niedziela, 23 stycznia 2011

Produktywność naukowa


Podane przez prasę informacje na temat tego, jak fatalnie wygląda stan produktywności polskich naukowców w porównaniu z tym, co wytwarzają badacze innych krajów świata, w tym Unii Europejskiej wzbudziło moje zainteresowanie. Chciałem wiedzieć, na czym ta produktywność polega i jak ma się ona do reprezentowanej przeze mnie dziedziny nauk humanistycznych, w tym do dyscypliny naukowej,jaką jest pedagogika. Dzięki pani redaktor Lidii Jastrzębskiej dotarłem do publikacji Joanny Wolszczak-Derlacz i Aleksandry Parteka pt. Produktywność naukowa wyższych szkół publicznych w Polsce. Bibliometryczna analiza porównawcza. Program Ernst&Young (Warszawa 2010). Mogłem przekonać się o powodach krytyki dziennikarzy skierowanej do środowiska polskich naukowców za to, że są kiepscy, a nawet beznadziejni, bo mało publikują poza granicami kraju i nie są w związku z tym także cytowani przez innych. Konkurencyjni w świecie będziemy wówczas, kiedy wyniki pracy naukowej zaleją światowej rangi czasopisma oraz kiedy będą nieustannie i wielokrotnie przywoływane przez innych. Uczelnie są w świetle tego fabrykami (producentami) wiedzy, w których powinna odbywać się produkcja wiedzy przez jej wytwórców (producentów), jakimi są nauczyciele akademiccy.

Czym zatem jest produktywność efektywność) naukowa, badawcza? Produktywność naukowa w ujęciu bibliometrycznym jest podstawowym wskaźnikiem opartym na statystykach, które dotyczą ilości i częstotliwości zamieszczania publikacji w uznanych międzynarodowych czasopismach (indeksowanych w bazie Web of Knowledge, publikowanej przez Institute for Scientific Information w Filadelfii).

Wspomniany Raport przedstawia wyniki badań naukowych w polskich uczelniach publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem wyższych uczelni technicznych, gdyż to w nich produkuje się wiedzę praktyczną na tle porównawczym z względnie analogicznymi uczelniami z takich krajów europejskich, jak Austria, Finlandia, Niemcy, Włochy, Szwajcaria i Wielka Brytania. Już we wstępie autorki zastrzegają się, że taki dobór państw podyktowany był dostępnością danych, czyli - używając ich języka - dostępnością materiałów produkcyjnych. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Nie wiadomo, jaki byłby wynik końcowy tej produkcji, gdyby porównano (wy-)twórczość naukową z tą, jaka jest wytwarzana przez innych jeszcze producentów.

W wyniku analizy ekonometrycznej uzyskaliśmy odpowiedź na pytanie, ile i jak często produkuje się w Polsce i wybranych krajach Europy. Poszukiwano też zależności między tą zmienną zależną, jaką jest miara produktywności naukowej ze zmiennymi niezależnymi, czyli potencjalnymi czynnikami, które powodują taki stan produkcji. Po pierwsze okazało się, że polscy robotnicy naukowi wyprodukowali w latach 2006-2008 dwukrotnie mniej, niż w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Finlandii, a trzykrotnie mniej niż w Szwajcarii.

Miernikiem jakości tych publikacji uczyniono to, czy są cytowane przez zagranicznych naukowców. Jak się okazało także i w tym przypadku powoływanie się na polskie produkty naukowe jest dwu-lub trzykrotnie niższe, niż w powyższych krajach. Analityków nie interesuje zatem to, o czym są te rozprawy, jaką mają wartość społeczną, polityczną, edukacyjną, gospodarczą itp., tylko czy, gdzie i jak często są publikowane oraz cytowane przez innych. I to ma stać się w świecie nauki przedmiotem rywalizacji i miarą zwycięstwa lub upadku akademickich przedsiębiorstw? Czeka nas świetlana przyszłość.