sobota, 29 grudnia 2012

Pedagogika ogólna


Od roku akademickiego 2012/2013 wszystkie jednostki kształcące na kierunku pedagogika realizują nowy model edukacji wyższej, którego wzorzec określają Krajowe Ramy Kwalifikacji. Zarówno w standardach kształcenia pedagogicznego dla studiów I i II stopnia, jak i standardach przygotowującego do wykonywania zawodu nauczycielskiego znajdują się moduły treści dotyczące podstawowego pojęcia pedagogiki jakim jest wychowanie. Jak słusznie wskazuje się w uzasadnieniu wzorcowych efektów kształcenia: pedagogika jako nauka o wychowaniu i kształceniu łączy dwie perspektywy humanistyczną, koncentrującą się na istocie wychowania, nauczania i uczenia się oraz społeczną dotyczącą środowisk wychowawczych, systemów instytucji oświatowych i opiekuńczych, ich funkcji i znaczenia w rozwoju człowieka.

Aspekty historyczne teorii i praktyki wychowania oraz procesu kształcenia zostały ujęte w dwóch pierwszych podręcznikach naszej serii, których autorem jest Czesław Kupisiewicz. Ja zaś przygotowałem tom, który wprowadza czytelnika w zakres elementarnej wiedzy używanej w pedagogice i szeroko pojmowanych naukach o wychowaniu o jej podstawowych prawidłowościach oraz zastosowaniu także w obrębie dyscyplin pokrewnych. Zgodnie z postulowanymi wskaźnikami efektów kształcenia wprowadzam czytelników w zakres wiedzy na temat wychowania, jego filozoficznych, społeczno-kulturowych i teoretycznych podstaw, jego specyfice i relacjach z innymi fenomenami, jak cele i wartości w wychowaniu, konstytuujące je normy oraz granice i zaprzeczenia jego istoty (pseudowychowanie).

Określenie przedmiotu badań pedagogiki zmieniało się z biegiem jej rozwoju jako jednej z dyscyplin nauk humanistycznych, budząc oczekiwania różnych podmiotów – od władzy, poprzez społeczeństwo, po profesjonalistów i naturalnych wychowawców, jakimi są rodzice dzieci i młodzieży. Przed pedagogami pojawia się konieczność dokonania głębokiego namysłu nad tym, w jakim kierunku powinny zmierzać zmiany edukacyjne, by dorobek cywilizacyjny i kulturowy polskiego społeczeństwa, jakże silnie częściowo degradowany w okresie istnienia PRL – państwa o ograniczonej suwerenności – sprzyjał kreowaniu tożsamości i samostanowienia wszystkich obywateli, w tym szczególnie młodego pokolenia.

Z książkami naukowymi z pedagogiki jest trochę tak jak z poezją. Jak stwierdza Piotr Śliwiński – poeta pisze od lat ten sam wiersz, coraz bardziej ten sam, o samotności człowieka uwięzionego w cudzym spojrzeniu. (Umęczony w uniesieniu, Tygodnik Powszechny, 4 stycznia 2010, s. 46.) Zapewne i ta monografia pisana była przeze mnie od lat jako ten sam utwór pedagogiczny, coraz bardziej ten sam, tyle tylko, że o kształceniu lub wychowaniu człowieka wzbogaconego relacjami ze mną i tymi, którzy uczynili je przedmiotem swojego namysłu.

Może warto postawić pytanie, czy poza terminem „wychowanie” istnieje potrzeba wyłaniania jeszcze innych pojęć, które miałyby być podstawowe dla tej dyscypliny wiedzy pedagogicznej, skoro tak kluczowy dla niej fenomen stanowi swoistą aporię. Niemalże każdy badacz wychowania wskazuje na trudności nadanego tej kategorii znaczenia. Już samo pojmowanie sensu wychowania, teoretyczny spór o jego status i znaczenie wyznaczają w pedagogice jeden z ważniejszych obszarów sporów, kontrowersji i dyskusji, przenikając zarazem do praktyki, która musi poradzić sobie ze sposobami wychowywania innych niezależnie od ich rozstrzygnięć. Punkt scalający ten wielogłos stanowi pytanie o koncepcje wychowania, o to, czym ono jest lub czym być powinno. W zależności od tego, czy jest to teoria wychowania, której przesłanki mają swoje zakorzenienie w jednym ze współczesnych prądów lub kierunków myśli: filozoficznej, psychologicznej, socjologicznej, politycznej czy pedagogicznej, wyłania się z nich podstawowe kategorie pojęciowe, tak aby były do nich adekwatne.

Nadal – jak się wydaje – aktualne jest pytanie, czy dysponujemy już takim stanem wiedzy o wychowaniu, który dałby się z jednej strony różnicować ze względu na odmienność swoich źródłowych uzasadnień, z drugiej zaś pozwalał na dostrzeżenie wspólnego pola znaczeń dla zrozumienia istoty najważniejszych w nich pojęć? Terminu tego jako pojęcia idealizacyjnego używamy ze świadomością tego, że nie jest ono przedmiotem/faktem rzeczywistym, tylko jego abstrakcyjnym odpowiednikiem. Można prowadzić badania dotyczące tego, jak definiowany jest ów termin, ale nie po to, aby znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie wielokrotnie ponawiane przeze pedagogów – czym jest wychowanie, jakie treści ten termin zawiera, co rzeczywiście on oznacza – gdyż nie jest moim celem homogenizacja setek definicji, z których jedne przeczą drugim albo kładą nacisk na coś zupełnie innego. Ogląd stanu wiedzy w tym zakresie może co najwyżej służyć temu, by powstawały teorie wychowania izomorficzne do nadawanego temu pojęciu znaczenia lub dającym się wyłonić jego zbiorom (grupom).

Powracam w tej pracy do wcześniej już publikowanych rozpraw czy badań, poszerzając i aktualizując najważniejsze kwestie, by spojrzeć na wychowanie z innej perspektywy oraz by zachęcić innych do dyskusji czy własnych dociekań. Traktowanie wychowania en bloc jako idei, określonego czynnika rozwoju człowieka i środowiska czy instytucji, a także mieszanie przez wielu autorów wiedzy potocznej z naukową na ten temat niewątpliwie komplikują opisywanie i wyjaśnianie jego istoty i związanych z nim różnego rodzaju prawidłowości. Otwierając kilkanaście lat temu tom poświęcony analizom wychowania w kontekście rozwijającej się intensywnie psychologii humanistycznej, Mieczysław Łobocki stwierdził:

Jak dotąd niewiele wiemy, czym z istoty swej naprawdę jest wychowanie. Prawdopodobnie nadal pozostanie ono wielką niewiadomą, co nie oznacza bynajmniej, aby rezygnować z dalszych poszukiwań dotyczących bliższego jego poznania. Przeciwnie, stagnacja w tym zakresie grozi daleko idącymi uproszczeniami i wypaczeniami w rozumieniu tak podstawowego, zwłaszcza dla pedagogiki, pojęcia, jakim jest „wychowanie”. Z pewnością wiele jeszcze czasu upłynie, zanim doczekamy się zadowalającej jego definicji, w wyniku której wychowanie jawić się będzie jako zjawisko pozbawione większych kontrowersji. W każdym razie przy obecnym stanie wiedzy o wychowaniu trudno byłoby zadowolić się jednoznacznym jego określeniem . (Psychologia humanistyczna a wychowanie, red. Mieczysław Łobocki, Lublin: Wydawnictwo UMCS 1994, s. 5.)

Niniejsza rozprawa nie jest spełnieniem oczekiwań tego znakomitego teoretyka wychowania, gdyż mam świadomość, że musiałbym wpisać się swoimi badaniami w modernistyczny projekt, w wyniku którego miałaby powstać – właściwa z naukowego w paradygmacie pozytywistycznym punktu widzenia – definicja pojęcia „wychowanie”. Nie ma takiej potrzeby i ufam, że daję temu także stosowne wytłumaczenie. Cieszę się zarazem, że aneks dydaktyczny do tej monografii przygotował mój b. Magistrant, wieloletni współpracownik mgr Sebastian Ciszewski, który jest znakomitym edukatorem i specjalistą w zakresie kształcenia nie tylko dzieci i młodzieży, ale także osób dorosłych. Mam nadzieję, że zaproponowany przez niego projekt metodyczny zostanie odczytany jako jedna z możliwych wersji pracy dydaktycznej z wybraną przez nauczycieli treścią.

Zachęcam do lektury najnowszej książki, gdyż każdą opinię wykorzystuję do doskonalenia własnego warsztatu badawczego.

piątek, 28 grudnia 2012

Parodia zarządzania nauką przez prof. Barbarę Kudrycką


Profesorowie protestują. Adam Płaźnik (prof. dr hab. n. med.) Zakład Neurochemii, Instytut Psychiatrii i Neurologii wystosował nawet "List otwarty z nad grobu do minister nauki Barbary Kudryckiej" określając w nim, to co czyni, mianem parodii zarządzania nauką.

No cóż. Po kilku latach zarządzania szkolnictwem wyższym i nauką - nie tylko przez przedstawicieli tego rządu - mamy coraz większą zapaść, która jest symptomem niezwykle niebezpiecznej tendencji niszczenia fundamentalnych dla procesu naukowo-badawczego warunków. Tak źle już dawno nie było, ale efekty centralistycznych a destrukcyjnych dla jakości nauki - przywilejów, jakie zagwarantowała sobie władza MNiSW, są coraz bardziej widoczne.

Środowisko pedagogów nie jest tu czymś wyjątkowym, gdyż epidemia choroby dotyka wszystkich dyscyplin naukowych. My jeszcze na nią zwracamy uwagę ze względów kulturowych, gdyż doskonale wiemy, jaką rolę powinno odgrywać szkolnictwo wyższe w rozwoju polskiego społeczeństwa i jego kultury. O ile niektóre środowiska akademickie wchodzą w spór z ministrem nauki ze względów materialnych, gdyż coraz silniej odczuwają skutki fatalnej polityki finansowania nauki za pomocą wymyślanych przez co rusz "lepszych" ekonomistów kolejnych algorytmów (a te mogą uwzględniać jedynie ilościowe kryteria, które nijak mają się do jakościowych), o tyle humaniści i częściowo przedstawiciele nauk społecznych obywają się bez resortowej łaski, bo i tak w większości narzędziem ich pracy jest umysł, a ten często tworzy nawet w skrajnej biedzie.

No to zobaczmy, jak postępuje władza z naukowcami, którzy nie godzą się na chaos, destrukcję rzutujące przecież nie na ich indywidualne losy, ale pracę wartościowych zespołów naukowo-badawczych, nauczycieli akademickich, w tym na postępowanie w ich przewodach naukowych. Jak mają wykonywać swoje podstawowe obowiązki akademickie w szkolnictwie publicznym, skoro ministerstwo udaje, że nie ma sprawy. A sprawa jest. I to bardzo poważna. Jedną z nich jest odebranie Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów prawa do określania, jakie są obszary i dziedziny nauk oraz które dyscypliny naukowe powinny znaleźć się w ich obrębie. Nie chodzi tu o Centralną Komisję, która czyniła te rozstrzygnięcia do 2011 r., gdyż równie dobrze mogłoby takie decyzje podejmowac inne, ale jednak reprezentujące wszystkie dziedziny i dyscypliny nauk gremium, co byłoby w pełni uzasadnione merytorycznie. Czyniła to Cenralna Komisja, gdyż to ten właśnie organ dokonuje oceny przewodów naukowych na tytuł profesora, sprawuje kontrolę nad jakością przewodów doktorskich i habilitacyjnych we wszystkich jednostkach z uprawnieniami do ich przeprowadzania oraz rozpatruje odwołania kandydatów na wszystkich poziomach naukowego awansu. A tych z poczuciem krzywdy, niesprawiedliwości w toku postępowań w ostatnich latach było coraz więcej.

Od 2011 r. to minister nauki i szkolnictwa wyższego może de facto wbrew logice rozwoju nauki, wbrew jakości osiągnięć polskiej nauki, chociaż zapewne z podszeptu tajemniczych lobbystów, których nazwisk nigdy nie poznamy, by wiedzieć, komu zawdzięczamy niewłaściwe merytorycznie decyzje władzy, ustanowić jakąś wiedzę dyscypliną naukową. właśnie po to ministerstwo parło do zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym, by mogło zarezerwować dla władzy interwencjonizm nie merytoryczny, stronniczy, nie wymagający jakiegokolwiek uzasadnienia. Władza bowiem - co pozostało jej jeszcze z czasów państwa totalitarnego - ma zawsze rację, nawet jak jest ona sprzeczna z interesem narodu, społeczeństwa, nauki czy kultury.

Tak stało się w przypadku określenia przez minister nauki i szkolnictwa wyższego - bez uzgodnienia tego z środowiskiem naukowym, chociaż jego reprezentacje są w tym resorcie znane - że pedagogika nie będzie już od 2013 roku nauką humanistyczną tylko musi być nauką społeczną. Dwuletni okres vacatio legis, od 1.10.2011 r. do 30.09. 2013 został łaskawie ustanowiony jako czas na dostosowanie się do urzędniczego rozstrzygnięcia. Czas jednak biegnie nieubłaganie. Za kilka miesięcy rozpocznie się kolejny rok akademicki, toteż te jednostki akademickie, które nie zgłosiły do Centralnej Komisji dokumentów potwierdzających, że spełniają kryteria minimum kadrowego w dziedzinie nauk społecznych, stracą dotychczasowe pełnomocnictwa i nie będą mogły prowadzić przewodów naukowych z pedagogiki, gdyż dysponują prawem do awansowania naukowców w dziedzinie nauk humanistycznych.

Minister B. Kudrycka postawiła pedagogów pod ścianą – albo dostosują się do nowych wymogów albo utracą dotychczasowe uprawnienia. Niektóre jednostki postanowiły zatem podporządkować się prawu i nie czekać na odwołanie, jakie w tej sprawie złożył do MNiSW Komitet Nauk Pedagogicznych PAN. Tak uczyniły:

- Wydział Studiów Edukacyjnych (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu)

- Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego;

- Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie;

- Wydział Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu;

- Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Szczecińskiego;

- Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Nadal można habiltować się z pedagogiki w dziedzinie nauk humanistycznych do końca września 2013 r. (o ile też nie przekwalifikują swoich uprawnień) w innych jednostkach akademickich (w tym jednej niepublicznej), które czekają na rozstrzygnięcie sporu o przywrócenie tej dyscypliny do powyższej dziedziny nauk:


- Wydział Nauk Pedagogicznych (Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie)

- Wydział Nauk Pedagogicznych (Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu)

- Wydział Pedagogiki i Psychologii (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy)

- Wydział Pedagogiki i Psychologii (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie)

- Wydział Pedagogiki i Psychologii (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

- Wydział Nauk Społecznych (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie)

- Wydział Pedagogiczny (Uniwersytet Warszawski)


Natomiast stopnie doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika można uzyskać w następujących jednostkach:

- Wydział Historyczno-Pedagogiczny (Uniwersytet Opolski)

- Wydział Nauk Społecznych (Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II w Lublinie)

- Wydział Pedagogiczny i Artystyczny (Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach)

- Wydział Nauk Pedagogicznych (Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie)

- Wydział Nauk o Wychowaniu (Uniwersytet Łódzki)

- Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji (Uniwersytet Śląski w Katowicach)

- Wydział Pedagogiki i Psychologii (Uniwersytet w Białymstoku)

- Wydział Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu (Uniwersytet Zielonogórski)

- Wydział Pedagogiczny (Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie)

DOKTORATY Z PEDAGOGIKI W NAUKACH HUMANISTYCZNYCH:

- Instytut Nauk Społecznych (Pedagogium Wyższa Szkoła Nauk Społecznych w Warszawie)

- Wydział Pedagogiczny (Akademia Ignatianum w Krakowie)


Warto przypomnieć, bo "biurokratyczne gry na zwłokę" MNiSW trwają już jedenaście miesięcy i ... końca nie widać. W dn. 31 stycznia 2012 r. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN skierował do minister Barbary Kudryckiej pismo, będące treścią Uchwały KNP PAN z dn. 30 stycznia br. w sprawie konieczności przeniesienia „pedagogiki” jako dyscypliny naukowej z obszaru i dziedziny nauk społecznych do obszaru i dziedziny nauk humanistycznych.

Na odpowiedź czekaliśmy … 3 miesiące! Brzmiała ona następująco:

"(...) uprzejmie informuję, że w związku z napływającymi do Ministerstwa postulatami dotyczącymi dokonania zmian w tym rozporządzeniu, do Przewodniczącego Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów prof. dr hab. Tadeusza Kaczorka zostało wystosowane pismo z prośbą o wyrażenie przez Centralną Komisję stanowiska odnośnie zgłoszonych propozycji, m.in. przyporządkowania dyscypliny "pedagogika" zarówno do dziedziny nauk społecznych jak i do dziedziny nauk humanistycznych.

Uwagi Centralnej Komisji oceniające zasadność uwzględnienia tej zmiany oraz pozostałych postulatów środowiska humanistów będą niezwykle pomocne przy nowelizacji ww. rozporządzenia
. Z wyrazami szacunku Barbara Kudrycka"

Od tego pisma minęło kolejnych siedem miesięcy, kiedy na skutek braku jakiejkolwiek decyzji pani Minister, w tym braku nowelizacji rozporządzenia w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych z dn. 29 września 2011 r. skierowałem jako Przewodniczący KNP PAN ponowne zapytanie m.in. w kwestii przywrócenia pedagogiki jako dyscypliny nauki do dziedziny i obszaru nauk humanistycznych. Jak napisałem 5 listopada 2012 r.:

Od marca br. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN nie otrzymał w tych kwestiach odpowiedzi, co budzi szczególne zaniepokojenie na sposób traktowania przedstawicieli tej dyscypliny z wyboru środowiska naukowego. Ufam, że jest to raczej wynikiem czyjegoś niedopatrzenia i wkrótce uzyskamy tę odpowiedź.

Istotnie, odpowiedź wpłynęła 23 listopada 2012 r. już nie od pani minister (przecież nie będzie zaprzątała sobie głowy takimi "dyrdymałami"), tylko od Dyrektora Departamentu Nadzoru i Organizacji Szkolnictwa Wyższego. Treść pisma jest następująca:


W nawiązaniu do wcześniejszej korespondencji uprzejmie informuję, że do Ministerstwa wpłynęły liczne postulaty dotyczące dokonania zmian w wykazie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych ustalonych rozporządzeniem (...) Postulowane zmiany obejmują zarówno przeniesienie poszczególnych dyscyplin do innych dziedzin nauki, utworzenia nowych dyscyplin naukowych, jak i umieszczenia poszczególnych dyscyplin naukowych w więcej niż jednej dziedzinie nauki.

Ze względu na fakt, że proponowane zmiany oznaczają istotne przekształcenia, ale także obejmują rozwiązania ze sobą sprzeczne, trwa proces ich wnikliwej analizy, a także, wynikający z art.3 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (...), uzyskiwanie opinii Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów w zakresie poszczególnych rozwiązań.

Przedstawiając powyższe wyjaśnienia, uprzejmie informuję, że niezwłocznie po zakończeniu procesu analitycznego i uzyskaniu opinii CK podjęte zostaną działania zmierzające do wprowadzenia stosownych zmian w wykazie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych ustalonych rozporządzeniem (...). Z poważaniem Dyrektor Departamentu".
(podkreśl. moje)

Ciekawe, że Sekcja Nauk Humanistycznych i Społecznych Centralnej Komisji nie była od stycznia 2012 r. poproszona o taką opinię. Brałem udział we wszystkich jej posiedzeniach. Nie była też nigdy proszona o to, by wypowiedzieć się na temat przeniesienia pedagogiki z nauk humanistycznych do społecznych w okresie poprzedzającym wydanie w/w rozporządzenia. Czyżby zatem pani Minister mogła wydać taki akt bez owej konsultacji? Mogła. A niby dlaczego nie? Czy za kilka miesięcy będzie potrzeba dokonywania zmian w powyższym rozporządzeniu? Nie, bo i po co, skoro do końca września wszystkie jednostki akademickie, które wymieniłem powyżej, jeśli jeszcze nie ukonstytuowały swojej kadry w obszarze nauk społecznych, to i tak będą musiały to zrobić? A nowelizacja ukaże się albo i nie... zgodnie z oczekiwaniami środowiska naukowego, albo i nie...
Z wyrazami szacunku i z poważaniem, albo i nie... .

A tymczasem chaos się pogłębia, bowiem jedni kandydaci do stopni naukowych z pedagogiki przeprowadzają swoje przewody w dziedzinie nauk społecznych, a inni - nauk humanistycznych. Ta sama dyscyplina, a jakże dwoista w swej istocie.

Może zatem pani Minister znajdzie salomonowe wyjście i z dniem X znowelizuje łaskawie rozporządzenie, w świetle którego pedagogika będzie i tu i tu, tak jak np. ochrona środowiska czy biotechnologia w dwóch różnych dziedzinach nauk. A może tak jak w przypadku biologii, która może być też medyczna, pedagogika mogłaby być w jednej dziedzinie - humanistyczna, a w innej społeczna?




czwartek, 27 grudnia 2012

Wyższe szkoły profanum


Istotnie, w wyższym szkolnictwie prywatnym nadchodzi czas odsłaniania jego profanum w rozumieniu zamachu na sacrum akademickości w wyniku fizycznego lub
symbolicznego jej zbezczeszczenia, znieważenia czy zhańbienia.

W jednych szkołach proces ten miał charakter uprzedniego budowania akademickiego "sacrum" zgodnie z założonymi wartościami, kreowania swoistego rodzaju festynu akademickości, radości studiowania i kształcenia, który z biegiem czasu lub już u samych podstaw tworzenia, bez pielęgnowania akademickiego fundamentu musiał przeistoczyć się w kryzys, a w niektórych tzw. "wsp" nawet w istną katastrofę. W wielu szkołach profanum było od samego ich początku: albo w skrywanej przed opinią publiczną mentalności ich założyciela (-li), albo w sposobie organizacji szkoły, prowadzonego do niej naboru kadr akademickich czy w lekceważeniu fundamentalnych ogniw procesu kształcenia i badań naukowych.

Dzisiaj widoczny jest odwrót od "świętowania", bo jak tu cieszyć się z upadku, z dna, którego musiała sięgnąć grupa założycielska lub inny podmiot prawny, wykorzystywana (często do niezgodnych z prawem celów)administracja 'wsp", lekceważona w niej kadra, oszukiwani studenci i/lub zmanipulowana opinia publiczna? Następuje proces naturalnej samolikwidacji, która jest wymuszona procesami tylko pozornie lub częściowo mającymi charakter zewnętrzny w stosunku do podmiotów prowadzących te szkoły. Niektórzy właściciele takich wyższych szkół pseudosu, wyższych szkół pozoru, partactwa czy profanum oddają wynajmowane lokale, sprzedają posiadane działki, część swojej infrastruktury, by spłacać zaciągnięte kredyty i powiększające się wobec ich pracowników długi.

Wielokrotnie o tym pisałem przez ostatnie prawie pięć lat, bo tyle czasu prowadzę swój blog. Niestety, coraz częściej dowiadujemy się o niepłaceniu przez założycieli tych "wsp" składek ZUS-owskich, obniżaniu honorariów za prowadzenie zajęć lub odraczaniu płatności, manipulowaniu danymi statystycznymi w sprawozdaniach, o wyprzedaży sprzętów (służbowych samochodów, mebli i elektroniki), by jeszcze - jak tylko najdłużej się da - wyłudzać kasę od naiwnych studentów, oferując im w zamian "produkt" coraz niższej jakości, wmawiając im, że studiują w wyższej szkole. Owszem, studiują, czyli (prze-)bywają w wyższej szkole profanum.

Dopiero teraz odsłaniana jest prawda o mechanizmach fikcji i pozoru, o tworzonych hurtowniach dyplomów i w niektórych przypadkach rozsianych po kraju ich logistycznych centrach (wydziałach zamiejscowych, filiach itp.). Jeszcze trwa przysłowiowe "malowanie trawy na zielono", bo tego niektórzy właściciele nauczyli się w okresie PRL, a inni nadal uczą się od doradców, prawników, pseudo szkoleniowców. To ci ostatni tworzą różnego rodzaju agencje szkoleń i promocji cwaniactwa, omijania prawa, by pod szyldem eksperckich kursów w zakresie szkolnictwa wyższego oferować wiedzę z zakresu manipulacji i wyłudzeń. Niektórzy są ukrytymi lobbystami w organach władzy centralnej, bo i w pakiecie swoich usług mają ochronę oszustów. Jeszcze długo polskie szkolnictwo wyższe nie wydobędzie się z zapaści, którą wspierali przez lata także niektórzy politycy.

Ciekawe, kto i kiedy zbada powiązania między władzą, lobbystami, prawnikami i pozarządowymi edukatorami tych, którzy tworzyli wyższe szkoły profanum? Historycy pedagogiki szkoły wyższej będą mieli o czym pisać za kilkadziesiąt lat, o ile już nie trwa czyszczenie niektórych danych. Pozostaje jednak pamięć społeczna świadków wydarzeń, często ofiar systemu akademickiego kłamstwa. Ta jest spisywana przez pedagogów, którzy prowadzą w tym sektorze niezależne badania.

Na szczęście są także w sektorze niepublicznym prawdziwe "świątynie" wiedzy, szkoły akademickiej sztuki badań i debat naukowych, które śmiało konkurują z uniwersytetami i publicznymi akademiami.

wtorek, 25 grudnia 2012

Christmas Story


Dr Małgorzata Miksza - Przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Montessori - przesłała swój przekład tekstu Marii Montessori o Bożym Narodzeniu (Christmas Story, (w): The Child in the Church, London 1930, s. 165 – 167). Jak powiedzieliby harcerze - to piękna, krótka gawęda okolicznościowa.

Współpracownik Montessori i autor jej biografii - M. Standing pisał, że być może czytelnicy, zwłaszcza matki i wychowawcy, chcieliby się dowiedzieć, w jaki sposób ta wyjątkowa pedagog wyjaśniała małemu, trzyletniemu dziecku, które mieszkało w tym samym, co ona domu – Święty Wieczór i mszę o północy (w Polsce: Pasterkę, przyp. M. Miksza).


Maria Montessori brała maleństwo na kolana i tak rozpoczynała opowieść:

„Gdy wczoraj czuwałeś, czekając na ten szczególny czas, zauważyłeś, że rozbłysły wszystkie światła w całym domu. A gdy szukałeś mamusi, nie znalazłeś jej w pokoju, lecz ujrzałeś, że jej łóżko było zasłane. Gdy chciałeś mnie odszukać, sytuacja była podobna…


Kiedy wszedłeś na górę, by odszukać na poddaszu panienkę Lornę, zauważyłeś, że cała klatka schodowa jest oświetlona, ale i jej w pokoju nie było. Tam także łóżko było nie tknięte. Gdyś zatem wyjrzał przez okno, zobaczyłeś setki, setki ludzi wędrujących w środku nocy w jednym kierunku.

Zauważyłeś, jaka ogromna cisza nastała, a dzwony zadzwoniły: bim –bam, bim – bam! Wszystkie okna w okolicznych domach były oświetlone.
Co to wszystko znaczyło? Co się wydarzyło? Dokąd podążali ci wszyscy ludzie?

Dlaczego dzwoniły dzwony w środku Cichej Nocy? Chciałabym ci zatem opowiedzieć, jak wspaniała rzecz się wypełniła”.


-Tu zabłysły oczy opowiadającej, lecz powstrzymała się przed radosnym podnieceniem.


„W tym jest istota rzeczy. Tak oto się wydarzyło, Dziecię Jezus się narodziło, zatem wszyscy ludzie idą do Niego aby Go ujrzeć i pokłonić się przed Nim nisko i pomodlić się do Niego”.


Potem opowiadała dziecku historię o pasterzach i aniołach, którzy się pojawili i śpiewali „ Gloria…”. Potem grali Mu kolędy na fujarkach, jak czynią to pasterze…

W następnych latach opowiadała dziecku tę samą historią w taki sam sposób i w następnych latach także. Dziecko bardzo pokochało tę historię. Często miało w zwyczaju mówić:

„Proszę, opowiedz mi, jak poszedłem na górę i jak łóżko mamy było zasłane, i jak twoje łóżko było zasłane i…”.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta z głębokim i autentycznym przesłaniem


W związku ze zbliżającą się nocą szczęśliwego rozwiązania kieruję do Czytelników, Studentów, Nauczycieli, Pedagogów, Bliskich i Obcych, Przyjaciół i Antagonistów, Naukowców i Oświatowców - najserdeczniejsze życzenia: odczytywania dziecka jako znaku Boga, przychodzącego na świat w uniżeniu i ubóstwie, by stanąć po stronie godności każdego człowieka, o czym tak pięknie pisze Jerzy Libert:

A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka
By pośród witających zobaczyć Człowieka...


