Fikcja edukacji bez fikcji



Przeczytałem na stronie OSKKO: 

"XX Kongres Zarządzania Oświatą, zorganizowany przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, odbył się w dniach 5–7 października 2026 r. w Zakopanem. Była to największa w Polsce coroczna debata kadry kierowniczej oświaty – nas, którzy, kierując szkołami, działając społecznie, organizując oświatę w samorządach, chcemy aktywnie wpływać na oświatę, być u źródła wydarzeń i zmian. W centrum konferencyjnym hotelu Bachleda Kasprowy spotkało się około 1300 osób zarządzających oświatą, gości i partnerów Kongresu.

Odbyła się tam większość wykładów, warsztatów i dyskusji. Wiele aktywności – wycieczki, wizyty studyjne, wykłady – zorganizowaliśmy również na terenie miasta, we współpracy z władzami Zakopanego. Tradycyjnie przygotowaliśmy dla Uczestników kilkadziesiąt spotkań z praktykami i ekspertami. Zajęliśmy się bieżącymi potrzebami kadry kierowniczej i jej szkół oraz placówek, procedurami pracy, wsparciem przeciążonych pracą i zagrożeniami nauczycieli. Nie zabrakło szerszego spojrzenia na edukację i na przyszłość nieprzystających do sytuacji wymagań programowych". 

Nie pytam o koszty tej konferencji, o to, czy dyrektorzy płacili z własnej kieszeni czy z budżetu kierowanych przez siebie przedszkoli lub szkół, bo niezależnie od tego i tak płatnikiem byli polscy podatnicy. Wiadomo, że 700 tysięcy nauczycieli działa w tej sferze w dużej mierze społecznie, bo trudno nazwać ich wynagrodzenia za adekwatne do wykształcenia i nakładów pracy. 

Nie byłem na Kongresie, więc nie oceniam jego wartości dodanej. Cieszę się, że każdego roku spotykają się ze sobą ci, którym chce się jeszcze coś dobrego uczynić dla edukacji młodych pokoleń. Wspaniale, że mieli okazję wysłuchać ciekawych i potrzebnych dla ich zapału wystąpień zaproszonych prelegentów. Potrzebne jest podgrzewanie zapału by nie wygasł u tych nauczycieli, którym zależy na jak najlepszym rozwoju  ich uczniów. 

Mówili do siebie i wysłuchiwali ich ci, którym w istocie obojętne jest to, co czyni Ministerstwo Edukacji Narodowej, bo ono jest im do realizacji własnej pasji niepotrzebne. Pasjonaci radzą sobie bez urzędników, bez ich kolejnych, a absurdalnych ustaw, rozporządzeń, bez ministrów, dyrektorów departamentów, kuratorów oświaty, kadr samorządowych i podległego MEN aparatu sondażowo-propagandowego z niekompetentnymi pedagogicznie ekspertami.  

Warto wysłuchać tych, którzy odpowiadają z mocy swojego zatrudnienia za wdrażane odgórnie zmiany, podobnie jak przeczytać przekłady na język polski poradników brytyjskich edukatorów wydanych przez IBE, bo - wprawdzie mamy tożsame problemy w oświacie co w Londynie, Cardiff czy Edynburgu, ale - bardzo się różnimy w sferze warunków pracy nauczycielskiej, infrastruktury szkolnej, wykształcenia itp. 

Podobieństwo nazw problemów nie dowodzi równoważności warunków ich powstawania ani skuteczności sposobów ich rozwiązywania. „Niska motywacja”, „nierówności osiągnięć”, "skandalicznie niskie płace"  czy „przeciążenie nauczycieli” mogą opisywać sytuacje o odmiennych uwarunkowaniach instytucjonalnych i kulturowych. Jednak moje zastrzeżenie dotyczy braku uzasadnienia transferu zawartych tam rekomendacji. 

Zagraniczne pochodzenie poradników nie dyskwalifikuje ich, jednak ich edukacyjne czy naukowe zaplecze nie zwalnia władz MEN z wykazania, dlaczego określone w nich zalecenia miałyby być odpowiednie dla polskiej szkoły. Nawet międzynarodowy zakres badań również nie oznacza uniwersalności ich wyników. Uśrednienie efektów z diagnostyki OECD czy IEA nie usuwa różnic między środowiskami, w których je uzyskano.

Dlatego nie kwestionuję przedstawionych w zagranicznych poradnikach zaleceń jako zasadnych. Zawarte w nich rekomendacje dla jednych są oczywiste i do zastosowania w każdym kraju, w każdej szkole, dla innych nieadekwatną do własnych warunków afirmacją rzekomo trafnych oddziaływań. Poradnik może dostarczać propozycji do rozważenia i sprawdzenia przez autonomicznego nauczyciela, a nie ograniczanego gorsetem ignorancji rzekomych reformatorów edukacji.  

Publikacje mogą stać się podstawą koniecznej zmiany mikrosystemowej, ale i tu potrzebne jest osobne i uczciwe uzasadnienie diagnostyczne, pedagogiczne i instytucjonalne, które będzie odnosić się do polskich warunków. Autorytet rzekomej syntezy badań a tym bardziej nierzetelne interpretacyjnie porównywanie wyników badań międzynarodowych nie zastępuje takiego uzasadnienia. To, co zaprezentowali na tym Kongresie afirmatorzy deformy szkolnej, jest nadal fikcją edukacji bez fikcji.  

Potwierdza to m.in. negatywne Stanowisko OSKKO w sprawie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo oświatowe. Marnotrawstwo publicznych pieniędzy ma się dobrze, bo przecież beneficjentom deformy nie chodzi o edukację.    



(we współpracy z AI. ChatGPT 5)

Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22