sobota, 1 lutego 2020

Wypaleni nauczyciele niszczą dziecięce serca do nauki



Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta spot reklamowy jednej z telefonii komórkowych, w którym główną rolę odegrała nauczycielka usiłująca w czasie przerwy międzylekcyjnej rozmawiać na szkolnym korytarzu przez telefon komórkowy. Hałas był tak wielki, że wydarła się na rozradowanych i rozkrzyczanych uczniów: "CISZAAAAAA!!!"

Niektórzy nauczyciele szkół podstawowych nie wytrzymują już nerwowo nie tylko korytarzowego hałasu, ale w ogóle UCZNIOWIE PRZESZKADZAJĄ IM W PRACY. Najlepiej, jakby w ogóle nie przychodzili do szkoły. Skoro jednak już przychodzą, to mają być cicho, grzeczni, posłuszni, uniżono-dyszący i przepraszający, że ośmielili się czegoś nie nauczyć, że czegoś nie wiedzą, nie rozumieją, nie potrafią.

To skandal. Tacy uczniowie powinni być wychłostani na korytarzu, a że jest to niedozwolone w polskim prawie, to są biczowani zwierzęcym wprost wydzieraniem się niektórych nauczycielek na nich. Są wśród wypalonych, zaburzonych emocjonalnie i psychicznie nauczycielek takie postaci, które jeszcze miewają odrobinę samoświadomości i samokontroli, bo jak już wykrzyczą się przed uczniami, to zaczynają im się tłumaczyć, że to z powodu ich ignorancji, głupoty, niewiedzy, nieodrobienia pracy domowej czy niezgłoszenia się do odpowiedzi.

Jak jednak dzieci mają zgłaszać się do odpowiedzi, skoro już samo sformułowanie pytania i wydanie go w tonacji mającej ich porazić, mają zgłaszać się czy włączać do analizy werbalnej jakiegoś problemu. Przecież to strach się odezwać, bo jak który ś powie źle, to pani tak się na niego wydrze, tak go sponiewiera przed klasą, żeby mu się odechciało! No, a jak nikt się nie zgłosi, to taka zaburzona nekrofilka wystawi wszystkim jedynki!

Ma władzę! Ma stopnie! Niech sobie szczeniaki nie myślą, że im odpuści! Niech się trzęsą ze strachu, niech lęk sponiewiera ich dusze, bo tu ona rządzi i decyduje o tym, kto jest kim i na co zasługuje! Tak, tak, takich nauczycieli trzeba by nagrywać, filmować i kierować wnioski do komisji dyscyplinarnej, tyle tylko że oni i tak wrócą do szkoły, do tej samej klasy, bo... nie ma kto ich zastąpić.

Będą nadal wydzierać się na uczniów, bo już nie potrafią inaczej. Są tak głęboko sfrustrowani, zranieni, dotknięci jakimiś uwarunkowaniami, na które uczniowie nie mają wpływu, ale są OFIARAMI, zakładnikami TOKSYCZNYCH NAUCZYCIELEK lub NAUCZYCIELI, że nie potrafią zachowywać się inaczej. To ukryci KACI DZIECIĘCYCH DUSZ, NISZCZYCIELE SENSU UCZENIA SIĘ.

piątek, 31 stycznia 2020

Zadziałał - www.bronmyprofesor.pl , ale brakuje - www.bronmywolnoscinauki.pl


W dniu dzisiejszym t.j. w piątek 31 stycznia pani Profesor Ewa Budzyńska stawi się przed Komisją Dyscyplinarną Uniwersytetu Śląskiego. Ceniona w tej Uczelni socjolog będzie sądzona za wypowiedziane w trakcie wykładu z jej dyscypliny naukowej słowa o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny oraz za nazwanie nienarodzonego człowieka „dzieckiem”.

Osiągamy już szczyty patologii w szkolnictwie wyższym. Jeszcze trochę i historykom nie będzie wolno mówić o zdradzieckiej agresji Rosji w 1939 r. na Polskę a potem o bolszewickim zniewalaniu Polaków, psychologom o postawie indywiduacji u świadków przemocy, a pedagogom o wychowaniu np. neofaszystowskim czy chrześcijańskim, bo zawsze znajdzie się jakiś student, któremu to się nie spodoba i zażąda ukarania wykładowcy. Może to jest nowy sposób na ucieczkę od studiowania, od zdawania egzaminów? A może to sposób na wciąganie uniwersytetów w wojnę kulturową w III RP?

Jeszcze trochę i nie będzie wolno recenzentom skrytykować pseudonaukowych prac doktorskich, habilitacyjnych czy publikacji kandydatów do tytułu naukowego profesora, wystawić im negatywną opinię z wskazaniem na skutek tego pseudoakademickiego kiczu, jakim jest obcowanie studentów i młodych naukowców z pseudonaukowcami, bo oni poczują się dotknięci stwierdzeniem faktu o ich ignorancji. To tak, jakby lekarzowi nie pozwolić na określenie osoby uzależnionej od alkoholu, że jest alkoholikiem, a komuś innemu na stwierdzenie o osobie, która popełniła zbrodnię, że jest mordercą!

Słusznie stwierdza w wywiadzie profesor Wojciech Świątkiewicz, także socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz członek Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów:

"Wolność akademicką, wolność myśli i pluralizm poglądów. Należy wziąć pod uwagę, że Uniwersytet jest wspólnotą uczących się i tych, którzy uczą. Wszyscy jej członkowie mają równe prawa obywatelskie, zarówno studenci, jak i nauczyciele akademiccy. Jeśli stoimy na stanowisku, a taki jest mój pogląd, że studenci mają do prawo do własnych poglądów, nawet krytycznych wobec wyników badań naukowych, oceny zjawisk społecznych, czy zapisów konstytucyjnych to takie same prawa mają także profesorowie."

Lewicowe media wykorzystują to wydarzenie do podważenia wiarygodności uczonej. Teraz o tym, czy ktoś ma prawo wykładać socjologię rodziny czy nie ma prawa, będą decydować dziennikarze na wniosek studentów.

Oto do czego doprowadziła m.in. reforma Jarosława Gowina. W Ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce są rozdziały na temat odpowiedzialności nauczycieli akademickich i możliwości ich karania, tylko minister nie przewidział tego, że w uniwersytetach czy na politechnikach potrzebni są obrońcy przyzwoitych nauczycieli akademickich, sumiennie wykładających treści własnej dyscypliny naukowej, uczciwie i rzetelnie wykazujących fundamentalne błędy w recenzowanych przez nich pseudonaukowych doktoratach czy habilitacjach?

Kto stanie po stronie PRAWDY? Kto stanie po stronie NAUKI? Dlaczego mają doświadczać w szkolnictwie wyższym represji osoby z jakiegoś powodu komuś nieodpowiadające, chociaż są one badaczami, uczonymi? Czyżby wdrażana była doktryna "posiadania w nosie profesorów"?

Na szczęście prof. E. Budzyńska nie będzie dzisiaj sama, gdyż będą jej towarzyszyć obrońcy, prawnicy Instytutu Ordo Iuris. Jak pisze prezes tej NGO:

Nigdy nie zostawiamy naszych przyjaciół w potrzebie. I tym razem zażądamy natychmiastowego uniewinnienia Pani Profesor, której sprawa stała się głośnym na całą Polskę symbolem ataku na wolność słowa i wolność akademicką.
Przypomnę, że Pani Profesor padła ofiarą donosu grupy studentów, którzy oskarżyli ją o to, że „opierała się na tylko jednej definicji rodziny” opartej na związku mężczyzny i kobiety. Swej wykładowczyni zarzucali także nienaukowość, „homofobię”, „antysemityzm”, „poglądy radykalnie-katolickie” i wrogość wobec aborcji i eutanazji.

Chociaż w toku rocznego postępowania wyjaśniającego rzecznik dyscyplinarny prof. Wojciech Popiołek uznał zarzuty „antysemityzmu” i nienaukowości za fałszywe, to i tak zażądał dla Pani Profesor kary dyscyplinarnej nagany. Uzasadnił to m.in. „prewencją ogólną”, czyli koniecznością przestrzeżenia innych wykładowców i badaczy przed powtarzaniem „błędów” Pani Profesor.


Dzięki złożeniu przez ponad 33 000 podpisanych petycji, które zostały w kilka dni doręczone na skrzynkę Rektora Uniwersytetu Śląskiego prof. dr. hab. Andrzeja Kowalczyka, profesor socjologii zyskała jeszcze jeden poważny argument obrony, jakim jest masowe poparcie dla petycji „bronmyprofesor.pl”.

Jestem przekonany, że i tym razem, jak miało to miejsce w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, profesor zostanie uwolniona od tej patologicznej procedury i zostanie tym samym wzmocniona wolność przekazywania studentom naukowej prawdy na polskich uczelniach.



****

W godzinach popołudniowych dotarła wiadomość:
Posiedzenie komisji dyscyplinarnej w sprawie prof. Budzyńskiej odroczone

***

Pani Profesor dziękuje wszystkim, którzy złożyli podpis pod petycją w jej obronie i powiadomili o niej swoich bliskich i znajomych.

czwartek, 30 stycznia 2020

Wyższa szkoła prywatna zniknęła z mapy Łodzi kilka lat temu a wraz z nią dokumenty absolwentów


Otrzymałem zapytanie dotyczące tego, gdzie absolwent jednej z byłych wyższych szkół prywatnych (tzw. WSP), który ukończył ją ponad 10 lat temu i do tej pory nie odebrał swoich dokumentów (dyplomu ukończenia studiów), może się po nie zwrócić? Jest bezradny.

W dotychczasowych próbach ustalenia, gdzie i do kogo zwrócić się po uzyskanie suplementu dyplomu z tej uczelni, jest bezradny.

Siedziby nie ma, witryna online zniknęła, telefony i odbiorca listów poleconych milczą, ostatni rektor uczelni, który teraz pracuje w kolejnej wyższe szkole prywatnej w Łodzi, a poprzedni pracuje w Bielsku-Białej, rozkładają ręce, odcinają się od swoich absolwentów.

Gdzie mają szukać informacji?

środa, 29 stycznia 2020

Wnioski z badań i postulaty profesora Marka Kwieka dotyczące międzynarodowej współpracy badawczej polskich uczonych


Profesor Marek Kwiek z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (Director, Center for Public Policy Studies; UNESCO Chair in Institutional Research and Higher Education Polic) nie daje nam odetchnąć. W swojej najnowszej publikacji na łamach czasopisma PAN "NAUKA" (2020 nr 1) odpowiada na pytanie: Jak współpracuje Europa w badaniach (poprzez wspólne publikacje międzynarodowe) i czym się wyróżnia Polska?

Autor podaje trzy modele teoretyczne, które uzasadniają powody współpracy, a mianowicie:

1) cykl wiarygodności w karierze naukowej (credibility cycle Bruno Latoura) jest wzmacniany przez wspólne publikacje międzynarodowe;

2) maksymalizacja prestiżu (publikacje międzynarodowe maksymalizują prestiż potrzebny instytucjom, a te płacą w różnej formie naukowcom podejmującym współpracę międzynarodową);

3) nauka globalna, czyli globalizacja nauki, odbywająca się za plecami państwa narodowych. Rośnie - ponieważ opłaca się naukowcom, abstrahując od potrzeb państwa. To staje się motyw najsilniejszy, chociaż jest jeszcze słaby teoretycznie.


Wyniki są rozbudowane, ale ciekawe, bowiem widać na wizualizacji dekady zmian dające się ująć w ramy 4 badanych typów współpracy:

* międzynarodowej,

* krajowej,

* wewnątrzinstytucjonalnej i

* braku współpracy (sole authored research).


Polska ma najniższy poziom współpracy międzynarodowej , o czym świadczą dane z 2009 r. - 29,1% oraz z 2018 r. -35,8%.

Polska nauka znajduje się pod tym względem już za Rumunią. Nasze środowisko naukowe cechuje bowiem najwyższy poziom współpracy instytucjonalnej i krajowej wśród innych państw w Europie, gdyż jest ona najtańsza i najprostsza. Nadal preferujemy kształtowanie zespołów badawczych w ramach wspólnych jednostek zatrudnienia, a jeśli już wychodzimy poza nie, to tylko w obrębie własnego kraju.

Jak pisze prof. M. Kwiek: Generalnie oddalamy się od wzorców najważniejszych krajów Europy. Ostatnia dekada reform i wzrostu nakładów oraz działań Narodowego Centrum Nauki, to całkowita porażka. Ilustruje to danymi na temat publikacji oraz cytowań z baz Scopus i SciVal. W świetle tych danych jest 5,48 mln publikacji oraz 87,5 mln cytowań z lat 2009-2018.


O ile w Europie Zachodniej wzrost rocznej liczby publikacji dotyczy rozpraw napisanych w międzynarodowym współautorstwie, o tyle publikacje krajowe są constans.

Uczony postuluje zatem, by kierować rozprawy do baz indeksujących oraz pisać artykuły i książki we współpracy międzynarodowej. Duże kraje Europy mają 60-70% prac we współpracy międzynarodowej. Co robić?

Wiadomo - wspierać współpracę międzynarodową i wymagać od nauczycieli akademickich zamieszczania publikacji na łamach jak najlepszych periodyków zachodnich oraz u zagranicznych wydawców. Postulat jest dość ostry, a na domiar wszystkiego rozmija się radykalnie z nakładami środków budżetowych na szkolnictwo wyższe. Niestety, częściowo nie uwzględnia się oświatowego znaczenia publikowania w języku polskim rozpraw naukowych w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych.

Wyprowadzenie finansów na badania naukowe do NCN zostało tu wyraźnie i czytelnie zdyskredytowane jako nieskuteczne, a nawet w jakiejś mierze utrwalające dotychczasową dominantę konstruowania zespołów badawczych i realizowania projektów naukowych. Gdyby środki były dostępne w jednostkach akademickich, można byłoby zobowiązywać naukowców do międzynarodowej współpracy. Niestety, ale byliśmy i jesteśmy "dziadami", żebrakami w porównaniu z uczelnianymi finansami naukowców krajów Europy Zachodniej, a nawet Rumunii. Dysponując na cały rok kalendarzowy kwotą 1 tys. zł na nauczyciela akademickiego w Katedrze mogę go wesprzeć co najwyżej w wyjeździe na krajową konferencję naukową.

Kiedy skończy się w tym kraju zobowiązywanie do współpracy międzynarodowej z pustą kieszenią do jej kreowania? Wiem, wiem. Niech uczeni aplikują o środki z grantów europejskich.... tylko, że nie jest to możliwe bez uprzednich wyjazdów, wspólnych konsultacji, wymiany publikacji itp. Wszystko kosztuje. Przy wciąż bardzo niskich płacach w środowisku akademickim nie ma szans na zwiększenie wysiłku i nakładów pracy. Moi nawet najlepsi adiunkci muszą dorabiać, by utrzymać rodziny i żyć w sferze kultury wysokiej.

wtorek, 28 stycznia 2020

Lista wyborcza do komitetów naukowych PAN jak do KRS - ściśle tajna


Sekretariat Wiceprezesa PAN poinformował, że czynią wszystko, aby zakończyć proces wyborczy do komitetów naukowych przy PAN od...20 grudnia 2019 r.

Na skutek opóźnień spowodowanych osobami, które do tej pory nie złożyły stosownych formularzy, termin opublikowania wyników przesunął się. Planuje się opublikowanie wyników wyborów (...) we wtorek 28.01.2020. na stronie wyborykomitety.pan.pl W wynikach nie będzie podanej liczby uzyskanych głosów.."

Zdumiewająca jest treść tego komunikatu. Wybory były prowadzone elektronicznie, a to oznacza, że w systemie informacyjnym PAN dane są od końca drugiej dekady grudnia dostępne i zamknięte. Najpierw pojawił się komunikat o tym, że w wyborach do kilku komitetów naukowych na ostatniej pozycji znalazły się osoby z tą samą liczbą głosów poparcia, a zatem trzeba było zorganizować losowanie, by jedna z nich została członkiem swojego gremium naukowego. Po czym dopiero w połowie stycznia PAN rozesłał do wszystkich osób, które zostały wybrane komunikat o kulturowo żenującej stylistyce - cytuję:

Witaj Krzysztof.... Informujemy o wyborze w wyborach komitetów
UWAGA!
Dane są niezbędne do spisu członków Komitetów Naukowych PAN oraz do przygotowania dokumentu powołania. Brak uzupełnienia danych skutkuje brakiem otrzymania powołania na członka Komitetu Naukowego PAN. Termin wypełnienia formularza upływa z dniem 21.01.2020 godz. 12:00.



Przewodniczący Komisji Wyborczej do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN skierował pismo do PAN-owskiej Komisji Wyborczej z zapytaniem: Kiedy zostaną ogłoszone wyniki wyborów do komitetów naukowych PAN? Czy zostaną upublicznione listy osób wybranych do poszczególnych komitetów, czy zostaną upublicznione szczegółowe wyniki wyborów (czyli liczba głosów, którą uzyskali poszczególni kandydaci)? Jeżeli tak, to w jaki sposób? Zadaję to pytanie ponieważ codziennie jestem pytany przez osoby biorące udział w wyborach o to, kiedy poznamy ich wyniki. Wcześniej mowa była o tym, że poznamy je po 15 stycznia.

Jak długo jeszcze władze PAN będę kompromitować korporację w kwestii tak banalnej uciekając zarazem od upublicznienia wyników wyborów?! Dlaczego naukowcy w kraju mają nie wiedzieć, z jakim poparciem dostali się do tych komitetów ich reprezentanci? Czy rzeczywiście naukowcy mają składać pozew na podstawie prawa o dostępie do informacji publicznej, by zmusić władze PAN do jawności działania? Cóż takiego wstydliwego jest w tych danych, że wiceprezes PAN zamierza je ukrywać przed opinią publiczną i własnego środowiska?

To zdumiewające, że w XXI wieku wyniki wyborów on-line są tak długo niedostępne dla wyborców! Czyżbyśmy mieli do czynienia z przykładem nieudolności i lekceważenia środowisk akademickich przez władze tej korporacji?

Korzystam zatem z przysługującego prawa:

Sz. Pan
Prof. dr hab. Romuald Zabielski

Szanowny Panie Wiceprezesie
Na podstawie art. 2 ust.1 i art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2014 r. poz. 782 ze zm.) wnoszę o udostępnienie informacji publicznej w zakresie:
1. Wskazania liczby głosów poparcia, jakie uzyskali wszyscy nauczyciele akademiccy kandydujący do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN na kadencję 2020-2023. Wniosek o udostępnienie informacji publicznej przesyłam w dwóch formach: tradycyjnej (papierowej) drogą pocztową na adres:

Polska Akademia Nauk
Sekretariat Wiceprezesa PAN
PKiN, Pl. Defilad 1, 00-901 Warszawa

oraz w wersji elektronicznej na adres:
Stępień Magdalena Magdalena.Stepien@pan.pl

Sekretariat Wiceprezesa PAN

Odpowiedź na informację publiczną proszę wysłać w przewidzianym ustawowo terminie w formie elektronicznej na adres:
boguslawsliwerski@gmail.com



poniedziałek, 27 stycznia 2020

Piękny Jubileusz wybitnych Uczonych - Profesorów Wojciecha Kojsa i Janusza Mariańskiego



W wielu uniwersytetach i akademiach pielęgnowana jest niezwykle piękna i poruszająca tradycja organizowania spotkań z Jubilatami, mistrzami-mistrzów, jakimi w tym roku byli na Uniwersytecie Śląskim humaniści, badacze nauk społecznych, profesorowie pedagogiki - Wojciech Kojs i socjologii - ks. Janusz Mariański. Obaj wybitni Uczeni obchodzili osiemdziesiąte urodziny w gronie swoich uczniów, przyjaciół, wielbicieli ich badawczych dokonań.

W imieniu władz Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk skierowałem jeszcze w ubiegłym roku do specjalnie przygotowanego na tę okazję tomu życzenia - przede wszystkim zdrowia, by na miarę własnych sił i czasu, którego tak wiele Jubilaci oddają polskiej nauce, mogli jak najdłużej służyć kolejnym pokoleniom swoimi dziełami, refleksją, opinią czy konsultacją. Wyraziłem zarazem ogromną wdzięczność obu Profesorom za dotychczasowe wzbogacanie nauk społecznych osobistą wrażliwością humanistyczną, mocą serca i umysłu, które stały się wielkim darem i wsparciem w rozwoju współpracowników, opiniowanych przez Profesorów podmiotów, instytucji i środowisk uczestniczących w ich badaniach czy pozyskujących naukowe ekspertyzy.



Niestety, obowiązki akademickie uniemożliwiły mi udział w zorganizowanej z okazji jubileuszu debaty naukowej, ale cieszę się, że w wydanym tomie p.t. "Wychować (w sobie) Mistrza. W stronę Jubileuszu 80-lecia Profesora Wojciecha Kojsa i Profesora Janusza Mariańskiego" pod redakcją naukową Leszka Pawelskiego i Marka Rembierza (Szczecinek: Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Twórczych 2019; ISBN – 978-83-936269-7-7) mogłem zamieścić gratulacje Jubilatom dziękując im za znakomite łączenie w aktywności akademickiej, oświatowej czy religijnej wiedzy naukowej z praktyką codziennego życia wszystkich tych, którzy mieli szczęście znaleźć się w kręgu beneficjentów ich dzieł i pracy.

Profesor Leszek Pawelski nadesłał niemalże następnego dnia relację ze spotkania z Jubilatami, toteż przytoczę ją w tym miejscu, a za Jego zgodą, by chociaż w tej formie potwierdzić raz jeszcze radość pośredniego spotkania z Mistrzami:


"Uniwersytet Śląski w Katowicach był miejscem niecodziennej uroczystości. Oto bowiem z inicjatywy Uniwersytetu Śląskiego i Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Twórczych w dniu 23 stycznia 2020 r. dwaj znamienici profesorowie: Wojciech Kojs i ks. Janusz Mariański zostali uhonorowani księgą jubileuszową „Wychować (w sobie) Mistrza. W stronę jubileuszu 80-lecia Profesora Wojciecha Kojsa i Profesora Janusza Mariańskiego”, której redakcji podjęli się dwaj współpracownicy i przyjaciele obu Jubilatów: dr Leszek Pawelski prof. CB Szczecin i dr hab. Marek Rembierz prof. UŚ.

Witając zaproszonych i przybyłych gości, dziekan Wydziału Nauk Społecznych UŚ prof. zw. dr hab. Zenon Gajdzica przedstawił wielu czołowych pedagogów i socjologów Polskich, wśród nich: prof. dr hab. Janinę Kostkiewicz, prof. dr hab. Ewę Wysocką, prof. dra hab. Zenona Jasińskiego, prof. dra hab. Wiesława Gumułę, prof. dra hab. Wiesława Wójcika, prof. dr hab. Małgorzatę Michel, prof. dr hab. Beatę Oelszlaeger-Kosturek, prof. dr hab. Eugenię Rostańską, prof. dra hab. Marka Walancika, prof. dr hab. Urszulę Szuścik, prof. dr hab. Ewę Jarosz, prof. dra hab. Andrzeja Kasperka, prof. UŚ dr hab. Violettę Rodek. Wśród powitanych znalazł się również prezes Zarządu Krajowego Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Twórczych dr Leszek Pawelski prof. nadzw. CB. Całość prowadził prof. Marek Rembierz.

Uroczystość, jak nakazuje dobra tradycja była okazją do zaprezentowania wielu wystąpień, skupiających się wokół tematu „O roli Mistrzów w nauce i nauczaniu”. Panelem dyskusyjnym z wrodzoną sobie błyskotliwością prowadził profesor Marek Rembierz. Prof. dr hab. Janina Kostkiewicz w sposób mistrzowski wprowadziła w temat tego sympozjum. W swoim wykładzie skupiła się na analizie pojęcia i roli mistrza, akcentując szczególnie mistrza i mistrzostwa w ujęciu prof. Twardowskiego. W panelu najpierw zabrali głos obaj dostojni Jubilaci.






Ks. prof. Janusz Mariański uwypuklił m. in. rolę mistrzów w swoim życiu naukowym, szczególnie swego promotora, prof. dr hab. Józefa Majkę. Wśród uczonych, którzy wywarli wpływ na naukową twórczość Jubilata nie zabrakło Marii Ossowskiej, Anny Pawełczyńskiej, czy Jana Szczepańskiego. Tego ostatniego rokrocznie wspomina się w ramach Wolnej Szkoły Nauk Filozoficznych i Społecznych im. prof. Jana Szczepańskiego, popularnej w Ustroniu i Cieszynie „Szkoły Szczepańskiego”. Dodał także, że potrzebne jest minimum wartości, aby mówić o wychowaniu.







Profesor Wojciech Kojs przytaczał dydaktykę prof. Bogdana Nawroczyńskiego, podkreślając znaczenie wartości w pedagogice, szerzej w nauce, a jednocześnie wskazywał na rolę wnikania i przekazywania wartości absolutu – dążenia do nieskończoności.

Z kolei profesor Ewa Wysocka zadała i podjęła próbę odpowiedzi na pytanie: Czy uniwersytetowi potrzebny jest mistrz i czy mistrz potrzebuje uniwersytetu. Według Niej istotą bycia mistrzem jest otwartość na innych, uczniów i współpracowników. Mistrz nie może być posągiem, lecz musi być osobą dostępną.

Profesor Zenon Jasiński skupił się na tradycjach edukacyjnych Śląska Cieszyńskiego i Zaolzia. Szerokie badania prowadzone przez niego wskazują na ogromne zasługi w krzewieniu polskości i języka polskiego wśród mieszkańców tych ziem. Nic dziwnego, że np. w małym Ustroniu swoje miejsce do życia znajduje wielu profesorów i pracowników wyższych uczelni.


Profesor Wiesław Gumuła stwierdził, że trudno być mistrzem we wszystkich wymiarach. Wskazał na wielkość tych naukowców, którzy potrafią słuchać i przyznawać rację tym, którzy w innych dziedzinach są bardziej wyedukowani od pedagogicznych mistrzów. Profesor Wiesław Wójcik nawiązał do odleglejszych czasów powstania styczniowego i podkreślił, że mimo klęski powstania udowodniło ono, że Polacy grupując się w różnych organizacjach pokazywali, że można budować w opanowanej przez zaborców Polsce edukację, która pozwoliła przetrwać, a następnie była zarzewiem ruchów niepodległościowych i wyzwoleńczych.

Po krótkiej dyskusji pomiędzy uczestnikami panelu nastąpił najbardziej uroczysty moment spotkania. Profesorowie Zenon Gajdzica, Leszek Pawelski i Marek Rembierz wręczyli obu dostojnym Jubilatom księgi jubileuszowe, zaś prezes PSNT wręczył im ozdobne grawertony, które będą stanowić miłą pamiątkę tego dnia. Następnie profesor Zenon Gajdzica i profesor Marek Rembierz odczytali listy gratulacyjne, które wpłynęły od prof. dra hab. Andrzeja Radziewicza Winnickiego, prof. dra hab. Krzysztofa Wieleckiego, prof. dra hab. Ondreja Štefaňaka na ręce organizatorów, a skierowane ku obu dostojnym Profesorom.

Delegacje poszczególnych środowisk uczelnianych złożyli gratulacje i wiązanki kwiatów.

Szczególnie wzruszające było wystąpienie wnuczki profesora Wojciecha Kojsa, Katarzyny Kojs, która w pięknych, płynących z serca słowach pogratulowała swojemu dziadkowi, a także ks. prof. Januszowi Mariańskiego wspaniałych, naukowych osiągnięć, podkreślając jak wspaniale dbali o swoich bliskich i budowali te najważniejsze relacje rodzinne. Obaj Jubilaci w swoim słowie końcowym dziękowali zgromadzonym za ich przyjaźń i wysiłek włożony w przybycie, nieraz z odległych krańców Polski.

Warto w tym miejscu przedstawić głos młodego pokolenia. Tak właśnie Katarzyna Kojs (studentka stosunków międzynarodowych UJ) mówiła o swoim dziadku:

Drogi Dziadku, Szanowni Państwo,

Nie spodziewałam się, że będę dzisiaj przemawiać w tak znamienitym gronie Profesorów, Doktorów, Przyjaciół Dziadka i przyznam, że czuję się trochę zawstydzona. Ale wiem, że nawet jeśli mi się nie uda, nawet jeśli byłoby to najgorsze przemówienie w historii wszystkich przemówień wnuczek, to zawsze będę mieć w Tobie, Dziadku, oparcie. Dajesz nam odwagę, zapewniasz bezpieczeństwo, w którym możemy się rozwijać i kwitnąć. Możemy podejmować ryzyko, próbować i popełniać błędy, bo w domu czeka na nas dobra rada, akceptacja i wsparcie.