Życzę refleksji nad fundamentami chrześcijańskiego życia i wiary, odczytywania betlejemskiej opowieści z Ewangelii, radowania się wspólną obecnością Bliskich, przeżywania tradycji łamania się opłatkiem na znak wspólnoty i przyjaźni, by wypowiadane – być może nawet „milczeniem” - życzenia były wyrazem czułości naszych serc i wrażliwości myśli na drogę, którą każdy z nas podąża ku sobie znanym i stawianym celom. Jak pisał ks. Jan Twardowski:

Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.


Sięgnijmy w czasie tych pięknych Świąt do tajemnicy naszego istnienia, uwolnieni od bieganiny za wartościami, z których nie wszystkie stanowią o trwałości i wartości życia. Niech wspólne kolędowanie buduje nasze więzi, a świąteczne ciepło i skupienie odsłania misterium spotkania z Nowonarodzonym. Niechaj wszystkie spotkania niosą radość, spokój, szacunek, życzliwy uśmiech, a także pomocną dłoń, by nie zabrakło ludzkiej obecności i miłości, gdy ta Maleńka Miłość ma zagościć wśród nas. Dużo zdrowia, sił i nadziei na lepsze - a przy tym – jak śpiewa Grzegorz Turnau:

Bądźcie czujni i ostrożni,
Gdy się rodzi Dżizys,
Aby się Wam przy okazji
Nie zakradł gdzieś kryzys,
Jego wcale Wam nie życzę,
Nie życzę nikomu,
I niech Pan nastanie, Radość
I Miłość w Twym domu!


Na Święta Bożego Narodzenia życzę Wam i Najbliższym gwiazdki z nieba, która sprawi, że będziecie zawsze szczęśliwi, uśmiechnięci, spokojni. Niech się Wam darzy!


Dziękuję wszystkim pamiętającym i nadsyłającym swoje życzenia drogą elektroniczną i tradycyjną. Gorące podziękowania kieruję do Czytelniczki bloga, która podzieliła się ze mną wyjątkowym darem, jakim jest zapis w pamiętniku Jej Cioci o wigilijnych tradycjach na Kresach.

Przeczytajcie ten opis, gdyż owe wspomnienia stanowią żywy obraz wyjątkowego miejsca i Ludzi, o których pamięć jest dla nas zadumą nad NASZĄ historią...

"Zawsze był śnieg. Po prostu nie pamiętam Świąt bez śniegu., choinki, ryby, kutii... Zjeżdżała się cała rodzina, więc przygotowania trwały ze 3 tygodnie. Najpierw było świniobicie. Już wtedy wszędzie leżał śnieg i jak się gdzieś sanną jechało to widziało się co raz jakby małe ogniska, gdzie gospodarze słomą opalali świńską szczecinę. W dzieżach, nieckach marynowało się szynki, polędwice, boczek i mięso na kiełbasy. Kiszki piekło się na ciętej słomie żytniej w blachach. Aromaty rozchodziły się w około. Wspaniałe! Częstowało się znajomych, dawało do domu Maryni czy Kateryni, które malowały wapnem ściany czy robiły większe pranie. Gdy listonosz Semcio wracał z pustą torbą też dostawał co tam było.

Ważne żeby wybielić całe wnętrze domu, wyczyścić szyby w oknach, wysmarować naftą ramy okienne, drzwi- wszytko musiało lśnić. Bielizna pięknie uprana i wykrochmalona suszyła się na mrozie w sadzie między drzewami. Przed samymi świętami piekło się cały piec chleba, potem bułki w blachach. Potem makowce, kruche, placki z jabłkami, zawijańce w drożdżowym cieście, pierniki, czasem nugaty i całe stosy pysznych herbatników. Raczej nie było serników bo krowy w zimie już zacielone nie dawały dużo mleka.
Tato przed wigilią przynosił ze stodoły cztery snopy zboża i ustawiał je przy łóżkach. Przy moim zawsze stał snop pszenicy, tak do Sylwestra. Razem ze świerkową choinka roznosiły wspaniały, niezapomniany aromat...

Ryby przywożono ze Zbaraża. Przeważnie szczupaki, przyrządzane "po żydowsku". Kutia - z miodem i bakaliami - musiała być obowiązkowo na polską wigilię i potem na ruską. Tato brał podczas wigilii całą makutrę z kutią i zamachiwał się na sufit. Kutia musiała się do sufitu przykleić - znaczy to, że będzie "pożytek" w nowym roku. Przyklejony wzór zostawał tak aż do następnego bielenia ścian przed Wielkanocą.
Stół, na którym położono siano przykrywano białym obrusem. Na stole paliła się świeca i leżał na talerzu opłatek z grudkami miodu. Ojciec zaczynał od modlitwy, do której klękaliśmy wszyscy wokół stołu. Tato składał każdemu odpowiednie życzenia, wszyscy całowaliśmy go w rękę. Potem siadaliśmy do zupy grzybowej, barszczu z uszkami, ryby, pierogów, gołąbków - wszystkiego po trochu. Po kolacji śpiewaliśmy kolędy i pastorałki a ociec lub brat wynosił bydłu do żłobów opłatek.

Później szło się do wujostwa Soleckich złożyć życzenia i porozmawiać, czy też czego spróbować. Wujek w słomę przyniesioną na podłogę rozsypywał orzechy włoskie, dorzucając po parę grosików i dzieci miały czego szukać. Taka to była zabawa. Pojawiali się też kolędnicy. Przychodzili z szopką. Wbiegał diabeł i Żyd garbaty, często z tego garba wystawała słoma. Na krzesłach dostojnie siadał Herod ze świtą, anioł nad nimi na stołku. Rymowane śpiewanie, dzwoneczki, becząca koza, dużo dowcipnych odzywek, dużo radości i krzyku ale też chwile podniosłe. Dla dzieci egzamin z pacierza i grzeczności. Na koniec wspólna kolęda, poczęstunek i koniecznie nagroda pieniężna.

Przed dwunastą wszyscy szli na pasterkę. Jak było bardzo śnieżnie to zaprzęgało się konie w duże sanie. Rozbrzmiewały wspaniałe koncerty, bo było u nas sporo dobrych głosów. Śpiewał chór i cały Kościół. Co rok dochodziła nowa kolęda czy pastorałka a w czasie wojny miały dającą do myślenia treść, przejmującą do głębi znękane w tym czasie serca i dusze. Panowało wielkie zrozumienie, solidarność, patriotyzm najszczerszy..."


niedziela, 23 grudnia 2012

Profil pedagogiczny nauk o wychowaniu


Jeśli pisać w okresie świątecznym o pedagogice, to najlepiej wskazując na rozprawę naukową, która znakomicie wpisuje się w nurt myślenia chrześcijańskiego, a w tym przypadku personalistycznego. Mam tu na uwadze najnowszą monografię naukową, ks. dra hab. Mariana Nowaka, prof. KUL pt. Profil pedagogiczny nauk o wychowaniu. Studium z odniesieniami do pedagogiki pielęgniarstwa (KUL, 2012, ss. 651), która jest dowodem na mistrzostwo akademickiego pisarstwa.

Od kilkunastu lat ks. dr hab. M. Nowak należy do czołówki nie tylko polskiej pedagogiki, gdyż swoim udziałem w międzynarodowych projektach badawczych, w konferencjach zagranicznych staje się ambasadorem najlepiej pojętej humanistyki o polskich korzeniach, kontynuatorem najznakomitszych twórców całego XX wieku, który pogłębia i utrwala jej naukowy status w środowiskach uniwersyteckich i szeroko pojmowanej sferze publicznej. Nic dziwnego, skoro reprezentuje Katolicki Uniwersytet Lubelski, w którym w 1920 r. powstała pierwsza w wolnej II Rzeczpospolitej Katedra Pedagogiki (kierowana przez prof. Zygmunta Kukulskiego (kierował nią do 1939 roku).

Sam zresztą tak o tym pisze w jednym ze swoich artykułów: W nauczaniu akademickim, tradycja ukonstytuowała wielorakie formy i sposoby realizowania zarówno uniwersyteckiej dydaktyki, jak i prowadzenia naukowych poszukiwań: wykłady, konwersatoria, ćwiczenia, podlegające jeszcze dalszym podziałom i zróżnicowaniom (np. wykłady otwarte, kursoryczne, odczyty). (…) To właśnie wspólnota seminarium naukowego najwyraźniej ukazuje, że chociaż wyniki naukowych badań mają ze swej natury charakter obiektywny i rzeczowy, to jednak dopiero wspólnota tego seminarium pomaga dostrzec istotnie humanistyczny wymiar wszelkiej wiedzy: jej znaczenie dla zrozumienia człowieka i wpływ na proces jego dojrzewania. (Wczoraj i dziś pedagogiki uniwersyteckiej, w: Wczoraj, dziś i jutro pedagogiki uniwersyteckiej w świetle twórczości Stefana Kunowskiego, red. K. Braun, M. Łobacz, A. Rynio, Lublin: Wydawnictwo KUL 2010, s. 26).

Rozprawa ks. M. Nowaka stanowi o wyjątkowej wartości warsztatu naukowo-badawczego. W dobie, kiedy coraz częściej mamy do czynienia z marginalizowaniem przez polityków, przedstawicieli innych nauk, władzy, media, także resortu nauki i szkolnictwa wyższego roli humanistyki, w tym szczególnie pedagogiki jako nie-nauki, para-nauki czy niewiele przydatnej praktyce oświatowej i gospodarce wiedzy, podejmuje się trudu wykazania tożsamości pedagogiki rozumianej jako nauka/wiedza o wychowaniu i kształceniu człowieka, jako studium o człowieku (za Mario Gennari). Bierze pod uwagę zarówno specyfikę działalności wychowawczej, dydaktycznej i opiekuńczej, jako przedmiotu badań pedagogiki, jak i myślenia pedagogicznego z jego możliwymi – syntetyzującymi perspektywami i podejściami poznawczymi (profil genetyczny, antropologiczny, historyczny, psychologiczny, społeczny i ekonomiczny) oraz aplikacyjnymi.

Autor tego monumentalnego dzieła odkrywa w ramach prowadzonych przez lata badań z pozycji pedagogiki ogólnej to, co stanowi o istocie, swoistości tej nauki, nawiązując do metodologii badań fenomenologicznych i najlepszych tradycji kontynentalnej Geisteswissenschaftliche Pädagogik, czyli pedagogiki humanistycznej, duchowej, odróżniającej swoje badania od nauk przyrodniczych. Korzysta przy tym z rozwijanego przez siebie paradygmatu badan systemowych, co szczególnie uwidacznia już w samym tytule książki posługując się pojęciem „profil”.

Jego studium jest odsłanianiem profilu pedagogicznego związanego z naukami o wychowaniu na przykładzie działalności pielęgniarskiej, a więc tego zawodu służby publicznej, który jest zbliżony do pedagogicznego jako zaangażowany w służbę drugiemu człowiekowi. Co jest niesłychanie ważne, to przeciwstawia się temu, z czym mieliśmy do czynienia także w odniesieniu do zawodu pedagogicznego, a mianowicie uważaniu go za posługę służebną wobec kogoś (władzy) czy czegoś (systemu ideologicznego), podczas gdy oba zawody są suwerenne.

Jak pisze: Pielęgniarstwo jest elementem systemu ochrony zdrowia i w tym sensie ma też własne cele, zadania i funkcje, wśród których chcemy wyeksponować zwłaszcza funkcję wychowawczą, wyraźnie wprowadzającą pielęgniarstwo w krąg nauk humanistycznych i społecznych, do jakich należy pedagogika. (…) na przykładzie pedagogiki pielęgniarskiej, a zatem refleksji i praktycznej działalności pielęgniarskiej, spodziewamy się dać impulsy do rozważenia możliwości ukazania specyfiki pedagogicznej wiedzy i wychowawczej działalności w ogóle, a nade wszystko uwydatnić i dopomóc w wyodrębnieniu tego, co jest specyficznie pedagogiczne w poszczególnych naukach o wychowaniu i co je ze sobą łączy. (s. 16).

Tej przesłance podporządkował ks. M. Nowak strukturę i treść swojej monografii, której układ jest logiczny i wyczerpujący, a przy tym nowatorski, gdyż nie mający w światowej literaturze swojego odpowiednika. Dzięki tej książce wyniesione są do najwyższej rangi dwie profesje, które z taką łatwością i ignorancją usiłuje się od lat poddawać ekskluzji społecznej i akademickiej. Podnosi się także status nauk o wychowaniu przez wyróżnienie w nim niezwykle trudnych badań i analiz języka pedagogicznego, badań interpretacyjnych oraz badań technologiczno-projektujących procesu wychowania i kształcenia człowieka w toku jego ontogenezy.

Mamy w tej rozprawie przedstawioną złożoność procesu wychowania, a zarazem jak odpowiedzialna i konieczna jest integracja wiedzy na ten temat różnych dyscyplin i perspektyw, by w dialogu inter-i transdyscyplinarnym móc w pełni studiować i jak najlepiej pomagać innym w odkrywaniu i podnoszeniu do najwyższej godności ich humanum. Niezależnie od metahumanistycznego przesłania Autor tej rozprawy pokazuje w jaki sposób można i należy rozwijać tzw. pedagogiki szczegółowe, nadając im klarowny profil i więź z wspólnotą myślenia i badania oraz szeroko pojmowanego działania pedagogicznego. Ma ono bowiem, jak pisał Romano Guardini uwarunkowania zewnętrzne (…) zarówno wobec samego siebie, jak i wobec innych, ma źródło w pewnym impulsie i pewnej energii, pochodzącej z najgłębszej istoty człowieka, a którą – w kontekście wiary religijnej – możemy odnieść ostatecznie do nieskończonego bytu Boga.(s. 46)

Przeprowadzona przez Autora analiza profesji pielęgniarki i pedagoga budzi najwyższe uznanie, bowiem nikt dotychczas nie dokonał w perspektywie świadomości kategorialnej odkrycia ich znaczenia. Wielką sztuką jest odnalezienie w spuściźnie myśli humanistycznej poglądów, które doskonale służą wydobyciu i oszlifowaniu ich znaczeniami wartości postawy służby jako kluczowej dla obu profesji. Ks. dr hab. M. Nowak nie czyni tego jednak językiem propagandy oświatowej, nie ucieka się – jak czynił to np. Mirosław Handke uzasadniając konieczność przeprowadzenia reformy ustrojowej szkolnictwa III RP – do płytkiego pojmowania misji zawodu, ale drąży jego sens, by każdy je wykonujący mógł jeszcze bardziej stawać się i być człowiekiem.

Nic dziwnego, że łączy ów profil z kategorią odpowiedzialności dialektycznej, pisząc: Pedagog staje w owym polu napięcia między człowiekiem a światem, w którym musi on ciągle na nowo wchodzić w odczucia i sytuację młodego człowieka, ale jednocześnie obejmować swoim spojrzeniem całość życiowej drogi człowieka i z tej perspektywy odpowiadać na szczegółowe zadania życiowe ujawniające się w wychowanku, Ta odpowiedzialność przejawia się w specyficznym napięciu powstającym przy wnikaniu w świat młodego człowieka i jednoczesnym dystansowaniu się od niego. (s. 80)

To dzięki tej rozprawie dostrzegamy jeszcze wyraźniej, że nie ma równości w zakresie możliwości tak edukacji, jak i zachowania zdrowia, które często zależą od kontekstu życia społecznego i indywidualnego, często od losu i własnej aktywności jednostki, a nie tylko czy przede wszystkim od profesjonalnego wsparcia. Jakże ciekawie przeprowadza porównanie starożytnej idei paidei z wartością zdrowia i istotą działalności medycznej na rzecz człowieka. Zastosowany rodzaj dociekań, dobór źródeł i myśli oraz stylistyka narracji będąca unikalną formą przekształcania dyskursu medycznego w dyskurs pedagogiczny są tu niepowtarzalne i nie mogą być modelem dla budowania innych dyscyplin szczegółowych, jak np. praca socjalna, chociaż dość łatwo nasuwają się takie otwarcia i ułatwienia metapoznawcze.

Autor potrafi spojrzeć na pedagogikę przez analogię do nauk przyrodniczych i medycznych i na odwrót, pokazując nam jak można poruszać się (…) pomiędzy tym, co indywidualne, a tym, co uniwersalne, pomiędzy wiedzą teoretyczną a działaniem praktycznym, pomiędzy faktami a ideami, pomiędzy oczekiwaniami indywidualnymi a społecznymi. (s. 173) Gorąco tę rozprawę polecam miłośnikom profesjonalizmu i pedagogicznej mądrości.