wtorek, 11 czerwca 2013

List otwarty do Prezesa Rady Ministrów RP Donalda Tuska w sprawie pogarszającej się sytuacji w szkolnictwie wyższym i nauce

Treść tego listu otrzymałem do upowszechnienia w naszym środowisku, kiedy przebywałem w Cieszynie na Wydziale Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego:




Szanowny Pan
Donald Tusk
Prezes Rady Ministrów RP



Szanowny Panie Premierze!

Zwracamy się do Pana w formie listu otwartego zaniepokojeni sytuacją, z jaką od pewnego czasu mamy do czynienia w szkolnictwie wyższym i nauce. Ostatnie reformy dotyczące tych dziedzin budzą nasz głęboki niepokój. Problemy, które poruszamy w liście, dotykają ogromnej większości pracowników naukowo-dydaktycznych w Polsce; w związku z tym czujemy obywatelski obowiązek jak najszybszego podjęcia działań naprawczych.

1. Polityka Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie jest prowadzona w dialogu ze światem nauki. Wszelkie obiekcje w stosunku do rozwiązań opracowanych przez Ministerstwo są lekceważone. Narzucane nam rozporządzenia, zawierające liczne błędy i niekonsekwencje, tylko częściowo mają zostać zmienione w planowanej nowelizacji Ustawy o szkolnictwie wyższym. Środowiska naukowe, które same widzą konieczność reformy, nie są traktowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jako partnerzy, co powoduje ich narastającą frustrację i negatywne nastawienie do wszelkich działań tego resortu.

2. Niepokojące jest zjawisko nasilającej się biurokratyzacji procedur związanych z organizacją nauki, przyznawaniem grantów, obsługą badań naukowych. Działania Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego podejmowane są często w sposób chaotyczny i nieskoordynowany (spóźnione i często niespójne są akty niższego rzędu), co prowadzi do przerostu sprawozdawczości, wielokrotnego gromadzenia tych samych danych w różnych przekrojach. W coraz większym stopniu angażuje to kadrę naukową w działania czysto administracyjne, co utrudnia, a w pewnych okresach wręcz uniemożliwia koncentrację na pracy naukowej i dydaktycznej.

3. Poważne obawy budzi efektywność reformy zwłaszcza w obszarze nauk humanistycznych, w stosunku do których zastosowano rozwiązania nieodpowiadające specyfice humanistyki; dalsze ich wdrażanie może spowodować poważną zapaść tak ważnych dla społeczeństwa dyscyplin naukowych.

4. Brak jest całościowej i konsekwentnej wizji poprawienia kondycji finansowej polskiej nauki i szkolnictwa wyższego, przede wszystkim zaś polepszenia dramatycznej sytuacji młodej kadry naukowej.

5. Polityka Ministerstwa przez nadmierny rozrost procedur i wymogów formalnych doprowadziła do upośledzenia szkół prywatnych, które obok uczelni państwowych mają do spełnienia ważną funkcję społeczną.

6. Poważne zaniepokojenie w środowisku naukowym budzi wypowiedź minister Barbary Kudryckiej dotycząca etyki nauczycieli akademickich. Odebrana ona została przez nasze środowisko jako próba ograniczenia wolności słowa i naruszenia prawa do swobodnego wyboru tematów naukowej debaty.

7. Prowadzona przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego propaganda sukcesu wspierająca narzucane nam reformy rozmija się z odczuciami środowisk naukowych i powoduje narastanie negatywnych emocji w stosunku do polityki Państwa.

W tej sytuacji zwracamy się do Pana, Panie Premierze, z apelem o pilne podjęcie działań zmierzających do nawiązania dialogu ze środowiskami naukowymi, którego celem byłoby wypracowanie projektu koniecznych zmian.

Przedstawiamy przykłady niepokojących działań Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz osobiście pani minister Barbary Kudryckiej.



1. Obserwuje się od szeregu lat całkowity brak rzetelnego dialogu między władzami Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego a środowiskiem pracowników naukowo-dydaktycznych polskich Wyższych Uczelni, zarówno publicznych jak i niepublicznych oraz pracowników naukowych Polskiej Akademii Nauk. Jest wiele działań wyłącznie pozorowanych. Można sądzić, że brak dialogu jest przyczyną wielu niewłaściwych, a wręcz szkodliwych zaleceń i przepisów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i personalnie minister Barbary Kudryckiej.

