Odsłona buntu francuskich licealistów

 


Francuskie media traktują już protest licealistów jako poważny kryzys społeczny i polityczny, ale nie są zgodne co do jego interpretacji. Co ciekawe, dominującym określeniem nie jest jeszcze révolte (rewolta), lecz raczej mobilizacja rozgniewanych uczniów szkół średnich do wyrażenia w proteście niezadowolenia. Sam język opisu jest częścią sporu o znaczenie wydarzeń. 

Dzięki AI mogłem przyjrzeć się tym wydarzeniom z perspektywy pedagogicznej a nie politycznej. W „Le Monde” wyraźnie rozdziela się źródła protestu od jego późniejszej eskalacji. Redakcja podkreśla, że początkiem były bardzo konkretne doświadczenia uczniów: braki nauczycieli, przepełnienie klas, zły stan budynków, przeciążone plany zajęć, lęk przed Parcoursup i poczucie, że szkoła nie daje wszystkim równych warunków. 

Komentarz redakcyjny z 2.10.2026 roku ma znamienny tytuł: „Il aurait fallu commencer par écouter les élèves” – należało zacząć od wysłuchania uczniów. Jednocześnie „Le Monde” odnotowuje przemoc części uczestników, wejście innych grup w protest oraz polityczną walkę między rządem i LFI. 

„Libération” jeszcze mocniej przesuwa punkt ciężkości na nierówności edukacyjne i reakcję policji. We wczorajszym  wydaniu pokazuje nauczycieli stojących razem z uczniami przed liceami, wypowiedzi młodych z Créteil i Vitry o miesiącach bez nauczyciela czy fatalnych warunkach sanitarnych oraz analizę problemu użycia siły przez policję. Równocześnie redakcja zauważa, że koncentracja rządu na LFI może przesłonić pierwotne postulaty uczniów. 

Inès Bennacer w Mediapart opisuje protest przede wszystkim jako ruch wyrastający z peryferii metropolii paryskiej i nierówności w dostępie do dobrej edukacji. Zwraca szczególną uwagę na Seine-Saint-Denis i na to, że zarzuty dotyczące przemocy policyjnej stały się dodatkowym czynnikiem mobilizacji.

Z kolei „Le Figaro” znacznie mocniej eksponuje przemoc, podpalenia, straty materialne i pytanie o polityczne oddziaływanie LFI. W wydaniu z 2 października są osobne teksty o informacji służb dotyczącej roli LFI, spalonym liceum w Nantes, kosztach zniszczeń i kryzysie władz. Jest to więc zdecydowanie bardziej „porządkowa” rama interpretacyjna.

Najciekawsze dla pedagogów są chyba  analizy Par Emma Bador-Fritche w Public Sénat. Cytowani tam badacze ruchów młodzieżowych, Robi Morder i Valérie Becquet, przestrzegają przed sprowadzaniem protestu do „manipulacji” uczniami przez partie. Ich zdaniem ruch powstał oddolnie, a partie dopiero później weszły w rozwijającą się dynamikę. Co więcej, licealiści są trudnym partnerem dla władzy, ponieważ ruch jest słabo zinstytucjonalizowany, ma wielu lokalnych liderów i nie posiada jednego ośrodka, z którym można negocjować. 

Dlatego francuska debata toczy się obecnie między trzema interpretacjami: kryzysem jakości i równości edukacji, kryzysem porządku publicznego oraz kryzysem reprezentacji młodzieży. Nie są to wyjaśnienia wzajemnie wykluczające się.

W 1968 roku również zaczęło się od lokalnego konfliktu, który  rozlał się nie tylko we Francji gwałtownie rozszerzając repertuar roszczeń tak młodzieży akademickiej, jak i żądań społecznych. Dzisiaj dostrzegamy przechodzenie od konkretnego problemu - „nie mamy nauczycieli” czy delegitymizacji szkoły do szerszego pytania: jaką przyszłość oferuje państwo młodym pokoleniom? 

Jedna z licealistek w Lille wymieniała obok problemów szkolnych kwestie klimatu, AI i lęku przed przyszłością polityczną. Na ogrodzeniu Lycée Faidherbe pojawił się nawet transparent: „Tu nous la mets à l'envers, on te la Mai 68” , a więc sami uczniowie odwołują się do wydarzeń z 1968 roku, które nie są mitem czy niespełnioną mrzonką.

Różnica strukturalna w stosunku do kontestacji prawie sześciu dekad jest tylko częściowo zasadnicza. Maj 1968 został uruchomiony przede wszystkim przez studentów, a licealiści przyłączali się później, mimo że Comités d’action lycéens istniały już od 1967 r. Dopiero po brutalnych starciach w Dzielnicy Łacińskiej nastąpiło zjednoczenie protestujących studentów, licealistów, nauczycieli i — co najważniejsze — ruchu robotniczego i strajku generalnego.

 Jesienią 2026 roku kierunek protestu jest odwrotny: to licealiści stali się inicjatorami, a studenci dopiero zaczynają do nich dołączać. Nie istnieje też — jak na razie — odpowiednik powszechnego strajku pracowniczego, który w maju 1968 przekształcił konflikt młodzieży w kryzys całego systemu społecznego i politycznego. 


Do licealistów zaczynają dołączać studenci. „Le Monde” informował już o około trzydziestu wydziałach akademickich dołączających się do protestu, a w Saint-Denis studenci Paris-VIII przyszli bezpośrednio pod liceum, deklarując solidarność z uczniami.

W świetle analiz źródeł AI pojawia się inna jeszcze analogia historyczna do dzisiejszego buntu młodzieży francuskiej. Historyk edukacji - Claude Lelièvre uważa, że obecny ruch jest bardziej podobny do buntu licealistów z jesieni 1990 r. niż do "wiosny 1968". 

W 1990 roku nastąpił protest przede wszystkim licealistów szkół na przedmieściach, obrzeżach miast. Uczniowie domagali się rzeczy tak niezwykle przyziemnych, jak większej liczby nauczycieli, lepszego wyposażenia, bezpieczeństwa, czystości i wyższych nakładów finansowych dla szkół. Dopiero potem ruch ten urósł do setek tysięcy uczestników i zmusił rząd do uruchomienia nadzwyczajnego programu finansowego. 

Francuskie media obserwują przejście od protestów w 1968 roku („Nie chcemy takiego społeczeństwa i takich stosunków władzy”), przez kontestację 1990 roku („Nie zgadzamy się na szkoły gorszej kategorii”) po 2026 rok.  później władze Na dzień 1 października ponad tysiąc liceów zostało w różnym stopniu objętych kontestacją, a dzień później władze zamknęły ok. 400 placówek. 

Opór rozszerzył się również na uczelnie, a przy tej okoliczności pojawiły się podpalenia, starcia z policją, tysiące zatrzymań oraz zarzuty dotyczące nadmiernego użycia siły. To właśnie powoduje, że wydarzenia przestają być już traktowane jako jedynie konflikt o lepsze warunki kształcenia we Francji.

Najbardziej interesująca pedagogicznie może być jednak jeszcze inna kwestia, a mianowicie,  dlaczego protest rozpoczął się właśnie od liceów z zaniedbanych przedmieść, a nie — jak wcześniej — od najbardziej upolitycznionych liceów centralnego Paryża?  Romain Mercier w „Le Figaro Étudiant” zwraca uwagę, że taki początek ruchu jest nietypowy i przypomina raczej lata 90. XX wieku.

Mam nieco inną hipotezę, którą przedstawię w kolejnym wpisie. 

 


Tekst opracowany we współpracy z ChatGPT (OpenAI)

Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22