Wynik egzaminu nie jest miarą całej szkoły
Najsilniejszym
instrumentem centralizacji polskiej szkoły nie musi być ani ministerialne
rozporządzenie, ani kontrola kuratorium. Jest nim egzamin zewnętrzny.
Egzamin
ósmoklasisty obejmuje zadania, wymagania i procedury określane centralnie, a
CKE publikuje informatory przedmiotowe oraz harmonogramy. Podobnie egzamin
maturalny funkcjonuje według centralnie przygotowanych formuł, informatorów i
komunikatów.
Nie
chodzi o to, że egzaminy są niepotrzebne. Problem polega na ich ustrojowej
sile.
Egzamin
wpływa na aspiracje uczniów, zachowania rodziców, strategie dyrektorów, pracę
nauczycieli, rynek korepetycji, wybór szkół i medialne rankingi. To, co jest
mierzone, zaczyna być uznawane za ważne. To, czego egzamin nie mierzy,
stopniowo przesuwa się na margines.
W
ten sposób CKE staje się swoistym ukrytym ministerstwem programu.
Formalnie
nauczyciel realizuje podstawę programową. Praktycznie jednak w klasach
egzaminacyjnych coraz częściej pracuje pod presją formatu zadań, kryteriów
oceniania, czasu rozwiązywania arkusza i przewidywanego wyniku.
Egzamin,
który miał diagnozować efekty kształcenia, zaczyna organizować sam proces
kształcenia.
Rodzice
porównują wyniki własnego dziecka z innymi.
Dyrektor,
który chciałby poświęcić więcej czasu projektom społecznym, debatom, pracy
terenowej, edukacji artystycznej, współpracy międzyprzedmiotowej albo
pogłębionemu czytaniu, wie, że nikt nie uwzględni tych działań w zestawieniu wyników dzieci, uczniów.
To
właśnie w tym miejscu ujawnia się sprzeczność polityki państwa. Z jednej strony
MEN zapowiada rozwijanie kompetencji społecznych, projektowych i
interdyscyplinarnych. Z drugiej strony władza utrzymuje system, w którym o pozycji
ucznia i reputacji szkoły w znacznym stopniu decydują indywidualne,
standaryzowane egzaminy przedmiotowe.
Nie można jednocześnie promować pedagogiki współpracy i budować kultury szkolnej wokół indywidualnej rywalizacji egzaminacyjnej. Wynik egzaminacyjny może dostarczać ważnych informacji. Nie powinien jednak być traktowany jako syntetyczna miara jakości szkoły.
Rezultat
ucznia zależy nie tylko od pracy nauczycieli, ale także od kapitału kulturowego
rodziny, sytuacji materialnej, miejsca zamieszkania, dostępu do korepetycji,
stanu zdrowia, wcześniejszych doświadczeń edukacyjnych i motywacji.
Szkoły
funkcjonują w bardzo różnych środowiskach. Porównywanie ich na podstawie
surowych wyników może prowadzić do nagradzania placówek, które pracują z
uczniami już uprzywilejowanymi, oraz do stygmatyzowania szkół wykonujących
niezwykle trudną pracę w środowiskach defaworyzowanych.
Egzaminy
nie mierzą również wielu wartościowych efektów edukacji: odpowiedzialności,
solidarności, zdolności współpracy, odwagi cywilnej, wyobraźni, troski o
innych, kultury dialogu, dojrzałości moralnej czy zdolności rozwiązywania
konfliktów.
Można
osiągać wysokie wyniki egzaminacyjne, nie tworząc dobrej szkoły.
Można też tworzyć dobrą szkołę, której najważniejszych osiągnięć nie widać w tabelach CKE. Polityka oparta na wskaźnikach łatwo myli to, co mierzalne, z tym, co wartościowe.
Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam