Jak pokonać uczniowski lęk przed matematyką
Publikacja
IBE pokazuje mechanizm psychologiczny powtarzających się niepowodzeń uczniów,
które mogą prowadzić do bezradności intelektualnej, obniżenia poczucia
własnej skuteczności, unikania matematyki i dalszego pogorszenia wyników.
Autorzy opisują więc błędne koło, z którego mogłoby się wydawać, że nie ma
wyjścia. Szczególnie ważne jest to, że lęk obciąża pamięć roboczą,
koncentrację i kontrolę poznawczą uczniów.
No
tak, ale jak nie ma w szkołach nauczycieli matematyki, a wśród zatrudnionych
zdarzają się osoby traktujące ten przedmiot jako narzędzie selekcji, być może
także jako okazję do psychopatycznego odreagowania na dzieciach czy młodzieży własnych
kompleksów czy frustracji, to trudno, by wspomniane koło przemocy zostało
przerwane.
Szkoda,
że tak bywa, bo piękno i funkcjonalność matematyki przydaje się w życiu, toteż
szczęściarzami są ci uczniowie, którzy mają kontakt i lekcje z pasjonatami tej
wiedzy. Emerytowana, ale wciąż aktywna profesor pedagogiki Akademii
Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie dekadę wcześniej
opublikowała artykuł „O
kryzysie edukacji matematycznej na przykładzie pierwszego roku nauki szkolnej: co
trzeba zmienić, żeby dzieci mogły odnosić sukcesy w nauce matematyki”.
Psycholodzy nie czytają rozpraw pedagogów, w tym tak znakomitych dydaktyków,
toteż ich publikacja jest przeglądem tekstów głównie zagranicznych autorów, ale
nie jest ugruntowana własnymi badaniami empirycznymi.
Gruszczyk-Kolczyńska
pokazuje, jak to błędne a toksyczne koło może zostać uruchomione w toku procesu
kształcenia dzieci już od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Jej centralna
teza brzmi: dziecko uczy się matematyki przez działanie, manipulowanie,
obserwację skutków własnych działań i dopiero potem przechodzenie do
reprezentacji symbolicznej. Tymczasem w szkołach panuje „papierowa matematyka”
pomijająca etap działania na konkretach. Za szybko przenosi uczenie się na
obrazek, znak i zapis.
Matematyka
powinna być najpierw doświadczeniem, a dopiero potem symbolem. W
pierwszych latach edukacji powinno być mniej kart pracy, zeszytów ćwiczeń i
„uzupełniania rebusów”, a więcej manipulowania przedmiotami, mierzenia,
porównywania, budowania, liczenia w realnych sytuacjach, gier,
eksperymentowania i rozwiązywania problemów. To zresztą dobrze współgra z
ustaleniami autorów publikacji IBE, którzy rekomendują zadania osadzone w
realnych problemach, grach, współpracy i różnorodnych strategiach rozwiązywania
problemów.
Edyta
Gruszczyk-Kolczyńska zwraca uwagę na ogromne różnice rozwojowe między dziećmi
rozpoczynającymi szkołę, które są w tym samym wieku metrykalnym. Ich poziom
gotowości do określonych operacji umysłowych może być bardzo różny. System
klasowo-lekcyjny zakłada natomiast wspólne tempo, wspólny materiał i wspólny
moment oceny.
Z
perspektywy psychologicznej jest to szczególnie niekorzystne, bo uczeń zaczyna
porównywać siebie z innymi i interpretować wolniejsze tempo nie jako etap
rozwoju, lecz jako dowód, że „jest słaby z matematyki”. Psycholodzy słusznie
wskazują, że właśnie takie atrybucje sprzyjają bezradności i lękowi. Dlatego
matematyka potrzebuje większej indywidualizacji tempa i poziomu trudności, a
nie tylko indywidualizacji i „pomocy dla słabszych”.
Podejścia
obu specjalistów trafnie odnotowują, że należy zmienić funkcję błędu.
Psycholodzy piszą, że konstruktywna informacja zwrotna, analiza błędów
oraz możliwość ponownego podejścia do zadania zmniejszają koszt psychologiczny
niepowodzenia i budują poczucie bezpieczeństwa. Gruszczyk-Kolczyńska natomiast
pokazuje, że popełniony przez dziecko błąd powinien ujawniać jego tok
rozumowania. Właśnie wtedy nauczyciel może zobaczyć, jak dziecko myśli. Jeżeli
uczeń tylko zaznacza, wpisuje liczbę lub kopiuje rozwiązanie, błąd przestaje
być informacją diagnostyczną.
Trzeba
też ograniczyć ekspozycję społeczną jako metodę sprawdzania
wiedzy. Psycholodzy piszą wprost o szkodliwości zawstydzania uczniów,
publicznego ich porównywania między sobą oraz odpytywania przy tablicy, co
wzmacnia ich lęk ekspozycji społecznej. Czyżby już zapomnieli z własnych
studiów o prawie Yerkesa-Dodsona?
Im
bardziej złożone zadanie, tym niższy poziom pobudzenia jest optymalny. Są
nauczyciele, którzy często postępują dokładnie odwrotnie, tzn. generują jego
fazy toksycznego koła "przemocy": trudne zadanie + odpytywanie przy
tablicy + spojrzenia rówieśników z klasy + nauczyciel czekający na odpowiedź +
presja czasu = silny stres negatywny ucznia. Dlatego należałoby ograniczyć
odpytywanie „na forum” jako rutynowy sposób sprawdzania wiedzy i umiejętności
na rzecz częstszego stosowania pracy w parach, małych grupach, indywidualnego
dochodzenia do rozwiązania oraz rozmowy o strategiach rozwiązywania problemów
matematycznych.
