16 maja 2021

Profesorowie mają otwarte drzwi do konsultacji, tylko trzeba chcieć z nich korzystać

 


Jest oczywiste, że praktyki stosowane przez niektóre osoby, niezadowolone z negatywnych ocen ich wniosków awansowych i decyzji odmownych, a polegające na wnoszeniu oskarżeń do sądu, doniesień do prokuratury czy wniosków do komisji dyscyplinarnych przeciwko recenzentom, którzy napisali krytyczne, ale merytorycznie uczciwe recenzje, jest naganne i naukowo szkodliwe.   

W Radzie Doskonałości Naukowej, podobnie jak wcześniej w Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów dość łatwo można rozpoznać i odsiać "ziarno od plew", wbrew komentarzom wielu pseudonaukowców, którzy są rozczarowani tym, że nie przeszli ze swoimi nienaukowymi dokonaniami przez recenzenckie "sito" w radach naukowych dyscyplin czy senatów uczelni.  

Nikt nie wzbrania rozżalonym czy mającym słuszne powody do zakwestionowania poważnych błędów formalno-prawnych złożenia odwołania do organu drugiej instancji, jakim jest RDN. To jest konstytucyjne prawo każdego obywatela. Nie może to jednak służyć wypaczaniu postępowań awansowych. Są jednak granice etyczne, merytoryczne i metodologiczne stosowanych przez niektóre osoby argumentów czy nadużyć w interpretowaniu zdarzeń i dowodów w ich sprawie.   

 

Politycy powinni poprzeć starania o wprowadzenie ustawowego "immunitetu" dla recenzentów, gdyż nasilająca się liczba wniosków oskarżycielskich wobec rzetelnych i uczciwych recenzentów w postępowaniach awansowych otwiera pole do zdumiewających praktyk. Przeciwdziałanie pseudonaukowym aktom "odegrania się" na recenzentach powinno polegać na - mówiąc w przenośni - "paleniu na stosie" tych co postępują cynicznie, niegodnie, naruszając etos nauki i stojących na jej straży wybitnych uczonych. 

Potępiać powinno się czyny i dokonania pseudonaukowców, ale nie osoby, które mają doświadczenie niepowodzenia, o czym wielokrotnie pisałem. Nie oznacza to jednak unikania krytyki czyichś błędów, by nie być poddanym opresji ze strony takich osób.  Tchórzostwo części profesorów jest  ich ucieczką od odpowiedzialności za dyscyplinę naukową, a zarazem autokompromitacją. Co to bowiem za profesor, który obawia się napisania rzetelnej recenzji naukowej?  

Publikując artykuł krytyczny musimy wskazać na jego źródło i autora, a jeśli są w nim poważne błędy, to nie ulega wątpliwości, że ich sprawcą nie jest ktoś anonimowy, jakaś nieznajoma siła czy podmiot. To usprawiedliwia wyciaganie przez recenzentów wniosków wskazujacych na niewiedzę, brak kompetencji danego autora w odniesieniu  do jego/jej konkretnego wytworu.  

 

Idąc dalej tym tokiem myślenia, przeciwdziałać powinniśmy poprzez wskazywanie ludziom błędów jakie popełniają i pokazywanie im, na czym one polegają oraz tłumaczyć, że każdy kto poddaje się ocenie musi się liczyć z krytyką, a także że merytoryczna ocena, nawet jeśli krytyczna, najczęściej wcale nie wynika ze złośliwości albo złej woli recenzenta (jak często domniemają takie osoby). Konieczne jest publikowanie rzetelnych recenzji publikacji naukowych zanim te staną się jednym z osiągnięć rekomendowanych komisjom habilitacyjnym do oceny.   

 Przynajmniej do jakiegoś etapu można takie metody próbować stosować, bo rzecz jasna są osoby niereformowalne, które i tak się uwagami krytycznych a rzetelnych uczonych nie przejmą... .  Wtedy po prostu nie pozostaje nic innego, jak odwołanie się do środków formalno-prawnych.

 

Każda próba wyjaśnienia problemu, chociażby przy okazji webinarium, komunikatów władz RDN, opublikowanego na stronie Rady „Poradnika” , doniesień medialnych o istniejących patologiach w środowiskach akademickich - zamiast prostego potępiania "błądzących" osób, jest właśnie taką strategią - może naiwną, jeśli mamy do czynienia z zatwardziałymi egocentrykami nietolerującymi żadnej krytycznej uwagi, ale jednak wartą podjęcia, bo może inne osoby zauważą rażące błędy w "spiskowej teorii własnych niepowodzeń awansowych".

 

Jeśli z takiej okazji nie skorzystają, pozostają inne działania i surowe odmawianie miejsca wśród społeczności akademickiej, bo tego typu działania o jakich mówimy są destrukcyjne i szkodliwe. Działając w tym duchu, członkowie RDN mają otwarte drzwi dla każdego, kto ma jakieś wątpliwości, czy ma jakiś problem, z którym nie potrafi sobie poradzić albo sprawę do przedyskutowania, w której mogą być pomocni.

 

Jeśli jednak taką "wyciągniętą dłoń" odrzucą albo będą próbować niecnie wykorzystać, to należy ich potraktować bezwzględnie surowo, skoro chcą z premedytacją szkodzić społeczności akademickiej. Taka jest powinność każdego nauczyciela akademickiego troszczącego się o jak najwyższe standardy osiągnięć naukowych.

 

Każdy/-a profesor pełni dyżury w swojej jednostce. Jest też dostępny jego/jej kontakt elektroniczny.  Lepiej zatem konsultować własne działania badawcze, projekty, niż zabiegać o "kolesiowską" recenzję dopuszczającą do wszczęcia przewodu doktorskiego czy postępowania habilitacyjnego. Ustawodawca zapisał nawet habilitantom wymóg odbycia stażu krajowego czy zagranicznego właśnie po to, by mogli wertyfikować trafność i rzetelność własnych projektów badawczych. 

Czy doktorant lub habilitant zamiast być mądrym przed szkodą, woli być głupi po szkodzie i uruchamiać paranoiczną żądzę zemsty na tych, którzy rzetelnie wykonują swoje zadania? Czy w ten sposób chce udowodnić równie niekompetentnym sojusznikom, pseudonaukowcom, że został skrzywdzony?  To "ślepa" uliczka.  

 

Prof. Drozdowicz 

Tym, którzy realizują scenariusze "hejtowania"| recenzentów: (...) chciałbym zadedykować słowa wielkiego filozofa G.W. Hegla (dopasowując je jednak do potrzeb tej narracji): patrząc z pozycji kamerdynera, nie ma, i być nie może, takich wielkości, które zasługiwałyby na uznanie i szacunek otoczenia – ów przysłowiowy kamerdyner może bowiem powiedzieć niejedno na temat różnego rodzaju słabości i słabostek swojego pracodawcy; a to, że nie chce, lub nie jest w stanie dostrzec i zrozumieć jego autentycznych wielkości, ma już mniejsze znaczenie dla tych, którzy gustują w tego rodzaju plotkarskich doniesieniach [Wrażliwość i drażliwość uczonych, "Nauka" 2018/3, s. 62] .


[źródło cytowań: wypowiedź czołowego rzeczoznawcy RDN]