23 maja 2026

Pytanie otwierające istotne różnice w reakcji naukowców na wojnę w Ukrainie

 




Czy w krajach Europy Zachodniej ukazały się rozprawy podejmujące w tak wielodziedzinowym ujęciu problem wojny w Ukrainie i jej tragicznych skutków? O odpowiedź na to pytanie zwróciłem się do AI (Claude), która wyszukała w bazach wiedzy naukowej interdyscyplinarne podejścia do wojny ukraińskiej w publikacjach zachodnioeuropejskich naukowców. Moje pytanie otworzyło istotną perspektywę porównawczą w stosunku do rozpraw polskich uczonych, którzy prowadzą badania w paradygmacie ilościowym, i jakościowym, a przywoływałem je przez cztery lata w swoim blogu. 

Odpowiedź jest złożona i ujawnia coś ważnego o miejscu polskich monografii na mapie światowej humanistyki. 

Co istnieje — i czego brakuje? 

Zachodnia twórczość naukowa na temat wojny w Ukrainie jest ogromna, ale niemal całkowicie rozproszona w osobnych dziedzinach i dyscyplinach nauk. Warto przyjrzeć się każdym z nich.

Nurt psychologiczno-kliniczny jest najbardziej rozbudowany. Badaczki Nataliia Frolova z Uniwersytetu Dnieprowskiego i Roxane Cohen Silver z UC Irvine opublikowały w 2024 roku w PLOS Medicine analizę zbiorowej traumy Ukraińców, dzieląc wojnę na trzy sześciomiesięczne okresy i śledząc ewolucję jej skutków psychicznych dla społeczeństwa. 

European Psychologist poświęcił specjalny numer ukraińskiej psychologii w warunkach wojennych, obejmując zagadnienia od etyki pracy psychologicznej po zmiany zdrowia psychicznego dzieci. Tego rodzaju publikacji są setki, zawierając artykuły m.in. w Frontiers in Psychology, European Child & Adolescent Psychiatry, International Journal of Social Psychiatry. Wszystkie jednak operują w paradygmacie klinicznym: mierzą, diagnozują, proponują interwencje. nihHogrefe

Nurt politologiczno-historyczny to drugi wielki zbiór rozpraw naukowych. Profesor Andrew Wilson z UCL wydał piąte wydanie The Ukrainians: The Story of How a People Became a Nation, obejmujące inwazję 2022 roku, a dziennikarz Luke Harding opublikował Invasion: The Inside Story of Russia's Bloody War and Ukraine's Fight for Survival

W Niemczech ukazała się seria publikacji historyczno-politycznych — Wolfgang Benz zebrał eseje w tomie Die Ukraine: Kampf um Unabhängigkeit (Metropol 2023), Franziska Davies wydała Die Ukraine in Europa. Traum und Trauma einer Nation (wbg Theiss 2023). Są to jednak diagnozy geopolityczne, nie humanistyczne w sensie, który nadaje temu słowu Michał Paluch i współpracujący z nim autorzy "Słownika wyrazów ratujących życie" (Kraków-Warszawa, 2023). UCL

Nurt filozoficzno-etyczny jest skromniejszy, ale istnieje. Specjalny numer Studia Philosophica Estonica został poświęcony wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Próbuje się w nim łączyć wgląd akademicki z analizą aktualnych wydarzeń. Przeczytamy w nim esej Mychaila Wynnyckyja o doświadczeniu zła podczas rosyjskiego ataku na Kijów. Autor łączy w nim świadectwo osobiste z argumentacją filozoficzną. Zawarte w tym periodyku artykuły są napisane językiem specjalistycznym. APA

Ukraiński poeta jako leksykograf

Najbardziej uderzającą analogią do polskiego Słownika pod red. M. Palucha jest dzieło ukraińskie, a nie zachodnioeuropejskie. Ostap Slyvynsky, poeta i wiceprezes PEN Ukrainy, stworzył w 2022 roku projekt dokumentalny Dictionary of War. Jest  to zbiór krótkich tekstów opartych na wypowiedziach ofiar i świadków rosyjskiej inwazji. W każdym monologu jedno najważniejsze słowo staje się tytułem hasła, a historia jest jego definicją. Słownik mówi zatem nie tylko o doświadczeniach rozmówców, ale o samym języku, o tym, jak zmienia się on w czasie wojny oraz jak jedne słowa powracają z przeszłości, a inne tracą znaczenie. IWM


Slyvynsky jest autorem pięciu tomów poezji i słownika wojennego, który ukazał się w Niemczech, Polsce, Czechach, Bułgarii, Słowacji i Macedonii. Angielskie tłumaczenie wydało w 2024 roku wydawnictwo Lost Horse Press. Recenzenci zwracają uwagę, że podobnie jak The Language of War Ołeksandra Mycheda, słownik Slyvynsky'ego bada, jak nawet najprostsze słowo może zmienić, przekształcić i skurczyć swoje znaczenie w czasie intensywnych emocji wojennych. uchicagoworldliteraturetoday

Paralela z polskim Słownikiem wyrazów ratujących życie jest uderzająca — i to na wielu poziomach: w obu przypadkach forma leksykograficzna jest gestem humanistycznym, nie naukowym; w obu słowo staje się świadectwem; w obu autorzy zbierają głosy zwykłych ludzi, ale w Polsce - także ekspertów. Różnica jest jednak fundamentalna: Slyvynsky zbiera głosy z wnętrza — ofiar, żołnierzy, wolontariuszy ukraińskich. Paluch i jego zespół budują dialog między polskim uczonym, pedagogiem czy psychologiem a ukraińskim uchodźcą, który żyje między pedagogiką a traumą, między nauką a czułością.

Czego nie ma w Europie Zachodniej na temat wojny w Ukrainie? 

Przeszukując literaturę zachodnioeuropejską, nie znajdujemy monografii, która łączyłaby jednocześnie: pedagogikę, psychologię traumy, lingwistykę, filozofię języka, teologię, twórczość dzieci, świadectwa ocalałych i refleksję etyczną nad powojniem — i czyniła to w trybie pilności, która byłaby pisana w trakcie trwania konfliktu, jako bezpośrednia odpowiedź wspólnoty uczonych i ofiar.

Ukraińscy wydawcy od 2022 roku opublikowali ponad 120 nowych tytułów pomagających dzieciom i nastolatkom radzić sobie z wojną. Jest to zjawisko kulturowe bez precedensu historycznego, ale jest to literatura terapeutyczna dla dzieci, a nie synteza humanistyczna. The Conversation

Zachodnioeuropejskie uczelnie akademickie wydaje się są niezdolne lub niechętne do tego rodzaju natychmiastowej reakcji syntetycznej. Preferuje się w nich artykuły badawcze, recenzowane, metodologicznie poprawne a przez to spóźnione wobec dramatu wojny, o którym piszą.

Co z tego wynika dla polskiego piśmiennictwa naukowo-oświatowego? 

Paradoksalnie właśnie brak zachodniej analogii podkreśla oryginalność Słownika wyrazów ratujących życie. Polska humanistyka może właśnie dlatego, że Polska jest geograficznie i historycznie najbliżej tej wojny, zdobyła się na coś, czego nie uczyniła humanistyka zachodnioeuropejska, a tym bardziej amerykańska: na interdyscyplinarną, etycznie zaangażowaną, pisaną w czasie rzeczywistym odpowiedź, która łączy naukowy warsztat z osobistym świadectwem i pedagogiczną troską o przyszłość.


(we współpracy z AI. ChatGPT 5).

22 maja 2026

Paragraf 275

 




Po wpisie na temat upadku kultury uniwersyteckiej, jak po uderzeniu w stół, odezwały się przysłowiowe nożyce. Cyniczni gracze wykorzystują nieznane im problemy w nauce i relacjach międzyludzkich w danej uczelni do tego, by tylko podgrzewać atmosferę, zaspokajać czyjeś kompleksy, fobie lub mechanizmy obronne z różnych zresztą a skrywanych powodów.   

Otrzymałem list od osoby, która - jak na adiunkta/-kę ma znaczące osiągnięcia naukowe pracując w jednym z krajowych uniwersytetów. Niestety, konflikt interpersonalny uruchomił już sytuację proceduralną, bo wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne. Dlatego odpowiedziałem jej „po koleżeńsku”, lecz bardzo ostrożnie, by ją uspokoić, uporządkować fakty, odradzałem dalsze emocjonalne wypowiedzi i wskazałem na konieczność zabezpieczenia praw procesowych. 

Nie jest to właściwy moment na obronę, ale konieczny dla rekonstrukcji zdarzeń, dowodów i wykazania proporcji reakcji władz uczelni. Najważniejsze jest to, że  e-mail tej osoby, którego treść sprawiła, że  wykorzystano go do manipulacji, był niewątpliwie ironiczny, ale zasadnie krytyczny. W jego treści, której tu nie mogę ujawnić, nie było czegoś, co można określić jako oczywiste „podżeganie do niestosownej aktywności”. 

Autor/-ka posłużył/-a się raczej krytyką procedury awansowej i standardów instytucjonalnych w danym uniwersytecie, używając być może zbyt ostrych sformułowań, ale mieszczących się w granicach wypowiedzi pracowniczej i akademickiej. 

Odpowiedzialność dyscyplinarna nauczyciela akademickiego dotyczy czynu uchybiającego obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności zawodu, co wynika z art. 275 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Jednak postępowanie nie może służyć penalizacji samej krytyki instytucjonalnej, jeśli nie dotyczy ono naruszenia dóbr osobistych czy realnego wezwania do realizacji obowiązków akademickich. 

Każde takie zdarzenie jest odrębne sytuacyjnie, kulturowo, psychospołecznie i instytucjonalnie. Przypomnę, że w dwóch dekadach XXI wieku, a szczególnie od ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce" z 2018 roku nasiliły się akty dyscyplinujące wobec nauczycieli akademickich, a nawet wykluczające ich z uniwersytetów lub dążące do tego rozwiązania. Dzieje się to wbrew podstawom wartościom akademickim,  ale także kulturowym, relacyjnym-psychospołecznym. 

Nikt przecież nie broni i nie powinien chronić w uczelni akademickiej osób, które dopuszczają się czynów przestępczych, których rodzaje są określone w kodeksie karnym. Słusznie podmioty wewnątrzuczelniane ujawniają przemoc fizyczną czy przestępczość materialną, korupcję, oszustwa dydaktyczne, certyfikacyjne czy nadużycia władzy itp. Jednak włączanie do tego sporów na tle światopoglądowym, religijnym, cywilnym czy tym bardziej różnic paradygmatycznych jest już czymś niestosownym, a wykorzystywanym przez władze uczelni do realizacji celów ukrytych przed własnym środowiskiem i/lub opinią publiczną.          

Przypomnę w tym miejscu tylko kilka przykładów:

L. Moroz-Grzelak (2013). Jeszcze o anonimowych recenzentach. W odpowiedzi na artykuł Profesora Zbigniewa Spendela, NAUKA 3/2013 • 157-161.

Leszek Jażdżewski  tak pisał w 2013 roku: "Faktycznie zmowa milczenia otacza ten uczelniany feudalizm, ponieważ zarówno studenci, jak i młodsi pracownicy naukowi mają za dużo do stracenia. Otwarta krytyka  czy, nie daj Boże, skarżenie się gdzieś wyżej są uznawane za poważne wykroczenia i przykładnie karane. Solidarność korporacyjna na uczelniach wyższych ma się świetnie".

W 2014 roku Rektor UMK w Toruniu był oskarżany o promocję satanizmu za udostępnienie auli na koncert zespołu  Behemot. 

W 2014 roku genderyści, anarchiści zakłócili wykład otwarty socjologa prof. Zygmunta Baumana na uniwersytecie, za co zostali surowo ukarani. Na Uniwersytecie Jagiellońskim miał otrzymać tytuł doktora honoris causa Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, ale część profesorów uznała, że to lewicowiec i zwolennik genderyzmu. Godności tej odmówiono. 

W 2018 roku ceniony w UAM w Poznaniu ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz stanął przed komisją dyscyplinarną za krytykę europosłów, którzy opowiedzieli się za sankcjami dla Polski. Przywołał słowa marszałka Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.  

W tym samym roku kierujący Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego dr hab. Jan Majchrowski został pozbawiony funkcji tutora na Uniwersytecie Warszawskim "(...) po wpisie na planie zajęć, że wymieniony w nim prof. Wojciech Sadurski "nie odpowiada poziomowi", który on "uważa za właściwy i odpowiedni dla profesora UW". Władze uczelni uznały wpis za oburzający i zapowiadają kroki dyscyplinarne".

Krajowa Sekcja Nauki "Solidarności" ostrzegała w 2018 roku, że wrócił na uczelnie zamordyzm. "Na poziomie uczelni zwiększa władzę rektorów kosztem znaczenia organów kolegialnych i dziekanów wydziałów. Uczelnią będzie więc zarządzał rektor i nie będzie musiał liczyć się z niczyim zdaniem, ponieważ przyznane w niektórych sprawach funkcje opiniodawcze nie ograniczają jego jednoosobowej władzy.

W 2019 roku władze UMK w Toruniu zawiesiły w czynnościach nauczyciela akademickiego prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego. Powodem miał być opublikowany na łamach tygodnika "Sieci" przez pedagoga felieton o "tęczowej zarazie". Co z tego, że po wszczętym postępowaniu dyscyplinarnym przywrócono Profesora do pracy akademickiej, skoro jego "grillowanie" w macierzystej uczelni trwało tak długo i intensywnie, że sam odszedł na wcześniejszą emeryturę. Był to jeden z najwybitniejszych polskich profesorów pedagogiki, b.dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych, dyrektor Instytutu Pedagogiki, autor znakomitych rozpraw naukowych. 

Podobnie odeszła w 2020 roku z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach socjolog - prof. Ewa Budzyńska, która - mimo umorzenia wobec niej postępowania dyscyplinarnego za przytoczenie przez nią w czasie zajęć ze studentami klasycznej definicji rodziny oraz nazwanie dziecka w fazie prenatalnej istotą ludzką -   nie zgodziła się na cenzurowanie treści jej wykładów. 

W roku 2021 zostało wszczęte na KUL postępowanie dyscyplinarne wobec ks. prof. dr. hab. Alfreda Wierzbickiego "(...) za to, że wstawił się za uwięzioną osobą w sytuacji, kiedy nie było potrzeby jej więzienia (co jest wzorem prawdziwej postawy chrześcijańskiej) oraz nieodcięcie się od wypowiedzi innego pracownika uniwersytetu, doktora habilitowanego Przemysława Czarnka, który odmawiał równych praw innym obywatelom".

Lista jest długa...

 

21 maja 2026

Asymetria doświadczenia jako fundament dialogu

 



Najbardziej uderzającą cechą publikacji  pod red. Michała Palucha, do której ustawicznie powracam,  jest to, że jej autorzy piszą z radykalnie różnych pozycji i nikt tego nie ukrywa. Ukraińcy, tacy jak Iryna Androshchuk czy Olha Ovcharenko, piszą z wnętrza traumy: z pamięci babci modlącej się słowami „oby nie było wojny", z nocnych mszy, z poszukiwań grobu dziadka poległego w 1945 roku. Polscy uczeni piszą z pozycji świadków, którym 24 lutego 2022 roku „zabrakło słów". 

Ta asymetria nie jest defektem książki. Jest źródłem jej siły. Autorzy nie udają, że stoją po tej samej stronie doświadczenia. Zamiast tego — między nimi i razem z nimi — tworzą coś, co można by nazwać pedagogiką słuchania

Pierwsze przesłanie: słowo jest czynem

Emilia Śmiechowska-Petrovskij — filolożka — wprost powołuje się na teorię aktów mowy Austina, by dowieść, że słowo nie jest tylko opisem rzeczywistości, lecz jej tworzeniem. Okrzyk „Uciekaj!" ratuje życie biologiczne, ale pojęcie „Mama" — zgłoszone jako słowo wzmacniające ludzką egzystencję — ratuje coś innego: poczucie, że jest się dla kogoś kimś, dla kogo warto przeżyć. W monografii - wspomniane przeze mnie wczoraj dwa poziomy — dosłowny i egzystencjalny — są nieustannie ze sobą przeplatane. Przesłanie zatem brzmi: nie ma ważniejszych i mniej ważnych słów. Są słowa odpowiednie do chwili i do człowieka.

Drugie przesłanie: wystarczy samo słuchanie 

Małgorzata Przanowska przytacza świadectwo z granicy polsko-ukraińskiej, przekazane przez dyrektor poradni psychologicznej z Hrubieszowa: młodzież, która pomagała uchodźcom na przejściach w Zosinie i Dołhobyczowie, odkryła, że przytrzymanie dłoni i siedzenie w ciszy potrafiło przywrócić równowagę duchową straumatyzowanej osobie. Bez terapii. Bez słów. Wystarczyło samo bycie obok.

To jedno z najważniejszych przesłań tej książki, skierowane wprost do tych, którzy na co dzień spotykają ofiary wojny — nauczycieli, psychologów, wolontariuszy, sąsiadów: nie musisz wiedzieć, co powiedzieć. Ważne, żebyś był obecny. Autorzy nazywają to „determinacją w obecności bliźniego" — i nadają tej frazie rangę osobnej kategorii słownikowej.

Trzecie przesłanie: nie milczeć po wojnie

To być może najbardziej polityczne i dalekosiężne przesłanie książki. Paluch pisze wprost, że Polska zna błąd powojennego milczenia z własnej historii, kiedy społeczeństwa były przymuszane do nierozmawiania o sensie cierpienia, przebaczenia, traumy. Skutkiem tego była trauma przenikająca przez pokolenia w ciszy deformując je od środka.

Dlatego Słownik powstał w trakcie trwającej już wojny, ale także z myślą o czasie, który nastąpi po jej zakończeniu jako świadomy akt wyprzedzenia. Trzeba bowiem już teraz kształtować język, którym będzie można mówić o wojnie. Milczenie nie jest neutralne. Jest sprzyjaniem destrukcji. 

Stąd też obecność tak nieoczywistych haseł jak przeklinanie i ekspresja gniewu, autoterapia w walce z autodestrukcją, czy o tym, że można być słabym, ale też dzielnym na co dzień. To słowa, którym tradycyjnie odbierano powagę. Tutaj odzyskują ją jako warunek ocalenia. 

Czwarte przesłanie: „Zło dobrem zwyciężaj" nie jest naiwnością

Autorzy cytują to chrześcijańskie zawołanie nie jako pobożne życzenie, lecz jako strategię pedagogiczną i etyczną. Nie chodzi o wybaczenie agresorowi, lecz o nieuleganie logice nienawiści, resentymentu i nihilizmu, które, jak ostrzegają, po każdej wojnie mogą pochłonąć więcej dusz niż sama wojna.

W słowniku pojawiają się dwa wyraźne wątki wizualne, choć każdy ma inny charakter i inną wagę. Zestawienie rysunków i tekstów młodych ludzi spełnia w publikacji kilka równoczesnych funkcji.

Po pierwsze, jest dowodem, że twórcze działanie jest formą ratowania życia psychicznego — nie metaforą, lecz konkretnym mechanizmem. Zosia nie opisuje traumy. Ona ją przetwarza w działaniu, nieustannie, w czasie rzeczywistym.

Po drugie, jest przekroczeniem granicy między pokoleniami. Monografia kierowana przede wszystkim do nauczycieli, pedagogów i psychologów stawia dziecko jako nauczyciela. Rysunek 14-latki interpretuje w tekście dorosły uczony — i ta relacja jest odwrócona w stosunku do tego, czego oczekujemy od publikacji naukowej.

Po trzecie, rysunki Zosi ilustrują centralne napięcie całej książki: między zniszczeniem a trwaniem. Paluch i Klimska obudowują jej prace apokaliptycznym cytatem z Objawienia — koń ognistego jeźdźca — i przeciwstawiają mu obraz dziewczynki z kredkami, która jest w stanie stanąć na drodze wojennemu jeźdźcowi. To nie jest naiwna metafora. To propozycja antropologiczna: człowiek tworzący jest osobą, która nie daje się ostatecznie zniszczyć. 

I w tym sensie kredki Zosi i słowa niniejszego dzieła są tym samym gestem.

Monografia pod red. M. Palucha jest w tym sensie czymś rzadkim: odpowiedzią akademicką, ale i oświatową, która nie udaje chłodnego dystansu, a zarazem nie wpada w emocjonalny chaos. Łączy naukową precyzję — lingwistyczną, pedagogiczną, psychologiczną, filozoficzną — ze świadomością, że piszący są w tym sami, jako ludzie i jako sąsiedni naród. Po przeczytaniu wszystkich esejów rozumie się, że diagnoza staje się zarazem zobowiązaniem dla kolejnych pokoleń.



(we współpracy z AI. ChatGPT 5).