opublikował dwanaście swoich wykładów z teorii wychowania. Nawiązał tym samym do odległej w czasie tradycji przygotowania studentom autorskiego skryptu z prowadzonego przez akademika przedmiotu. Dzięki temu studiujący na kierunku pedagogika nie muszą już chodzić na wykłady czy prosić prowadzącego o udostępnienie zagadnień do egzaminu, bo mają już gotowy tekst. 

To, czego  w tej książeczce nie ma, to zagadnień do studiowania, literatury poszerzającej czy kontrastującej zawarte  w niej treści, bo takie jest podejście autora do własnych wykładów.  Czy zatem jest to akademicki skrypt? Nie jest to skrypt, gdyż czytelnicy otrzymali wykłady w ich pełnej, zamkniętej formie, a nie streszczenia, które miałyby stanowić syntezę omawianych przez wykładowcę zagadnień. Autor nie unika wielości źródeł wiedzy oraz nie sugeruje studiującym, jaka jest ich waga.

Nie są to wykłady z teorii wychowania rozumianej jako subdyscyplina pedagogiki, gdyż już w tytule książki autor zapowiada, że takiej teorii nie stworzył, skoro poszukuje wychowania w znanych mu zasobach wiedzy. Dlatego jego wykłady mają autorski charakter. Nie ma teorii wychowania, ale jest analiza jego cech czy także dających się uchwycić wskaźników.

Jak stwierdza we wstępie: "Wychowanie stanowi dla człowieka niezastąpioną niczym wartość. Do niego powracamy we wspomnieniach, podejmujemy je w stosunku do własnych dzieci lub uprawiamy profesjonalnie w instytucjach edukacyjnych i kulturalnych. Wychowanie jako osobiście przeżyte doświadczenie staje się immanentną naszą własnością i trwa w nas tak jak nasze myśli, uczucia i czyny" (s.7). 

Książkę A.J. Sowińskiego czytałem przez pryzmat języka, ale nie po to, by „demaskować” autora, lecz zwrócić uwagę czytelników na to, że pedagogika jest także praktyką mówienia o świecie, który jednocześnie współtworzy. Można więc powiedzieć, że tekstem pedagogicznym jest nie tylko ten, który daje gotowe odpowiedzi, ale i ten, który ujawnia reguły własnego mówienia. 

Treść książki nie jest neutralnym rejestrem myśli, idei, ale miejscem, w którym materializują się decyzje poznawcze jej autora, nawet jeśli on nie podejmował ich explicite. Możemy dostrzec, czy A.J. Sowiński rozróżnia opis, interpretację i normę, czy sygnalizuje zmiany merytoryczne w języku, czy ujawnia ograniczenia własnych kategorii, czy jego pewność jest metodologiczna, czy stylistyczna.  Innymi słowy, język zdradza to, czego metodologia nie zawsze ujawnia wprost.

W tym przypadku rozprawa ma konkretnego adresata, jakim są studenci przygotowujący się do pracy w zawodzie pedagoga pozaszkolnego. W decydującym stopniu to, jaka jest struktura i zawartość merytoryczna ksiązki zależy właśnie od adresata, do którego jest skierowana. Odwołanie do odbiorcy może być przez naukowców postrzegane jako usprawiedliwienie dowolności językowej autora, a nie jako spełnienie przez niego kryterium odpowiedzialności metodologicznej, stricte naukowej.

Nie temu służą skrypty czy wykłady monograficzne, a raczej możliwości spotkania się z  pracownikiem naukowym, który chce podzielić się ze studentami własnym podejściem do zagadnień, które wpisują się z pole badań naukowych, ale ich właściwa recepcja wymagałaby odpowiedniego i uprzedniego przygotowania. 

Inaczej będzie pisał o wychowaniu badacz tego fenomenu, a inaczej nauczyciel akademicki piszący rodzaj skryptu. Różnica między nimi nie polega wyłącznie na stopniu uproszczenia wiedzy, ale na zmianie funkcji języka, a wraz z nią typu odpowiedzialności. Ryzyko dotyczy obu typów pedagogów jako nauczycieli akademickich.   

