sobota, 9 marca 2013

Praca socjalna hitem polskich pedagogów


Praca socjalna staje się dla coraz większej liczby nauczycieli akademickich w naszym kraju, którzy przed laty obronili swoje rozprawy doktorskie z pedagogiki, socjologii, historii, psychologii lub językoznawstwa przebojem numer jeden na własną habilitację. Porzucają swoją prymarną dyscyplinę naukową i ruszają w świat. Na Słowację. Katolicki Uniwersytet w Rużomberoku na Słowacji kilka lat temu utracił prawo do habilitowania z pedagogiki, toteż jego Wydział Pedagogiczny nadrabia zaległości we współpracy słowacko-polskiej, otwierając się na naszych, zatroskanych o losy osób wykluczanych, zagrożonych wykluczeniem i/lub już wykluczonych społecznie.

Nasi pedagodzy nie zdobywają na Słowacji żadnych nowych umiejętności, ani też nowej wiedzy. Swoje zainteresowania zawodowe realizują w Polsce. Oni chcą uzyskać właśnie tam dowód na to, że są samodzielnymi naukowcami, że mogą dalej rozwijać dotychczas nie znane innym i nie doceniane talenty naukowo-badawcze. Istotnie, w III RP ministra Barbara Kudrycka nie uznała pracy socjalnej za dyscyplinę naukową. Funkcjonuje ona jedynie jako kierunek kształcenia na studiach I i II stopnia, a tu chciałoby się być doktorem czy doktorem habilitowanym, i nie ma takiej możliwości.

Lobbyści "pracy socjalnej" zadbali zatem o to, by MNiSW podpisało specjalne porozumienie z Republiką Słowacką na uznawanie wszystkich dyplomów, jakie ktokolwiek i z czegokolwiek tam uzyskał. Taki przywilej był przez kilkanaście lat dla Polaków habilitujących się w państwach b. ZSRR, ale został zniesiony. Trzeba go było czymś zastąpić. Polacy nie znoszą próżni. Jak im się coś zabierze, to natychmiast załatwią sobie, by w to miejsce władze zabezpieczyły im inną możliwość. Słowacy są zachwyceni tak wysokim stanem zainteresowania wśród Polaków przeprowadzaniem przewodów habilitacyjnych i profesur właśnie z pracy socjalnej, gdyż w ich kraju jest już nadprodukcja absolwentów tego kierunku studiów.

Władze resortu szkolnictwa wyższego postanowiły zatem ograniczać liczbę miejsc dla chętnych do studiowania pracy socjalnej. Dzięki zainteresowaniu awansami naukowymi Polaków, słowaccy naukowcy będą mieli co robić. Mogą nadal powoływać komisje, przeprowadzać wykłady i egzaminować... zainteresowanych z III RP.

Właśnie dziekan Pedagogickej fakulty Katolíckej univerzity v Ružomberku oznajmił, że w dniu 19 marca 2013 o godz. 9.00 odbędzie się publiczny wykład habilitacyjny dra Romualda Adama Dobrzenieckiego z Wyższej Szkoły im. Pawła Włodkowica w Płocku na temat: Przemoc w rodzinie - specyfika pracy socjalnej z dziećmi - ofiarami przemocy oraz obrona dysertacji habilitacyjnej pt. Subsydiarność jako zasada integrująca socjalną pomoc, socjalną pracę i resocjalizację.

Już po półtorej godzinie, bo o 10.30 tego samego dnia odbędzie się wykład habilitacyjny kolejnego Polaka - tym razem będzie to pani dr Alexandra Siedlaczek-Szwed z Akademii Jana Długosza w Częstochowie. Będzie mówić na temat: "Społeczna sytuacja dzieci z zaburzeniami mowy a ich funkcjonowanie w środowisku szkolnym". Po wykładzie nastąpi obrona jej pracy habilitacyjnej pt. Opieka organizacji dobroczynnych na Wileńszczyźnie w II Rzeczpospolitej".

piątek, 8 marca 2013

E-learning is sexy?



