Niekompetentni publicyści oświatowi na usługach określonej frakcji politycznej chętnie operują narracją typową dla czasów stalinizmu w Polsce. Stylistyka antagonizowania pedagogów, socjologów i politologów oświatowych ma na celu wykreowanie nieprawdziwego świata myśli, idei, byle tylko nie sprzyjał on jakimkolwiek powrotom, odnowie, a tym bardziej praktykom edukacyjnym. Tak stało się m. in. z pedagogiką Marii Montessori po 1989 roku.
Publicyście, który postanowił przeciwstawić się rzekomym eksponentom pogańskich ośrodków,
wystarczyły ślady, które wskazywałyby na
jakieś związki tej pedagog ze środowiskami teozoficznymi, feministycznymi czy
antyklerykalnymi. Wykorzystał zdarzenia z życia nie tyle i nie tylko samej
Montessori co osób, z którymi być może nawet nie miała kontaktu, ale nie można
po kilkudziesięciu latach ich w żaden sposób zdementować.
Insynuacje,
pomówienia, demagogiczne asocjacje wykorzystuje się jako właściwe narzędzie
walki z czymś, co wydawałoby się, że stanowi już kanon współczesnej pedagogiki
reform. Komu się będzie chciało dementować, wyjaśniać lub tłumaczyć artefakty,
kalumnie czy typowe dla ideologicznej propagandy „zarzuty”?
A jednak, nie można poprzestawać na
konstatacji, że przecież wszyscy wiedzą, iż oponent kłamie, wprowadza celowo w
błąd opinię publiczną, by chociaż na krótki okres czasu powstrzymać
zainteresowanie czy rozwój „wrogiego” nurtu, teorii czy praktyki edukacyjnej.
Warto wydobywać na jaw te pseudoargumenty, by ukazać środki, jakimi usiłuje się
zaprzeczyć niepowtarzalnym wartościom i dokonaniom wybitnych pedagogów reform.
Marii Montessori demagogicznie przypisano największe zło, które wyraża się
m.in. w:
1) powstaniu ruchu feministycznego na świecie (była pierwszą kobietą,
która ukończyła studia medyczne),
2) prowadzeniu działań antyklerykalnych,
antyewangelicznych, sprzecznych z katolicką nauką i polityką społeczną,
3)
stosowaniu tresury wobec dzieci pod pozorem uwolnienia wychowania od kar,
4)
utrzymywaniu kontaktów z teozofami, a więc na pewno z sektą spirytystów,
których celem jest zniszczenie zachodniej, chrześcijańskiej cywilizacji,
5)
instrumentalnym wykorzystaniu młodego pokolenia do eksperymentowania na nim na skalę marzeń
nazistów, komunistów czy ezoteryków,
6) stworzeniu podstaw naukowych dla współczesnej eugeniki wobec ludzi „niepełnosprawnych”,
7) skrajnie
indywidualistycznym wychowaniu dzieci.
Prawdą są cytowane
poniżej za antagonistą tej pedagogii informacje, których nie był w stanie tolerować ów hejter, że Maria Montessori po obronie pracy doktorskiej z medycyny działała w
ruchu feministycznym, a co gorsza - zajmowała się dziećmi upośledzonymi
przy poparciu ówczesnego ministra oświecenia publicznego Guido Baccelli. Ten
zaś był członkiem rządu, który prowadził hałaśliwą,
ale systematyczną walkę z katolicyzmem i obnosił się ze swoją wolnomularską
przynależnością.
Wprawdzie Montessori założyła w 1907 r. pierwsze
przedszkola („domy dziecięce”), to jednak miały
one służyć planowemu wychowaniu dzieci bez ingerencji ze strony rodziców i
zakonów katolickich, powszechnie wówczas zajmujących się edukacją. Nie jest prawdą, jakoby ten rodzaj pedagogicznego
podejścia do dziecka z założenia miał pozwalać jemu na samodzielny rozwój.
W rzeczywistości jednak – jak zauważyła w
1931 roku polska pedagog (skądinąd wielbicielka Marii Montessori) dr Felicja
Pinesowa – jest to tylko „umiejętna tresura”. Rzekomo rozwijające, specjalne
zabawki są zabierane dziecku, jeśli korzysta z nich w sposób nie przewidziany
programem, np. układa domki z tabliczek do nauki kolorów. Zasadą pedagogiki
Marii Montessori jest rezygnacja z nagród i kar. Ponadto – podobnie jak twórca
sekty „antropozofii” Rudolf Steiner – uważała, że „dziecko kroczy po drodze
naturalnej ludzkości” i powinno uczyć się kolejno zajęć, które wyznaczały
rozwój techniczny rodzaju ludzkiego.
W 1908 roku
teozofowie powołali w Paryżu Ligę Wychowania Moralnego Młodzieży. Jej program
pokrywał się z programem Marii Montessori, która zresztą utrzymywała z Ligą
ścisłe kontakty. W latach 30-ych i po II Wojnie Światowej Montessori przebywała
długo w Adyarze pod Madrasem, w siedzibie Towarzystwa Teozoficznego i tam
publikowała swoje książki. Niektóre pozycje ukazywały się w wydawnictwie
Theosophical Press w Wheaton (USA). Wtedy to współtworzyła ruch „potencjału ludzkiego”, stanowiący
obecnie ważny nurt New Age.
Ukierunkowanie wychowania dziecka na jego rozwój
wewnętrzny jest instrumentalnym wykorzystaniem młodego pokolenia dla stworzenia
„nowej ludzkości”. Było to zawsze
marzenie nazistów, komunistów, ezoteryków spod znaku New Age, wolnomularzy i
innych rewolucjonistów. Montessori lubiła odwoływać się do Nietzschego i jego apelu o świadome ulepszanie rodzaju
ludzkiego. Wychowane przez Marię Montessori „nowe dzieci” – jak pisała – mają
być „nowym rodzajem ludzkości, wyłonieniem lepszej jakości istoty ludzkiej”. Z
tej idei – jak wiemy – narodziła się eugenika, nauka o eliminacji ludzi
niesprawnych, „gorszych”, propagowana w latach 30-tych przez hitlerowców i przez
niektóre wielkie ośrodki kapitałowe (np. Fundację Rockefellera).
Spadkobiercy
Marii Montessori nie głoszą staroświeckiej eugeniki. Obecnie prorocy „nowej
ery” starają się o eliminację ludzi ubogich i stąd biorą się koncepcje
przymusowej sterylizacji i aborcji w Indiach czy na Filipinach. Głoszenie przez Montessori poglądu, że dziecko jest
istotą z natury dobrą jest właściwe tradycji
idealistycznej, gnostyckiej, teozoficznej i wolnomularskiej. [...] Należy
podkreślić, że wszystkie te systemy są z gruntu antychrześcijańskie, ponieważ
nie uznają potrzeby formowania młodego człowieka ku dobru przez wychowawcę.(1)
Tak typowej dla czasów głębokiego
stalinizmu pseudokrytyki nie wytrzymali naukowcy z UŁ, przesyłając do redakcji miesięcznika replikę, ale – niestety, ich głos polemiczny i wyjaśniający
powyższe zarzuty nie został nigdy opublikowany na jego łamach. Zapewne wydawcy
i M. Masnemu chodziło właśnie o to, by wstrząsnąć opinią publiczną,
przestraszyć zdezorientowanych rodziców, którzy byliby zainteresowani
ewentualnym posłaniem swoich dzieci do przedszkoli czy szkół montessoriańskich.
Pamiętam jedną z pierwszych Pielgrzymek Nauczycieli na Jasna Górę w sierpniu 1995 roku, której organizatorzy w ostatniej chwili wycofali zaproszenie dla
dr Ewy Łatacz z mojej Katedry. Miała podzielić się z pielgrzymującymi nauczycielami swoimi
doświadczeniami w zakresie tworzenia przedszkola i szkoły montessoriańskiej w
Łodzi we współpracy z siostrami Bernardynkami. Ktoś ostrzegł, że nie należy promować
pedagogiki alternatywnej, która ponoć "szkodzi polskiemu katolicyzmowi".
Od znacznie poważniejszych następstw tak
dla sióstr zakonnych, jak i inicjatorów innych placówek montessoriańskich w
Polsce, uchroniła wypowiedź Jana Pawła II przed odmówieniem modlitwy „Anioł
Pański”, którą Ojciec Święty podzielił się przed zbliżającą się w Pekinie
światową konferencją nt. roli kobiet. Opublikowany w prasie katolickiej fragment
papieskiej wypowiedzi i komentarz stały się wręcz zbawienne. Dzięki temu dzieła tak wybitnej postaci w dziejach reform pedagogicznych
na świecie, powstrzymano atak na jej myśl pedagogiczną także w polskich
placówkach oświatowych.

