sobota, 15 listopada 2014

Niszczycielska rola wychowania autorytarnego






Niestety, od przeszło 114 lat nauki pedagogiczne upominają się o humanizację wychowania, o zaprzestanie wciąż jeszcze wygodnego dla części rodziców czy opiekunów prawnych dzieci modelu „kija i marchewki”, „pasa i poniżania” tych, którzy nie mogą się czynnie czy biernie bronić. Doświadczanie przez dzieci w rodzinie zjawiska przemocy fizycznej i psychicznej czy postaw wrogości ze strony osób dorosłych sprawia, że kiedy same stają się dorosłymi odtwarzają ten sposób postępowania wobec kolejnego pokolenia i reprodukując syndrom maltretowanego dziecka. Nauka określa ten styl podejścia mianem „czarnej pedagogiki”, która powiększa w społeczeństwie obszary pedagogicznego zła, przemocy i upokorzeń oraz utrwala przyzwolenie na ten sposób zniewalania dzieci.

Tak rozumiana pedagogika jest z tego właśnie powodu podła, czarna, nikczemna, okrutna i zła, gdyż opiera się na silnym przeświadczeniu, że dzieci i młodzież muszą być wychowywane w pokorze, posłuszeństwie czy bezwzględnej uległości wobec dorosłych, którzy mają prawo do stosowania dla tzw. „dobra dziecka„ różnych form przemocy. Co gorsza, przemoc fizyczna jest coraz bardziej skrywana za przemocą psychiczną i to w takich sferach, jak: intelektualna przemoc („pranie mózgu”, „indoktrynacja”, „perswazja”), przemoc emocjonalna („zniewalająca miłość”) czy wolicjonalna (zobowiązywanie do pracy nad sobą, opanowywania własnej woli, tłumienia „ja”). Jeżeli dodamy do tego obowiązek dzieci i młodzieży okazywania szacunku swoim wychowawcom, bez względu na towarzyszące ich postępowaniu racje, to powiększamy skalę ich zniewolenia i bezbronności.

Na tym też polega niszczycielska rola wychowania, że każde poddane mu pokolenie przenosi na następną generację różne rodzaje opresji, reprodukując zjawisko „przemocy z doświadczanej wcześniej opresji". Kto był bity i upokarzany w okresie swojego dzieciństwa, ten jako osoba dorosła powtórzy scenariusz opresji wobec swoich dzieci lub podwładnych. Dziecko doświadcza czarnej pedagogiki w pierwszych latach życia, kiedy to toksyczni rodzice łamią jego wolę, dysponują nim jak przedmiotem, biją czy fizycznie upokarzają bez obawy, że może ono im oddać czy się zemścić.

Dziecko stara się wprawdzie bronić przed tymi nieprawościami, kiedy potrafi już artykułować swój ból lub gniew, ale w istocie i to jest mu zabronione, gdyż rodzice nie mogą wytrzymać jego reakcji obronnej (krzyku, płaczu, wybuchu wściekłości). Za pomocą różnych środków przymusu odmawiają mu prawa i do takich reakcji. Dziecko uczy się milczeć, zaś jego milczenie (pozornie) potwierdza słuszność i skuteczność stosowanej zasady wychowania, negatywnie wpływając na późniejszy rozwój dziecka. Uczucia dziecka zostały zniewolone, została także stłumiona potrzeba ich artykułowania, bez nadziei na jej zaspokojenie.

Badania biograficzne psychoanalityków dowodzą, w jakim wielkim stopniu opresyjne doświadczenia z lat wczesnego dzieciństwa ciążą na późniejszej postawie człowieka wobec siebie, wobec innych czy szeroko rozumianej ludzkości. W rodzinach maltretujących dziecko występuje pewien specyficzny układ warunków (napięcie, konflikt między rodzicami, ich własne problemy emocjonalne, poczucie osamotnienia matki) daleki od patologicznej dewiacji. Należy zatem odrzucić odwieczne brzemię wychowania. Autorytarne nastawienie dorosłych wobec dzieci niesie z sobą subiektywną wrogość wobec nich, będącą doświadczeniem braku akceptacji wobec dziecka czy nawet uczuciem nienawiści wobec niego. Jest to postawa i sposób zachowania się danej osoby determinujący cierpienie dziecka lub wyrządzający mu szkodę.

Większość dorosłych staje się jednak obiektywnymi wrogami dzieci jeśli ma świadomość zachodzącego zła i nie reaguje na nie. Sprawcą dehumanizującego zła jest bowiem nie tylko ten, który zło czyni, ale także ten, który jest jego świadkiem i jemu nie przeciwdziała.

piątek, 14 listopada 2014

Pedagodzy naukowego sukcesu

Wczoraj miała miejsce w Pałacu Prezydenckim już druga w tym tygodniu uroczystość wręczenia nominacji profesorskich nauczycielom akademickim oraz pracownikom nauki i sztuki. Tym razem wśród nominowanych znaleźli się także profesorowie pedagogiki, którym Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski wręczył zasłużone akty nominacyjne.

Jak informuje na domenie Prezydenta RP jego kancelaria: Sukces zawsze dokonuje się w wyniku umiejętnego przepływu doświadczenia i wiedzy - podkreślał Prezydent RP Bronisław Komorowski, który wręczył w czwartek akty nominacyjne nauczycielom akademickim oraz pracownikom nauki i sztuki. Zaznaczył, że tak jest w każdym obszarze, także w nauce. Życzył mistrzom - profesorom, aby mieli jak najwięcej satysfakcji w przekazywaniu wiedzy następcom.W uroczystości w Pałacu Prezydenckim uczestniczyli minister w KPRP Maciej Klimczak, doradcy prezydenta Tomasz Nałęcz, Jerzy Smoliński i Maciej Piróg.


Serdeczne gratulacje należą się trzem profesorom nauk społecznych:

1) prof. dr hab. Agnieszce Cybal-Michalskiej - prodziekan Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu;


Pani profesor jest absolwentką pedagogiki na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu w 1997 r., To tu ukończyła także studia doktoranckie zdobywając pierwsze akademickie szlify w Zakładzie Pedagogicznych Problemów Młodzieży WSE UAM pod opieką prof. dr hab. Aleksandra Zandeckiego. Pod jego kierunkiem przygotowała dysertację doktorską na temat: „Orientacje proeuropejskie młodzieży. Stan i potrzeby edukacyjne” broniąc jej w 2001 r. Znaczenie tej problematyki zostało pozytywnie przyjęte przez Komitet Badań Naukowych, który przyznał na jej badania grant promotorski. Ma za sobą także studia podyplomowe z zakresu „Studium Wiedzy o Europie i Integracji Europejskiej”, które ukończyła przy Instytucie Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Wydziału Nauk Społecznych UAM w Poznaniu. Należy do tej grupy młodych naukowców, którzy systematycznie ubiegają się, uzyskują i realizują kolejne projekty badawcze. Jednym z grantów, jaki realizowała w latach 2003-2006 dotyczył tematu badawczego - Spektrum problemów świata globalnego z perspektywy młodzieży. Edukacyjne konteksty globalizacji”.

Pani prof. dr hab. A. Cybal-Michalska jest też członkiem założycielem Towarzystwa Wiedzy o Kulturze i Edukacji Międzykulturowej w Poznaniu. Odbyła liczne staże studyjne i przeprowadziła kwerendy biblioteczne w uniwersytetach w Amsterdamie, Brukseli, Londynie i Sztokholmie. właśnie w ten sposób rozwija się nie tylko własny warsztat badawczy, ale i nawiązuje kontakty do dalszej współpracy międzynarodowej (osobistej i instytucjonalnej, akademickiej). Przedmiotem zainteresowań badawczych pani profesor jest problematyka socjopedagogicznych aspektów socjalizacji młodzieży w kontekście współczesnych przemian kulturowych i politycznych, w tym szczególnie procesów globalizacji i edukacji europejskiej. Jest autorką wielu rozpraw, których treść dotyczy mało atrakcyjnego, a przecież jakże znaczącego dla wiedzy o socjalizacji młodych pokoleń zakresu zjawisk. Ich badanie wymagało interdyscyplinarnego podejścia przez połączenie perspektywy politologicznej, z socjologiczną, psychologiczną i pedagogiczną.

Jednych globalizacja dzieli, a innych w czymś jednoczy. Pedagodzy stawiają sobie pytanie, w jakim stopniu proces ten uruchamia w odniesieniu do dzieci dodatkowe czynniki ich marginalizacji, a w jakim zakresie sprzyja ich rozwojowi? W jakim stopniu globalizacja rzutuje na sytuację młodzieży w świecie? Czy można w niej dostrzec tak negatywne, jak i pozytywne strony?

Coraz częściej doświadczamy tego, jak bardzo potrzebny jest globalny punkt odniesienia, by móc określić czyjąś tożsamość w skali lokalnej. Tożsamość zawsze powstaje w odniesieniu do czegoś innego, toteż wymiana między kulturami, zakładająca istnienie dwóch różnych, nie przystających do siebie światów, przyczynia się do utrzymania tych różnic. Zdaniem współczesnych antropologów kultury, zamiast kłaść nacisk na różnice między kulturami należy uwzględniać to, co je łączy.

Polecam publikacje nominowanej profesor, których treść odsłania w dyskursie pedagogicznym pedagogiczne racje perspektywy globalistycznej w edukacji. Odzwierciedla ona pluralizm, wieloznaczność, epizodyczność, sfragmentaryzowanie świata, nową konfigurację lokalności i globalności w naszej codzienności. Jak wynika z jej dociekań, tak nowe cechy globalnych procesów sprzyjają antycypowaniu i kreowaniu przyszłości przez uruchamianie różnych form działań pedagogicznych. Mamy tu na uwadze m.in. animowanie odpowiedzialnego uczestnictwa i zaangażowania młodych pokoleń w zmianę społeczną oraz kształtowanie ich tożsamości osobowej przez profesjonalistów.

Doświadczane przez nas w ostatnim czasie procesy społeczno-polityczne w kraju utwierdzają w słusznej tezie prof. A. Cybal-Michalskiej, iż - jak pisze w jednej ze swoich rozpraw: Zagrożeniem dla człowieka doby ponowoczesności niekoniecznie musi być cywilizacja; często, a może należałoby powiedzieć przede wszystkim, tym zagrożeniem może być jego świat wewnętrzny, nie zawierający w sobie potencjału rozwojowego (pt. „Tożsamość młodzieży w perspektywie globalnego świata” (WN UAM Poznań 2006, s.237). Książką profesorską jest bardzo ciekawa monografia pt. "Młodzież akademicka a kariera zawodowa"














2) prof. dr hab. Wiesław Ambrozik - b. dziekan Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu (kadencje 2002-2005 i 2005-2008);


Nominowany profesor jest zarówno specjalistą w zakresie pedagogiki resocjalizacyjnej, która jest jego wiodącym przedmiotem badań i zainteresowań poznawczych oraz praktycznych, jak i w zakresie pedagogiki społecznej i szkolnictwa wyższego. Od wielu lat jest ekspertem (a w tej kadencji członkiem) Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz członkiem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

Wydana przez W. Ambrozika rozprawa zbiorowa pod wspólną redakcją z b. dziekanem WSE UAM prof. Kazimierzem Przyszczypkowskim na temat uniwersytetu wzbudza ogromne zainteresowanie i dyskusję w środowisku akademickim. Skupieni wokół tytułowej problematyki naukowcy podjęli się odpowiedzi na nurtujące środowiska akademickie pytania o kształt dzisiejszego i wizje przyszłego kształcenia uniwersyteckiego (w tym i kondycję uniwersyteckiej pedagogiki i kształcenia uniwersyteckiego w jej zakresie), o kształt i wizję naszego społeczeństwa, a także o kształt i poziom funkcjonowania w nim oświaty są wystarczającym powodem do tego, aby podjąć nad nimi debatę przy takiej właśnie okazji.

Prof. W. Ambrozik uzyskał promocję doktorską w 1978 r.na podstawie dysertacji pt. "Sytuacja społeczno-wychowawcza dziecka z rodziny alkoholicznej w kulturowo zaniedbanym rejonie wielkiego miasta", którą napisał pod kierunkiem prof.S. Kowalskiego. Habilitował się w 1989 r. na Wydziale Nauk Społecznych UAM w Poznaniu na podstawie m.in. dysertacji pt. "Wychowawcze funkcjonowanie średniego miasta uprzemysłowionego.(Analiza systemowa ze szczególnym uwzględnieniem funkcji samoregulacyjnych)". Nominowany profesor ma duże zasługi w promowaniu kadr akademickich. Pod jego kierunkiem powstało 11 rozpraw doktorskich, a on sam był recenzentem w 13 przewodach doktorskich i 17 przewodach habilitacyjnych.

Przyjmując chronologiczne kryterium przedmiotu badań profesora dostrzeżemy zagadnienia związane z rozwojem i osiągnięciami pedagogiki poznańskiej; społeczno-przestrzennymi wyznacznikami sytuacji społecznej i zachowaniami dewiacyjnymi dzieci i młodzieży; funkcjonowaniem środowiskowych systemów wychowawczych, w tym głównie w zakresie opieki, profilaktyki i resocjalizacji; rolą społeczności lokalnej w resocjalizacji i readaptacji społecznej oraz dysfunkcjonalnością systemu penitencjarnego w kraju i na świecie.

Szczególnie interesująca i jakże aktualna jest diagnoza dewiacji wychowawczych w środowisku miejskim, którą przeprowadził prof. W. Ambrozik pod k. XX w. Studiujący pedagogikę resocjalizacyjną korzystają z takich prac zbiorowych pod red. W. Ambrozika jak: "Służba więzienna wobec problemów resocjalizacji penitencjarnej"(Kalisz 2004, współred. P. Stępniak); "Misja służby więziennej a jej zadania wobec aktualnej polityki karnej i oczekiwań społecznych"(Poznań 2008, współred H. Machel i P. Stępniak); "Współczesne kierunki zmian w teorii i praktyce resocjalizacyjnej" (współred. M. Konopczyński) czy "Więziennictwo - nowe wyzwania" (współred. B. Hołyst i P. Stępniak). Profesor jest też autorem rozdziału o pedagogice resocjalizacyjnej, jaki ukazał się w międzynarodowym podręczniku akademickim "Pedagogika. Tom 4" pod moją redakcją w 2010 r. w renomowanej oficynie GWP w Sopocie.










3) prof. dr hab. Marek Konopczyński - rektor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych "Pedagogium" w Warszawie.

Profesor M. Konopczyński reprezentuje tę samą subdyscyplinę nauk pedagogicznych jak nominowany razem z nim prof. W. Ambrozik - pedagogikę resocjalizacyjną. Ukończył studia w tym zakresie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie zdobywając szlify z resocjalizacji pod kierunkiem wybitnego eksperta, niedawno zmarłego prof. Bronisława Urbana.

Powołał do życia niepubliczną uczelnię, której znakiem jakości jest nie tylko, jej nazwa - „Pedagogium”, ale i skupiona wokół problematyki resocjalizacji kadra akademicka. W ostatniej dekadzie uczelnia uzyskała uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora w dziedzinie nauk społecznych, w dyscyplinie - pedagogika.

To właśnie w tej uczelni zrealizowano w ostatnich pięciu latach lub kontynuuje się 13 projektów naukowych – finansowanych ze środków zewnętrznych oraz 26 projektów finansowanych lub współfinansowanych ze środków własnych (wymienić można tutaj kilka przykładowych: „Szkoła i uczeń wobec migracji poakcesyjnych” – finansowany przez Biuro rzecznika Praw Dziecka, „Typ zaangażowania wychowawców w proces resocjalizacji”, „Organizacyjne uwarunkowania wypalenia zawodowego nauczycieli”).

Profesor Marek Konopczyński coraz częściej jest zapraszany przez media do komentowania wydarzeń związanych z niedostosowaniem społecznym, wykluczeniem społecznym, problemami współczesnej resocjalizacji, ale i z polityką oświatową naszego państwa. On sam jest bowiem znaczącym ekspertem, który współpracuje na rzecz zmiany społecznej z Ministerstwem Sprawiedliwości, Ministerstwem Zdrowia, Fundacją Batorego, Polskim Towarzystwem Zapobiegania Narkomanii oraz z Rzecznikiem Praw Dziecka.

Profesor organizuje systematycznie konferencje naukowe, posiedzenia prowadzonego przez siebie przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN Zespołu Pedagogiki Resocjalizacyjnej, a także jest wydawcą i redaktorem punktowanego czasopisma naukowego "Resocjalizacja Polska". W tym roku ukazała się w serii wydawniczej KNP PAN jego najnowsza monografia naukowa pt. "Pedagogika resocjalizacyjna. W stronę działań kreujących" (Oficyna Wydawnicza "Impuls, Kraków 2014).
.



czwartek, 13 listopada 2014

Kontrwywiad edukacji, czyli biały wywiad oświatowy



Każdy rok szkolny jest znakomitą okazją dla mediów, by zapraszać ministra edukacji narodowej do udzielenia klasycznego wywiadu rozumianego jako rozmowa dziennikarza z osobą pełniącą funkcję publiczną. Dzień 1 września to hossa dla tych najważniejszych. W prasie centralnej i ogólnokrajowych tygodnikach, miesięcznikach społeczno-kulturalnych czy politycznych aż roi się od wypowiedzi pani minister Joanny Kluzik – Rostkowskiej. Właśnie dlatego potrzebny jest kontrwywiad.

Wywiad ma swoje szczególne znaczenie dla obronności państwa oraz próby przechwycenia czyichś tajemnic. Dotyczyć może różnych spraw, dziedzin funkcjonowania określonych instytucji, organizacji, środowisk społecznych, w tym religijnych czy nawet osób prywatnych. Mnie interesuje biały wywiad (ang. open source intelligence – OSINT), który – w świetle definicji w Wikipedii oznacza - (wywiad źródeł jawnych).

Jest on wykorzystywany także w naukach społecznych, w tym szczególnie w badaniach edukacyjnych, kiedy prowadzimy poszukiwania typowe dla formy pracy wywiadowczej, a polegające na gromadzeniu informacji pochodzących z ogólnie dostępnych źródeł. Twierdzenie zatem, że ten rodzaj wywiadu jest wykorzystywany zarówno w wywiadzie państwowym, jak i gospodarczym jest niepełne, bowiem skoro do "białych" źródeł należą między innymi:

• życie publiczne

• wypowiedzi przedstawicieli państwa

• Internet w tym serwis społecznościowy Facebook, YouTube i inne środki nowej komunikacji otwartej

• sondy społeczne

• prasa (szczególnie lokalna oraz specjalistyczna) i inne środki masowego przekazu

• dokumentacja, jaką władze oświatowe i podlegające jej instytucje muszą udostępnić według wymogów prawa

• ogólnie dostępne rejestry

• sądowe ogłoszenia upadłości i postanowienia o postępowaniu układowym

• wydawnictwa marketingowe: biuletyny, informatory, reklamy itp.

Zobaczcie, ile można się dowiedzieć o edukacji, o polityce oświatowej rządzących, kiedy sięgnie się do powyższych źródeł. Można na ich bazie napisać co najmniej kilka prac doktorskich, jeśli nie habilitacyjnych. Stanowią one dla diagnozy istotny zbiór danych o polskim szkolnictwie, jego ustroju, polityce oświatowej władzy i organów nadzoru pedagogicznego, a także pozwalają konfrontować ich funkcje założone z rzeczywistymi.

Urzędnicy publiczni muszą udzielić odpowiedzi oraz udostępnić dokumenty dziennikarzowi w określonym ustawą trybie, podczas gdy naukowiec czy tym bardziej student poszukujący danych do swoich badań nie ma tak uprzywilejowanej pozycji.

To bardzo dobrze, że ministra edukacji narodowej udziela klasycznych wywiadów, gdyż dzięki białemu wywiadowi możemy zgromadzić dane, które pozwolą - bez przeprowadzania osobistej rozmowy z funkcjonariuszami władzy - odpowiedzieć na interesujące nas pytania. Możemy na podstawie źródeł, ale i poszlakowo wnioskować o rzeczywistych powodach, intencjach czy nawet planach władzy dotyczących zarządzania oświatą, uwarunkowań i strategii przewidywanych zmian na podstawie zarejestrowanych przez dziennikarzy wypowiedzi osoby odpowiedzialnej za te procesy.

Biały wywiad dostarcza nam doskonały materiał na weryfikację kompetencji ministra edukacji, a raczej jego wiarygodności, bo polityk nie musi mieć kompetencji w sprawach, o których losach rozstrzyga. Im więcej ignorancji, im więcej public relation, tym lepiej dla niego i jego samopoczucia, a tym gorzej dla edukacji. Kto jednak powiedział, że ma być lepiej?


Wystarczy jednak zestawić kilka wypowiedzi dla różnych mediów pani minister, jak i jej poprzedników, by przekonać się, że w gruncie rzeczy mają oni za nic społeczeństwo, dyrektorów rzekomo autonomicznych przedszkoli i szkół, ośrodków doskonalenia nauczycieli, nauczycieli, uczniów i ich rodziców. W 25 lat po transformacji ustrojowej jeszcze system edukacyjny tkwi strukturalnie i mentalnie w minionym ustroju, bowiem stanowi doskonałą okazję dla władz politycznych do manipulowania za jego pośrednictwem wymienionymi powyżej podmiotami.

środa, 12 listopada 2014

Inkontrologia



Termin ten oznacza "naukę o spotkaniach" a jest odpowiednikiem współczesnego nurtu filozofii spotkania oraz pedagogiki humanistycznej, których twórcy i zwolennicy nawiązują do filozofii dialogu lub intersubiektywności.

Inkontrologia to otwarty system wiedzy o możliwościach i efektach dialogowych spotkań między wychowawcą a wychowankiem. Nurt ten zapoczątkowała w Polsce w l. 70. prof. Jadwiga Bińczycka, wskazując na rolę spotkań jako specyficznej odmiany międzyludzkiego dialogu, partnerstwa wychowawczego, które - niezależnie od orientacji ideologicznej pedagoga - mogą w sposób istotny wpłynąć na uspołecznienie i jakość procesu wychowania oraz kreować nowy sposób kształcenia oraz doskonalenia zawodowego nauczycieli. Wśród pedagogów warto uwzględnić z tego zakresu badania i rozprawy Stefana Kunowskiego, Janusza Tarnowskiego, Krzysztofa Wieczorka czy moje analizy wychowania jako spotkania.

Jak piszę w monografii ("Podstawowe prawidłowości pedagogiki", Kraków 2013): Pojęcie spotkania zostało przejęte przez współczesną psychologię i pedagogikę humanistyczną z pedagogiki losu. Dzisiaj, w dobie kryzysów społecznych, gospodarczych, ale i politycznych przeżywa ono swój renesans, stając się centralną kategorią wyznaczającą szanse samorealizacyjne jednostki.

Najtrafniejszym określeniem precyzującym sens wychowania jako spotkania jest szczególny typ relacji z drugim człowiekiem. W literaturze przedmiotu można wyróżnić dwa spojrzenia na strukturę owych spotkań: deterministyczne (A. Nowicki, J. Bińczycka) i indeterministyczne . Przedstawicielami indeterministycznego stanowiska są głównie pedagodzy religii, psycholodzy i filozofowie (M. Buber, R. Guardini, S. Kunowski, J. Tarnowski, J. Bukowski, K. Wieczorek, B. Śliwerski)uzależniający rozwój osobowości między innymi od losu, bowiem spotkanie jest dla nich głównie zdarzeniem przypadkowym. Dialektyczna jedność wychowania i samowychowania wykracza poza stosunek władzy i, zwierzchnictwa, jakże typowy dla oddziaływań jednokierunkowych.



Wychowanie traktowane jest tu jako całokształt procesów i oddziaływań zachodzących w toku wzajemnych relacji między dwiema osobami, a pomagających im urzeczywistniać i rozwijać swoje człowieczeństwo. Tak ujęte wychowanie jako spotkanie zakłada wzajemne uznanie i afirmację wolności. To dzięki niemu obie strony interakcji mogą ujawniać i urzeczywistniać wobec siebie wartości, nadające sens ich życiu. W tak rozumianym wychowaniu nie ma wychowawców i wychowanków, ale są spotykające się ze sobą osoby, które wzajemnie obdarowują się swoim człowieczeństwem. Wychowanie nie jest czymś, co pedagog czyni drugiemu, ale jest czymś, co oboje czynią razem i czego wzajemnie doświadczają.

Dla tak szczególnego stanu bycia co najmniej dwóch osób naprzeciw siebie charakterystyczne jest zatem: wzajemne uznanie samodzielności i indywidualnej wolności, autentyczność, poczucie odpowiedzialności, poszanowanie godności, zaufanie, empatia, aktywne i dobrowolne otwieranie się na wartości, afirmacja tkwiących w naturze ludzkiej niezbywalnych praw oraz wyjście naprzeciw drugiemu człowiekowi. (J. Tarnowski)


Drugie podejście do kwestii wychowania w toku spotkań zasadza się na deterministycznym sposobie pojmowania stosunków międzyludzkich. W polskiej myśli filozoficznej XX wieku zostało ono zainicjowane przez Andrzeja Nowickiego, który oparł się na przesłankach materializmu historycznego, tworząc nową subdyscyplinę badawczą –- inkontrologię, czyli naukę o spotkaniach, a ściślej o formach, skutkach i programowaniu spotkań z ludźmi i ich dziełami. Szczególną rolę w budowaniu odmiennej od wyżej analizowanej teorii spotkań mają badania ich skutków, niejako „od wewnątrz” i od strony dającej się obiektywnie zweryfikować siły ich oddziaływania.

Dla Andrzeja Nowickiego spotkania nie są zdarzeniami zachodzącymi tu i teraz, to znaczy tylko w tym momencie, kiedy dochodzi do interakcji między nauczycielem a uczniem, ale również wiele lat później. Są one „podróżami” nauczycieli, wychowawców „do krainy młodości”, w czasie których mogą oni sobie przypominać wiedzę, rady i wskazówki swoich, byłych nauczycieli czy wychowawców. Dzięki takiej retrospekcji mogą podnieść na wyższy poziom własną działalność pedagogiczną.

Niestety, niektórym się wydaje, że kategorię spotkań można zinstrumentalizować, by inne osoby były dla nich środkiem do własnych celów. Jak do kogoś podejdą i zrobią sobie z nim zdjęcie (z ukrycia, bez zapytania go o zgodę lub jak z misiem na Krupówkach), to będzie można mówić o dojściu do znaczącego z nim spotkania. Pamiętamy ten zabieg z kampanii wyborczej do Parlamentu, kiedy to kandydaci na posłów fotografowali się z liderem określonej formacji politycznej. Czynili to jednak za jego zgodą, a nawet na jego zaproszenie. Kiedy jednak podchodzą do kogoś, by się mu przedstawić, ale ten ktoś wcale tego nie oczekiwał, ani się tego nie spodziewał, natomiast uwieczniają się z nim na zdjęciu, by to wykorzystać do własnej promocji, to stwarzają pozór spotkania, które z tą kategorią społeczną nie ma nic wspólnego. Specjaliści od propagandy mówią w tym przypadku o manipulacji.

Jeden ze znaczących w kraju profesorów referując na seminarium dla doktorantów problem pedagogii pokrętnych zwrócił uwagę na to, że są tacy młodzi naukowcy, którzy za wszelką cenę chcą się z nim sfotografować, by na tej podstawie wmawiać innym, że są w kręgu bliskich mu osób, że mają w nim poparcie. Cóż za prostota (prostactwo)? Cóż za manipulacja? Jak daleko zajdą? Kogo przekonają nie tyle do swoich zasług, ile do ich pozorów?

W społeczeństwie konsumpcyjnym mamy coraz więcej przykładów fotografowania się uczniów z nauczycielami. Im bardziej zaskakujące dla nich jest ujęcie, tym więcej można z niego wycisnąć, dla siebie... że trzeba zwracać uwagę na to, kto i dlaczego się do nas zbliża? Czy aby nie chce się z nami (interesownie) sfotografować?

Jak stwierdza ks. profesor Andrzej Maryniarczyk z KUL: - Problem jest znany w myśli ludzkiej od setek lat, choć dziś nabiera szczególnego znaczenia ze względu na niesamowity rozwój mediów. Otóż wiadomo, że media są narzędziami, środkami służącymi do celów poznawczych i komunikacyjnych. W filozofii średniowiecznej rozróżniano między tym, co się poznaje - a więc przedmiotem poznania, a tym, jak się poznaje. Wyrażano to w języku łacińskim terminami: medium quo i medium quod. Nieporozumienie następuje wtedy, gdy to, przez co się poznaje, a więc to narzędzie, brane jest za przedmiot poznania. Następuje wtedy odejście od prawdy poznawanej w kierunku jej imitacji. Gdy ktoś świadomie to zamienia, można mówić o manipulacji. Tak dzieje się np. z tzw. faktami prasowymi, które raz puszczone w obieg żyją niejako własnym życiem. (Nasz Dziennik 24-25.04.2010)

wtorek, 11 listopada 2014

Kursy z certyfikatem Ministerstwa Edukacji Narodowej na... Grouponie





Ministerstwo Edukacji Narodowej służy za świetny parawan do wyrwania trochę kasy przez tzw. edukacyjny biznes. To zdumiewające, że można tak daleko upaść nie tylko wizerunkowo, żeby wyprzedawać kursy on-line z certyfikatem MEN w ramach oferowanych na portalu groupon.pl szkoleń dla tzw. specjalistów ds. kadr i rekrutacji .

Firma, która to oferuje, jest już tak szczera w swoim działaniu, że nie ukrywa proponowanej lipy edukacyjnej. Wystarczy zakupić kurs na gruponie za kilkadziesiąt złotych i ma się z głowy certyfikat naszego Ministerstwa. Czy na tym polega nowa strategia MEN, by kształcić on-line kadry dla Sejmu, Senatu i resortów? Czy MEN da swój certyfikat każdemu, byleby tylko ułatwić życie młodym Polakom w kraju i poza granicami. Cóż za troska o wysoką jakość edukacji?

Kurs on-line jest krótki, łatwy i przyjemny. Zapewne nie o wiedzę i nie o umiejętności tu chodzi, tylko o uzyskanie stosownego dyplomu z logo MEN. Ciekaw jestem, czy można dopłacić 10 zł za oryginalny podpis Joanny Kluzik-Rostkowskie? Wiemy jednak, że każdy, kto zakupi do 31 grudnia 2014 r. ów kurs, otrzyma przesłany w formacie PDF materiał (pewnie poziom wiedzy odpowiada cenie) wraz z pytaniami do egzaminu. Odpowiedzi egzaminacyjne może na podstawie czytania ze zrozumieniem każdego tekstu napisać absolwent gimnazjum, który osiągnął co najmniej poziom 2 w badaniu PISA.

Z informacji usługodawcy wynika, że jak ktoś (sam lub za spragnionego dyplomu z certyfikatem MEN kursanta) wyśle mailem prawidłowe odpowiedzi wraz z imieniem i nazwiskiem, to "po zdaniu tego egzaminu klient otrzyma dyplom ukończenia kursu". To znaczy, że jest już od tego momentu specjalistą ds. kadr i rekrutacji za kilkadziesiąt złotych i może pracować wszędzie, np. w Ministerstwie Edukacji Narodowej, a może i Nauki i Szkolnictwa Wyższego, że nie wspomnę o resorcie Kultury i Dziedzictwu Narodowego. Jeśli młody lub stary Polak (na grouponową naukę nigdy nie jest za późno), który wyjechał wraz z b. premierem na Zachód, zapragnie przesłania mu owego dyplomu, to wystarczy dopłacenie 20 zł.

Pamiętajmy zatem, że taka szansa pojawia się raz w życiu. E-kursy oferuje nowoczesna placówka edukacyjna, umożliwiająca zdobycie i podniesienie naszych kompetencji, wiedzy i kwalifikacji, które cechują się najwyższą jakością merytoryczną, nowoczesnym spojrzeniem na kwestie biznesowe i przede wszystkim przekazaniem praktycznych umiejętności.


Ciekaw jestem jak można nauczyć się praktycznych umiejętności on-line, ale rozumiem, że wybitni specjaliści, praktycy, biznesmeni, a nawet doktor, który ponoć stara się - jak pisze - o habilitację w jednej z warszawskich uczelni, potrafią dokonać cudu. Jak sami stwierdzają: ich firma znajduje się w nowoczesnym biurowcu na dwudziestym którymś piętrze, ponieważ dokładają staranności, aby ich standardy były na najwyższym poziomie.

Gratulujemy pani minister tak rozumianej edukacji, o której firma pisze bez ogródek: Zachęcamy do skorzystania ze szkoleń w systemie on-line. Szkolenie kończy się egzaminem oraz wysłaniem certyfikatu i zaświadczenia MEN, na którym nie ma informacji, że kurs był on-line.. To są zapewne te najwyższe standardy kształcenia umiejętności Polaka-cwaniaka.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Zmarł pedagog prof. dr hab. Stanisław Kaczor

Dopiero dzisiaj dotarła do mnie wiadomość o śmierci profesora pedagogiki(dydaktyka kształcenia zawodowego)- STANISŁAWA KACZORA. Jak informują władze Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu Profesor zmarł 7 listopada br.










Przed niespełna dwoma miesiącami pisałem o 90- urodzinach Profesora. Z tej okazji została wydana przez WSZiA w Opolu "Księga Jubileuszowa". W przedmowie Rektor tej Uczelni prof. dr hab. Marian Duczmal przybliża postać ś. p. prof. zw. dra hab. Stanisława Kaczora. (M. Duczmal, Przedmowa, w: M. Duczmal (red.), Wyzwania wobec szkolnictwa wyższego w zmieniającej się Europie, Opole 2014, s. 7-10.



Jak informują władze Uczelni - uroczystości pogrzebowe odbędą się w piątek, 14.11.2014 r. o godz. 13:00 w Dzierżąźni gm. Krynice pow. Tomaszów Lubelski(miejscu urodzenia Pana Profesora). Społeczność akademicka żegna nestora pedagogiki pracy.

Brudna fala polskiej demokracji


W pełni zgadzam się z prof. Pawłem Śpiewakiem w jego diagnozie sytuacji politycznej w Polsce w ćwierć wieku od przełomu ustrojowego. Jak stwierdza w wywiadzie dla Rzeczpospolitej:

fala demokratyzacji, jeśli nie cofa się, to została zatrzymana. Nie dość, że mamy do czynienia z upartyjnieniem życia publicznego, to jeszcze system jest zoligarchizowany i znomenklaturyzowany. Partie dążą do jedynowładztwa, co ułatwiają im dotacje budżetowe. Coraz większą rolę – tak jak w PRL – odgrywa aparat partyjny. Partyjni baronowie zaczynają być ważniejsi od urzędników państwowych.

Ta oligarchizacja i nomenklaturyzacja jest szczególnie silna w samorządach. Taki prezydent buduje własną nomenklaturę, obsadza stanowiska zaufanymi ludźmi i blokuje możliwości kariery innym. Badania socjologiczne pokazują, że dostęp do pracy w samorządzie jest zarezerwowany dla członków partii rządzącej. Względy merytoryczne schodzą na drugi plan. I ta sytuacja trwa bez końca, bo przy środkach, którymi dysponuje włodarz miasta, jego konkurenci są bez szans.


Śpiewak nie jest pierwszym socjologiem w kraju, który ostrzega przed destrukcją polskiej demokracji lokalnej, samorządności. Mamy od pięciu lat narastającą falę krytyki, która nie bierze się z prywatnych poglądów, rozczarowań, osobistych mrzonek, ale jest pochodną rzetelnie prowadzonych badań naukowych, makropolitycznych studiów i analiz. Ci, którzy działali w opozycji wobec reżimu PRL dzisiaj przeżywają wyjątkową frustrację widząc, jak politycy sprytnie zawłaszczają pole społecznej wolności i obywatelskości na rzecz ich upartyjnienia i podporządkowania wąskim interesom najgorszego modelu partyjniactwa.

Rządząca dwie kadencje Platforma Obywatelska z Polskim Stronnictwem Ludowym bezwzględnie i w ukryty dla większości społeczeństwa sposób podzieliły między sobą kraj na środowiska podziału łupów, lokalnego wzbogacania się, a przy okazji pompowania środków na działalność partyjną,już nie tylko z oficjalnych dotacji państwowych. Opozycja polityczna jest tu bezradna, bo w każdej chwili staje się tak, jak rządzący oskarżana o dążenie do chaosu, niszczenia stabilności, spokoju, ładu społecznego. W końcu, tak dobrze już było sprawującym władzę, że nie można dopuścić, by ktoś to im odebrał.

Czy obywatele pozbawią w najbliższych wyborach samorządowych oligarchów, obecną i kolejne partyjne sitwy, które tylko czekają, by skoczyć na unijne dotacje i odbić się od dna lub dalej budować rozwijać majątki uwłaszczając się na publicznej infrastrukturze, majątku? Wystarczy zobaczyć, kogo stać na prowadzenie kampanii samorządowej? Jakie wpompowuje w nią obecna nomenklatura partyjna, by odzyskać po zwycięstwie wielokroć więcej, niż w nią zainwestowała. Polacy tracą już orientację, skoro traktują wybory do samorządów jako terytorialnie jedynie zróżnicowany wymiar wyborów do polskiego Sejmu. To tak, jakby w naszych samorządach miały rządzić klony rządzących, ci, którzy będą przedłużonym ramieniem ich władzy.

Zacznijmy czytać programy kandydatów do samorządów. Zacznijmy analizować ich treść, spotykać się z osobami gotowymi do pracy samorządowej, także na rzecz dzieci i młodzieży, osób starszych i wykluczonych, lokalnej oświaty, nauki i szkolnictwa wyższego. Czy poza tym, że chcieliby mieć bezpieczne dochody przez najbliższe 4 lata jako radni czy wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, marszałkowie itp., potrafią i chcą uczynić wiele dla dobra publicznego?! Czy mają w ogóle jakąkolwiek orientację, wiedzę, kompetencje, czy może jedynym ich "atutem" jest albo posiadanie legitymacji partyjnej, albo wspólnej fotografii z przedstawicielem nomenklatury partyjnej?

Samorządność jest w nas i z naszym przyzwoleniem, albo z niej rezygnujemy i będziemy narzekać przez kolejne cztery lata na "samorządowych łupieżców". Cieszę się, że jeden z moich byłych studentów zabiega o miejsce w lokalnym samorządzie i nie podpina się pod żadną z partii politycznych, ani też żadna z nich nie wprowadziła go na swoją listę. Bezpartyjni kandydaci do samorządów lokalnych są bardziej autentyczni, czyści w zamiarach, bowiem nie mają nic do stracenia, a zyskać z nimi i dzięki nim może lokalna społeczność.

Władcze partyjniactwo zniszczyło polską demokratyzację oświaty i autonomię szkolnictwa wyższego. Potwierdzają to badania nad kapitałem społecznym zespołu prof. Marii Dudzikowej, socjologiczna diagnoza prof. Ireneusza Krzemińskiego o zniszczeniu etosu Solidarności w ciągu minionego 25-lecia przez zdegradowane elity jej drugiej i trzeciej fali, studia prof. Aleksandra Nalaskowskiego na temat uwarunkowań polityki oświatowej w sytuacji władztwa cyników politycznych czy moje diagnozy na temat patologicznego już centralizmu w systemie szkolnym. Także eksperci Polskiej Akademii Nauk w swoim Raporcie Polska 2050 odsłaniają zniszczenie podstaw naszej samorządności.
Rozpoczyna się ostatni okres kampanii samorządowej. Spotykajmy się zatem z kandydatami do rad gminnych, miejskich powiatowych, sejmików, na prezydentów władz lokalnych, by sprawdzić, czy są kompetentni, czy i jaki mają program oraz jakie są szanse, że będą w trakcie kadencji wsłuchiwać się w głos obywateli, mieszkańców, a nie swoich partyjnych przełożonych!

niedziela, 9 listopada 2014

Akademicka i kontestacyjna Barcelona



Barcelona (katal. [bərsəˈɫonə], hiszp. [barθeˈlona]) – jest miastem północno-wschodniej Hiszpanii położonym nad Morzem Śródziemnym, około 120 km na południe od grzbietu Pirenejów i granicy hiszpańsko-francuskiej.

Piękna metropolia jest stolicą prowincji o tej samej nazwie oraz wspólnoty autonomicznej Katalonii. Trafiłem do drugiego co do wielkości miasta Hiszpanii, które jest zarazem jednym z największych ośrodków akademickich w Południowej Europie. Tylko w tutejszych uniwersytetach studiuje ok. 250 tys. studentów z całego świata, także z Polski. Uniwersytet Barceloński należy do jednej z najstarszych uczelni tego typu na świecie, bowiem został założony w 1450 roku. W Barcelonie są państwowe uczelnie - Uniwersytet Pompeu Fabry, Politechnika Katalońska, Uniwersytet Autonomiczny, Królewska Katalońska Akademia Sztuk Pięknych założona w 1775 roku, Universidad Abierta de Cataluña oraz uniwersytety prywatne - Universidad Internacional de Cataluña, Uniwersytet Rajmunda Llulla czy Universidad Abad Oliva CEU. Niezależnie od nich funkcjonuje tu wiele wyższych a niepublicznych szkół zawodowych.

To właśnie w Barcelonie toczy się i jest widoczna walka Katalończyków o własną autonomię, co ilustruje poniższy plakat. W Barcelonie na każdym kroku widoczny jest klimat dążenia do autonomii. Na niemalże każdej kamienicy, w metrze, w miejscach odwiedzanych przez turystów widać wywieszone flagi Katalonii, a na ulicach wiele osób nosi zarzuconą na szyję chustę z symboliką tego regionu.


Od kilku dni widoczny i odczuwalny jest klimat dążenia do wolności, do wyzwolenia się z Hiszpanii. O ile w samym Madrycie strajkują już koleje, a słowo Katalonia wywołuje agresję lub co najmniej nieżyczliwość, o tyle w Barcelonie nastrój jest niemalże świąteczny, podniosły, bardzo radosny. Katalończycy mają własny rząd, parlament, policję i system opieki zdrowotnej, a lekcje w szkołach prowadzone są po katalońsku. Hiszpańskiego, jak innych języków obcych, dzieci uczą się przez dwie godziny tygodniowo.



Wczoraj uczestniczyliśmy w wiecu na Placu Hiszpańskim. Tysiące Katalończyków przyszło na meeting polityczny z udziałem Artura Mas, szefa lokalnego rządu, który ogłosił, że przeprowadzi referendum w sprawie niepodległości Katalonii bez względu na opinię Madrytu. Codziennie, o godz. 22.00 każdy popierający separatystyczne dążenia Katalończyków przez 15 minut uderza w metalowy przedmiot (garnek, puszkę itp.) tak, by ów protest był słyszalny w całym mieście. Starsi Katalończycy mówią, że dojdzie do wojny - jak przed laty na Bałkanach - gdyż Madryt nie zgodzi się na niepodległość tego regionu. O autonomii tego prawie ośmiomilionowego regionu mówi się od lat. Jest on jedną z trzech najbogatszych prowincji w Hiszpanii, gdyż PKB na jednego mieszkańca wynosi 31 tys. Euro.


Sytuacja gospodarcza jednak pogarsza się tu z roku na rok, zwiększa się bezrobocie. niemalże na każdej ulicy czy w pobliżu miejsc o wysokiej atrakcji turystycznej np. koło Bazyliki Gaudiego można spotkać żebraków. W metrze szajka złodziei chciała nas okraść. Wszyscy ostrzegają przed ich bezczelnością i taktyką osaczania turystów. Wystarczy, że usłyszą obcą mowę, a tworzą sztuczny tłok. W tym roku, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wydano zgodę na to, by dzieci mogły przynosić do szkoły obiady z domów, bo wielu rodziców nie stać na wykupienie ich w szkole.

Katalończycy są niezwykle serdeczni, gościnni. Jak tylko widzą, że ktoś nie może znaleźć właściwej ulicy, zatrzymują się i pytają, czy w czymś nie pomóc. Natychmiast wyciągają telefon komórkowy czy smartfona, by wskazać na mapie poszukiwany przez turystów punkt docelowy. Architektura miasta jest przedziwną mieszanką stylów i konstrukcji. Od ulicy widać piękne secesyjne kamienice, ale z tyłu schowane są bloki dla najuboższych. Mieszkania muszą w nich być malutkie, bez balkonów. Dzieci bawią się na dachach domów, co widać na poniższej fotografii.