We
wciąż obecnym paradygmacie kształcenia powyższy sposób sprawdzania wiedzy
uczniów bardzo szybko staje się narzędziem ich klasyfikowania w kategoriach
"dobry–słaby", "matematyczny–humanistyczny",
"zdolny–niezdolny". Psycholodzy pokazują, jak niebezpieczna jest
narracja o „wrodzonym talencie matematycznym”. Uczniowie, którzy traktują
zdolności jako stałe, szybciej rezygnują po doświadczeniu niepowodzenia. Stąd
należałoby ograniczyć kult jednorazowego wyniku i zwiększyć znaczenie postępu
ucznia, strategii rozwiązania i możliwości poprawy.
Zdaniem
pedagog problem zaczyna się już w przygotowaniu nauczycieli wczesnej edukacji
oraz nauczycieli matematyki. Jeżeli oni sami nie rozumieją struktury wiedzy
matematycznej i procesu jej konstruowania przez uczniów, to zaczynają korzystać
z gotowców, kart pracy i scenariuszy. Jej rekomendacja w zakresie przygotowania
przyszłych nauczycieli powinna być zorientowana na wykorzystanie modeli rozwoju
pojęć, manipulacji, strategii rozwiązywania zadań i wspomagania rozwoju
rozumowania.
Psycholodzy
zaś dodają do tego drugi wymiar, by nauczyciel także rozumiał emocje uczniów,
ich bezradność, poczucie (nie-)skuteczności oraz własny a możliwy lęk przed
matematyką. Co szczególnie ważne, wskazują oni, że przyszłe nauczycielki
edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej mogą same wykazywać podwyższony lęk
przed matematyką, który może być przenoszony na uczniów. Zatem kształcenie
nauczyciela powinno łączyć dydaktykę matematyki z psychologię uczenia się i
rozwijaniem własnej kultury matematycznej.
Profesor
pedagogiki formułuje postulat, by przywrócić ciągłość edukacji
matematycznej. Krytykuje ona sytuację, w której matematyka zostaje
podporządkowana tematycznemu „integrowaniu wszystkiego ze wszystkim”, przez co
ginie logiczna ciągłość rozwoju pojęć matematycznych. Jej postulat wydzielenia
edukacji matematycznej z kształcenia zintegrowanego jest historycznie osadzony
w konkretnym modelu organizacyjnym szkoły, ale sama zasada pozostaje ważna: matematyka
potrzebuje własnej logiki następstwa doświadczeń i pojęć.
Nie
znaczy to, że matematyka ma być izolowana od życia. Przeciwnie: powinna być
mocno związana z realnymi problemami, ale nie może być przypadkowo
podporządkowana tematowi „zima”, „zwierzęta” czy „święta”. Trzeba też wcześniej
diagnozować nie tyle sam lęk, lecz moment utraty przez uczniów poczucia
sprawstwa, a więc sensu uczenia się matematyki.
Psycholodzy
słusznie przestrzegają, że nie mamy jednego „złotego standardu” diagnozy lęku
matematycznego i że narzędzia nie powinny być automatycznie stosowane do
indywidualnej diagnozy klinicznej. Nauczyciele powinni zatem bardziej
interesować się wcześniejszymi postawami uczniów, jak: zanikanie zadawania
pytania, unikanie podejmowania prób, kopiowanie rozwiązania od innych,
komunikowanie przed rozpoczęciem zadania, że czegoś nie umieją, rezygnowanie z
rozwiązywania trudniejszych zadań czy interpretowanie błędów jako dowodu
własnej niezdolności. Gruszczyk-Kolczyńska opisuje dokładnie taki moment
przejścia od trudności poznawczej do ukrywania niekompetencji, kopiowania i
wyuczonej bezradności.
Trzeba
też zmienić postawy rodziców wobec matematyki. Psycholodzy opisują
mechanizm transmisji lęku między rodzicami a dziećmi. Być może ich negatywna
wobec matematyki własna pamięć, frustracja, komentarze typu „ja też nigdy nie
umiałem matematyki” albo pomoc dziecku oparta na presji czy niecierpliwości,
mogą wzmacniać lęk dziecka. Wychowawca klasy czy pedagog szkolny mógłby
prowadzić także konsultacje dla rodziców uświadamiając im, by
nie realizowali zadań matematycznych za dziecko, lecz rozmawiali z nimi o możliwych
przyczynach trudności, o tym, jak wspierać próby czy jak nie transmitować
własnego lęku.
Psychologowie
pokazują, jak lęk działa, zaś Gruszczyk-Kolczyńska pisze o tym, jak szkoła może
go wytwarzać. Pierwsi koncentrują się na mechanizmach emocjonalnych,
poznawczych i interwencjach, pedagog zaś formułuje pytanie: dlaczego dziecko,
które zaczyna szkołę z ciekawością matematyczną, po kilku latach zaczyna jej
unikać? Właśnie dlatego zmiana dydaktyki nie powinna zaczynać się od kolejnego
programu „redukcji lęku matematycznego" czy poprzestać na rekomendowaniu
publikacji.
(Tekst opracowany we współpracy z ChatGPT (OpenAI)
Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam