Dwukrotna zdrada nauczycieli
Źródło: opracowanie własne z wykorzystaniem narzędzia AI ChatGPT (OpenAI).
W pierwszej połowie lat 90. XX wieku została powołana przy Krajowej Komisji Oświaty NSZZ "Solidarność" Krajowa Sekcja ds. Izb Nauczycielskich. Grupie ekspertów przewodziła Zofia Chomczyk. Zadaniem jej wojewódzkich zespołów było przygotowanie projektu ustawy o samorządzie zawodowym nauczycieli.
W Warszawie odbyły się w latach 1991-1993 trzy Kongresy Krajowego Zespołu ds. Izb Nauczycielskich (debatujące najpierw w Domu Nauczyciela przy ul. Brzozowej w Warszawie, następnie w Sejmie i na Uniwersytecie Warszawskim) o powołaniu na terenie Rzeczpospolitej samorządu zawodowego nauczycieli/Izb Nauczycielskich.
W związku z tym, że związkowcy nie chcieli zgodzić się na kontynuowanie tego projektu usuwając jesienią 1992 roku poza NSZZ "Solidarność" Krajowy Zespół ds. Izb Nauczycielskich, konieczne było powołanie w 1994 roku Polskiego Towarzystwa Nauczycieli, które dalej pracowało i doprowadziło do opublikowania Kodeksu Etyki Nauczycielskiej. Ten bowiem dokument jest koniecznym uzgodnieniem w każdym powstającym samorządzie zawodowym.
Niestety, rząd PSL-SLD (1993-1997) blokował rozwój samorządności w ustroju szkolnym, ale tym bardziej w środowisku nauczycielskim i uczniowskim. Na rok przed wyborami do Sejmu zaktywizowało się środowisko nauczycielskie i dzięki wytężonym debatom, konsultacjom z prawnikami, pedagogami, liderami oświatowymi i akademikami przygotowano dla Akcji Wyborczej "Solidarność" projekt Ustawy o samorządzie zawodowym nauczycieli.
Byłem w łódzkim zespole poproszony o wsparcie w uzasadnieniu potrzeby nie tylko opracowania ustawy, ale
także do uświadomienia środowisku oświatowemu zalet powołania organu, dzięki
któremu nauczyciele zostaną upełnomocnieni jako profesjonaliści i uzyskają
pełną odpowiedzialność za własny zawód.
Ustawa została przygotowana po wielomiesięcznych rozmowach ze związkowcami ZNP i "Solidarności" oraz z przedstawicielami nadzoru pedagogicznego. Akcja Wyborcza "Solidarność" szła w 1997 roku po władzę m.in. z obietnicą powołania samorządu zawodowego nauczycieli, ale po jej zdobyciu ... schowano projekt ustawy. Związkowcy zadbalu, by nie było śladu nie tylko po jej gotowym projekcie do procedowania w Sejmie, ale i jakiejkolwiek możliwości wsparcia tej profesji w samorządnym stanowieniu o jej kompetencjach i prerogatywach w państwie demokratycznym.
Wówczas opublikowałem projekt Ustawy w książce "Jak zmieniać szkołę", by nie zniknęła praca nauczycieli nad tak potrzebnym aktem wyzwolenia profesji spod rządów ideokratów.
W 1997 roku zmieniono ustrój szkolny (6+3+3), ale w takim zakresie, by utrzymać centralizm partyjny nad oświatą, w tym także nadzór nad zawodem nauczycielskim.
Samorząd zawodowy
nauczycieli miał być czymś więcej niż kolejnym stowarzyszeniem, radą
konsultacyjną czy zespołem przy ministrze. Miał oznaczać uznanie nauczycieli za
profesję zdolną do ponoszenia odpowiedzialności za własne standardy, etykę,
kwalifikacje i jakość wykonywania zawodu.
Nie
minister, nie kurator, nie dyrektor i nie związek zawodowy mieli sami
rozstrzygać, kim jest nauczyciel i jakie są granice jego autonomii. Nauczyciele
mieli otrzymać własną publicznoprawną reprezentację. Nie
otrzymali.
W
2023 roku przedstawiciele ugrupowań demokratycznej opozycji podpisali
Obywatelski Pakt dla Edukacji oraz poparli pakiet zmian przygotowany przez
szerokie środowisko organizacji społecznych, nauczycieli, samorządowców,
ekspertów, rodziców i uczniów. Pod dokumentem stanęły ugrupowania, które kilka
miesięcy później przejęły władzę: Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa
Polska, PSL, Polska 2050, Nowa Lewica i Razem. Pakt przedstawiano jako
zobowiązanie do naprawy szkoły po latach degradacji, ideologizacji i
ograniczania autonomii.
Nauczyciele
od dawna wiedzą, że w oświacie cuda pojawiają się głównie w przemówieniach
ministrów, najczęściej tuż przed wyborami albo rozpoczęciem roku szkolnego. Nie
oczekiwali, że po zmianie władzy szkoła obudzi się następnego ranka wolna od
biurokracji, centralizmu, niedofinansowania i politycznej ingerencji.
Oczekiwali
czegoś znacznie skromniejszego, ale zarazem fundamentalnego: że podpis złożony
pod publicznym zobowiązaniem będzie coś znaczył. Oni ten podpis
potraktowali poważnie. Być może naiwnie, a przecież nie chodziło tylko o
podwyżki płac.
Owszem,
nauczyciele oczekiwali wzrostu wynagrodzeń. Nie dlatego, że są szczególnie
roszczeniową grupą, ale dlatego, że państwo przez lata oszczędzało na ich
pracy, jednocześnie zwiększając zakres odpowiedzialności. Podwyżki były
potrzebne i należały się nauczycielom. Pakt Obywatelski nie był tylko
obietnicą korekty tabeli płac.
Miał
oznaczać przywrócenie filozofii państwa wobec edukacji zgodnie z art.17, a
dotyczącym możliwego odejście od centralnego sterowania, zwiększenia
samodzielności szkół, odbudowy społecznego zaufania, odpartyjnienia polityki
oświatowej oraz zapewnienia nauczycielom możliwości współdecydowania o własnej
profesji.
W
„Mapie drogowej dla edukacji” zapisano wprost potrzebę zakończenia monopolu
ministerstwa i stworzenia rozwiązań wypracowywanych oddolnie, wspólnie przez
nauczycieli, samorządy lokalne, środowiska akademickie, rodziców, uczniów i
organizacje społeczne. To nie były ozdobniki kampanii, ale to był projekt
ustrojowy.
Miały
go urzeczywistnić między innymi dwie instytucje: Samorząd Zawodowy
Nauczycieli oraz Komisja Edukacji Narodowej. Nie powstała żadna
z nich.

Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam