sobota, 27 października 2018

Interdyscyplinarne konteksty współczesnej pedagogiki i psychologii oraz zanikania akademickiego etosu


Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie obchodzi jubileusz 45-lecia, toteż z tej okazji zorganizował w dniach 25-26 października 2018 r. ogólnopolską konferencję naukową pn. "Interdyscyplinarne konteksty współczesnej pedagogiki i psychologii".

Jest to cykliczna konferencja, którą zapoczątkował b. dziekan tego Wydziału - prof. dr hab. Ryszard Bera, a w tej kadencji kontynuuje ją prof. dr hab. Janusz Kirenko zapraszając do wspólnej debaty naukowej przedstawicieli akademickich ośrodków pedagogicznych z Polski oraz psychologów, by w ramach dyskursu naukowego dokonać analizy współczesnych problemów pedagogiki i psychologii w wymiarze teoretycznym i praktycznym.

Moje wystąpienie dotyczyło zanikania etosu pracy naukowej wśród części samodzielnych pracowników naukowych, którzy zamiast być wzorem dla swoich młodszych koleżanek i kolegów, wćwiczają ich w pozoranctwie, w cwaniactwie, pseudonaukowej produkcji nikomu niepotrzebnych tekstów czy przyznawaniu stopni naukowych takim właśnie postaciom. Kłamstwo i korupcja stają się zjawiskami przenikającymi do renomowanych w kraju jednostek akademickich. Trzeba dostrzec stan zapalny organizmu naszego środowiska, by przestać go tolerować, zaleczać na krótką chwilę paralekami, gdyż wraz z najbliższą oceną parametryczną pedagogiki jako dyscypliny naukowej, per analogiam do pacjenta, może okazać się ona niezdolną do dalszego życia.

Z metodologicznego punktu widzenia nauki humanistyczne i społeczne w XXI wieku stają przed tym samym dylematem uzasadnienia własnej naukowości nie tyle w sensie historycznym, administracyjno-prawnym, społecznym, instytucjonalnym, ale właśnie metodologicznym. Chodzi bowiem o imperatyw spełnienia metodologicznych kryteriów odpowiadających współczesnym naukom społecznym i humanistycznym, które bezapelacyjnie różnią się od nauk przyrodniczych, technicznych czy ścisłych typu science nie mając szans na osiągnięcie ich naukowego statusu.

To, co pedagogikę zbliża do nauk medycznych, technicznych czy innych nauk społecznych, to jej aplikacyjny charakter orientujący jej dokonania na szeroko pojmowaną praktykę pedagogiczną, edukacyjną, wychowawczą, służącą bezpośrednio lub pośrednio ludziom, bez względu na ich wiek i inne cechy instrumentalne czy kulturowe. Nasza dyscyplina ma służyć praktyce, ale też powinna wykraczać poza potoczną wiedzę o wychowaniu i kształceniu oraz tworzyć dzięki prowadzonym badaniom empirycznym odpowiednio ugruntowaną wiedzę, która może, ale nie musi mieć praktycznego zastosowania. Ważne jest, by pozwoliła na opis i wyjaśnienie zjawisk, zdarzeń czy procesów, które nie są dostrzegane przez laika, ale pozwalają je części z nich zrozumieć, zaś uczonym projektować kolejne badania.

Rządzący, którym zależy na wykorzystaniu pedagogiki czy innej nauki społecznej do sterowania społeczeństwem, manipulowania nim dla realizacji własnych interesów politycznych i ideologicznych, nauka jest podporządkowana ideologii partii władzy (np. ekonomicznie), stapiana z jedynie słuszną ideologią „ludzi lepszego sortu”. Spełnianie funkcji aksjonormatywnej przez naukę równoznaczne jest z jej uprawianiem kiedy odbywa się w formie ideologicznej.

Właśnie dlatego niektórzy uczeni wpisując się w tak rozumianą naukę podejmują się funkcji w rządzie, by zamiast dociekać prawdy i ją odkrywać - głosić ideologiczną prawdę i indoktrynować zgodnie z nią społeczeństwo, poczynając od dzieci i młodzieży a na ich rodzicach i członkach rodzin kończąc. Spełnianie funkcji ideologicznej nie może jednak być uznane za uprawianie nauki. Szczytem naukowości mogło być jedynie w oficjalnej nauce państw o charakterze totalitarnym, w istocie rzeczy tożsamej z ideologią.

Ideologicznej funkcji nauki nie można utożsamiać z jej aksjologicznymi uwarunkowaniami, które nie muszą i nie powinny stać na przeszkodzie praktykowania właściwych jej tradycyjnych cnót epistemicznych
(H. Izdebski, Ile nauki w nauce, Warszawa 2018, s. 96-97). Szczególnie narażone są na ingerencję rządzących nauki społeczne i humanistyczne, jeśli przyjmowane przez badaczy stanowisko jest sprzeczne z interesem sprawującej władzy zorientowanej populistycznie, a zatem odrzucającej wyniki badań naukowych kwestionujących zasadność podejmowanych reform czy zmian w regulacjach prawnych. To również może stać się punktem odniesienia dla niektórych naukowców, którzy w celu przyspieszenia swojej kariery będą kwestionować stanowisko starszych kolegów z powodów w istocie pozanaukowych (…). (Izdebski, s. 122).

Z analizy postępowań habilitacyjnych w kraju w dyscyplinie pedagogika wynika, że poziom nauki w nauce jest coraz mniejszy nie dlatego, że:

1) akademicy nie mają dostępu do literatury z metodologii badań społecznych, albo

2) z powodu niewiedzy, czy(-m) jest pedagogika jako nauka, czy

3) brakuje im wiedzy,

ale z braku samokształceniowego wysiłku, samoświadomości metodologicznej, skoro popełniają kardynalne błędy we własnych badaniach naukowych. Trudno zatem, by nie skutkowało to pedagogicznym „zakalcem”, skoro niektóre składniki były nieświeże, źle dobrane albo/i wykorzystane w niewłaściwych proporcjach czy wymieszane w złej kolejności.

Z niepokojem postrzegam studenckie błędy w procedurach badawczych, w konceptualizacji badań czy w sposobie ich realizacji oraz omawiania u osób, które już uzyskały stopień naukowy doktora habilitowanego nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika, a nawet tytuł naukowy profesora. Ośmieszają w ten sposób nie tylko siebie, ale i kompromitują naszą dyscyplinę oraz reprezentowane przez siebie jednostki akademickie. Niektórzy mają podwójne oblicze: od studentów wymagają znajomości metodologii badań, ale sami jej nie stosują w swoich badaniach, a tym bardziej, kiedy oceniają cudze.



Interesujące było m.in. wystąpienie prof. Jerzego Nikitorowicza, który mówił o hybrydowej tożsamości kulturowej osób, które coraz częściej doświadczają w naszym kraju sytuacji wykluczania. Czy istnieje otwartość na obcość? Czy może manipuluje się odmiennością kulturową i narodową dla realizacji celów ideologicznych władzy? Profesor przywołał postać m.in. Ludwika Zamenhofa, Aloszy Awdiejewa, Janusza Korczaka czy Czesława Miłosza jako osób o hybrydalnej tożsamości. Cytował ich wypowiedzi na temat poczucia własnej narodowości i swoistego rodzaju bycia POMIĘDZY.

Osoby o tego typu osobowości mają dylemat, w jakim zakresie pozostając w rodzimym języku są jeszcze wzorem narodowości mieszkańców kraju ich miejsca zamieszkania? Nauka i sztuka są beznarodowościowe, a mimo to codziennie odzywa się problem własnego pochodzenia - Kim jestem? W społeczeństwach wielokulturowych muszą unikać poszukiwania czy kreowania wroga. W człowieku trzeba wspierać kosmos wielokulturowości. Badaniami tych kwestii zajmuje się heterologia jako nauka o swoistości więzi międzyludzkich osób o hybrydalnej tożsamości.




W lubelskiej konferencji uczestniczyło ponad 230 osób, w tym także naukowcy z za wschodniej granicy. W programie było 13 sekcji tematycznych, w których najczęściej młodzi adepci nauk przedstawiali wyniki własnych badań czy prezentowali spory teoretyczne w pedagogice i psychologii. mamy nadzieję, że ci, którzy z różnych przyczyn nie przyjechali, nie przedłożą we własnym cv informacji o rzekomej aktywności w zakresie upowszechniania nauki.

Jeden z prelegentów mówił bowiem o tym, że bywają tak zdemoralizowane postaci, które zgłaszają się do wielu konferencji w kraju, nawet do komitetów programowych takowych, a następnie nie przyjeżdżają, by we własnej uczelni przedłożyć wydrukowany z ich nazwiskiem program. Papier jest cierpliwy, ale i bywa zbiorem fałszywych danych. Są też tacy organizatorzy konferencji, którzy wpisują nazwisko profesora mając wiedzę na temat tego, że on nie może czy nie zamierza w niej uczestniczyć. Wprowadzają w błąd uczestników i nawet nie poczuwają się do tego, by przeprosić za to tak ich, jak i owego profesora.





piątek, 26 października 2018

Do trzech razy "sztuka" ?


Z końcem sierpnia 2018 r. zakończył swoją dziesięcioletnią służbę na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka (RPD) Marek Michalak, toteż mogliśmy się spodziewać szybkiego powołania jego następcy czy następczyni. Niestety, Sejm nie mógł dokonać takiego wyboru z politycznych powodów.

Urząd Rzecznika Praw Dziecka jest w randze ministra, Sekretarza Stanu, a zatem rządząca koalicja wolała obsadzić go osobą, która będzie spełniała jej oczekiwania. Nie po raz pierwszy dzieci są tu jedynie swoistego rodzaju „zakładnikiem”, a może i „ofiarą” takich rozstrzygnięć.

Pamiętam lata 2005-2007, w czasie których powołana przez Sejm na RPD lekarka Kamela Sowińska krytykowała oglądanie przez dzieci bajki „Teletubisie”, gdyż - jej zdaniem - animowane lalki są gejami, a tego jej partia propagować nie zezwalała. W sieci Polacy mieli z tego wieli ubaw. Już zaczęli tropić, czy aby Żwirek i Muchomorek też nie są gejami. Padło nawet Bolka i Lolka, którzy występowali przez większość odcinków razem. Na szczęście pojawiła się jeszcze w tamtym ustroju ich koleżanka - Tola. Rzadkie to imię żeńskie, więc bajce ponoć groziła z tego powodu dekomunizacja.

Dzisiaj dzieci oglądają to, co chcą, a zdarza się - i to, czego nie powinny. "Teletubisie" zniknęły jednak z ekranów polskiej telewizji. Świat animacji i filmowych klipów dziecięcych przeniósł się do Internetu. Może się zdarzyć, że zamiast wilka uganiającego się za zającem znajdą się w akcji zupełnie inni wykonawcy tych ról.

Ponowoczesny świat wydobywa na jaw najróżniejsze fakty, także i takie, o których nie chcieliby wiedzieć kandydaci na wspomnianego Rzecznika. Tak się stało z adiunkt wykładającą etykę w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która afirmowała się w wyborach na Rzecznika jako psycholog rodzinny, chociaż nigdy nie podjęła nawet studiów na tym kierunku kształcenia. Internauci szybko rozpoznali jej właściwe kwalifikacje zawodowe, do których dorzucono jeszcze miękkie kompetencje w postaci plagiaryzmu.

Ubiegająca się o tak wysoki urząd w naszym państwie być może doszła do wniosku, że skoro niemalże wszyscy uczniowie klas maturalnych ściągają gotowe wypracowania czy dane z podobnej w nazwie platformy, to nikt nie będzie kwestionował wklejenia przez nią do własnych artykułów także czyichś myśli bez podania źródeł. Tak oto pierwsza kandydatka została „zatopiona” przez medialnych sygnalistów. Uniwersytet rozstał się z tą panią, co bardzo dobrze świadczy o jego władzach.

Pozostało we wrześniu dwóch kontrkandydatów, ale żaden z nich nie miał najmniejszych szans w naszym Parlamencie, bowiem o nominacji decyduje większość, a tej nie posiadają partie opozycyjne, które ich zgłosiły. Tym samym dzieci dowiedziały się, że wybór ich Rzecznika jest nie tylko polityczny, ale i partyjny.

Gdyby powiodło się śp. Marii Łopatkowej powołanie Partii Dziecka, a ta zyskałaby większość w wyborach do Sejmu, to mielibyśmy świąteczną bajkę Janusza Korczaka w realu. Tymczasem Partia Dziecka już nie istnieje, a mało kto wie, że była takowa w latach 90.XX w. w Polsce.

Znakomici fachowcy, uniwersytecka profesor pedagogiki społecznej Ewa Jarosz, autorka wielu badań i rozpraw na temat przemocy wobec dzieci oraz niezwykle interesujący lekarz, "misjonarz", bo ratujący życie dzieci w rejonach wojennych - Paweł Kukiz-Szczuciński musieli odejść z przysłowiowym kwitkiem. Nie otrzymali wystarczającego poparcia posłów, którzy na co dzień ponoć bardzo kochają dzieci i są o nie zatroskani.

W drugim podejściu rzeczniczką Praw Dziecka chciała zostać pani, która sama jest matką wychowującą dwójkę niepełnosprawnych dzieci, a jako także adiunkt w jednym z instytutów naukowych, bo jest doktorem socjologii, powinna mieć z tego tytułu specjalne względy. Także i tym razem politykom, posłom partii władzy podesłano jakąś jej ironiczną wypowiedź w sieci na temat rzekomego braku troski rządzących o dzieci niepełnosprawne. W drugim podejściu zatem i ją pokonał na drodze do sukcesu wyrwany z kontekstu fragment wypowiedzi.

Jak wynika z ludowej mądrości: „Do trzech razy sztuka”. Sztuka czy sztuka? Sejm zarejestrował w połowie października po raz kolejny tę są kandydatkę - socjolog z Polskiej Akademii Nauk panią dr Agnieszkę Dudzińską. Wśród medialnie afirmowanych kandydatów na giełdzie ludzkich istnień rzekomo Zjednoczonej Prawicy krążyło nazwisko pedagoga - prof. Marka Konopczyńskiego.

Media nagłaśniały tu i ówdzie, z prawej oraz lewej strony politycznej sceny, że jedynym kandydatem na Rzecznika Praw Dziecka będzie ten właśnie profesor pedagogiki resocjalizacyjnej. To byłby także bardzo dobry wybór, bowiem jest on zwolennikiem resocjalizacji pozytywnej. Każde bowiem dziecko ma w sobie potencjał dobra, które trzeba dostrzec, wydobyć i na nim współtworzyć szanse jego pomyślnego rozwoju.

Partia władzy przekonała się jednak do poprzednio odrzuconej przez siebie kandydatki i już bez żadnych przeszkód personalnych, medialnych i politycznych wybrała ją o godz. 23:53:26 Rzeczniczką Praw Dziecka. Wydawało się, że mamy wreszcie "Korczaka w spódnicy". Czym będzie się zajmowała RPD? Które z dotychczasowych aporii zostaną utopione w rzece nierozwiązywalnych spraw, a jakie staną się priorytetem do naprawy dziecięcego świata codziennego życia? Co zostanie wycofane, zaprzepaszczone, a co wzmocnione w przestrzeni jurydycznej, społecznej, edukacyjnej?

Czy w obliczu deformy edukacji będzie milczeć, czy może wraz z minister A. Zalewską udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Nie ma wątpliwości, że to drugie. W czasie wysłuchania w Sejmie kandydatka stwierdziła, że reformę edukacji ocenia pozytywnie. Posłowie zatem byli już kontenci. Poparli: 35 ZA, 15 - PRZECIW i 1 się wstrzymał.

Czy dzieci mają w Polsce głos? Mają. Dekoracyjny. Oby zmieniający się w kraju klimat nie zainfekował nas wszystkich jakimś wirusem. Polecam lody, których 48 smaków można dostać w Kanadzie. Oby u nas nie było dla dzieci lodów o smaku tylko pistacjowym.

Pani dr A. Dudzińska - jak w bajce - już była pewna zwycięstwa, gdy nagle... senatorowie partii władzy powiedzieli swoim koleżankom i kolegom z Sejmu - NIE. NIE CHCEMY TEJ PANI NA RZECZNIKA PRAW DZIECKA.

Gdyby ktoś chciał wiedziec, dlaczego senatorowie nie poparli kandydatki PiS, to poniżej jest tego wyjaśnienie:

czwartek, 25 października 2018

Kiedy nastąpi rozstanie z pedagogiką socjalistyczną?


Zastanawiam się nad tym, jakie pozostają nam w sporze o wkład w pedagogikę Bogdana Suchodolskiego racje i argumenty, którego działalność w okresie PRL uzasadnia krytykę jego dokonań (w tym zaniechań), czy szkodzących tej nauce pozostałości minionego ustroju? Jak dalece potrzebna jest krytyka tego okresu i jego pozostałych liderów, którzy wcale nie byli tak świetlani, jak usiłuje się utrzymać mocą formalnych zabiegów i koleżeńskich praktyk wspomnieniowych?

Niewątpliwie, stoimy u progu koniecznej analizy pedagogiki z okresu PRL, która to diagnoza z tak wielkim lękiem była odraczana przez samych zainteresowanych i głównych jej aktorów, czołowych liderów tego okresu. Nie wiem, dlaczego tak bardzo odchodzące pokolenie mistrzów stara się ukryć prawdę tamtego okresu, nie chce odsłonić jej rzeczywistego zakresu adekwatnych do warunków ustrojowych patologii, pseudonaukowych dokonań i manipulacji?

Proces analiz i badań w tym zakresie wymaga jak najszybszej i jak najgłębszej kontynuacji. Obrażaniem się na konieczną fazę „dekomunizacji polskiej pedagogiki” niczego nie zmieni, a już na pewno nie jest możliwe w sposób, który wręcz zachęca do wyostrzania sądów krytycznych. Oczywiście, można tego dokonać w stylu, jaki proponuje od lat w swoich rozprawach emerytowany wykładowca Uniwersytetu Śląskiego Herbert Kopiec, „usunięty” zresztą - jego zdaniem - z tego też powodu poza obszar akademickiej debaty i kształcenia.

Można też postąpić tak, jak czyniła to w okresie „siermiężnego socjalizmu”, a więc nie sprzyjającym formułowaniu ocen krytycznych Andrea Folkierska, kiedy to na łamach „Kwartalnika Pedagogicznego” (1981 nr 4) przeprowadziła merytoryczny spór z podstawowymi tezami teorii wychowania Heliodora Muszyńskiego. Tego typu debat było jednak niewiele w naukach pedagogicznych może właśnie dlatego, że obowiązujące procedury awansowe w środowisku akademickim eliminowały z pola krytyków, którzy nie zdążyli się jeszcze habilitować.

Pamiętam konferencję nauczycieli akademickich prowadzących w swoich uczelniach zajęcia z „teorii wychowania”, w trakcie to której młody doktor „ośmielił się” poddać krytyce teorię wychowania Heliodora Muszyńskiego. Na kolejnej, jaka była prowadzona w rok później był już pokornym i apologetycznym wręcz wyznawcą dzieł krytykowanego wcześniej profesora.


Można wreszcie podjąć wątek „rozliczeń” z tamtym okresem w sposób, który sytuuje go na pograniczu rekonstrukcji porównawczej i historyczno-oświatowej, jakiej dokonała Teresa Hejnicka-Bezwińska w swojej pracy „Zarys historii wychowania (1944-1989)” (Kielce, 1996). Istnieje także praktyka prowadzenia sporów o racje naukowe w ramach tzw. konferencji biograficznych, kiedy to dorobek naukowy określonego przedstawiciela nauki jest przedmiotem analiz krytycznych, apologetycznych jak i twórczych.

No i wreszcie mamy rozprawy naukowe, głównie historyków wychowania i oświaty, którzy dokonują nowego odczytania dzieł oraz zaangażowania w politykę oświatową swoich poprzedników, akcentując zupełnie niedostrzegane czy pomijane dotychczas fakty oraz nowe odsłony ich uwikłań ustrojowych.

Polska pedagogika radykalnie zmieniła się w ciągu minionych 29 lat. Czy jest jej jednak potrzebna "gruba kreska" w sytuacji, gdy w różnych strukturach władz (akademickich, społecznych, politycznych, oświatowych itp.) są osoby mające wiedzę czy także doświadczenia na jej temat z minionego jeszcze ustroju?

środa, 24 października 2018

"Mądrość i wsparcie" - Jubileusz 10-lecia Wydziału Nauk Pedagogicznych UKSW w Warszawie


W dniu wczorajszym miał miejsce mały jubileusz akademickiej wspólnoty osób wielkich serc i mądrości. Na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się z tej okazji okolicznościowa konferencja naukowa, w trakcie której profesorowie i wykładowcy kilku pokoleń, w tym obecne władze Uczelni i Wydziału Nauk Pedagogicznych, ich poprzednicy, uczeni Wydziału Nauk Humanistycznych inicjujący w 2002 r. powołanie Instytutu Pedagogiki im. św. Jana Bosko - dokonali podsumowania tak ważnej dekady w rozwoju naukowym własnego środowiska.

Akademicy mieli za sobą uprzednie doświadczenia z czasów Salezjańskiego Instytutu Wychowania Chrześcijańskiego. Jego kadry zakorzenione w Światowej Federacji Uniwersytetów Salezjańskich zostały wsparte naukowcami z ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (dzisiaj - Akademii) oraz pracownikami Sekcji "Bobolanum" Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Warszawskiej. Dyskusja nad utworzeniem uczelni przygotowującej kadry wychowawców chrześcijańskich do pracy z dziećmi i młodzieżą rozpoczęła się w salezjańskiej inspektorii warszawskiej w drugiej połowie lat 80.-tych XX wieku, ale spełniła w 2008 r. kiedy to wieńcząca kadencję dziekan Wydziału Humanistycznego UKSW prof. dr hab. Jadwiga Kuczyńska-Kwapisz doprowadziła do wyłonienia się z tej struktury nowego Wydziału - Nauk Pedagogicznych.


Od tego momentu rozpoczął się dynamiczny rozwój tej jednostki, jej akademickich kadr oraz poszerzona została oferta kształcenia w zakresie pedagogiki o dodatkowy kierunek studiów - pedagogika specjalna. Była też inicjatywa uruchomienia studiów na kierunku pedagogika katechetyczna, ale nie spotkała się z zainteresowaniem wśród młodzieży. Środowisko pedagogiczne otrzymało do zagospodarowania i rewitalizacji własny budynek (nr 15) na ul. Wóycickiego 1/3, który dzięki także unijnym środkom inwestycyjnym został znakomicie przystosowany do prowadzenia zajęć dydaktycznych, organizowania w nim konferencji naukowych oraz prowadzenia przez naukowców konsultacji.

Konferencję otwierał obecny Dziekan - ks. dr hab. Jan Niewęgłowski prof. UKSW, który przygotował wraz z współpracownikami: dr Ewą Kulawską i dr. hab. Witoldem Starnawskim prof. UKSW na tę okoliczność także specjalną publikację pt. "Mądrość i wsparcie. 10 lat Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie". W "Słowie wstępnym" JM Rektor ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński napisał:


"Istnienie każdej wspólnoty – a taką tworzy Wydział Nauk Pedagogicznych UKSW – uwarunkowane jest jej pamięcią. Dla Wspólnoty Wydziału Nauk Pedagogicznych pamięć o jej tradycji i dorobku z pewnością pozwoli na przeprowadzenie bilansu dokonań, na refleksję i określenie kierunków dalszego działania. Temu służyć będzie także wydanie Księgi Jubileuszowej. Wprawdzie 10 lat to nie jest szczególnie długi okres w dziejach instytucji, jednak trzeba pamiętać, że i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w skład którego wchodzi WNP, ma historię niewiele dłuższą.

Wydział Nauk Pedagogicznych stanowi zatem istotną część tradycji naszego młodego, ale posiadającego już cenny dorobek, Uniwersytetu. Wśród wydziałów Uniwersytetu WNP jest tym, który w swej działalności badawczej i dydaktycznej szczególnie zwraca się ku człowiekowi, – obejmując swoim zainteresowaniem całe jego życie – od dzieciństwa i adolescencji aż po okres starości. Realizuje w ten sposób istotny fragment misji całego Uniwersytetu. Osobiście jestem dumny z faktu, że wchodzę w skład grona pracowników tego właśnie Wydziału i mogę wspólnie z nimi realizować podejmowaną tam działalność
.

Po części oficjalnej miały miejsce wspomnienia, osobiste relacje byłych dziekanów, emerytowanych profesorów i pracowników pomocniczych, bowiem historia tego Wydziału jest także osobistą historią każdego jej studenta, nauczyciela i pracownika administracji.

Warto sięgnąć do wspomnianej publikacji, bowiem znajdziemy w niej przekład znakomitego tekstu prof. Dietricha Bennera, dr h.c. pt. "Wychowanie i kształcenie. W sprawie konceptualizacji nauczania wychowującego". Ten wybitny uczony prowadził w latach 2008-2013 wykłady z pedagogiki ogólnej także w tej Uczelni. Jest też niezwykle interesujący tekst profesora z Uniwersytetu Katolickiego del Sacro Cuore w Mediolanie - Giuseppe Mari'ego poświęcony zagadnieniu "Wiara, poznanie i nauka: przeciwstawienie czy integracja?".

W części II jubileuszowej monografii znajdują się biogramy pracowników poszczególnych katedr z wykazem ich osiągnięć naukowych i badawczych. Ujmujący jest zapis wspomnień emerytowanych już, a przecież długoletnich pracowników administracji Wydziału oraz absolwentów studiów pedagogicznych, którzy są świadkami dobra i mądrości, profesjonalizmu i rzetelności, pasji, umiłowania własnej pracy oraz fascynacji studiami. Piszą o swojej obecności na Wydziale jako przygodzie ich życia oraz o niepowtarzalnej atmosferze studiowania. Tu nie tyle nauczyli się, ile utwierdzili w tym, "jak być dobrymi ludźmi, jak należy szanować każdego bliźniego".
Czyż przekazane na piśmie krótkie wspomnienia nie są lepsze od wyskalowanej ewaluacji zajęć w tabelach? Wolałbym szczerą opinię, jak ta, którą podzielił się jeden z absolwentów pedagogiki - Tomasz Justyniarski?

Moje studia to jedne z najpiękniejszych lat w moim życiu . Dużo radości, beztroski, dużo przyjaciół i dużo wkuwania przed egzaminami, co znakomicie ćwiczy umysł... Wspaniali ludzie i dużo, dużo dowcipów. Wspominam wspaniale mury mojej uczelni, jej atmosferę i wykładowców. Najbardziej oryginalnym wykładowcą był Rubens Figurski., od genetyki, który potrafił z dzwonkiem latać po stołach... Otowicz, Theiss, Kulisz i siostra Maria – do dziś wspominamy te osoby w gronie znajomych. Choć nie tylko ich,... wspominamy całe ciało pedagogiczne" i co niektórych wyróżniających się odszczpieńców... Dziękuję Ci bardzo, moja "Uczelnio," za to, kim teraz jestem. Dziękuję za formację i lekcję życia.

wtorek, 23 października 2018

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN debatował o dokonaniach Rzecznika Praw Dziecka oraz powołał nowe zespoły eksperckie






Wczoraj odbyło się ostatnie w bieżącym roku posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, w czasie którego zostały podjęte niezwykle ważne kwestie dla każdego pedagoga, nauczyciela, wychowawcy, opiekuna, terapeuty czy pracownika służb resocjalizacyjnych, a dotyczące PRAW DZIECKA w polskim systemie prawnym, oświatowym i kulturowym. Pan Marek Michalak - urzędujący po dziesięcioletniej misji (dwie kadencje) minister-Rzecznik Praw Dziecka przyjął zaproszenie KNP PAN na to posiedzenie, w trakcie którego przybliżył jego członkom osiągnięcia w kluczowych obszarach kierowanego przezeń urzędu centralnego w latach 2008-2018.

Liczby są odzwierciedleniem zdarzeń, faktów, procesów, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy, bowiem pracownicy i siły społecznego wsparcia Rzecznika Praw Dziecka nastawione są na rozwiązywanie najbardziej palących problemów dzieci w naszym państwie, które stały się z różnych powodów, w odmiennych środowiskach ich codziennego życia ofiarami różnego rodzaju sporów, konfliktów, dramatów rodzinnych czy instytucjonalnych patologii.


Spójrzmy jednak na liczby ilustrujące tylko formalnie zakres dokonań czy działań Rzecznika Praw Dziecka:

331 381 podjętych spraw
1 148 Wystąpień Generalnych
2 104 przystąpienia do spraw sądowo-administracyjnych
487 500 spotkań z dziećmi
1 842 patronatów honorowych.

Za danymi kryją się tysiące godzin spędzonych w środkach lokomocji, by dotrzeć do dzieci oczekujących pomocy. To tysiące godzin spędzonych nad aktami spraw sądowych, w wyniku których rozstrzygały się losy dzieci nie zawsze mogących liczyć na miłość, szacunek, sen w bezpiecznym miejscu, naukę czy wyżywienie. Za tymi liczbami kryją się długie rozmowy, negocjacje, poszukiwania ekspertów czy uzgodnienia z władzami kolejnych rządów rozwiązań koniecznych dla dobrostanu dzieci będących przecież ofiarami zdarzeń losowych czy intencjonalnej przemocy.

Mogliśmy usłyszeć o tym, jak ważny jest Rzecznik Praw Dziecka w państwie, w którym dorośli nie liczyli się w swoich decyzjach i działaniach z dobrem dziecka, jego godnością, prawem do szacunku, krzywdząc je czy czyniąc przedmiotem własnych interesów.


Marek Michalak mówił o tym, jakiego rodzaju wysiłki, działania, zabiegi były konieczne, by móc minimalizować straty psychiczne, fizyczne i kulturowe w życiu najmłodszych mieszkańców Polski. W okresie minionych dziesięciu lat służby dzieciom doprowadził do zmian w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, w wyniku których dzieci rozwodzących się rodziców mają zagwarantowane prawo do obojga rodziców. Ograniczona została adopcja sierot, którymi - niestety - także w minionych czasach handlowano.

Zdemistyfikowany został przez Rzecznika upowszechniany w mediach mit o rzekomym odbieraniu dzieci ich rodzicom z powodu ubóstwa. Każdy przypadek został zanalizowany także częściowo przez Najwyższą Izbę Kontroli potwierdzając, że decyzje sądów były powodowane zupełnie innymi uwarunkowaniami. Niezwykle istotne były działania Biura RPD dotyczące sytuacji dzieci poza granicami kraju - np. w wyniku uprowadzeń przez jednego z rodziców czy doświadczania przez nie przemocy.


Na chwilę pojawiła się na naszym posiedzeniu Kandydatka do tego urzędu - dr hab. Ewa Jarosz, która systematycznie prowadzi badania dotyczące przyczyn, zakresu i następstw stosowania przemocy wobec dzieci. Skierowała przy tej okazji podziękowania dla członków KNP PAN popierających jej gotowość do objęcia urzędu RPD w pierwszym podejściu Sejmu RP do wyborów nowego Rzecznika. Ogromnie żałujemy, że polscy parlamentarzyści nie kierowali się kryterium merytorycznym, ale politycznym interesem partii władzy.

Zapewne kampanie społeczne, medialne RPD, jak i upowszechniane wyniki badań śląskiej pedagog na ten temat skutkują tym, że w ciągu tych kadencji poziom przyzwolenia społeczeństwa na bicie dzieci zmalał z 78 proc. do 48 proc.

Kluczowe są też działania RPD na rzecz ochrony dzieci przed naruszaniem ich wizerunku i godności w przestrzeni medialnej. W tym zakresie działania te powinny być kontynuowane, toteż Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podjął wczoraj uchwałę o powołaniu na specjalistę-członka KNP PAN prof. APS dr. hab. Macieja Tanasia, by do końca tej kadencji dokonać w gronie specjalistów oceny niepokojących zjawisk w powyższym zakresie oraz wskazać na rozwiązania naukowe z pedagogiki medialnej czy zainicjować nowe kierunki badań pedagogicznych. Zachęcamy badaczy zajmujących się pedagogiką mediów, by w Zespole Pedagogiki Medialnej przy KNP PAN podjęli te wyzwania.

Rzecznik Praw Dziecka - Marek Michalak przypomniał także najważniejsze raporty z badania opinii podmiotów szkolnych: uczniów, rodziców i nauczycieli dotyczące najbardziej niepokojących następstw pospiesznie, bezrefleksyjnie i z wykluczeniem wiedzy naukowej pedagogiki wprowadzonej reformy szkolnej, w wyniku której już sygnalizowane są zjawiska samobójstw, depresji czy innych obciążeń psychofizycznych wśród uczniów-ofiar deformy. Niestety, są nimi tegoroczni ósmoklasiści oraz trzecioklasiści wygaszanych gimnazjów.


Nie ulega wątpliwości że dwie kadencje Marka Michalaka jako świetnie wykształconego i empatycznego pedagoga, także rodzica, a nie tylko urzędującego ministra zaowocowały wyjątkowymi dokonaniami w skali międzynarodowej, że wspomnę tu Rok Janusza Korczaka czy Rok Ireny Sendlerowej, III Światowy Kongres Praw Dziecka oraz VIII Międzynarodowa Konferencja Korczakowska w Warszawie. Świat podziwia polską myśl pedagogiczną, pedagogię Janusza Korczaka oraz efektywne i niespotykane w innych państwach sposoby angażowania się Dziecięcego Ombudsmana w monitorowanie, ochronę i egzekwowanie od władz wykonawczych działań na rzecz praw dzieci do ich praw.

Polska Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka - jak podkreślała to w dyskusji prof. Barbara Smolińska-Theiss - jest "perełką w skali światowej", z której możemy być dumni. Pedagodzy mają zatem za zadanie nie tylko upowszechnianie praw dziecka, w czym pomocne będą wydane przez RPD publikacje na ten temat (każdy zainteresowany może sobie je bezpłatnie ściągnąć z portalu RPD), ale także wzmocnić badaniami naukowymi wiedzę na temat realnego ich przestrzegania.


Musimy być świadomi tego, że są w Polsce dzieci bezdomne (sic!), dzieci nadal głodne, pozbawione miłości i opieki naturalnych rodziców, szykanowane w środowiskach i instytucjach opiekuńczo-wychowawczych czy edukacyjnych itp. Są w kraju dzieci obcokrajowców - rodzin z Ukrainy, Czeczeni, państw dotkniętych wojną czy kataklizmami. Powinny one znaleźć u nas bezpieczne schronienie i wsparcie w rozwoju własnym.

Jak pisał Janusz Korczak - nie wolno dorosłym zostawiać świata takim, jaki jest, jeżeli ten świat staje się toksyczny dla dzieci i młodzieży. Przemoc rodzi przemoc, toteż świat będzie lepszy, jeśli zostanie nasycony tym, o co także walczyła przez wiele lat dr Maria Łopatkowa - miłością, dobrem, szacunkiem i zaufaniem.


Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podjął także uchwałę łączącą dotychczasowy Zespół Teorii Wychowania z Zespołem Pedagogiki Ogólnej przy KNP PAN, by kierujący tym połączonym już Zespołem prof. Roman Leppert nadał wzmacniający naukowo charakter. Pozwoli to na pogłębienie myślą współczesnej humanistyki modeli i teorii wychowania, które wymagają reakcji świata nauki na zachodzące w świecie zmiany.

poniedziałek, 22 października 2018

Syndrom "homo sovieticus" wiecznie żywy


Z okazji Sześćdziesięciolecia Pedagogiki Gdańskiej (1958 – 2018) obradowali w minionym tygodniu uczeni z całego kraju. Pisałem o tym w blogu 15 października. Zorganizowana przez dyrektora Instytutu Pedagogiki prof. Romualda Grzybowskiego Ogólnopolska Konferencja Naukowa pod tytułem: "Z pedagogiką przez systemy i ideologie…" - doskonale wpisała się nie tylko w ważne wydarzenia dla polskiej pedagogiki, ale także trwającą właśnie kampanię wyborczą do samorządów terytorialnych.

Przedstawiono i przedyskutowano w trakcie obrad najnowsze osiągnięcia Uczonych z gdańskiego środowiska oraz odbyła się debata panelowa na temat: Nowy człowiek (homo sovieticus) - (zapomniany) klucz do zrozumienia (zakorzenionego w PRL-u) pedagogicznego podłoża wyborów, decyzji i pogłębiających się podziałów wśród współczesnych Polaków?

Prowadzący debatę prof. Romuald Grzybowski sformułował ważne dla niej pytania:

Można by zapytać, czy i dlaczego warto wrócić do idei homo sovieticus. Odpowiadając na tak sformułowane pytanie chciałbym podkreślić, że mimo upływu prawie trzydziestu lat od upadku PRL-u, my, pedagodzy (a także pedagogika jako nauka), nie zmierzyliśmy się z dziedzictwem pedagogicznym i ideologicznym okresu komunistycznego. To, co zrobiliśmy, mieści się w normie podejścia komunistycznego, polegającego na sztucznym zamykaniu długotrwałych, złożonych procesów kształtowania się świadomości społeczeństw w kategoriach zależnych od formy ustrojowej. Zatem, skoro upadł komunizm upadła (zniknęła) idea człowieka sowieckiego, a wraz z nią przeobraziła się świadomość jednostek i całych społeczeństw. Tymczasem tak chyba nie jest.

Aktualna sytuacja społeczna i polityczna w Polsce, głębokie podziały społeczne, niemożność osiągnięcia porozumienia, zablokowanie dialogu, dominacja emocji negatywnych, lęk przed innymi (obcymi), agresja słowna (i nie tylko) jako forma kształtowania relacji z tymi, którzy myślą inaczej, ucieczka od wolności i ryzyko separacji od wolnego świata – to zjawiska, które wiązać można z dziedzictwem edukacyjnym, przejętym przez nasze pokolenia z okresu PRL-u.

Można je zatem kojarzyć z urabianiem kilku pokoleń Polaków w duchu wartości i norm wpisanych w strukturę urzeczywistnianego przez pedagogikę komunistyczną/socjalistyczną ideału nowego człowieka (homo sovieticus, w realiach polskich – budowniczego socjalizmu). Czy nazwanie i krytyczna analiza celów, wartości i metod realizacji tego ideału wychowawczego może przybliżyć nas do lepszego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, do tego, co dzieje w Polsce, a także w innych krajach byłego bloku komunistycznego? Czy prawdziwa okaże się teza, że efekty systemowych oddziaływań pedagogicznych ujawniają się w pełni dopiero w kolejnych pokoleniach, a idee pedagogiczne cechuje zdolność do przeżywania w stanie ukrytym (nie w pełni uświadamianym)?


Od początku powstania NSZZ "Solidarność" oraz będącej jej następstwem po 8 latach ustrojowej transformacji kierowałem się w swoich działaniach oświatowych i naukowych wykładnią syndromu homo sovieticus ks. prof. Józefa Tischnera. To on niezwykle trafnie określił stan obciążenia wszystkich dorosłych Polaków mianem UMOCZONYCH, bez względu na to, kim byli w okresie PRL, ile mieli lat, jakiego byli wyznania, w czym (nie-)uczestniczyli oraz jaki wykonywali zawód.

Jak pisał: „Płynęliśmy wszyscy i każdy czuje się zamoczony. Jeden mniej, drugi więcej." (s. 141)

Na pytanie, kim był, jest w pełni, częściowo czy śladowo SOWCZŁOWIEK - ks. prof. J. Tischner stwierdził:

- to zniewolony przez system komunistyczny klient komunizmu, ktoś, kto żywił się towarami, jakie oferował mu ówczesny system totalitarny, a raczej quasi-totalitarny. Dla J. Tischnera trzy wartości były szczególnie charakterystyczne dla powyższego:

1. stająca się iluzją PRACA, a wynikającego z tego marnotrawstwo surowców, energii, ludzi, pozorna zapłata pozornym pieniądzem;

2. udział we władzy – „Kto nie ma majątku, ten chce przynajmniej mieć w ładzę. Bo wtedy tylko, ten, kto ma władzę, czuje, że naprawdę jest. (...). Ideologiczne uprawomocnienie władzy. „Homo sovieticus stracił kręgosłup i czuje się liściem miotanym przez wiatr”. (s. 143-144)

3. poczucie własnej godności – które było naruszane przez podmioty wszelkiej władzy w relacjach z obywatelami. Osoba z tym syndromem nie znała różnicy między swym własnym interesem a dobrem wspólnym. "I dlatego może podpalić katedrę, byle sobie przy tym ogniu usmażyć jajecznicę” (s. 145).

Co ważne, z rozważań J. Tischnera wyłania się także pozytywny aspekt sowczłowieka, umoczonego w minionym ustroju obywatela, który wprawdzie był uzależniany, ale mógł w różnym zakresie i stopniu przyczynić się do upadku komunizmu. Miało to miejsce to wówczas, gdy „komunizm przestał zaspokajać jego nadzieje i potrzeby, homo sovieticus wziął udział w buncie”. (s. 141)

Homo sovieticus – to niewątpliwie syndrom ucieczki od wolności, rezygnacji z dźwigania jej ciężaru i brania odpowiedzialności za siebie w relacjach z innymi. Dzisiaj, po prawie 30 latach wolności ustrojowej od sowieckiego demona, Polacy nadal przejawiają w swoich decyzjach, działaniach i postawach ów syndrom, a partie władzy (od lewicy, przez centrum , po prawicę) robią na tym różne interesy.

W przypadku edukacji, szkolnictwa wyższego i nauki wciąż jest to mało widoczne, bo niektórzy lubią, jak zakłada się maski i sprawia, że ich własna aktywność staje się iluzoryczna, nie są zaspokajane ich potrzeby wbrew posiadanym kwalifikacjom i osiągnięciom oraz naruszana jest ich godność. Rozejrzyjcie się dokoła i zobaczcie, ile jeszcze jest osób wśród decydentów, którym można przypisać miano reprodukujących syndrom "homo sovieticus"?

Debata w Gdańsku była wprowadzeniem do dalszych sporów na temat tego, co nam, pedagogom w obecnej sytuacji czynić wypada oraz na co powinniśmy zwracać uwagę, by nie tkwić w samoodtwarzającym się "błocie".

niedziela, 21 października 2018

Habilitanci muszą zmienić adresata wniosku

Jeszcze nie wszyscy zainteresowani wszczęciem postępowania habilitacyjnego wiedzą o tym, że od 1 października 2018 r. nie należy wskazywać we wniosku do Centralnej Komisji wybranej przez siebie rady wydziału czy rady instytutu, ale tylko i wyłącznie uczelnię. Jeżeli, przykładowo, ktoś chce, by jego postępowanie habilitacyjne zostało przeprowadzone przez Radę Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego czy Radę Wydziału Nauk Pedagogicznych APS itp., to nie wolno mu już wskazać tej Rady, ale jedynie Uniwersytet, Akademię czy Politechnikę.

Adresatem wniosków jest bowiem teraz - niezależnie od tego, że jeszcze do końca kwietnia 2019 r. będą one przeprowadzane w tzw. "dotychczasowej (sprzed reformy 2.0) procedurze" - tylko i wyłącznie rektor danej uczelni, a nie dziekan wydziału czy dyrektor instytutu, a więc jednostki posiadającej uprawnienie do nadawania stopnia doktora habilitowanego.

Takie rozwiązanie wynika z art. 179 ustaw z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (DSz.U. poz. 1669). Jeśli więc habilitant kieruje wniosek do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów o wszczęcie postępowania habilitacyjnego, to musi wskazać w nim uczelnię, a nie konkretną w niej jednostkę organizacyjną.

Centralna Komisja wniosek ten skieruje tylko do rektora uczelni, którą wskazał habilitant. W następstwie takiego pisma rektor przekieruje ów wniosek do jednostki, która ma uprawnienia. Podstawą prawną jest:

„Art.179.1. Przewody doktorskie, postępowania habilitacyjne i postępowania o nadanie tytułu profesora wszczęte i niezakończone przed wejściem w życie ustawy, o której mowa w Art.1., są przeprowadzane na zasadach dotychczasowych, z tym że jeżeli nadanie stopnia doktora, stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora następuje po dniu 30 kwietnia 2019 r., stopień lub tytuł nadaje się w dziedzinach i dyscyplinach określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 5 ust.3 tej ustawy.

2. W okresie od dnia wejścia w życie ustawy, o której mowa w art. 1, do dnia 30 kwietnia 2019 r. przewody doktorskie, postępowania habilitacyjne i postępowania o nadanie tytułu profesora wszczyna się na podstawie przepisów dotychczasowych.

3. W przewodach doktorskich, postępowania habilitacyjnych i postępowaniach o nadanie tytułu profesora wszczętych w okresie od dnia wejścia w życie ustawy, o której mowa w art. 1, do dnia 30 kwietnia 2019 r. stopień lub tytuł nadaje się na podstawie przepisów dotychczasowych, z tym że:

1) Stopień lub tytuł nadaje się w dziedzinach lub dyscyplinach określonych w przepisach wydanych na podstawie art.5 ust. 3 ustawy, o której mowa w art.1;

2) W uczelni czynności związane z postępowaniem o nadanie tytułu profesora prowadzi:

a) Do dnia 30 września 2019 r. – rada jednostki organizacyjnej,

b) Od dnia 1 października 2019 r. – organ, o którym mowa w art.178 ust.1. ustawy, o której mowa w art.1;

3) W uczelni czynności związane z postępowaniem o nadanie tytułu profesora prowadzi:

a) Do dnia 30 września 2019 r. – rada jednostki organizacyjnej,

b) Od dnia 1 października 2019 r. – senat.

Tym samym rektorzy powinni jak najszybciej określić tryb postępowania w okresie do końca kwietnia 2019 r. delegując swoje prawo na radę wydziału./instytutu posiadającą uprawnienie w danej dyscyplinie naukowej. Biorąc pod uwagę to, że z dn. 30 kwietnia 2019 r. zakończy się prawo wszczynania postępowań habilitacyjnych wg powyższego, wciąż jeszcze obowiązującego prawa, możliwość składania wniosków o nadanie tych uprawnień jednostkom jest tylko do 30 czerwca 2020 r.

Nowe reguły gry o awanse naukowe wchodzą w życie zgodnie z przyjętą ustawą.