Ojciec Święty nawiązał do myśli
zmarłego dokładnie 17 lat temu Papieża Pawła VI, który w 1970 r. mówiąc o Marii
Montessori z okazji 100 rocznicy jej urodzin zauważył, że sekretu jej sukcesów,
a w pewnym sensie źródła jej osiągnięć naukowych, trzeba doszukiwać się w jej
duchu, tzn. w tej szczególnej wrażliwości duchowej i kobiecej zarazem, która
doprowadziła ją do życiowego odkrycia – kim jest dziecko. A to doprowadziło do
skonstruowania na tej bazie wrażliwości specyficznego, oryginalnego modelu
wychowawczego.
Nazwisko
Montessori dobrze symbolizuje tak wiele kobiet, które wniosły znaczący wkład w
rozwój kultury. Niestety, patrząc obiektywnie na rzeczywistość historyczną, z
goryczą trzeba stwierdzić, że także w tym zakresie kobiety odczuwały boleśnie
systematyczne spychanie na margines. Bardzo długo odmawiano im albo redukowano
wszelkie zaangażowanie, które wykraczało poza rodzinę. I potrzeba było
nadzwyczajnej energii u tych kobiet, które mimo trudności zdołały osiągnąć swój
cel.
Oto
jak zróżnicowanie uwarunkowań kulturowych sytuacji życia mężczyzny i kobiety
jest stopniowo uładzane. Z całego serca życzę, by nadchodząca konferencja w
Pekinie dała istotny impuls w tę stronę. Z tego odniosą korzyść nie tylko
kobiety, ale także sama kultura, bowiem szerokie pole świata myśli i sztuki
bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje ich kobiecego geniuszu (2).
Mimo to radni miasta Łodzi z komisji ds.
nazewnictwa ulic sprzeciwili się w 1998 r. wnioskowi ówczesnej dyrektorki Przedszkola
Samorządowego nr 220, którego nauczyciele od początku lat 90. XX wieku pracowali z dziećmi według
pedagogiki Marii Montessori, nadania placówce jej imienia. W uzasadnieniu stwierdzono
m.in.:
Nie należy wszczynać procesu
nadawania imion przedszkolom, kiedy wszystkie przedszkola obchodzą się z
powodzeniem bez imienia. Nie jesteśmy przekonani, że takie imiona, a nie np.
Muchomorek czy Czerwony Kapturek, należy nadawać przedszkolom. [...]
Niezależnie od uznania, jakim cieszy się M. Montessori u niektórych pedagogów,
komisja nie znajduje powodów, by czcić ją w tak szczególny sposób w Łodzi.
Zdaniem członków tej komisji Montessori nie jest najwłaściwszym patronem dla
placówki opiekuńczo-wychowawczej, gdyż ma niewłaściwy życiorys. Radni sprawdzili w życiorysie Montessori, że
urodziła dziecko, którego później nie wychowywała. – Zainteresowała się nim
dopiero jak było dorosłe (3).
Na szczęście dla nauczycieli tego przedszkola nie przeszkadzał ów fakt biograficzny w
tym, by w powyższym przedszkolu i w oddziałach szkolnych dzieci wychowywane były i kształcone metodą włoskiej pedagog nowego wychowania.
Twórczość i działalność pedagogiczną Marii Montessori popierali i błogosławili przed Papieżem z Polski: Pius X, Benedykt XV, Pius XII, Paweł VI. W 1906 r. Montessori przeżyła pod wpływem trudnych
sytuacji życiowych głębokie nawrócenie religijne w wierze katolickiej, zaś w
dn.10.11.1910 r. złożyła wraz z trzema przyjaciółkami prywatne śluby zakonne
następującej treści: W obecności Bożego
Majestatu pragnę wyrazić pragnienie poświęcenia się służbie na rzecz Kościoła
Katolickiego, złożenia z siebie ofiary na rzecz Jezusa Chrystusa, naszego Pana,
którego śladami podejmując mój słodki krzyż pragnę podążać, żyjąc w prawdziwym
ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, jeśli Jemu się to podoba. A to wszystko
po to, aby w odnowionych przez Chrystusa wiernych Jego Kościoła zatriumfowała
pełna blasku kultura.
Ta wciąż niedoceniana i mało znana z
wartości swoich dokonań i dzieł
pedagogicznych włoska lekarka stworzyła nie tylko zwarty, jednolity i
wciąż będący niedościgłym wzorem dla innych system wychowawczy, który ukierunkowany
był na budowanie na bazie chrześcijaństwa ogólnoświatowej cywilizacji miłości
(nie mającej nic wspólnego z teozofią, ezoteryką, New Age itp.). Pragnęła też
utworzyć nowy zakon, ale nie dożyła już tego momentu. Jej ponadczasowe idee
zostały ucieleśnione w działalności międzynarodowego ruchu montessoriańskiego i
powstających w świecie instytucji edukacyjnych i opiekuńczo-wychowawczych.