Sowiński nie prowadzi swojej narracji w duchu filozofii analitycznej. Nie docieka istoty wychowania z punktu widzenia nauk humanistycznych czy społecznych, które zobowiązują do określenia definicji badanego czy omawianego fenomenu, żeby wykład stanowił klarowną i zwartą logicznie całość. W tym przypadku tak nie jest. Pedagog założył, że wychowanie, niezależnie od tego, czym jest i jakim jest, wymaga poszukiwania jego sensu przez pryzmat takich jego wymiarów, jak: sensowność, tożsamość, naturalność, intencjonalność, kreatywność, odtwórczość, profesjonalność, prawdziwość, moralność, polskość, efektywność i państwowość. 

Powyższe konteksty nie dotyczą przecież wychowania jako takiego, ale jego zaistnienia w różnych sferach: osobowych relacji, oddziaływań, dziedzin życia indywidualnego, społecznego czy nawet państwowego. Wykładowca nie dąży zatem do uspójnienia wiedzy naukowej na temat wychowania, tylko chce swoich studentów uwrażliwić na jej parcjalne i zróżnicowane objawianie się, zaistnienie jako "(...) cenne, bogate i wielostronne relacje osobotwórcze, które wzbogacają rozwój człowieka w kierunku realizacji najwyższych wartości humanistycznych: prawdy, dobra i piękna. W owych duchowych wymiarach istnienia człowiek lokuje własną tożsamość" (tamże, s. 7-8).  

Nie ma zatem sensu analizowanie i ocenianie tego podejścia do refleksji o wychowaniu, gdyż A. J. Sowiński  odwołuje się do zasobu literatury częściowo pedagogicznej, dość odległej, co nie znaczy, że nieaktualnej, filozoficznej, socjologicznej, teologicznej i psychologicznej, nadając swoim wykładom jednoznacznie eklektyczny charakter.  Zapewne dlatego wykłady nie były recenzowane, bo nie było takiej potrzeby. Refleksyjni studenci mogą znaleźć dla siebie sądy opisowe, wartościujące, sugestie czy opinie wykładowcy, które będą mogli konfrontować z osobistym doświadczeniem, przeżyciami, oczekiwaniami czy nawet obawami.      

Akademicki pedagog stosuje w swojej narracji mieszankę stylów, dziedzin wiedzy, własnych odczuć i poglądów, które sprzyjają rozpoznaniu autorskiej perspektywy poszukiwania wychowania w kontekście bardzo różnych a wzajemnie sprzecznych jego uwarunkowań, obserwacji, rozumienia w odrębnych polach diagnoz, oczywistości, nieporozumień, interpretacji,, przypadkowości, koncepcji, zamierzeń czy możliwych następstw.  

Pokolenie pedagogiki socjalistycznej ucieszy zachowanie ówczesnych źródeł ocenzurowanej przez ówczesną władzę wiedzy, dzięki czemu można będzie rozpoznać, jak bardzo współczesna a nieobecna w tych wykładach pedagogika ogólna odeszła od minionych rozważań, z których można jeszcze wyłuskać ponadczasowe poglądy. Wykłady Sowińskiego nie są podporządkowane logice, metodologicznym kryteriom konstruowania wiedzy, bo nie taka jest ich rola.  Dla niego nie ma znaczenia to, czy o wychowaniu ma stanowić język nauki czy publicystyki, względnie  zobiektywizowany czy potoczny, inter- czy intrasubiektywny.  

Studiujący   nie mają dowiedzieć się, czy istnieje jeszcze jakaś teoria wychowania, a tym bardziej teoria tego pedagoga, tylko mają wraz z propozycją jego narracji poszukiwać wychowania, bo być  może go nie ma (vide - antypedagogika), a jeśli jest, to nie takim, jakim chciałby je widzieć wykładowca (vide - postpedagogika). Ważne, by nie tylko pedagogiczny fenomen nie był dla nich semantyczną fikcją, skoro tak wielu, od tak dawna i w tak odmienny sposób zastanawiało się nad tym, czym i po co w ogóle jest coś takiego, jak wychowanie. 

Kto czytał wcześniejsze monografie tego autora, zorientuje się, że niniejszy zbiór dwunastu wykładów jest częściowo powrotem w formie streszczeń do fragmentów ich analiz, być może także po to,  studiujący nie mieli kłopotu z dostępem do odrębnych studiów. Jak podaje AI: 

"Andrzej Sowiński, znany pedagog i profesor, autorzył kilka książek, które zajmują się różnymi aspektami wychowania i pedagogiki" (cyt. za Google). 

To ciekawe, jak sztuczna inteligencja generuje nowe pojęcia. Nie wiem, czy ono przyjmie się w nauce. Jeśli tak, to stwierdzam, że Andrzej J. Sowiński "wyautorzył" następujące książki: "Ojczyzna w refleksji pedagogicznej" (Kraków, 2021); "Eseje o wychowaniu adekwatnym" (Gorzów Wlkp., 2017);  "Szkice do teorii wychowania kreatywnego" (Kraków, 2013) oraz "Aktywność samowychowawcza studentów" (Szczecin, 1990).  W jego jego dorobku przeważa eseistyka i popularyzacja wiedzy humanistycznej oraz społecznej. 

 

22 lutego 2026

Pedagogika w warunkach wojny: czego nie widzimy z bezpiecznej odległości

 

                                               Motto:

„Wojna Rosji z Ukrainą jest wojną o pryncypia. Wartości nie są negocjowalne.” (Rotfeld, 2022)



Dotarł do mnie najnowszy numer miesięcznika Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy "Oświata i społeczeństwo" (2026 nr 1), w którym informuje się czytelników o funkcjonowaniu uniwersytetów kształcących kadry nauczycielskie w warunkach trwającej wojny.   

    Refleksja nad edukacją w warunkach wojny nie może zaczynać się od pytań organizacyjnych ani nawet psychologicznych. Musi rozpocząć się od rozpoznania natury samego konfliktu. Jak pisał Adam Daniel Rotfeld, wojna prowadzona przez Rosję przeciwko Ukrainie nie jest konfliktem terytorialnym ani sporem o strefy wpływów. Jest wojną o wartości, w której stawką są: suwerenność, godność, tożsamość, prawo do istnienia narodu i państwa (Rotfeld, 2022). 

Z tej perspektywy edukacja — a wraz z nią pedagogika — przestaje być sektorem polityki publicznej. Staje się obszarem oporu cywilizacyjnego, przestrzenią ochrony sensu, pamięci i przyszłości. Ukraińska pedagogika wojenna nie jest więc „pedagogiką w kryzysie”, lecz pedagogiką graniczną: funkcjonującą w sytuacji, w której zagrożone są same podstawy życia społecznego. Dla polskich pedagogów akademickich, którzy funkcjonują w warunkach pokoju, instytucjonalnej stabilności i proceduralnej normalności, niniejsza perspektywa pozostaje często niewidoczna, dlatego podejmuję się próby nazwania tej niewidzialności.

Mapa problemów badawczych ukraińskiej pedagogiki wojennej

Na podstawie analizy najnowszego wydania czasopisma Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy oraz dyskusji toczonych w warunkach wojny można wyróżnić dziesięć kluczowych pól problemowych, które konstytuują dziś ukraińską pedagogikę wojenną.

1. Edukacja jako infrastruktura przetrwania państwa. Badania koncentrują się na roli szkoły i uniwersytetu jako instytucji ciągłości państwowej: podtrzymującej język, narrację historyczną, kulturę prawną i etos obywatelski. Edukacja nie „towarzyszy” państwu, ale je współtworzy w warunkach wojny. Pytania badawcze dotyczą tego: Jak zmienia się definicja misji szkoły w warunkach egzystencjalnego zagrożenia? Jak edukacja uczestniczy w obronie suwerenności symbolicznej?

2. Bezpieczeństwo jako kategoria pedagogiczna. Szkoła w okresie wojny funkcjonuje w warunkach alarmów, ewakuacji, realnego zagrożenia życia. Bezpieczeństwo przestaje być procedurą, gdyż staje się kategorią wychowawczą, wpływającą na relacje, zaufanie i władzę. W tym zakresie uczeni dociekają:  Jak „sekuratyzacja” szkoły wpływa na autonomię ucznia i nauczyciela? Gdzie przebiega granica między ochroną a militaryzacją wychowania?

3. Trauma zbiorowa i długotrwały stres. Ukraińska pedagogika rozwija badania nad odpornością psychiczną, strategiami radzenia sobie oraz granicami adaptacji. Punkt ciężkości przesuwa się z terapii jednostkowej na odporność wspólnotową. Badacze diagnozują zatem: Jakie strategie wsparcia są skuteczne w warunkach chronicznego zagrożenia? Jak nie normalizować traumy w imię „funkcjonowania systemu”?

4. Syndrom burn out u nauczycieli a pedagogika podtrzymywania sensu. Nauczyciel w Ukrainie jest jednocześnie edukatorem, opiekunem emocjonalnym, często wolontariuszem i uczestnikiem mobilizacji społecznej. Badania naukowe dotyczą zatem wypalenia egzystencjalnego, a nie tylko zawodowego.

5. Kultura i sztuka jako narzędzia oporu pedagogicznego. Sztuka, rytuały, poezja, muzyka i wspólne wydarzenia pełnią funkcję regeneracyjną i tożsamościową. Rozwija się zatem pedagogika sensu życia, egzystencjalna, a nie tylko skoncentrowana na wychowaniu estetycznym. Akurat w Ukrainie nauka i sztuka od wieków stanowią silny fundament narodu.  

6. Edukacja tożsamościowa i pamięć wojenna. Szkoła staje się przestrzenią pracy z pamięcią, żałobą i narracją historyczną. Liberalna neutralność aksjologiczna zostaje wzmocniona, a bywa że i zastąpiona wychowaniem w odpowiedzialności społeczno-moralnej.

7. Inkluzja w warunkach skrajnych. Wojna redefiniuje pojęcie „specjalnych potrzeb edukacyjnych”, które obejmuje uchodźców wewnętrznych, dzieci osierocone, osoby po traumach.

8. Wczesna edukacja w cieniu wojny. Szczególne znaczenie zyskują badania nad rozwojem małych dzieci w warunkach alarmów, niepewności i braku stabilnych rytmów życia.

9. Edukacja zawodowa i etos użyteczności. Szkoły zawodowe pełnią funkcję zaplecza społecznego i technicznego. Kształcenie splata się z realnym działaniem na rzecz wspólnoty.

10. Migracja, edukacja transnarodowa i „zwrotny kapitał ludzki”. Pedagogika bada transfer kompetencji, wartości i doświadczeń między Ukrainą a diasporą wojenną.

          Narodowa Akademia Nauk Pedagogicznych Ukrainy skierowała do polskich uczonych potrzebę prowadzenia badań porównawczych, które miałyby obejmować pięć  problemów badawczych: 

1) Pedagogika bezpieczeństwa. Porównanie polskiej „kultury procedur” i ukraińskiej „kultury zagrożenia” w szkołach; 

2) Wypalenie nauczycieli. Zestawienie wypalenia systemowego nauczycieli w Polsce vs wypalenie egzystencjalne nauczycieli w Ukrainie; 

3) Edukacja tożsamościowa. Neutralność vs odpowiedzialność w nauczaniu historii i obywatelskości; 

4) Wczesne dzieciństwo. Rozwój emocjonalny dzieci w warunkach stabilności vs dzieci socjalizowane w warunkach permanentnego stresu;  

5) Migracje edukacyjne. Trajektorie ukraińskich uczniów i nauczycieli w Polsce: adaptacja, powrót, utrata.

Solidarność polskich uczonych z Ukrainą nie ogranicza się do gestów symbolicznych, do wsparcia materialnego, charytatywnego, a tym bardziej do poprzestania na deklaracji politycznych. Prowadzona jest w płaszczyźnie solidarności naukowej, uznania, że wiedza tworzona w warunkach wojny nie jest „lokalna” ani „czasowa”, lecz fundamentalna dla przyszłości także europejskiej pedagogiki. 

Ukraińska pedagogika wojenna nie pyta, jak poprawić system, ale jak ocalić człowieka, wspólnotę i sens edukacji. To jest pytanie, którego — z bezpiecznej odległości — nie wszyscy usłyszą, a pozyskanie odpowiedzi na nie wymaga kontynuacji partnerskiej współpracy.


Слава Героям! Слава Україні!


źródło: A. Rotfeld, Esej oparty na tezach wykładu zamykającego XI edycję Kongresu „Bezpieczeństwo i Solidarność”, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin, 7 października 2022 r.  (we współpracy z AI. ChatGPT 5.0).