Dlaczego badania PISA (same w sobie) nie mają wartości naukowej (cz.1)
Dzisiejszy wpis-komentarz do raportu badań PISA 2025 uzasadnia w części I, dlaczego IBE-PIB NIE JEST GOTOWY NA PRZYSZŁOŚĆ. Czynię to w trosce nie tylko o IBE-PIB, ale i o prawdę, która jest manipulowana przez różne podmioty, w tym niekompetentnych publicystów. Dobrze się stało, że autorzy w/w raportu postawili w tytule znak
zapytania, bo dzięki temu unikają odpowiedzialności za sens wydatkowania
ponad 8 milionów złotych na kolejną edycję diagnozy, która nie ma istotnego znaczenia dla
polskiej edukacji, a tym bardziej dla nauki.
PISA
w swojej krajowej odsłonie jest przede wszystkim standaryzowanym badaniem
diagnostycznym i monitoringowym, a nie badaniem naukowym w sensie
wyjaśniającym. Jeżeli przez badanie naukowe rozumiemy przedsięwzięcie, które
wychodzi od autorskiego problemu naukowego, osadza go w teorii, formułuje pytania lub
hipotezy, dobiera taki schemat badania, aby je rozstrzygnąć, a następnie wnosi
nową wiedzę wyjaśniającą, to raport typu „PISA 2025 Polska” tego
warunku nie spełnia. On przede wszystkim odpowiada na pytanie: jaki jest w
danym momencie rozkład wybranych kompetencji piętnastolatków i jak wygląda on
na tle innych populacji oraz wcześniejszych pomiarów?
Z
tego też powodu KEN nie powinien uwzględniać w ocenie rzekomych osiągnięć
naukowych wszystkich tych publikacji IBE, które nie spełniają naukowych
standardów, aczkolwiek w monitoringu posługują się naukowymi technikami
statystycznymi. PISA daje standaryzowaną fotografię kompetencji, a
ponieważ jest powtarzana co trzy lata, oferuje serię takich fotografii, coś w
rodzaju filmu poklatkowego zmian. Jednak nawet seria fotografii nie staje
się automatycznie wyjaśnieniem procesu, który tak zostaje utrwalony.
To bardzo ważne, bo w dyskursie publicznym następuje często niedopuszczalne przejście: pomiar stanu → diagnoza → wyjaśnienie przyczyn → rekomendacja polityczna. Tymczasem PISA wiarygodnie realizuje przede wszystkim dwie pierwsze fazy. Dlatego na podstawie raportu PISA można powiedzieć:
· ilu uczniów osiąga określone poziomy kompetencji;
- jakie są różnice między grupami;
- jak zmieniły się wyniki w czasie;
- jakie współzależności występują
między wynikami a deklarowanymi cechami, uczniów, szkół czy rodzin.
ale
z konkretnego raportu PISA nie można wyciągać wniosku:
· * dlaczego wynik się zmienił,
· * która reforma to spowodowała,
· * jaka metoda dydaktyczna była
skuteczna,
· * czy likwidacja gimnazjów wywołała
określony skutek,
· * czy model fiński jest de mode, ani
· * jaką politykę oświatową powinna przyjąć
Polska.
Każdy
raport PISA wnosi „nową informację”, ale przede wszystkim opisową, a nie
wyjaśniającą, tym bardziej nie o charakterze przyczynowo-skutkowym, jak wciska
to MEN opinii publicznej.
Nie
powiedziałbym absolutnie, że nie wnosi do do naszej wiedzy niczego nowego,
ponieważ informacja, że w 2025 r. określony odsetek polskich piętnastolatków
znajduje się poniżej poziomu 1, czyli są analfabetami funkcjonalnymi,
jest przecież nowym faktem empirycznym, który MEN i IBE-PIB skrzętnie ukrywają
w swoich interpretacjach.
To
jest za każdym raem nowa wiedza o stanie rzeczy, ale nie nowa wiedza
wyjaśniająca jej zaistnienie. Dopiero wtórne badania naukowe -
których w Polsce nie ma., bo w IBE-PIB lepiej zarabia się na diagnozach
międzynarodowych i nie naraża się swojemu pracodawcy, wykorzystujące dane
PISA, mogłyby mieć naukowy charakter.
Na
przykład badacz może postawić hipotezę dotyczącą związku selekcji szkolnej z
nierównościami, wykorzystać dane PISA razem z danymi administracyjnymi,
skonstruować model porównawczy, kontrolować zmienne zakłócające i próbować
rozpoznać mechanizm. Wtedy PISA staje się źródłem danych do badania
naukowego, ale nie należy utożsamiać źródła danych z samym badaniem
naukowym.
Tak
samo spis powszechny nie jest teorią społeczeństwa, wyniki egzaminu
maturalnego nie są badaniem przyczyn jakości szkoły, monitoring
epidemiologiczny nie jest jeszcze badaniem etiologii choroby. PISA jest właśnie
takim bardzo zaawansowanym międzynarodowym monitoringiem edukacyjnym.
Dlatego przesttańcie oceniać raporty IBE-PIB jao naukowe, skoro naukowymi sensu
stricte nie są.
Raport
IBE należy więc czytać nie jako „rozprawę naukową o stanie polskiej edukacji”,
ale jako krajową interpretację danych pochodzących ze standaryzowanej
diagnozy międzynarodowej. Jeżeli autorzy zaczynają na podstawie tych
danych wyjaśniać przyczyny albo rekomendować określone rozwiązania, muszą
sięgnąć poza dane PISA, a więc do teorii pedagogicznej, badań
longitudinalnych, eksperymentalnych, obserwacyjnych, danych administracyjnych
itd.
Właśnie
dlatego tak ważne jest zdanie z polskiego raportu: „PISA nie określa, co
robić, gdzie jesteśmy”. To jest chyba najtrafniejsza metodologicznie
autoprezentacja tego przedsięwzięcia, do którego przyznaje się IBE-PIB. Problem
zaczyna się dopiero wtedy, gdy diagnoza otrzymuje status dowodu, chociaż nim
nie jest.
MEN
manipuluje twierdząc, że „wyniki pokazują, że nasz kierunek reform jest
słuszny”, podobnie jak kłamie, kiedy twierdzi: „Finlandia dowodzi, że
określony model się nie sprawdził”. Pani Nowacka wraz ze swoimi
pseudoekspertami nie ma w tym zakresie odpowiednich kompetencji. Dowodzi
tego fakt, że w/w fotografia zostaje potraktowana jak eksperyment
wyjaśniający przyczynę, a tym PISA po prostu nie jest.
PISA
jest wartościowym narzędziem diagnostycznym dla zainteresowanych nią ekspertów,
lecz sama diagnoza nie jest jeszcze wyjaśnieniem naukowym. Pokazuje „jak jest”,
częściowo „z czym to współwystępuje”, ale nie rozstrzyga „dlaczego tak jest”
ani „co należy zrobić”. Właśnie dlatego największym nadużyciem
autorów i niekompetentnych afirmatorów raportów PISA nie jest sam pomiar (o tym jeszcze będę PISAł), lecz
nadawanie jemu większej mocy poznawczej, niż rzeczywiście posiada.
cdn.
Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam