O mechanizmach generowania fikcji nie tylko w naukach humanistycznych czy społecznych
W trakcie Zakopiańskich Spotkań Metodologicznych przywołałem książkę, która nie dotyczy analiz stanu nauki w Polsce, ale niektóre procesy, mechanizmy są wspólne dla uczelni na naszym kontynencie. Książka szkockiego badacza inteligencji i komunikacji społecznej Stuarta Jamesa Ritchiego odsłania rzeczywistą produkcję fikcji wewnątrz
instytucji akademickich, które kulturowo i społecznie powinny służyć prawdzie a
nie jej pozorowaniu.
Tytuł Science
Fictions jest dwuznaczny, gdyż autor nie zajmuje się fantastyką w naukach, lecz interesują go fikcje wytwarzane przez naukowców, których wyniki
badań są niepowtarzalne. Takich zaś jest większość w psychologii, ale także w innych naukach społecznych czy humanistycznych. Rzecz dotyczy tych danych empirycznych, które zostały
sfabrykowane przez autora jakiegoś raportu.
Co
z tego, że zostały one opracowane zgodnie z modelami statystycznymi?
Nauka nie sprowadza się do dowodzenia przez autorów rozpraw, że opanowali
wiedzę z zakresu metod badań statystycznych. Coraz
więcej publikacji - zdaniem tego autora - jest
"napompowane" medialnie przez globalnych wydawców, którzy przekonują
klientów, że publikuje się rzekomo przełomowe odkrycie naukowe, choć
jego przesłanki i wnioski są kruche teoretycznie czy/i metodologicznie.
Najważniejsza
teza tej monografii - chociaż także napompowanej przez globalnych wydawców - sprowadza się do problemu oszustw w nauce. Problemem jest system akademicki, który czasami premiuje
nie tylko prawdę, ale także w pseudonaukę. Sprzyjają jej obowiązkowe sloty, jak najwyższa cytowalność, liczba grantów (najlepiej zagranicznych), medialność i kariera akademicka, które sprzyjają pojawiającemu się na obrzeżach nauk.
Ritchie
wskazuje na cztery główne źródła deformacji nauki:
1.
Oszustwo — fałszowanie danych, ilustracji, eksperymentów, wyników, a więc najbardziej spektakularne formy patologii;
2.
Stronniczość — dobieranie, interpretowanie i publikowanie wyników zgodnych
z oczekiwaniami badacza/-ki, jego/jej światopoglądu, środowiska, redakcji albo
dominującego paradygmatu;
3.
Niedbalstwo — błędy metodologiczne, powierzchowna analiza danych,
niestaranne procedury, brak rzetelnej replikacji badań;
4.
Szum medialny — przekształcanie ostrożnych wyników w sensacyjne
komunikaty: „przełom”, „rewolucja”, „dowiedziono”, „naukowcy odkryli”.
Dlatego patologia w nauce nie jest tu fantazmatem przeciwników akademii, uniwersytetów czy szkół wyższych i ich federacji, ale jest empirycznie rozpoznawalnym zjawiskiem w środowisku nauczycieli akademickich. Szkocki psycholog nie napisał książki antynaukowej, a wprost przeciwnie, broni nauki przed jej własnymi deformacjami.
Czyni to jako badacz a nie posiadacz skompromitowanych w postępowaniach awansowych pseudonaukowych rozpraw. Krytyka patologii nauki nie jest dla Ritchiego krytyką nauki jako takiej, ale warunkiem jej ocalenia.
Jego monografia demistyfikuje mechanizmy szczególnie groźne dla nauk społecznych i humanistycznych, które są najbardziej na nie podatne. Opublikowane rozprawy wcale nie muszą znaczyć, że są odkryciem jakichkolwiek prawidłowości.
Artykuł, monografia,
afiliacja, grant, cytowania czy parametryzacja, podane w stopce redakcyjnej nazwiska i stopnie naukowe recenzentów nie są jeszcze gwarancją
poznawczej rzetelności. To są jedynie wskaźniki wytworów pracy nauczycieli akademickich,
ale nie zawsze są osiągnięte w uczciwy sposób.
Z perspektywy pedagogiki akademickiej ta książka jest szczególnie cenna, bo pokazuje, że nauka potrzebuje nie tylko procedur, lecz także formacji moralnej badaczy, ich uczciwości, pokory, gotowości do korekty, przyjęcia negatywnej recenzji, szacunku dla replikacji, odporności na pokusę autopromocji (szczególnie w social mediach czy na portalach).
Wielu
recenzentów/-ek przekonało się, że ujawnienie patologii oznacza nie tylko
wskazanie „błędu” w artykule czy projekcie badawczym, ale wymaga naruszenia
sieci zależności koleżeńskich, w panelach grantowych, promotorskich, recenzenckich,
wydziałowych, redakcyjnych, rankingowych itp.
Rzetelna
recenzja ujawnia deformacje w czyjejś pracy akademickiej, przez co uderza nie
tylko w konkretną osobę, lecz także w tych, którzy ją wcześniej legitymizowali:
recenzentów, promotorów, współautorów, kierowników projektów, członków rady
dyscypliny naukowej, redakcje czasopism, komisje konkursowe itp. Dlatego
reakcja bywa opóźniana, rozmywana albo przenoszona na język proceduralny:
„sprawa jest złożona”, „trzeba poczekać”, „nie mamy podstaw”, „to różnica
interpretacyjna”, „nie należy szkodzić wizerunkowi jednostki”.
W tym sensie patologia nauki ma charakter relacyjny i systemowy, bowiem nie jest tylko czynem sprawcy, lecz także skutkiem ochronnej ciszy otoczenia. Wydana z fundamentalnymi błędami monografia pokazuje, że nauka ma formalnie mechanizmy autokorekty, korekty redakcyjnej: recenzje, replikacje, korekty, retrakcje, komisje etyczne, jawność danych.
Jednocześnie autor niniejszej książki dowodzi, że te
mechanizmy działają słabo, gdy wchodzą w konflikt z interesem instytucji,
prestiżem środowiska albo karierami ludzi, którzy już zajęli mocne pozycje.
Chroniąc patologiczną rozprawę, ukrywa się zarazem jej recenzentów
wydawniczych.
Patologia w nauce nie utrzymuje się tylko dlatego, że istnieją nieuczciwi badacze, lecz dlatego, że środowisko akademickie często nie ma wystarczającej woli, odwagi ani interesu, by reagować na deformacje, które powstają wewnątrz własnej wspólnoty. Najbardziej bolesna jest tu nie sama obecność oszustwa, stronniczości czy niedbalstwa, lecz mechanizm milczącej lojalności instytucjonalnej.
Pedagogika
akademicka nie powinna badać tylko patologii wychowania, szkoły czy polityki
oświatowej, ale również umieć spojrzeć na własne środowisko jako
przestrzeń socjalizacji do konformizmu, oportunizmu i milczenia. Z tej
perspektywy deformacja nauki nie jest incydentem, lecz testem kultury
akademickiej.
Pytanie brzmi: czy wspólnota naukowa potrafi być lojalna wobec prawdy bardziej niż wobec własnych kadr? Odpowiedź autora recenzowanej monografii jest pesymistyczno-realistyczna.
Ritchie uważa, że niektórzy akademicy często nie są lojalni wobec prawdy dlatego, gdyż system nagradza produktywność, widzialność i prestiż, a karze tych, którzy
zakłócają wygodną fikcję normalności. Nie należy jednak tego traktować jako usprawiedliwienie dla niegodnych w nauce postaw.
(we współpracy z AI. ChatGPT 5)

Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam