sobota, 14 października 2017

Nauczyciel - spotkany, postulowany, zapamiętany


Profesor Władysława Szulakiewicz, która jest historykiem wychowania na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, wydała ostatnio piękną miniaturę naukową poświęconą edukacji nauczycieli lwowskich drugiej połowy XIX wieku i pierwszych dwudziestu lat XX wieku.

Każda subdyscyplina nauk pedagogicznych powinna troszczyć się o swoją historię, bowiem na jej fundamentach kolejne generacje mogą prowadzić badania nie wyważając dawno już otwartych drzwi. Pedeutologia jako nauka o zawodzie i roli społecznej nauczyciela jest jedną z takich subdyscyplin w pedagogice, która rozwija się niezwykle dynamicznie, także w ujęciu historycznym. Kolejna monografia toruńskiej profesor jest naukowo uzasadnionym bogactwem myśli, w wyniku której kilkadziesiąt lat temu kształtowane było środowisko nauczycielskie.

To prawda, że historyczne badania w pedeutologii są zarazem (...)utrwaleniem pamięci o osobach zasłużonych w dziele tworzenia edukacji pedagogicznej na ziemiach polskich (...) oraz rekonstrukcją mistrzów ich epoki. Autorka - jak pisze w przedmowie, pozostaje w swoich analizach (...) w kręgu tych nauczycieli, którzy torowali drogę edukacji pedagogicznej na poziomie seminariów nauczycielskich i na poziomie akademickim. (s. 10-11) Warto zapoznać się z myślą ówczesnych humanistów, skoro po tylu latach lekceważenia przez władze III RP znaczenia jak najlepszego kształcenia nauczycieli przedszkoli i szkół oraz pedagogów, pojawia się kolejna próba politycznej interwencji i reformy w tym zakresie. Oby była wartością dodaną do przemian, których nie doświadczamy w tym środowisku od wielu lat.

Wspomniana przeze mnie miniatura - nie ze względu na małą objętość, ale format, zresztą pięknego wydania książki przez Wydawnictwo Naukowe UMK - została poświęcona przywołaniu refleksji teoretycznej dwóch pedeutologów minionej doby, a mianowicie Antoniny Machczyńskiej, nauczycielki seminariów nauczycielskich, których tak łatwo i szybko pozbyliśmy się w pierwszych latach transformacji ustrojowej, a teraz z resentymentem myśli się o potrzebie przywrócenia - przynajmniej pewnych - rozwiązań edukacyjnych tych placówek oraz Bolesławowi Ferdynandowi Mańkowskiemu, nauczycielowi akademickiemu a zarazem redaktorowi czasopisma "Muzeum".

Pedeutologia jest zatem także nauką, która przedmiotem badań czyni także nauczycieli nauczycieli, tak w ujęciu historycznym, jak i empirycznym, w tym ostatnio coraz częściej etno-, socjo- i psychopedagogicznym. Przypomnienie dokonań nauczycieli wywierających wpływ w swojej epoce na samorealizujących się w tej profesji jest o tyle ciekawe poznawczo i ważne społecznie, kulturowo, że podtrzymujemy pamięć o tych, którzy stawiając sobie najwyższe wymagania, kształtowali przyszłe elity naszego państwa. Jak pisała Antonina Muszyńska: "Każda chwila zmarnowana obciąża nasz obrachunek odpowiedzialności, bo się już nigdy nie wraca". (s. 17)

Czytając tę książkę możemy uświadomić sobie, jak wielkim szacunkiem obdarzano nauczycieli w środowisku wiejskim, skoro, przykładowo, odchodzącym już na emeryturę nie pozwalano opuścić miejscowości, lecz przygotowywano dla nich mieszkanie w podziękowaniu za trud pedagogiczny. Jakże silnie upominano się wówczas o to, by kandydat do nauczycielskiej profesji był tak naprawdę wzorem cnót, mistrzem właściwie oceniającym świat i rzeczy.

"Bo jak pisała (A. Machczyńska - dop. BŚ):"Dzieło wychowania jest ofiarą. (...); przystępujmy doń z czystym sercem i rękami; kto nie czuje na czole nauczycielskiego namaszczenia, niech nie będzie samozwańcem, niech się nie wkrada w poświęcone koło nauczycieli [...]. (s. 45-46)

Ciekawe, że to, co przed tylu laty było niedoścignionym wzorcem postaw, zachowań czy organizacji procesu kształcenia i wychowania w klasie szkolnej, dziś staje się tak anachroniczne, że pewnie już żaden nauczyciel nie napisałby o relacji z uczniami w następujący sposób:

"Miłe, zajmujące i godne pamięci są owe młodociane lekcje, w czasie których tak wielka panuje cisza, że słychać latającej muchy brzęczenie, a natężona uczniów uwaga pracuje nad rozwiązaniem zagadnienia, rzuconego przez nauczyciela. Jakaż to chwila, jakiż piękny związek między tymi uczniami i mistrzem! On im przynosi słowo nauki i wskazuje jej trudności, oni pną się wątłym jeszcze pojęciem do przełamania zapory i do widzenia równie jasno, jak mistrz ich widzi. On szuka wszelkich sposobów, aby ułatwić im zwycięstwo, podpiera, rozświeca ich myśl młodocianą i dzieli z nimi okrzyk radości, skoro zagadnienie rozwiązanym zostało". (s. 72)

No proszę, czyż nie określilibyśmy językiem współczesnej psychologii społecznej tę nauczycielską rolę jako facylitatora? Nie zdradzę zawartości całej książki, a tym bardziej odkrycia wiedzy o tym, jak być nauczycielem w ujęciu B. Mańkowskiego. Mogę jedynie zapewnić, że gdyby ktokolwiek z czytelników wrzucił na fejsa cytat z jego opisu ówczesnych realiów szkolnych, ale nie wskazałby na źródło i okres powstania ich zapisu, to każdy mógłby nabrać przekonania, że rzecz dotyczy tego, co dzieje się tu i teraz, w polskiej szkole A.D. 2017! Sięgnijcie i przekonajcie się sami.

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej życzę wszystkim nauczycielom dużo radości, zrozumienia, wsparcia i wdzięczności ze strony uczniów, ich rodziców i innych rozumiejących oraz doceniających ich wielki trud i poświęcenie.


piątek, 13 października 2017

Edukacja mechatroniczna w Łodzi na światowym poziomie, tylko woda w szkole leci uczniom na głowę


Łódź ma to szczęście, że od osiemnastu lat działa w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego pod wodzą dyrektora Janusza Moosa jedyny taki ośrodek w kraju, a nawet w Europie, w którym jeszcze w ostatniej dekadzie XX w. rozpoczęto wzorcową edukację mechatroniczną. Znakomicie połączono ją z doskonaleniem dyrektorów szkół zawodowych oraz nauczycieli zawodów, by uzmysłowić im, że mechatronika to jest nowa filozofia kształcenia na XXI wiek.

Przedwczoraj, kiedy to po raz kolejny spotkała się Rada Społeczno-Doradcza Łódzkiego Centrum, by podjąć kwestie związane z postnowoczesną edukacją i doradztwem edukacyjno-zawodowym, mogliśmy dokonać podsumowania wyjątkowych osiągnięć pedagogów w zakresie mechatronizacji techniki, która już jest faktem. Trzeba jedynie nadać tej edukacji wymiar transdyscyplinarny.

Otwierający posiedzenie dyr. Janusz Moos mówił o tym, jak to wiele lat temu wnioskowano o włączenie nowych przedmiotów oraz specjalności mechatronicznych do szkolnictwa zawodowego, i to się udało. Zainteresowano tym szkoły i dyrektorów w całym kraju. Implementacja do praktyki edukacyjnej modeli edukacji mechatronicznej jest zatem zakorzeniona w różnych formach kształcenia zawodowego. Ośrodek w Łodzi kształci nauczycieli w zakresie umiejętności organizowania procesu uczenia się zgodnie z założeniami edukacji konstruktywistycznej, uczenia się poprzez wykonywanie projektów zadań zawodowych, by ich uczniowie samodzielnie wytwarzali wiedzę i kształtowali swoje umiejętności.


W Łódzkim Centrum znajduje się unikatowo wyposażony Regionalny Ośrodek Edukacji Mechatronicznej. Jak przypomniał nam Marek Szymański - łódzki konsultant edukacji zawodowej - mechatronika jest tą interdyscyplinarną dziedziną wiedzy, która zespala informatykę, elektronikę i technikę, by interdyscyplinarnym w wymiarze kształcić przyszłych specjalistów, techniczną inteligencję dla ponowoczesnego świata.

Kształcenie mechatroniczne dotyka wszystkich obszarów edukacji zawodowej, przenikając do różnych gałęzi przemysłu także np. spożywczego czy świata mody. Wyniki badań obserwatorium rynku pracy pozwalają na zdiagnozowanie, jakie kompetencje są ważne dla rynku pracy. Wyniki badań "Pracowni monitorowania rynku pracy" sprawiają, że pojawiają się nowe dziedziny mechatroniki. Edukacja mechatroniczną mają zatem pierwszoplanowe znaczenie dla rynku pracy, który wymusza myślenie mechatroniczne, mobilność zawodową oraz ustawiczne doskonalenie umiejętności zawodowych.


W podejściu konstruktywistycznym nauczyciel nikogo nie naucza, tylko organizuje proces uczenia się jego podopiecznych, by sami potrafili się uczyć. Kluczowe jest w tym procesie także wzajemne uczenie się. Najzdolniejsi uczniowie prowadzą zajęcia z informatyki wspomagając w tym procesie nauczycieli. W czasie tej edukacji rozwijają także swoje kompetencje społeczne, pracy w grupie, komunikowania się oraz prezentowania wyników pracy w grupie. Rozwiązując różnego rodzaju problemy techniczne uczą się w zespołach przywództwa. Proces edukacji ma więc indukcyjny tok dochodzenia do uogólnień i najwyższych sprawności.

Eksperci ŁCDNiKP muszą też odpowiedzieć sobie na pytanie: Czego chcemy uczyć? Jak i w co wyposażać pracownie? Mechatronika jest bowiem synergiczną kombinacją mechaniki precyzyjnej, elektronicznego i systemowego myślenia, kiedy trzeba projektować produkty i procesy produkcyjne. Uczący się poprzez wykonywanie zadań zawodowych np. monter mechatronik zaczyna się od zadań, a nie od wiedzy, teorii, modeli.



Postęp technologiczny na świecie jest niezwykle szybki. Także uczniowie wnoszą do szkoły nową wiedzę, spoza podręczników i wiedzy naukowej. Ważna jest zatem umiejętność samodzielnego uczenia się i pracy w zespole. Marek Szymański referował, jaką rolę odgrywają w tej edukacji stacje dydaktyczne w obrębie tej placówki. Pracę z uczącymi się zaczyna się od określonych zadań zawodowych i umiejętności, by dobierając konfigurację urządzeń np. do modułowej linii produkcyjnej FMS 500 doskonalić także programowanie i obsługę obrabiarek numerycznych.

W ŁCDNiKP jest też "Pracownia robotyki", gdzie oprócz kształcenia praktycznego mają miejsce jeszcze egzaminy zawodowe. Liczba urządzeń i stacji jest coraz większa.

Interesujące było wystąpienie dr. inż. Witolda Morawskiego – dyrektora "Festo Didactic", który wyjaśniał, jak na świecie przechodzono w ostatnich stuleciach od rewolucji 1.0 (maszyna parowa), poprzez rewolucję 2.0 - wielkoseryjna produkcja samochodów Forda, po rewolucję 3.0, jaka miała miejsce pod k. lat 70.XX w. a przyczyniła się do robotyzacji, aż do rewolucji 4.0 (Mechatronika industry 4.0).

Jak wynika z badań komparatystycznych, do tej pory poziom zaawansowania liczby robotów na 10 tys. zatrudnionych osób w Polsce sprawia, że jesteśmy na piątym miejscu ... ale na końcu listy rankingowej. W Polsce są zaledwie 22 roboty na 10 tys. mieszkańców, tymczasem będące przed nami Czechy posiadają czterokrotnie wyższy wskaźnik w powyższym zakresie. Na pierwszym miejscu są Niemcy.

Tymczasem polski rząd zapowiada wprowadzenie rewolucji przemysłowo-technologicznej 4.0 - czwartej generacji. Chyba porywamy się z motyką na Słońce, ale dobrze, że chociaż ŁCDNiKP nieustannie modernizując kształcenie staje się wzorem dla całej Polski. To właśnie w Łodzi symuluje się z uczniami budowę fabryki w sposób modułowy, co pozwala na zdobywanie wiedzy od podstaw aż do bardzo wysokiego poziomu wiedzy i umiejętności. Wszystko jest organizowane przez nauczyciela jako tutora. W hali starej, a nieczynnej już fabryki zainstalowano stanowiska do pracy 40 uczniów, gdzie przez 6 tygodni składali oni roboty oraz sami wyprodukowali konieczne dla nich części.

The internet of Things ans Services jest połączeniem ludzi i rzeczy ze sobą, porozumiewania się ze sobą wszystkich urządzeń funkcyjnych.

Prezes firmy Mechatronik Artur Grochowski relacjonował, w jaki sposób można w ramach kształcenia praktycznego tworzyć dla uczniów i z nimi najnowocześniejsze linie produkcyjne, w ramach których składa się i rozkłada roboty dowolnie na różne części. Mechatronik dzisiaj jest już niezwykle złożoną specjalnością. To jest nie tylko świat otaczających mechatronikę wiedzy i umiejętności, ale także swoisty stan umysłu. Technik automatyk, technik elektronik, technik mechanik, informatyk itd. musi mieć inaczej ukształtowany umysł, by był otwarty na wiele dziedzin wiedzy.


Dzisiaj uczniowie zdobywają wiedzę i umiejętności w zakresie programowania robotów przemysłowych dzięki realizowanemu w Łodzi projektowi - Fabryka Robotów. Młodzi ludzie konstruują robota SUMO metodą druku 3D, skrawaniem lub laserem, a przy tym każdy moduł ma wbudowane wifi, toteż można nim sterować z telefonu czy smartfonu. Widać zatem, jak bardzo konieczna jest integracja przemysłu z edukacją.

Dzięki temu można zakupić nowy sprzęt do pracowni w Łódzkim Centrum Doskonalenia i Kształcenia Praktycznego np. nowe drukarki 3D, skanery. To tu powstaje laboratorium akwatroniki, hydrauliki siłowej, nowa pracownia CNC, pracownia pomiarów narzędziowych, laboratorium montażu powierzchniowego, elektrycznego i elektronicznego oraz laboratorium tektotroniki.

W czasie posiedzenia Rady rozmawialiśmy o konieczności wprowadzania młodzieży w nowe technologie zanim ona wybierze swoją szkołę ponadpodstawową, by już niejako od przedszkola interesowała się mechatroniką. Trzeba dzieci zachęcać do rozumienia obsługi prostych urządzeń mechatronicznych, bo to jest nie tylko teraźniejszość, ale dynamicznie rozwijająca się przyszłość najlepiej rozwiniętych gospodarek świata. Mechatronizuje się nawet przemysł mody.

W chmurze jest mnóstwo programów pozwalających na uczenie się przez młodzież współpracy przy rozwiązywaniu zadań technicznych, tworzenia zespołów realizujących projekty, szybką komunikację na różnych poziomach. Można te procesy monitorować, analizować, jak są realizowane przez uczniów projekty bez konieczności realizowania ich w samej szkole.


Aktor, reżyser i animator kultury związany z Łodzią, a zarazem członek naszej Rady przy ŁCDNiKP - Marcel Szytenchelm słusznie upomniał się w toku dyskusji i prezentacji świata nowych technologii o kulturę, sztukę, kształtowanie wśród uczniów emocji, sztuki, posługiwania się słowem. Właśnie kończy projekt nowego teledysku o Władysławie Reymoncie, który pojawi się 5 grudnia br. pod tytułem „Galaktyczny Reymont”. On sam jest przerażony tym, że świat idzie tak daleko. Trzeba jednak zatroszczyć się o kulturę języka, wrażliwości, marzeń i ludzkich emocji. Nie możemy zaprzepaścić humanistycznej perspektywy w kształceniu ogólnym i zawodowym.

Na zakończenie posiedzenia Rady skupiliśmy się jeszcze na kwestii doradztwa edukacyjno-zawodowego w szkolnictwie. Uczniowie i ich rodzice zapytani o to, w ilu zawodach kształci się w łódzkich szkołach, najczęściej wymieniali 8 do 12. Tymczasem łódzkie szkoły kształcą w 48 zawodach! To znaczy, że brakuje informacji, wiedzy o tym, gdzie i czego można się nauczyć z myślą o własnych aspiracjach i uzdolnieniach. Wybory typu szkoły ponadpodstawowej muszą być świadome.

MEN wprowadziło do podstaw programowych 10 godz. zajęć z doradztwa zawodowego od kl. VII i 10 godz. w kl. VIII szkoły podstawowej. Mamy świadomość, że doradztwo zawodowe jest pomostem między rynkiem pracy a edukacją. Niestety, niskie zarobki sprawiają, że do szkolnictwa branżowego (fatalna i nieadekwatna nazwa do istoty kształcenia) nie trafiają młodzi, utalentowani inżynierowie.


W dyskusji musieliśmy powrócić do realiów polskich szkół publicznych. Nawet w jednej z najatrakcyjniejszych w ostatnich latach szkole przemysłu mody w jednym z pomieszczeń stoi wiadro zbierające przeciekającą przez dziurawy dach wodę. Wstyd i żałość bierze, kiedy z jednej strony mierzymy ku amerykanizacji edukacji do postnowoczesnej produkcji, a z drugiej strony kształcimy w warunkach urągających nie tylko kulturze codziennego życia.

(Fot. 1,5 - Anna Gnatkowska z ŁCDNiKP)

czwartek, 12 października 2017

Tajemnicza lista dyscyplin naukowych

Dziennikarze mają to do siebie, że potrafią wydobyć z ministerialnych pokoi to, co wciąż skrywane jest przez środowiskiem akademickim. Nie rozumiem jednak powodów tego stanu rzeczy. Odbył się Kongres Nauki Polskiej, w czasie którego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedłożyło projekt Ustawy 2.0, ale zabrakło do niej projektów rozporządzeń, które są kluczowe dla uchwycenia istoty i głębi zmian.

W czasie inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie w Białymstoku uczestniczący w niej wiceminister Aleksander Bobko trzykrotnie podkreślał, że politycy wcale nie zamierzają w ramach przygotowywanej reformy pogorszyć sytuację finansową mniejszych uczelni od Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu warszawskiego. Brzmiało to jak postprawda, bo przecież nie od tego roku wszystkie szkoły państwowe - poza w/w i może jeszcze kilkoma innymi - otrzymują w milionach liczone niższe dotacje.

Tak zwany "wskaźnik Gowina" określający graniczny stosunek liczby studentów przypadających na jednego nauczyciela akademickiego (13-14:1) już działa. On nie pojawi się dopiero za rok czy dwa lata, jak Sejm przyjmie Ustawę 2.0. Większość uniwersytetów, politechnik, akademii już w tym roku otrzymała o kilka milionów zł mniej, więc deklaracje wiceministra brzmią zdumiewająco niewiarygodnie.

Wiceminister A. Bobko nie wiedział zapewne, że w tym samym niemalże czasie, kiedy zapewniał białostockich akademików o kontynuowaniu dobrej zmiany w szkolnictwie wyższym - rzeczniczka PiS Beata Mazurek przekazała mediom jednoznaczny komunikat: "Reformy w takiej formie nie poprzemy". Grillowanie wicepremiera ma zatem swój dalszy ciąg. Kpienie z "jego" reformy przez partię władzy stawia min. J. Gowina w dwuznacznej sytuacji.

Wicepremier i minister broni się przed tymi atakami przyznając zarazem, że wicemarszałek Sejmu R. Terlecki nie znał jeszcze projektu ustawy, kiedy też go skrytykował jakiś czas temu. Ocenił jednocześnie, że wicemarszałek Sejmu jest w mniejszości i na pewno wpływowej, ale nie tak wpływowej żeby zablokować ten projekt.- Zaproszę pana marszałka Terleckiego na dobrą kawę. Przedyskutujemy ten projekt. Jestem przekonany, że go przekonam .

Środowisko akademickie uwierzyło w moc sprawczą ministra. Po jego stronie zdaje się, że jest młode pokolenie doktorantów, na którego rewoltę - w przypadku odrzucenia projektu Ustawy 2.0 - może liczyć minister J. Gowin. Być może jest to środowisko spodziewanego wsparcia przy tworzonej przez J. Gowina nowej partii politycznej "Republikanie".

Pozostawmy jednak kwestie polityki i finansowania uczelni, a powróćmy do kwestii, która zaczyna budzić kontrowersje. Jak wspomniałem, dziennikarze mieli "przeciek", zapewne kontrolowany, by władze resortu mogły zorientować się, jaka będzie reakcja środowisk akademickich, że w ramach radykalnego zmniejszenia liczby dyscyplin naukowych, przy pozostawieniu siedmiu dziedzin nauki, zostanie zlikwidowana dyscyplina KULTUROZNAWSTWO. Łódzki kulturoznawca dr hab. Tomasz Majewski wystosował nawet list do ministra nauki i szkolnictwa wyższego, w którym wyraża zdumienie, że można zlikwidować tę dyscyplinę naukową.

Takich dyscyplin ma jednak zniknąć z wykazu ponad 60. Czy ktoś już dysponuje projektem rozporządzenia o dziedzinach i dyscyplinach nauk? Czy będzie to wakacyjna "wrzutka" po przyjęciu ustawy? Nie martwię się o pedagogikę, bo ta jest w wykazie OECD dyscyplin naukowych. Dziwię się jedynie temu, że ma być siedem dziedzin nauki. No, ale zdziwienie jest w nauce czymś naturalnym. Tymczasem czekamy na kolejną "wrzutkę". Czy będzie dotyczyła "nauk o rodzinie"? Czy może "nauki o sztuce", "nauki o polityce publicznej", "prawo kanoniczne" itd.?

Minister Jarosław Gowin poinformował media, że oficjalna lista dyscyplin do redukcji jeszcze jest pisana. Hmmmm....

środa, 11 października 2017

Dla MEN - nauczyciele gorszego sortu. Dla mnie - wspaniali pedagodzy i wychowawcy!




Minister edukacji Anna Zalewska popełnia ten sam błąd, jaki miał miejsce w okresie rządów w tym resorcie Romana Giertycha (lata 2006-2007). Wówczas jego wiceminister - Mirosław Orzechowski (niestety - z Łodzi) dekomunizował środowisko nauczycielskie obrażając je na każdym możliwym kroku. Nie jestem członkiem ZNP, ale to, co on wówczas wyprawiał, kompromitowało resort edukacji, który w nazwie ma "narodową".

Okazało się wówczas, że jednak nie ma w III RP narodu, tylko jest naród lepszego sortu i gorszego sortu. Podobnie uczyniono z nauczycielami. Każdy, kto ośmielił się przyznać, że jeszcze jest członkiem ZNP, nie miał żadnych szans na ubieganie się w drodze konkursowej o stanowisko dyrektora przedszkola czy szkoły. Takie było oficjalne stanowisko władz oświatowych w tamtym czasie.

Nauczycielom - członkom ZNP odmówił ówczesny minister edukacji - Roman Giertych przyznania im Medalu Komisji Edukacji Narodowej. Doskonale pamiętam oburzenie w środowisku, ale jak to z nauczycielami bywa, nikogo nie obchodzi ich los. W końcu Medal jest tylko symbolicznym wyrazem wdzięczności za wieloletnią, wspaniałą służbę na rzecz edukacji dzieci w Polsce. Jaką by ta Polska nie była - pod lewicowym, liberalnym czy prawicowym "butem" (butą) władzy - nauczyciele są od tego, by kształcić i wychowywać dzieci, bo WSZYSTKIE DZIECI SĄ NASZE.

Jak się okazuje, w dziesięć lat później, ta sama formacja partyjna ogłosiła, że NIE WSZYSCY NAUCZYCIELE SĄ NASI! Minister Anna Zalewska poinformowała na piśmie Związek Nauczycielstwa Polskiego, że resort edukacji nie popiera już konkursu na Najlepszego Nauczyciela Roku. W ubiegłorocznym rozdaniu nagród nikt z resortu edukacji nie pofatygował się na Zamek Królewski, by spotkać się z laureatami tej znakomitej inicjatywy. Zapewne powodem jest to, że konkurs ma dla tego rządu "fatalnego ojca", jakim jest opozycyjny (zresztą beznadziejnie) Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Minister edukacji Anna Zalewska ma już swoich nauczycieli, którym dzień wcześniej, żeby przypadkiem jedni nie otarli się o drugich, wręczyła nagrodę w konkursie, którego nazwa jest łudząco podobna, ale jakże prawdziwie oddająca nędzę tego zawodu - "Nauczyciel Wolontariusz Roku". Tak, tak, nauczyciele od 1993 r. są wolontariuszami, jako że stanowią nadal jedną z najgorzej opłacanych profesji w krajach Unii Europejskiej! Istotnie, ich służba, misja, poświęcenie, oddanie dzieciom i młodzieży zasługuje jedynie na odrębną nagrodę - równie symboliczną.

Czy nauczyciele-wolonatariusze muszą mieć legitymację "Solidarności" czy przynależności do PIS-u? Czy może są urodzonymi po 1989 r.?

Tego nie wiem, ale cieszę się, że są wyróżniani, tak samo jak to, że na Zamku Królewskim w Warszawie wręczono nagrody pedagogom "gorszego sortu". Nie przypuszczałem, że nadejdą znowu takie dni, w których MEN będzie dzielił nauczycieli na swoich i obcych, na godnych i niegodnych wręczenia im symbolicznego wyróżnienia. Czy wnioski o Medal KEN też zostały przetarte przez partyjne sito?

WSTYD! To już nie jest Ministerstwo Edukacji Narodowej, tylko Ministerstwo Oświecenia Partyjnego.



wtorek, 10 października 2017

Nagroda za prace badawcze z pedagogiki społecznej im. Profesor Ireny Lepalczyk



Władze Łódzkiego Towarzystwa Naukowego na swym posiedzeniu w dniu 9.10.2017 r. podjęły uchwałę - zgodną z wnioskiem Kapituły Nagrody ŁTN za prace badawcze z pedagogiki społecznej im. Profesor Ireny Lepalczyk - o przyznaniu tegorocznej Nagrody profesorowi Jean-Marie Barbierowi za książkę pt. Leksykon analizy aktywności. Konceptualizacje zwyczajowych pojęć, przekł. i oprac. E. Marynowicz-Hetka (Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2016).

Wręczenie nagrody i wykład Laureata będą mieć miejsce w Łódzkim Towarzystwie Naukowym w dniu 9. listopada br. o godz. 16.00.

Była to już dwunasta edycja konkursu, na który w bieżącym roku nadesłano sześć rozpraw, z których dwie nie spełniały wymogów formalnych. Cztery nominowane do nagrody i spełniające warunki formalne książki zostały nadesłane z Uniwersytetu Opolskiego, Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Uniwersytetu Szczecińskiego i Uniwersytetu Łódzkiego.

Kapituła Nagrody zwróciła uwagę na to, że opublikowany przekład na język polski publikacji francuskiego pedagoga społecznego jest znaczący dla rozwoju pedagogiki społecznej, rozwoju jej
języka naukowego i osadzony w najnowszym nurcie badań instytucjonalnych tej subdyscypliny nauk pedagogicznych.


Książka prof. J.-M. Barbiera stanowi swoisty ”klucz do badań i interpretacji” działań społecznych, a nawet „narzędzie generowania wiedzy”. Członkowie Kapituły uznali, że książka ta może być źródłem inspiracji dla orientowania metodologicznego badań w pedagogice, w tym zwłaszcza w pedagogice społecznej, zajmującej się aktywnością/działaniem w środowisku życia.

Kapituła Nagrody ŁTN zwróciła także uwagę na powyższą rozprawę, która jest wynikiem międzynarodowego poziomu współpracy między pedagogami społecznymi z Polski i Francji. Cenne są też walory edycyjne publikacji (wersja elektroniczna) oraz poziom jej opracowania w języku polskim.

Warto przy tej okazji przypomnieć, że jest to już druga polskojęzyczna książka profesora z Conservatoire National des Arts et Métiers w Paryżu, gdzie powołał on do życia Centrum Badań nad Kształceniem oraz Katedrę UNESCO Kształcenia i Praktyk Profesjonalnych.

J.M.-Barbier jest doktorem honoris causa Uniwersytetu Louvain. W 2006 r. ukazała się jego książka pt. "Działanie w kształceniu i pracy socjalnej. Analiza podejść. Seria: Biblioteka Pracownika Socjalnego" (Katowice: Wydawnictwo Naukowe ŚLĄSK 2006).




Przy tej okazji członkowie Kapituły Nagrody zwrócili uwagę na następujące powody odmówienia poparcia innym publikacjom:

- jednostronne, a niekiedy i błędne rozwiązania metodologiczne(pytania badawcze, hipotezy, przyjęta strategia badawcza, etc);

- usytuowanie przekazu w innych dyscyplinach(np. psychologii),bądź w innych subdyscyplinach pedagogicznych(np. teorii wychowania, pedagogiki resocjalizacyjnej), pomimo podejmowania ważnej społecznie problematyki(np. zjawiska przemocy wobec osób starszych);

- naruszenie zasad etycznych w pracy naukowej przez m.in. brak informacji w książce o tym, że powstała ona na podstawie obronionej pod kierunkiem konkretnego profesora - promotora rozprawy doktorskiej.

Za rok jest kolejna edycja tej prestiżowej Nagrody w środowisku naukowym. Proszę uważnie czytać na stronie Łódzkiego Towarzystwa Naukowego zasady, zgodnie z którymi kwalifikowane są publikacje w tym konkursie. Dwie książki nie zostały wzięte pod uwagę tylko dlatego, że zostały wydane w roku 2017, a więc nie spełniały formalnego wymogu. Wnioskodawcy mogą zatem ponowić swój wniosek w 2018 r.






poniedziałek, 9 października 2017

Ustawa "Prawo oświatowe" a brak demokracji w szkołach

(źródło: Facebook - 2015)


Ustawa o systemie oświaty z 1991 r. , a następnie jej nowelizacja z dnia 14 grudnia 2016 r. - Prawo oświatowe - w Preambule powtarza tę samą przesłankę aksjologiczną:

Oświata w Rzeczypospolitej Polskiej stanowi wspólne dobro całego społeczeństwa; kieruje się zasadami zawartymi w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także wskazaniami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Konwencji o Prawach Dziecka. Nauczanie i wychowanie – respektując chrześcijański system wartości – za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki. Kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości Ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata. Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.

Demokracja jako wartość nie może być odkładana w czasie tzn., że wszystkie podmioty szkolnej edukacji najpierw powinny być zniewolone (podporządkowane nadzorowi), aby zyskać niezbędne kompetencje, a dopiero później, kiedy to już nastąpi, mogłyby one współdecydować o swoich sprawach. Kompetencje samorządnościowe są wytworem osobistej i autentycznej partycypacji w decyzjach wewnątrzgrupowych, w nieskrępowanych możliwościach organizowania się, solidarnego występowania w obronie interesów grupowych i względnie autonomicznego działania w obrębie określonej wspólnoty, stąd też ci, którzy naprawdę chcą demokracji, muszą zagwarantować nauczycielom od samego początku ich wejścia do struktur oświatowych prawo współdecydowania o sprawach, wynikających z ich profesjonalnych funkcji i zadań.


W Polsce żadna szkoła publiczna nie jest szkołą demokratyczną, mimo że w preambule do powyższej ustawy jest to jeden z celów edukacji. Także większość szkół niepublicznych nie jest demokratyczna. O ile placówki prywatne mogą realizować dowolny, a zgodny z oczekiwaniami i aspiracjami rodziców model kształcenia i wychowania np. autokratyczny, wyznaniowy, autorski, o tyle szkoły publiczne powinny służyć dobru wspólnemu i formowaniu młodych pokoleń do demokracji i w demokracji, zgodnie z Konstytucją RP i Ustawą - Prawo oświatowe.

Nie zmieni się szkolnictwa, jeśli nie zaczniemy pracować nad praktyką jego demokratyzacji na wszystkich możliwych poziomach zarządzania, kierowania i współdziałania z jego kadrami. Specyfika systemu oświaty, podobnie jak innych usług publicznych, polega na tym, że decyzje podejmowane dziś, owocują w dalszej perspektywie czasowej. Reformowanie oświaty jest zatem procesem długofalowym. Silny nacisk doraźnych interesów (polityków, urzędników, związków zawodowych) paraliżuje proces zmian i opóźnia konieczne decyzje.

(źródło: Facebook - 2017)

Polska oświata nie wyszła ze stanu demokracji nieskonsolidowanej, którą cechuje niski poziom strukturalnej integracji, niewielki zakres uzgodnień normatywnych i traktowanie ustroju szkolnego jako środka do realizacji interesów dominującej w danym okresie frakcji politycznej. Zastanawiam się nad tym, czy można osiągnąć etap rozwoju społeczeństwa zintegrowanego wokół idei demokracji, o wysokim poziomie więzi strukturalnych i normatywnego konsensusu, gdzie frakcje elit politycznych będą w większości zgodne co do reguł i wartości istniejącego systemu oświatowego, starając się unikać działań destruktywnych wobec niego.

Upolitycznienie administracji publicznej w III RP podtrzymuje stan wykorzystywania przez polityków różnych opcji przedłużania stanu niedojrzałości obywatelskiej w naszym społeczeństwie. Polacy mają się nie martwić, nie angażować w zmiany społeczno-polityczne. Przyjdzie kolejna władza i za nich oraz dla nich wszystko załatwi.

Mimo minionych już ponad trzech dziesięcioleci polski system oświatowy nadal należy do bastionu najbardziej scentralizowanych struktur, które podtrzymywane są przez niezdolne i niechętne do koniecznych zmian władze państwowe. Autorytaryzm skrywa się za retoryką troski o dobro dzieci i młodzieży, o dziedzictwo kulturowe, wyrównywanie szans rozwojowych itp. przy równoczesnym utrzymywaniu państwowego centrum decyzyjno-kontrolnego.

Istotnie został zahamowany proces tworzenia struktur (organów) kontroli społecznej, a tym samym uobywatelnienia Polaków przez upełnomocnienie ich możliwego wpływu na podejmowane przez władze różnych instytucji publicznych i środowisk oświatowych procesy decyzyjne. „Centralistyczne myślenie, opętane chęcią odgórnej kontroli, jest spuścizną PRL-u.

Demokracja, otwartość, wolność, godność człowieka i jego prawa, tolerancja są równie istotnymi wartościami w sprawowaniu władzy przez rząd konserwatywny, a reprezentowany przez liderów partii prawicowych, jak i liberalny czy lewicowy. Może się komuś nie podobać katalog cnót, wartości będących podstawą działań którejś z tych formacji, ale przecież kiedy one były na marginesie życia publicznego, nikomu nie przeszkadzało, by poglądy ich zwolenników redukować do mało istotnych.

(źródło: Facebook - 2016)

Jeśli demokracja jest ustrojem równości afirmacji i dostępu do zróżnicowanych oraz rozproszonych systemów wartości, ideologii, a także podejść naukowo-badawczych, to nie można obrażać się na fakt wykorzystywania danej w wyniku wyborów szansy tym, którzy wreszcie znaleźli się w centrum władzy, o ile jej przedstawiciele nie starają się zawłaszczać, wykluczać, antagonizować, a więc dzielić i niepodzielnie rządzić, dyktować innym warunki egzystencji na warunkach stanowionych jedynie przez siebie.

niedziela, 8 października 2017

Kompendium edukacyjne Edmunda Bojanowskiego Feniksem z popiołów Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki


Mam przed sobą dzieła zespołu badawczego uczonych z Instytutu Pedagogiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, które są wynikiem żmudnych, niezwykle czasochłonnych badań z historii wychowania i myśli pedagogicznej XIX wieku. Dzisiaj, kiedy debatujemy o reformie nauki, wpadamy w jakiś globalistyczny amok, by uznać za naukowe i cenne dla polskiej humanistyki tylko lub przede wszystkim to, co zostało opublikowane poza granicami kraju, a jeśli już w Polsce, to w języku angielskim. Najwyżej ceni się rozprawy, które są wynikiem badań finansowanych w ramach centralistycznie kreowanych przez MNiSW konkursów.

Nie muszę nikogo przekonywać, że historia wychowania, oświaty, dzieje myśli pedagogicznej są w wyniku badania naukowego dokonaniem, na które pracuje się latami, często indywidualnie, a jeśli zespołowo, to w małym gronie, gdyż mało kto chce dać na to pieniądze. Tysiące godzin pochłania napisanie jednego artykułu, potem naukowej monografii, a przecież specjaliści od wyścigu na gromadzenie punktów są niecierpliwi, niechętni czy nawet zawiedzeni, że ktoś pracuje nad czymś długo cierpliwie gromadząc dane i dokumenty do analiz. Wnioski o grant w ramach NPRH są deprecjonowane przez recenzentów, gdyż pedagogika została przypisana do dziedziny nauk społecznych, a usunięta przez B. Kudrycką z nauk humanistycznych.

Ponad dwa lata temu wspomniany przeze mnie zespół badaczy wystąpił do Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki z wnioskiem o sfinansowanie projektu badawczego z historii myśli pedagogicznej. Kogo jednak obchodzi krytyczna edycja notatek i pism bł. Edmunda Bojanowskiego (1814-1871), który w XIX w. stworzył oryginalną koncepcję integralnego wychowania dzieci w wieku przedszkolnym w środowiskach wiejskich, a więc pozbawionych pedagogicznej troski i opieki? Nie otrzymali grantu na badania. Nie byli rzecz jasna jedynymi, bowiem w pierwszym "czytaniu" odpadło 90 proc. wniosków.

Zwolennicy liberalnie pojmowanej nauki nie dostrzegli w tym projekcie istotnych walorów, bo zapewne w ich przekonaniu nikogo na świecie nie będzie interesować system wychowania i prowadzenia dziecięcych ochron z XIX w., skoro dzisiaj mamy placówki wychowania przedszkolnego wyzute z autorskiej odmienności, bo realizujące narzucony wszystkim przez MEN program wychowania.

Prawdopodobnie recenzentów NPRH nie interesowała idea wychowania, którą charakteryzuje miłość do Boga, do własnej ojczyzny i do dziecka. Wychowanie miało być tylko globalistyczne, racjonalne i dla potrzeb gospodarki wolnorynkowej. Po co polskiej nauce wprowadzenie do obiegu źródeł, które trzeba najpierw wydobyć z archiwów, częstokroć po raz pierwszy odczytać rękopisy, notatki i naukowo je opracować, żeby można było na tej podstawie zrekonstruować bogactwo myśli i praktyki z zamierzchłej przeszłości?

Wiele osób po otrzymaniu negatywnego werdyktu rezygnuje z dalszych działań, niektórzy się załamują, inni tracą przez to własne stanowisko pracy naukowo-badawczej. Na szczęście akademicy z pasją nie załamują rąk. W tym przypadku siostra Służebniczka Najświętszej Marii Panny - dr hab. Maria Loyola Opiela pozyskała do współpracy międzypokoleniowy i interdyscyplinarny zespół badawczy, który składał się z ludzi wielkiego serca, ofiarnych, bezinteresownych i zaangażowanych (dr Dorota Bis, dr Katarzyna Braun, dr Damian Belina, dr Iwona Szewczak, mgr Iwona Jabłońska, ks. mgr Andrzej Jasnos, mgr Ewelina Kurowicka,... s. mgr Weronika Ortyl i s. Dorota Gościńska), by we współpracy z ekspertami z teologii, filozofii, historii literatury i leksykografii, pedagogiki ogólnej i przedszkolnej zrealizować trudny projekt. Nie robili tego dla nagrody, dla parametrycznej punktacji, ale z wielkiej potrzeby wsparcia współczesnej praktyki edukacyjnej, jaką na podstawie tej myśli pedagogicznej realizują od lat Siostry Służebniczki.

Powstała wyjątkowa edycja interdyscyplinarnego spojrzenia na całość pedagogii bł. E. Bojanowskiego wskazując na pełny kontekst integralnie rozumianej edukacji w postaci wspaniałego dzieła pt. "Kompendium edukacyjne Edmunda Bojanowskiego" pod red. A. Marii Loyoli Opieli (Lublin 2016, ss. 495) oraz dwóch tomów źródeł. Zostały w nim zrekonstruowane podstawy wychowania dziecka i funkcjonowania ochron w świetle założeń tego pedagoga oraz organizacja i pedagogia ochron.

Te - w odróżnieniu od podobnych rozwiązań w innych krajach - miały prewencyjny charakter, a zarazem głęboko wspomagający rozwój społeczno-moralny dzieci w środowisku przechowującym wartości narodowe i religijne. Wyjątkowy w dziejach pedagogiki wczesnej edukacji humanista, o wszechstronnym wykształceniu stworzył system wiejskich środowisk wychowawczych integrując wokół niego siły społeczne i kształcąc zarazem wychowawców w radzeniu sobie z jego organizacją i finansowaniem.

Po wcześniejszej rozprawie s. M. Loyoli Opieli pt. "Integralna pedagogika przedszkolna w systemie wychowania Edmunda Bojanowskiego. Kontynuacja i zmiana" (Wyd. KUL Lublin 2013, ss. 447), o której pisałem trzy lata temu oraz syntetycznej monografii pod redakcją prof. UW dr hab. Alicji Siemak-Tylikowskiej pt. "Przetrwały 200 lat. Myśl i dzieło bł. Edmunda Bojanowskiego w perspektywie XXI wieku" (UW 2014, ss. 169), otrzymaliśmy jeszcze dwutomowe dzieło pod red. Edwarda Gigilewicza i s. Marii Loyoli Opieli (Lublin 2016, tom 1 - ss. 888, tom 2 - 1006), które jest redakcją krytycznie opracowanego wydania nieopublikowanych dotychczas "Prac, szkiców i notatek Edmunda Bojanowskiego". Do tego zostały opublikowane oddzielnie "Indeksy" do powyższych źródeł - w opracowaniu Weroniki Gigilewicz.

Jak napisał w Przedmowie Zenon Kard. Grocholewski, Postulator w sprawie kanonizacji Edmunda Bojanowskiego - "Należy sobie życzyć, by to wydanie źródłowych tekstów bł. Edmunda Bojanowskiego było zachętą, prowokacją, natchnieniem, rachunkiem sumienia także dla tych wszystkich, których interesują sugestywne przemyślenia i fascynująca twórczość umysłu i serca, by według własnych możliwości i warunków życia angażować się czynnie zarówno w realizacji przykazania miłości wobec potrzebujących, jak misji ewangelizacyjnej Kościoła". (s. VI)


Pięknie, że naukowo twórczy wkład całego zespołu odtworzenie źródeł, ich opracowanie, analizę krytyczną i projekcję na XXI wiek został doceniony i wyróżniony przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich w 2017 r. Nagrodą FENIKSA.