Czy pedagogika specjalna jest specjalną pedagogiką?
Gorąco
polecam dostępny online wykład prof. Jerzego Bralczyka p.t. "O języku
specjalnie". Tytuł nie jest przypadkowy, bowiem był to wykład
inaugurujący rok akademicki 2026/2027 w Akademii Pedagogiki Specjalnej im.
Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Wystarczy odtworzyć relację z tej
uroczystości (od 1:00:45), do której JM Rektorka prof. APS dr hab. Barbara
Marcinkowska zaprosiła specjalnego Gościa o wygłoszenie pierwszego w nowym roku
akademickim wykładu.
Chciałbym,
żeby wszyscy, lub chociażby większość nauczycieli akademickich, którzy będą
prowadzić zajęcia dydaktyczne w swoich uczelniach, mieli specjalną motywację i
satysfakcję ze spotkania z młodzieżą akademicką, jaką zaprezentował w swoim
wystąpieniu wybitny uczony i mówca prof. Jerzy Bralczyk. Po wysłuchaniu
jego wykładu pojawiło się pytanie: Czy pedagogika specjalna może być ujmowana
jako specjalna pedagogika?
W
sensie swoistości tej pedagogiki pytanie jest retoryczne. Odpowiedź bowiem jest
konfirmacyjna i to niekoniecznie w sensie przypisania pedagogice specjalnej jej
wyjątkowej wartości. W tym pytaniu spotykają się bowiem m.in. dwa
znaczenia pojęcia „specjalna”:
-
określenie wyodrębnionego zakresu działalności oraz
-
przypisanie mu szczególnej jakości.
Przymiotnik
"specjalny" dopuszcza
znaczenie związane z odrębną funkcją lub przeznaczeniem; nie zawiera w
każdym użyciu pochwały. Powiedziałbym zatem, że pedagogika specjalna jest
szczególną dyscypliną pedagogiki, ale to, czy jest pedagogiką szczególnie
wartościową, pozostaje pytaniem o jej rzeczywisty dorobek i praktykę, a nie o
nazwę.
Jeżeli
w obu wyrażeniach zachowujemy to samo znaczenie przymiotnika, odpowiedź jest
niemal tautologiczna: przestawiamy składniki nazwy, niekoniecznie zmieniając
jej odniesienie. Pytanie staje się poznawczo interesujące dopiero wtedy, gdy
cecha - „specjalna” dopomina się o wyjaśnienie: „Na czym polega jej
szczególność?” Nie wystarczy przecież odpowiedzieć: „Na tym, że jest
wyspecjalizowana”. Samo istnienie specjalizacji nie wyjaśnia jeszcze, czym
jedna dyscyplina nauk pedagogicznych różni się od pozostałych np. pedagogiki
pracy, pedagogiki wczesnoszkolnej, pedagogiki dorosłych, pedagogiki społecznej,
itp., itd.?
Na
portalu Akademii
Pedagogiki Specjalnej swoistość tej dziedziny łączona jest z profesjonalnym
wspieraniem człowieka w różnych fazach życia, rozpoznawaniem jego potencjału i
pokonywaniem trudności, a także ze specjalistyczną wiedzą dotyczącą edukacji,
rehabilitacji i terapii osób z niepełnosprawnościami oraz ze zróżnicowanymi
potrzebami. Jest to określenie obszaru zainteresowania i kompetencji, a nie
ocena wyższości nad innymi dyscyplinami nauk pedagogicznych.
Dr
Krystyna Baranowicz z Uniwersytetu Łódzkiego w artykule „Czym jest to, co
nazywamy pedagogiką specjalną?” przywołuje podejście
Aleksandra Hulka, który posługiwał się określeniem „pedagogika rewalidacyjna”,
ponieważ uważał przymiotnik „specjalna” za wieloznaczny i niewyjaśniający
istotę podejmowanych oddziaływań (2011, s.9). Nie wyprowadzam stąd
wniosku, że nazwa zaproponowana przez Hulka rozwiązuje wszystkie trudności.
Istotne jest samo rozpoznanie tego, że nazwa dyscypliny pedagogiki nie
zastępuje jej definicji.
Pedagogika
specjalna może być uprawiana niespecjalnie. Warto zwrócić uwagę, że
powyższe zdanie nie jest sprzecznością. Korzystamy w nim z dwóch różnych
znaczeń: pierwsze „specjalna” identyfikuje dyscyplinę czy kierunek studiów,
natomiast „niespecjalnie” ocenia sposób jej uprawiania. Podstawą tej gry
językowej jest utrwalone, negatywnie wartościujące znaczenie przymiotnika „niespecjalny”
— „niezbyt dobry”.
Możemy
pomyśleć o badaniu należącym tematycznie do pedagogiki specjalnej, które jest
metodologicznie słabe. Możemy również wyobrazić sobie fachowo nazwane
działanie, którego zasadność lub rezultaty nie zostały dostatecznie rozpoznane.
Przynależność do tej dyscypliny nauk pedagogicznych nie stanowi jeszcze dowodu
jej jakości.
Zaproponowałbym
tu trzy niezależne pytania: czy dane badanie należy do pedagogiki specjalnej,
czy wnosi wartościową wiedzę i czy wynikające z niego działanie rzeczywiście
służy osobom, których dotyczy? Twierdząca odpowiedź na pierwsze z pytań nie
przesądza dwóch pozostałych.
Nie
utożsamiałbym również jej wartości naukowej wyłącznie z doraźną użytecznością.
Wyjaśnienie zjawiska, zakwestionowanie nietrafnej kategorii czy ujawnienie
ograniczeń dotychczasowej teorii może być wartościowym osiągnięciem, zanim
stanie się podstawą określonego postępowania praktycznego.
Co
właściwie ma być „specjalne”: człowiek, jego sytuacja czy sposób działania?
Tak
sformułowane pytanie dopomina się wyjaśnień antropologicznych i pedagogicznych.
Nie ma jednej, bezspornej odpowiedzi wyprowadzanej przez wszystkich pedagogów
specjalnych z tej samej nazwy. Profesor Zenon Gajdzica w analizie z 2018 roku
pokazuje napięcie między akcentowaniem odrębności pedagogiki specjalnej i jej
związków z naukami medycznymi a podkreślaniem jej zakorzenienia w pedagogice,
humanistyce i naukach społecznych. Z tymi orientacjami wiążą się różne sposoby
konceptualizowania niepełnosprawności oraz zadań pedagogicznych (NOWIS,
2018 nr 1).
W
proponowanym przeze mnie odczytaniu szczególność kompetencji i wsparcia nie
oznacza szczególnego (odmiennego co do wartości) statusu człowieka. Można to
ująć następująco: Nie ma potrzeby ustanawiania osobnej miary człowieczeństwa,
aby uzasadnić potrzebę specjalistycznej wiedzy i zróżnicowanych sposobów
wspierania rozwoju.
Równa
godność nie oznacza identyczności sytuacji życiowych, możliwości działania ani
warunków uczenia się. Z kolei różnice między ludźmi nie są same w sobie
uzasadnieniem hierarchizowania ich wartości.
Dlatego
za ważne uznałbym przesunięcie pytania z "Jaki to jest specjalny
człowiek?” na: „Co musimy wiedzieć i jakie warunki stworzyć, aby ten człowiek
mógł się uczyć, komunikować, podejmować decyzje i uczestniczyć w życiu z
innymi?” To propozycja sposobu myślenia, a nie twierdzenie, że wszystkie
tradycje pedagogiki specjalnej już ją realizują.
Czy
wobec tego każda dobra pedagogika powinna być „specjalna”?
Jako
postulat uważności na konkretnego człowieka — można tak powiedzieć, ale już
jako definicja naukowa — byłoby to zbyt szerokie. Gdyby „specjalna pedagogika”
oznaczała wyłącznie uwzględnianie indywidualności wychowanka, osoby, określenie
to nie pozwalałoby już odróżnić pedagogiki specjalnej od innych dziedzin i
orientacji pedagogicznych. Troska o podmiotowość nie jest przecież monopolem
jednej subdyscypliny.
Nie
wynika z tego jednak zbędność specjalizacji. Amadeusz Krause we wstępie do tego
samego numeru „Niepełnosprawności”
(2011 nr 5) argumentował, że specyfika pomocy osobom z niepełnosprawnością
wymaga kompetencji, których trudno zapewnić wyłącznie na poziomie ogólnego
przygotowania pedagogicznego.
Można
więc bronić jednocześnie dwóch stanowisk: każdy pedagog powinien dostrzegać
różnorodność ludzi, ale nie każdy pedagog dysponuje wiedzą niezbędną do
rozwiązywania wszystkich związanych z nią problemów. Dobra wola nie zastępuje
fachowości, tak jak fachowość nie zwalnia z refleksji nad sensem działania.
Szczególność
pedagogiki specjalnej może polegać również na tym, co wnosi do całej
pedagogiki. Pedagogika specjalna nie musi być jedynie odbiorcą ogólnych teorii,
które następnie dostosowuje do własnego obszaru. Baranowicz przypomina
znaczenie doświadczeń i koncepcji Marii Montessori oraz Owidiusza Decroly’ego
dla przemian podejścia do dzieci także poza obszarem pedagogiki specjalnej,
wskazując na wzajemność oddziaływania pedagogiki ogólnej i specjalnej
(tamże).
Na
tej podstawie sformułowałbym dalszy wniosek: badanie szczególnych sytuacji
rozwojowych może ujawniać ograniczenia twierdzeń przedstawianych jako ogólne.
Pozwala zapytać, czy teoria uczenia się, komunikacji lub podmiotowości
rzeczywiście obejmuje zróżnicowanie ludzkiego doświadczenia, czy tylko
doświadczenie osób przyjętych za typowe.
W
takim rozumieniu pedagogika specjalna może być „specjalną pedagogiką” nie
dlatego, że znajduje się poza wspólną refleksją o wychowaniu, lecz dlatego, że
wprowadza do niej doświadczenia, bez których jej ogólność byłaby niepełna.
Pedagogika specjalna jest zatem swoista (specjalna) ze względu na swój
przedmiot i podmiot poznania oraz działania. Jej wyjątkowa wartość może być
dzięki temu, jak to poznaje i co z tego poznania wynika. Jej nazwa określa
zatem dyscyplinę nauk pedagogicznych, ale per se nie wystawia jej świadectwa
jakości.
O
jakość dydaktyki w APS czy w uniwersytetach kształcących na kierunku pedagogika
specjalna jestem spokojny. Prof. Joanna Głodkowska z APS wydała dwutomowy
podręcznik z dydaktyki pedagogiki specjalnej, z którego mogą i powinni
korzystać także pedagodzy reprezentujący pedagogikę ogólną z jej różnymi
specjalnościami.
Podobnie z dwutomowego podręcznika pedagog Doroty
Klus-Stańskiej o paradygmatach współczesnej dydaktyki mogą i powinni korzystać
pedagodzy specjalni. Co ciekawe, właśnie ten podręcznik został wydany w
Ukrainie, a więc zyskał status specjalny.
Każda
pedagogika może być „specjalna” ze względu na swoistość
swojego przedmiotu, perspektywy poznawczej lub ukierunkowania bez
jakiegokolwiek wartościowania. W takim odczytaniu korzystamy z opisowego
znaczenia przymiotnika, odnoszącego się do określonej funkcji i odrębnych
właściwości, a nie do wyższej jakości.
Jak
widać, warto pytać nie tylko o to, czy pedagogika specjalna zasługuje na miano
wyjątkowej, lecz także dociekać, dlaczego cecha, którą możemy przypisać wielu
pedagogikom, współtworzy utrwaloną nazwę jednej z nich.
Kiedy
mówimy: „Ta pedagogika jest specjalna, ponieważ rozpatruje określony rodzaj
problemów z określonej perspektywy”, przypisujemy jej określoną właściwość. Tak
rozumiana specjalność nie musi być zarezerwowana tylko dla jednej z nauk
pedagogicznych.
Kiedy
natomiast oznajmiamy: „Zajmuję się pedagogiką specjalną”, to używamy
utrwalonego terminu, odsyłającego do konkretnej dyscypliny nauk pedagogicznych
i prowadzonych w jej obszarze badań naukowych. Posiadanie określonej
właściwości nie jest więc tym samym co przynależność do dyscypliny wiedzy, w
której nazwie ta właściwość została wyeksponowana.
Można
to dostrzec przez nastęującą analogię - stwierdzenie, że jakaś koncepcja
wychowania uwzględnia społeczny wymiar ludzkiego życia, nie wystarcza jeszcze
do zaliczenia jej do pedagogiki społecznej. Podobnie prowadzenie krytycznej
analizy nie czyni automatycznie każdego badacza przedstawicielem pedagogiki
krytycznej. W obu przypadkach trzeba odróżnić cechę sposobu myślenia od nazwy
określonej tradycji badawczej.
W
jakim sensie każda pedagogika może być specjalna?
Może potraktować „specjalność” jako swoistość wymagającą wskazania kryteriumjej rozpatrywania np. ze względu na wybrany obszar ludzkiej aktywności,
określony etap życia, rodzaj problemów edukacyjnych albo przyjętą perspektywę
teoretyczną?
O
pedagogice pracy moglibyśmy powiedzieć, że jest „specjalna” ze względu na
ukierunkowanie problematyki badań; o pedagogice przedszkolnej — ze względu na
wyodrębniony obszar edukacji dzieci w wieku przedszkolnym; o określonej teorii
pedagogicznej — ze względu na sposób formułowania w niej pytań i
interpretowania istoty wychowania, kształcenia, opieki itp. Nie byłaby to
propozycja zmiany ich nazw, lecz opis ich swoistości.
Wymienione
kryteria nie tworzą jednego rozłącznego podziału. Szczególność przedmiotu badań
jest czymś innym niż szczególność perspektywy teoretycznej. Można badać ten sam
problem z różnych perspektyw i stosować tę samą perspektywę w różnych
obszarach. Nie należałoby zatem pytać wyłącznie: „czy ta pedagogika jest
specjalna?”, ale: „pod jakim względem jest specjalna?”.
A
pedagogika ogólna? Nawet ona nie musi być przeciwieństwem „specjalnej” we
wszystkich możliwych znaczeniach tego słowa. Można bowiem odróżnić
ogólność zakresu rozważań od swoistości zadania poznawczego. Zajmowanie się
podstawami, kategoriami czy założeniami pedagogiki jest czymś innym niż
zajmowanie się wybranym środowiskiem wychowawczym. Nie wyklucza jednak
wyodrębnionej kompetencji i szczególnego rodzaju pytań.
Pedagogika
ogólna i pedagogika specjalna nie muszą się wykluczać a nawet nie powinny,
ponieważ mogą odnosić się do różnych aspektów tej samej działalności
poznawczej.
Podsumowując,
wykład prof. J. Bralczyka zachęca do dalszych studiów i analiz. Z nazwy bowiem
jednej dyscypliny nauk pedagogicznych nie można wyprowadzać jej wyłączności na
reprezentowaną specjalność. Chcąc uzasadnić jej odrębność, trzeba bowiem
wyjaśnić znacznie więcej niż twierdzić, że jest specjalna, ponieważ zajmuje się
czymś lub kimś specjalnym (o specjalnych potrzebach). Należy wskazać, jakie
problemy rozpoznaje, jakie pytania stawia i na czym polega jej wkład w wiedzę
pedagogiczną.


Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam