Z dystansem do wypowiedzi polityków i przedstawicieli władz
Czytając wywiad z przedstawicielem aparatu władzy (MEN, MNiSW), nadzoru pedagogicznego, państwowych placówek doskonalenia nauczycieli podlegających MEN czy z pracownikiem IBE-PIB trzeba być ostrożnym i nie wierzyć w każdą prezentowaną opinię. Taki wywiad nie jest neutralnym opisem rzeczywistości, lecz autointerpretacją polityki prowadzonej przez władze edukacji czy nauki i szkolnictwa wyższego.
Pracownik
ministerstwa, związku zawodowego, partyjnej frakcji, poseł sejmowy czy nie
występuje jako niezależny badacz szkolnictwa dowolnego poziomu, lecz jako jeden
z głównych autorów i obrońców reform, których sens czy skuteczność sam promuje
i ocenia.
Dlatego
takie wypowiedzi trzeba czytać co najmniej na trzech poziomach:
Po
pierwsze — faktów.
Czy
przywoływane w wypowiedzi dane są poprawne: wyniki badań, zajmowane miejsce w strukturach
władzy lub opozycji wobec niej, różnice między podmiotami edukacji, uzasadnienia
zmian itp.?
Po
drugie — interpretacji.
Czy
z tych danych rzeczywiście wynika, że poprawa, sukcesy czy niepowodzenia są skutkiem programu partii władzy, jej
realnych oddziaływań czy może wypowiedzi są oparte na wiedzy, danych z mediów społecznościowych
albo decyzji innych podmiotów nadzoru czy wpływu?
Po
trzecie — perswazji politycznej.
Jakie
dane rozmówca wybiera, czego nie mówi i jakie związki przyczynowe przedstawia
jako oczywiste, choć nie zostały empirycznie dowiedzione?
Takie
osoby posługują się charakterystycznym zabiegiem: łączą kilka prawdziwych
elementów w jeden pozornie oczywisty ciąg: wprowadziliśmy zmiany oparte na X,
placówki oświatowe czy akademickie poprawiły wyniki np. w badaniach
międzynarodowych, egzaminach państwowych, ewaluacji dyscyplin naukowych itp. a
zatem reforma czy polityka rządu była potrzebna i skuteczna.
Tymczasem
każdy element tego procesu wymaga osobnego sprawdzenia. Sam fakt, że reforma
poprzedzała zmianę jakiegoś wyniku, nie dowodzi, że była jej przyczyną. Tym
bardziej że na osiągnięcia uczniów, studentów lun naukowców oddziałują równocześnie zmiany proceduralne, finansowanie
podmiotów edukacyjnych i badawczych, skład społeczny uczniów, nauczycieli, kadr
uczelnianych, polityka wobec nich, korepetycje, absencja, drop out, czy sposób
doboru próby.
Ostrożność
jest potrzebna także dlatego, że przedstawiciel aparatu władzy ma szczególny
interes w ukazywaniu reform jako spójnych, zamierzonych i skutecznych.
Niepowodzenia może przedstawiać jako skutek czynników zewnętrznych, a sukcesy
jako rezultat własnych decyzji. Jest to klasyczna asymetria politycznego
rozliczania: sukcesy są nasze, porażki są kontekstowe.
Nie
oznacza to, że każda wypowiedź takich osób jest fałszywa. Być może niektóre
tezy są poważne i warte dyskusji. Jednak ich trafność teoretyczna nie dowodzi
automatycznie trafności całej polityki oświatowej, akademickiej, którą
uzasadnia.
Najważniejsza
zasada lektury takiego wywiadu mogłaby więc brzmieć: wypowiedź polityka
odpowiedzialnego za reformę, zmiany w prawie, finansowanie ich itp. jest
źródłem wiedzy o intencjach, języku i sposobie ich legitymizowania, ale nie
może być sama w sobie dowodem ich skuteczności. Warto spojrzeć na treść
wypowiedzi pod kątem tego, jak ich nadawca produkuje narrację własnego sukcesu.

Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam