sobota, 2 kwietnia 2016

Światowe Kolokwium ACISE w Polsce - pedagodzy uczelni i szkół katolickich w Krakowie

Ū
W dn. 30 marca - 1 kwietnia 2016 r. obradowało w murach Akademii IGNATIANUM w Krakowie XXVIIIe COLLOQUE DE l’Association Catholique Internationale des Institutions de Sciences de l’Éducation (ACISE-FIUC). Organizatorem tego wydarzenia był Instytut Pedagogiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II w Lublinie we współpracy z Wydziałem Pedagogicznym Akademii Ignatianum w Krakowie.

Znakomita konferencja, organizacja, reprezentacja rektorów/prezydentów uniwersytetów katolickich, uczonych i nauczycieli z ponad 20 krajów świata, z różnych kontynentów spotyka się każdego roku w innym państwie. W tym roku gospodarzami zostali Polacy, w tym kierujący Komitetem Naukowym - przewodniczący Zespołu Pedagogiki Chrześcijańskiej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN oraz dyrektor Instytutu Pedagogiki KUL x. prof. dr hab. Marian Nowak z zespołem współpracowników - adiunktów: Katarzyną Braun, Piotrem Magierem, x. Markiem Jeziorańskim i z "Ignatianum" z Anną Królikowską). Temat wiodący debaty i wymiany doświadczeń oraz poglądów brzmiał w trzech językach kongresowych (wszystkie referaty były tłumaczone symultanicznie): SPRAWIEDLIWOŚĆ I MIŁOSIERDZIE WE WSPÓŁCZESNEJ EDUKACJI I SZKOLE - Justice et miséricorde. DANS L’ÉDUCATION ET L’ÉCOLE CONTEMPORAINES; Justice and Mercy. IN CONTEMPORARY EDUCATION AND SCHOOLS; Justicia y misericordia. EN LA EDUCACIÓN Y EN LA ESCUELA CONTEMPORÁNEA.

Ze względu na chorobę mogłem dojechać do Krakowa ostatniego dnia obrad trafiając na prezentację uniwersyteckich czasopism naukowych, wśród których znakomicie zaprezentowany został przez obecnego redaktora naczelnego dr. Jarosława Horowskiego periodyk wydawany przez Wydział Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu, a założony przez ks. prof. dr. hab. Jerzego Bagrowicza "Paedagogia Christiana" a następnie prowadzony przez ks.prof. Jarosława Michalskiego. Możemy być dumni z faktu, że w ubiegłorocznej ocenie parametrycznej czasopismo uzyskało 10 pkt. lokując się wysoko w wykazie MNiSW.


W swoim wystąpieniu mówiłem o pedagogice cor intuetur – z perspektywy polskiej. Tytuł referatu był nawiązaniem do przesłania najmłodszego w Polsce biskupa pomocniczego, który od lutego br. wspomaga ordynariusza diecezji łowickiej ks. bp. Wojciecha Osiala. Ten przyjmując święcenia biskupie w bazylice katedralnej w Łowiczu wybrał na swoje zawołanie słowa ze Starego Testamentu „Dominus cor intuetur!”, czyli „Pan patrzy w serce”.

Jak to komentował: Te słowa wybrałem w Roku Miłosierdzia, gdyż chciałem, aby choć w jakiejś części odzwierciedlało ono wielką miłość i wrażliwość Boga do słabego, grzesznego człowieka. Zaglądając do Pisma Świętego, znalazłem właśnie to zdanie. Pan patrzy w serce człowieka i stara się go zrozumieć, nie ocenia go powierzchownie, ale przychodzi z pomocą, przychodzi, aby wyzwolić od zła, od grzechu .

Współczesna myśl pedagogiczna w Polsce przeszła wielką transformację dokonując uobecnienia (ze względu na ponad pół wieku obowiązującej cenzury doby totalitaryzmu faszystowskiego i sowieckiego) i rekonstrukcji wciąż aktualnych teorii wychowania humanistycznego z okresu międzywojennego. Dokonała przy tym - w okresie ostatniego ćwierćwiecza - niezwykle przyspieszonego zbliżenia, a nawet zrewidowania wartości nauk o wychowaniu w świecie, w tym szczególnie w Europie.

Nie miałem zbyt dużo czasu, żeby przedstawić dziedzictwo i nowy wymiar polskiej pedagogiki, toteż skupiłem się przede wszystkim na tym jej nurcie, który został określony przez św. Jana Pawła II "kulturą miłości", zaś przez prof. Andrzeja Grzegorczyka i dr Marię Łopatkową mianem „filozofii/pedagogiki serca”. Idea ta wpisała się w niespełnione po dzień dzisiejszy nadzieje humanistycznej pedagogiki XX wieku, która zapoczątkowała twórcze dzieła i ruch Nowego Wychowania zapowiadające Stulecie Dziecka. To jednak okazało się wiekiem "czarnej pedagogiki" ("Schwarze Paedagogik"), czy jak określał to Erich Fromm - epoką nekrofili.
Tak, poprzednie stulecie miało być wiekiem ludzkich serc, sprzyjającym - jak proponował to Jan Paweł II – budowaniu cywilizacji miłości. Nic dziwnego, że w naszym kraju zaczęła się rozwijać pedagogia serca, która wzbudza coraz większe zainteresowanie wśród naukowców, humanistów, nauczycieli i kandydatów do tak pięknej profesji. Od wieków bowiem toczą się wojny i spory o miejsce dziecka w społeczeństwie dorosłych, o nadzieję, jaka wyłania się z najwznioślejszych trosk o młode pokolenia, które powinny wraz z wejściem w dorosłość co najmniej zminimalizować, jeśli nie całkiem przerwać, zakres i głębię doświadczanej przez nie przemocy fizycznej, społecznej czy duchowej.

Warto było przy okazji tej właśnie debaty naukowej w Krakowie zastanowić się nad tym, by w kontekście wspólnoty losów dzieci i dorosłych zachęcić pedagogikę współczesną do odpowiedzi na pytania: Co czynić, by wzajemne relacje, spotkania, konfrontacje nie były nasycane jednostronną czy wzajemną agresją, wyzyskiem, deprecjonowaniem ludzkiej godności? Jak budować solidarność ludzkich sumień, by na przekór złu, tworzyć podstawy pod konieczną dla istnienia ludzkości cywilizację biofilnego życia?

Życie jest darem, który może ulec chwilowemu lub całkowitemu osłabieniu czy nawet zatrzymaniu w różnych jego momentach, wymiarach i zakresach. Sytuacje graniczne, których doświadcza dziecko czy osoba dorosła stają się chwilowym uświadomieniem jego kruchości lub mocy, trwałości lub niepewności, wartości lub bezsiły. Nie wystarczy współczesnej pedagogice poprzestanie na aspekcie formalnym prawa. Wierność normom prawnym, jak dowodzą tego dzieje kolejnej już dekady XXI w., w trakcie której znowu umierają, giną i cierpią miliony dzieci na świecie, nie wystarcza. Trzeba zacząć budzić ludzkie sumienia.

W często niezamierzonych przez pedagogów/wychowawców/nauczycieli sytuacjach, traumatycznych, losowych, nagłych czy wybuchających po długotrwałym procesie przenikających do naszego bytu toksyn, sprawdza się nie tylko moc własnego organizmu, cielesności, jego sprawności, odporności psychiki, trwałości uczuć czy wierności własnej duchowości, ale – jak pisała o tym poetka pedagogiki humanistycznej – Irena Conti Di Mauro – doznajemy prawdziwego blasku zwykłej codzienności. To właśnie w takich momentach możemy ją dobarwiać, usuwać z niej czerń czy odcienie szarości.


W tym roku Świętym – jak pisze Franciszek Biskup Rzymu w „Misericordiae Vultus - będziemy mogli doświadczyć otwarcia serc na tych wszystkich, którzy żyją na najróżniejszych peryferiach egzystencjalnych, które często dzisiejszy świat stwarza w sposób dramatyczny. Nadchodzi zatem czas na zmianę współczesnej edukacji z twórczym udziałem polskiej myśli pedagogicznej, która od kilkudziesięciu lat jest zorientowana na świat homo amans.

piątek, 1 kwietnia 2016

Oświatowy kwiecień plecień, czyli zaleszczotki PO+PSL

Powracam do kwietnia roku 2015. Co też wydarzyło się takiego na scenie polityki oświatowej?

* Rozpoczętemu przed dwoma laty socjalistycznemu programowi rządowemu „Przedszkole za złotówkę” miał od września przybyć kolejny partner, jakim są przedszkola niepubliczne. Do tej pory dzieci publicznych przedszkoli nie miały już prawa do udziału w dodatkowych zajęciach, które finansowali rodzice, bo jak socjalizm, to socjalizm, wszystkim po równo. Politycy wiedzieli, że zbliżają się wybory, więc trzeba rzucić na rynek trochę "wyborczej kiełbasy". Tak więc wszystkie dzieci w przedszkolach publicznych miały mieć do pięciu godzin dziennie bezpłatnej opieki, zaś każda następna godzina miała kosztować nie więcej niż złotówkę. Samorządom zwiększono dotacje z budżetu państwa na pokrycie kosztów dodatkowych zajęć dla wszystkich dzieci. Natomiast nowością "wyborczą" była kwietniowa zapowiedź, że od września 2015 r. na takich samych zasadach do programu będą mogły przystąpić przedszkola niepubliczne.

* 2 kwietnia 2015 b. ministra Katarzyna Hall pisze w swoim blogu, że spotkało jej blogi wyróżnienie ze strony Instytutu Edukacji Społecznej. To ten w rankingu blogów o edukacji przyznał pani poseł PO wyróżnienie "na zachetę". Istotnie, niewiele osób czytało i czyta ten blog, gdyż wpisy pojawiają się rzadko i są banalne, powierzchowne. Pani K. Hall chwali zatem samą siebie: Miło jest zostać dostrzeżonym, choć nie tu przede wszystkim koncentruje się ostatnio moja blogowa aktywność. Dość często, na wiele oświatowych tematów pisałam tu w czasie ministerialnym. Z tego okresu pochodzą też wpisy mające najwięcej odsłon.
Może w okresie totalnej opozycji nasili swoją "twórczość"?

* W kwietniu Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi przejmuje SLD, a ta partia instaluje w tym urzędzie wyszkolonego przez KGB w Moskwie specjalistę, o czym pisze w Dzienniku Łódzkim Piotr Brzózka. Odpowiedzialnym za ten wariant jest wiceprezydent m. Łodzi - Tomasz Trela z SLD, który właśnie wygrał wybory na lidera tej partii w naszym mieście. Pani prezydent H. Zdanowska ma ciekawego partnera do współrządzenia, a Platforma dziwi się, że traci akceptację w społeczeństwie. Tytuł artykułu z dn. 4 kwietnia był interesujący, a jakże aktualny dzisiaj: "SLD korzysta z umowy koalicyjnej znów dając i zabierając posady". A tak krytykują PiS... .

* Związek Nauczycielstwa Polskiego od początku kwietnia namawiał i organizował zapisy nauczycieli szkół publicznych na udział w manifestacji w Warszawie, która miała i odbyła się w dn. 18 kwietnia 2015 r. Związek domagał się 10 proc. podwyżki płac dla nauczycieli, ale po ostrzeżeniu MEN, że zlikwiduje Kartę Nauczyciela i po przegranej w wyborach prezydenckich ich faworyta, stracił zupełnie wolę walki. Dopiero, kiedy SLD wypadło z Sejmu nie pozostało lewicowemu ZNP nic innego, jak powrócić do wyciszonego protestu. Niektórzy nauczyciele czekają zatem w tym roku na wielką manifestację, bo tamta jakoś nie wyszła... .Czy ZNP poradzi jednak sobie z tym problemem, skoro chwalił J. Kluzik-Rostkowską z czasów członkostwa w PiS: wypomniał:

"Przypominamy, że w 2008 roku nie była Pani w rządzie, tylko w opozycji jako posłanka Prawa i Sprawiedliwości. W trakcie podwyżek, w 2010 roku została Pani szefową sztabu wyborczego kandydata na prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. W tym czasie partia, z którą się Pani utożsamiała nie opowiadała się za likwidacją Karty Nauczyciela!"

