(Ilustracja: ChatGPT / DALL·E, OpenAI, opracowanie własne z użyciem AI)
Po
wypowiedzi ministry Barbary Nowackiej na temat rodziców jako zmory szkolnej, pojawiła się w mediach społecznościowych lawina komentarzy. Pod krótkim
tekstem (opracowaniem) Pauliny Ciesielskiej w "Wirtualnej Polsce" znajdziemy prawie 700 wpisów-komentarzy. Postanowiłem dokonać ich analizy, poszukując odpowiedzi na dwa pytania:
1) Jaką
zajmują postawę wobec wypowiedzi ministry edukacji?
2)
Z jakiej pozycji (roli) społecznej formułowana jest w debacie publicznej
opinia czytelników na temat wypowiedzi ministry? Kim są komentujący -
rodzicami, nauczycielami czy obywatelami zaangażowanymi po jednej stronie sporu
politycznego?
POZIOM I ANALIZY — Typologia postaw:
1.
Postawa AKCEPTUJĄCA ("miała rację")
Liczna
grupa komentarzy bezwarunkowo popiera wypowiedź Nowackiej, często odwołując się do własnego
doświadczenia: "pracuję w szkole 25 lat, coś o tym wiem", "jeden
toksyczny rodzic i po temacie". Charakterystyczne jest tu uogólnianie
jednostkowych obserwacji na wszystkich rodziców, co jest symetrycznie
tym samym błędem, który zarzucają ministrze jej krytycy.
2. Postawa odrzucająca (ad personam, ale nie merytoryczna:
Duża
grupa czytelników atakuje osobę Barbary Nowackiej, a nie wyrażony przez nią pogląd. Wypominają jej uzyskanie wykształcenia na uczelni
ojca, niekompetencję, żądają dymisji. To komentarze pozornie merytoryczne,
w istocie będące typową reakcją emocjonalno-polityczną. Argument o
"licencjacie u tatusia" pojawia się wielokrotnie jak mantra.
3.
Postawa symetryzująca
Stosunkowo
dojrzała intelektualnie grupa dostrzega obustronność problemu: "tak jak
toksyczni rodzice, tak i toksyczni nauczyciele", "jedna
toksyczna ministra też potrafi popsuć". To myślenie systemowe, choć
wyrażone publicystycznie.
4.
Postawa konstytucyjno-prawna
Nieliczna,
ale merytorycznie najsilniejsza grupa komentatorów: "szkoła ma być neutralna
światopoglądowo, światopogląd zgodnie z konstytucją przekazują rodzicom",
"to rodzice decydują". Wypowiadający się odwołują się do porządku
prawnego, a nie do emocji.
5.
Postawa ideologiczno-kulturowa
Najliczniejsza
i najbardziej hałaśliwa reprezentacja czytelników — publikuje komentarze, w których spór o wypowiedź B. Nowackiej staje
się pretekstem do rozgrywania konfliktu światopoglądowego: Kościół vs.
laicyzacja, PiS vs. KO, tradycja vs. postęp. Całkowicie znika meritum w ich wypowiedzi.
6.
Postawa ofiary instytucjonalnej
Kilka
komentarzy nauczycielskich wyrażających wyczerpanie i bezsilność: "współczuję
nauczycielom", "za żadne pieniądze nie chciałbym tak
pracować". To głos ludzi dających się usytuować między roszczeniowymi rodzicami a
wymaganiami systemu szkolnego.
7. Postawa per analogiam
Są też nieliczne, ale celne komentarze ironiczne: "pacjenci są zmorą służby zdrowia, bo chorują" . W ten sposób, przez analogię, obnażają logiczny absurd wypowiedzi ministerki.
POZIOM
II analizy — Rozpoznawalne role społeczne
Nauczyciele
— rozpoznawalni są na podstawie dzielenia się konkretnymi doświadczenia z własnej pracy, znajomości realiów szkoły,
zmęczenia i jednoczesnego popierania B. Nowackiej w tej kwestii, nawet przy delikatnej krytyce
jej innych działań. Piszą: "słyszałem to na wywiadówkach", "byłam
wychowawcą 40 lat".
Rodzice
— dwie wyraźne podgrupy:
- rodzice krytyczni wobec innych
rodziców — często sami przyznają, że doświadczyli roszczeniowości innych rodziców,
- rodzice broniący podmiotowości
rodziny — powołują się na prawo,
Konstytucję, pierwszeństwo rodziny przed placówką oświatową.
Obywatele
po stronie władzy (elektorat KO) — popierają B. Nowacką
niezależnie od kwestii merytorycznej. Każdą krytykę traktują jako atak PiS-u lub Kościoła.
Charakterystyczne słownictwo: "ciemnogród", "zacofanie",
"brawo ministra".
Obywatele
w opozycji do władzy (elektorat PiS i prawicy?) — atakują osobę ministry,
powołują się na wartości rodzinne i religijne, żądają dymisji.
Charakterystyczne wypowiedzi: "indoktrynacja", "lewacka
ideologia", "do dymisji".
Komentatorzy bez rozpoznawalnej roli — są najliczniejsi, a reagują impulsywnie, przeskakują między tematami wypowiadając się przy tej okazji na temat emerytur, granicy, Kościoła itp., używają wypowiedzi B. Nowackiej jako pretekstu do rozładowania frustracji niezwiązanej z edukacją.
Najbardziej rozpoznawalne jest w tym dyskursie to, że prawie nikt nie rozmawia o dziecku. W sporze o to,
czy rodzice są "zmorą szkoły", dziecko jako podmiot procesu
wychowania i kształcenia praktycznie nie istnieje w tych komentarzach. To
samo w sobie jest diagnostyczne, bowiem potwierdza moją tezę, że zarówno w debacie politycznej jak i publicznej dziecko pozostaje obiektem
sporu dorosłych, nie podmiotem, o którego dobro realnie chodzi.
Znikające w sporze dziecko
odzwierciedla paradoks systemu oświatowego, który ma mu służyć a nie zawłaszczać.
To
jest sedno problemu. I jest ono głęboko tragiczne — system edukacji, który formalnie
istnieje dla dziecka, w praktyce staje się areną, na której dorośli
rozgrywają własne konflikty, potrzeby i lęki, a dziecko-uczeń-nastolatek staje
się nieobecnym pretekstem.
Komentarze
są więc lustrem nie tyle sporu o edukację, co niedojrzałości debaty
publicznej, i to tej samej niedojrzałości, którą dostrzeżemy w wypowiedziach rodziców,
nauczycieli i polityków.


