Poszukiwanie odpowiedzialności w nauce

 




Karel Hvížďala w książce wywiad-rzeka prowadzi dialog z filozofem i socjologiem  prawa na Uniwersytecie Karola w Pradze - Jiřím Přibáň'em. Podejmują w nim kwestie etyki i aksjologii w kontekście transformacji społeczno-politycznej, gospodarczej i kulturowej na świecie. W rozmowie dwóch wybitnych humanistów przenikają problemy etyczne odpowiedzialności, literatury,  systemów, cywilizacyjnych różnic, obywatelstwa, prawa, Europy, mediów i uniwersytetów. 

Całość poprzedza myśl Marcela Prousta: "Świat nie jest stworzony dla kogokolwiek na zawsze. W toku życia pojawiają się w nim sprawy, o których nie mieliśmy nawet pojęcia" (s.7).

Rozprawa o odpowiedzialności powstawała dwa lata pod wpływem globalnego załamania się ludzkiej kondycji w dobie pandemii Covid-19. To wówczas uświadomiono sobie, że pragnienie czeskiego społeczeństwa stania się po 1989 roku ekonomicznym tygrysem Europy Środkowej pękło jak bańka mydlana w następstwie  niespodziewanego  w skali globalnej pojawienia się niszczycielskiego wirusa.

Interlokutorzy postanowili objąć dialogiczną refleksją ogólną normę odpowiedzialności jako tej, która od pradziejów dotyczy ludzkiej tożsamości, indywidualności, kultury, nauki, społecznej egzystencji i polityki. Sięgnąłem do tej części dialogu, który został skoncentrowany na odpowiedzialności nauki, a tym samym  uniwersytetów, co jest zrozumiałe ze względu na własną profesję.

Příbáň demistyfikuje mit przeciwstawiający oświecenie średniowieczu, skoro powstające pierwsze uniwersytety były i nadal są nośnikiem cywilizacyjnego postępu. Wprawdzie zagrożeniem dla tych uczelni jest przekształcanie ich w firmy produkujące wykształcenie, które przestaje być wartością autoteliczną,  to jednak postmodernistyczne współcześnie klasztory troszczą się o pożądane morale. "To jednak jeszcze nie znaczy, że zaniknie duch czy etos wykształcenia" (s.219).

Filozof przypomina rolę uniwersyteckich dysydentów w totalitarnych  czasach dzięki temu, że zawsze stali w swojej misji po stronie pluralizmu, wielokulturowości. Niepokoi zaś zanikanie tej funkcji w ostatnich dekadach, skoro uniwersytety jako przestrzeń wolności są przez władze polityczne monitorowane pod kątem tego, co jest dopuszczalne czy co może lub nie powinno być krytykowane przez uczonych. Coraz częściej mówi się o jednych uniwersytetach jako basztach radykalnej lewicy lub prawicy oraz o dostosowywaniu badań do zaspokajania oczekiwań tej czy innej władzy.

Niepokoi filozofa reorientacja w naukach humanistycznych wyznaczająca granice moralnego absolutu zamiast podawania ich krytyce, dyskusji. A przecież w przeszłości uniwersytety przyciągały nonkonformistyczne osobowości. Tak, jak średniowieczni mnisi, także współczesne uniwersytety przechodzą transformację, by dbać o dobro wspólne. 

Dzisiejsi profesorowie humanistyki przemierzają świat, prowadzą wykłady, debatują na konferencjach, by szerzyć własną myśl i pozyskiwać jej uczniów, nierzadko z poczuciem wyższości poznawczej w stosunku do części  niewykształconego społeczeństwa. Podobnie jak w średniowieczu analizują teksty kluczowe dla kultury, które niezależnie od ich autorów są włączane lub usuwane z programów kształcenia.

Příbáň stwierdza: "W takim razie musiałbym  usunąć z programu socjologii filozofię Marksa, skoro został nadużyty przez reżim totalitarny; z Gandhiego w ramach kursu o prawach człowieka, skoro niewybrednie mówił o czarnoskórych obywatelach  Imperium Brytyjskiego; z rozpraw Wittgensteina, który w czasie krótkiej kariery wiejskiego nauczyciela  regularnie tyranizował i bil swoich uczniów aż do ich utraty przytomności; a może i z filozofii Sokratesa, który prawdopodobnie współżył z małoletnimi chłopcami. Sądzę, że potrzebujemy jakiejś nowej formy oświeceniowej rewolucji, która potrafiłaby przeciwstawić się moralnemu absolutyzmowi i konformizmowi  dzisiejszej scholastyki w naukach humanistycznych i społecznych" (s.222).  

Z ontologicznego punktu widzenia kultura nie jest jakąś czystą substancją, do której mają prawo jedynie ci, którzy przynależą do niej, gdyż kultury są docześnie następstwem całej skali przyjmowanych lub odrzucanych różnych a obcych kultur. Niesłusznie zatem przenosi się polityczne konflikty na różnice kulturowe czy cywilizacyjne.  

Jesteśmy świadkami inflacji akademickich czasopism, wśród których tylko nieliczne gwarantują naukowy poziom, a przy tym nikt i nigdy nie przeczyta wszystkich zawartych w nich artykułów, szczególnie w naukach humanistycznych i społecznych. Prowokacja Alana Sokala wykazała, że możliwe jest opublikowanie nonsensownych tekstów. Wystarczyło brednie opatrzyć odwołaniami do Derridy, Latoura, Kuhna i Einsteina, by uświadomić, jak różne dyscypliny naukowe wytwarzają niezrozumiały język i jak upadają wyobrażenia o tym, czym jest uniwersytecki dyskurs.

Największym zagrożeniem dla współczesnych uniwersytetów jest "(...) permanentna tyrania osiągnięć i menadżerskiego audytu, jakie przeniknęły do polityki sfery publicznej, by zapewnić efektywną logikę rynku i zysku" (s.231). Nic dziwnego, że uniwersytetami zarządzają już nie wybitni uczeni, ale klasa cynicznych menadżerów, która jest bardziej niebezpieczna dla uniwersytetów niż radykalni w swoich poglądach  studenci. Filozof utożsamia się z poglądem Slavoja Žižka, że zarządzający uniwersytetami nie mają poczucia wstydu przyznając sobie horrendalnie wysokie wynagrodzenia kosztem prekaryzacji podległych im kadr naukowych i administracyjnych. 

Příbáň porusza w rozmowie kwestie populizmu w polityce i troski o wolność i odpowiedzialność tych, którym to się opłaca. Uczony podejmujący badania , które są  nieakceptowalne przez władze, ryzykuje negatywne dla siebie konsekwencje. Niektórym uczonym wydaje się, że będą mogli uratować świat i społeczeństwo, choć jest to poza ich wpływem.

 Czeskiemu filozofowi bliższa jest teza Stanleya Fisha "(...) który na ów moralny zapał i samoistne marzenie swoich kolegów apelował: Chrońcie świat, ale w swoim wolnym czasie".  Innymi słowy, nauka i uniwersyteckie kształcenie są waszą profesją, za którą ponosicie zawodową odpowiedzialność, dlatego nie ośmielajcie się ją łączyć z obywatelskim i politycznym aktywizmem. W przeciwnym razie grozi wam utrata bezstronności badań naukowych i zniszczenie obywatelskich cnót i zaangażowania. Rolą uniwersytetu jest bowiem dzielenie się prawdą lub demistyfikowaniem fałszu w poznaniu a nie chronienie świata" (s. 241). 


Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22