sobota, 23 lipca 2011

„RUCH PEDAGOGICZNY” NAJLEPSZYM POLSKIM CZASOPISMEM NA EUROPEJSKIEJ LIŚCIE ERIH









W ocenie parametrycznej jednostek naukowych w Polsce, która jest pochodną m.in. publikacji naukowców, brane są pod uwagę artykuły zamieszczane przez nich w czasopismach naukowych – zagranicznych (międzynarodowych) i krajowych. Na tzw. liście filadelfijskiej nie ma ani jednego naszego czasopisma pedagogicznego, ale już na tzw. liście europejskiej ERIH (European Reference Index for the Humanities), która ma w grupie dyscyplin nazwę: Pedagogical and Educational Research, są aż trzy kategorie: A, B, C.

W najwyżej punktowanej grupie A (za 20 punktów) nie ma ani jednego polskiego czasopisma pedagogicznego.

Natomiast już na liście B - znalazło się pierwsze polskie czasopismo pedagogiczne, którego redakcja może nosić „żółtą koszulkę lidera”, a jest nim RUCH PEDAGOGICZNY. Zamieszczone na łamach tego dwumiesięcznika artykuły przynoszą w ocenie parametrycznej liczbę 16 punktów.

Zupełnie dobrze jesteśmy reprezentowani w kategorii C, w której publikacje uzyskują 12 punktów, a znalazły się w niej następujące czasopisma pedagogiczne:

1) Edukacja. Studia. Badania. Innowacje 0239-6858

2) Edukacja Dorosłych 1230-929X

3) Kultura i Edukacja 1230-266X

4) Kwartalnik Pedagogiczny 0023-5938

5) Przegląd Historyczno-Oświatowy 0033-2178

6) Studia Edukacyjne (WSE UAM) 1233-6688

7) Studia Pedagogiczne (KNP PAN) 0081-6795

8) Teraźniejszość – Człowiek – Edukacja 1505-8808

Należy przy tej okazji odnotować, że do „peletonu” grupy C doszedł kwartalnik, który jest wydawany przez Dolnośląską Szkołę Wyższą we Wrocławiu.

Przybliżam zatem informację o liderze polskich czasopism pedagogicznych. “Ruch Pedagogiczny” (ISSN 0483-4992) – jest najstarszym tego typu periodykiem pedagogicznym w Polsce, który wychodzi jako dwumiesięcznik. Ukazujące się od 1912 r. pismo - jako organ teoretyczny ZNP - zostało utworzone przez Henryka Rowida w Krakowie (do 1933 r. był red. naczelnym). W czasie zaborów podnosiło kwalifikacje nauczycieli i krzewiło wśród nich nowe idee pedagogiczne. Po trzyletniej przerwie z racji I wojny światowej zaczęło ponownie wychodzić od 1917 r. w Krakowie. Kolejnymi redaktorami naczelnymi byli: M. Grzegorzewska, Z. Mysłakowski, a po wojnie – J. Kwiatek, W. Wojtyński, S. Słomkiewicz, T. Lewowicki i od 1998 r. S. Mieszalski (obecnie Rektor WSP ZNP w Warszawie).

Wydawcą dwumiesięcznika jest Wyższa Szkoła Pedagogiczna ZNP. Prezentuje ono na swoich łamach najnowsze prądy oświatowe, dyskursy teoretyczne, rozprawy z zakresu pedeutologii, teorii kształcenia i wychowania, projekty innowacji pedagogicznych oraz liczne rozprawy z nauk z pogranicza pedagogiki. Można przeczytać sprawozdania z konferencji i recenzje rozpraw naukowych. W okresie powojennym czasopismo przeżywało okresy krytyczne:

- z racji połączenia go w 1950 r. decyzją administracyjną na 5 lat z “Nową Szkołą” ,

- w związku z kolejną przerwą edycyjną w 1982 r. (stan wojenny),

- ze względu na trudną sytuację finansową państwa, procesy prywatyzacyjne w zakresie kolportażu prasy oraz deficyt finansowy ZNP, tracąc ówczesnego sponsora i pierwotnego wydawcę; od 1992 r. ukazywało się nieregularnie jako pismo sponsorowane przez instytucje, grupy społeczne i osoby prywatne.

Przejęcie RUCHU PEDAGOGICZNEGO przez Wyższą Szkołę Pedagogiczną ZNP spowodowało, że nabrało nie tylko regularności, ale i podniosło swój poziom naukowy, skoro w latach 2008-2010 znalazło się na Liście ERIH w grupie C, a od tego roku awansowało do grupy – B.

Serdecznie gratuluję Redaktorowi Naczelnemu – prof. zw. dr hab. Stefanowi Mieszalskiemu i zespołowi redakcyjnemu oraz życzę w kolejnej weryfikacji awansu do grupy A, a jeszcze lepiej – wejścia na listę filadelfijską. Mam też nadzieję, że i pozostałe nasze czasopisma pedagogiczne co najmniej utrzymają tę pozycję lub awansują do wyższej grupy.

Należy przy tej okazji zaznaczyć, że tak silna obecność polskich czasopism naukowych z pedagogiki na liście ERIH świadczy o tym, jak bardzo podniosła nasza dyscyplina swój poziom do standardów europejskich, dzięki znakomitym publikacjom i pracy wielu zespołów redakcyjnych. A nam wszystkim życzę kierowania do tych czasopism rozpraw o jeszcze wyższym poziomie, bo dzięki nim awansujemy nie tylko w Europie, ale i w świecie. Pedagodzy nie muszą mieć już kompleksów ani reprezentowania gorszej czy też mniej znaczącej nauki w współczesnej humanistyce.

piątek, 22 lipca 2011

Minister edukacji narodowej - Katarzyna Hall zapewnia,

że nie zniknie z polskiej edukacji system klasowo-lekcyjny. Dziennikarzom „Gazety Prawnej”, którzy zwrócili uwagę na to, że w projekcie rozporządzenia MEN - wychowanie fizyczne ma się odbywać zarówno w systemie klasowo-lekcyjnym, jak i w grupach łączących uczniów z różnych klas, udzieliła reprymendy i następującego wyjaśnienia:

"(…) pojęcie „system klasowo-lekcyjny" oznacza, że uczniowie szkoły podzieleni są na grupy zwane „klasami", które odbywają zajęcia w formie „lekcji" zgodnie z tygodniowym planem nauczania. Pojęcie „zajęcia klasowo-lekcyjne" oznacza więc formę prowadzenia zajęć (grupa uczniów zwana „klasą" uczestniczy w „lekcji") a nie miejsce prowadzenia tych zajęć. Zgodnie z zalecanymi warunkami i sposobem realizacji podstawy programowej przedmiotu wychowanie fizyczne, zajęcia takie nie mogą być prowadzone w sali lekcyjnej. Mogą być one realizowane jedynie w sali sportowej, gimnastycznej, na boisku szkolnym lub innym obiekcie sportowym, do którego szkoła ma dostęp.

Pozostałe wymienione w projekcie rozporządzenie formy realizacji obowiązkowych zajęć wychowania fizycznego (zajęcia sportowe, rekreacyjno-zdrowotne, taneczne, aktywna turystyka) są, tak zwanymi, alternatywnymi formami wychowania fizycznego i mogą być organizowane np. w grupie międzyklasowej, jako kilkugodzinne zajęcia odbywające się poza szkołą. Ofertę takich zajęć przygotowuje dyrektor szkoły w porozumieniu z rodzicami i nauczycielami biorąc pod uwagę potrzeby i zainteresowania uczniów.

Przygotowywana przez MEN zmiana rozporządzenia nie wprowadza zmian w dotychczasowym sposobie realizacji lekcji w-f. Zmiana została wymuszona nowelizacją ustawy o sporcie, która zobowiązała MEN do opisania w rozporządzeniu wszystkich form, w jakich realizowane mogą być zajęcia w-f. Oznaczało to potrzebę dopisania tradycyjnych form, które w prawie oświatowym określane są mianem klasowo-lekcyjnych, do istniejącego katalogu, tak zwanych, alternatywnych form w-f."


Polecam urzędnikom MEN książkę prof. Czesława Kupisiewicza „Szkice z dziejów dydaktyki” („Impuls” Kraków 2010), bo dowiedzą się z niej, że ów system klasowo – lekcyjny powstał w XVI wieku, a jego autorem był Johannes Sturm, który kierował założonym przez siebie w 1535 r. w Strasburgu gimnazjum. Tymczasem minister Katarzyna Hall zaprezentowała w Brukseli priorytety polskiej prezydencji, wśród których, niestety, nie ma apelu o zniesienie systemu klasowo-lekcyjnego w całej Europie, przynajmniej na czas naszej Prezydencji.

Jak to się ma do wygłoszonych panią minister w Brukseli przed Komisją do spraw Edukacji i Kultury Parlamentu Europejskiego oczekiwań, że:

Europejczycy, w tym młodzi ludzie, powinni dysponować kompetencjami, które pozwalają na pełne korzystanie z mobilności umożliwiającej rozwój indywidualny i zawodowy w Europie bez granic. Te kompetencje muszą być rozwijane już od najwcześniejszego etapu kształcenia, by zapobiec powstawaniu nowych nierówności społecznych” ?

Po co nam to ministerstwo, skoro utrzymuje model kształcenia, który czyni z absolwentów polskich szkół de facto tanią siłę roboczą dla bogatszych od nas państw świata? Byłem przed kilkoma dniami w Czechach. Z podziwem oglądałem materiały dydaktyczne dla uczniów gimnazjum, przygotowujące ich do rozumienia praw gospodarki rynkowej, przedsiębiorczości, roli innowacyjności, załatwiania swoich spraw w urzędach i walczenia o swoje prawa obywatelskie oraz o prawa człowieka. U nas panuje dydaktyka poprawna politycznie.



Marzena Żylińska w swoim artykule w „Polityce” przywołała opinię niemieckiego badacza mózgu Manfreda Spitzera, którego zdaniem: Powszechny w cywilizowanym świecie system edukacyjny został tak zorganizowany, że nauka nie jest ani przyjemna, ani efektywna. Jeśli w najbliższych latach nie zmienimy systemu edukacji, to za kilkanaście lat my Europejczycy będziemy szyć T-shirty dla Chin.

Tymczasem z badań prof. Janusza Czapińskiego wynika, że Polacy mają wysokie "IQ" - ale ... "zakupowe". Większość kupuje nie po to, by zaspokajać swoje podstawowe potrzeby, tylko by wprowadzać się w zakupową euforię, odreagowując od codziennych trosk i problemów.


W najnowszym Tygodniku Powszechnym (2011 nr 30) rozwija interpretacje wyników tych badań Jacek Santorski, którym mówi m.in:

"O tym, że Polacy wygrali konkurs na robota kosmicznego, że powygrywali festiwale nowych technologii informatycznych, dowiadujemy się najwyżej ze specjalistycznych czasopism. Tymczasem wszyscy mówią o tym, że być może mamy złoża gazu łupkowego. A na złożach surowcowych swoją poetykę opierają kraje trzeciego świata. Kraje nowoczesne zaś - na złożach, które są w sercach i umysłach ludzi. Musimy wykonać jeszcze bardzo wiele pracy mentalnej na wszystkich poziomach: i wśród przedsiębiorców, i mediów, i badaczy, a w końcu - decydentów politycznych, by torowali do tego drogę." (s. 6)


My jednak wolimy chyba przygotowywać młodzież do szycia dla Chińczyków, bo jakoś musimy dać im szansę odegrania się na nas za wysiudanie ich z budowy odcinka autostrady A2 ze Strykowa do Warszawy.

To rzeczywiście wstyd, że musimy mieć ministerstwo, którego liderzy konserwują edukację na poziomie XVI-wiecznych rozwiązań organizacyjnych. Niestety, wspomniany powyżej nestor naszej dydaktyki i historii myśli pedagogicznej ma rację, kiedy pisze w swojej książce, że dotychczasowe próby zmierzające do usunięcia tego systemu jako niepodatnego na indywidualizowanie treści i tempa pracy uczniów, a ponadto nieuwzgledniającego różnic w ich uzdolnieniach, zainteresowaniach i potrzebach poznawczych niestety – przez tyle wieków - nie przyniosły na ogół oczekiwanych wyników. (s. 39, 192)

(Źródło: http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2300%3Alekcje-w-f-tak-jak-dotychczas&catid=29%3Aministerstwo-pozostae-wydarzenia-edukacyjne&Itemid=53; http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2301%3Aminister-katarzyna-hall-zaprezentowaa-w-brukseli-priorytety-polskiej-prezydencji-&catid=25%3Aministerstwo-wydarzenia-z-udziaem-ministrow&Itemid=287; odczyt z dn. 21.07.2011; M.Żylińska,Szkoła ogłupiania, Polityka 10.09.2010; J. Santorski, My, roztropni drapieżnicy, Tygodnik Powszechny 2011 nr 30)

czwartek, 21 lipca 2011

Pedagogika na zakręcie nie tylko demograficznego niżu

Nie ulega już wątpliwości po powoli sumowanym I etapie rekrutacji do uczelni publicznych na bezpłatne studia pedagogiczne I i II stopnia, że tak uniwersytety, jak i akademie poradziły sobie z naborem na ten kierunek. Nieliczne prowadzą jeszcze studia z „pedagogiki specjalnej”, o czym pisałem nieco wcześniej. Zaczyna się dla tych uczelni kolejny etap naboru na studia niestacjonarne, określane najczęściej jako studia zaoczne, a więc płatne. W tym przypadku w wielu uczelniach publicznych rekrutacja trwać będzie do wypełnienia wszystkich miejsc, a tych nie może być więcej, niż na studia stacjonarne. Niektórzy kandydaci zastanawiają się nad tym, gdzie ubiegać się o indeks, w której uczelni publicznej?

Część osób poszukuje dla siebie miejsca w wybranej przez siebie szkole niepublicznej, położonej najbliżej ich miejsca zamieszkania, ale tez niekoniecznie. Są osoby, które potrzebują anonimowości, ciągnie ich nieznane miejsce, nowe środowisko i być może także walory wyższej szkoły prywatnej. Okazuje się, że PEDAGOGIKA nadal będzie atrakcyjnym kierunkiem studiów, bez względu na to, jaką wybierze się po pierwszym roku specjalność, gdyż jak wynika z badania „Campus 2011”, jakie zostało przeprowadzone przez portal Pracuj.pl, młodzi absolwenci tych studiów lokują swoje oczekiwania zawodowe w administracji publicznej, „przemyśle” rozrywkowym, a nawet w służbach mundurowych. Tak więc absolwenci studiów humanistycznych należą w 47% do tych, którzy nie zamierzają pracować w zawodzie, do jakiego zostali przygotowani w toku studiów. To polski fenomen wyższej edukacji i jej efektywności, dlatego minister nauki i szkolnictwa wyższego skierowała duży strumień środków dla kandydatów na studia techniczne, przyrodniczo-matematyczne, a więc na tzw. kierunki zamawiane, by wzmocnić rynek pracy o tych, którzy będą chcieli pracować zgodnie z wyuczonym zawodem.

Ci, którzy mimo to nie zamierzają pracować w zawodzie pedagoga, zapewne podejmą te studia dlatego, że kojarzą im się z czymś łatwym, miłym i tanim. Istotnie, jak przejrzymy oferty wielu wyższych szkół prywatnych, to dostrzeżemy nawet dumpingowe koszty, byle tylko ściągnąć do siebie jak najwięcej klientów. Tu jednak kandydaci powinni wyostrzyć swój namysł, zanim podejmą decyzję, bo być może będzie taniej, ale za to nudno, niekompetentnie i być może z obciążeniem negatywnej lub warunkowej oceny komisji akredytacyjnej, jaka może taka szkoła uzyskać w wyniku oceny bylejakości kształcenia w niej studentów. Wówczas zainwestowane środki w uzyskanie (zakupienie) dyplomu mogą się nie zwrócić w postaci uzyskania zatrudnienia w administracji czy innej dziedzinie życia pozapedagogicznego czy pozaoświatowego.
Może zatem lepiej wybierać szkołę, która jest publiczną, bo tej nie grozi likwidacja kierunku kształcenia, lub która ma ponad dziesięcioletnią tradycję i zarazem ciągłość kształcenia na wybranym przez nas kierunku. Jeśli bowiem edukują na nim od kilku zaledwie lat, to może oznaczać, że wkrótce nastąpi jego akredytacja, a nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy będzie ona miała pozytywny dla tej społeczności finał. Zagrożeniem jest podejmowanie studiów w szkole, która przy wybranym kierunku studiów, jako jednym z nielicznych wśród prowadzonych w niej od zaledwie kilku lat, znajduje się zapis - „NOWOŚĆ”. Może to być bowiem oferta jak w hipermarkecie, wciskania klientom czegoś, co z nowością ma tyle % wspólnego, ile liter zawiera to hasło. Najczęściej, jak informują o tym sami studenci na forach internetowych, jest to STAROŚĆ, a ta – jak wiadomo – NIE RADOŚĆ.

Warto też śledzić ruchy w szkolnictwie ogólnym i zawodowym. Przykładowo w łódzkich gimnazjach pracę straci 50 nauczycieli języków obcych i wychowania fizycznego. Jest to następstwem łączenia klas w wyniku zmniejszającej się z każdym rokiem liczebności uczniów. O ile jeszcze można było dzielić liczne klasy właśnie na lekcje wf. i języka obcego, o tyle teraz są one na tyle małe, że takie podziały nie mają już ekonomicznego sensu.

Nie wiemy, jaki będzie wynik wyborów. Jeśli nastąpi zmiana polityczna w obozie rządzącym, to już mamy zapowiedzi odwrotu od rozwiązań, które były zapowiadane jako możliwe do realizacji od 2012 r. Już są sygnały o totalnej „klapie” tzw. ustawy „żłobkowej”, w wyniku której miały powstawać z pomocą środków publicznych alternatywne formy opieki nad małymi dziećmi. PiS zapowiada, że jak dojdzie do władzy, to wydłuży do 26 tygodni urlopy macierzyńskie i wzmocni politykę prorodzinną państwa, by nie instytucjonalizować opieki nad małym dzieckiem, gdyż jest to niekorzystne dla jego rozwoju.

środa, 20 lipca 2011

Informacyjny chaos w sprawie sześciolatków w szkołach a czterolatków w przedszkolach

Pisze do mnie zdezorientowany rodzic z województwa wielkopolskiego, którego syn w lipcu br. rozpoczyna, a nie kończy, piąty rok swojego życia. Tymczasem jego ojciec jest "straszony" przez dyrekcję rejonowej szkoły, że powinien ją poinformować o tym, gdzie jego dziecko odbywa obowiązkowe przygotowanie do edukacji szkolnej. Chaos informacyjny idzie z góry - kuratorium oświaty upowszechnia przekonanie, że rodzice dziecka urodzonego w roku 2006, które nie zacznie obowiązku przedszkolnego w roku 2011, zostaną poddani egzekucyjnemu postępowaniu administracyjnemu. Rodzice pięciolatków muszą do 30 09 2011 zgłosić dyrektorowi szkoły rejonowej dziecka (tej, w której hipotetycznie zacznie ono obowiązkową naukę) miejsce, gdzie jego pupil odbywa obowiązek przedszkolny. Rodzice czterolatków są zdezorientowani, bo o nich nie ma żadnych informacji. Przedszkola mogą ich nie przyjąć, gdyż jeszcze w tym roku rocznik ten nie jest objęty obowiązkiem rocznego przygotowania do szkoły.

Ludziom już mylą się te obowiązki edukacyjne. Z jednej strony straszy się ich określonym przymusem administracyjnym, a z drugiej uniemożliwia jego wykonalność. Jak bowiem rodzic ma posłać dziecko do przedszkola, skoro w gminie nie ma dla niego miejsca? Rodzic wspomnianego czterolatka nie wie zatem, jaki obowiązek dotyczy jego dziecka i czy rzeczywiście jest on pod presją kary administracyjnej, skoro nie ma miejsca w przedszkolu?

Tatuś postanowił najpierw zajrzeć na stronę poznańskiego kuratorium oświaty. Mieszka na obrzeżach miasta, gdzie nie ma informacji o tym, co ma zrobić, jako rodzic czterolatka od kilku zaledwie dni. Znalazł jednak na stronie kuratorium kolorową zakładkę pt. "Vademecum rodzica" z fotografią (zapewne też kochających swe dziecko naturalnych opiekunów i wychowawców), a tam kolejne zakładki:

"• Bezpieczeństwo i higiena podczas wyjazdów dzieci i młodzieży szkolnej w związku z zachorowaniami wywołanych przez szczep E. coli
• 5 porcji warzyw, owoców lub soku
• "One są wśród nas" - wsparcie dla dzieci przewlekle chorych
• Zapobieganie samobójstwom dzieci i młodzieży. E – poradnik
• Ubezpieczenie dzieci i młodzieży (NNW) - opracowanie Biura Rzecznika Ubezpieczeń w Warszawie
• Co rodzic - na okoliczność wypadku ucznia (dziecka) przebywającego pod opieką szkoły/placówki - winien wiedzieć?
• Sześciolatek w szkole
• Realizacja obowiązku szkolnego i obowiązku nauki poza szkołą przez dzieci polskie przebywające poza granicami kraju
• Mediacje w szkole jako sposób rozwiązywania konfliktów
• Bezpieczna wycieczka szkolna
• Edukacja dzieci w wieku 3-6 lat
• Nowe podręczniki
• Reforma - pytania i odpowiedzi."

Świetnie. Jest! Jest strona, której tytuł powinien rozwikłać jego wątpliwości -"Edukacja dzieci w wieku 3-6 lat". Zagląda, a tam czekają nań kolejne linki. Czyta i oczom nie wierzy, że można rodziców wpuszczać w maliny. Wprawdzie już dojrzewają, ale nie o takie tu owoce chodzi.

ZA ZBYTECZNE w VADEMECUM RODZICA UZNAŁ NASTĘPUJĄCE STRONY:

• Wydłużony termin nadsyłania prac na Konkurs "Najlepszy program wychowania przedszkolnego"

Nie będzie tego czytał, bo w konkursie nie chce brać udziału.

• Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 23 grudnia 2008 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół.

Przeczytał, ale zorientował się, że to nie jest tekst dla niego, bo sam ma wykształcenie średnie zawodowe - technikum spożywcze, więc co najwyżej może upiec tort i obrzucić nim autora takiej oświaty internetowej.

• Informator. Jak organizować edukację przedszkolną w nowych formach.

Tego też nie czyta, bo nie ma zamiaru organizować przedszkola w nowych formach. Starych też nie zna, bo mu dziecka nie przyjęli do gminnego przedszkola.

• Fundusze dla oświaty.

Ta strona też nie jest dla niego, więc zdziwił się, że znalazła się w dziale "Vademecum rodzica".

• Konkurs „ Najlepsze Wielkopolskie Przedszkole”.

Patrz inny konkurs.

• Międzynarodowy projekt partnerski w Programie Leonardo da Vinci - „Lepsze przedszkole”

Ten tekst też nie jest tekstem dla niego. Na szczęście na końcu Vademecum znalazło się pięć prezentacji w Power Point. Nareszcie, coś dla niego. Nie musi przedzierać się przez gąszcz niezrozumiałych słów i opisów. Są nawet przyjazne obrazki.

"• Reforma edukacji - informacje dla nauczyciela
• Przygotowanie szkoły na przyjęcie młodszych uczniów - propozycje dla dyrektora
• Sześciolatek idzie do szkoły - informacja dla rodziców
• Ulotka -Sześciolatek w szkole
• Ulotka dla rodziców dzieci 5-letnich"

Jak widać, chyba tylko ta ostatnia prezentacja jest zaadresowana do niego, jako rodzica dziecka rozpoczynającego piąty rok życia. O czterolatkach nic na niej nie ma. Brzmi propagandowo - ULOTKA. Pozostałych prezentacji nie chciał nawet komentować, bo dwie pierwsze z "Vademecum dla rodziców" niewiele mają wspólnego. Może konstruował tę stronę ktoś, kto skorzystał z giertychowej amnestii maturalnej? Okazało się bowiem, że pod tytułem: "Ulotka dla rodziców dzieci 5-letnich" jest zupełnie inna prezentacja - pt. "Informacja dla rodziców". OK. Pomyślał sobie rodzic. Pewnie dalej będzie już tylko o 5-latkach. Ależ był z niego optymista.

Pierwszy slajd:
"Szanowni Rodzice, Jeżeli Wasze dziecko urodziło się w roku 2004 i myślicie o tym, by jako sześciolatek rozpoczęło naukę w klasie pierwszej szkoły podstawowej w roku szkolnym 2010/2011, to już teraz pamiętajcie, że ma ono prawo do odbycia rocznego przygotowania przedszkolnego".

Jego dziecko urodziło się w 2007 roku, w lipcu!! Szuka zatem dalej.

Drugi slajd:

"Prawo do odbycia przygotowania przedszkolnego oznacza, że Wasze dziecko będzie miało zapewnione miejsce w przedszkolu, w oddziale przedszkolnym w szkole podstawowej lub w innej formie wychowania przedszkolnego w pobliżu miejsca zamieszkania. Przygotowanie przedszkolne pomoże Waszemu dziecku w udanym starcie w klasie pierwszej."

Nadal jednak nie wie, jaki jest jego obowiązek. Co z tego, że piszą mu o prawie i zapewnionym miejscu w przedszkolu, skoro go nie dostał.

Trzeci slajd:

"Przedszkole zapewni:
wspomaganie rozwoju i wyrównanie szans edukacyjnych, wcześniejsze odkrywanie zdolności, wsparcie rozwoju emocjonalnego i intelektualnego, dobre przygotowanie do podjęcia nauki w szkole podstawowej, ciekawe i atrakcyjne zajęcia oraz zabawy"

Pięknie, tyle tylko, że jego dziecko nie zostało przyjęte do przedszkola.

Czwarty slajd:

"Wykwalifikowani nauczyciele przedszkola pomogą Wam w podjęciu decyzji, czy dziecko jest gotowe do rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej w wieku sześciu lat".

Cudownie, pomyślał, ale nadal nie dotyczy to jego dziecka.

Piąty slajd:

"Więcej informacji uzyskacie Państwo u dyrektora szkoły podstawowej. Decyzja należy do Państwa, pomóżcie swojemu dziecku w dobrym starcie edukacyjnym."

Dyrektor jednak nie potrafił mu niczego wyjaśnić. Jest w tej chwili na urlopie, a poza tym, co go obchodzi zaledwie pięcioletnie dziecko?

Może zatem twórcy tej strony w kuratorium oświaty w Poznaniu, bo już w innych miastach tego nie sprawdzałem, pójdą na studia podyplomowe z zakresu edukacji przedszkolnej, to się czegoś dowiedzą. Najlepiej niech skorzystają z kursów on-line, bezpłatnych, bo takie oferuje jedna z prywatnych wyższych szkół, która - jak przypuszczam - wygrała przetarg na bezpłatne studia w zakresie kwalifikacji pedagogicznych. Ciekawostka jest to, że sama ma uprawnienia jedynie do prowadzenia studiów I stopnia na kierunku "pedagogika",a to znaczy, że nie ma własnej kadry akademickiej, tylko na drugich etatach. Pewnie wykładają tam urzędnicy dzielący te środki, a potem wprowadzają szum informacyjny ?


http://ko.poznan.pl/?page=1132

wtorek, 19 lipca 2011

Czeski wyskok oświatowo-pedagogiczny















Na kilka dni wyjechałem do Czech w celach prywatnych, ale przy okazji miałem możliwość poznania kilku spraw, które mają związek zarówno z oświatą, jak i pedagogiką. Odnotuję zatem szybko kilka zdarzeń i faktów.

1) Moi przyjaciele z czeskich Moraw narzekają na pogarszającą się sytuację gospodarczą w ich kraju, który słynął z tego, że dwie sfery nie poddały się jak dotychczas wpływom globalizacji i nadzorowi unijnemu. Były to – służba zdrowia i oświata. Nie będę odnosił się do tej pierwszej, ale szkolnictwo rzeczywiście, jak dotychczas dzielnie broniło się przed uniformizacją, przedstawianą przez unijnych biurokratów jako źródło powszechnego szczęścia i poprawy jakości procesów kształcenia oraz wychowania.

Czesi nie podporządkowali swojego ustroju szkolnego, tak jak to myśmy uczynili reformą ustrojową w 1999 r., strukturze 6+3+3. Zachowali swój tradycyjny system szkolny, co wcale nie oznaczą, że jest im łatwiej czy funkcjonuje się bezproblemowo (warto przeczytać przekład na język polski podręcznika z pedagogiki porównawczej Jana Průchy), ale przynajmniej nie dochodzą im nowe problemy, które by z tego procesu wynikały.

Niestety, presja wśród polityków jest tak silna, że coraz częściej mówi się o konieczności wprowadzenia egzaminów zewnętrznych i dokonywania pomiaru jakości pracy szkół. Władze resortu edukacji przygotowują zatem wielki pomiar porównawczy osiągnięć szkolnych absolwentów klas piątych i dziewiątych szkół podstawowych. Ponoć to oświeceni i zatroskani o jak najlepsze warunki do edukacji własnych dzieci w szkołach publicznych rodzice, który coraz częściej podróżują po świecie, upominają się o to, by władze dokonały takiej diagnozy jakości szkolnictwa publicznego, by można było - podobnie, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii – kupić w każdym kiosku najnowszy ranking szkół. Nie może być tak, że rodzice nie wiedzą, jaki poziom reprezentuje szkoła rejonowa, do której powinien czy mógłby chodzić ich dzieciak.

Tak więc ministerstwo oświaty przygotowuje diagnozę 100 wylosowanych szkół podstawowych w Czechach (będą to testy z wiedzy i umiejętności absolwentów w/w klas z języka ojczystego, obcego i matematyki), na którą wyda 140 milionów czeskich korun, ale… nie ujawni jej wyników. Testy będą w tym roku przeprowadzone pilotażowo, natomiast już w przyszłym roku obejmą uczniów wszystkich szkół podstawowych (ok. 4,2 tys.). Będzie to rodzaj „małej matury”, której wyniki powinny być dowodem na to, co dzieci wiedzą, potrafią i jakiej jakości jest w związku z tym proces ich kształcenia.

Ministerstwu szkolnictwa chodzi głównie o to, by sprawdzić, czy dzieci w określonym wieku umieją to samo, niezależnie od tego, gdzie uczęszczają do szkoły. Jak pisze w sobotnim wydaniu gazety „DNES” (16.07.2011, s. 2) Kateřina Frouzová – rodzice, którzy chcieliby wcześniej poznać wyniki tego pomiaru, będą musieli wejść w role detektywów, gdyż wyniki tych testów będą dostępne jedynie dyrektorom szkół.


2) Poniedziałkowe „Lidové Nowiny” informują o pogrzebie Otto von Habsburga, który był najstarszym synem ostatniego władcy Austro-Węgier – czeskiego króla Karola I i jego żony – Zyty Burbon-Parmeńskiej. Ponoć był księciem Krakowa.

Kiedy po obejrzeniu w czeskiej telewizji niezwykłej ceremonii pogrzebowej, której w Wiedniu towarzyszyło 10 tys. widzów, a uczestniczyło w niej pół tysiąca zaproszonych gości (urna z sercem Otto von Habsburga została złożona w krypcie węgierskiego klasztoru Panonhalma w pobliżu Györu), moja gospodyni podzieliła się ze mną dość zabawną grą słowną, o historyczno-politycznym znaczeniu.

Otóż napisała na kartce drukowanymi literami jedno słowo - PRUSAMI, komentując zarazem jego sens. Zaczęła od stwierdzenia:

„Przez 300 lat byliśmy pod PRUSAMI

Po czym skreśliła pierwszą literę tego słowa i dodała:

„Później byliśmy przez ponad 40 lat pod RUSAMI

Po czym znowu skreśliła pierwszą literę w/w słowa i dodała:

„Teraz jesteśmy pod USA-mi”

Nastęnie skreśliła w tym wyrazie pierwszą literę i zapytała:

„A kiedy będziemy SAMI?


3) W Czechach ukazała się już w ub. roku książeczka Ewy Lipniackiej (polskie wydanie czerwiec 2011, tytuł angielski tego wydania w 2009 r. - The Xenophobe's Guide to The Poles) pt. Polacy. Charakterystyka. Humor. Uprzedzenia. Przewodnik ksenofoba. Nie wiedziałem, że w Polsce też się ukazała, ale pewnie trudno byłoby to dostrzec na pierwszy rzut oka, gdyż czeska edycja różni się kompozycją i treścią okładki, a w obu wydaniach nie ma nazwiska autorki. Porównajcie obie okładki i wyciągnijcie wnioski – jak postrzegają Polaków polscy, a jak czescy wydawcy tej książeczki. To może być dobra zabawa dla dzieci w ramach zajęć przedszkolnych. Oczywiście, dlaczego są na obu ilustracjach takie, a nie inne symbole, zdjęcia i przedmioty, maluchy dowiedzą się zapewne w szkole, albo i nie, bo kogo dzisiaj obchodzi to, jak jesteśmy postrzegani w świecie? Zabrakło w tej publikacji informacji o tym, że niektórzy Polacy bywają złodziejami. Niemcy pisali o nas przed laty, by nie jechać samochodem, bo go ukradną, a w przypadku kolei, to nie kradnie się jeszcze torów. Nie wiedzieli wówczas, kto będzie u nas ministrem od tych spraw i że zimą nie da się dojechać nigdzie na czas. Poza tym, wystarczy wrzucić w google nazwisko autorki, a na stronie „…..uj.pl można sobie przeczytać tę książczynę za darmo. Pewnie w nowym wydaniu znajdzie się na okładce jeszcze jeden element.