sobota, 12 stycznia 2019

Reforma nauki ruchami skoczka


Gra w szachy niewątpliwie służy ćwiczeniu myślenia strategicznego. Skoczek jest tą figurą, która pełni szczególną rolę, bowiem jest usytuowany między wieżą a gońcem. Może wykonać ruch, jaki przysługuje tylko jemu, a mianowicie wykonać krok o jedno pole w pionie lub poziomie, a następnie drugi krok na ukos, w kierunku oddalającym go od pola wyjściowego, na którym się znajduje. Konik jest jedyną figurą, która może wykonać tak nietypowy ruch, niejako po literze "L" przeskakując nad innymi pionkami czy figurami.

Pisałem o zaniechaniach ministra nauki i szkolnictwa wyższego w sprawie wydania rozporządzeń, które są kluczowe w ocenie parametrycznej dyscyplin naukowych, ale także w awansie akademickim czy ubieganiu się nauczycieli szkół wyższych o członkostwo w gremiach centralnych. Wprawdzie prof. Marek Kwiek z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu udowodnił swoimi badaniami, że w naszych uniwersytetach tylko 10 proc. naukowców tworzy produkt znaczący dla nauki i rywalizacji międzynarodowej, to jednak, czy się to komuś podoba czy też nie, jesteśmy oceniani przez swoich zwierzchników w odmiennych zakresach i dla różnych potrzeb.

Oto mgr Piotr Müller, który był wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego w randze podsekretarza stanu w MNiSW, a objął w grudniu mandat poselski, ponownie został powołany do kadr tego resortu, tym, razem w randze sekretarza stanu.

Nie wiem, czy nadal jest wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego. Już b. premier Ewa Kopacz udowodniła, że jak chce się koleżance-posłance dać dodatkową pensję, a rzecz dotyczyła poseł Urszuli Augusty, to zamiast mianować ją wiceministrem edukacji narodowej, powołała ją na stanowisko pełnomocnika premier w MEN do spraw... edukacji dla bezpieczeństwa, by mogła pobierać dwie pensje - pełnomocniczki i posłanki. Czy podobnie jest tutaj?

Druga sprawa, to opublikowany komunikat MNiSW w sprawie zmiany terminu ogłoszenia wyników konkursu w ramach programu „Wsparcie dla czasopism naukowych”. To jest kolejny dowód na to, że ministerstwo ogłasza konkurs, po czym najpierw przedłuża termin składania wniosków, by zapewne kolesie załatwili swoje sprawy, a kiedy już wpłynęły wnioski , dokonuje kolejnego przesunięcia terminu jego rozstrzygnięcia.

Otóż minister J. Gowin mocno rozmija się z etyką postępowania swoich pracowników. Skoro warunkiem przystąpienia do konkursu było przedłożenie dokumentu o zarejestrowaniu czasopisma w KRS, a tego fundamentalnego warunku prawnego - jak teraz się okazuje - nie spełniały niektóre redakcje,a mimo to złożyły wniosek, to mamy kolejny przykład łamania prawa pod wybrańców. Jestem tym oburzony, bowiem należało we wrzeniu 2018 r. ogłosić, że ten warunek nie obowiązuje!

Cytuję:

"Przesunięcie o miesiąc terminu ogłoszenia wyników konkursu jest związane ze zmianami wprowadzonymi do rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 20 września 2018 r. w sprawie pomocy de minimis w ramach programu „Wsparcie dla czasopism naukowych” (Dz. U. poz. 1832 i 2198). Zmiany te zostały wprowadzone po stwierdzeniu, na podstawie analizy wniosków złożonych w konkursie, że znaczna liczba wnioskodawców nie jest w stanie uzupełnić dokumentacji o kopię aktualnego wypisu z rejestru dzienników i czasopism, o którym mowa w art. 20 ust. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe, w określonym w tym rozporządzeniu terminie 7 dni. W większości przypadków wynikało to z wydłużonych procedur sądowych, na które wnioskodawcy nie mieli wpływu. W związku z powyższym, z uwagi na słuszny interes wnioskodawców, znowelizowano obowiązujące przepisy, wprowadzając możliwość ustalenia przez Ministra dłuższego terminu na uzupełnienie braków formalnych wniosku, a w przypadku wnioskodawców, których wnioski pozostawiono bez rozpoznania z powodu nieuzupełnienia ww. braku w terminie 7 dni - wprowadzono możliwość powtórnego złożenia wniosku w terminie 7 dni od dnia wejścia w życie rozporządzenia, tj. do 30 listopada 2018 r."

Wielu uczciwych redaktorów naukowych periodyków nie złożyło wniosku o dofinansowanie właśnie z powodu braku rejestracji w KRS, gdyż ta nie była im do tego czasu w ogóle potrzebna. Z tego też powodu znając warunek posiadania takiej rejestracji mieli świadomość, że nie spełnią go, bo proces rejestracji w KRS trwa dłużej niż termin możliwego złożenia wniosku na konkurs. Cwaniacy (rzecz dotyczy tych, których pisma także nie posiadały rejestracji w KRS) jednak nie mieli skrupułów, bo dowiedzieli się, że można nie przestrzegać prawnych ograniczeń i złożyć wniosek bez tej rejestracji.

Niestety, po raz kolejny okazuje się, że PRAWO I REGUŁY KONKURSÓW NIE DOTYCZĄ WSZYSTKICH!!! Uczciwi zawsze mają pod wiatr i tracą.

piątek, 11 stycznia 2019

Poważne zaniechanie ministra nauki i szkolnictwa wyższego


Nowy rok rozpoczął się niepewnie i z większą ilością niewiadomych, aniżeli prognozowano w 2018 r.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego jako wicepremier chyba bardziej zajmuje się gospodarką i troszczy o sferę kapitału ekonomicznego, aniżeli o kapitał kulturowy, w tym naukowy. Do końca 2018 r. miało ukazać się rozporządzenie ministra w sprawie sporządzania wykazów wydawnictw monografii naukowych oraz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych.

Podsekretarz Stanu mgr Piotr Műller rozpoczął w tym celu konsultacje w sierpniu 2018 r. i... zajął się swoją karierą polityczną. Częściej udzielał wywiadów prasowych i biegał od jednej stacji telewizyjnej do drugiej, aniżeli zajmował się tym, czym powinien. Pan magister wraz ministrem doktorem nie byli w stanie przygotować aktu wykonawczego do ustawy, która rzutuje na prace naukowe i system karier akademickich w szkolnictwie wyższym. Jak widać, panowie tym się nie przejęli, albo zadanie przerosło ich intencje.

Jak samemu się nie publikuje, to nie wie się, z czym wiąże się ów proces. Natomiast skutki tego zaniechania prowadzą do chaosu i niszczenia motywacji kadr akademickich.

Od 1 stycznia 2019 r. powinny być nie tylko znane, ale i uruchamiane do współpracy z uczelniami wydawnictwa naukowe, także redakcje czasopism naukowych, a nie są. Pomijam już tę kwestię, że to nie od jakości publikacji, ale od miejsca ich wydania będzie zależał los dyscyplin naukowych, a tym samym ich kadr.

Oto jakie uzasadnienie towarzyszyło ogłoszeniu przez ministra powyższych zmian, które miały nastąpić, a nie do nich nie doszło:

"(...)autorstwo publikacji naukowych wydanych przez wydawcę ujętego w wykazie wydawnictw i w czasopismach lub recenzowanych materiałach z konferencji międzynarodowych ujętych w wykazie czasopism naukowych, jest jednym z warunków uzyskania stopnia doktora i doktora habilitowanego oraz członkostwa w Radzie Doskonałości Naukowej</b>."

Czy ktoś poniesie odpowiedzialność za to, że nadal naukowcy nie znają warunków, które mają decydować już w tym roku o uzyskaniu przez nich stopni naukowych??? Rozumiem, że minister nauki już nie musi się o to martwić, bo nie pracuje na uczelni, a były wiceminister jest już posłem, opuściwszy resort. Co to jednak obchodzi młodych naukowców???

Wkrótce będą wybory do Rady Doskonałości Naukowej, a jednym z warunków członkostwa jest tu zacytowany wskaźnik publikacji w odpowiednich wydawnictwach czy redakcjach. Kolejna fikcja, pozoranctwo czy brak odpowiedzialności wobec państwa, nauki i obywateli nauki?

Jak mam prowadzić politykę kadrową w jednostce uniwersyteckiej, skoro nie dysponuję fundamentalnymi w sensie prawnym rozstrzygnięciami, tylko ustawicznie jestem karmiony wywiadami ministra troszczącego się o własną karierę polityczną, co jest zresztą zrozumiałe i typowe nie tylko dla tej formacji rządzącej.

Nie po raz pierwszy w dziejach III RP rządzący tworzą ustawy i akty wykonawcze, które są przejawem zdrady nauki i akademickich środowisk. Nie ma tu żadnej ciągłości, doskonalenia, tylko SKOKI polityków na im dostępne zasoby, by pomnażać je dla własnych interesów politycznych, zapewnić sobie przyszłość w strukturach takiej czy innej władzy.

czwartek, 10 stycznia 2019

Poważny błąd głosowań komisji habilitacyjnych i doktorskich








Już jakiś czas temu pisałem o tym, że komisje doktorskie uzurpują sobie nieprzynależne im prawo do podejmowania uchwał po przeprowadzonej obronie rozprawy doktorskiej na podstawie błędnej interpretacji wyników głosowania. Odpowiedzialność za takie decyzje obciąża przewodniczących, ale ofiarami ich mylnej interpretacji wyników głosowań są doktoranci, którzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że obronili pracę doktorską, mimo ogłoszenia przez przewodniczącego Komisji Doktorskiej negatywnej konkluzji.

Co gorsza, sytuacja ta pojawiła się w komisjach habilitacyjnych. Przewodniczącymi komisji są profesorowie, którzy - wyłączając profesorów nauk prawnych i administracji - nie muszą znać właściwej interpretacji, skoro ta nie jest in extenso opublikowana w odpowiednim rozporządzeniu.

W związku z tym, że sprawa błędnych interpretacji wyniku głosowania po raz kolejny pojawiła się w odwołaniach do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych od uchwał rady wydziałów czy instytutów naukowych, nie mogę milczeć, przechodzić obok tego obojętnie i nie upowszechnić tak istotnej kwestii.

Na czym polega problem?

Otóż komisje doktorskie czy komisje habilitacyjne mogą ustalać wynik głosowania w sprawie o przyjęcie obrony pracy doktorskiej, w sprawie o skierowanie wniosku do rady jednostki o nadanie stopnia naukowego doktora, czy - jak w przypadku komisji habilitacyjnych - wniosek do rady jednostki o nadanie stopnia doktora habilitowanego bądź o odmowę nadania tego stopnia - tylko i wyłącznie na podstawie zwykłej większości głosów.

Innymi słowy, nie wolno wliczać do wyniku głosowania oddanych przez członków komisji głosów wstrzymujących się jako głosy negatywne.

Liczymy tylko i wyłącznie stosunek głosów ZA do głosów PRZECIW. O wyniku głosowania rozstrzyga większość głosów: albo ZA, albo PRZECIW.

W zależności od tego rozstrzygnięcia komisja rekomenduje radzie jednostki naukowej, która ma stosowne uprawnienie do nadawania stopni naukowych, o nadanie lub odmowę nadania stopnia naukowego.

NIE LICZY SIĘ GŁOSÓW "WSTRZYMUJĄCYCH SIĘ" JAKO GŁOSY PRZECIWNE (NEGATYWNE). Nie wolno dodawać ich do głosów na - NIE.

Dopiero jednostka dysponująca uprawnieniem do nadawania stopnia naukowego doktora czy doktora habilitowanego jest zobowiązana do uwzględnienia głosów wstrzymujących się jako ważących negatywnie wraz z głosami PRZECIW lub pozytywnie, kiedy liczba oddanych głosów ZA jest większa od liczby głosów PRZECIW+WSTRZYMUJĘ SIĘ.

Piszę o tym dlatego, że dziekan jednej z rad jednostek uniwersyteckich przeprowadził głosowanie o odmowie nadania stopnia doktora osobie, której obronę de facto komisja doktorska powinna przyjąć, skoro wynik głosowania - zgodnie z zasadą bezwzględnej większości głosów - był pozytywny. Tymczasem przewodniczący komisji doktorskiej doliczył głosy wstrzymujące się jako negatywne. Co gorsza, poinformowano doktoranta, że obrona pracy doktorskiej nie została przyjęta i taki wniosek będzie rozpatrywany przez radę wydziału.

Co zrobiła rada wydziału? Oczywiście głosowała za odmową przyjęcia obrony pracy doktorskiej, a tym samym za odmową nadania stopnia naukowego doktora osobie, która w świetle prawa - nie wspominając już o dwóch pozytywnych recenzjach - obroniła swoją pracę!

Podstawa prawna (Dz.U. 2003 Nr 65 poz. 595):

Art. 20. 1. Uchwały, o których mowa w art. 14 ust. 2 i art. 18a ust. 11, są podejmowane w głosowaniu tajnym i zapadają bezwzględną większością oddanych głosów przy obecności co najmniej połowy ogólnej liczby osób uprawnionych do głosowania.

środa, 9 stycznia 2019

Projekty rozporządzeń MEN nie są czymś nowym, a jednak niektóre budzą niepokój



Na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawiło się z końcem grudnia 2018 r. aż 11 dokumentów, będących projektami wszystkich przekazanych do opiniowania rozporządzeń ministry edukacji narodowej. Komitet Nauk Pedagogicznych jest społecznym konsultantem tych projektów.

Są to następujące dokumenty:

1. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie kształcenia ustawicznego w formach pozaszkolnych

2. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych

3. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie zawodów szkolnictwa branżowego

4. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych

5. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie zasad organizacji i udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach

6. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie szczegółowej organizacji publicznych szkół i publicznych przedszkoli

7. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego

8. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych szkołach i placówkach

9. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie typów szkół i placówek, w których nie tworzy się samorządu uczniowskiego

10. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie rodzajów szkół i placówek, w których nie tworzy się rad rodziców

11. Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniające rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego
*****************************************

Są tu projekty rozporządzeń, które uszczegóławiają rozwiązania wewnątrzszkolne na zasadzie naczyń połączonych. Jak ruszy się ścianę nośną, to wali się dom. W styczniu pojawił się projekt kolejnego rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej, tym razem zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli. Czytać? Nie czytać? Opiniować warto.

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN uwzględniając krytykę w debacie publicznej zapisu § 4 w/w rozporządzenia, które podtrzymuje możliwość organizacji procesu kształcenia w szkole publicznej przez sześć dni w tygodniu, wnosi o usunięcie takiego rozwiązania.

Obywatele, a szczególnie rodzice których dzieci realizują powszechny obowiązek szkolny, nie rozumieją, dlaczego dyrektor szkoły może realizować kształcenie ich dzieci przez 6 dni w tygodniu.

Taki zapis pojawił się już w 2017 r. , na co wówczas nikt nie zwracał uwagi, bowiem nie kojarzono jego przesłanek z próbą rozwiązania przyszłorocznego problemu dwóch roczników absolwenckich – szkół podstawowych i gimnazjów poszukujących miejsca w szkołach ponadpodstawowych.

W dotychczas obowiązującym od dnia 1 września 2017 rozporządzeniu MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 11 sierpnia 2017 r. w sprawie organizacji roku szkolnego (Dz. U. poz. 1603) , który został ogłoszony 28 sierpnia 2017 r. już rok temu, wprowadzono taką możliwość:

§ 4. 1. W zależności od warunków pracy szkoły zajęcia dydaktyczno-wychowawcze mogą być realizowane przez pięć lub sześć dni w tygodniu, z uwzględnieniem ust. 2 i 3.

2. Szkoły podstawowe, w których współczynnik zmianowości, oznaczający stosunek liczby oddziałów do liczby pomieszczeń, w których odbywają się zajęcia dydaktyczno-wychowawcze, wynosi co najmniej 2, mogą prowadzić zajęcia przez pięć lub sześć dni w tygodniu przez cały rok szkolny albo stosować - w zależności od pory roku - przemienny system organizacji tygodnia pracy. Decyzje w tych sprawach podejmują dyrektorzy szkół po zasięgnięciu opinii rady szkoły i rady pedagogicznej.

3. Dyrektorzy szkół niewymienionych w ust. 2 decydują o organizacji tygodnia pracy we własnym zakresie, po zasięgnięciu opinii rady szkoły i rady pedagogicznej, natomiast w szkołach prowadzących kształcenie zawodowe, organizujących praktyczną naukę zawodu na podstawie umowy z innymi podmiotami - także w porozumieniu z tymi podmiotami. Dyrektorzy szkół powiadamiają, przed rozpoczęciem ferii letnich, organ prowadzący szkołę, uczniów i ich rodziców o organizacji tygodnia pracy.


Od tego czasu nic się nie zmieniło. Minister edukacji podtrzymuje ten zapis, który przy obecnym stanie świadomości społecznej i prawnej może mieć zupełnie inne konsekwencje w przyszłym roku szkolnym. Jak wskazuje w obecnej nowelizacji minister Anna Zalewska ma ono ponoć służyć prawidłowej realizacji „(…) celów i zadań szkół i przedszkoli, w tym m.in. organizacji tygodnia pracy szkoły, z uwzględnieniem kształcenia w formie dziennej, stacjonarnej lub zaocznej, w tym przypadki, w których kształcenie w formie dziennej może odbywać się przez 6 dni w tygodniu."

Uważamy, że świadomi zagrożeń rodzice mają słuszne prawo do wyrażania sprzeciwu wobec takiej możliwości organizacji zajęć w roku szkolnym. W ten sposób nie należy przerzucać odpowiedzialności na samorządy, a de facto na dyrektorów szkół ponadpodstawowych za rozwiązanie problemu podwójnych roczników absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów.

Samorządy nie zostały wyposażone przez MEN w odpowiednie środki, by wybudować szkoły ponadpodstawowe, zatrudnić w nich konieczne kadry wykwalifikowanych nauczycieli, żeby możliwe było zaspokojenie potrzeb i aspiracji edukacyjnych do wykształcenia średniego tegorocznego pokolenia 15-latków.

W uzasadnieniu projektu nowelizacji rozporządzenia jest mowa o tym, że: „Jednocześnie należy wskazać, że nie ma możliwości podjęcia alternatywnych w stosunku do projektowanego rozporządzenia środków umożliwiających osiągnięcie zamierzonego celu.

Tym samym opinia Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN w/w projektu rozporządzenia MEN z dn. 19 grudnia 2018 r. w powyższej kwestii jest w tym zakresie NEGATYWNA.

wtorek, 8 stycznia 2019

Pedagog - prof. UAM Jacek Pyżalski - nagrodzony przez NASK



Nadzorowany przez Ministerstwo Cyfryzacji państwowy instytut badawczy - NASK nagrodził w dn. 14 grudnia 2018 r. pedagoga, profesora Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - dr. hab. Jacka Pyżalskiego niezwykle prestiżowym wyróżnieniem.

Nagroda im. Prof. Tomasza Hofmokla przyznawana jest w trzech kategoriach, a mianowicie w kategorii:

- „Innowacje” - otrzymał ją prof. zw. dr hab. Jacek Koronacki - dyrektor Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk. Specjalizuje się w informatyce stosowanej. Jego zainteresowania dotyczą uczenia maszynowego, zwłaszcza statystycznych systemów uczących się (statystyczna analiza danych wielowymiarowych i statystyczne aspekty wydobywania wiedzy z baz danych –eksploracja danych, data mining); statystycznego sterowania jakością. Jest przy tym inżynierem - humanistą. Publikuje bowiem swoje eseje na łamach "Teologi Politycznej" m.in. o transhumanizmie czy nawet o polityce zagranicznej USA. Kierował Zespołem Wnioskowania Statystycznego a dziesięć lat temu Zakładem Sztucznej Inteligencji.

- „Społeczeństwo Informacyjne”
– otrzymał ją pedagog, dr hab. Jacek Pyżalski, prof. UAM, autor kilkudziesięciu publikacji na temat cyberprzemocy. Od pierwszej dekady XXI w. J. Pyżalski reprezentował Polskę w światowej sieci naukowców realizujących projekty badawcze poświęcone cyberbullyingowi. Poznański pedagog jest specjalistą w zakresie resocjalizacji, nauczycielem nauczycieli, edukatorem pedagogów, wychowawców, terapeutów, pracowników służb resocjalizacyjnych. Należy do wybitnych specjalistów w zakresie interdyscyplinarnych badań naukowych nad agresją elektroniczną. Prowadzi badania nad rolą nowych mediów w procesie socjalizacji dzieci i młodzieży, komunikacji podmiotów edukacyjnych w szkołach i w pozaszkolnych środowiskach socjalizacyjnych, obciążeń zdrowotnych i psychicznych pracowników służb społecznych i pedagogicznych oraz cyberprzemocy wśród młodzieży. Jest autorem nagradzanych monografii naukowych w kraju i licznych rozpraw wydawanych poza naszymi granicami.

- „Cyberbezpieczeństwo” – otrzymał ją dr hab. Krzysztof Szczypiorski, profesor Politechniki Warszawskiej, polski teleinformatyk i specjalista w dziedzinie zabezpieczeń teleinformatycznych, kierownik i współtwórca Zakładu Cyberbezpieczeństwa w Instytucie Telekomunikacji WEiTI.

"Jego zainteresowania naukowe obejmują: teorię obserwacji zmiany, bezpieczeństwo sieciowe, informatykę śledczą, biały wywiad oraz sieci bezprzewodowe. Jest autor lub współautor ponad 150 artykułów, dwóch patentów (w tym jednego przyznanego) oraz ponad 60 referatów zaproszonych w następujących krajach: Chiny, Japonia, Luksemburg, Polska, Rosja i USA. Od ponad 20 lat pracuje jako niezależny konsultant w dziedzinie bezpieczeństwa sieciowego, telekomunikacji i informatyki, m.in. dla: Cisco, Hewlett-Packard, Kancelarii Sejmu RP, Ministerstwa Finansów, Oracle, Orange, Polkomtel, Polskiej Grupy Energetycznej, PwC, T-Mobile. Członek rady (2012-) Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń (https://www.cybsecurity.org). Senior Member w następujących organizacjach: IEEE (Institute of Electrical and Electronics Engineers) oraz ASR (American Society for Research). W ostatnich latach odkrył nową metodę ukrywania informacji w muzyce tanecznej."

Niniejsza uroczystość miała miejsce w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie w ramach jubileuszowej gali z okazji 25-lecia Instytutu NASK. Takie sukcesy pedagogów cieszą, bo są przeciwieństwem pseudonaukowców z dyplomami. Profesor UAM Jacek Pyżalski należy do I Ligii badaczy o międzynarodowym uznaniu.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Współ-sprawcy ludzkiej śmierci



Tragedia w Koszalinie, gdzie w Escape Room'ie straciło życie pięć nastoletnich dziewczynek, będzie mieć niewątpliwie swoje dalekosiężne następstwa. Jako pedagog nie mogę przejść obok tego wydarzenia obojętnie, chociaż mam świadomość, że codziennie giną na polskich drogach lub w wyniku przestępstw dzieci, dorośli czy osoby starsze. Grupowa tragedia ma jednak szczególny wymiar, nie tylko ze względu na okoliczności, w których do niej doszło.

W tak szczególnym dramacie ludzkim odsłaniane są przejawy codziennych spraw, na które nie zwracamy uwagi. Nastolatki chciały sprawić sobie przyjemność i wspólnie cieszyć się urodzinami jednej z nich. Tak oto dzień urodzin stał się zarazem dla nich wszystkich ostatnim dniem ich życia. Nie z ich winy.

Od wielu lat powstają właśnie dla dzieci i młodzieży różne instytucje, placówki, miejsca zabaw, w których mogą aktywnie i radośnie spędzać swój czas wolny, cieszyć się życiem, doświadczyć przygód, doznać nowych wrażeń, sprawdzić swoje umiejętności, być ze sobą i cieszyć się sobą w różnych okolicznościach. Rynek reaguje na tego typu potrzeby, które Jan Szczepański określał mianem "potrzeb otoczkowych", na oczekiwania, pragnienia różnych grup, by zarazem jego organizatorzy mogli na tym zarabiać, czerpać z tego tytułu dochody.

W tym miejscu właśnie zaczyna się próg nieodpowiedzialności, pazerności, zachłanności kosztem nieprzewidywalnych strat na zdrowiu czy życiu ludzkim tak zwanych "klientów". Ileż to już było tragicznych wypadków na placach zabaw, szkolnych boiskach, w ZOO, w wesołych miasteczkach, na torach kartingowych, a nawet w halach targowych czy kręgielniach, a teraz w Escape Roomi'ie, gdzie czekają na miłośników dobrej adrenaliny czy szaleństwa specjalne miejsca, które mają sprzyjać realizacji różnych pragnień.

Kilkadziesiąt lat temu profesor Tadeusz Kotarbiński napisał trakt o dobrej robocie, a przecież tworzył go w czasach, które nie miały wiele wspólnego z wolnym rynkiem, z gospodarką i usługami wolnokonkurencyjnymi. Zawsze, w każdej sytuacji sprawcą utraty zdrowia czy życia staje się człowiek, współtwórca lub kreator zaniechań, oszczędności, cwaniactwa, lekkomyślności, pozbawiony wyobraźni, niewykształcony, pozbawiony wyobraźni.

W pedagogice kategorię sprawstwa i współsprawstwa usytuował jako fundamentalną w procesie wychowania profesor Kazimierz Sośnicki. Wielokrotnie przywołuję ją w swoich analizach istoty wychowania i kształcenia. Psycholodzy zajęli się nią dopiero niedawno. Zawsze jednak lepiej późno, niż wcale. Nie wolno pomijać w edukacji animatorów wolnoczasowych uciech ani filozofii odpowiedzialności, prakseologii, prawa oraz psychologicznych przesłanek sprawstwa.

Edukacja zorientowana na potrzeby rynku, na wąsko pojmowane kwalifikacje pragmatyczne, instrumentalne, na zaspokajanie potrzeb klientów, na materialne zyski staje się edukacją zdehumanizowaną, pozbawiającą młodych ludzi wchodzących na rynek pracy współczynnika humanistycznego. Ten bowiem jest nieopłacalny, bo rzekomo nic nie daje polskiej gospodarce i usługodawcom. W rzeczywistości zaś prowadzi właśnie do takich tragedii.

Może wreszcie zamilkną eksperci, profesorowie ekonomii, polityki czy socjologii, politycy i urzędnicy z obu edukacyjnych ministerstw, którzy od lat forsowali tezę, że to rynek ma warunkować treści kształcenia! Czy rzeczywiście edukacja ma służyć tylko i wyłącznie warunkom gospodarki i usług, za którymi kryją się gigantyczne dochody częściowo zdehumanizowanych oligarchów, przedsiębiorców, usługodawców? Czy nadal mamy zabawiać się na śmierć tylko dlatego, że ktoś lekceważy humanum?

To, co wydarzyło się w Koszalinie jest wielką traumą dla rodziców, rodzin, bliskich, przyjaciół i codziennego środowiska życia młodych ofiar czyjejś złej roboty. W poniedziałek ich wspólnota szkolna boleśnie doświadczy straty koleżanek. Będą musieli nauczyć się z nią żyć, by czynić świat lepszym i niepowtarzalnym w tak okrutnym wymiarze.

niedziela, 6 stycznia 2019

Solidarnościowe manipulacje "oligarchii" związkowej


Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania Solidarności opublikowała 2 stycznia 2019 r. Komunikat następującej treści:


Walczymy o godne płace

Bez godnych płac nie ma mowy o podnoszeniu rangi zawodu nauczyciela. Dlatego „Solidarność” walczy o godne wynagrodzenia dla wszystkich pracowników oświaty. Postulaty
płacowe są dla nas najważniejsze. O kwestiach finansowych nie może jednak samodzielnie decydować minister edukacji. Dlatego KSOiW NSZZ „S” próbuje rozpocząć negocjacje na ten temat z premierem Mateuszem Morawieckim.

KSOiW NSZZ „Solidarność” realizuje harmonogram swoich działań. Przypominamy, że 15 stycznia w Warszawie odbędzie się spotkanie Rady Krajowej Sekcji z przewodniczącym Komisji Krajowej Piotrem Dudą. Prawdopodobnie na tym spotkaniu zostaną podjęte kluczowe decyzje wytyczające kierunek działań KSOiW. W ramach naszej akcji informacyjnej planujemy także przekazać paski z wynagrodzeń nauczycieli premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Prosimy sekcje regionalne o ich doręczenie na spotkanie w Warszawie 15 stycznia.

Informujemy również, że nie planujemy wspólnego protestu z ZNP. Trudno wierzyć w dobre intencje organizacji, która straszy sadem KSOiW NSZZ „Solidarność”. Mamy własne pomysły dotyczące stylu prowadzonych negocjacji. Jeśli podejmiemy ostrą formę protestu, będzie on spójny z działaniami Komisji Krajowej, która jest reprezentantem wszystkich członków „Solidarności”. Taką obraliśmy linię postępowania. Mamy plan i go realizujemy.

Prosimy wszystkich członków „Solidarności” pracowników oświaty o cierpliwość i nieuleganie wpływom czy presji innych środowisk.
Olga Zielińska Rzecznik prasowy KSOiW NSZZ „Solidarność”


Otóż władze nauczycielskiej "Solidarności" nie walczą o lepsze płace nauczycieli, tylko o to, by to temu związkowi zawodowemu środowisko zawdzięczało rzekomy postęp w negocjacjach z rządem. To wykluczenie i dzielenie związkowców na lepszych i gorszych, na tych, którzy są godni negocjowania z władzą i tych, którzy są tego niegodni, wyraźnie wskazuje na to, że związkowe elity walczą o własne przywileje, a nie o nauczycieli. To dla nich trampolina do innych awansów i korzyści.

Nauczyciele chcieliby wiedzieć, co oznaczają dla Solidarności i dla ZNP 'GODNE PŁACE"??? Ile powinien zarabiać polski nauczyciel, żeby wreszcie, po kilkudziesięciu latach proletaryzacji tej profesji, ustawicznego manipulowania całym środowiskiem przez de facto oligarchię obu związków zawodowych wreszcie honorowano ich wykształcenie, doskonalenie zawodowe i pracę?

Drodzy związkowcy, polityczni cwaniacy z wysokimi, a zatem godnymi płacami, czy nie uważacie, że najniższa płaca nauczyciela rozpoczynającego pracę w szkole nie powinna być równa średniej krajowej płacy? Kiedy skończycie z oszukiwaniem całego środowiska? Co jeszcze załatwiacie sobie? Kolejne etaty, miejsca na listach wyborczych dla swoich działaczy?


Skończcie z pozorowaniem troski o nauczycieli!!! Wasza symbolika jest już dzisiaj oznaką zdrady, a nie walki o godność nauczycielskiej profesji!

Nie po raz pierwszy został przez związkowców zniszczony ruch protestu tylko po to, by "swoim podwładnym" wykazać, czyje było na wierzchu, kto był bliżej premiera lub ministra. No to zobaczymy, poczekajmy, na ile ceni się pracę nauczycieli?! Obyście nie przeżyli kolejnego rozczarowania, kolejnych argumentów s tylu - "tylko na tyle stać budżet państwa"!

Niestety, ale dopóki środowisko nauczycielskie nie wyzwoli się z pęt manipulacji związkowców żyjących z ustawicznego dzielenia środowiska, dopóki nie stworzy samorządu i niezależnie od wszelkiej władzy nie będzie walczyć o swoje, to zawsze będzie uzależnione od socjotechnicznych manipulacji ZNP i Solidarności.