sobota, 1 czerwca 2013

Upadek autorytetów


Co stało się z byłymi opozycjonistami reżimu? Stan totalnej zapaści w środowisku oświatowym i akademickim musiał się ujawnić prędzej czy później, bowiem sposób uprawiania polityki przez władze naszego państwa, w tym także resortowe, odsłania brak etosu pracy, szacunku dla ciągłości tradycji, tożsamości i kultury narodowej oraz wskazuje na traktowania przez niektórych urzędów i instytucji centralnych jako trampoliny do karier w prywatnym interesie. Co gorsza, ci, którzy w okresie podziemnej walki z minionym reżimem socjalistycznej władzy dawali młodemu pokoleniu przykład dzielności i szczerości postaw wraz z zaangażowaniem w sferze publicznej (chociaż cenzurowanej, a częściowo dostępnej tylko w drugim obiegu), dzisiaj zaprzeczają swoją uległością w działaniu wobec patologicznie sprawowanej władzy, stawiając interes własny przed publicznym, w imię ochrony nabytych przywilejów, statusów, którymi zgrabnie manipulują ich zwierzchnicy, tracąc miniony autorytet.

Postsocjalistyczna III RP nie musi już burzyć symbolicznych pomników części byłej opozycji, bo okazuje się, że ów etos przykrywa patyna hipokryzji i cynizmu, cwaniactwa i pychy. Ich opozycyjność była dobra tylko i wyłącznie na tamte czasy. Dzisiaj, kiedy odzyskaliśmy wolność, część z byłych opozycjonistów przekuwa ją w prywatne interesy, w utrzymanie wbrew etosowi nauki jedynie własnych przywilejów, kumuluje pozorne zyski.

Obecne władze doskonale zmanipulowały swoją socjotechniką nie tylko społeczeństwo, ale i część jego elit, kupując ich przychylność środkami UE, stanowiskami i posłuszeństwem wobec coraz większego (a niewidocznego dla opinii publicznej) ograniczania dotychczas suwerennych instytucji i organów w świecie nauki i oświaty. Centralizm polityki, destrukcyjny biurokratyzm i odcinanie korzeni polskiej nauki na rzecz doraźnie konsumowanych środków europejskich już prowadzi do obniżenia poziomu rzeczywistego wykształcenia, emigracji wewnętrznej i zewnętrznej, pozoranctwa i kulturowego "zło-dziejstwa" (za L. Witkowskim).

Krytyka wychowania czy szeroko pojmowanej edukacji staje się możliwa przede wszystkim jako krytyka społeczeństwa i ustroju państwa. W grę wchodzi tu rozpoznawanie jakości relacji względem procesów i zjawisk publicznych, względem tego, co faktycznie ma miejsce w społeczeństwie. Nie rozumieją tego dzisiejsze pseudoelity władzy, bowiem stawiają własny interes przed dobrem i wartościami, o które ponoć przed laty walczyły.

Kluczową umiejętnością we współczesnej pedagogice powinna być umiejętność rozeznawania się w tym, co słuszne (jak mają być wartości usytuowane, w jak zorganizowanej przestrzeni aksjologicznej, co powinno się dziać z wartościami), jaką funkcję powinny one pełnić z punktu widzenia potrzeb człowieka, z punktu widzenia tego, jak jest postrzegane jego miejsce w społeczeństwie oraz jak są widziane mechanizmy funkcjonowania edukacji. Trzeba to czynić nawet za cenę strat osobistych, które wynikają z przyzwoitości i wartości, jakie są wpisane w Konstytucję III RP. Trzeba umieć rozróżniać wartość pszenicy od kąkolu, gdyż dzieje ludzkości są widownią koegzystencji dobra i zła. Znaczy to, że zło istnieje obok dobra; ale znaczy także, że dobro trwa obok zła, rośnie niejako na tym samym podłożu ludzkiej natury. Natura bowiem nie została zniszczona, nie stała się całkowicie zła, pomimo grzechu pierworodnego. Zachowała zdolność do dobra i to potwierdza się w różnych epokach dziejów (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków: Wydawnictwo Znak 2005, s. 12).

Wolność staje się zatem wartością i problemem w wymiarze życia indywidualnego, jak i zbiorowego. Jak pisał Aleksander Kamiński w 1942 r.: Niebezpieczeństwo obecnej sytuacji polega na tym, że w użyciu wolności usiłuje się abstrahować od wymiaru etycznego – to znaczy od wymiaru dobra i zła moralnego. Nie można zatem unikać analiz zjawisk, które stają się zagrożeniem dla życia obywateli w wolnym, demokratycznym państwie. (Wielka Gra, NWH, Warszawa 1981, s. 12.)Szkoda, że bardowie opozycji tak łatwo dali się zmanipulować i zapomnieli już o wartościach, za które gotowi byli wiele tracić.

W facebooku ktoś zacytował dzisiaj Zbigniewa Herberta:

...idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch,
oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź.

piątek, 31 maja 2013

DIAGNOZA USPOŁECZNIENIA PUBLICZNEGO SZKOLNICTWA III RP W GORSECIE CENTRALIZMU



to tytuł mojej najnowszej książki, jaka ukazała się w tym tygodniu w Oficynie Wydawniczej "Impuls" w Krakowie. Zanim ją przygotowałem do druku, odbyłem wiele spotkań z nauczycielami, dyrektorami szkół, samorządowcami i środowiskiem akademickim, by podzielić się swoimi przemyśleniami na temat demokratyzacji (a raczej jej braku) w szkolnictwie publicznym w Polsce. W większości ich reakcja była niemalże taka sama – bardzo dobrze, zgadzamy się, byle tylko nie dotyczyło to nas, naszych szkół, naszych dzieci, naszych nauczycieli, naszej gminy czy miasta.

Już we wstępie proszę, aby tej książki nie czytali ci, którzy są jedynie deklaratywnymi zwolennikami demokracji jako idei, wartości i postępowania zgodnie z nimi, gdyż będą głęboko poruszeni i sfrustrowani, a co gorsza, zawarte w niej treści wzbudzą w nich poczucie winy, że w jakimś stopniu sami przyczynili się do zbadanego przeze mnie i opisanego stanu rzeczy. Jeśli jednak ktoś chciałby się dowiedzieć, czy i w jakim zakresie odsłaniam tu zachodzące procesy w skali makropolitycznej, instytucjonalnej i personalnej, to może spróbować zmierzyć się z nimi, a może i zastanowić nad tym, czy warto jeszcze ten problem drążyć, zajmować się nim w naukach społecznych?

Od ponad wieku humaniści różnych pokoleń, nurtów i praktycznych rozwiązań zastanawiali się nad tym, jak uczynić swój kraj bardziej demokratycznym, a funkcjonujące w nim instytucje publiczne bardziej samorządnymi. Niniejsza książka jest o tym, czego pragnęli, do czego dążyli, jak być powinno, a jak było i jest w istocie. Zawsze w tego typu diagnozach pojawia się dysonans poznawczy, bo przecież nigdy nie jest tak, że jakiś projekt normatywny w pedagogice z biegiem lat i w miarę ewoluowania staje się tożsamy z realiami, że jego funkcje rzeczywiste są izomorficzne do funkcji założonych. Tak może być tylko w eksperymentach matematyczno-przyrodniczych, technicznych i to też z zachowaniem pewnego dopuszczalnego odstępstwa od założonej normy. W życiu publicznym, społecznym nie jest możliwe, by nawet najpiękniejsza i najszlachetniejsza dla ludzkości idea uzyskała swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ją wykoślawi, zniekształci, zredukuje czy nawet uniemożliwi jej realizację.

Moja książka jest o tym, jaki mieliśmy i mamy wpływ (pozytywny i/lub negatywny) na niszczenie polskiej demokracji oraz jaki ma w tym udział polityka władz oświatowych. Od ponad trzydziestu lat nie tylko monitoruję i badam, ale także interweniuję w różnych rolach w procesy opisywanych przeze mnie przemian oświatowych. Ta książka nie powstała w wyniku sztucznie wypreparowanego planu badawczego, za biurkiem czy w czytelni uniwersyteckiej biblioteki. Odsłaniam w niej jedną z największych zdrad i zmarnotrawienia idei „Solidarności” lat 1980–1981, a więc kluczowych wartości mojego pokolenia, które ma za sobą nie tylko jakąś cząstkę związkowej, a zatem w ówczesnym znaczeniu – opozycyjnej aktywności w okresie PRL, kiedy to eksplodował ruch robotniczego protestu, wzmacniany zarazem przez inteligencję we wspólnej nadziei na konieczną, utęsknioną i – jak potwierdziły to kolejne lata do 1989 r. - możliwą zmianę Polski.

Dzisiaj już nie wystarcza reformowanie szkół z zastosowaniem administracyjnej strategii władzy, a więc poprzez zależność służbową, odgórnie określane kierunki działania czy racjonalną argumentację za koniecznością i sensownością przemian. Proces ten może się powieść wówczas, gdy ci, których ta innowacja dotyczy lub mieliby być w nią zaangażowani, sami odpowiedzialnie go kształtują. W autorytarnym społeczeństwie można jedynie kształcić autorytarne osobowości , dlatego też takiej strukturze społecznej przeciwstawia się inne struktury, w których demokracja następuje w drodze współdecydowania wszystkich obywateli o sprawach publicznych, a do takich należy edukacja. W tych strukturach znosi się układ sprawowania władzy przez wąskie grono osób na rzecz układu, w którym władza znajduje się w rękach znacznej liczby jednostek. Dotyczy to także szkoły, jej dyrekcji i nauczycieli, a ci ostatni zyskują więcej swobody w wyniku ograniczenia uprawnień dyrektora szkoły czy też biurokratycznych wymagań nadzoru pedagogicznego.


Ujawniona przeze mnie dekonstrukcja patologii polskiej polityki oświatowej w stosunku do funkcji założonych i Konstytucji III RP ma wiele wymiarów, także ten, który dotyczy działań czternastu (spośród szesnastu w analizowanym okresie) ministrów edukacji narodowej i ich urzędników. Wskazuję na marnotrawstwo solidarnościowego projektu budowania samorządnej Polski oraz konstytucyjny i ustawowo związany z nim konstrukt oświatowy, który nie tylko miał szansę, ale także powinien na trwałe ukonstytuować się w polskiej szkole. Wszelkie uwagi dotyczące błędów czy niedoskonałości przyjmę z pokorą, zdając sobie sprawę z tego, że można było tę rozprawę przygotować jeszcze inaczej.

czwartek, 30 maja 2013

Prezentacje magistrantów pedagogiki



(fot. Otwarcie I Sesji Naukowej Magistrantów przez prof. dr hab. Ewę Filipiak)

Kilka dni temu zapowiedziałem, że powrócę do wydarzenia, w którym brałem udział na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Rzecz dotyczyła zorganizowanej po raz pierwszy w ramach Dni Instytutu Pedagogiki Sesji Naukowej Magistrantów. Jeszcze nie zakończył się semestr, jeszcze zdecydowana większość studentów gromadzi dane i pisze swoje prace dyplomowe, zdaje ostatnie egzaminy, a tu dyrekcja Instytutu zaproponowała nową tradycję, która jakże pięknie wpisuje się w budowanie i upublicznianie uniwersyteckich szkół naukowych.

Mamy w kraju organizowane konferencje studenckich kół naukowych, odbywają się też w niektórych ośrodkach akademickich warsztaty dla studentów lub ich propozycje organizowania w ramach "Dni otwartych" macierzystej uczelni spotkań i dyskusji z kandydatami na studia. W tym jednak przypadku zaproponowano coś zupełnie innego, a mianowicie sesję dyskusyjną z udziałem samodzielnych i pomocniczych pracowników naukowych, w której aktorami są tegoroczni magistranci. Na wzór rozwiązań autorstwa psychologów z UKW został opracowany Regulamin Konkursu na Najlepszego Magistranta, który był wyłaniany w trakcie wspomnianej sesji.

(fot. Oceniający prezentacje - członkowie Komitetu Naukowego)

Studenci ostatniego semestru studiów przygotowali i przedstawili 5-minutowe prezentacje oraz plakaty z założeniami własnych rozpraw, celami podjętych badań, przyjętą dla nich procedurą badawczą oraz wynikami i wypływającymi wnioskami. To promotorzy typowali do udziału w tej Sesji swoich najlepszych magistrantów, toteż bez wątpienia udzieliły się im emocje, kiedy ich podopieczna referowała stan swoich badań. Każdy z członków jury (Komitetu Naukowego Sesji) dysponował arkuszem oceny, w którym mógł zaznaczyć na skali 0-5 pkt. ocenę prezentacji zgodnie z takimi kryteriami, jak:

* "wykorzystanie źródeł" (sposób wykorzystania literatury przedmiotu - polskiej i obcej, jej aktualność, różnorodność, opis; wyjaśnienie i interpretacja wyników badań własnych w kontekście teoretycznym),

* "wartość naukowa podjętego problemu badawczego" (zaproponowany przez Magistranta sposób rozwiązania problemu badawczego, jego adekwatność do sformułowanego celu badań i pytań badawczych, wykazana dojrzałość naukowa i metodologiczna projektu badawczego),

* "wartość aplikacyjna podjętego problemu badawczego" (czy istnieje możliwość aplikacji uzyskanych lub oczekiwanych rezultatów badawczych do danego obszaru praktyki pedagogicznej),

* "aspekt formalny prezentacji konkursowej" (struktura logiczna prezentacji; spójność, jasność i klarowność wywodu),

* "plakat naukowy" (czytelność i zawartość informacyjna przygotowanego plakatu konkursowego, na ile plakat spełnia przyjęte wymogi konstrukcji plakatu naukowego)i

* "odpowiedzi na pytania" zadawane przez Jury (umiejętność obrony formułowanych przez Magistranta tez).

(fot. Studencki plakat naukowy)

Wszyscy studenci mieli zatem przedsmak nie tylko egzaminu magisterskiego (z wielokrotnie wyższym poziomem stresu, skoro w Komisji oceniającej ich projekt badawczy nie było dwóch czy trzech tylko kilkunastu profesorów i doktorów łącznie, a reprezentujących różne subdyscypliny wiedzy pedagogicznej), ale także obrony pracy doktorskiej. Rektor UKW ufundował nagrody pieniężne dla trzech najlepszych Magistrantów, zaś wszyscy uczestnicy tej Sesji dostali najnowsze publikacje naukowe z pedagogiki w ramach subdyscyplin, z zakresu których realizowali swój projekt badawczy.

Całością tego zamysłu dydaktycznego kierowała prof. dr hab. Ewa Filipiak - dyrektorka Instytutu Pedagogiki UKW. Oto tematy prezentowanych rozpraw (trzy pierwsze wymieniam jako zwycięskie):

I m. Aleksandra Rzyska - Typ racjonalności w pedagogicznym dyskursie o młodzieży (promotor dr Helena Ostrowicka)


(fot. Prof. Ewa Filipiak i laureatki Konkursu - druga od lewej strony: A. Rzyska)

II m. Milena Helak - Relacja między macierzyństwem a karierą zawodową kobiet w opinii studentek (Promotor: dr hab. Ewa Kubiak-Szymborska, prof. UKW),

II m. Natalia Kierzkowska - Skuteczność autorskiego programu wspomagania rozwoju indywidualnych zasobów dzieci z trudnościami w uczeniu się (promotor: dr hab. Maria Deptuła, prof. UKW),

Sylwia Ligocka - Wybrane następstwa opieki wolontariuszy z projektu edukacyjnego Akademia Przyszłości nad dziećmi z trudnościami w nauce;

Sandra Wilczewska - Aspiracje edukacyjno-zawodowe studentów I roku studiów I stopnia;

Gabriela Dudzińska - Poczucie kompetencji profesjonalnych nauczycieli przedszkolnych i wczesnoszkolnych;

Katarzyna Kasprzak - Czas wolny dzieci i młodzieży z terenów wiejskich (na przykładzie badań w gminie Cekcyn);

Katarzyna Kowalska - Napotkane trudności w wychowaniu dzieci przez matki, których ojcowie przebywają w zakładach karnych.

Podałem nazwiska Magistrantów i tytuły ich prac dyplomowych, bo być może wkrótce podejmą się oni studiów III stopnia i jeszcze nie raz o nich usłyszymy lub przeczytamy ich publikacje.


(fot. Laureatki równorzędnej drugiej nagrody: Milena Helak i Natalia Kierzkowska).

Dla mnie udział w tej Sesji był niezwykle interesujący ze względu na to, jak studenci potrafili przedstawić własny projekt badawczy, jak poszerzyli o nim zakres informacji i danych badawczych na odrębnym plakacie oraz jak radzili sobie z trudnymi pytaniami recenzentów, którymi byli wszyscy uczestnicy Sesji. Tu każdy mógł studentkom zadawać wiele pytań i polemizować z nimi. Wszystkie wykazały się nie tylko dużą odpornością na stres ekspozycji społecznej, ale i znakomicie radziły sobie z odpowiedziami na trudne pytania.



(fot. Jeden z plakatów naukowych)

środa, 29 maja 2013

Totalna klęska szkolnictwa publicznego



Ogłoszono wyniki sprawdzianu dla szóstoklasistów. Jest to pierwszy egzamin zewnętrzny, państwowy, jaki zdają polscy uczniowie w toku swojej edukacji. Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno ogłosić stan klęski edukacyjnej szkolnictwa publicznego. Nie po raz pierwszy zresztą okazuje się, że najlepiej kształcą w naszym kraju małe, niepubliczne szkoły podstawowe. To ich uczniowie uzyskują na państwowych egzaminach najwyższe noty. MEN nigdy nie wyciągał z tego żadnych wniosków dla polityki oświatowej, bo przecież ta rządzi się partyjnym kunktatorstwem władzy, żałosnym oszczędzaniem i nieustanną presją na to, by w warunkach masowej edukacji, nisko dotowanej, w przeludnionych klasach i łączonych typach szkół uczniowie uzyskiwali sukcesy szkolne. Te wprawdzie mają miejsce, ale są okupione nieprawdopodobnym wysiłkiem rodziców i nakładem domowych, rodzinnych budżetów pomimo konstytucyjnych gwarancji o bezpłatności kształcenia w Polsce.

Każdy obywatel, każdy rodzic może zajrzeć na stronę Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, gdzie znajdzie szczegółowe informacje o wynikach tego egzaminu. Zaglądam do łódzkiej komisji i oczom własnym nie wierzę. Z opublikowanych danych wynika, że przeciętny trzynastolatek z mojego województwa uzyskał wynik gorszy od ogólnokrajowego. Przystępujący w dn. 4 kwietnia br. do tego sprawdzianu mogli zdobyć maksymalnie 40 punktów. Średnia dla łódzkiego regionu wynosi 23,99 pkt. Ogólnopolska średnia w tym roku z tego sprawdzianu wyniosła 24,03 pkt.

Czytam, jak wypadli w tym sprawdzianie uczniowie łódzkich szkół. W pierwszej dziesiątce, z wyjątkiem 9 pozycji są same szkoły prywatne:

1. Społeczna Szkoła Podstawowa Nr 1 STO 35,53

2. Szkoła Podstawowa Towarzystwa Oświatowego Inżynierska 35,04

3. Szkoła Podstawowa Związku Nauczycielstwa Polskiego 34,05

4. Anglojęzyczna Szkoła Podstawowa przy Szkole Europejskiej U. Moryc spółka jawna 33,93

5. Szkoła Podstawowa Łódzkiego Stowarzyszenia Oświatowego 33,48

6. Szkoła Podstawowa Fundacji Oświatowej Nasza Szkoła 32,00

7. Prywatna Szkoła Podstawowa Spółki Oświatowej Scholasticus 31,90

8. Szkoła Podstawowa Stowarzyszenia Oświatowego "Twoja Szkoła" 31,36

Na 9 miejscu znalazła się szkoła, w której są wybitnie uzdolnione muzycznie dzieci, a - jak wiadomo -ta sztuka jest silnym czynnikiem wzrostu osiągnięć szkolnych -
Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I st. w Zespole Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Łodzi - 31,14;

a na 10 miejscu jest: Prywatna Szkoła Podstawowa Krzysztofa Augustyniaka - 30,82.


Polskie elity są edukowane w szkolnictwie prywatnym, bo klasy średnia i biznesowa już dawno przestały wierzyć ofercie i warunkom polskiego szkolnictwa publicznego, gdzie mamy coraz gorszy klimat społeczny, wyniki na coraz niższym poziomie "wykształconych" nastolatków. Ci, po kolejnych trzech latach edukacji w publicznych gimnazjach, trafią do szkół ponadgimnazjalnych i ... na studia, a potem na rynek pracy. Strach się bać!

Gratulujemy Platformie Obywatelskiej i Polskiemu Stronnictwu Ludowemu dbałości o polski system edukacji publicznej. Teraz czekamy na w "gierkowskim stylu" propagandę sukcesów MEN w czerwcu, ale o tym dopiero później. Szczególnie gorąco gratuluję komentarza pani minister Krystyny Szumilas:

- (...) na początku uczniowie mieli problemy z odczytywaniem informacji i z wykorzystaniem wiedzy w praktyce. Ostatnie dwa lata pokazują, że w tych umiejętnościach zrobili postępy. To oznacza, że nauczyciele zmieniają sposób uczenia.


O ile sobie przypominam, to dziennikarze radia RMF FM postanowili sprawdzić, czy min. K. Szumilas poradzi sobie z zadaniem dla szóstoklasisty, które brzmiało: "Napisz w dwóch, trzech zdaniach, dlaczego należy poprawnie mówić i pisać". Kiedy poproszono dwie nauczycielki języka polskiego, by zgodnie ze standardami dla tego typu sprawdzianu oceniły odpowiedź pani ministry, a nie wiedziały, że to o nią chodziło, okazało się, że na 5 punktów, otrzymałaby za samą treść zaledwie jeden punkt, zaś za poprawność językową - zero.

Jeszcze czekają nas wyniki dwóch kolejnych egzaminów zewnętrznych. Ministerstwo Edukacji Narodowej zobowiązało CKE do anulowania zadania z fizyki, które było z błędem. Ponoć sprawdzało arkusz z tymi zadaniami aż 6 naukowców - fizyków. No tak, jak widać po aktywności publicystycznej prof. fizyki - Łukasza A. Turskiego - bardziej ich interesuje pseudoreforma w edukacji wczesnoszkolnej, niż weryfikacja tego, co należy do ich powinności. Fizycy nie zdali tej matury, zanim ona jeszcze się zaczęła.


wtorek, 28 maja 2013

Pedagogika w szkołach wyższych w Łodzi



Ostatni ranking szkół wyższych brutalnie odsłonił nagość łódzkiej pedagogiki. Tegoroczni maturzyści powinni zatem dobrze zastanowić się nad tym, czy i gdzie warto lokować swoje aspiracje do studiowania na tym kierunku, skoro mamy do czynienia w większości wyższych szkół prywatnych z bardzo niską pozycją i niskimi ocenami jakości kształcenia. Wśród informacji o szalejącym kryzysie i wysokim bezrobociu w Łodzi i województwie należy zwracać uwagę na to, jakie są szanse dla absolwentów tych studiów. To miasto nadal jest oznaczane na społeczno-ekonomicznej mapie czerwonym kolorem jako jedno z tych, w których jest najwyższy w kraju odsetek młodych bezrobotnych.

Jak wynika z badań ekonomistów PEDAGOGIKA należy do najbardziej generującego bezrobocie kierunku studiów właśnie w takim mieście, jakim jest Łódź. O ile jeszcze szkoły wyższe w małych miejscowościach, oddalone od wielkich aglomeracji wzmacniają lokalny rynek pracy, o tyle w wielkich miastach jego już nie ma. Jeśli liczą się na rynku pracy absolwenci studiów pedagogicznych, to przede wszystkich renomowanych uczelni publicznych - uniwersytetów, akademii, ale nie wyższych szkół prywatnych, o których już wiadomo, że albo wcześniej weszły w konflikt z prawem, naruszały dobre obyczaje akademickie w relacjach ze studentami czy pracownikami, albo mają warunkową lub negatywną ocenę jakości kształcenia. Zbyt wielu jest już wykształconych pedagogów, by mogli oni znaleźć pracę nie tylko w zgodzie z własnym wykształceniem, ale i w zawodach od niego odległych, jak sprzedawca, ochroniarz, magazynier, sekretarka itp.

Niektóre wyższe szkoły prywatne już utraciły płynność finansową, chociaż tego nie ujawniają przed swoimi pracownikami administracji i nauczycielami oraz studentami. Tym samym przyjmując od nowego roku studentów będą ich potrzebować do spłacania długów i podtrzymywania zysków właścicieli, a nie podnoszenia jakości kształcenia. Nie będzie ich bowiem stać na zatrudnianie kadr o wysokich kwalifikacjach. Tym bardziej więc założyciele będą manipulować danymi i wizerunkiem, by zachować swój biznesowy, a pseudo akademicki status. W Łodzi jedyną pewną uczelnią, która kształci na poziomie akademickim, gdyż posiada w tym zakresie uprawnienia do nadawania stopnia naukowego z pedagogiki, jest Wydział Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego. Większość prywatnych szkół wyższych kształci na poziomie licencjackim, zawodowym, w tym także jedna z tutejszych akademii, a te z uprawnieniami do kształcenia magisterskiego zrezygnowały z akademickich aspiracji, albo wiążą ledwo koniec z koniec, albo już straciły swoją wiarygodność w wyniku uzyskania oceny warunkowej za dotychczasowy brak jakości kształcenia.

Jak jest w innych miastach? Jak jest w Poznaniu, Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu czy Krakowie? Należy śledzić na bieżąco toczące się zmiany, by nie obudzić się w październiku z przysłowiową "ręką w nocniku".

poniedziałek, 27 maja 2013

Minister edukacji chce zakneblować naukową krytykę


Jak poinformował mnie w dn. 24 maja br. prof. Zbigniew Kwieciński - członek rzeczywisty PAN i zarazem przewodniczący Komitetu Rozwoju Edukacji Narodowej przy Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN - wpłynęła z MEN do Prezesa PAN skarga na moją osobę, która ponoć stała się przedmiotem dyskusji i krytycznych ocen członków Prezydium PAN. Sprawa dotyczy sformułowanej przez członka Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN – prof. dr hab. Dorotę Klus-Stańską z Uniwersytetu Gdańskiego (jako członka Zespołu Polityki Oświatowej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN) opinii projektu nowelizacji Ustawy o systemie oświaty w sprawie obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Wszyscy członkowie KNP PAN są na bieżąco informowani o działaniach członków Zespołów i Prezydium KNP, a więc powinni wiedzieć, czy tego typu "ataki" znajdują podstawę w faktach.

Nie rozumiem, jak można moje społeczne działanie w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN na rzecz dobra całej społeczności akademickiej, środowiska pedagogicznego, ale także PAN obracać przeciwko naszym dokonaniom w wyniku zgodnych z prawem działań członków tego Komitetu? Pragnę zauważyć, że nie nastąpiło w sprawie opiniowania projektu dokumentu MEN żadne naruszenie prawa czy dobrego imienia PAN. Wprost przeciwnie. Zgodnie z obowiązującą od kilkunastu lat praktyką i ustaleniami Komitet Nauk Pedagogicznych PAN jest na liście stowarzyszeń, organizacji, partnerów społecznych, z którymi MEN konsultuje projekty przeznaczonych do nowelizacji ustaw oświatowych. Profesorowie nauk pedagogicznych – członkowie KNP PAN przekazują swoje opinie czy ekspertyzy zgodnie z przyjętą procedurą, a nie są one przecież stanowiskiem czy uchwałą całego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN czy tym bardziej Polskiej Akademii Nauk. Jako przewodniczący KNP PAN jestem zobowiązany do ich przekazywania odrębnym pismem (a tym samym i z moim podpisem) do MEN.

Czy to ma oznaczać, że fakt przewodniczenia i działania zgodnie z powyższymi praktykami ma służyć do czyichś manipulacji? To jest chyba jakieś nieporozumienie i nadinterpretacja, które szkodzą przede wszystkim autonomii naukowej samodzielnych pracowników naukowych wybranych w tajnych wyborach do KNP PAN. Nie mam podstaw ani ochoty, by cenzurować opinie wybitnych specjalistów, najlepszych naszych profesorów, którzy cieszą się autorytetem naukowym w kraju i poza granicami tylko dlatego, że będąca pod presją krytyki społecznej minister edukacji Krystyna Szumilas ośmiela się, wzorem niedemokratycznych praktyk, wywierać presję na akademików przez składanie na nich skargi – w tym przypadku - do władz PAN.

Opinia prof. dr hab. Doroty Klus-Stańskiej i tak była łagodna, a dotyczyła tylko jednego z zakresów destrukcji polskiej oświaty. Z ekspertyz profesorów KNP PAN korzystają wszyscy zainteresowani, jeśli rzeczywiście zależy im na jakości polskiej edukacji. Na szczęście funkcjonujemy w państwie, które w Konstytucji gwarantuje jego obywatelom wolność słowa, a tym samym także wyrażania opinii o działalności władz publicznych, które są utrzymywane z podatków obywateli. Zdaje się, że niektórzy zapominają, czym jest służba publiczna i jaką rolę odgrywa nauka w demokratycznym społeczeństwie.


A oto chronologia wydarzeń:

1) Pismo do KNP PAN

Warszawa, 2013-05-08

Szanowni Państwo,
zgodnie z dyspozycją Ministra Edukacji Narodowej, stosownie do postanowień § 12 ust. 4 i 5 uchwały nr 49 Rady Ministrów z dnia 19 marca 2002 r. - Regulamin pracy Rady Ministrów (M. P. Nr 13, poz. 221, z późn. zm.), uprzejmie przekazuję link do projektu: "Projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz zmieniającej ustawę o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz o zmianie niektórych innych ustaw" skierowanego przez Ministra Edukacji Narodowej do uzgodnień i konsultacji.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty

projekt ustawy i uzasadnienia:

pismo przewodnie partnerzy społeczni:


Podstawa prawna:
• § 12 ust. 4 i 5 uchwały nr 49 Rady Ministrów z dnia 19 marca 2002 r. – Regulamin pracy Rady Ministrów (M. P. Nr 13, poz. 221, z późn. zm.):

„4. Jeżeli, na podstawie odrębnych przepisów, projekt dokumentu rządowego podlega zaopiniowaniu lub uzgodnieniu z organami albo podmiotami, których zakresu działania dotyczy projekt, obowiązek skierowania projektu do zaopiniowania lub uzgodnienia spoczywa na organie wnioskującym.

5. Organ wnioskujący, biorąc pod uwagę treść projektu dokumentu rządowego, a także uwzględniając inne okoliczności, w tym znaczenie oraz przewidywane skutki społeczne i ekonomiczne dokumentu, stopień jego złożoności oraz jego pilność, może zdecydować o skierowaniu projektu dokumentu do zaopiniowania przez inne organy administracji państwowej, organizacje społeczne oraz inne zainteresowane podmioty i instytucje.”

Z poważaniem

ALINA SARNECKA
Naczelnik Wydziału
al. J.Ch. Szucha 25, 00-918 Warszawa
tel. 22 34 74 467, fax 22 628 81 36
e-mail: alina.sarnecka@men.gov.pl


2) Kieruję pismo do Przewodniczącego Zespołu KNP PAN - prof. dr. hab. Kazimierza Przyszczypkowskiego z prośbą, by jego członkowie dokonali oceny projektu ustawy. From: Bogusław Śliwerski

Sent: Wednesday, May 8, 2013 10:56 PM
To: Kazimierz Przyszczypkowski
Subject: Fw: [RAP] projekt ustawy - konsultacje


3) W dn. 14 maja br. otrzymuję uwagi do ustawy o zmianie ustawy ... od prof. dr hab. Doroty Klus-Stańskiej z wskazaniem nadziei, że być może na coś się przydadzą MEN.

From: Dorota Klus-Stańska
Sent: Tuesday, May 14, 2013 8:49 AM
To: Bogusław Śliwerski ; Kazimierz Przyszczypkowski
Subject: Uwagi


Nie znam ani treści skargi MEN, ani nie jestem nią zainteresowany, gdyż tego typu działanie nie ma charakteru merytorycznego, tylko polityczny. Jest to dla mnie zdumiewające, że Minister Edukacji Narodowej ośmiela się kierować uwagi krytyczne pod adresem Przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych do władz Polskiej Akademii Nauk, nie informując mnie nawet o tym, a mając wiedzę na temat rzeczywistego autorstwa słusznej, trafnej merytorycznie, a przy tym krytycznej opinii na temat skandalicznie wdrażanych w Polsce zmian oświatowych. Nasi profesorowie wyrażają to, co jest także potwierdzone w Raporcie PAN „Polska 2050”. Naukowcy nie dadzą się zastraszyć i nie ustąpią od prowadzenia badań naukowych oraz ich publikowania tylko dlatego, że są one w jakiejś części nie po myśli m.in. władz resortu edukacji.

niedziela, 26 maja 2013

Biznesowe podchody pedagogiczne



W świetle ustawy art.37a to rektor wyższej szkoły ponosi odpowiedzialność za kształcenie niezgodne z prawem. Nie spotkałem się jeszcze z tym, żeby w którejkolwiek uczelni prywatnej, gdzie Polska Komisja Akredytacyjna stwierdziła kształcenie niezgodne z prawem, poniósł odpowiedzialność. Senaty tych szkół nie mają de facto nic do powiedzenia, gdyż to założyciel (właściciel) decyduje o tym, kto zostaje rektorem i na jakich zasadach ma realizować swoją funkcję. Nadzór państwowy nad szkolnictwem wyższym nie ma tu nic do powiedzenia. Może jedynie wyrazić swoją opinię w formie oceny programowej dla prowadzonego w tzw. „wsp” kierunku studiów, ale nie ma możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności rektora takiej szkoły, jeśli ten „kryje” w niej nieprawidłowości, ewidentne naruszanie prawa przez założyciela lub - co często ma miejsce - we współpracy z nim mataczenie danymi, manipulowanie kadrami itp.

Niestety, coraz częściej mamy do czynienia z fałszowaniem danych, jakie są kierowane do organów centralnych (PKA, CK) przez założycieli prywatnych szkół wyższych (zdarza się, że i władz niektórych uczelni publicznych). Wynika to zapewne z poczucia pełnej bezkarności. W szkole prywatnej, która jest prowadzona na szemranych zasadach właśnie o to chodzi, by zamulić wiedzę o mających w niej miejsce patologiach, uczynić ją niedostępną nie tylko dla opinii publicznej, ale i własnych pracowników. Na czele szkoły stawia się jako rektora – słupa gościa, który ma za cenę milczenia, a milczenie jest złotem, podpisywać i uwierzytelniać nieprawdziwe dane. Taki rektor nie będzie protestował przeciwko fałszowaniu danych o procesach, gdyż jest to w jego interesie.

