Jak Ośrodek Rozwoju Edukacji "gotuje na miękko"

(źródło: Obraz wygenerowany przy użyciu ChatGPT (OpenAI) na podstawie koncepcji autora)
 

Poradnik Danieli Bartosiak "Kompetencje miękkie w sytuacjach kryzysowych. Jak rozwijać odporność psychiczną i umiejętności społeczne uczniów" (2026)  zapowiada znaczenie kompetencji miękkich, ale sam prezentuje kompetencje twarde. Nie widzę tu absolutnie odniesienia do realiów wewnątrzszkolnych. 

Propozycje rzekomych warsztatów są pozorowaniem ćwiczenia czegokolwiek czy uwrażliwiania uczniów na cokolwiek, skoro sprowadzają się do zadań/problemów/pytań, na które uczniowie w ogóle nie chcieliby odpowiadać, skoro miałyby one być prowadzone przez ich nauczyciela lub gdyby dotyczyły innych nauczycieli, a może i własnego pseudowychowawcy.

Zasadnicza sprzeczność całej publikacji ujawnia się w tym, że poradnik poświęcony jest rozwijaniu kompetencji miękkich, ale sam został skonstruowany w logice kompetencji twardych. Zamiast relacji, dialogu, zaufania, empatii i rzeczywistego współdziałania otrzymujemy sekwencje czynności, schematy postępowania, formularze, audyty, procedury przepływu informacji oraz dokumentację interwencji. Uczeń staje się przypadkiem do rozpoznania, zakwalifikowania, zabezpieczenia i przekazania dalej.

Najbardziej problematyczne są właśnie rzekome „warsztaty”. Nie są to warsztaty w znaczeniu pedagogicznym, lecz zestawy pytań do zadania uczniom. Brakuje w nich podstawowych warunków pracy nad doświadczeniami osobistymi:

  • zaufania do prowadzącego;
  • dobrowolności realnej, a nie tylko zadeklarowanej;
  • poczucia poufności;
  • bezpieczeństwa przed oceną;
  • możliwości odmowy bez konsekwencji;
  • neutralności osoby prowadzącej;
  • czasu na stopniowe budowanie otwartości;
  • przygotowania nauczyciela do reakcji na ujawnione problemy.

Uczeń ma odpowiadać między innymi na pytania: „Co w życiu jest dla mnie naprawdę ważne?”, „Co daje ci poczucie bycia potrzebnym?”, „Trudna sytuacja, która czegoś mnie nauczyła”, „Osoba, która daje mi poczucie wsparcia”. Są to pytania osobiste, czasami wręcz intymne. Autorka traktuje je jednak jak neutralne zadania dydaktyczne, które można przeprowadzić w ciągu jednej lekcji.

Tymczasem uczeń nie odpowiada na pytanie w abstrakcyjnej „przestrzeni szkolnej”. Odpowiada konkretnemu nauczycielowi, który:

  • wystawia mu oceny;
  • może być źródłem stresu;
  • reprezentuje instytucję;
  • pozostaje w relacji z innymi nauczycielami;
  • może przekazać informacje wychowawcy, pedagogowi, dyrekcji lub rodzicom;
  • bywa częścią problemu, o którym uczeń miałby mówić.

Powstaje zatem oczywisty konflikt ról. Ten sam nauczyciel, który ocenia, dyscyplinuje, kontroluje frekwencję i realizuje podstawę programową, ma nagle wejść w rolę empatycznego moderatora rozmowy o sensie życia, cierpieniu, relacjach i poczuciu własnej wartości. Autorka poradnika nie zastanawia się, czy uczniowie postrzegają go jako osobę godną zaufania ani czy szkoła stworzyła wcześniej warunki, w których szczera wypowiedź nie zostanie wykorzystana przeciwko nim.

Co więcej, odpowiedzi uczniów mogłyby dotyczyć właśnie nauczycieli. Uczeń mógłby uznać, że źródłem utraty sensu jest:

  • sposób oceniania;
  • publiczne zawstydzanie;
  • nierówne traktowanie;
  • obojętność wychowawcy;
  • przemoc symboliczna;
  • przeciążenie nauką;
  • brak sprawiedliwości;
  • lekceważenie jego głosu.

Czy nauczyciel prowadzący warsztat jest przygotowany na usłyszenie, że problemem jest on sam, jego kolega z pokoju nauczycielskiego albo dyrektor szkoły? Czy zagwarantuje uczniowi ochronę? Czy dopuści krytykę szkoły? Czy nie potraktuje jej jako ataku, roszczeniowości lub braku kultury?

Poradnik omija te pytania. Zakłada nauczyciela idealnego: spokojnego, empatycznego, uważnego, nieoceniającego i kompetentnego. Nie uwzględnia realnego zróżnicowania kadry, wypalenia zawodowego, konfliktów, kultury hierarchicznej, zależności służbowych ani nauczycieli, którzy sami generują sytuacje kryzysowe. W rezultacie powstaje obraz szkoły bez szkoły — instytucji wyabstrahowanej z jej codziennych stosunków władzy.

Warsztat wymaga nie tylko formułowania pytań, ale procesu grupowego w poszukiwaniu na nie odpowiedzi. Powinien obejmować przygotowanie kontraktu, budowanie bezpieczeństwa, pracę na doświadczeniu, możliwość wycofania się, reagowanie na dynamikę grupy, domknięcie emocjonalne i ewaluację. Tutaj mamy przede wszystkim:

1.     pytanie nauczyciela;

2.     odpowiedź ucznia;

3.     uporządkowanie odpowiedzi w kategorie;

4.     krótkie podsumowanie nauczyciela.

To nie jest warsztat, lecz sterowana pogadanka z kartą pracy. Uczeń ma dojść do konkluzji wcześniej ustalonej przez autorkę: sens znajduje się w działaniu, relacji i postawie wobec trudności. Nie ma więc rzeczywistego otwarcia na doświadczenie ucznia. Jest raczej pedagogiczne naprowadzanie na pożądaną odpowiedź. Pod pozorem refleksji pojawia się gotowy schemat interpretacyjny.

Jeszcze wyraźniej widać to w ćwiczeniu dla nauczycieli. W ciągu 45 minut mają oni „zidentyfikować sytuacje szkolne sprzyjające utracie sensu”, zaprojektować kilka działań i zintegrować perspektywę sensu z podstawą programową. Nie ma tu analizy własnej praktyki, obserwacji lekcji, informacji zwrotnej od uczniów, studium konfliktu, pracy nad językiem komunikacji ani długofalowego wdrażania. Wystarczy rozmowa w małej grupie i zapisanie kilku pomysłów.

Jest to typowe pozorowanie zmiany przez aktywność szkoleniową: uczestnicy coś przedyskutują, wypełnią arkusz, sformułują deklaracje, a następnie wrócą do niezmienionych stosunków szkolnych. Uczeń ma się odsłonić, zaś szkoła nie musi. Najbardziej jednostronne jest to, że uczniowi proponuje się autorefleksję, ujawnianie uczuć, źródeł sensu, trudnych doświadczeń i osób wspierających, natomiast szkoła nie zostaje zobowiązana do analogicznego odsłonięcia się przed uczniem.

Nie ma tu pytań:

  • Co w naszej szkole wywołuje lęk?
  • Które praktyki nauczycielskie odbierają uczniom poczucie godności?
  • Komu uczniowie rzeczywiście ufają?
  • Czy mogą bezpiecznie zgłosić problem dotyczący nauczyciela?
  • Czy ich krytyka prowadzi do zmiany?
  • Jak szkoła reaguje na nadużycie władzy przez osobę dorosłą?
  • Czy wychowawca rzeczywiście jest wychowawcą, czy tylko administratorem klasy?
  • Czy samorząd uczniowski posiada realny wpływ?

Zamiast tego uczeń ma pracować nad sobą: regulować oddech, nazywać emocje, poszukiwać sensu, rozwijać odporność i wybierać właściwą postawę. Instytucja pozostaje poza podejrzeniem. Można zatem powiedzieć, że poradnik proponuje asymetryczną pedagogikę odsłonięcia: uczeń ma ujawnić siebie przed szkołą, ale szkoła nie ma ujawnić przed uczniem własnych mechanizmów przemocy, niesprawiedliwości ani niekompetencji.

Pseudowychowawca nie może być terapeutą poczucia sensu działania czy nawet życia. W wielu szkołach wychowawstwo zostało sprowadzone do kontroli frekwencji; przekazywania komunikatów; zbierania oświadczeń; omawiania ocen; rozwiązywania problemów dyscyplinarnych; kontaktowania się z rodzicami; wypełniania dokumentacji szkolnej.

Autorka poradnika nie pyta, czy nauczyciel ma czas, kwalifikacje i autorytet relacyjny, by prowadzić rozmowy egzystencjalne. Zakłada, że sama formalna funkcja wychowawcy czyni go osobą zdolną do pracy nad poczuciem sensu uczniów. Tymczasem bez wcześniejszej, codziennej obecności przy uczniu takie pytania mogą być odbierane jako sztuczne, natrętne, infantylne, kontrolujące, terapeutyzujące czy niewiarygodne.

Uczeń szybko rozpoznaje rozdźwięk między językiem warsztatu a rzeczywistą praktyką. Nauczyciel, który rano publicznie zawstydził klasę, nie stanie się po południu osobą zaufaną tylko dlatego, że zapyta: „Co daje ci poczucie bycia potrzebnym?”. Wówczas ćwiczenie nie buduje bezpieczeństwa, lecz może pogłębiać cynizm uczniów wobec szkolnego języka troski. 

Reasumując, poradnik ORE nie uczy budowania relacji. Uczy zarządzania sytuacją, która została nazwana relacyjną. Nie rozwija kompetencji miękkich, lecz zamienia je w twarde algorytmy: 

  • empatię — w przykładowe komunikaty; 
  • uważność — w listę sygnałów;
  • bezpieczeństwo — w procedurę;
  • wspólnotę — w deklarację misji;
  • refleksję — w kartę pracy; 
  • odporność — w techniki samoregulacji;
  • sens — w trzy kategorie; 
  • odpowiedzialność — w dokumentację.

Publikacja nie pokazuje, jak tworzyć szkołę opartą na zaufaniu, lecz jak proceduralnie obsługiwać ucznia, który w szkole zaufania nie doświadcza. Zapowiada kompetencje miękkie, ale poddaje je administracyjnej obróbce, aż stają się zestawem twardych instrukcji, formularzy i gotowych wypowiedzi.

Największym brakiem nie jest nawet niedostatek ćwiczeń. Jest nim brak rozpoznania realnej relacji władzy między uczniem a nauczycielem. Bez tego każdy „warsztat o sensie” może stać się kolejną lekcją pozoru: uczniowie mają mówić szczerze, ale tylko w granicach tego, co szkoła gotowa jest usłyszeć.

 Poradnik uczy ucznia, jak mówić o emocjach, ale nie gwarantuje mu, że szkoła będzie chciała o tych jego emocjach słuchać. Pisze się tu o wspólnocie, lecz pomija jej demokratyczne organy. Mówi o kompetencjach miękkich, lecz umieszcza je w szkole "gotującej uczniów i nauczycieli na twardo".



(we współpracy z AI. ChatGPT 5)

Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22