Powiem Państwu, że jako jedyna z wnucząt, byłam na podobnym wydarzeniu 10 lat temu. Trwało ono ponad 5 godzin, co dla 11-letniego dziecka jest całą wiecznością, ale ja się nie nudziłam, ponieważ większość czasu byłam, nie ukrywam, mocno skonsternowana i zdziwiona. Tyle godzin wszyscy czytali listy, wręczali kwiaty i mówili o pracy naukowej Profesora Doktora Habilitowanego Wojciecha Kojsa, który wydawał się niezmiernie podobny do mojego Dziadka… nawet nazywał się tak samo. Ale przecież to nie możliwe, żeby taki ważny człowiek chwalił wszystkie moje rysunki, tak się cieszył z pierwszych ciast, które piekłam, nawet jeśli cała konfitura wypływała z rogalików. A jednak po wielu zapewnieniach mojego Taty, że to naprawdę Dziadek, nie miałam specjalnie wyjścia i musiałam dać wiarę. Po powrocie do domu i kolejnych bardzo ciężkich dla 11-letniej dziewczynki chwilach przemyśleń, wprost dałam upust wątpliwościom i spytałam rodziców, czy mogę do Dziadka dalej zwracać się tym prywatnym, czułym słowem - „Dziadku”.


Wtedy było to dla mnie trudne do pojęcia, ale dzisiaj już wiem, że mój Dziadek jest po prostu niezwykle skromnym i ciepłym człowiekiem, który zawsze stawia innych na pierwszym miejscu. Praca jest dla Niego niesamowicie ważna, ale tak samo jak mój Tata, zawsze potrafi odłożyć książki na bok i porozmawiać z nami, jak równy z równym, o ważnych dla nas rzeczach.

Dlatego też dziękuję z całego serca wszystkim, którzy przyczynili się do powstania książki, którą tu dzisiaj widzimy i zorganizowania tego wydarzenia, ponieważ dzięki temu reszta wnucząt, a ja ponownie, możemy poczuć, jaki to zaszczyt być częścią Twojej Rodziny. Dziadku, ja nie mam dla Ciebie kwiatów, których już tyle dzisiaj dostałeś, ale to my wszyscy (wnuki) jesteśmy kwiatami, które z czułością wyhodowałeś w ogrodzie, zwanym Rodziną.

Całość spotkania podsumował prof. Zenon Gajdzica, dziekan Wydziału Nauk Społecznych, gratulując i dziękując organizatorom tej jakże ważnej, wspaniałej uroczystości (L. Pawelski-26.01.2020)".




niedziela, 26 stycznia 2020

Uczmy się na błędach metodologicznych odrzuconej habilitacji pani dr Joanny Gruby



Wczoraj przytoczyłem kardynalne błędy w recenzji jednej z prac habilitacyjnych, które członkowie rady wydziału szacownego uniwersytetu postanowili zlekceważyć, by mimo wszystko nadać ich autorowi stopień doktora habilitowanego w jednej z dyscyplin nauk w dziedzinie nauk społecznych. Dziś napiszę o przypadku, który dotyczy pedagogiki, a przy tym osoby, na którą zaczynają powoływać się inni doktorzy nauk, którym recenzenci wykazali kardynalne błędy metodologiczne.

Są takie postępowania habilitacyjne, które mają bardziej klarowne rozstrzygnięcia, rzetelne, akademicko uczciwe. To są te sytuacje, kiedy to trzej recenzenci jednoznacznie wskazują na kompletny brak kompetencji doktora nauk społecznych do bycia samodzielnym pracownikiem naukowym ze stopniem doktora habilitowanego ze względu na bylejakość jakiejś lub jakichś publikacji.

Przeczytałem trzy recenzje habilitacji pani dr Joanny Gruby z uwagą, aczkolwiek nie jest to moja problematyka i specjalność badawcza, gdyż lokowana jest w innej dyscyplinie nauk pedagogicznych. Metodologia nauk społecznych w paradygmacie badań ilościowych powinna być zrozumiała dla wszystkich pedagogów, bez względu na to, na jakie problemy poszukują odpowiedzi.

Przytoczę zatem te sformułowania z recenzji, które odpowiadają fundamentalnym błędom metodologicznym rozpraw naukowych, żeby młodzi uczeni ubiegający się o habilitację mogli ich uniknąć - tak w konceptualizacji własnych projektów badawczych, jak i w konstruowaniu rozpraw, monografii przedstawiających wyniki badań.

Musimy uczyć się od siebie, także na cudzych i własnych błędach. Dobrze wiedzieć, na co zwracają uwagę recenzujący nasze publikacje, skoro recenzenci wydawniczy nie byli łaskawi solidnie wywiązać się z tego zadania. Od wielu lat uczulam recenzentów wydawniczych, by przestali pisać swoje opinie o czyichś maszynopisach na kolanie, po znajomości, by je przepchnąć do druku, bo w ten sposób zdradzają autorów ufających im i pokładających nadzieję na związane z tym sukcesy i awanse naukowe.

Oto INDYWIDUALNE STUDIUM recenzji habilitacji, z którego wszystkie sformułowania można znaleźć na stronie b. Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu. Pedagodzy specjalni będą mogli zatem poszerzyć tę metodologiczną krytykę ekspertów jeszcze o błędy czy zalety natury merytorycznej. Cytuję dosłownie, ale tylko w takim zakresie, w jakim sądy odnoszą się do metodologii badań i prezentacji ich wyników, także z punktu widzenia ustawowych wymogów dla osób ubiegających się o samodzielność naukową:

MONOGRAFIA HABILITACYJNA

rozdział I charakteryzuje się dużą ogólnością i niskim poziomem analizy zgromadzonego materiału

rozdział II jest pełen sprzeczności. Autorka powołuje się na definicję … za … ujmując ją jako … , by później wspominać za … o … , która ma nadać wypowiedzi pełne znaczenie. To bardzo nieprecyzyjne, mało kompetentne łączenie różnych podejść, które wywodzą się z innych nurtów.

Kolejnym zarzutem jest pomięcie w badaniach testu … – bez podania przyczyny. Jest to tym bardziej niezrozumiane, iż sama Autorka stwierdza: „Jest to pierwszy w języku polskim standaryzowany test do badania …”;

Trzeci rozdział jest w dużej części publikowany bez większych zmian w innej publikacji

Nie wyjaśniono, czym kierowano się podczas doboru próby, na której przeprowadzono badania

Problematyczne jest przeprowadzanie tych badań w jednym regionie …

• Opisane badania zostały przeprowadzone na nierównych grupach badawczych… co … nie daje możliwości badań porównawczych jak i statystycznych. Zestawiono liczbę nieprawidłowo różnicowanych opozycji ... – problematyczne jest zestawianie wyników surowych z grup o różnej liczebności. Przedstawienie tych badań na poziomie wyników surowych, procentów i uśrednienia to na niskim poziomie przeprowadzona analiza.

Samo podsumowanie „analiza wyników wykazuje, że … nie jest odkrywczym wnioskiem..."

Nie do końca mogę się zgodzić z sensem nie tyle badania, co korelowaniem …

Uzyskane wyniki są z założenia realne, ale w interpretacji problematyczne

Bardzo szkoda, iż Autorka zaledwie na ok. półtorej strony podjęła analizę wyników i nie została podjęta szersza dyskusja, nad innymi wynikami, jak również sformułowanie swoich zaleceń do pracy…

Autorka nie pokusiła się o badania nowatorskie

W książce występują ogólniki i niedopowiedzenia – przykładem niech będą stwierdzenia: …

Kolejny mój zarzut wynika z faktu, iż bardzo obszerne fragmenty książki zostały równolegle opublikowane w czasopiśmie

Znaczące części pracy z tej książki znajdujemy również w podręczniku…

Artykuł jest powieleniem treści przedstawionych w książce, jak również prezentacją wyników badań, które również zostały umieszczone w książce. Przypis wprowadza w błąd – raczej jest to przepisanie części tekstu, jak również streszczenie uzyskanych wyników, jakie prezentowane są w książce.

Krytycznie odnoszę się do publikacji …, która obarczona jest wieloma wadami formalnymi, logicznymi i metodologicznymi.


Niedopuszczenie pani adiunkt do dalszych etapów przewodu habilitacyjnego w świetle analiz drugiego recenzenta spowodowane było następującym odczytaniem jej "osiągnięć":

Problem nie nowy i dobrze opracowany w literaturze przedmiotu. Mimo tego ... uczyniła go przedmiotem własnych dociekań badawczych wyznaczając sobie ambitny cel realizowanych badań – poznania / diagnozy …

• ...prezentacja treści uporządkowana, każdy z rozdziałów kończy prezentacja narzędzi do oceny – jednak, ma też swoje wady.

Wadą, jak sądzę, jest brak powiązania tych wybranych problemów z realizowanym i zaprezentowanym w tym opracowaniu projektem badań własnych.

Autorka nawet w nikłym stopniu nie sygnalizuje swoich - badacza tej problematyki - przemyśleń. Inaczej mówiąc ten tekst mógłby być wprowadzeniem do jakiejkolwiek monografii dowolnego autora zajmującego się podobną problematyką.

Myślę, że treści zaprezentowane w tym rozdziale, wybór problemów i ich prezentacja, do której wszak Autorka miała prawo, chociaż poprawne, nie pozwalają dostrzec – konceptualizacji badań własnych, np. które z zaprezentowanych definicji wybrała za podstawę w swoich badaniach. Takich treści brakuje mi w tym rozdziale, ale akceptuję wybór problemów i sposób ich prezentacji.

W kontekście tych uwag, ta część ocenianej monografii to poprawny ale w moim przekonaniu nie wystarczający do zaprojektowanych badań, przegląd literatury w omawianym zakresie.

Metodologia badań własnych… ta część monografii jest metodologicznie poprawna ale uważna lektura tej części pracy nie przekonuje o nowatorstwie tego projektu. Wiele tego typu badań znajduje się w literaturze przedmiotu. Część z nich przywołuje dr ... przy prezentacji problemów badawczych.

Analiza wyników badań własnych.. Z tego ugruntowanego w trzech poprzednich podrozdziałach sposobu prezentacji wyników badań wyłamuje się jednak podrozdział czwarty … . Analizie tego problemu Autorka poświęciła zaledwie stronę tekstu. Tutaj ograniczyła się do zaprezentowania w tab. … . Mam tu dwie istotne wątpliwości. Pierwsza dotyczy liczby kolumn pionowych w tab. … Autorka nie informuje dlaczego w tych tabelach zrezygnowała z jednej kolumny. Trudno ocenić zatem ten zabieg, ale budzi on wątpliwość, narusza zatem ugruntowane wcześniej przekonanie o rzetelności prezentowanych wyników badań.

Wątpliwość druga dotyczy prezentowanych w tej tabeli danych. Tytuł tego podrozdziału sugeruje, że analiza w nim zaprezentowana będzie odnosić się do analizy … ze względu na … . Tak jednak nie jest. …. Te analizy nie sugerują nawet… . Taką możliwość dałyby jedynie krzyżowe analizy statystyczne. W tych badaniach takiej próby nie podjęto.

Pogłębiona analiza tej tabeli, nawet wówczas gdyby różnice nie byłyby istotne statystycznie, pokazałaby tendencje … lub też uwiarygodniłaby stwierdzenie Autorki… , że … nie różnicuje poziomu … . Stwierdzenie to bez takiej analizy jest nadinterpretacją.

Tabela … i dane w niej zawarte uprawniają jedynie do stwierdzenia, że … nie różnicuje prawidłowego i nieprawidłowego rozróżniania … , a nie, jak napisała Autorka, ….

Zakończenie. … jest to w moim odczuciu najdziwniejsza część tego opracowania. Ta część monografii zwykle wieńczy dzieło. W tym przypadku zamiast zwieńczenia mamy półtorej strony tekstu z którego czytelnik dowiaduje się, że oto w badaniach uczestniczyli także …. , że wnioski z wywiadów z nimi przeprowadzonych potwierdzają „że … .

Nie mam podstaw by twierdzić, że tak nie jest, ale też nie mogę poważnie traktować takiej informacji bez możliwości jej weryfikacji. Nie wiem nic o tych badanych osobach ani o tym czego dotyczyły owe wywiady, jak je analizowano i ostatecznie jakie wnioski po analizie tych wywiadów sformułowano. Treść Zakończenia przekonała mnie jedynie, że Autorka nie poradziła sobie z tym pozornie prostym zadaniem, tym samym ugruntowała moje przekonanie, że nie jest dojrzałym badaczem.

Dr ... nie spełnia warunków do uzyskania awansu naukowego.

Trzeci recenzent stwierdza:

* istotnym mankamentem wielu spośród nich jest powtarzalność fragmentów tekstów, przy czym w tekstach późniejszych Autorka nie powołuje się na poprzednie (autoplagiat). Kilka takich przykładów zostanie omówionych w dalszej części recenzji.

* Druga pozycja książkowa wydana w 2002 r. …. , to – jak określa Habilitantka w autoreferacie – „książka podoktorska”, a zatem nie należy jej wiązać z dorobkiem naukowym po uzyskaniu doktoratu, a raczej z prezentacją rozprawy doktorskiej, tym bardziej, że jest w zasadzie raportem z badań na wskazany w tytule temat.

* Niezależnie od … Habilitantka jest autorką trzech kolejnych cykli programów .... pod wspólną nazwą …. . Dotyczą one …. . Nie ma żadnej informacji o recenzowaniu tych programów przez specjalistów. Ponieważ kilka lat temu Ministerstwo Edukacji Narodowej zrezygnowało z obowiązku recenzowania innych środków dydaktycznych poza podręcznikami, sytuację taką należy uznać za dopuszczalną. Można jednak domniemywać, że nie są to pozycje recenzowane. Wszystkie te programy są w sprzedaży w Wydawnictwie…, z którym Habilitantka blisko współpracuje.

* Analiza całości dorobku wskazuje, że Habilitantka jest bardziej praktykiem niż naukowcem. …

Rozprawa habilitacyjna:

* Opracowanie jest poprawne, chociaż na zbyt dużym poziomie ogólności (trzy rozdziały części teoretycznej liczą zaledwie 42 strony, a więc mniej niż trzy arkusze autorskie). W rozdziałach tych można zidentyfikować fragmenty wcześniejszych prac Habilitantki (często przenoszonych metodą wytnij i wklej). Szczególnie liczne są przeniesione do rozprawy habilitacyjnej fragmenty artykułu ...

* Brak w rozprawie habilitacyjnej informacji o wcześniejszym opublikowaniu tych tekstów w innych miejscach (lub odwrotnie w przypadku tekstów późniejszych – przy tekstach opublikowanych w tym samym roku nie jest możliwe ustalenie kolejności publikacji) nosi znamiona autoplagiatu ukrytego.

* Podsumowując całość pracy można stwierdzić, że nie stanowi ona istotnego wkładu w rozwój nauki. Zagadnienia dotyczące … były tematem wielu wcześniejszych badań i opisów, a zaproponowany do badań autorski zestaw paronimów nie różni się znacząco od stosowanych wcześniej...

Dorobek dr .... jest bogaty i godny uznania, ale ma charakter bardziej utylitarny niż naukowy. Przygotowywane przez Habilitantkę materiały wspomagające pracę … mają znaczący wymiar praktyczny, trudno jednak traktować je jako istotne osiągnięcie naukowe.

No i proszę bardzo, mimo wykazania pseudonaukowych praktyk i "quasi-osiągnięć", braku fundamentalnej wiedzy i umiejętności badawczych, nieznajomości lub nieumiejętności wykorzystania metodologii badań w naukach społecznych - ich kreatorka stosuje hejt, mając pretensje do recenzentów, zamiast podziękować im za rzetelną, obiektywną informację i opinię zwrotną.

Oczywiście, są w tych recenzjach także pochwały, pozytywne opinie o innych rozprawkach, wartościowych dokonaniach praktycznych, oświatowych. Nie są to, jak przytoczona wczoraj, jednostronne w swej wymowie recenzje. Wszystkie jednak - ze względu na standardy nauk społecznych - miały negatywną dla habilitantki konkluzję. Tak się zdarza. Nie jest to ani pierwsza, ani ostatnia osoba w naszym środowisku, która nie poradziła sobie z naukowa materią. Nie ma w tym niczego złego.

Być może wiele to mówi o jej własnym środowisku akademickim, które nie stanęło na wysokości zadania i nie pomogło jej w zrozumieniu popełnianych co rusz błędów. Można też formułować inne hipotezy na temat tej porażki, ale jedno nie ulega wątpliwości, że popełnione błędy są tu kardynalne. Na szczęście nie jest to moja problematyka badawcza, ale wiele osób zapewne mogło bezkrytycznie postrzegać powyższe prace jako stricte naukowe i przywołuje je w swoich rozprawach dyplomowych, czy - nie daj Panie Boże - naukowych.

Od dawien dawna apeluję do doktorów - czas wreszcie douczyć się, doczytać, zrozumieć i zacząć pracować naukowo, a nie publicystycznie. Chociaż wiem, że dzisiaj populistycznie podważa się rolę autorytetów naukowych, ekspertów twierdząc, że ma się ich w nosie, to jednak pozostanę przy własnej opinii i szacunku wobec tych, którzy mimo to piszą rzetelne recenzje dokumentując swoje sądy fragmentami z ocenianych prac. Konkluzje nie biorą się z sufitu. Mają swoje twarde podstawy w faktach.

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN nowej kadencji musi stanąć przed wyzwaniem - Czy dalej będą niektórzy jego członkowie, nawet profesorowie tytularni czy - co gorsza - autorzy rozpraw z metodologii badań społecznych akceptować i reprodukować miałkość, bylejakość, pseudonaukowość, czy jednak zatroszczą się wreszcie o naukowe standardy, które obowiązują w świecie nauki?

(żródło gif:i.makeagif.com)