Oto właściciel takiej „wsp” wywiera presję na rektora-słupa, by poprzez swoje kontakty prywatne lub/i za pomocą pokus finansowych ściągnął ludzi, którzy „pozwolą” (często nieświadomie) na uruchomienie procesu kreowania fikcji. Nadmuchuje się propagandowy balon sukcesów, pompując weń powietrze pozoru, otoczek w postaci zapraszanych gości na konferencje, publikowania nic nie wnoszących do nauki tekścików we „własnym” wydawnictwie, organizowania imprez, które nie mają nic wspólnego z procesem badawczym i dydaktycznym na poziomie akademickim, by wytworzyć przeświadczenie o czekającej wszystkich świetlanej przyszłości.

W rzeczywistości zaś na zapleczu, w gabinetach kanclerza i założyciela ustala się strategię wypompowywania środków na własny użytek, kosztem rozbudzanych wśród naiwnych klientów – studentów i nauczycieli akademickich – aspiracji i marzeń. Tak konstruuje się plany kształcenia i programy studiów, żeby zatrudniać do ich prowadzenia w pierwszej kolejności „swoich”, znajomych królika, a w następnej tych, których wkład pracy miałby być przykrywką dla tych pierwszych. Tak oto na kierunku pedagogika wprowadza się wydumane specjalności, w ramach których każe się studiującym uczestniczyć w zajęciach kolesiów-lekarzy, kolesiów-ekonomistów, kolesiów-socjologów, itp., bo przecież dzisiaj wszystko jest pedagogiką, wszystko jakoś łączy się z edukacją. Naiwni studenci sądzą, że mają do czynienia z odpowiedzialnym kształceniem, które powinno rozwijać i wzbogacać konieczne w ich przyszłej pracy kompetencje zawodowe. Nie wiedzą, że jest to „pic na wodę”.

Kiedy w szkole pojawiają się eksperci Polskiej Komisji Akredytacyjnej, to nie da się już tego ukryć przed studentami i kadrą akademicką. To oni bowiem będą hospitowani, oceniani i będą mieli też możliwość wypowiedzenia się na temat rzeczywistych warunków kształcenia i pracy. Ci, którzy chcą pracować i zarabiać, dorabiać, będą milczeć lub kadzić. To jest cena ich przetrwania. Studenci zaś, jeśli rzeczywiście nie są zainteresowani studiowaniem, tylko wynikającymi z tego statusu przywilejami, jakoś dopasują się do sytuacji kontroli zewnętrznej, bo przecież zostaną ostrzeżeni, że każdy glos krytyki będzie dla nich gwoździem do trumny. Nie skończą tu studiów lub skończą ale z opinią negatywną o szkole, do której sami się przyczyniają słowami krytyki.

Festiwal fikcji i pozoru musi trwać, jeśli w danej szkole nie chce się kształcić naprawdę, tylko czerpać z tego jednostronne korzyści. Głupota i determinacja w prowadzeniu tego fałszywego biznesu niektórych założycieli sięga już tak głęboko, że płacą firmom zewnętrznym za przygotowanie dokumentacji dla organu kontroli. Niestety, to kosztuje znacznie więcej niż 20 czy 30 tysięcy PLN, bowiem eksperci PKA z łatwością to rozpoznają. Żadna bowiem firma nie jest w stanie wpisać do kreowanej dokumentacji, jaką jest np. program kształcenia rozwiązań, które mają miejsce w szkole i są zgodne z normami KRK. Tu bowiem wszystko musi zgadzać się nie tylko na papierze, ale z zatrudnionymi do realizacji programu nauczycielami (ich kwalifikacjami, wykształceniem), hospitowanymi zajęciami, wywiadami, danymi z obserwacji itp. Kłamstwo zatem prędzej czy później zostanie wychwycone. Nic tu nie pomoże zamieszczanie na stronie internetowej szkoły fragmentu z opinii PKA, skoro nie publikuje się całego raportu. Tu dopiero widać, jak manipuluje się kadrą, studentami i ewentualnymi klientami.

Kandydaci na studia, osoby już studiujące, ale i pracownicy powinni jednak co jakiś czas zainteresować się tym, jaka jest prawda o wyższej szkole prywatnej. Na stronie PKA, wprawdzie z opóźnieniem, ale jednak są publikowane raporty pokontrolne. Tam można przeczytać, jaką naprawdę ocenę otrzymała szkoła prowadząca dany kierunek studiów. Można też skierować zapytanie do PKA o taką ocenę. To ważne, bo być może wkrótce okaże się, że uczestniczy się w masie upadłościowej, a to nie przysporzy ani dobrego imienia absolwentom, ani też pracownikom takiej szkoły. Być może wkrótce, ci ostatni, będą musieli szukać pracy w innym miejscu. Muszę przyznać, że z tak narastającym procesem fałszerstw, kreowania papierowej i internetowej rzeczywistości w szkolnictwie wyższym dawno nie miałem do czynienia. To tylko dowód na to, jak szybko rynek usług pozornych musi się sam oczyścić w wyniku wyborów, jakich będą dokonywać ich klienci, a być może i usługodawcy.