Kolejne pseudobadania w szkolnictwie wyższym

 


Mieliśmy już jeden, pseudonaukowy raport na temat mobbingu w szkolnictwie wyższym, a teraz pojawił się następny, tylko afirmowany przez Uniwersytet Warszawski, chociaż nie oceniam go negatywnie za sam fakt przeprowadzenia wywiadów. O ile w tym pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z kompromitującą autorkę konstrukcją narzędzia rzekomo diagnostycznego, o tyle w tym drugim przypadku jest nieco inaczej, aczkolwiek także fatalnie. 

Nie interesują mnie w tym względzie kwestie, które są zapewne w tle, nieujawnione przez diagnostów. Natomiast nie mogę zgodzić się na upowszechnianie - z różnych przyczyn pseudonaukowych - takich "raportów". Nie kwestionuję przy tym występowania samego zjawiska, które zapewne ma miejsce, ale nie mogę zgodzić się na wyprowadzanie wniosków z błędnie skonstruowanych badań tylko dlatego, że stoi za nimi czyjś stopień naukowy lub instytucja. W nauce ważna jest jej pełna rzetelność.

Warto zatem odsunąć autorów i projekty na bok, a spojrzeć na sam problem epistemologiczny i kulturowy, bo w przeciwnym razie bardzo łatwo powstaje atrakcyjna medialnie opowieść: „wreszcie ktoś ujawnił patologie uniwersytetu”. Tymczasem materiał, o którym rozmawiamy, nie daje podstaw do tak prostego wniosku.

Najpierw trzeba rozróżnić trzy rzeczy: doświadczenie krzywdy, rozpoznanie jej przyczyny oraz diagnozę instytucji. To, że ktoś wiarygodnie opisuje poczucie poniżenia, marginalizacji, presji czy niesprawiedliwości, nie oznacza jeszcze, że prawidłowo rozpoznana została przyczyna tego doświadczenia. Jeszcze mniej wynika z tego, że mamy podstawę do orzekania o uniwersytecie jako instytucji będącej źródłem zła. Właśnie tutaj pojawia się największe niebezpieczeństwo selekcyjnej narracji.

Raport pokazuje wiele realnych i ważnych zjawisk: konflikty, brak kultury osobistej, autorytarny styl kierowania, słabą komunikację, zależności hierarchiczne, nieprzejrzystość decyzji, przeciążenie, niekompetencję menedżerską, obawy przed zgłaszaniem problemów. Sam przyznaje też, że respondenci mieli trudności z odróżnianiem mobbingu od presji, dyscyplinowania, konfliktu czy innych zachowań niepożądanych. To bardzo ważne, bo pokazuje, że mobbing nie jest kategorią oczywistą nawet dla uczestników badania.

Tymczasem gdy autorzy projektu od początku organizują dobór respondentów, pytania i interpretację wokół kategorii „mobbingu”, pojawia się ryzyko metodologicznego zawężenia pola widzenia ("samopotwierdzającej się hipotezy"). Dobór uczestników był celowy z elementami autoselekcji, a uczestnicy zgłaszali gotowość udziału po wydarzeniach poświęconych bezpieczeństwu i przeciwdziałaniu mobbingowi. To znaczy, że badanie nie zaczyna się od neutralnego pytania o relacje społeczne na uczelni, lecz od już nazwanej negatywnej kategorii. Wtedy łatwo o mechanizm samopotwierdzenia: poszukujemy doświadczeń interpretowanych jako mobbing, znajdujemy je, a potem uznajemy to za potwierdzenie znaczenia mobbingu jako cechy środowiska.

Nie unieważnia to wartości materiału z badań jakościowych. Oznacza jednak, że trzeba ograniczyć zakres wnioskowania. Z tych danych można co najwyżej wyprowadzić wniosek, że: „istnieją osoby, które opisują doświadczenia postrzegane jako mobbingowe lub przemocowe”. Niepoważne jest wnioskowanie jakoby „mobbing był cechą uniwersytetów” albo że „uniwersytet jest środowiskiem systemowo mobbingogennym”. Sami autorzy zastrzegają przecież, że próba nie była reprezentatywna (30 rozmówców) i nie służyła określeniu skali zjawiska. Dobrze ilustruje to poniższy schemat, o który poprosiłem AI:


Źródło: grafika opracowana we współpracy z ChatGPT (OpenAI), 2026.



Drugi problem dotyczy asymetrii relacji. W instytucjach takich jak uniwersytet hierarchia nie jest anomalią. Wynika z kompetencji, doświadczenia, odpowiedzialności, funkcji, wiedzy i zakresu decyzji. Niebezpieczne jest utożsamianie każdej asymetrii z dominacją, przemocą. Student i profesor, rektor i profesor nie są równi kompetencyjnie. Promotor ma prawo wymagać, kierownik ma prawo rozliczać zadania, recenzent ma prawo krytykować. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy władza funkcjonalna przekształca się w arbitralność, poniżanie, odwet czy instrumentalne blokowanie drugiej osoby.

Jeżeli tego rozróżnienia zabraknie, dyskurs antymobbingowy może niechcący zacząć patologizować samą strukturę odpowiedzialności. Wtedy wymaganie terminowości, rzetelności, poprawności metodologicznej czy jakości wykonania może zostać odbierane jako przemoc tylko dlatego, że pojawia się w relacji asymetrycznej. To byłoby równie szkodliwe dla akademii jak rzeczywisty mobbing.

Trzeci problem dotyczy proceduralizmu. Nie każda wada relacji wymaga nowej procedury prawnej. Jeśli źródłem problemu jest brak wychowania profesora, rektora, dziekana itp., ich niska kultura osobista, niekompetencja kierownicza albo zwykła nieumiejętność rozwiązywania konfliktów, reakcją na to nie musi być kolejny regulamin, komisja, formularz czy szkolenie compliance. Można bowiem doprowadzić do sytuacji, w której uczelnia będzie coraz bardziej „bezpieczna proceduralnie”, a coraz mniej będzie wspólnotą akademicką zdolną do samoregulacji, odpowiedzialności i krytycznej rozmowy.

Dlatego najważniejszy wniosek nie powinien brzmieć: „uniwersytety są mobbingowe”, lecz raczej: „relacje akademickie wymagają lepszego rozróżniania między konfliktem, wymaganiem, niekompetencją, brakiem kultury, nadużyciem władzy i rzeczywistym mobbingiem.”



Źródło: grafika opracowana we współpracy z ChatGPT (OpenAI), 2026.

To rozróżnienie chroni dwie strony naraz. Chroni osoby rzeczywiście doświadczające długotrwałego nękania przed banalizacją pojęcia mobbingu, ale chroni też uniwersytet przed narracją, w której każda asymetria, krytyka czy egzekwowanie standardów zaczynają być przedstawiane jako przemoc.

Największym ryzykiem takiego jednostronnego dyskursu jest więc nie tylko niesprawiedliwość wobec instytucji. Jest nim również utrata zdolności do precyzyjnego nazywania rzeczywistości. A bez tej precyzji ani nauka, ani prawo, ani polityka instytucjonalna nie będą dobrze działać.    

 


Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22