(Ilustracja: wygenerowana z pomocą narzędzia AI ChatGPT / DALL·E według koncepcji autora, 31 maja 2026).
Czy w sytuacji politycznej, której nie da się uniknąć w analizie przywołanej przeze mnie wczoraj książki T. Gmerka i R,. Nowakowskiej-Siuty o edukacji w Izraelu, można jeszcze mówić o wychowaniu do pokoju w czasie wojny?
W przypadku Izraela i Palestyny nie można mówić o edukacji w oderwaniu od polityki, bo sama szkoła funkcjonuje w przestrzeni wieloletniego konfliktu: pamięci Zagłady, syjonizmu, Nakby, terroryzmu, okupacji, służby wojskowej, segregacji szkolnej, nierówności między Żydami i Arabami, edukacji religijnej i świeckiej. Autorzy książki pokazują właśnie, że izraelska edukacja jest systemem głęboko zróżnicowanym, a zarazem stale obciążonym pytaniem o wspólnotę obywatelską. W zakończeniu piszą o Izraelu jako kraju „pełnym pokoju jak słowo shalom” i jednocześnie „gniewnym”, wyczekującym zagrożeń, wielokulturowym i monokulturowym zarazem. To bardzo trafna formuła paradoksu: pokój jest obecny w języku, pamięci i aspiracji, ale wojna stale deformuje jego społeczne warunki.
Dlatego wychowanie do pokoju w czasie wojny nie może być naiwnym apelem: „kochajmy się mimo wszystko”. Musi raczej oznaczać wychowanie do przerwania automatyzmu odwetu. To pedagogika, która nie neguje prawa do bezpieczeństwa, ale pyta, czy bezpieczeństwo może być budowane przez trwałe odczłowieczenie drugiej strony. W tym sensie autorzy są bardzo wyraźni: dostrzegają prawo Izraela do istnienia, złożoność jego historii i traumę społeczeństwa izraelskiego, ale zarazem krytycznie oceniają działania rządu Izraela w Gazie jako scenariusz głodu, krwi i eskalacji przemocy, odnotowując także protesty demokratycznej części izraelskiego społeczeństwa.
Można więc powiedzieć, że wychowanie do pokoju w takim kontekście ma trzy poziomy. Pierwszy to poziom minimalny: ochrona życia dzieci, nauczycieli, szkół, szpitali, rodzin. Bez tego każde mówienie o edukacji staje się moralnie puste. Autorzy piszą wprost, że w Gazie edukacja nie jest obecnie najważniejszym elementem życia społecznego, bo najważniejsze jest fizyczne przetrwanie; nawet egzamin Tawjihi staje się tam „testem przetrwania”.
Drugi poziom to poziom pamięci i narracji. Wychowanie do pokoju musi pracować na podręcznikach, języku, symbolach i sposobach opowiadania historii. Jeśli jedna strona widzi tylko „wojnę o niepodległość”, a druga tylko katastrofę wygnania i utraty domu, to szkoła może albo utrwalać konflikt pamięci, albo próbować tworzyć przestrzeń, w której uczniowie rozumieją, że istnieją różne doświadczenia tej samej historii. Książka pokazuje, jak podręczniki hebrajskie i arabskie odmiennie opisują wojnę 1948 roku, uchodźców palestyńskich, masakry i heroizację własnej strony.
Trzeci poziom to poziom instytucjonalnej praktyki spotkania. I tu właśnie pojawia się sens edukacji pokojowej nawet w czasie wojny. Autorzy omawiają szkołę Neve Shalom/Wahat al-Salam oraz szkoły dwujęzyczne jako przykłady instytucji, które nie ograniczają pokoju do deklaracji, lecz organizują codzienne współbycie dzieci żydowskich i arabskich. W ich opisie edukacja bilingwalna promuje tolerancję, zaangażowanie i empatię, a jej celem jest budowanie wzajemnego zaufania oraz nadziei na wspólną przyszłość obu narodów.
W czasie wojny można mówić o wychowaniu do pokoju, ale nie naiwnie. Pokój nie jest wtedy tematem lekcji, lecz kontrfaktyczną praktyką: działaniem podejmowanym wbrew logice wojny, wbrew polityce strachu, wbrew językowi odwetu i wbrew pokusie zbiorowego oskarżenia. Wychowanie do pokoju staje się wtedy nie tyle programem, ile aktem pedagogicznego oporu wobec dehumanizacji.
Nie
wystarczy powiedzieć dzieciom i młodzieży: „szanujcie się wzajemnie”. Trzeba
zapytać: kto cierpi, kto jest niewidzialny, czyj język został usunięty z
podręczników, czyja pamięć została uznana za narodową, a czyja za obcą lub
zagrażającą. Autorzy pokazują przecież, że izraelski system edukacji
odzwierciedla i częściowo wzmacnia podział między narracją żydowską wojny o
niepodległość a palestyńską pamięcią Nakby. W takim kontekście wychowanie do
pokoju zaczyna się nie od harmonii, lecz od uznania niezgodnych pamięci.
Dlatego
w warunkach wojny pedagogika pokoju ma charakter paradoksalny. Jest potrzebna
właśnie wtedy, gdy wydaje się najmniej możliwa. W czasie pokoju bywa programem
obywatelskim, międzykulturowym, dialogicznym. W czasie wojny staje się raczej
pedagogiką graniczną: uczy, że nawet realne doświadczenie zagrożenia nie może
usprawiedliwiać odczłowieczenia całej zbiorowości; że pamięć własnej traumy nie
może zamykać oczu na traumę drugiego; że bezpieczeństwo nie może zostać
przekształcone w absolutną kategorię wychowawczą, wobec której milkną
sprawiedliwość, współczucie i prawo dziecka do życia.
Najuczciwsza formuła brzmiałaby może tak: nie ma wychowania do pokoju bez prawdy o wojnie, ale sama prawda o wojnie nie wystarcza, jeśli nie prowadzi do pytania, jak nie wychowywać kolejnego pokolenia do zemsty.
Ps. Polecam artykuł Marka Rembierza pt. PEDAGOGIKA CZASÓW WOJNY. O PRZEMIANACH POWINNOŚCI PEDAGOGIKI W KONFRONTACJI Z RZECZYWISTOŚCIĄ WOJNY, Ruch Pedagogiczny 2023 nr 1-2.

