niedziela, 30 grudnia 2018

Polscy nauczyciele będą zarabiać w 2019 r. "lepiej" od portugalskich, angielskich, fińskich, węgierskich czy słowackich


W dn. 28 grudnia 2018 r. minister edukacji Anna Zalewska podpisała na siebie i swoją politykę wyrok skazujący ją na polityczną banicję w kraju. Przekazała bowiem do konsultacji projekt rozporządzenia "zmieniającego rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy". Sądzę, że nauczycielom przewróci się w głowie od szokującego wzrostu ich płac o 5 proc. kwoty bazowej.

Komunikat MEN jest zachwycający i ozdrowieńczy dla oczekujących na te podwyżki nauczycieli:


"Na przykład wynagrodzenie zasadnicze dla nauczycieli, którzy mają najwyższy wymagany poziom wykształcenia czyli tytuł zawodowy magistra z przygotowaniem pedagogicznym (ta grupa stanowi prawie 96 proc. wszystkich nauczycieli) będzie wynosiło: dla nauczyciela stażysty – 2538 zł, nauczyciela kontraktowego – 2611 zł, nauczyciela mianowanego – 2965 zł, nauczyciela dyplomowanego – 3483 zł. Warto mieć na uwadze, że w latach 2018-2019 pensje zasadnicze wzrosną o 244 zł dla nauczyciela stażysty, o 250 zł dla nauczyciela kontraktowego, o 284 zł dla nauczyciela mianowanego, o 334 zł dla nauczyciela dyplomowanego."

Nie pozostaje minister A. Zalewskiej (vel "ciężki tornister") nic innego, jak "ucieczka" do Parlamentu Europejskiego, o ile nie podzieli w tych wyborach losu swojej poprzedniczki Krystyny Szumilas (vel "drożdżówki"), której wyborcy zapamiętali lekceważenie nie tylko środowiska nauczycielskiego, ale i obywateli-rodziców uczniów.

Pojęcia DEFORMA Edukacji stało się tak samo nośne, jak RATUJ MALUCHY. Właściwie, niemalże o każdym ministrze edukacji można powiedzieć, że był za mały na wysokość pełnionego urzędu. Nie dorósł do tej władzy, nie stał się pierwszym nauczycielem w kraju. Dotychczasowi ministrowie przeszliby już w całkowite zapomnienie, gdyby nie Wikipedia. Niektórych wspomina się z nutą sympatii, ale tych moglibyśmy wyliczyć na palcach jednej ręki.

Nie znajdzie się wśród nich Anna Zalewska, gdyż sponiewierała polskie szkolnictwo pod pozorem rzekomej jego naprawy. Nic tu nie pomogą zachwyty nad zmianą programów kształcenia, ich poszerzeniem w takim czy innym zakresie, gdyż całe szkolnictwo osadzone jest na zagrzybionych fundamentach. Drodzy nauczyciele, konsultanci projektów rozporządzeń MEN - macie tylko 14 dni, czyli do połowy stycznia 2019 r., żeby nadesłać uwagi do przedłożonego projektu rozporządzenia o zachwycających po raz kolejny podwyżkach nauczycielskich płac.

Przeczytajcie też uzasadnienie pani minister do tego projektu. Na tyle was wszystkich ocenia, bo wam się więcej nie należy. Pamiętajcie, że nauczycielom w innych krajach jest gorzej. Oto cytat z dokumentu MEN:

"W większości krajów OECD wynagrodzenia nauczycieli różnicowane są wraz z poziomem edukacji, na którym uczą nauczyciele. Przykładowo: wynagrodzenie nauczyciela uczącego na poziomie średnim ogólnokształcącym (w Polsce liceum ogólnokształcące) i z 15-letnim stażem pracy: w Belgii, Finlandii oraz na Węgrzech i Słowacji jest przynajmniej o 25% wyższe niż nauczyciela wychowania przedszkolnego z takim samym stażem pracy oraz typowymi kwalifikacjami.

W Portugalii wynagrodzenia nauczycieli zależą od poziomu wykształcenia i lat doświadczenia zawodowego. W Anglii wynagrodzenia są zróżnicowane ze względu na lokalne położenie. Nauczyciele mają kilkustopniową skalę poziomu wynagrodzeń, którą realizują podczas swojej ścieżki zawodowej. W Estonii centralnie określa się minimalne (bazowe) stawki wynagrodzeń dla każdej z 4 grup nauczycieli (młody nauczyciel, nauczyciel, starszy nauczyciel, nauczyciel-metodyk). Stawki te są tylko podstawą wynagrodzenia, faktyczna jego wysokość ustalana jest na poziomie lokalnym i wynika z umowy z liderem szkolnym."


W Polsce w 2019 r. będzie żyło się nauczycielom wreszcie dostatnio. Zdaniem minister są same wzrosty. Kształcący młode pokolenia będą mogli dzięki swojej wysokiej płacy zaimponować nauczycielom z Portugalii, Anglii, Finlandii, a nawet tym z Węgier czy z Finlandii. Co ważne, ministerstwo już zastrzega: "Nie przewiduje się wprowadzenia ewaluacji efektów oddziaływania proponowanej regulacji, jak
i wprowadzania mierników badających ten efekt."

Główny Urząd Statystyczny chyba nie kłamie? W każdym razie nie bardziej niż MEN, kiedy przytacza tzw. twarde dane liczbowe, w tym przypadku o płacach nauczycieli w relacji do najniższej płacy w kraju:


Prawda, że warto tyle lat studiować, uczęszczać na studia podyplomowe, dodatkowe kursy, brać udział w nudnych szkoleniach rad pedagogicznych i wysłuchiwać "minister-tornister", by zarabiać zaledwie kilkaset złotych więcej od najniższej płacy w kraju?! Policjanci wywalczyli sobie solidne podwyżki, ale ich złapała jakaś feralna epidemia i rząd uczynił wszystko, by się nie rozprzestrzeniła na całe społeczeństwo.


Pamiętam z okresu PRL pytanie retoryczne: Co to za kraj, w którym policjanci zarabiają więcej od nauczycieli? Odpowiedź na to pytanie znają politycy partii rządzącej. Urodzili się bowiem w PRL, a niektórzy nawet mocno zasłużyli tamtemu ustrojowi. W 30 rocznicę zmiany ustroju stawiamy sobie nowe pytanie: Co to za kraj, w którym kasjer "Biedronki" (a były nauczyciel) - z pełnym szacunkiem dla obu profesji - zarabia na starcie niemalże dwa razy tyle, co nauczyciel stażysta? Prawda, że ładne?