Komercyjne harce dyrektorki szkoły podstawowej

W kierowanej przeze mnie uczelni rozpoczęły się obrady VI Międzynarodowej Konferencji „Edukacja alternatywna – dylematy teorii i praktyki”. Nieco zmęczony po całym dniu interesujących spotkań, referatów, swobodnych wypowiedzi dyskusyjnych na temat tego, czy(m) jest dzisiaj edukacja alternatywna, nawet nie przypuszczałem, że kiedy sięgnę po wydanie „Dziennika Łódzkiego”, przeczytam w nim o alternatywnym podejściu dyrektorki jednej z łódzkich szkół podstawowych do harcerzy. W tym przypadku mamy do czynienia z tak zwaną alternatywą destrukcyjną, negatywną, toksyczną.

W szkole zmieniła się dyrektorka, której - poza godzinami jej pracy - przeszkadzają pałętający się po szkole harcerze. Nie dość, że oddała im za darmo jedno z pomieszczeń do organizowania w nim zbiórek, to bezczelnie podczas nich „palili świeczki, biegali po szkole, zostawiali otwarte drzwi wejściowe. Raz wrzucili plastikowe pojemniki do toalety”. Co zrobić z taką chuliganerią? Wyrzucić ją ze szkoły, i problem z głowy. Tak to jest, kiedy pedagogom dzieci przeszkadzają w ich pracy. Najlepiej by było, gdyby szkoła została zamknięta po lekcjach na trzy spusty. Ale pomysłowa dyrektorka wpadła na lepsze rozwiązanie. Izbę harcerską przekazała odpłatnie do prowadzenia w niej zajęć karate. Tak oto komercja wygrała z harcami. Jak stwierdziła zacna pedagog: „Za lekcje karate odpowiada trener, który je prowadzi. Poza tym on płaci za wynajem sali, a harcerze mieli ją darmo”. Na drzwiach budynku wywiesiła zatem kartkę z informacją że zbiórek już w tej szkole nie będzie.

Przypomniało mi się w związku z tą historią, jak w okresie PRL, kiedy to harcerstwo wcale nie było mile widziane w mojej rejonowej szkole podstawowej, byłem podobnie wyrzucany z zastępem harcerskim z budynku szkoły. Poradziliśmy sobie z tym problemem dość łatwo. Zbiórki organizowałem w piwnicy bloku mieszkalnego, i to w tej jej części, która wymagała zrealizowania niektórych zadań pod dachem, ze względu na złą pogodę. A potem szliśmy w teren. Na harce. Dyrektorce wspomnianej powyżej szkoły słowo harce zapewne kojarzy się tylko ze swawolną zabawą czy anarchizacją zachowań dzieci. Ciekawe, jakie banały na temat wychowującej roli szkoły zostały zapisane w Statucie tej placówki oraz w jej programie wychowawczym?

(http://polskatimes.pl/dzienniklodzki/stronaglowna/175245,dyrektorka-szkoly-podstawowej-nr-166-wyrzucila-harcerzy,id,t.html)

Komentarze

  1. Ja również byłam przez krótki okres czasu harcerką ale na szczęście w mojej szkole dyrektrka nie robiła problemów... W końcu to dla dzieci :) Pozdrawiam Paulina Olejniczak

    OdpowiedzUsuń
  2. a może tak przed napisaniem krytycznej opinii i oczernieniu niewinnej osoby lepiej byłoby się zapoznać z faktami?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli wspomniane wydarzenie zostało przedstawione przez DŁ fałszywie, to są możliwości ukrócenia takich praktyk. Ja odniosłem się do przekazu medialnego, który stał się wraz z nim przykrym faktem publicznym. Chętnie napiszę w swoim blogu o szczególnie wartościowej współpracy dyrekcji szkoły z instruktorem(-ami) harcerskim (-i).

    OdpowiedzUsuń
  4. w dzisiejszym wydaniu Dziennika Łódzkiego został potwierdzony fakt usunięcia harcerzy z pomieszczenia, które było ich izbą harcerską. Dobrze, że dyrektorka szkoły przywróciła harcerzom prawo do odbywania zbiórek na terenie szkoły. Nie ma nic wstydliwego w przyznaniu się do błędu nawet, jeżeli nastąpiło to w wyniku krytyki publicznej czy urzędowej ze strony kuratorium. Smutne jest w tym wszystkim to, żeharcerzom nie oddano ich izby (przez nich przecież wcześniej urządzonej) przeznaczając ją na inne cele. Zadziwiają też przytaczane w DŁ fakty wskazujące na to, że harcerstwo jest nie tylko poza istotą rozumienia jego wartości socjalizacyjnej, ale także kooperacyjnej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22