Jestem pełen podziwu dla dzieła pani profesor Janiny Kamińskiej, które przygotowała i wydała w ramach Programu "Nauka nauka II" - a jest nim album naukowy pt. "Komisja Edukacji Narodowej (1773-1794) w 250. rocznicę powołania" (Warszawa, 2025). Prace na rzecz jego powstania zainicjowały panie profesor z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego - Kalina Bartnicka i Irena Szybiak.
Chyba tylko Bogdan Suchodolski wydawał tak pięknie własne rozprawy z dziejów polskiej kultury. Jednak rozprawą o KEN dokonano rzeczy niezwykłej w wymiarze merytorycznym: historyczno-oświatowym i kulturowym. Zadbano bowiem o piękną edycję, bez której mądre a potrzebne w dzisiejszych czasach przesłanie pedagogiczne, mogłoby umknąć uwadze środowiska nauczycielskiego, akademickiego i polityków oświatowych.
Wiele
było rozpraw historyków myśli pedagogicznej na temat Komisji Edukacji Narodowej, toteż
wydawałoby się, że nie ma już potrzeby objęcia jej działalności kolejnym
wydawnictwami naukowym. Trwająca jednak - w częściowo patologicznym zakresie - deformacja ustroju oświaty i nauki w III Rzeczpospolitej upomina się o
transmisję do elit odpowiedzialnych za rozwój pedagogiki jako także nauki stosowanej uwzględnienie dziedzictwa wartości poznawczych, duchowych i obywatelskich KEN przez kolejne pokolenia.
Idee i dokonania KEN sinusoidalnie odzyskują swoją obecność, by po jakimś czasie ją częściowo zatracić, mimo iż stanowią zobowiązanie dla narodu, który w podobnym rytmie przemian doświadcza wolności i zniewolenia, prawa do prawdy, dobra i piękna. Powinniśmy mieć dość ograniczeń w postaci (auto-)cenzury, postprawdy, kiczu i demoralizacji.
Dziękuję prof. J. Kamińskiej za dzieło, które jest nośnikiem historycznej
prawdy, także o minionych a wciąż obecnych w naszym życiu dokonań uczonych, mistrzów, przewodników po świecie nauki, kultury, sztuki, polityki i
oświaty.
Historia KEN jest potrzebna nie po to, by przypominać światu, polskiemu społeczeństwu, w tym władzom państwowym, jak trudno jest pogodzić się politykom z wyzwaniem, o którym Emanuel Rostworowski pisał, zanim doszło do powstania pierwszej w Europie tego rodzaju komisji oświecenia publicznego.
"Wychowanie oraz kształcenie dzieci i młodzieży to newralgiczny punkt zetknięcia się koncepcji światopoglądowych z praktyką społeczną. (...) Utylitarny cel edukacji dobitnie wyraziła polska Komisja Edukacji Narodowej: "Ucznia sposobnym ze wszech miar uczynić do tego, żeby i jemu było dobrze, i z nim było dobrze" (za: Kamińska, 2025, s. 9).
Po to sejm powołał w 1773 roku KEN jako instytucję państwową, by zapewnić młodym pokoleniom jak najlepszą edukację niezależnie od istniejących w Rzeczypospolitej podziałów klasowych, ideologicznych, religijnych. Powstanie tego organu władzy oświatowej już wówczas, w rok po pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej, ujawniło, że w ciągu trzech lat rozpoczętych prac nad reformą szkolną rozporządza majątkiem pojezuickim Komisja Rozdawnicza dokonała - mówiąc językiem współczesnym - "skoku na kasę". Jak widać tradycja pazernych "rozdrapywaczy" majątku państwowego ma się po dzień dzisiejszy całkiem dobrze.
Dzięki KEN powstało w 1783 roku pierwsze tego rodzaju prawo szkolne ("Ustawy Komisji Edukacji Narodowej dla stanu akademickiego i na szkoły w krajach Rzeczypospolitej przepisane"), które rozdzielało szkolnictwo od władz Kościoła, traktując reformę oświatową jako pierwszoplanowe zadanie polityczne. Konieczne były nowe regulacje nie tylko dotyczące odpowiedzialności państwa za kształcenie dzieci i młodzieży, ale też określenie i stworzenie warunków do przygotowania kadr nauczycielskich i administracyjnych dla samorządnego ustroju szkolnego. Nie były to czasy sprzyjające rozdzieleniu "(...) sfery spraw życia osobistego od zawodowego, publicznego" (s.14), toteż wzbudzały silny opór także wśród różnych stanów elit.
Nie każdemu obywatelowi RP odpowiadało odrodzenie narodu przez edukację, a więc prawdę i pracę u podstaw. Wprawdzie dzieje oświaty publicznej nie zaczęły się w XVIII wieku, ale to, co zapoczątkowała KEN nadal jest niespełnionym zobowiązaniem, o czym świadczy zredukowanie jej ponadczasowego dziedzictwa do form symbolicznych, jak Dzień Edukacji Narodowej, Medal Komisji Edukacji Narodowej, czy sprofanowanie jej do patronatu pseudoeksperckiego zespołu przy Instytucie Badań Edukacyjnych - PIB w Warszawie. Ani ten zespół, ani tym bardziej rządząca w resorcie edukacji władza nie są w stanie w partiokratycznej i biznesowej formule przywoływać chociażby symbolikę KEN.
Rządzący nie są w stanie dostrzec wielkości dziedzictwa duchowego KEN spychając je współcześnie już tylko do symboliki, bo już niewiele łączy ze sobą typy szkół powszechnych i zawodowych, akademickich i podyplomowych, cywilnych i wojskowych, świeckich i wyznaniowych. W XVIII wieku zdawano sobie sprawę z tego, o czym mówił w sejmie po kasacie jezuitów poseł piński Ignacy Korzeniecki:
"
Zastanowić by się jeszcze potrzeba i nad tą okolicznością, aby rząd edukacji
nie był oddzielony od świeckich osób; jest to materyja tak interesująca publicum, jak
to jest z nieodbitej pewności wzięto, iż sprężyna rządów krajowych w ręku
świeckich osób być powinna. (...) nie naśladujmy obcych praktyk; są to rodacy,
ziomkowie, obywatele, krewni nasi; trzeba obmyślić pensyją dla każdego z nich
przyzwoitą; nie moje to są słowa, ale samej sprawiedliwości" (s.
55-56).
Powołaną do życia 14 października 1773 roku Komisją Edukacji Narodowej kierowały osoby świeckie i duchowne o najwyższym zaufaniu społecznym, które opowiadały się za potrzebą ustanowienia priorytetów w zakresie reform szkolnych w Rzeczypospolitej Korony Polskiej i Wielkim Księstwie Litewskim. Współczesne emancypantki powinny docenić troskę KEN o edukację dziewcząt, by były w przyszłości dobrymi żonami, matkami, gospodyniami.
Kształcić je miały dobre nauczycielki, określane mianem mistrzyń "(...) żeby Uczenniczka ją kochała, bo jak tylko dziecię nie lubić będzie Nauczycielki, jak tylko wzgardzi nią i nienawiść ku niej zaweźmie, upewniam - jak pisał Antoni Maksymilian Prokopowicz - że wychowywanie, które od niej brać będzie, nie może być bez błędu, bo chociażby Nauczycielka jak najlepsze dawała nauki nigdy z nich należytego nie odniesie Uczenniczka pożytku"(s.248).
Jeśli
ktoś poszukuje źródeł pedagogiki serca, to powinien zacząć od prac Grzegorza
Piramowicza, który w rozprawie "Powinności nauczyciela" (1787)
pisał m.in. "Jeżeli nauczyciel powinien mieć serce i postępowanie łagodne,
jeszcze bardziej mistrzyni. Płci tej najwięcej przystoi skromność, litość
i łagodność. Wziąć powinna serce macierzyńskie ku dzieweczkom staraniu swemu
powierzonym, obchodzić się z nimi jak z najukochańszymi córkami. Złość,
gniewliwość, zrzędza uczyniłyby ją nieznośną , nic by dobrego w uczennicach
swoich nie sprawiła, jeszcze by one nabyły tych obrzydliwych
przywar" (s.257-258).
Reforma oświatowa skutkowała centralizacją władzy oświatowej, ale zarazem poddała ją zasadzie kolegialności, która miała bronić społeczeństwo przed wynaturzeniem się tej władzy. Istotne bowiem było uniezależnienie polityki oświatowej od zmiennych układów zwalczających się sił politycznych w kraju.
Dzięki temu o kierunku reform, ich kontynuacji i jakości w edukacji decydowały wykształcone elity, wybitni uczeni, eksperci, dostojnicy kościelni i państwowi, których łączył patriotyzm i traktowanie kształcenia młodych pokoleń jako dobra wspólnego, ponad wszelkimi podziałami w kraju i społeczeństwie.
Zdaniem B. Suchodolskiego "(...) jest rzeczą zastanawiającą, iż to liczne grono potrafiło współpracować, chociaż nie należało wcale do tego samego obozu politycznego, a różnorodne animozje osobiste były również dość silne. Członkowie Komisji zdawali sobie sprawę z tych różnic, toteż na pierwszym swym posiedzeniu w dniu 17 października 1773 "przyrzekli sobie przyjaźń, jednomyślność, sekret". I - co jest właśnie zadziwiające - przyrzeczenia tego dochowali (B. Suchodolski, Komisja Edukacji Narodowej, Warszawa, 1973, s.13).
Całkiem prawdopodobne jest, że tak wyjątkowa w naszych dziejach głęboka reforma ustrojowa, programowa, dydaktyczna i kadrowa szkolnictwa stawała się w kolejnych stuleciach zobowiązaniem, by kolejne rządy podejmując decyzje dotyczące edukacji, pamiętały o jej szczególnej roli. Największą zasługą KEN "(...) było stworzenie takiego systemu edukacji, w której wykształcenie umysłu i serca miało służyć rozwojowi człowieka i obywatela" (Suchodolski, 1973, s. 138).





