sobota, 27 grudnia 2014

Akademicka hodowla troglodytów








Książka Piotra Andrzeja Nowaka umknęła mojej uwadze ze względu na tytuł, który nie zapowiada treści. Cóż bowiem może znaczyć „Hodowanie troglodytów”? Dopiero podzielenie się ze mną tą książką przez prof. Marię Dudzikową (chyba nikt nie czyta tyle nowości, co Profesor) sprawiło, że na wewnętrznej stronie tytułowej został zawarty podtytuł: Uwagi o szkolnictwie wyższym i kulturze umysłowej człowieka współczesnego”. Wszystko wydało się jasne.

Właściwie mógłbym już tej książki nie czytać, gdyż wdrażana najpierw w 2005 r. a potem w 2011 r. reforma szkolnictwa wyższego i nauki daje wszystkim zatrudnionym w uczelniach państwowych w kość, odsłaniając zarazem bezmiar patologii nie tylko w zarządzaniu tym sektorem przez centrum władzy, ale także przez wielu rektorów. Ministrowie są już przyzwyczajeni do krytyki, ale rektorzy czy dziekani – broń Panie Boże. Tych krytykować nie wolno, bo prędzej czy później można stracić posadę.

Autor książki jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofii na stanowisku profesora w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku. Jako specjalista w zakresie filozofii polityki ma znakomite przygotowanie do analizy makropolityki szkolnictwa wyższego i nauki. Wykładał na uniwersytetach w USA, w Europie i Rosji, tak więc ma porównanie do warunków kształcenia i prowadzenia badań naukowych w innych krajach. Nic dziwnego, że przeprowadzona w studium autorskim diagnoza sytuacji polskich uniwersytetów musi być bolesna dla wszystkich tych, którzy odpowiadają za ich obecną kondycję, a ta jest fatalna.

Jak pisze:

Pod naporem chwili obecnej dzisiejszy Uniwersytet osuwa się w niebyt, stając się karykaturą Uniwersytetu. Jego program pisze rynek potrzeb, a więc człowiek masowy, nie człowiek wolny; biuralista, nie naukowiec. W jakimś sensie Uniwersytet stanowi (w coraz mniejszym stopniu zresztą) odskocznię od kariery zawodowej, a ostatnio – przedmiot zwykłej pogardy ze strony tych wszystkich, dla których ostatecznym kryterium sensu jest zasada opłacalności. (s. 8)

Profesor stawia we wstępie pytania, które stają się zarzutem skierowanym nie tylko do władz akademickich różnych szczebli, ale także nauczycieli akademickich, którym w dzisiejszym świecie właściwie już nie zależy na wartościach absolutnych, uniwersalnych, ponadczasowych, na dziedzictwie historii i spłaceniu zobowiązań wobec ich własnych mistrzów, nauczycieli, ale i narodowej kultury , której nauka jest nieodłączną częścią. Ludziom świat wisi, ludzie zadowalają się byle czym. Nędza ich istnienia odbiera im rozum. Mają dusze turystów, flanerów traktujących życie jak deptak czy poczekalnię. Wybierają cyników i umysłowych parweniuszy, którzy następnie rządzą nimi wedle reguł trywialnie pojętego prawa natury: kto silniejszy, ten więcej może. (s. 9)

Można jednak zapytać, skąd wzięli się wśród nich i ponad nimi owi cynicy, troglodyci? Jak to jest możliwe, że większość woli ich właśnie wybierać do pełnienia określonych ról kierowniczych, skoro wiadomo, że prowadzą uczelnię na dno kryzysu? Czy właśnie neoliberalny kurs na zmiany nie sprzyja – wbrew obietnicom wyrwania uczelni z postsocjalistycznego letargu i wygodnictwa dużej części jej kadr naukowych i dydaktycznych – właśnie temu, by niczego nie zmienić, tylko czekać z rozłożonymi rękami na okazję, na kogoś swojego, kto wesprze, dorzuci państwowego grosza, załatwi intratne kontrakty, granty itp.?

Jak stwierdza P. Nowak dzisiejsi światli reformatorzy nakłaniają uczonych nie do prowadzenia badań naukowych, tylko „do robienia geszeftów, do kręcenia lodów – tych większych (granty) i tych zupełnie malutkich (punkty, od których zależeć będzie wysokość pensji)” (s. 14).

Skoro tak, to jednak trzeba pamiętać, że w tak rozumianej rywalizacji na przeżycie czy przetrwanie mamy do czynienia z sytuacją jawnie antagonistyczną, w wyniku której jedni sycą się kosztem drugich. Narusza to także poważnie etos nauki, którego nie wzmocni żaden z powołanych przez ministra Zespołów czy Komisja Etyki, gdyż trwale osadzone dzięki regulacjom prawnym mechanizmy i podtrzymujące je procedury akademickie mają na celu (...) odciągnięcie młodych, zdolnych ludzi od pracy intelektualnej – od czytania książek, pisania i wykładania – na rzecz quasi-biznesowej działalności sprowadzającej się do pozyskiwania pieniędzy dla przedsiębiorstwa zwanego dalej Uniwersytetem. (s. 15)

Co gorsza, tego typu polityka w sposób zamierzony lub pośrednio prowadzi do „osłabienia instynktu wolnościowego”, modusu „bycia” na rzecz wzmacniania postaw typu „mieć” w duchu komercjalizacji stanowisk i nauki. Coraz bardziej godzimy się na to, by uniwersytety stały się szkółkami zawodowymi, z wyłączeniem – rzecz jasna – tych najstarszych, wiekowych, „okrętów flagowych” pani B. Kudryckiej. (...) tylko Uniwersytet , który nie ulega presji finansowej, zasługuje na szacunek w oczach studentów, uczonych, reszty obywateli. Uniwersytety, które decydują się na spieniężenie własnej substancji, podzielą wkrótce los podstarzałej kurtyzany – upadną i zdechną w niesławie. (s. 146)

Autor tej książki chwaląc psychologów za oparcie się bolońskiej transformacji procesu kształcenia i zachowanie pięcioletnich, jednolitych studiów magisterskich nie wie, że właśnie w wyniku żarłocznej walki o finanse i komercjalizację tej dyscypliny naukowej (w niewielu bowiem uniwersytetach jeszcze kształci się na psychologii) niemalże monopolista – jakim jest SWPS – szybko złamał ów kod etyczny i prawny wprowadzając 2,5 letnie studia uzupełniające z psychologii dla absolwentów innych kierunków studiów. Tak więc mamy już na polskim rynku pół-psychologów, felczerów ludzkich dusz, polityków czy prawników po kursie w zakresie manipulacji osobami.

Nie będę zdradzał o co upomina się białostocki filozof, gdyż warto tę książkę przeczytać, by zmierzyć się z jej treścią oraz autorskimi postulatami zmiany. Być może niektóre nie będą nam odpowiadać. Z jednym zgodzić się warto, a mianowicie z tym , że naukowcy powinni bezstronnie prowadzić badania (...) prawdy bez względu na zamówienia płynące ze świata zewnętrznego.(s. 145) Badanie prawdy musi być badaniem wolnym, ograniczonym jedynie przez procedurę dochodzenia do niej. Prawda zakłada wolność. Z chwilą, gdy badanie naukowe zostaje podporządkowane siłom zewnętrznym – ideologii, partiom politycznym, rynkowi – traci ono wolność – wolność myślenia. (s. 149)

piątek, 26 grudnia 2014

Edukacja integralna i personalistyczna





Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia ukazała się w serii wydawniczej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN najnowsza rozprawa profesora Uniwersytetu Śląskiego (Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie) - Andrzeja Murzyna pod tytułem: Współczesna filozofia edukacji.

Ogromnie się cieszę, że mamy zupełnie nowe strukturalnie i merytorycznie podejście do filozofii edukacji. Tym razem, w odróżnieniu od wielu innych autorów tego nurtu badań w pedagogice, mamy do czynienia z filozoficznym spojrzeniem na kluczowe kwestie dla polskiej edukacji. Każdy filozof prowadzący badania podstawowe w naukach o wychowaniu kieruje się osobistym wyborem źródeł i kategorii, które zamierza wyjaśnić z określonej perspektywy poznawczej i aksjonormatywnej.

W przypadku tej publikacji są nimi trzy sfery zmiennych, rzutujących na rozwój osobowości młodych pokoleń i jakość procesów wychowawczych, a mianowicie: 1) makrospołeczne uwarunkowania edukacji, w tym jej relacje z kulturą, sztuką, sportem i religią; 2) intra-i interpersonalne następstwa edukacji, która sprzeniewierza się swoim funkcjom założonym, kulturowym w wyniku przyzwolenia lub zamierzonego stosowania w procesie formacyjnym młodych pokoleń metod warunkowania, prania mózgu i indoktrynacji, chociaż wydawałoby się, że czasy tak perfidnej manipulacji mamy już za sobą; 3) uwikłania edukacji w ideologię liberalizmu i demokracji.

Układ treści w tej książce jest zatem następujący:

EDUKACJA A KULTURA, SZTUKA, SPORT I RELIGIA

Rozdział 1. Edukacja – kultura

Rozdział 2. Edukacja – sztuka

Rozdział 3. Edukacja – sport

Rozdział 4. Edukacja – religia

EDUKACJA A WARUNKOWANIE, PRANIE MÓZGU (BRAINWASHING)I INDOKTRYNACJA

Rozdział 5. Edukacja – warunkowanie

Rozdział 6. Edukacja – pranie mózgu

Rozdział 7. Edukacja – indoktrynacja

EDUKACJA A LIBERALIZM I DEMOKRACJA

Rozdział 8. Koncepcja człowieka w tradycji liberalnej

Rozdział 9. Edukacja demokratyczna

We Wstępie prof. UŚl dr hab. Andrzej Murzyn przybliża nam istotę swojego podejścia badawczego:

(...) Podejmując próbę zaprezentowania i poddania refleksji głównych dylematów filozofii edukacji, jakie w moim przekonaniu pojawiły się pod koniec XX wieku, chciałem osiągnąć to, co najtrafniej – jak sądzę - wyraził później jeden z recenzentów książki Czesław Stanisław Bartnik – wprowadzić czytelnika w świat edukacji rzeczywistej, edukacji osobowej .

Zarówno pod względem struktury jak i prezentowanych treści i związków między treściami, niniejsza ksiązka ma stanowić znaczne poszerzenie i pogłębienie problematyki zawartej we wspomnianej powyżej pozycji z uwzględnieniem kryteriów, jakie muszą być spełnione przy pisaniu podręcznika. Od momentu drugiego wydania książki Filozofia edukacji u schyłku XX wieku. Wybrane kwestie (Kraków: 1999) minęło już ponad 10 lat. Przed edukacją polską stają ciągle nowe wyzwania, które są źródłem zarówno nadziei jak i niepokoju każdego wnikliwego badacza zjawisk kulturowo-edukacyjnych.

Do kręgu myślenia o kształceniu i wychowaniu wciąż powracają odwieczne tematy takie jak np. równość, wolność czy demokracja, pojawiają się jednak nowe zmienne, które zmuszają wszystkie osoby odpowiedzialne za jakość edukacji do nowych przemyśleń. Przemyślenia te powinny przede wszystkim sprawiać, aby przechodzenie od tego, co zwykło się nazywać teorią do tzw. praktyki było jak najłagodniejsze dla wszystkich podmiotów edukacji.

Niebagatelną rolę odgrywa tutaj postawa wobec przeszłości, przy czym osobiście zgadzam się tutaj z Hannah Arendt – nie chodzi o klasyczną lekcję historii, chodzi raczej o to, aby zastanowić się nad tym „/…/ w jaki sposób przeszłość – minione działanie – może być doświadczana w teraźniejszości” (Odpowiedzialność i władza sądzenia, ( przekład W. Madej i M. Godyń) Warszawa 2003, s.9). Trzeba też pamiętać o tym, że w kontekście edukacyjnych sporów i uzgodnień pojawiają się nowe kwestie, których nie wolno ignorować i pozostawiać na pastwę urzędników i polityków.

Trudno sobie, na przykład, wyobrazić współczesną filozofię edukacji bez refleksji nad tym wszystkim, co dotyczy zjawiska określanego często jako kryzys jednoczącej się Europy. Zlekceważenie tego zagadnienia przez akademików, nauczycieli i studentów może doprowadzić do powtórki sytuacji, przed którą wiele razy przestrzegała nas Hannah Arendt - zezwolenia na to, aby tradycja myśli moralnej została zerwana za sprawą politycznych faktów dwudziestego (dzisiaj dwudziestego pierwszego)wieku.(tamże, s. 10)

Celem niniejszej książki jest wprowadzenie czytelnika w kluczowe zagadnienia edukacyjne XXI wieku, zainspirowanie go do refleksji nad rolą pedagoga i nauczyciela na płaszczyźnie wyjaśniania dzieciom, uczącej się młodzieży oraz wszystkim osobom zainteresowanym nieustannym dokształcaniem się coraz bardziej złożonych problemów współczesnego świata. Autorowi chodzi przede wszystkim o to, aby zaproponowana tutaj struktura i układ zależności między poszczególnymi zagadnieniami stały się dla odbiorcy czymś znacznie więcej niż kolejnym paradygmatem, który należy po prostu przyswoić i w odpowiednim momencie odtworzyć. Chodzi o to, aby pozyskać jak najwięcej osób poszerzających grono tych, dla których kryterium problemowe stanowi drogowskaz zarówno w teorii jak i w praktyce edukacyjnej.


Polecam ten tytuł nie tylko tym, którzy zajmują się pedagogiką ogólną, teorią i filozofią wychowania, socjologią edukacji i psychologią kształcenia, ale także politykom oświatowym, samorządowcom, kadrom nauczycielskim polskiej oświaty. Każdy znajdzie w tej książce trafne diagnozy, ale i wiele inspirujących myśli współczesnych filozofów, humanistów, którzy ostrzegają nas przed dysfunkcjami (w) edukacji czy zagrożeniami jej prymarnego sensu. Dla A. Murzyna edukacja musi mieć holistyczny wymiar, całościowy, integrujący wszystkie sfery rozwoju każdej osoby. Ich rozbicie, reedukacja do jednej z nich czy tylko wybranych prowadzi do dehumanizacji, także stosunków społecznych w życiu coraz silniej determinowanym mechanizmami rynkowymi i ideologii rozumu instrumentalnego.

W tej kadencji Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN ukazała się już dziesiąta monografia naukowa. Za kilka dni pojawi się kolejna - tym razem z pedagogiki społecznej monografia profesora Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy dra hab. Mariusza Cichosza pt. "Pedagogika społeczna. Zarys problematyki". Będzie zatem co czytać i o czym dyskutować.

czwartek, 25 grudnia 2014

Religia - pomoc czy zagrożenie dla edukacji?








Profesor pedagogiki, teoretyk wychowania, b. rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy Andrzej de Tchorzewski rekomenduje najnowszą rozprawę ks. prof. Zbigniewa Marka SJ pt. „Religia – pomoc czy zagrożenie dla edukacji? (Wydawnictwo WAM, Kraków 2014).

Jak pisze w „Przedmowie” – współczesne czasy cechuje powierzchowność niemalże wszystkich wymiarów ludzkiej egzystencji. Owa powierzchowność dotyczy również religii i edukacji. Życie religijne osób przyznających się do wiary w Boga wypełnia jakże często bezrefleksyjny udział w praktykach religijnych, które poprzez wychowanie zostały niejako „wdrukowane” w indywidualne i jednostkowe zachowania poszczególnych osób. Powierzchowność religijna dotyczy w jakimś stopniu także tych, którzy określają siebie mianem agnostyków, bezwyznaniowców czy ateistów.

Ich nierzadko negatywne , czasami wręcz wrogie lub tylko obojętne postawy wobec religii i wiary ograniczają się z reguły do krytyki dowodów na istnienie Boga i kerygmatu, czyli podstawowych prawd Ewangelii. Religię i wiarę w Boga traktują jako wytwór bezradności człowieka wobec niemożności dogłębnego poznania świata, siebie samego oraz/lub wręcz jako formę zniewalającą ludzki umysł
.(s. 7)

Sięgnąłem po ten tytuł, gdyż w czasie Świąt Bożego Narodzenia jest to wyjątkowa lektura. Jej autorem jest bowiem nie tylko jezuita, profesor pedagogiki i teologii, ale zarazem jeden z najlepszych w naszym kraju ekspert i współautor najnowszej serii podręczników do religii w naszych szkołach.


Pomyślałem - jaka szkoda, że w czasach mojej edukacji nie było tak atrakcyjnie napisanych podręczników, ale i – co jest świetnym, bo ponowoczesnym rozwiązaniem metodycznym – atrakcyjnych edytorsko zeszytów/notatników dla uczniów, w których mogą rejestrować dialog z sobą na podstawie poznawanych w trakcie spotkań z religią treści i procesów formacyjnych. Pewnie, że można, jak ma to zapewne miejsce w większości szkół, poprosić uczniów o to, by do lekcji religii przynosili zeszyt gładki czy w kratkę, a zajęcia prowadzić metodą pogadanki i odpytywania, ale dzisiaj nie jest to już tak atrakcyjne dla cyfrowych nastolatków. Kojarzy się im bowiem z jakimś kolejnym, obowiązkowym dokumentem uczestniczenia w zajęciach, który sprawdza nauczyciel i wystawia ocenę za ładne pismo oraz ilustracje.

Tymczasem przygotowane notatniki/notesy mają charakter intra-, inter- i transpersonalnej wędrówki ucznia do miejsc, w których może on odkrywać zadania chrześcijanina w społeczności Kościoła, a więc jest zaproszony do świata religii i Kościoła, do rozumienia istoty rodzinnego życia i do stopniowego przejmowania odpowiedzialności i osobistej dojrzałości za życie własne i innych. To bardzo ciekawy materiał do kierowania własnym rozwojem, poznawania siebie, medytowania czy krytycznego myślenia. Zaproponowane w notesach zadania czy ćwiczenia stają się zarazem dla uczniów okazją do konfrontowania własnej codzienności z wiarą, nauką społeczną Kościoła Katolickiego czy wyznacznikami prawa naturalnego i społecznego.

(skan: W Rodzinie. Notes Ucznia dla klasy III Liceum oraz IV Technikum, s. 48-49)

Do podręcznika dla każdego poziomu kształcenia i typu szkoły zostały dołączone na płytach CD materiały multimedialne. Można zatem pracować w domu lub w podróży z tekstem (audiobook), z plikami filmowymi i dźwiękowymi, a także wydrukować sobie potrzebny fragment podręcznika.


Dla nauczycieli religii zostały przygotowane równie atrakcyjnie i bogate multimedialnie podręczniki metodyczne, których zasoby mogą być też wykorzystywane przy użyciu rzutnika lub tablicy interaktywnej. Oprócz scenariuszy zajęć zostały nagrane prezentacje, recytacje, wywiady, krótkie filmy itp. W tym sensie twórcy całego pakietu pomocy dydaktycznych zadbali o to, by nauczający religii, wśród których są przecież osoby bez wykształcenia wyższego, psycho-pedagogicznego czy teologicznego mogli sami przygotować się do zajęć, by uczynić je rzeczywiście wartościową podróżą w życie zgodne z wartościami chrześcijańskimi.




Nie jestem specjalistą w tej dyscyplinie nauk teologicznych i przedmiocie kształcenia (katechetyka), by dokonywać recenzji tego materiału. Takiej opinii dokonał bp. Marek Mendyk – Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, a jej fragmenty zostały zamieszczone na ostatniej stronie okładki każdej publikacji. Lekcje religii mogą zatem być odszkolnione, bardzo ciekawe, atrakcyjne, pobudzając uczniów do namysłu, pogłębiania własnej mądrości i życia w wierze, w bliskości z Bogiem.

Kiedy zaś sięgniemy po rozprawę ks. prof. Zbigniewa Marka to przekonamy się, że można w sposób klarowny przedstawić istotę katechetyki i pedagogiki religii oraz ich znaczenie dla edukacji religijnej, która jest w tej publikacji teoretycznym ujęciem edukacji humanistycznej. Jej zadaniem jest bowiem wspieranie i udostępnianie dzieciom i młodzieży właściwych narzędzi do poznawania i odkrywania prawidłowości w życiu indywidualnym, społecznym i globalnym oraz jego związku z Transcendencją. Jak pisze autor tej monografii: „Ten sposób postrzegania jego natury znacząco poszerza poznawczą ofertę edukacyjną między innymi przez to, że kultura, której istotną częścią jest też religia, odsłania nowe wymiary jego funkcjonowania w świecie. Dlatego tez korzystanie z dorobku refleksji teologicznej nad człowiekiem i światem może być tylko ubogaceniem wsparcia, jakiego udziela edukacja.”(s. 12)

Wesołych zatem i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia.

środa, 24 grudnia 2014

Boże Narodzenie ponad podziałami


(fot. Wigilijne spotkanie w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie - życzenia składają b. Rektor ChAT, prawosławny metropolita warszawski i całej Polski, zwierzchnik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego- abp. Sawa i obecny Rektor ChAT - ks. prof. ChAT dr hab. Bogusław Milerski)


Już jesteśmy w swoich domach, środowiskach naszego życia czy pełnionej misji spotykając się w nich z Bliskimi czy/i Obcymi, ale jakże ważnymi dla nas osobami w tym pięknym okresie. Jeszcze mamy w pamięci życzenia, jakie składaliśmy sobie wzajemnie w miejscu pracy, szkole, uczelni, instytucji publicznej, wyznaniowej, społecznej czy w firmie. Łamaliśmy i łamiemy się opłatkiem kierując najserdeczniejsze życzenia.



Pani Ewa Uryga przesłała nam wszystkim swoje życzenia, do których z całą mocą i serdecznością się dołączam. Rozesłał je Przemek Grzybowski w regularnie rozsyłanym "Międzyszkolniku" (newsletter dla naukowców-pasjonatów). Życzenia poprzedza wiersz, który napisała pani E. Uryga z okazji Świąt Bożego Narodzenia:

Boże Narodzenie



Gdy wyciągasz rękę ponad własną krzywdą i podziałami,
i gdy Twoje słowo nie chce zabijać,
i gdy masz już dość bycia człowiekowi wilkiem,
i nie potrafisz wyrzucić nikogo na bruk nienawiści,
gdy spotykasz się z przyjacielem,
i gdy wciąż zachwyca Cię zachód słońca, albo łysy księżyc,
gdy czytasz wiersze zamiast plotek,
i gdy rozśmiesza Cię czasem własne lustro,
gdy na chwilę przestajesz być racjonalnym dla Miłości,
i kiedy słuchasz zamiast pouczać,
gdy czasem zazdrościsz ptakom,
i gdy przebaczasz wbrew sprawiedliwości,
kiedy bliźnim jest ten kto potrzebuje pomocy,
i gdy starasz się nadzieją osuszyć czyjeś łzy,
kiedy pieniądze stają się środkiem a nie celem,
i gdy tańczysz bo akurat chce Ci się tańczyć,
gdy jesteś sobą nawet wbrew sobie
i gdy Bogu samemu udzielasz miejsca w swoim życiu,
a człowiekowi w swoim domu
- wtedy jest Boże Narodzenie.


Takich Świąt życzę wszystkim Państwu, w tym magicznym dla jednych, a trudnym dla innych okresie. Niech wszystkim Państwu gwiazdka spadnie z nieba i spełni choć jedno, malutkie marzenie... Niech uda się Państwu otrzymać i dać komuś choć jeden uśmiech, jedno dobre słowo, jedną dobrą myśl - oczywiście jednak im ich więcej tym lepiej! Niech ktoś dla Państwa ubierze choinkę i znajdzie miejsce przy Państwa stole. Niech pod tą choinką radość sprawi nieoczekiwany prezent. I (a co tam!) niech spadnie trochę śniegu i będzie bajkowo za oknem...

Nowy Rok natomiast, niech przyniesie wszystkim Państwu radość, zdrowie, samorealizację pod każdym względem, mnóstwo wspaniałych publikacji, awanse, życzliwość studentów i współpracowników, a także przynajmniej odrobinę świętego spokoju i błogiego lenistwa.




wtorek, 23 grudnia 2014

Harcerska habilitacja poznańskiej pedagog

(fot. dr hab. Edyta Głowacka - Sobiech)

Dopiero niedawno dowiedziałem się, że w dn. 18 listopada br. odbyło się kolokwium habilitacyjne pani Edyty Głowackiej-Sobiech z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. Jej podstawowym osiągnięciem była monografia o harcerstwie w latach 1944 - 1990, którą miałem przyjemność recenzować wydawniczo w 2013 r. Autorka jest już samodzielnym pracownikiem naukowym w Zakładzie Historii Wychowania UAM w Poznaniu. Jej zainteresowania badawcze skupiają się na problematyce: dziejów organizacji dziecięcych i młodzieżowych (harcerstwo), dziejów edukacji kobiet i kwestii kobiecych, historii kształcenia specjalnego i resocjalizacyjnego, biografistyce (charyzmatyczni nauczyciele, wychowawcy, przywódcy), historii kina, kultury, wychowania i edukacji w XIX i XX wieku.



Rozprawa habilitacyjna o tak szerokim tytule, jak „Harcerstwo w Polsce w latach 1944-1990” wywoła szerokie oczekiwania czytelników, którzy interesują się problematyką stowarzyszeń dzieci i młodzieży, a szczególnie harcerstwa. Książka na ten temat jest niezmiernie wartościowa właśnie dlatego, że harcerstwo jako ruch społeczno-wychowawczy był w wymienionym okresie czasu historycznego bardzo silnie poddawany restrykcjom władz totalitarnych PRL - ze względu na jego korzenie w ruchu skautowym oraz jego związkach z organizacjami narodowo-wyzwoleńczymi przełomu XIX i XX w.

Z każdym rokiem powiększa się dostęp do archiwalnych źródeł na ten temat oraz powstają nowe opracowania historyków, w tym także historyków wychowania. Niniejsza rozprawa lokuje się w tym właśnie obszarze badań, toteż będzie poddawana ocenie nie tylko przez historyków oświaty i wychowania, ale także środowiska harcerskie, które mają już dość manipulowania informacjami na temat ich przeszłości.


Historia harcerstwa w zakreślonej w tytule książki cezurze czasu wciąż stanowi swoistego rodzaju tabu, bowiem żyją i głęboko są zakorzenieni w polityce, gospodarce i służbach specjalnych instruktorzy tamtych czasów, którym nie na rękę jest odsłanianie prawdy w pewnej mierze także o ich uwikłaniach w ideologiczne i społeczne manipulacje z wykorzystaniem ruchu harcerskiego. Tym większe zasługi są Autorki tej książki, która odważyła się z pedagogicznym wyczuciem, ryzykiem własnej, ale jakże interesującej rekonstrukcji dziejów polskiego harcerstwa w okresie powojennym do doby transformacji ustrojowej odsłonić czytelnikom kulisy czy też wciąż niedostrzegalne mechanizmy relacji między władzą polityczną a społeczeństwem, którego częścią byli członkowie trzech harcerskich pokoleń.

Autorka dokonała po mojej wydawniczej recenzji istotnych zmian w strukturze i treści książki, dzięki czemu zyskała ona wyjątkowy walor dojrzałej dysertacji naukowej. Narracja historyczna została podporządkowana własnej periodyzacji dziejów harcerstwa, co zostało znacznie lepiej uargumentowane. Wprawdzie – moim zdaniem – rozprawy historyczne powinny być zbieżne z metodologicznie poprawną w naukach historycznych periodyzacją określonego okresu czasu i zachodzących wydarzeń, ale swoistość tego ruchu, który rzeczywiście wpisywał się często w aktywność niepokorną czy nawet kontestacyjną wobec władzy, przekonuje mnie o takim właśnie rozwiązaniu.

Monografia będzie budzić spory i dyskusje dzięki temu, że jej Autorka odważnie stawia własne tezy, jakże odmienne od dominujących, a przecież pełnych fałszu narracji historycznych w wydaniu np. Jerzego Majki czy Kazimierza Koźniewskiego. Całe szczęście, że za pisanie historii harcerstwa wzięła się osoba o naukowym statusie, gdyż daje to podstawę do względnie obiektywnego „rozliczenia się” z częściowo niechlubnymi kartami harcerstwa. Lepiej je rozumiemy i mamy możliwość reinterpretowania stanu wiedzy, która jest niesłychanie ważna w procesie socjalizacji historycznej, jak i kulturowym przekazie prawdy historycznej nowym pokoleniom harcerzy i ich instruktorów.

Pani dr hab. Edyta Głowacka-Sobiech przeprowadziła dodatkową kwerendę (głównie w Muzeum Harcerstwa w Warszawie) źródeł wiedzy o harcerstwie, uzupełniła bazę źródłową o materiały z IPN-u, przeprowadziła dodatkowo wywiady z harcerzami – seniorami (np. z Julią Tazbirową) oraz uzupełniła braki dotyczące prasy (głównie o periodyki IPN). Wprowadziła wątki dotyczące harcerstwa alternatywnego, ale także powojennego (głównie materiał o wydarzeniach w Szczecinie w 1946 roku). Rozwinęła też wątki dotyczące "Nieprzetartego Szlaku" oraz trafnie pisze o ideologizacji harcerstwa.


W rozdziale o latach pięćdziesiątych Autorka umieściła kilka akapitów na temat aktywności Jacka Kuronia i „Walterowców” oraz zaproponowanych przezeń rozwiązaniach w metodyce harcerskiej. W rozdziale poświęconym okresowi z lat siedemdziesiątych znalazł się także problem eksperymentu poznańskiego, którym kierował prof. Heliodor Muszyński. Wyjaśniła także szerzej sprawę dotyczącą uwikłania i współpracowania niektórych instruktorów ze Służbami Bezpieczeństwa PRL (np. K. Koźniewski).

Jednoznacznie wskazała w pracy, że harcerstwo w opisywanym okresie nie było autonomiczne oraz że nieomal przez cały okres PRL było inwigilowane przez SB oraz służby innych państw socjalistycznych.
Znakomicie się stało, że w tej książce pokazuje się funkcjonowanie harcerstwa w tzw. drugim obiegu, kiedy to jego część działała poza oficjalną propagandą i obok szumnie obwieszczanych przez władze głównych założeń ideowo-wychowawczych dla całego ruchu młodzieżowego. Nie bez powodu odżywały co jakiś czas w ZHP debaty na temat tego, czy i w jakim zakresie jest to organizacja suwerenna, a w jakim służy ona indoktrynacji młodych pokoleń w duchu jedynie słusznej ideologii.

Mamy w tej pracy odsłonę przekornego trwania w oficjalnym harcerstwie z nieoficjalnymi i źle widzianymi ideami i poglądami (np. praktyki religijne, obecność w mundurach na uroczystościach kościelnych, "Biała Służba", nadawania imion przedwojennych instruktorów harcerskich ówczesnym jednostkom – drużynom, szczepom czy nawet kręgom instruktorskim itp.).

Już we „Wstępie” uzasadniła ponadto i rozwinęła kwestie związane z krytyką źródeł, zwróciła uwagę na problematyczność części z nich (np. dokumenty z IPN-u), zalecaną ostrożność badawczą i wykorzystanie wiedzy pozaźródłowej (np. na temat funkcjonowania służb bezpieczeństwa). Dokonała także krytycznej oceny części prac, sygnowanych przez IPN, z racji na ich jednostronną bazę źródłową (właśnie akta służb bezpieczeństwa), bez odniesień do innych kategorii źródeł. To wszystko sprawia, że otrzymaliśmy pasjonującą książkę o podwójnym życiu polskiego harcerstwa – tym oficjalnym, dla władzy i tym dla autentycznej formacji duchowej, kształtowania charakterów wszystkich pokoleń w duchu chrześcijańskich wartości.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Święta w popkulturowym stylu, czyli "Christmas Show"

Przed Świętami Bożego Narodzenia nadchodziły najprzeróżniejsze listy z życzeniami od bliskich , przyjaciół, znajomych, współpracowników, a pewnie i osób nieżyczliwych, hipokrytów. Taki to okres, w którym pojawia się także okazja do zadośćuczynienia, przebaczania, radosnego dzielenia się dobrym słowem, szczerymi życzeniami lub chęcią otwarcia się na zmianę. Tym razem nie będę publikował nadchodzących także do mnie życzeń, by nieco zmienić treść i stylistykę wpisu w porównaniu z tą treścią, jaka miała miejsce w tym samym okresie lat minionych.

Otrzymałem „Gazetkę z Klasą” jednej z niepublicznych, a wielokulturowych szkół podstawowych w Łodzi. Wydrukowana na ksero z datą grudzień 2014 w anglo-amerykańskim stylu oddaje popkulturowy nastrój przedświątecznych dni.

Ważne jest bowiem w niej to, co w tych krajach kreuje podejście do Świąt Bożego Narodzenia z unikaniem sacrum. Na szczęście nie ma tu profanum, ale odbija się w treści uczniowskich wpisów coraz bardziej quasi chrześcijańskie życie naszego społeczeństwa. Dobrze świadczą o tym tytuły tekstów, które przygotowali zapewne uczniowie tej szkoły: Choinka, Święty Mikołaj, Sanie św. Mikołaja, Dom św. Mikołaja, Renifery, Tweet’ujące koszulki, Świąteczne menu w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii, Grecji na Węgrzech, Świąteczna stylizacja dla pań (z podziałem na wiek - stylizacja 20-latki, 30-latki, 40-latki), Dowcipy, no i oczywiście „Listy dzieci do św. Mikołaja”.

Są też wspomnienia tych Świąt z lat minionych, pozbawione w treści religijnych form czy przejawów doznań czy wiary. Wprawdzie treść dziecięcych listów do św. Mikołaja pokazuje, że uczniowie są względnie dobrze wychowani, uspołecznieni, a w każdym razie nie ma w nich egocentrycznego i konsumpcyjnego nastawienia do świata, to jednak zupełnie brakuje w nich odniesienia do polskich tradycji i chrześcijańskich korzeni.

Jedynie w wierszu (chyba ucznia) Jana Okraska czytam:

Jak dobrze, że już Święta!
Choinka jest ubrana
Pierniczki upieczone
A ja czekam tu od rana
Na pierwszą gwiazdkę
Z mamą i tatą
Wspólnie stół szykujemy
Pięknie wszystko dekorujemy
Wieczorem usiądziemy
Prezenty rozpakujemy
I na pasterkę pójdziemy
Razem ją przeżyjemy.



Dobrze, że chociaż w swoich życzeniach dzieci troszczą się i myślą o innych, także o osoby cierpiące, chore, o niedożywionych czy bezdomnych. Być może w przyszłości będą filantropami.


Jest też w "Gazetce" kącik poetycki, ale tylko jeden z zamieszczonych w niej wierszy nawiązuje do sacrum, do istoty tych Świąt, do chrześcijańskiej tradycji, religii, wartości transcendencji w naszym życiu. Ot, Święta jak Święta, stają się jeszcze jedną okazją do spędzenia wolnych dni od szkolnych obowiązków i pracy, ale bez kluczowej dla nich (w naszym przynajmniej kraju) atmosfery. To trochę tak, jakby to były jeszcze jedne Andrzejki czy Walentynki.




Papież Franciszek, który spotkał się w Watykanie z wiernymi na modlitwie Anioł Pański ostatni raz przed Bożym Narodzeniem mówił o tym, że przygotowania do świąt mogą utrudnić ich przeżywanie w chrześcijański sposób. Koncentrujemy się bowiem na zakupach, a nie na tym, by zastanowić się nad tym, jak być lepszym, poprawić się. Nie wszyscy uczniowie uczęszczający na lekcje religii mają to na uwadze.

niedziela, 21 grudnia 2014

Bezpłatny dostęp w ramach opłaty - kolejne kuriozum szkolne





Firmy, które wcisnęły szkolnictwu publicznemu tzw. dzienniki elektroniczne reklamują się następująco: "Bezpłatny dostęp do ocen i frekwencji dla uczniów i rodziców. W ramach opłaty szkoła otrzymuje bezpłatny dostęp do dzienniczków ucznia dla wszystkich rodziców i uczniów, w tym do ocen i frekwencji. Nie pobieramy dodatkowych opłat za tzw. dostęp Rozszerzony czy Premium. Jeśli porównujesz ceny z innymi firmami koniecznie zapytaj co w cenie dostępu do dziennika elektronicznego otrzymają rodzice. Inne firmy domagają się od rodziców opłaty za wgląd w oceny i frekwencję ucznia, opłaty za dostęp rozszerzony sięgają kilkudziesięciu złotych od ucznia. U nas dostęp do ocen i frekwencji jest dla rodziców bezpłatny!"

W szkolnictwie publicznym pojawiły się tzw. e-dzienniki i e-dzienniczki. To ma być ponoć przejaw nowoczesności, udogodnień dla rodziców i uczniów, bo przecież nie dla nauczycieli. Ci muszą odnotowywać wszystko w wersji elektronicznej i papierowej zarazem. Z jednej strony mowa jest o bezpłatnym dostępie do czegoś, co jednak jest odpłatne. To taki paradoks ponowoczesnego świata. Wejdź do nas i kup za darmo!

Decyzję o wdrożeniu e-dziennika podejmuje dyrekcja szkoły. Czy konsultowała to z rodzicami i informowała ich o czekających ich kosztach z tym związanych? Prawo oświatowe, którego autorami są urzędnicy MEN, zakłada tu dwa warianty:

1.Dziennik elektroniczny może być dodatkowym źródłem komunikacji i informacji obok drukowanych dzienników lekcyjnych;

ale też

2.są szkoły, w których dyrektor zdecydował, że będzie tylko dziennik elektroniczny.

Zgoda organu prowadzącego szkołę nie jest potrzebna do korzystania z dziennika elektronicznego w pierwszym przypadku. Natomiast dyrekcja szkoły musi ją uzyskać tylko w przypadku zrezygnowania z papierowych dzienników na rzecz e- dziennika. Tak więc, szkoła nie potrzebuje zgody organu prowadzącego, jeśli chce korzystać z dziennika elektronicznego w uzupełnieniu do zwykłego dziennika, np. by skorzystać z funkcji automatycznego liczenia średniej i podliczania frekwencji, by poprawić komunikację z rodzicami lub po prostu zobaczyć, czy dziennik elektroniczny sprawdzi się w danej placówce. I na tym przesłaniu bazują firmy, które oferują kolejne wersje oprogramowania do tego rozwiązania, bowiem na rynku można dokonać wyboru spośród kilkunastu różnych dzienników elektronicznych.


Nie wiem, jaka jest skala tego zjawiska, ale coraz częściej rodzice sygnalizują skandaliczną sytuację, jaka ma miejsce w szkołach publicznych. Rzecz dotyczy obowiązku zapłacenia rocznego abonamentu za dostęp do ... elektronicznego dzienniczka ich dziecka. Im szkoła ma więcej uczniów, tym zysk firmy jest większy, bowiem odpłatność liczy się od każdego dziecka. Oferujący tego typu usługę szkołom wpadli na zupełnie niezły pomysł, jak zarobić na rodzicach. Szkoły nie mają zagwarantowanych w swoim budżecie środków na pokrycie kosztów takiej usługi. Te zatem przenoszone są na rodziców.

Jakim prawem wprowadza się zatem do szkolnictwa publicznego rozwiązanie, które zmusza rodziców do ponoszenia odpłatności za dostęp do bieżącej informacji o postępach, sukcesach czy występkach szkolnych ich dziecka? Dlaczego organ prowadzący nie reaguje na ten sposób wyłudzania od rodziców pieniędzy, którzy płacą przecież za szkolnictwo publiczne ze swoich podatków?! Od kiedy to informacja o dziecku ma być odpłatna dla rodziców?

Może dyrektorzy szkół mają z tego tytułu jakieś profity? Jeśli tak, to jakie? Czy jest to kolejny obszar korupcjogenny w polskiej oświacie? Słyszałem od jednego z dyrektorów, że jak się rodzicom nie podoba, to nie muszą korzystać z elektronicznego dzienniczka swojego dziecka. Mogą przyjść do szkoły, zalogować się na miejscu i przejrzeć wszystkie dane bezpłatnie. Mogą też przyjść do wychowawcy i zapytać o interesujące ich kwestie. MOGĄ. To prawda. Dlaczego jednak de facto muszą?

Ciekawe jest jednak to, że kluczowe informacje w zakresie kształcenia też są umieszczane w tym programie. W większości szkół publicznych pobiera się od rodziców tzw. obowiązkowe opłaty na zakup papieru kserograficznego, materiałów piśmienniczych itp. Tego typu praktyki są już "stałym" działem w budżecie szkolnym.

Pojawia się jeszcze jedna kwestia, a mianowicie dostępu obcych osób (spoza szkoły) do danych osobowych uczniów i ich rodziców. Jakim prawem jakiś zewnętrzny podmiot konfiguruje i administruje dziennikiem rzekomo w naszym imieniu? Kto kontroluje, co dzieje się z tymi danymi? Czy nie są one przedmiotem dalszych transakcji handlowych? Czyżby kolejne podmioty znalazły sobie niszę do handlowania także tymi danymi i zarabiania na publicznej oświacie? Czy za dostęp do Internetu w szkole rodzice też powinni opłacać abonament tej instytucji? Co to bowiem za różnica?