Ministra J. Kluzik-Rostkowska ogłosiła po manifestacji nauczycieli prawdę: - Od 1982 roku świat się zmienił, a ciągle edukacja bazuje na prawie uchwalonym w PRL". Przez 8 lat koalicja PO i PSL nie zmieniła PRL-owskiego systemu nadzoru i kontroli oraz centralizmu oświatowego. Zmieniło tę władzę społeczeństwo. Prawo z 1982 r. nadal obowiązuje. System też.

* Cóż za profesjonalizm i brak upolitycznienia edukacji?! Oto dyrekcje państwowych poradni psychologiczno-pedagogicznych zostały zobowiązane do kierowania sześciolatków do szkół podstawowych, gdyż władze samorządowe (tam, gdzie umocniło się PO i /lub PSL) wraz z kuratoriami straszyły kontrolami i wyciągnięciem konsekwencji służbowych za niesubordynację polityczną. W tym roku będziemy zapewne mieli zmianę, to znaczy poradnie otrzymają polecenie, by nie wysyłać sześciolatków do szkół. Przyszedł walec i wyrównał.


* Ministra Joanna Kluzik-Rostkowska podrzuca kolejny populistyczny "hit przedwyborczy", jakim stała się zapowiedź wprowadzenia od nowego roku szkolnego nowego systemu oceniania uczniów uczęszczających na lekcje wychowania fizycznego. Wiadomo, tak fatalnie były one prowadzone, że trzeba było zmusić nauczycieli do odstąpienia od merytorycznych zasad oceniania dzieci według tych samych kryteriów. Skoro były zwolnienia z wf, to trzeba było zastąpić motywację do unikania z udziału w nich na rzecz uczęszczania na te zajęcia. Dzięki temu nagle dzieci miały ozdrowieć. Piątka - jak mówiła ministra - dziennikarka: (...) należy się wtedy, kiedy dziecko przyjdzie na zajęcia i będzie robiło wszystko, żeby starannie wykonać ćwiczenie zadane przez nauczyciela. Sądzę, że jak PiS wprowadzi tę zasadę na zajęcia z wszystkich przedmiotów, to opozycja nigdy z nim już nie wygra.

* Magazyn współczesnego rodzica uruchomił akcję społeczną "Nauczyciel. Powrót autorytetu", w ramach której ogłosił - p[od patronatem Rzecznika Praw Dziecka - plebiscyt Nauczyciel MamaDu.pl, który miał na celu wyróżnienie i docenienie najlepszych nauczycieli w Polsce. Sądzę, że to z twórcy strony "MamaDu" jakiś uczeń nauczycielki splagiatował w tym roku nazwę i na tablicy znalazł się napis "Andrzej du", a dyrekcja przestraszyła się i skierowała sprawę do odpowiednich organów. Powinniśmy pamiętać, że rośnie nam w szkołach pokolenie "globalnych nastolatków" (za prof. Z. Melosikiem), a więc tych, co to są fas-inteligentni.

* Rządzący w kwietniu 2015 r. tak się rozbestwili, że dopuścili do sytuacji, w wyniku której coraz więcej samorządów akceptowało przekazywanie szkół publicznych podmiotom prywatnym. Musiała zareagować na to Rzecznik Praw Obywatelskich pani prof. Irena Lipowicz, która stwierdziła: Można się zatem spodziewać, że w dłuższej perspektywie czasu, w jednostkach samorządu terytorialnego, które wyzbyły się prowadzenia wszystkich lub większości szkół publicznych, będą zatrudniani nauczyciele o mniejszym doświadczeniu zawodowym, mniej zainteresowani poszerzaniem kwalifikacji czy w ogóle niewiążący swojej przyszłości z zawodem nauczyciela, a jedynie oczekujący na inne oferty pracy. Za powtórzenie tej hipotezy jako tezy tygodnik WPROST musi przeprosić ZNP i opublikować sprostowanie.

* Dyrektorka SP nr 2 w Łodzi Ewa Drewnowicz wypomniała MEN, że w kiczowatym-bezpłatnym dla dzieci elementarzu do kl. I jest błąd ortograficzny. W ramach uczenia się ortografii dzieci miały zdanie: "Hoan ma harta". Ministra edukacji przeprosiła za ten błąd, ale nie za to, że wydano na to "badziewie" miliony złotych.

* Polscy gimnazjaliści mieli szansę wykazać się wyjątkową wiedzą z nauk przyrodniczych. W arkuszu egzaminacyjnym musieli wykazać się wiedzą na temat zaleszczotki, dziedziczenia cech w rodzinie, tworzenia wiązań jonowych oraz identyfikacji gazów i gęstości zaludnienia w Polsce. Niektórzy dowiedzieli się dzięki temu po raz pierwszy, że są zaleszczotki, do których przepędzenia przydają się każde szczotki.



czwartek, 31 marca 2016

Gdzie była pani minister edukacji?


Ostatni komunikat na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej wywołał zamieszanie wśród uczniów przygotowujących się do egzaminów zewnętrznych: do sprawdzianu dla szóstoklasistów po szkole podstawowej, egzaminu gimnazjalnego i matury.

Nieustannie pytają, gdzie była pani minister Anna Zalewska - na warszawskiej Białołęce czy w warszawskiej Białołęce? Powinni z tym pytaniem zwrócić się do prof. M. Bralczyka lub J. Miodka. Temat jednak wydał się ciekawy na blogowe spotkanie, bowiem każdy, kto wrzuci do internetowej wyszukiwarki treść: "w Białołęce" oraz "na Białołęce" , to spotka się z prawie tysiącem linków, w których ma miejsce ortograficzna dwoistość.



Ktoś strapiony jest dziś, nawet wielce
Bo niedługo egzamin go czeka
A on nie wie: na... czy w... Białołęce?
gdyż nieczynna już jest biblioteka.

Wrzuca w sieć zapytanie w rozterce,
gdyż na stronie MEN sam przeczytał:
„ministra była na Białołęce…”
a on uważał, że „w”, więc zapytał.

Bardzo szybko miał moc odpowiedzi
że ktoś na Białołęce coś zbroił,
więc w Zakładzie Karnym posiedzi
w Białołęce. Niech nikt się nie boi.

Tam jest nawet Dom Samotnej Matki
która śle do zakładu w podzięce
paczkę fajek i jakieś manatki,
bo chłop siedzi w ZK w Białołęce.

Ktoś jej pracę da na Białołęce
gdzie na kasie zarobi ze stówkę.
Żaden szef nie chce płacić jej więcej,
w Białołęce nikt nie spadł na główkę.

Tam na szczęście jest także klinika,
w której leczy się ludzi na serce,
zaś kiedy w mieście życie zanika,
jest jeszcze cmentarz na Białołęce.


Ciekawe, kto pisze tak nonsensowne komunikaty typu: "– Obecnie mamy do czynienia z dramatycznie pogłębiającym się niżem demograficznym – podkreśliła Minister Anna Zalewska. – Będę zachęcać organy prowadzące do współpracy, aby wyeliminować ze szkół system dwuzmianowy".

Treść tej wypowiedzi sugeruje, że samorządy z własnej woli wprowadziły dwuzmianowość, toteż trzeba je teraz zachęcić do tego, żeby zrezygnowały z ciemiężenia uczniów, szczególnie tych najmłodszych. Chyba Szkoła Podstawowa Nr 355 w Warszawie nie jest szkołą dwuzmianową? Dlaczego akurat w tej szkole trzeba było o tym rozmawiać?

Inna rzecz, że - jak mawia red. Jan Pospieszalski - rozmawiać warto. Tym bardziej warto, że organizatorem spotkania pani minister była Fundacja "Pistacja", która została zarejestrowana w październiku 2015 r. Czyżby trzeba było dać środki na rozruch? Jeśli tak, to proponuję, by zakładać fundacje i liczyć na ofertę zorganizowania dyskusji z udziałem pani minister. Taka promocja, o ile dobrze pamiętam, została skrytykowana, kiedy na początku swojej misji w resorcie edukacji Katarzyna Hall odwiedziła niepubliczną szkołę na podwarszawskiej lub w podwarszawskiej miejscowości.

Czytam zatem dalej prasowy komunikat MEN:

Minister Anna Zalewska dziękując uczestnikom za spotkanie, podkreśliła, że każdy głos w trwającej dyskusji na temat zmian w systemie edukacji jest bardzo ważny. – Każdy uczeń zasługuje na dobrą szkołę i dobrze przygotowanego nauczyciela. Zmieniając system oświaty liczymy na państwa opinie i propozycje – dodała szefowa MEN.

Nie wynika z treści tego komunikatu, ile było głosów w dyskusji i czego one dotyczyły? Czy w ogóle ktoś tam zabrał merytorycznie głos, poza powitaniem gości? Przybyli do szkoły: "przedstawiciele władz dzielnicy Białołęka, parlamentarzyści, reprezentanci lokalnych stowarzyszeń, instytucji, rodzice i nauczyciele z Białołęki i okolic."

To jeszcze jedno pytanie: Czy obradowali na sali gimnastycznej czy w sali gimnastycznej? :)







wtorek, 29 marca 2016

Nowy - międzyuczelniany kierunek studiów - "Rewitalizacja miast"


Nareszcie zaczyna się w szkolnictwie publicznym ruch zmian we właściwym kierunku. Uniwersytet Łódzki i Politechnika Łódzka powołują z nowym rokiem akademickim 2016/2017 wspólny kierunek studiów - "REWITALIZACJA MIAST".

Przed Świętami Wielkanocnymi w Art_Inkubatorze w Fabryce Sztuki w Łodzi został podpisany w tej sprawie przez władze miasta - Prezydent m. Łodzi Hannę Zdanowską oraz rektorów w/w uczelni - prof. Włodzimierza Nykiela i prof. Stanisława Bieleckiego list intencyjny. Tym samym zostanie uruchomiony unikatowy w skali kraju międzyuczelniany kierunku studiów magisterskich o profilu praktycznym – rewitalizacja miast.

Jak informuje Biuro prasowe UŁ:

Rewitalizacja to temat bardzo złożony, który obejmuje kwestie nie tylko urbanistyczne, ale również ekonomiczne i społeczno-kulturowe. Nowy kierunek studiów pozwoli studentom na interdyscyplinarne i wszechstronne podejście do zagadnienia rewitalizacji. Utworzenie w Łodzi takiego kierunku to m.in. odpowiedź na potrzeby miasta, które wdraża od lat programy rewitalizacyjne.

Program nowych studiów obejmie m. in. zajęcia z aktywizacji i partycypacji społecznej, gospodarki miejskiej, technologii budowlanych, architektury i urbanistyki, marketingu i planowania społecznego, tożsamości i dziedzictwa kulturowego miast. Studenci zyskają wiedzę i umiejętności dotyczące właściwego kształtowania procesów rewitalizacyjnych.

Studia przygotują wysokiej klasy koordynatorów i zarządców obszarów rewitalizacji, posiadających wszechstronną wiedzę i praktyczne umiejętności dotyczące kompleksowej odnowy obszarów zdegradowanych. Profesjonalna kadra pozwoli w przyszłości na sprawne kreowanie i wdrażanie programów rewitalizacyjnych w Łodzi, regionie i kraju.

W ramach kierunku Rewitalizacja studenci będą mogli wybrać jedną, z trzech ścieżek edukacyjnych: ekonomiczno-gospodarczą albo społeczno-partycypacyjną opracowywane przez Uniwersytet Łódzki oraz architektoniczno-budowlaną opracowywaną przez Politechnikę Łódzką.


Z nowym rokiem akademickim interdyscyplinarne i transdyscyplinarne studia będzie mogło podjąć 60 osób. Zwracam uwagę na to, że łódzka pedagogika ma w tym przedsięwzięciu swój znaczący udział.

poniedziałek, 28 marca 2016

Rozpoznać głosy ptaków czy ptaki po ich głosie?


Piękno ptasiego śpiewu nie jest tak łatwo słyszalne w mieście - wielkim i małym. Natomiast na jego obrzeżach, na wsi, w czasie wędrówki przez pola, lasy i łąki można usłyszeć dźwięki ptaków, chociaż nie zawsze jesteśmy w stanie je zidentyfikować.

Kto tak śpiewa? Bocian, kukułka, sójka, jaskółka, wróbel czy gil? Kto tak stuka w lesie? Na Wielkanocne Święta - jak co roku - przyjechał do mnie przyjaciel z Niemiec wraz z synami. On sam jest z wykształcenia nauczycielem przedmiotów matematyczno-przyrodniczych, autorem wielu książek, które traktują o kulturze przyjaźni w relacjach międzyludzkich, a więc o postpedagogice. Jego synowie zadziwiają taktem, skromnością, ale i poczuciem własnej wartości i godności. Miło obcować z rodziną, której członkowie darzą się autentyczną miłością, wzajemnym szacunkiem i wspomagają w różnych dziedzinach życia.

Hubertus - bo tak ma na imię tłumaczony także na język polski autor wielu książek z zakresu postpedagogiki (von Schoenebeck) - przywiózł mi najnowszą książkę Jespera Juula. Trochę mnie to zaskoczyło, bo ma ona niewiele wspólnego z jego podejściem do świata, do życia i relacji rodzice-dzieci, a przy tym nie jest to książka naukowa, tylko pedagogiczna popkultura. Zapewne wkrótce odwołam się do tej publikacji, bo autor ten został obwołany bestselerowym pisarzem. Nic dziwnego, wystarczy dobra, tzn. kosztowna kampania reklamowa i wciśnie się społeczeństwu niskiej jakości treść.

Zainteresowało mnie natomiast urządzenie, z którym przyjechali jego synowie, uczniowie szkoły podstawowej. Ma ono kształt dużego, wiecznego pióra, które w rzeczy samej jest skanerem z wgranym oprogramowaniem do ... wysłuchania głosów ok. 350 ptaków żyjących na terenie Europy i przemieszczających się po niej w zależności od pory roku. Do tego skanera została zakupiona książka-przewodnik po świecie ptaków, z prezentowaną w nim ich charakterystyką oraz miejscem stacjonowania. Wystarczy zbliżyć wspomniany skaner do symbolu ptaka, a usłyszymy jego naturalny śpiew.

Fenomenalne. Oto, jak rozwijają się w krajach uwolnionych od światopoglądowych sporów politycznych dzieci, gdzie szkolnictwo jest zdecentralizowane, a nauczyciele mogą suwerennie rozstrzygać o tym, w jaki sposób kształcić swoich uczniów, jakie wykorzystać pomoce dydaktyczne, by zajęcia były dla nich ciekawe i głęboko zapadające w pamięć. Koszt skanera to niecałe 100 zł. za to jego funkcje są niezwykle bogate. Może bowiem być też wykorzystywany do słowników i podręczników języków obcych, do prowadzenia zajęć dwujęzycznych, a więc stawać się dydaktycznym GPS-em po świecie dźwięków i znaczeń otaczającej nas kultury.

W Polsce zaś będziemy dotować "badziewne" książeczki, kolorowanki, zeszyciki, puzzle, które naszych dzieci już nie rajcują. To nie są środki adekwatne do coraz częściej poza szkołą cyfrowo warunkowanych umysłów. Co z tego, że nauczycielka przedszkola wychodzi z dziećmi swojej grupy codziennie na spacer, skoro nie jest w stanie powiedzieć im, co to za ptak śpiewa w pobliżu? Czasami zatrzyma się przy naszym ogródku i opowie im o tym, jakie kwitną w nim kwiaty. A ptaki śpiewają dla nieznających ich gatunku i rodzaju.

Nasunęłą mi się jeszcze jedna refleksja. Ptaki w Polsce śpiewają. Dzieci - niestety, nie (z wyłączeniem harcerzy i wszelkiej maści nielicznych juź zespołów).