Mamy kolejną aferę spowodowaną przez MNiSW oraz KEN z "lub czasopisma"



  

Kto pamięta aferę Rywina? Ja pamiętam i widzę, że została powtórzona, tylko w nauce! Wyrażenie „lub czasopisma” w 2002 roku oznaczało "tajemnicze, nielegalne zmodyfikowanie rządowego projektu ustawy o radiofonii i telewizji, które miało kluczowe znaczenie dla rynku mediów w Polsce". Teraz mamy dokładnie to samo, tylko nie zostało to wyeksponowane po wynikach pierwszej ewaluacji dyscyplin naukowych. Nie były one aż tak oburzające jak tegoroczne!   

Oficjalna instrukcja POL-on informuje, że przy wskazywaniu dyscypliny pracownik powinien brać pod uwagę „ostatnio uzyskany stopień naukowy LUB tytuł profesora” (w Polsce obowiązuje dzidzina i dyscyplina a nie tytuł w dyscyplinie)  ALBO „aktualny dorobek naukowy” (aktualny?).

Najpoważniejszy skutek paradoksu „lub” ujawnił się dopiero wtedy, gdy przypomnimy sobie, że kategorie ewaluacyjne nie są jedynie administracyjnymi ocenami jakości. Kategorie A+, A i B+ zaczynają bowiem mówić przede wszystkim, że podmiot bardzo skutecznie poradził sobie z regułami ewaluacji niż sam był w zgodzie ze standardem naukowej dyscypliny. Problem w tym, że ustawodawca uczynił z tego wyniku podstawę do przyznania prawa do nadawania stopni naukowych w danej dyscyplinie. 

To zasadniczo zmienia wagę całej sprawy. W Polsce ewaluacja dotyczy dyscyplin naukowych np. pedagogiki, socjologii, a nie study of education (nauk o edukacji) czy nauk socjologicznych. Wystarczy zajrzeć na tę sprzeczność i fałszywe nadawanie kategorii A+, A i B+ podmiotom, które nie spełniają rygorów dyscyplin naukowych! 

Jeżeli bowiem o przynależności pracownika w danym instytucie czy na wydziale do dyscypliny może przesądzać ostatnio uzyskany stopień naukowy LUB aktualny dorobek (sic!), to powstaje możliwość skonstruowania zespołu ewaluacyjnego z badaczy wywodzących się z różnych dyscyplin, połączonych wspólnym obszarem problemowym. Socjolog, ekonomista, psycholog, filolog czy kulturoznawca mogą prowadzić wartościowe badania nad edukacją, bezpieczeństwem, zdrowiem czy komunikacją społeczną. Nie znaczy to jednak jeszcze, że ich dorobek jest równoważny z dorobkiem badacza zakorzenionego w określonej dyscyplinie.

Tymczasem uzyskany w ten sposób wynik B+, A albo A+ nie pozostaje bez konsekwencji. Podmiot nabywa na jego podstawie prawo do nadawania stopnia doktora i doktora habilitowanego właśnie w tej dyscyplinie. Ba, sam siebie określa jako najlepszy czy wybitny w danej dyscyplinie naukowej, chociaż NIE JEST. 

Powstaje zatem osobliwy mechanizm: politycy wprowadzili do ustawy o ewaluacji dyscyplin sprzeczny z ich istotą zapis: o dyscyplinie naukowej nie decyduje jej rzeczywisty w Polsce status, tylko czyjaś deklaracja na podstawie interesu prywatnego lub instytucjonalnego (finansowego) a nie merytorycznego. Wynik ewaluacyjny skutkujący kategorią B+, A lub A+  jest sprzeczny z ustawowym prawem do nadawania stopni naukowych i tytułu profesora. 

Proszę zauważyć, że w Radzie Doskonałości Naukowej dysycpliny są reprezentowane przez zgodne z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, a nie na podstawie widzimisię KEN. KEN narusza prawo, jeśli przypisuje kategorię w dyscyplinie podmiotom, które nie spełniają standardów danej dyscypliny. 

Nie ma ewaluacji w naukach o edukacji, nie ma ewaluacji o naukach socjologicznych, ale ewaluacja musi być zgodna z dyscypliną i dziedziną nauk. Jeśli do pedagogiki- nawet na podstawie artykułów opublikowanych w Anglii czy USA  - wpisuje się filolog, statystyk, ekonomista tylko dlatego, że opublikował artykuł na temat edukacji i jej uwarunkowań, to nie znaczy, że może np. uzyskać stopień naukowy z pedagogiki czy z socjologii. NIE MOŻE. 

Komuś bardzo zależało na tym, by zniszczyć standardy naukowych dyscyplin podporządkowując je anglo-amerykańskim normom, w świetle których nie ma pedagogiki! a są jedynie wąsko pojmowane study of education. Jednak w USA i Wielkiej Brytanii jest socjologia a nie study of sociology! 

Reguła afiliacji dyscyplinarnej została naruszona przez ustawodawcę, który zezwolił KEN na zlikwidowanie jednego z najpoważniejszych uprawnień akademickich: prawa orzekania, czy cudzy dorobek spełnia standardy doktoratu lub habilitacji w tej właśnie dyscyplinie a nie naukach o dyscyplinie. 

W konsekwencji mamy sytuację:

Doktorat czy habilitacja – socjologia, ekonomia, literaturoznawstwo, filozofia, psychologia itd. 
podstawowe zatrudnienie – socjologia, LUB ekonomia, LUB literaturoznawstwo, LUB filozofia, LUB psychologia itd.  ale nie pedagogika; 
główny dorobek – metodologia badań społecznych/ polityki publiczne / badania oświatowe, itp.
część publikacji – dotycząca socjologii edukacji, ekonomiki oświatowej, polityki publicznej, literatury dziecięcej o motywach szkolnych itp.; 
oświadczenie w miejscu zatrudnienia  na wydziale czy w instytucie (I czy II etat??) – pedagogika;

oświadczenie, że artykuł dotyczy pedagogiki :) , bo został opublikowany w czasopiśmie study of education a nie pedagogicznym.

Właśnie tutaj pytanie o trafność ewaluacji przestaje być akademicką zabawą w klasyfikowanie publikacji. Komitet Nauk Pedagogicznych powinien wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego o ustanowienie jednej a nie sprzecznej merytorycznie reguły prawnej. 

Jeżeli podmiot otrzymuje kategorię dzięki zespołowi, którego część została przypisana do dyscypliny głównie na podstawie "aktualnej" rozprawy badawczej (nota bene nieoryginalnego naukowo w danej dyscyplinie raportu z badań społecznych, oświatowych, polityki publicznej), to należy zapytać, czy ta sama konstrukcja kadrowa w instytucie czy na wydziale daje wystarczające podstawy do sprawowania funkcji podmiotu doktoryzującego i habilitującego z pedagogiki czy socjologii.

Można przecież być wybitnym ekonomistą edukacji, socjologiem szkoły, psychologiem uczenia się albo badaczem polityki oświatowej, a zarazem nie posiadać kompetencji do oceny rozprawy doktorskiej z filozofii wychowania, historii myśli pedagogicznej, pedagogiki społecznej czy teorii wychowania.

Interdyscyplinarność nie zastępuje kompetencji dyscyplinarnej. Dlatego kategoria B+, A czy A+ nie powinna być interpretowana automatycznie jako dowód istnienia dojrzałego środowiska naukowego zdolnego do reprodukcji obcej sobie de facto dyscypliny poprzez doktoraty i habilitacje.

Może bowiem świadczyć przede wszystkim o tym, że podmiot potrafił stworzyć bardzo efektywną konfigurację osób, publikacji, projektów i opisów wpływu odpowiadającą algorytmowi ewaluacji. Ale to nie jest dokładnie to samo, co posiadanie szkoły naukowej w ramach danej dyscypliny naukowej.

Jeżeli więc wynik ewaluacji ma nadal automatycznie otwierać drogę do nadawania stopni naukowych, należałoby znacznie mocniej oddzielić dwa pytania: czy podmiot uzyskał wysoki wynik działalności naukowej? oraz: czy posiada rzeczywisty potencjał kadrowy i kompetencje dyscyplinarne pozwalające mu doktoryzować i habilitować innych w ramach danej dyscypliny? Widzimy ten problem w RDN, kiedy z nauk o zarządzaniu ubiegają się o tytuł w tej dyscyplinie ekonomiści, finansiści, politolodzy itp. 

Obecny system zakłada, że odpowiedź na pierwsze pytanie wystarcza jako odpowiedź na drugie, i właśnie to założenie jest coraz trudniejsze do obrony.  

Wypisywanie zatem na portalach instytutów, uniwersytetów czy szkół gotowania na gazie, że ma się tak wysoką kategorię z pedagogiki, socjologii czy nauk o zarządzaniu jest ewidentnym nadużyciem spowodowanym przez ustawodawcę i milczącą manipulację KEN, które działa w sprzeczności z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Warto to odnotować, bo Komitet Socjologii PAN dopiero niedawno obudził się z letargu dostrzegając skutki tej manipulacji. 



Myśmy, jako pedagodzy, kiedy przewodniczyłem Komitetowi Nauk Pedagogicznych, nie zgodzili się na ignorancką próbę wpisania do rozporządzenia o obszarach, dziedzinach i dyscyplinach nauk czegoś takiego, jak nauki o edukacji. A był taki projekt! Pisałem o tym w książce "Habilitacja" (Kraków). Nie bez powodu wydał swoją monografię, której nie raczą czytać politycy, urzędnicy i eksperci KEN oraz MNiSW, profesor ZBYSZKO MELOSIK - prorektor UAM w Poznaniu, pedagog a nie akademik nauk o edukacji, członek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN a nie Komitetu Nauk o Edukacji PAN! 

Czy to dotrze do umysłów niektórych urzędników? Oczekuję na wniosek do TK, bo czas skończyć z ignorancją i cwaniactwem, z pseudonauką, która narusza istotę badań naukowych i ich status w III Rzeczpospolitej. 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akademicki savoir-vivre

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22

Szkoła, która żyje wbrew sobie, czyli jak niektórzy nauczyciele ratują sens edukacji mimo ministerialnych deform