sobota, 20 lipca 2013

W Łodzi nie powiodło się

zwolennikom odwołania prezydent miasta Hanny Zdanowskiej. Nie zebrano stosownej liczby podpisów, więc nie będzie powtórki z obywatelskich praw do korzystania z instrumentów demokracji.

Członkowie komitetu "Ratujmy Nasze Miasto" złożyli do Komisarza Wyborczego w Łodzi wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania pani prezydent i Rady Miejskiej w Łodzi. Zadeklarowali. Przedłożyli - ich zdaniem - 60 tys. podpisów. Jak się okazało, było ich za mało. Takie są reguły demokracji. Komisarz przeliczył i sprawdzał, czy są one złożone w sposób prawidłowy (dokładne adresy, numery PESEL itp.). Referendum w sprawie odwołania pani prezydent i Rady Miejskiej mogłoby się odbyć w połowie września, ale się nie odbędzie.

Przeszedłem najbardziej reprezentacyjną ulica tego miasta. Dojazd do Łodzi jest koszmarem z wszystkich niemalże stron. Dawno nie było w nim takiego paraliżu komunikacyjnego, chociaż trzeba oddać sprawiedliwość, bo jednak buduje się obwodnice, remontuje się ulice (ale w sposób bezmyślny, źle koordynowany), a w tym także tę słynną ulicę PIOTRKOWSKĄ. Tymczasem wygląda ona tak:

Plan: coś, co po­tem wygląda ab­so­lut­nie inaczej. (Julian Tuwim)
Cier­pli­wość: naj­trud­niej­sza for­ma rozpaczy. (Julian Tuwim)
Trzeba spuścić na ten chaos zasłonę milczenia, bo jak pisał Julian Tuwim: Mil­cze­nie to tek­st, który niez­wykle łat­wo jest błędnie zinterpretować.
Kiedy przes­koczysz, to i wte­dy nie mów hop. Zo­bacz naj­pierw w co wskoczyłeś (Julian Tuwim)

Róźni­ca między wielbłądem i człowiekiem - wielbłąd może pra­cować przez tydzień nie pijąc; człowiek może przez tydzień pić nie pracując. (Julian Tuwim)
Su­mienie to jest ten cichy głosik, który szep­ce, że ktoś patrzy. (Julian Tuwim)

Jak pisał Julian Tuwim: "W mo­wie pew­nych ludzi słychać błędy ortograficzne." Łódź - to ponoć akademickie miasto. Nic dziwnego, że w swoim Porcie oferuje pracę "na kuchni". Czeka na absolwentów studiów wyższych?

piątek, 19 lipca 2013

Docenci pracy socjalnej to nie są socjolodzy i pedagodzy, czyli o turystyce habilitacyjnej Polaków w wakacyjnym klimacie




Od kilkunastu lat niektórzy Polacy przeprowadzają tzw. przewody habilitacyjne na Słowacji z dyscypliny, która w naszym kraju nie jest nauką. Wykorzystują zadziwiające regulacje prawne MNiSW, w wyniku których "praca socjalna" została uznana jako odrębny kierunek kształcenia. Tym samym dla zapewnienia minimum kadrowego zatrudnia się na tym kierunku Polaków, którzy nie mogli uzyskać ani habilitacji, ani tym bardziej tytułu naukowego profesora z "pracy socjalnej" w naszym kraju. Na Słowacji ta dyscyplina jest aplikacją wiedzy z różnych nauk społecznych, humanistycznych, a nawet medycznych, które służą diagnozowaniu i rozwiązywaniu problemów tej sfery rzeczywistości naszego życia. Mamy w końcu Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które zajmuje się także sferą socjalną społeczeństwa. Pięć lat temu polskie i słowackie media ostrzegały MNiSW przed dość dziwnym procederem. I co? I nic. Trwa on nadal.

Niektórzy rodacy wyczuli koniunkturę i zamiast prowadzić badania naukowe w zakresie socjologii, pedagogiki społecznej czy nauk o polityce, gremialnie wyjeżdżają do Rużomberoku, Bańskiej Bystrzycy, Nitry czy Bratysławy, by na tamtejszych uniwersytetach uzyskać tak zwaną habilitację, czyli Dekret mianujący ich docentami z pracy socjalnej. Nie jest to prawdziwa, pełna habilitacja, która mogłaby odpowiadać polskim wymogom na ten stopień naukowej samodzielności, ale ktoś w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego silnie lobbował na rzecz tego, by ów dyplom na stanowisko docenta został koniecznie dopisany jako równoważny polskiej habilitacji. Równoważny jednak nie jest, co widać po jego statusie na samej Słowacji i po wymaganiach, jakie należy tam spełnić, by go otrzymać. To rodzaj awansu w ramach danej uczelni będący obroną pracy podoktorskiej (tam nazwanej habilitacyjną), która ma charakter publiczny, a do jej spełnienia wystarczy przedłożyć jako habilitację - m.in. maszynopis (a nie wydaną rozprawę naukową) jakiejś monografii, publikację metodyczną, popularno-naukową, materiały dydaktyczne itp. Każdy uniwersytet , który uzyskał uprawnienia Słowackiej Komisji Akredytacyjnej do przeprowadzania przewodów i postępowań naukowych, określa własne kryteria na stanowisko docenta. Właśnie dlatego w jednym uniwersytecie wymaga się na to stanowisko czegoś więcej, a w innym czegoś mniej. Mianowanie na docenta dotyczy danej uczelni a nadaje je jej rektor. Ot, taka jest prawda To tak, jak u nas na mocy ustawy o wyższych szkołach zawodowych z 1997 r. rektorzy tych szkół mogli mianować profesorami osoby ze stopniem doktora. Nie miały one jednak tożsamych uprawnień w całym kraju jako samodzielni pracownicy naukowi.

Nic dziwnego, że nasi jadą tam mikrobusami i zabiegają o tzw. habilitację, póki jeszcze w Polsce władze uczelni nie zorientowały się w tym procederze. Prawdziwa habilitacja to uzyskanie stopnia naukowego "doktora vied" - „doctor scientiarum", o czym doskonale wiedzą urzędnicy MNiSW, ale komuś chciano "zrobić dobrze" i załatwić mu godną posadkę w szkolnictwie wyższym. Wwożone do kraju dyplomy słowackich docentów są w istocie jedynie w tym kraju i w danej uczelni potwierdzeniem kompetencji naukowo-pedagogicznych (metodycznych) lub naukowo-artystycznych. Nie powinny być zatem uznawane jako równoważne polskiej habilitacji, gdyż dla jej uzyskania absolutnie nie bierze się pod uwagę po pierwsze prac nieopublikowanych, a zatem pozbawionych możliwości ich publicznej, akademickiej weryfikacji (recenzji), a po drugie nie są uznawane jako naukowe wszelkie prace metodyczne, programowe, które dotyczą doskonalenia metod, form czy technik pracy pedagogicznej lub artystycznej.

Jeśli zatem dziekani uczelni publicznych kierują zapytanie, czy uzyskany przez Polaków na Słowacji dyplom docenta z pracy socjalnej jest odpowiednikiem polskiej habilitacji z socjologii lub z pedagogiki, odpowiedź musi brzmieć jednoznacznie - NIE. Dyplom docenta pracy socjalnej nie ma nic wspólnego z socjologią czy pedagogiką jako nauką, a zatem ten dyplom może być wykorzystywany tylko i wyłącznie do prowadzenia zajęć dydaktycznych na kierunku "praca socjalna", ale w żadnej mierze na socjologii czy pedagogice. Z socjologii lub z pedagogiki trzeba bowiem uzyskać habilitację, by móc prowadzić prace doktorskie z tych dyscyplin, recenzować dorobek naukowy młodszych naukowców itp. Po prostu trzeba mieć kwalifikacje i odpowiadający im dyplom. A ten można sobie powiesić na ścianie we własnym gabinecie i czarować innych, że jest się habilitowanym docentem.

Właśnie w wakacje, bo 7 lipca br. kolejnym polskim docentem na Uniwersytecie Katolickim w Rużomberoku w ramach "pracy socjalnej" został ks. dr Andrzej Kryński
- jak podają Słowacy - odborny asistent Akademii Polonija, Czestochowa, Poľsko), czyli - a to podaje już baza OPI: profesor Akademia Polonijna; Wydział Interdyscyplinarny; Instytut Nauk Humanistycznych. Nowy docent pracy socjalnej wygłosił tzw. wykład habilitacyjny pt. Smery rozvoja neštátnych katolíckych škôl (Kierunki rozwoju niepublicznych szkół katolickich) oraz obronił pracę habilitacyjną (czyli jej maszynopis) pt. Katolícka výchova na vysokých školách v Poľsku v rokoch 1990-2000 (Wychowanie katolickie w szkołach wyższych w Polsce w latach 1990-2000). Gratulujemy i życzymy udanych wykładów z tej problematyki tak w Rużomberoku, jak i w naszym kraju na kierunku "praca socjalna".

czwartek, 18 lipca 2013

Antydemokratyczna edukacja obywatelska

























Wezwanie premiera Donalda Tuska, by mieszkańcy Warszawy nie poszli na referendum w sprawie odwołania pani prezydent Miasta Stołecznego Hanny Gronkiewicz-Walc przejdzie do historii upadku polskiej demokracji i totalnego niszczenia wartości oraz etosu SOLIDARNOŚCI. Jak to dobrze, że polska młodzież w większości jest już na wakacjach i być może nie ogląda telewizyjnych programów informacyjnych, nie czyta w Internecie wypowiedzi tego polityka, tylko zajmuje się czymś zupełnie innym. Jak wszyscy wrócą z urlopów, ferii letnich, to opozycja im przypomni słowa Premiera:

- Liczę na to, że warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, odmawiając udziału w referendum .

Inny lider Platformy Obywatelskiej stwierdził dla TVN24, że udział w referendum byłby zakwestionowaniem demokratycznych wyborów samorządowych? A kto w referendum odwoływał Prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego? Ptaszki? Czy może PO? To wtedy można było zakwestionować demokratycznie wybranego prezydenta miasta? Tak postępują liderzy partii, która ma w nazwie "obywatelska"?

Gdyby to powiedział Jarosław Kaczyński w 2006 r., to bym jeszcze zrozumiał, bo przecież wówczas władze czyniły wiele, by obywatele jak najmniej wtrącali się w rządzenie krajem, ale że tak mówi Donald Tusk i sama zainteresowana Hanna Gronkiewicz-Walc, to jest po prostu jawna klęska Platformy Obywatelskiej, to prowadzenie tej formacji na rzeź rytualną, bez znieczulenia.

Drodzy Platformersi. Pojedźcie na wakacje do SZWAJCARII i weźcie lekcję demokracji, nawet za kolejne 5 milionów złotych, które wydajecie na reklamy telewizyjne w sprawie sześciolatków. Na naukę nigdy nie jest za późno.

Drodzy Rodzice! Zbytecznie wnioskowaliście o referendum w sprawie sześciolatków w szkołach podstawowych. Premier już wcześniej powiedział, że nie dopuści do niego. Teraz poznaliśmy metody manipulacji politycznej. Referendum nie będzie, a nawet jak będzie, to też go nie będzie.

środa, 17 lipca 2013

Sejm powołał na kolejną kadencję Rzecznika Praw Dziecka - pedagoga Marka Michalaka



Sejm III RP powołał w dn. 12 lipca br. bezwzględną większością głosów (ZA-254, PRZECIW-137, WSTRZYMAŁO SIĘ - 20) na drugą kadencję pedagoga Marka Michalaka na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka.


Tym samym potwierdzono nie tylko Jego wysokie kwalifikacje, ale i konsekwentną, rzetelną i społecznie wartościową realizację zadań, jakie wynikają z roli Ombudspersons for Children. Polacy mieli możliwość bliższego spotykania się z Rzecznikiem w ubiegłym roku, kiedy to uczestniczył On w kilkudziesięciu konferencjach, sesjach, seminariach a nawet artystycznych przedstawieniach dotyczących życia i dzieła Janusza Korczaka. Taka decyzja cieszy, bo po raz kolejny mogliśmy przekonać się, że właściwa, ponadpartyjna, a jakże głęboko pedagogiczna służba na rzecz poprawiania losów dzieci i młodzieży w naszym kraju, ma nie tylko sens, ale i powinna być modelowa dla całej sfery edukacyjno-oświatowej.

Tak wysoki Urząd nie powinien być realizatorem politycznych interesów jakiejkolwiek partii czy ich koalicji w rządzie, ale stać po stronie tych, dla potrzeb których został powołany. Pan Marek Michalak znakomicie sobie z tym poradził. Więcej czasu i uwagi poświęcił w tej kadencji poprawie regulacji prawnych, bo przecież to od nich zależy realizacja wielu zadań pomocowych najmłodszym, a jakże często pokrzywdzonym przez los. Rzecznik Praw Dziecka jest jednak dla wszystkich dzieci, także tych, które osiągają sukcesy, mają znakomite warunki rodzinne, ale dzięki różnym inicjatywom Biura pozyskują wiedzę na temat swoich praw i mogą już same zabiegać o ich spożytkowanie. Właśnie o to chodzi, by tak sprawować swoją rolę, żeby stawała się ona pośrednio potrzebną i przydatną w życiu także tych, którzy mogą sami kierować własnym losem. Natomiast mamy w Polsce jeszcze ogromną liczbę dzieci (po-)krzywdzonych przez innych - przez rówieśników, starszych, dorosłych w różnych rolach i na różnych stanowiskach.

Wystarczy zajrzeć do raportów czy informacji instytucji rządowych, także Rzecznika Praw Dziecka, by zdać sobie sprawę z tego, jak wiele złego doświadcza część młodego pokolenia, nie znajdując w najbliższym otoczeniu pomocy czy należytego mu wsparcia. Kto zna języki obce, to może poserfować po stronach biur w innych krajach (poza Gracją, bo po kliknięciu na adres strona się nie otwiera, ale być może ma to związek z greckim kryzysem politycznym), by zobaczyć, poczytać o tym, jakże podobnymi problemami zajmują się funkcjonariusze publiczni w państwach demokratycznych. Na pytanie zatem, co należałoby zmienić w pracy Rzecznika Praw Dziecka, odpowiedziałbym tylko jedno: nadal pozwolić Mu realizować konstytucyjne zadania, nie przeszkadzać a wspierać i od czasu do czasu docenić to, co jest (nie tylko wymiernym) efektem działania całego Biura, wszystkich jego pracowników i wolontariuszy.
Jedno tylko zmieniłbym jak najszybciej u Rzecznika Praw Dziecka - a mianowicie stronę internetową, bo jest, niestety, wizerunkowo i wirtualnie fatalna, nader skromna informacyjnie i antymedialna, nieczytelna, mało zachęcająca do zapoznania się z jej treścią. Dzisiaj młode pokolenie potrzebuje kontaktu także via Internet, dostępu do przekonywujących materiałów, także filmowych klipów, ale nie propagandowych, tylko pokazujących rzeczywiste problemy i sposoby ich rozwiązywania. Domyślam się, że pan Marek Michalak nie przywiązywał do internetowego wizerunku Biura i jego działań szczególnej wagi, bo jak na pedagoga przystało, traktuje z większą powagą ludzką służbę innym, ale ... mimo wszystko i dla dobra młodej generacji warto dostroić jakość własnej strony do nowych technologii i metod wizualizacji własnej pracy i jej efektów. Może się bowiem wielu wydać, że jak niewiele jest w internecie, to i małe są moce wpływu na rzeczywistość.

Życzę Rzecznikowi Praw Dziecka, by poszerzał zakres swoich prawnych działań na rzecz wykluczanych, wykluczonych i zagrożonych wykluczeniem dzieci, by sens i radość ich życia były także jego współudziałem.

Z ostatniej chwili:

Stacja TVN24 poinformowała o skandalicznych warunkach, w jakich spędzają wakacje dzieci - podopieczne MOPS-u w Zgonie. Organizatorem kolonii za pieniądze podatników jest prywaciarz, który zamiast pokazać najbardziej potrzebującym dzieciom wartość wakacji na koszt państwa, zorganizował im pobyt z karaluchami, w zgniliźnie, wilgoci, rozpadającym się budynku i bez jakiegokolwiek sprzętu rekreacyjnego. Przede wszystkim organizatorem tej kolonii powinna zainteresować się prokuratura i Rzecznik Praw Dziecka. Niestety, są jeszcze w tym kraju typy, które żerują na dziecięcym losie.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Jak drzewiej spierali się ze sobą profesorowie pedagogiki i socjologii




Takich sporów naukowych w Polsce nie prowadzi się od dawna, od kilkudziesięciu już lat, jak te, które miały miejsce przed II wojną światową. Jak ktoś lubi prawdziwe debaty naukowe, to niech sięgnie do "Przeglądu Socjologicznego" z okresu II Rzeczpospolitej. W jednym z jego tomów, jaki ukazał się w 1938 r. został opublikowany spór między pedagogiem-filozofem wychowania Sergiuszem Hessenem a socjologiem Józefem Chałasińskim.

Dzisiejsze pokolenie studentów pedagogiki chyba już nie czyta dzieł S. Hessena, a czasopism sprzed nawet roku, to chyba w ogóle nie przegląda. Młodzi naukowcy w pedagogice też nie sięgają do pozapedagogicznych periodyków, bo jak coś nie ma w tytule pedagogika, edukacja, wychowanie, kształcenie itp., to znaczy, że nie warto tego czytać. Tymczasem porządny naukowiec, a szczególnie ten, który zajmuje się filozofią wychowania, historiografią myśli pedagogicznej w pierwszej kolejności powinien dokonać przeglądu czasopism z szeroko pojmowanej humanistyki i nauk społecznych, by sprawdzić, czy wcześniej ktoś nie podejmował badań, nie prowadził sporów naukowych, które są istotne dla jego przedmiotu analiz.

W zeszycie 1-2 tomu VI z 1938 r. znajdziemy wspomnianą wymianę uwag na temat książki Józefa Chałasińskiego pt. "Szkoła w społeczeństwie amerykańskim" i jej pedagogicznej recepcji właśnie przez Sergiusza Hessena. Dlaczego do niej doszło? Prawdopodobnie dlatego, że Józef Chałasiński w tomie III, zeszyt 1-2 zamieścił krytyczną ocenę książki Hessena "Podstawy pedagogiki". Jak sugeruje to sam socjolog: "Do tej recenzji, będącej pierwszą w Polsce krytyczną oceną systemu Prof. Hessena, trzeba nawiązać, ażeby znaleźć psychologiczną genezę obecnej jego "mowy tronowej". (s. 267).

Obaj, znakomici zresztą naukowcy, nie zostawili suchej nitki na swoim adwersarzu. Były to czasy, kiedy szanujące się redakcje naukowych czasopism publikowały nie tylko krytyczne teksty o wybranej publikacji, ale zarazem w tym samym numerze zamieszczały odpowiedź autorów na nie. Tak też stało się w powyższym numerze, gdzie już tytuły rozpraw krytycznych zachęcały do ich przeczytania:

Sergiusz Hessen, O niebezpieczeństwie socjologizmu w pedagogice. Refleksje z powodu książki J. Chałasińskiego "Szkołą w społeczeństwie amerykańskim";

Józef Chałasiński, Mowa tronowa Prof. Sergiusza Hessena. Rozprawa sukcesyjna z powodu niebezpieczeństwa grożącego pedagogice.

Hessen zarzucał Chałasińskiemu m.in. to, że:

- pominął obowiązujące historyka badania źródeł a jego stanowisko na temat tego, czym jest grupa społeczna, jest bliskie marksizmowi, którego tez nie przestrzega;

- występują sprzeczności w ocenach i uwagach socjologa, które zostały spowodowane brakiem dokładności w sformułowaniu własnych myśli;

- własna ideologia, jaką posługuje się ów socjolog jako kryterium wartościowania, zostaje zupełnie niejasną dla czytelnika jego dzieła;

- ignoruje rolę szkoły jako nosiciela kultury duchowej narodu, a o samej szkole czytelnik dowiaduje się w sposób dorywczy;

- jego metoda socjologiczna nie prowadzi do owocnych rezultatów, gdyż swój przedmiot badań uważał za coś nieistotnego i nawet nieistniejącego;

- charakterystyka szkoły średniej jest jednostronna, wyłącznie demaskująca różnego rodzaju patologie, a pomija próby naprawy ujemnego stanu rzeczy i odnowienia w szkolnictwie ducha prawdziwej demokracji;

- w ogóle nie pisał o istocie reform Roosevelta oraz nie potrafił dociec istoty autonomii wychowania i szkolnictwa;

- nie podjął w swojej książce prawdziwej pracy badawczej w sensie socjologii wychowawczej, tylko dał w niej interpretację szkolnictwa amerykańskiego w celu udowodnienia swego z góry przyjętego stanowiska socjologizmu.

O tym, że J. Chałasińskiego rozsierdziła krytyka jego dzieła, on sam pisze w swojej odpowiedzi na nią, m.in.:

- "Profesor Hessen mnie zbeształ. Jakże bowiem śmiałem wprowadzać czytelnika w błąd, podając mu jako naukową swoją pracę. (...) można było tego całkowitego niepowodzenia uniknąć. Trzeba się było tylko zwrócić przed tym do Prof. Hessena i poprosić go o wskazówki i o lekturę, a nie czekać na jego recenzję"; (s. 250)

- "Chęć zwymyślania bliźniego jest rzeczą tak ludzką, że jej odkrycie u autora, z którego dzieł bije tchnienie wieczności, budzi szczerą sympatię. Przy czytaniu podniosłych książek Prof. Hessena z pedagogiki filozoficznej, w których Prof. Hessen tak wielką rolę w rozwoju szkolnictwa i ludzkości przypisuje ideałom dobra, piękna i prawdy, czułem się zawsze jak po długim poście, w czasie którego jada się tylko potrawu dozwolone." (s. 251)

- Mam więc nie byle jaką satysfakcję, że mimo woli sprowokowałem Prof. Hessena do takiej reakcji. To tak jakbym Zeusa z Olimpu sprowadził na ziemię. Jest wszakże niemało komizmu, gdy chęć zwymyślania przebija wbrew woli autora z naukowej recenzji. Przypomina mi to opis z "Seksualnego życia dzikich" Malinowskiego, w którym Triobriandczyk wlazł na drzewo i z drzewa obdarzył niecenzuralnym i obelżywym epitetem wodza innego plemienia. Sama myśl wygłoszenia recenzji Prof. Hessena przez półnagiego Triobriandczyka, siedzącego na drzewie, jest czymś komicznym. (s. 252)

- Recenzent książki w naukowy sposób udowadnia, że autor jest durniem, a autor w równie naukowy sposób zbija jego argumenty, aby udowodnić, że durniem nie jest. Oto, jak bardzo kultura skomplikowała życie. (s. 252)

niedziela, 14 lipca 2013

Studia z Teorii Wychowania




Studia z Teorii Wychowania to czasopismo naukowe ukazujące się pod patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk. Wydawcą czasopisma jest Wydawnictwo Naukowe Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Periodyk ukazuje się od 2010 roku. Wersją pierwotną czasopisma jest wersja drukowana.

Studia z Teorii Wychowania są płaszczyzną prezentacji rozpraw, wyników badań naukowych z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, wolną od ortodoksyjnych przekonań, ukazującą szerokie, interdyscyplinarne spectrum problemów kształcenia i wychowania. Ukazujemy interesujące i nowatorskie rozwiązania metodyczne z zakresu pedagogiki i dyscyplin pokrewnych, zamieszczamy bibliografie tematyczne, recenzje i sprawozdania z konferencji naukowych.

Artykuły i studia z badań są publikowane w języku polskim, jednak nie unikamy prezentacji tekstów w językach podstawowych dla pedagogiki i innych nauk, należących do obszaru szeroko rozumianej humanistyki, a zatem publikujemy również teksty w języku angielskim i niemieckim. Każdy artykuł zawiera streszczenie w języku angielskim. W niedalekiej przyszłości planujemy publikację czasopisma także w wersji elektronicznej z wykorzystaniem narzędzi Open Access.

Studia z Teorii Wychowania ukazują się dwa razy w roku: w czerwcu i grudniu. Artykuły z przeznaczeniem do zeszytu czerwcowego redakcja przyjmuje do końca marca, do zeszytu grudniowego do końca września.



Redakcja czasopisma:

prof. zw. dr hab. Bogusław Śliwerski – redaktor naczelny

dr hab. prof. ChAT Bogusław Milerski – zastępca redaktora naczelnego

dr hab. prof. ChAT Renata Nowakowska-Siuta – sekretarz redakcji

dr hab. prof. UZ Mirosław Kowalski – członek redakcji



Adres Redakcji:

Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie
ul. Miodowa 21 c
00-246 Warszawa

E-mail: r.nowakowska@chat.edu.pl


Punktacja i indeksacja

Informujemy naszych Autorów, że za publikację w Studiach z Teorii Wychowania Autor otrzymuje 4 punkty.

Poniżej zamieszczamy link do aktualnej listy czasopism punktowanych, na której odnaleźć można również nasze czasopismo:

Lista czasopism punktowanych
http://www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/21/26/21267/20121221_Czesc_B_ujednoliconego_wykazu_czasopism.pdf

Studia z Teorii Wychowania są indeksowane w bazach:
The Central European Journal of Social Sciences and Humanities (CEJSH) oraz
The Central and Eastern European Online Library (CEEOL)

Wskazówki edytorskie

Redakcja Studiów z Teorii Wychowania zaprasza Autorów zainteresowanych współpracą do nadsyłania własnych rozpraw do jednego z niżej wymienionych stałych działów czasopisma:
– Rozprawy
– Studia z badań
– Metodyka kształcenia
– Praktyka wychowania
– Recenzje
– Sprawozdania z konferencji
– Bibliografie tematyczne


Ukazał się najnowszy numer półrocznika "Studia z Teorii Wychowania", który zawiera w części teoretycznej następujące rozprawy:

Stanisław Chrobak - Urzeczywistniać swoje człowieczeństwo– humanizm integralny ks. prof. Janusza Tarnowskiego

Tadeusz J. Zieliński - Nauka etyki w szkołach publicznych w ujęciu prawnym

Jürgen Rausch i Wilhelm Schwendemann - Action Competence of Teachers through Diversity

W dziale poświęconym wynikom badań empirycznych - STUDIA Z BADAŃ - zostały opublikowane następujące artykuły:

Teresa Zubrzycka-Maciąg - Skuteczność warsztatu antystresowego dla nauczycieli

Wilhelm Schwendemann - Die Berufsbiografie verantwortlich gestalten. Religion und Veraenderugnskompetenz aus religionspaerdagogischer Perspektuve

Dagmara Ratajczak-Parzyńska - Alfabetyzacja wizualna jako wyznacznik kultury wizualnej w rozwoju humanistycznym

W dziale - PRAKTYKA WYCHOWANIA dzielą się swoimi rozprawami i refleksją pedagogiczną:

Paweł Zieliński - Miejsce sofrologii we współczesnej edukacji

Beata Taradejna - Wartości cenione przez nauczycieli a ich znaczenie w pracy pedagogicznej

Arleta Suwalska - The principles of non-formal, free education on the examples of schools described by David Gribbloe in Worlds Apart and Lifelines

Anna Tomkova - Refleksyjne pojmowanie profesjonalnego przygotowania nauczycieli. Inspiracje, doświadczenia, problemy

W stałym dziale - RECENZJE zostały omówione i ocenione takie książki, jak:
Jerzy Semków - Interdyscyplinarnie o interdyscyplinarności. Między ideą a praktyką, red. A. Chmielewski, M. Dudzikowa i A. Grobler,

Małgorzata Kaliszewska - Lech Witkowski, Historie autorytetu wobec kultury i edukacji,

Bogusław Śliwerski - Elżbieta Czykwin, Wstyd

Krystyna Heland - Bogusław Milerski, Hermeneutyka pedagogiczna. Perspektywy pedagogiki religii

W ostatniej części półrocznika są sprawozdania z konferencji oraz bardzo przydatna w pisaniu rozpraw dyplomowych i naukowych bibliografia tematyczna:
Dziecko i dzieciństwo w naukach o wychowaniu.


Zapraszamy do współpracy zainteresowanych publikowaniem na naszych łamach swoich rozpraw. Warunki edytorskie oraz informacja o poprzednich numerach zostały umieszczone na stronie czasopisma.