Nie podcinać skrzydeł nauczycielom. Lekcja Janusza Moosa

 

(źródło fotografii z uroczystości: Janusz Moos) 


Są w oświacie ludzie, którzy pełnią funkcje, zarządzają placówkami, realizują kolejne programy i reformy. Są jednak także tacy, którzy tworzą wokół siebie przestrzeń wolności, dzięki której inni mogą przekraczać rutynę, próbować, eksperymentować, popełniać błędy, poprawiać własne rozwiązania i odkrywać w sobie nauczyciela-twórcę. Do tej drugiej, jakże nielicznej kategorii należy mgr inż. Janusz Moos – pedagog, innowator, animator ruchu postępu pedagogicznego, a przede wszystkim człowiek, który przez dziesięciolecia potrafił uskrzydlać innych.

Przez 27 lat kierował Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, doprowadzając wraz ze współpracownikami tę placówkę do standardów rozpoznawalnych nie tylko w Polsce. Nie był przy tym dyrektorem administrującym cudzymi pomysłami. Był liderem tworzącym warunki do rodzenia się pomysłów własnych – nauczycielskich, zespołowych, środowiskowych.

I właśnie ten aspekt jego działalności wydaje mi się dzisiaj szczególnie ważny.

Wolność nauczyciela nie jest luksusem

W czasach coraz silniejszego proceduralizowania edukacji, standaryzowania pracy nauczyciela, mnożenia wskaźników, formularzy, podstaw programowych, rozporządzeń, instrukcji i systemów kontroli łatwo zapomnieć o czymś elementarnym: nie ma twórczego nauczyciela bez wolności.

Nie oznacza to wolności od odpowiedzialności, wiedzy czy profesjonalnych standardów. Przeciwnie. Im większa autonomia, tym większa odpowiedzialność za własne decyzje pedagogiczne. Wolność nauczyciela nie polega na tym, że może robić wszystko. Polega na tym, że może myśleć, wybierać, projektować, sprawdzać rozwiązania, odchodzić od rutyny, kwestionować schemat i brać odpowiedzialność za własną praktykę.

Twórczości pedagogicznej nie można zarządzić rozporządzeniem. Nie da się jej zadekretować. 

Nie powstaje ona dlatego, że ministerstwo ogłosi kolejny „(k)rok reformy”, „laboratorium przyszłości” czy „program rozwoju kompetencji”. Powstaje tam, gdzie nauczyciel ma poczucie sprawstwa, gdzie jego pomysł nie zostaje natychmiast skonfrontowany z pytaniem: „A gdzie jest na to procedura?”, lecz najpierw z pytaniem: „Co dzięki temu mogą zyskać uczniowie?”

Janusz Moos przez dziesięciolecia budował właśnie taki ekosystem pedagogiczny.





Organizował Nauczycielski Zespół Postępu Pedagogicznego skupiający ponad 300 nauczycieli-innowatorów. Przewodniczył zespołom programowym MEN dotyczącym liceum technicznego, liceum profilowanego oraz szkoły policealnej nowego typu, był związany z Polską Siecią Kształcenia Modułowego, rozwijał koncepcje kształcenia prozawodowego i innowację „Kształtowanie postaw twórczych – wynalazczych”.

To nie jest historia jednego dyrektora. To jest historia pewnego sposobu rozumienia nauczycielstwaDyrektor, który nie odbierał nauczycielom i ich uczniom skrzydeł, ale je im wręczał w postaci statuetki w ramach corocznego Podsumowania Ruchu Innowacyjnego. 

W administracyjnie zarządzanej szkole dyrektor może stać się strażnikiem zgodności. Może jednak stać się także strażnikiem przestrzeni wolności. Janusz Moos należał do tych drugich. 




Jego współpracownicy niezwykle trafnie określili go przed laty jako człowieka, który z nieprawdopodobną pasją inspiruje, „zaraża”, animuje, poszukuje i wdraża nowości, a zarazem potrafi dostrzegać wartość każdego pracownika. Nieprzypadkowo uhonorowali także Jego - statuetką „Skrzydła Wyobraźni”.

Ta metafora jest znacznie głębsza, niż mogłoby się wydawać. Dobry przywódca edukacyjny nie powinien nauczycielowi wyznaczać wysokości, na jaką wolno mu wzlecieć. Powinien pomagać mu rozwinąć skrzydła.

Nie każdy nauczyciel zostanie innowatorem. Nie każdy musi tworzyć autorski program, eksperyment pedagogiczny czy nowe rozwiązanie dydaktyczne. Ale każdy powinien mieć prawo do rozwijania własnego profesjonalnego sądu, własnej wrażliwości pedagogicznej i własnego warsztatu.

W przeciwnym razie nauczyciel stopniowo przestaje być pedagogiem, a staje się wykonawcą cudzych instrukcji. Moos nigdy nie godził się na tak rozumiane nauczycielstwo. 

Wolność była bowiem dla niego nierozerwalnie związana z wysokimi wymaganiami intelektualnymi, społecznymi i moralnymi W jego słynnych powiedzeniach znajdziemy zarówno ironię, jak i bezkompromisowość wobec bylejakości: „Materiały skądś pościągane to brudna eklektyka”, „Nie będę uczestniczył w konferencjach typu »gnioty edukacyjne«”, ale także charakterystyczne przekonanie: „Wierzę, że pracuję z ludźmi, którzy prezentują wysoki poziom inteligencji stosowanej”.

To właśnie jest istota profesjonalnej autonomii.

Wolność bez kompetencji prowadzi do przypadkowości. Kompetencje bez wolności – do wykonawstwa. Dopiero połączenie jednego z drugim otwiera przestrzeń twórczości.

Nie zrobił kariery akademickiej. Wybrał szkołę 

Janusz Moos nie zabiegał o akademicką ścieżkę awansu. Chciał pozostać blisko szkół, nauczycieli, uczniów i praktyki pedagogicznej. Pisał artykuły, książki, skrypty i poradniki, zajmował się kształceniem zawodowym, edukacją holistyczną, funkcjonalnymi umiejętnościami uczniów i dydaktyką konstruktywistyczną. Właśnie dlatego współpracowały z nim zarówno politechniki, jak i uniwersytety.



To również warto dzisiaj przypominać.

W polskiej kulturze akademickiej nadal zbyt łatwo utożsamia się rangę intelektualną człowieka z kolejnymi stopniami i tytułami. Tymczasem są pedagodzy, których znaczenia nie da się zamknąć w drabinie awansów akademickich.

ludzie-instytucje, a Janusz Moos niewątpliwie do nich należy. 

Łączył rolę promotora reform, eksperta, edukatora, nauczyciela, doradcy, społecznika i organizatora środowiska. Przekraczał tradycyjny podział między teorią a praktyką, pokazując, że prawdziwa innowacja edukacyjna rodzi się właśnie na ich styku.

Nie wystarczy bowiem przeczytać teorię konstruktywistycznego uczenia się. Trzeba stworzyć nauczycielowi warunki, aby mógł ją przełożyć na działanie.

Nie wystarczy mówić o podmiotowości ucznia. Trzeba pozostawić podmiotowość także nauczycielowi.

Nie sposób bowiem budować autonomii ucznia za pomocą zniewolonego nauczyciela.

Pamięć instytucjonalna i pamięć ludzi

Dlatego ze smutkiem trzeba odnotować, że po odejściu Janusza Moosa na emeryturę zmieniono nie tylko kierownictwo Centrum – co jest naturalne – lecz także jego logo, a z publicznej pamięci instytucji zniknęła znaczna część historii dokonań zespołu, który przez lata budował jej rangę. Usunięto wszystko, co wiązało się z sukcesami całego Zespołu psychologiczno-pedagogicznego i administracyjnego. Wystarczy zajrzeć na web-strone ŁCDNiKP, by zobaczyć, że jest to placówka bez historii, bez przeszłości, bez czyichkolwiek dokonań. 

Instytucje mają oczywiście prawo się zmieniać. Nie powinny jednak zaczynać swojej historii od każdej kolejnej kadencji. 

Usuwanie pamięci poprzedników jest jednym z bardziej niepokojących objawów polskiej kultury instytucjonalnej. Zmiana kierownictwa zbyt często oznacza zmianę narracji o przeszłości, jak gdyby sukces poprzedników pomniejszał znaczenie następców.

A przecież jest odwrotnie.

Dojrzała instytucja potrafi budować swoją tożsamość na ciągłości dokonań wielu pokoleń.

Tym większego znaczenia nabiera więc wydarzenie, które miało miejsce 17 sierpnia 2026 roku w Chocieszowie koło Polanicy-Zdroju. Tamtejsza Galeria Witraży otrzymała imię Janusza Moosa – jako wyraz wdzięczności za jego wieloletnią służbę dzieciom, młodzieży, nauczycielom i przyszłym profesjonalistom, dla których innowacyjność oraz wolność pracy twórczej pozostają znakiem rozpoznawczym. Laudację wygłosił prof. Maciej Sysło.

(foto: od lewej: Z. Muziewicz i M. Sysło)


Jakże symboliczne jest to miejsce.

Założyciel Galerii Zbigniew Muziewicz mówi o niej jako o przestrzeni, „w której sztuka spotyka się z naturą, talent z pasją, a piękno z ludzką wrażliwością”.




Czyż można znaleźć trafniejszą metaforę edukacji?

Talent potrzebuje pasji. Pasja potrzebuje wolności. Wolność potrzebuje odpowiedzialności. A wszystko to potrzebuje człowieka, który potrafi stworzyć przestrzeń spotkania.

Janusz Moos taką przestrzeń tworzył przez dziesięciolecia. Jestem wdzięczny  Senatowi Uniwersytetu Łódzkiego za uhonorowanie Janusza Moosa w 2019 roku najwyższym wyróżnieniem dla Przyjaciół Uczelni - Medalem „Universitatis Lodziensis Amico".




 

Uskrzydlający pasjonatów

Przed laty wspólnie z profesorami Iwoną Chrzanowską, Stanisławem Dylakiem, Beatą Jachimczak, Jackiem Pyżalskim i Sławomirem Wiakiem przyznaliśmy Januszowi Moosowi szczególny tytuł:

„USKRZYDLAJĄCY PASJONATÓW NAUKI I EDUKACJI”.

Nie był to kurtuazyjny gest. Była to próba nazwania fenomenu niezwykle rzadkiego w oświacie: człowieka, który sam będąc pasjonatem, nie monopolizuje przestrzeni dla własnej pasji, lecz otwiera ją dla innych.

Największym osiągnięciem lidera nie jest bowiem liczba wydanych zarządzeń.

Nie jest nią liczba projektów, certyfikatów ani konferencji. Jest nią liczba ludzi, którzy dzięki niemu uwierzyli, że mogą zrobić coś, czego wcześniej nie robili.

Janusz Moos potrafił odkrywać i „szlifować” ludzkie talenty, dostrzegać innych, doceniać ich i jednocześnie upominać się o wysoką jakość pedagogicznego działania. W kierowanej przez niego placówce przez lata rozwijano konkursy innowacji nauczycielskich, projekty wynalazcze, inicjatywy uczniowskie i przedsięwzięcia stymulujące nowatorstwo pedagogiczne.

Była to pedagogika sprawstwa, zanim słowo „sprawstwo” stało się modne. Była to kultura innowacji, zanim zaczęto produkować strategie innowacyjności. Była to szkoła wolności twórczej, zanim administracja edukacyjna nauczyła się posługiwać językiem kreatywności.

Najtrudniej być prorokiem we własnym domu

Można więc powtórzyć: najtrudniej być prorokiem we własnym domu.

Być może jeszcze trudniej jest zachować pamięć o tych, którzy pokazali, że inna edukacja jest możliwa nie dlatego, że ktoś ją zadekretuje, lecz dlatego, że ktoś odważy się ją tworzyć.

Janusz Moos należy do pedagogów, którzy swoją działalnością pokazali, że reforma edukacji nie rozpoczyna się w ministerialnym gabinecie. Rozpoczyna się w umyśle nauczyciela, w jego niezgodzie na rutynę, w pytaniu: czy można inaczej? w odwadze podjęcia próby, w spotkaniu z drugim nauczycielem, w pracy zespołowej, w szkole, która nie karze za wyobraźnię, i w liderze, który zamiast mówić ludziom, co mają robić, potrafi stworzyć warunki, żeby zechcieli zrobić coś więcej, niż się od nich wymaga.

Dlatego nadanie Galerii Witraży imienia Janusza Moosa ma wymiar znacznie szerszy niż uhonorowanie jednej wybitnej postaci łódzkiej oświaty. Jest przypomnieniem wartości, których polska szkoła potrzebuje dzisiaj szczególnie mocno:

wolności , myślenia, autonomii profesjonalnej, odwagi tworzenia, prawa do pedagogicznego eksperymentowania i przywództwa, które zamiast podcinać skrzydła – pomaga je rozwijać.

Szkoła bowiem pozbawiona nauczycieli-pasjonatów może jeszcze przez długi czas poprawnie funkcjonować. Może realizować programy, wypełniać dokumentację, zdawać sprawozdania, osiągać wskaźniki, tylko że coraz mniej będzie w niej tego, co stanowi o istocie edukacji: spotkania człowieka z człowiekiem, odkrywania możliwości, przekraczania tego, co zastane, i odwagi tworzenia świata, którego jeszcze nie ma.

Janusz Moos przez całe swoje zawodowe życie przypominał nam, że właśnie po to potrzebujemy wolnych nauczycieli. Życzę Drogiemu i Wybitnemu Pedagogowi dużo sił i zdrowia oraz satysfakcji z dokonań, które zostały zapisane w pamięci, doświadczeniu i ludzkich sercach.  



(Fotografie z Galerii Witraży otrzymałem od Janusza Moosa, zaś pozostałe zostały wykonane przeze mnie; redakcja we współpracy z AI CatGPT) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Akademicki savoir-vivre

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22

Szkoła, która żyje wbrew sobie, czyli jak niektórzy nauczyciele ratują sens edukacji mimo ministerialnych deform