Zima ma to do siebie, że sprzyja łatwemu przenoszeniu się różnego rodzaju wirusów. Nieco zatem wyłączony z możliwości bezpośredniego wykonywania pracy zawodowej, pomyślałem sobie, jakimż to dobrodziejstwem technologicznym byłoby dla mnie, w tej dyskomfortowej sytuacji, prowadzenie zajęć metodą e-learningu. Nie jestem jej zwolennikiem. Uważam, że studia humanistyczne i społeczne już z samej nazwy i ich tradycji oraz warsztatu metodologicznego wymagają, by nie dehumanizować edukacji i nie wprowadzać jej na ścieżkę pośrednich relacji społecznych. Wolę bezpośredni kontakt z moimi studentami czy doktorantami, gdyż z edukacji na odległość niewiele dobrego wynika dla obu stron.

W odróżnieniu od tego, o czym pisałem wczoraj, ze zdumieniem znalazłem w Facebooku reklamę jednej z wyższych szkół prywatnych w Łodzi, która w prostacki sposób, typowy dla części zapewne jej adresatów, skoro została skonstruowana i zamieszczona przez specjalistów od zarządzania informacją w takiej właśnie formie i obrazowej treści (foto 1), zachęca do studiowania w tej "wsp" metodą na odległość. No cóż, to pokazuje, jak dalece niektóre szkoły nie są w stanie sprostać kulturze, bo i nie rozumieją związków między nią a edukacją. Można tak bawić się z przyszłym kandydatem na studia. Dzięki internetowi jest on zresztą dobrze do takich reklam przygotowany. Jak coś nie "tchnie sexem", to jest de mode, więc po co tam studiować. Tym samym widać, że owa "szkoła" nastawiona jest na absolwentki szkół średnich, które są gotowe do spędzania czasu przed monitorem swojego "laptoka" nago. Zapewne w trakcie monitorowania zajęć przez kadrę tej szkółki z przodu będą już nieco odziane (fot.2), wypinając odpowiednią część ciała do innych.

Prawdopodobnie twórca tej reklamy doszedł do wniosku, że nie wybiera się szkoły po to, by studiować. Bez przesady. Po co tracić na to czas. Tu wszystko musi być sexy. Dobrze opisał to zjawisko prof. Zbyszko Melosik, wskazując na tego typu postawy jako najbardziej charakterystyczne dla globalnego nastolatka. Ciekawe, jakie zatem w ramach tego e-learningu szkoła zaproponuje przyszłym pedagogom filmy, materiały multimedialne? Czy takie, jakie ściągał w jednej z podłódzkich szkół nauczyciel informatyki? Ciekaw jestem, w jakiej to szkole uzyskał swoje kwalifikacje ów marketingowiec i czy produkuje też tego typu reklamy dla innych "wyższych szkół prywatnych", obsługiwanych przez Bułgarki, Ukrainki lub Polki?



No cóż, niektóre, podupadające już wyższe szkółki prywatne sięgają po najróżniejsze formy autoprezentacji, tworzą pokusy, które z akademickością nie miały, nie mają i nigdy nie będą miały nic wspólnego. Nie o akademickość tu chodzi. Ten biznesik trzeba jakość utrzymać - z seksem czy dla seksu, byle tylko jeszcze wyssać tu i ówdzie od naiwnych, rozbudzonych aspiracjami, które dalece odbiegają od poziomu wykształcenia, którego formalny zapis znajdzie się na ich dyplomach. W końcu otrzyma się je nie za wiedzę, umiejętności, tylko za to, czego oczekują ich założyciele. Widać to na reklamie.

Rację ma minister Barbara Kudrycka, że czas najwyższym przerwać ten cyrk i jednak doprowadzić do czytelnego w społeczeństwie rozdziału między uczelniami akademickimi, a szkołami zawodowymi i pseudoszkołami wyższymi. Czas najwyższy. Tyle tylko, że wprowadzone regulacje prawne wcale temu nie sprzyjają. Wprost odwrotnie. Powiększa nam się dzięki nim import lipnych nauczycieli akademickich, grono quasi naukowców, którzy kompromitują nie tylko polską naukę i tradycje szkolnictwa wyższego.



PS. Zatarłem na tych reklamach nazwę szkoły - dla dobra - mimo wszystko tej części jej kadr, która nie utożsamia się z powyższym autowizerunkiem.

czwartek, 7 marca 2013

Uczelnie publiczne kreują nowe specjalności

Jednym z wartościowych elementów zmian w szkolnictwie wyższym jest możliwość kreowania przez jednostki akademickie nowych kierunków studiów lub w ramach już istniejących takich specjalności, które otwierają zupełnie nowe możliwości studiowania problemów, zjawisk czy naukowych wyników badań i charakterze interdyscyplinarnym. Na kierunku PEDAGOGIKA na Wydziale Pedagogicznych Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie powstaje nowa specjalność o takim właśnie charakterze. Od nowego roku akademickiego 2013/2014 uruchamiane są studia: Animacja społeczna-judaizm i kultura żydowska na ziemiach polskich. Każdy, kto jest zainteresowany tą problematyką, będzie mógł podjąć studia II stopnia (magisterskie), które publiczna Akademia uruchamia w ramach współpracy merytorycznej z pracownikami Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Specjalność ma unikalny charakter, gdyż łączy przygotowanie psychologiczno-pedagogiczne, ekumeniczne ze specjalnościowym, które umożliwi dostęp do wiedzy i nabycie umiejętności kreatora i animatora działań edukacyjnych oraz społecznych w zakresie upowszechniania wiedzy o judaizmie i kulturze żydowskiej na ziemiach polskich. Dodatkowym interesującym elementem programu są lektoraty języka hebrajskiego (biblijnego i współczesnego) oraz języka jidysz. Specjalność zapewni wykształcenie pedagoga-animatora działań społecznych, umożliwiając pozyskanie pogłębionych kwalifikacji pedagogicznych z uwzględnieniem wielokulturowego kontekstu nauk humanistycznych i społecznych. Profil absolwenta specjalności uwzględnia wiedzę o judaizmie i kulturze żydowskiej na ziemiach polskich, polsko-żydowskie dziedzictwo kulturowe, zagadnienia edukacji na temat Holocaustu w aspekcie porównawczym, umiejętności w zakresie podstaw biblijnego oraz współczesnego języka hebrajskiego, języka jidysz, tworzenia projektów edukacyjnych (konstrukcja ścieżek edukacyjnych, promocja kultury, turystyka historyczna, współpraca z instytucjami kultury etc.) z uwzględnieniem potrzeb społecznych w obszarze animacji kultury i współpracy polsko-żydowskiej.

W zakresie kompetencji społecznych absolwent specjalności będzie gotowy do podejmowania wyzwań zawodowych i osobistych, wykazując aktywność i wytrwałość w podejmowaniu indywidualnych i zespołowych działań profesjonalnych w zakresie animacji społecznej w środowisku wielokulturowym, odznaczając się rozwagą, dojrzałością i zaangażowaniem w projektowaniu, planowaniu i realizowaniu działań pedagogicznych zgodnych z profilem specjalności. Absolwent specjalności znajdzie zatrudnienie w instytucjach kultury, w tym w instytucjach muzealnych, placówkach edukacyjnych, fundacjach i stowarzyszeniach, zajmujących się szeroko rozumianym, żydowskim oraz polsko-żydowskim, dziedzictwem kulturowym. W module specjalnościowym znajdą się takie m.in. przedmioty, jak:

Dialog chrześcijańsko-żydowski

Dzieje Żydów na ziemiach polskich

Polsko-żydowskie dziedzictwo kulturowe

Turystyka historyczna szlakiem pozostałości kultury żydowskiej

Promocja kultury i pozyskiwanie funduszy

Edukacja na temat Holocaustu w aspekcie porównawczym

Współczesny Izrael i kultura żydowska.


środa, 6 marca 2013

PEDAGOGIKA I SZTUKA

Profesorowie Wydziału Etnologii i Nauk o Edukacji UŚl w Cieszynie - dr hab. Urszula Szuścik i dr hab. Andrzej Murzyn zapraszają wszystkich zainteresowanych (pracowników naukowych, nauczycieli i studentów) do udziału w międzynarodowej serii wydawniczej. Każdy, kto prowadzi badania w tym zakresie, może zgłosić gotowość współpracy w projekcie, który ma charakter inter- i transdyscyplinarny. Jak opiszą projektodawcy:

Celem serii wydawniczej Pedagogika sztuki jest zainicjowanie i rozwijanie dialogu między osobami reprezentującymi różne środowiska intelektualne i zawodowe wokół możliwości usprawniania i uszlachetniania szeroko pojmowanej działalności edukacyjnej poprzez sztukę. Chodzi także o wykazanie, że jednym z najważniejszych ale zarazem najtrudniejszych zadań, jakie stoi przed współczesnym nauczycielem i pedagogiem jest obudzenie i pielęgnowanie u wychowanków potrzeby uczenia się, jak się uczyć. Aby ww. potrzeba stała się zasadą życia dla współczesnego człowieka, należy – wszędzie, gdzie jest to możliwe – pokazywać konsekwencje wynikające z ostrego podziału na nauki i sztuki, podziału, który wydaje się dominować we współczesnej kulturze.

Niektórzy współcześni badacze sugerują, że jeden z największych błędów, jakie od dawna popełniają osoby odpowiedzialne za kształcenie i wychowanie ko-lejnych pokoleń, polega na założeniu, że rozwój intelektualny dziecka powinien być pojmowany jako proces prowadzący stopniowo do osiągnięcia jak największego poziomu racjonalności, która tym samym jest traktowana jako główna cecha dojrzałości i dorosłości. Założenie to jest podstawą postrzegania dzieci – jak pisze irlandzki badacz Kieran Egan w artykule zatytułowanym Ewolucja a wczesne rozumienie: Zaczynamy jako poeci (Evolution and early understanding: we begin as poets) – jako prekursorów racjonalności dorosłych.

Postawa taka – pisze dalej Egan - posiada bardzo długą historię, w której decydującą rolę odegrał angielski filozof Herbert Spencer. Badacz podkreśla, że zasady filozofii Spencera pochodzą z postrzegania umysłu dziecka jedynie w kategoriach zdolności logiczno-matematycznych. Odrzucając taką koncepcję, Egan twierdzi jednocześnie, że zasadniczy fakt, który powinien zostać przyjęty jako podstawa działalności edukacyjnej, to poetycka natura każdego człowieka: „Zaczynamy jako poeci, używając technik, które dzięki językowi pozwalają nam nadawać sens naszemu światu. To właśnie poprzez rozwijanie narzędzi i umiejętności, które są podstawowe dla rozwoju języka we wczesnym stadium – opowiadanie, metaforę, rym i rytm, konstruowanie binarne i mediację, tworzenie wizerunków ze słów, afektywna abstrakcja itd. – możemy odkrywać najbardziej efektywne drogi prowadzące do takiej wiedzy o świecie, poprzez którą się uczymy.

Krytyka wielu założeń, na jakich opierają się współczesne systemy edukacyjne, jest także przedmiotem twórczości Kena Robinsona. Zdaniem ww. badacza największego spustoszenia w kulturze dokonują osoby, dla których podstawą nauczania i wychowania jest sztywny podział na nauki i sztuki. Założenie to jest zdaniem Robinsona jedną z głównych przyczyn depersonalizacji całego życia społecznego, którym mają zarządzać tzw. naukowcy, a więc osoby, dla których najważniejsze są takie cechy jak metodyczność, obiektywizm i gromadzenie wyłącznie wiedzy w oparciu o obserwację. Artyści, a szerzej - humaniści – postrzegani są tutaj jako osoby ekspresywne, namiętne i kreatywne i mogą stanowić jedynie dodatek do życia społecznego, który w zasadzie nie ma wpływu na jego jakość. Zdaniem Robinsona zarówno naukę jak i sztukę tworzą żywe istoty ludzkie, które zawsze są osobiście zaangażowane w to, co robią. Artystów i naukowców – pisze w innym miejscu Robinson – nie dzieli przedmiot zainteresowania, dzieli ich raczej to, jak ich ten przedmiot interesuje.


(źródła: Egan K., Evolution and early understanding: we begin as poets [w:]Thompson M. S. (red.), Arista. Journal of the Association of Teachers for Philosophy with Children, Vol. 1. No. 2, Bray 2001, s. 11.; Robinson K., Out of minds. Learning to be creative, UK: Capstone Publishing 2011)

wtorek, 5 marca 2013

Kolejne debaty o nie tylko kryzysie polskiej edukacji



Zapowiadają się bardzo interesujące debaty o polskiej edukacji w Łodzi i w Warszawie. Najpierw w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie planowane jest spotkanie poświęcone dyskusji nad książką Roberta Pawlaka pt. "Bon edukacyjny w polityce oświatowej", którą wydała oficyna tej znakomitej Uczelni. Zainteresowanych zapraszam w poniedziałek 11 marca 2013 o godzinie 15.30 w Sali Senatu w budynku C. Robert Pawlak jest adiunktem w Zakładzie Socjologii Zmiany Społecznej APS, doktorem nauk humanistycznych prowadzącym od szeregu lat interesujące badania w zakresie socjologii edukacji.

Dr Robert Pawlak jest absolwentem Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, mającym w swoim doświadczeniu zawodowym pracę jako główny specjalista w MEN, w Departamencie Strategii Edukacyjnej i Funduszy Strukturalnych, gdzie odpowiadał za współpracę z OECD w dziedzinie edukacji. Wcześniej wydał monografię pt. „Reforma oświaty „po polsku”, czyli o tym jak rząd posyła sześciolatki do szkół” (Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej, Warszawa 2011) Warto zatem podyskutować z Autorem, który jest jednym z najlepszych znawców reform oświatowych w świecie w zakresie ich liberalizacji, której jedną z form jest wprowadzenie bonu oświatowego.

Sam niestety nie mogę wziąć udziału w autorskim spotkaniu, gdyż tego dnia - 11 marca o godz. 17.00 prezentuję w Łódzkim Towarzystwie Pedagogicznym wyniki moich badań, które dotyczą dramatycznie złej sytuacji w szkolnictwie publicznym w Polsce. Odsłaniam tu czarny obraz oświatowej polityki MEN, samorządów i dyrektorów szkół publicznych.


Natomiast senator III RP prof. Michał Seweryński serdecznie zaprasza na IX spotkanie Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Łodzi, które odbędzie się dniu 16 marca br. (sobota) o godzinie 11.00 w auli Salezjańskiej Wyższej Szkoły Ekonomii i Zarządzania w Łodzi przy ul. Wodnej 32. W czasie spotkania odbędzie się wykład prof. Aleksandra Nalaskowskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pt. „Konstruowanie nowego Polaka”. Po wykładzie jest przewidziana dyskusja, gdyż nie ulega dla mnie wątpliwości, jak mocne pojawią się w treści wystąpienia naszego pedagoga treści. W ostatnim numerze tygodnika "W Sieci" (25.02-3.03.2013) można było przeczytać artykuł Profesora pt. :"Mój homofobiczny test - jedenaście pytań o przyszłość Polski, a tym samym o przyszłość twojego dziecka". Organizator prosi o potwierdzenie uczestnictwa na adres: klub.obywatelski@gmail.com



Gdyby ktoś nie wiedział, kim jest Aleksander Nalaskowski, to Organizator jego wykładu przypomina najważniejsze dane profesora:

Data urodzenia: 24 lutego 1957
Wykształcenie
1976 – matura I LO im. Mikołaja Kopernika w Toruniu
1980 – mgr pedagogiki (UMK), praca magisterska „Udział Stanisława Przybyszewskiego w tworzeniu Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej w Wolnym Mieście Gdańsku" p/k prof. Bolesława Pieśniarskiego
1985 – dr pedagogiki (UMK), rozprawa „Wychowawczo-kulturalne funkcje ruchu społecznego o nazwie Młody Teatr" p/k doc.dra hab. Józefa Kargula
1990 – habilitacja (Uniwersytet Wrocławski) „Społeczne uwarunkowania twórczego rozwoju jednostki", „Ścieżki edukacyjne i losy życiowe twórczych trzydziestolatków".
1992 – stanowisko profesora nadzwyczajnego UMK
1997 – tytuł profesora
2001 – stopień instruktora jeździectwa
2003 – stanowisko profesora zwyczajnego UMK
Droga zawodowa
1980-1982 –Szkoła Podstawowa w Łążynie, nauczyciel
1982 – asystent w Instytucie Pedagogiki UMK
1991 - kierownik Zakładu Animacji Pedagogicznej IP UMK
1996 – dyrektor Instytutu Pedagogiki UMK
2007-2012 dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK
Dyrektor toruńskiej szkoły Laboratorium.




poniedziałek, 4 marca 2013

Odeszła na wieczną wartę redaktor Jolanta Chełstowska



w dn. 1 marca br. zmarła JOLANTA CHEŁSTOWSKA (1930-2013)- osoba niezwykle ważna także w moim rozwoju pedagogicznym, która odegrała kluczową rolę w upowszechnianiu form, metod i technik harcerskiego wychowania. Jako harcmistrzyni znana była przede wszystkim jako znakomita publicystka harcerska, wychowawczyni wielu (nie tylko warszawskich) pokoleń instruktorów zuchowych, harcerskich i starszoharcerskich. Była redaktorką tygodnika "Motywy" oraz miesięczników i/lub dodatków metodycznych do "Motywów" pt. "Zuchowe Wieści", "Propozycje" i "Na Tropie". To dzięki niej stawiałem pierwsze kroki w pisaniu o harcerskiej praktyce wychowawczej, komentowaniu wydarzeń społeczno-politycznych w ZHP oraz konstruowaniu własnych rozwiązań pracy z harcerzami i kadrą instruktorską. Dh. Jolanta Chełstowska była przyjazna ludziom, rzetelną i sumienną dziennikarką, oddaną całym sercem Harcerstwu, angażującą się zawsze w sprawy trudne i odważnie broniącą swego zdania.

Jak przypomina kluczowe dane z Jej biografii b. Naczelnik ZHP Stanisław Puchała: rozpoczynała swoją służbę harcerską w Chorągwi Warszawskiej Harcerek w latach 1945-48 jako zastępowa i drużynowa po próbie. Była hufcową (1951) Hufca OH ZMP Warszawa-Ochota. Od 1956 roku brała aktywny udział w odbudowie i rozwoju naszej organizacji jako członkini GKH (1958), zastępczyni kierownika Działu Zuchów (1961-62) i aktywna współtwórczyni kształtu prasy harcerskiej: sekretarz redakcji Biuletynu "Zuchowe Wieści", redaktor naczelna "Zuchowych Wieści", "Propozycji", "Motywów" (1978-81) i "Drużyny" (1982-91). Była członkinią Komisji Instruktorskiej przy GK ZHP i delegatką na IV, V i VII Zjazd ZHP.

Poza harcerstwem pracowała w "Nowej Wsi" (1951-53), w "Po prostu" (1956-57) oraz magazynie "Przyjaciółka" (1990-92). Była asystentką w Katedrze Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego w l. 1954-56. Ukończyła Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Za swoją pracę wyróżniona została Honorową Odznaką Ofensywy Zuchowej (1960) i odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Złotym Krzyżem za Zasługi dla ZHP. Pozostaną po Niej jej autorstwa takie książki i poradniki metodyczne, jak:

- "W drużynie zuchów" (t.I, 1959),

- "Na podwórku i gdzie indziej" (1971, 1973),

- "Pamiętnik Iki" (1988)

i Jej współautorstwa poradniki metodyczne:

- "Twój zastęp" (1967, 1969),

- "Sekrety dobrej drużyny" (1983),

- "Najtrudniejszy pierwszy rok" (1981).

Z wielu z nich po dzień dzisiejszy korzystają jeszcze harcerze i ich funkcyjni. Dziękujemy Ci Druhno Jolu!

niedziela, 3 marca 2013

Promieniowanie ojcostwa w harcerskiej debacie w Łodzi



Było dla mnie wielkim zaskoczeniem uczynienie głównym tematem Złazu Organizacji Harcerzy ZHR w Łodzi problemu ojcostwa w wychowaniu dzieci i młodzieży. Rozmowa wspomnianych przeze mnie w poprzednim wpisie panelistów na temat roli ojca w wychowaniu zaczęła się od pytania: Czy ojcostwo przeżywa dzisiaj kryzys?

W moim przekonaniu nie, gdyż radykalnie zmieniła się - także w naszym społeczeństwie - rola mężczyzny w rodzinie. Mamy raczej do czynienia z nadaniem roli ojca zupełnie nowego wymiaru, będącego efektem przejmowania czy współpodejmowania przez niego zadań, które przez wieki były zarezerwowane tylko dla kobiet. Prawne regulacje wspierają mężczyzn w dopełnianiu swoją obecnością w domu jakości sprawowania opieki i wychowywania dzieci (np. urlop tacierzyński, możliwość opiekowania się chorym dzieckiem czy wspomagania niepełnosprawnego dziecka). Władze państwowe zachęcają do ojcostwa pokusami ulg podatkowych, jednorazową czy wielokrotną pomocą finansową, ale to nie użyteczność materialna roli powinna sprzyjać jej spełnianiu.

W dramacie "Promieniowanie ojcostwa" Karol Wojtyła mówi słowami dialogujących ze sobą bohaterów - Moniki i Adama: Ojciec i Dziecko ogarniają się wzajemnie za pośrednictwem słowa "moje". (...) Kiedy więc staję się ojcem, wówczas jestem zniewolony miłością. I ty, kiedy stajesz się dzieckiem, jesteś także zniewolona miłością. Równocześnie jestem przez miłość wyzwolony z wolności i ty także. (...) najboleśniejsza bowiem jest próżnia miłości: gdy się kocha, wówczas przez wolę twoją i moją przebiega jakby prąd, który jest wspólny. I stąd rodzi się pewność, a wolność na nowo poczyna się z tej pewności. I to jest właśnie miłość. Wówczas bez lęku myślę “moje”...".

Warto przyjmować dzieci takimi, jakimi są, cenić je za to, co osiągają oraz bezinteresownie obdarzać je uczuciem. Nie każde dziecko może rozwijać się w pełnej, szczęśliwej rodzinie. Dlatego tak ważna jest obecność w najbliższym środowisku tzw. ojców pomocniczych, zastępczych, tych, którzy podejmą się tej roli niejako przy okazji wykonywanej profesji (np. nauczyciele, trenerzy sportowi, duchowni, instruktorzy - animatorzy kulturalno-oświatowi itp.), lub też staną się nimi z wyboru dzieci poszukujących kontaktu z osobami tej samej płci (np. harcerscy funkcyjni - zastępowy, przyboczny, drużynowy czy szczepowy), by uczyć się bycia mężczyzną i dojrzewać do ojcostwa.

Zlot harcerski w Łodzi jest odpowiedzią tego środowiska na zachodzące także w Polsce zjawiska patologii i dysfunkcji rodzin, nieodpowiedzialną rolę polityków, którzy włączają się w proces niszczenia podstaw rodziny i wychowywania do życia w rodzinie. To prawda, że faktem społecznym jest pojawienie się różnych typów pozarodzinnych związków społecznych, które stanowią zachętę do ucieczki od odpowiedzialności za jakość życia poczętego w nich dziecka. Coraz więcej kobiet samotnie wychowuje swoje dzieci. Coraz więcej ojców nie poczuwa się do odpowiedzialności za rozwój i jakość życia swoich potomków. Rozpadanie się mniej lub bardziej trwałych więzi międzyludzkich nie może jednak usprawiedliwiać kolejnych zachęt ze strony polityków do powiększania się liczby dzieci osamotnionych w wyniku nieobecności w ich życiu ojca.

Wychowanie jest przede wszystkim dwustronnym odkrywaniem swojego człowieczeństwa i obdarzaniem się nim, by oboje mogli maksymalizować potencjał swojego humanum, by nie dochodziło w ich życiu do degeneracji. Trwający całe życie proces jest nieustannie aktualizowany w coraz dojrzalszym człowieczeństwie. Rolą ojca jest pobudzanie dzieci do wzrastania aż do pełni ich ludzkiego potencjału. Jak chłopiec ma dojrzewać do roli męskiej bez wzoru najbliższego mu mężczyzny? Jak ma wzrastać w swoim ojcostwie ten, który nie ma kontaktu z własnym synem czy córką?

Pięknie pisał o tym Jan Paweł II: Przykazanie: Czcij ojca twego i matkę twoją – nie dotyczy tylko dziecka, ale i jego rodziców, gdyż ich wzajemne relacje musza mieć symetryczny charakter. Tak ojciec, jak i matka też powinni czcić swoje dzieci, bowiem zasada czci jest zasadą afirmacji człowieka jako człowieka. Miłość do małżonki i do dzieci są naturalną drogą dla mężczyzny do zrozumienia i urzeczywistnienia swego ojcostwa. Miłość jest przeciwieństwem „używania” kogoś do czegoś. Mężczyzna powinien czuć się obdarzony macierzyństwem kobiety, swojej żony. Zwraca na to uwagę współczesna psychologia i pedagogika prenatalna. Od ojca zależy, czy i w jaki sposób uczestniczy w pierwszej fazie obdarzania człowieczeństwem, czy i jak angażuje swą męskość i swoje ojcostwo w macierzyństwo własnej żony.

Badania psychologiczne, które rekonstruował w jednej ze swoich prac pt. "Ojciec a rozwój dziecka" prof. Kazimierz Pospiszyl, odsłaniają skutki nieobecności ojca w domu albo obecności toksycznej. Brak ojca w domu ma negatywny wpływ na rozwój uczuć moralnych dziecka, szczególnie u chłopców, którzy są mniej skłonni do akceptowania upomnień czy naruszania norm społeczno - moralnych. Nie jest natomiast prawdą, jakoby istniało podobieństwo wyboru tego samego zawodu między ojcem a synem. Owszem, ma to miejsce, ale tylko w przypadku zawodów prestiżowych, co dotyczy w najwyższym stopniu (43%) synów lekarzy i (28%) prawników. Tak więc nie jest regułą wybór przez syna zawodu wykonywanego przez jego ojca. Ojcowie mają większy wpływ na poglądy polityczne dzieci, ale to zapewne w tych rodzinach, w których o wydarzeniach na tej scenie rozmawia się w obecności czy z udziałem dzieci.

Częściej oszukują innych ci, którzy byli przez ojców karani fizycznie, zaś wychowywani perswazją, upominaniem, tłumaczeniem należą w większości do osób żyjących w prawdzie. Stosowanie przez ojca siły fizycznej w relacjach z własnym dzieckiem powoduje u niego powierzchowne przyswojenie norm moralnych, a zarazem występuje u niego brak poczucia winy przy ich naruszeniu. Stopień agresji jest tym większy u chłopców, im bardziej byli odrzucani i karani fizycznie przez swoich ojców. Inna rzecz, że ludzie genialni oraz wybitnie uzdolnieni najczęściej wychowywani byli bez udziału ojców. Tłumaczy się to tym, że sprzyjało to ich wolnemu, niczym nie skrępowanemu sposobowi wyrażania myśli, a zarazem zaistnieniu bardzo silnej identyfikacji z matką. Chłopcy posiadający silne związki uczuciowe z matką przejawiali szczególne uzdolnienia humanistyczne. Dzieci przejawiające wysoki stopień hojności uważały swych ojców za bardziej opiekuńczych i darzących je ciepłymi uczuciami. U dorosłych skąpców ta zależność jest odwrotna. Podobnie jest ze stopniem altruizmu jako powiązanego z opiekuńczością ojca oraz ilością spędzanego czasu z dziećmi. K. Pospiszyl zwraca uwagę na to, że deprywacja ojcostwa staje się u dorosłych już kobiet i mężczyzn częściej przyczyną alkoholizmu, a także większej u nich skłonności do samobójstw.



Można zatem debatować o ojcostwie i byciu ojcem na różnych poziomach i w różnych kontekstach. To, że kilkuset harcerzy, w większości młodych wychowawców dzieci i młodzieży ZHR, spotyka się ze sobą, by rozmawiać o kryzysie ojcostwa oznacza, że doświadczają jego symptomów wśród swoich podopiecznych. Ważne było dla nich to, czy i jak dalece mogą ingerować w sytuację rodzinną harcerzy, kiedy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo są oni w swoim domowym środowisku poranieni, pozbawieni uczuć, więzi, troski czy męskiego wsparcia. Oby był to ruch odpowiedzialnego ojcostwa w wydaniu każdego z debatujących w dniu wczorajszym instruktorów. Nie jest im do tego potrzeba profesjonalna edukacja pedagogiczna, gdyż ta wynika z ich harcerskiej praktyki. Jeśli po nią sięgną, a temu też miała służyć ta debata, to skorzystają na tym oni i ich wychowankowie, potencjalni ojcowie.