Po co publikować raport z badań lokalnych w języku angielskim?
Małgorzata
Żytko, Aleksandra Jasińska-Maciążek, Joanna Dobkowska i Anna Zielińska z Uniwersytetu
Warszawskiego opublikowały na łamach „Kwartalnika Pedagogicznego” (2025 nr 4)
artykuł p.t. „Occupational burden and burnout – key barriers to supporting the
professional well-being of teachers”. Dopiero w okresie wakacyjnym miałem czas, by nadrobić zaległości w lekturze
polskich czasopism naukowych. Jednym z
kluczowych dla pedagogiki był i jest „Kwartalnik Pedagogiczny” wydawany przez
Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego.
Autorki
w skondensowanej postaci przedstawiają:
- cel i hipotezę;
- próbę 443 nauczycieli warszawskich
szkół podstawowych;
- narzędzia pomiaru;
- pięć kategorii obciążeń zawodowych;
- korelacje obciążeń z wyczerpaniem i
dystansowaniem się od pracy;
- kilka podstawowych rekomendacji
praktycznych.
Jest
to więc artykuł raportujący diagnozę lokalnej próby warstwowo-losowej
ograniczonej do szkół prowadzonych przez samorząd Warszawy o dość ograniczonej
interpretacji teoretycznej. Tabele i wykresy pokazują przede wszystkim
hierarchię problemów: niskie płace, brak społecznego uznania, niestabilność
prawa, relacje z rodzicami, przeciążenie dokumentacją oraz zróżnicowanie
potrzeb uczniów. Najsilniej z wypaleniem korelują jednak codzienne warunki
organizacyjne i dydaktyczne, nie zaś deklarowane obciążenia systemowe.
Zastanawiałem
się nad sensem tej publikacji w języku angielskim, skoro zaprezentowane w niej
wyniki badań pedeutologicznych potwierdzają dobrze rozpoznane już w Polsce obciążenia
nauczycieli. Autorki stwierdzają między innymi, że nauczycieli miasta st.
Warszawy obciążają:
- niskie płace;
- brak społecznego uznania;
- częste zmiany prawa;
- biurokracja;
- zróżnicowanie potrzeb uczniów;
- trudne relacje z rodzicami;
- przeciążenie organizacyjne.
Najdotkliwiej oceniane są problemy systemowe, ale z wypaleniem najsilniej wiążą się codzienne obciążenia organizacyjne i dydaktyczne. Niskie płace, brak szacunku społecznego i niestabilność prawa uzyskały najwyższe oceny ciężaru. Jednak wyczerpanie najmocniej korelowało z warunkami organizacyjno-dydaktycznymi oraz zarządzaniem klasą. Z obciążeniami systemowymi związek był słabszy. To jest najwartościowszy aspekt artykułu, gdyż pozwala oddzielić obciążenia najbardziej krytycznie oceniane przez nauczycieli i obciążenia najbardziej bezpośrednio wyczerpujące ich zasoby psychiczne.
Autorki nie dostarczają jednak nowych kategorii analitycznych ani nie dokonują pogłębionej interpretacji makropolitycznych/systemowych źródeł wypalenia zawodowego nauczycieli. Dla MEN próba 443 nauczycieli z jednego miasta nie daje podstaw do formułowania diagnozy ogólnopolskiej. Same autorki przyznają, że ograniczenie badania do jednego miasta nie pozwala na szeroką generalizację. Dla międzynarodowego odbiorcy natomiast artykuł nie zawiera komponentu porównawczego.
Partnerzy zagraniczni są wymienieni jedynie jako kontekst projektu, ale nie przedstawiono ich wyników. Warszawa nie została potraktowana jako szczególny przypadek metropolitalny, lecz niemal jako teren zastępczy dla polskiego systemu szkolnego. Narzędzia również nie są na tyle nowatorskie, by sama ich konstrukcja uzasadniała publikację międzynarodową. Co z tego, że badano kondycję nauczycieli nie tylko w Warszawie, ale także w Austrii, Grecji czy Turcji, skoro są to problemy dobrze znane z międzynarodowych badań TALIS oraz licznych wcześniejszych badań nad dobrostanem i wypaleniem nauczycieli.
Artykuł
dokumentuje realizację edukacyjnego projektu międzynarodowego w ramach programu
Erasmus+, ale nie przekształca zebranego materiału w wiedzę o większej mocy
wyjaśniającej. W tym sensie jest bardziej produktem projektowym niż rezultatem
badań odpowiadających poznawczej misji uniwersytetu. Dla kogo zatem jest ten
tekst? Do kogo jest adresowany? Moim zdaniem jest swoistego rodzaju „sztuką dla
sztuki”.
Publikacja jest poprawnym metodologicznie
komunikatem z lokalnego badania, lecz jej wartość naukowa pozostaje
ograniczona. Dla władz Warszawy tekst jest za mało operacyjny. Nie rozróżnia
bowiem dostatecznie problemów zależnych od dyrektora szkoły; problemów
zależnych od organu prowadzącego; problemów zależnych od ustawodawcy i MEN. Autorki
nie analizują sytuacji nauczycieli w zależności od terytorialnych uwarunkowań ich
pracy, a więc dzielnic, typów szkół, warunków lokalowych, dostępności
specjalistów, polityki kadrowej ani różnic między placówkami.
Tymczasem właśnie takich danych
potrzebowałby samorząd, aby podjąć konkretne decyzje. Dla władz Mazowsza badanie jest jeszcze mniej
użyteczne, ponieważ Warszawa nie reprezentuje województwa. Warunki
zatrudnienia, koszty życia, struktura uczniów, dostęp do specjalistów i
sytuacja kadrowa w stolicy są odmienne od sytuacji małych miast oraz szkół
wiejskich. Problem zaczyna się wtedy, gdy funkcja sprawozdawczo-projektowa
zastępuje wyraźny cel poznawczy i społeczny.
Nie
podoba mi się niski poziom naukowej doniosłości zaprezentowanych wyników badań
i zakresu poznawczego. Badanie może być metodologicznie poprawne, a zarazem
poznawczo mało sensowne. Artykuł potwierdza przede wszystkim wiedzę już
istniejącą, i to na próbie ograniczonej do jednego miasta. Najpoważniejszy
niedostatek dotyczy pominięcia makropolityki oświatowej. Autorki wymieniają
problemy systemowe, ale ich nie analizują. Nie pytają:
- jakie decyzje władz centralnych
wytwarzają niestabilność pracy nauczycieli;
- w jaki sposób mechanizmy finansowania
oświaty wpływają na warunki zatrudnienia;
- jak centralizm programowy ogranicza
autonomię nauczycieli;
- jaki jest związek między polityką
płacową państwa a odpływem kadr;
- jak częste reformy, zmiany awansu i
regulacje prawne przekładają się na poczucie bezsilności;
- dlaczego odpowiedzialność za skutki
polityki oświatowej jest przenoszona na szkoły, dyrektorów i samych
nauczycieli.
Makropolityka
zostaje tu zredukowana do kilku pozycji kwestionariusza: niskie wynagrodzenie,
brak prestiżu, zmiany prawa, zasady awansu. Tymczasem te zmienne powinny być
przedmiotem pogłębionej analizy instytucjonalnej, a nie jedynie elementami
skali obciążeń. W konsekwencji artykuł psychologizuje i organizacyjnie
upraszcza problem. Wypalenie nauczycieli zostaje przedstawione przede wszystkim
jako wynik kumulacji codziennych trudności: napiętego planu, dokumentacji,
zróżnicowania uczniów i zarządzania klasą.
Tego typu ustalenie jest częściowo wartościowe, ale może też prowadzić do niebezpiecznego przesunięcia odpowiedzialności. Skoro najbardziej wyczerpują „codzienne obciążenia”, rozwiązaniem stają się szkolne programy wsparcia, lepsza organizacja pracy, większy udział nauczycieli w decyzjach czy poprawa współpracy z rodzicami. Tymczasem codzienne obciążenia nie powstają w próżni. Są często skutkiem rozwiązań makrosystemowych, jak:
- tworzenie i wypełnianie dokumentacji wynikającej z regulacji wewnątrzszkolnych i nadzoru oświatowego;
- zróżnicowanie potrzeb uczniów staje się przeciążeniem, gdy państwo nie zapewnia odpowiedniego wsparcia specjalistycznego;
- napięty plan pracy jako konsekwencja braków kadrowych i niskiego poziomu finansowania szkół;
- konflikty z rodzicami nasilające się tam, gdzie szkoła zostaje pozbawiona stabilnego autorytetu instytucjonalnego;
- brak wpływu nauczycieli na decyzje MEN (centralistycznego modelu zarządzania oświatą).
Bez
tego poziomu analizy powstaje badanie, które rejestruje skutki, ale nie
dochodzi do źródeł ich zaistnienia i rozwoju. Dlatego moje określenie „sztuka dla sztuki” nie jest
przesadne. Uniwersytet badawczy nie powinien ograniczać się do produkowania
komunikatów potwierdzających to, co już wiadomo. Jego zadaniem jest zadawanie
trudniejszych pytań, odsłanianie ukrytych mechanizmów, kwestionowanie wygodnych
interpretacji oraz dostarczanie wiedzy, której nie można uzyskać z prostego
sondażu opinii.
(we współpracy z AI. ChatGPT 5)
Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam