03 marca 2025

O współpracy nauczycieli z rodzicami uczniów wg modelu "Home - Based Instruction"

 


Rodzice mogą mieć swój udział w integrowaniu wpływów obu środowisk w dwojakim sensie:

q  po pierwsze, poprzez wspieranie osiągnięć szkolnych dziecka w domu i łagodzenie jego niepowodzeń edukacyjnych,

q  po drugie,  poprzez własną aktywność w szkole jako instytucji społecznej, otwartej na realną współpracę z nimi.

Zwłaszcza ta ostatnia możliwa forma partycypacji w sferze współdziałania i współdecydowania o losach edukacyjnych dziecka na terenie szkoły nie należy do zbyt powszechnych i chętnie podejmowanych przez większość rodziców. Wynika ona z wtórnej motywacji troszczenia się o własne dziecko. Dla wielu rodziców szkoła jest obcym terenem, gdzie własne zaangażowanie musi być poparte pożądanymi kompetencjami. 

Można też, wykorzystując istniejące  formy uspołecznienia szkoły, a więc powołując radę szkoły, istotnie wpłynąć na świadomość praw rodziców wobec szkoły i sytuacji interwencyjnych w placówce w stosunku do ich dziecka oraz wesprzeć nauczycieli w doskonaleniu tych ich kompetencji, które będą sprzyjały realnemu budowaniu wspólnoty edukacyjnej (np. szkolenie w zakresie komunikacji pedagogicznej, umiejętności interpersonalnych, diagnozowania i rozwiązywania konfliktów, zawierania kontrakt, mediowanie, asertywności, radzenia sobie ze stresem itp.). 

Warto skorzystać z takich form współpracy obu środowisk, jak np. hospitacje lekcji przez rodziców i odwiedziny domów rodzinnych uczniów przez nauczycieli, współpraca rodziców w procesie dydaktycznym, udział lub wsparcie przez nauczycieli zaangażowania rodziców w ważnych dla szkoły wydarzeniach oraz zaangażowanie się rodziców w rozwiązywanie w domu problemów, jakie nauczyciel ma z dzieckiem w trakcie lekcji. Współdziałanie rodziców z nauczycielami w szkole może przybrać formę specjalnej umowy, w której uwzględni się cele istotne dla poszczególnych stron. 

     Jeśli rodzicom zależy na wsparciu edukacji szkolnej własnego dziecka, to angażują się nie tylko w różne formy współpracy ze szkołą czy wychowawcą klasy, ale i są niezmiernie otwarci na wszelkiego rodzaju wskazówki czy porady nauczycieli dotyczące doskonalenia sztuki uczenia się w domu czy rozwiązywania trudności wychowawczych. Tego typu współpraca - określana „Home - Based Instruction” - polega na tym, że nauczyciel wręcza kartę z dodatkowymi zadaniami domowymi dla ucznia, przy których  realizacji musi być obecny rodzic (np. obserwując, jak dziecko rozwiązuje dydaktyczne zadania) wraz z załączoną do tego instrukcją, na co należałoby w toku ich wykonywania zwrócić uwagę. 

Po kilku tygodniach nauczyciel odwiedza dziecko w domu i przysłuchuje się jego wspólnej pracy pod wspierającą opieką rodzica. Dzięki temu doskonali się zarówno umiejętności doradcze rodzica, jak i wspiera nabywanie nowych kompetencji u samego dziecka. Trafnie sugeruje się w możliwość powoływania grup wsparcia wśród tych rodziców, którzy doświadczają tych samych problemów. 

Rodzice stają się ostatnimi laty coraz bardziej odważni w artykułowaniu w szkole swoich odczuć, oczekiwań i opinii co do jakości procesu kształcenia ich dzieci, ale nie zawsze sami nauczyciele są na tego typu opinie otwarci. I odwrotnie, coraz częściej nauczyciele starają się odwołać do pomocy rodziców w rozwiązywaniu problemów rozwojowych ich dzieci, ale ci nie zawsze traktują to z życzliwością i gotowością do wspierającego zaangażowania się w odpowiednie działanie na rzecz dobra dziecka. Jedni i drudzy potrzebują się wzajemnie, ale i lękając się obopólnego wglądu w obszar i efekty własnych działań zamykają przed sobą drzwi do współpracy. Warto je zatem uchylać, by przekraczać próg tak potrzebnej pomocy dzieciom w nabywaniu przez nie nowych kompetencji.

(ilustracja: okładka mojej książki p.t. "Jak zmieniać szkołę" , Kraków: Oficyna Wydawnicza "Impuls") 

02 marca 2025

Daruję sobie analizę kolejnego bubla ignorantów

 



Każda rzetelna diagnoza jest potrzebna szkolnictwu wyższemu i nauce. Natomiast dokonywanie zestawień danych liczbowych bez wiedzy, a zatem i zrozumienia znaczeń tych faktów kompromituje i tak już od lat ośmieszających się w sieci pseudodiagnostów. Wciąż nie są w stanie zrozumieć tego, że nie analizuje się tego, o czym nie posiada się  zielonego pojęcia. Nic dziwnego, że dyletanci nie kierują się dążeniem do prawdy, tylko wytwarzaniem fałszywego wyobrażenia w stylu określanym przez śp. ks. prof. Józefa Tischnera jako jeden z rodzajów "prawdy".

Rzeczywiście, piszą bzdury z nadzieją na liczne wpłaty na fundację i wsparcie jej częściowo nierzetelnego działania, bo jest akurat okres wspierania NGO-sów (1,5 proc.  z nasz podatków), by popierać ich niekompetencje. Jak ktoś chce finansować czy upowszechniać bzdety, to nie jest mój problem. Mnie to nie interesuje. Nie tylko w sieci mamy wielu oszustów, manipulatorów, graczy fałszywymi kartami, propagandzistów różnych formacji.     

Wolę wspierać z moich podatków ludzi chorych, cierpiących niż zakompleksionych, sfrustrowanych z powodu własnej niekompetencji, a upowszechniających treści oparte na fałszywych przesłankach.  Niech chełpią się artefaktami, bo jako niedouczeni chyba już się nie zmienią, gdyż są niewyuczalni, jak to określa prof. Tadeusz Sławek w swoim najnowszym studium "U". 

Jestem zwolennikiem badań diagnostycznych, wszelkich zestawień i ich analiz jakościowych, ale niech to czynią osoby, które mają wiedzę o przedmiocie dociekań. Wówczas z przyjemnością i wdzięcznością będę głosił ich zasługi. 

Tak więc, także tym razem potwierdza się w wielu publikacjach wyimaginowane poczucie wiarygodności dyletantów, którym wydaje się, że jak mają dyplom, stopień naukowy, to chroni ich głupotę. Ich buble są egzemplifikacją niekompetencji.






(foto: z wystawy prac dyplomowych absolwentów APS im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie; mem - z Fb)