W świecie społecznym można podrobić niemal wszystko: dyplom, dorobek, autorytet, instytucjonalną rangę, prestiżową afiliację, a nawet pozory uczoności. Nie można jednak podrobić prawdy. Prawda podrobiona przestaje być prawdą (M. Buber). Dlatego upowszechnianie nieprawdy przez tych, którym recenzenci wykazali niekompetencję naukową, skłania niektórych do zakrywania pseudonaukowego oblicza oszczerstwami kierowanymi pod adresem rzetelnych recenzentów i krytyków.
Ta
elementarna wiedza na ten temat, którą dzielę się od lat z środowiskiem akademickim, stanowiła punkt wyjścia do namysłu nad erozją postaw wobec
nauki. Ta bowiem nie polega wyłącznie na podważaniu bądź utracie społecznego zaufania do uczonych,
lecz na rozchwianiu samych warunków możliwości poznania naukowego i weryfikowania upowszechnianego kłamstwa przez niekompetentnych posiadaczy dyplomów naukowych.
Problemy
etyczne w nauce dotyczą bowiem podstawowych wyznaczników jakości życia
akademickiego: godności jego uczestników, odpowiedzialności za słowo,
rzetelności metodologicznej, przejrzystości procedur, bezinteresownego dążenia
do prawdy oraz ochrony wolności badań. Nauka nie jest tylko systemem produkcji
publikacji, grantów, punktów, stopni i tytułów. Jest szczególną formą kultury,
w której zobowiązania poznawcze, normy moralne i praktyki instytucjonalne muszą
wzajemnie się podtrzymywać.
Erozja
postaw wobec nauki zaczyna się tam, gdzie odstępstwa od norm przestają być
rozpoznawane jako naruszenia, a stają się częścią codziennego funkcjonowania
środowiska akademickiego. Nie chodzi więc jedynie o pojedyncze przypadki
nierzetelności, plagiatu, konfliktu interesów czy arbitralnych recenzji. Chodzi
o proces znacznie głębszy: o przesuwanie granic tego, co uznaje się za
dopuszczalne, normalne, akceptowalne lub „proceduralnie poprawne”.
Naukę
należy rozumieć nie tylko jako system instytucji, lecz także jako kulturę
praktyk. Uniwersytet zachowuje swój sens wtedy, gdy istnieją w nim seminarium,
recenzja, spór, wolność badań, relacja mistrz–uczeń, kolegialność,
odpowiedzialność za słowo, cierpliwość poznawcza, ochrona badań podstawowych i
czas na myślenie. Bez tych praktyk uniwersytet może nadal funkcjonować jako
organizacja, lecz traci swój kulturowy i humanistyczny rdzeń.
Uczonego
powinna cechować intelektualna pokora, szacunek dla uczciwości, gotowość do
współpracy, respekt dla myślenia krytycznego, a także odwaga bycia nielubianym
wtedy, gdy nie chce się spełniać oczekiwań środowiskowych, politycznych,
administracyjnych czy towarzyskich. Nauka wymaga bowiem nie tylko kompetencji,
lecz także charakteru. Nie każdy, kto posiada formalny stopień lub tytuł, staje
się przez to uczestnikiem kultury naukowej w sensie etycznym i epistemicznym, nawet jak kieruje jakąś instytucją czy organizacją.
Kultura
uniwersytecka nie jest akademickim dekorum. Jest normatywno-instytucjonalnym
sposobem istnienia uniwersytetu: zespołem wartości, reguł komunikacji,
rytuałów, sposobów uprawiania wiedzy i relacji między autonomią a
odpowiedzialnością publiczną. Uniwersytet jako kultura ma chronić wolność myślenia,
odpowiedzialność za prawdę, kolegialność, dbać o naukowy spór i publiczny sens wiedzy.
Pytanie
zasadnicze brzmi zatem: czy w warunkach menedżeryzmu, audytu, rankingów,
komercjalizacji wyników badań i politycznej presji uniwersytet jest jeszcze w
stanie być kulturą, a nie jedynie organizacją produkującą mierzalne rezultaty?
Audyt
wytwarza własną kulturę: kulturę dokumentowania, raportowania, śledzenia,
dowodzenia zgodności i produkowania śladów, które można skontrolować. Ranking z
kolei nie tylko porównuje uniwersytety, lecz także uczy je, czym mają być.
Jeżeli najważniejsze stają się publikacje w określonych bazach, cytowania,
granty, umiędzynarodowienie mierzone liczbowo, pozycja w tabelach, widzialność
i reputacja, to kultura akademicka zostaje przekształcona w kulturę konkurencji
pozycyjnej. Uczony nie jest już przede wszystkim uczestnikiem wspólnoty
poznania, lecz producentem jednostek widzialności.
Erozja
norm naukowych polega na rozchwianiu standardów poznania: czym jest wiedza, jak
ją mierzymy, co i komu wolno twierdzić, jak wolno uzasadniać oraz kiedy należy wątpić.
Jest to proces szczególnie groźny, ponieważ nie prowadzi bezpośrednio do jawnej
niewiedzy. Prowadzi raczej do produkcji przekonań, które wyglądają jak wiedza.
Kryzys
epistemiczny zaczyna się nie tam, gdzie pojawia się błąd, ale także w sytuacji upowszechniania nieprawdziwych czy zmanipulowanych informacji. Nauka zawsze
rozwijała się poprzez ujawniane przez rzetelnych recenzentów błędy, dzięki wprowadzanym korektom, falsyfikacji wyników badań i spory naukowe. Kryzys zaczyna się
tam, gdzie zanika mechanizm ujawniania błędu, przypisywania odpowiedzialności i
korygowania fałszywych twierdzeń. Nie ma nauki bez błędów, ale nie ma też nauki
bez odpowiedzialności za ich popełnianie.
Erozja
postaw wobec nauki nie polega zatem na zwykłym „braku wiedzy”. Jest rozpadem
zobowiązań poznawczych, które regulują, jak wolno twierdzić, uzasadniać i
wątpić. Gdy zobowiązania te słabną, badacz może nadal produkować teksty,
raporty, ekspertyzy i publikacje, ale jego stosunek do prawdy, dowodu i
odpowiedzialności zostaje głęboko przekształcony.