Przykłady:
a. Jednym z przykładów na dialog pozorowany (którego skutki środowisko odczuwa po dzień dzisiejszy) był apel w 2008 roku minister Barbary Kudryckiej o aktywny udział w pracach nad nowelizacją Ustawy „Prawo o Szkolnictwie Wyższym”. Został on wypełniony rzetelnie przez wiele Uczelni. Niestety przedstawione propozycje nie tylko, że nie zostały wykorzystane w przygotowanym projekcie Ustawy, co pozwoliłoby uniknąć wielu błędów, ale włożony przez wiele uczelni wkład pracy nie został potwierdzony nawet krótkim „dziękuję”. Tego typu brak cywilizowanych reguł jest niestety codziennością w działaniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zaniepokojenie tym stanem rzeczy zostało wyrażone przez IX Zgromadzenie Plenarne KRZaSP z dn. 28-29. 10. 2010 r.


b. Przykładem nie podejmowania dyskusji ze środowiskiem pracowników Wyższych Uczelni może być też rozporządzenie z 1 września 2011 r. w sprawie niezbędnych elementów dyplomów ukończenia studiów ( &7. 1.). Czytamy tam zalecenie: godło uczelni umieszczone w widocznym miejscu oraz informację o treści: „Wydany w Rzeczypospolitej Polskiej”. Można z tego wnosić, że zniknie godło państwowe zastąpione przez godło uczelni. W dobie globalizacji dyplom ukończenia studiów wyższych bez godła państwowego traci na wartości. Protest władz wielu uczelni wyższych nie doczekał się jak dotychczas odpowiedzi z MNiSW.

c. 14 lutego 2013 został skierowany do minister Barbary Kudryckiej List otwarty zawierający sprzeciw przeciwko sformułowaniom zawartym w tekście zamieszczonym na stronach MNiSW pt.: „Sumienność i sumienie naukowca”. List ten został podpisany przez 538 osób znaczących w świecie nauki. Jak dotychczas nie doczekał się odpowiedzi.

2. Stale rosnąca sprawozdawczość i biurokratyzacja procedur.

Przykłady:
a. W zakresie wymaganych sprawozdań do niedawna obowiązywał System „Uczelnia”, który został zastąpiony przez POLON, który jest systemem obarczonym wieloma błędami, niesprawnie działający i dodatkowo często zmieniający i zwiększający zakres wymagań. Ponadto dane z POLONU nie są chyba wykorzystywane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, o czym świadczy, że Ministerstwo żąda od uczelni przesyłania tych samych danych w wersji papierowej, a także tych samych danych w innych nieco układach, w różnych sprawozdaniach.

Kolejną instytucją wymagającą informacji jest Państwowa Komisja Akredytacyjna. Zbiera je w związku z raportami wymaganymi od uczelni przed wizytacją PKA. Przepisy i wymagania PKA w tej mierze często się zmieniają, a niektóre wydają się być absurdalne np. obecnie powiększono wymagania o podawanie wszystkich ocen uzyskanych przez studentów w ciągu ostatniego semestru na danym kierunku studiów. Żeby sprostać temu wymaganiu na średniej lub dużej uczelni, która nie ma odpowiedniego programu statystycznego musi ona zatrudnić dodatkową osobę. Na małych uczelniach (takie przypadki są nam znane) pracę tę wykonują pracownicy naukowo-dydaktyczni. Nasuwa się pytanie czemu to ma służyć?

Innym absurdalnym wymaganiem (też z ostatniego miesiąca) jest dostarczenie do siedziby PKA raportu poprzedzającego wizytację Państwowej Komisji Akredytacyjnej w wersji elektronicznej i w 4 wersjach papierowych. Czy naprawdę nie szkoda nam lasów?

b. Wzrost biurokracji przy występowaniu o projekty badawcze jak i w zakresie
zamówień publicznych.

c. Przygotowanie Krajowych Ram Kwalifikacyjnych (KRK) i standardów nauczania wraz z całą obudową wymagań związanych z tymi zadaniami, obciążyło znacznie (w sensie czasowym) całą kadrę naukowo-dydaktyczną. Zapowiadana obecnie kolejna zmiana w tym zakresie wydaje się całkowicie bezzasadna, zajmująca czas i energię, gdy mamy na uwadze właściwe zadania (dydaktyczne i badawcze) kadry naukowo-dydaktycznej.

d. Częste zmiany w przepisach generują wzrost kosztów utrzymania uczelni, które nie przekładają się na wyniki zarówno w zakresie badań naukowych jak i poziomu dydaktyki. Przeciwnie ograniczają możliwości czasowe kadry.

e. Zupełnie nieuzasadnionym jest nałożony na uczelnie niepubliczne obowiązek sporządzania, uchwalania i przekazywania do Ministerstwa, według zunifikowanego wzoru, Planu Rzeczowo-Finansowego na dany rok kalendarzowy, a następnie Sprawozdania z realizacji uchwalonego wcześniej Planu. Celowości takiego obowiązku nie można uzasadnić ani realizacją funkcji nadzoru (nie są nam znane jakiekolwiek analizy i konstruktywne wnioski sporządzone przez urzędników Ministerstwa, które byłyby oparte na tych dokumentach), ani dbałością o środki publiczne (większość uczelni niepublicznych nie jest w żadnym zakresie finansowana ze środków publicznych). Kuriozalnym był też w roku 2012 obowiązek przedstawienia Ministerstwu, Sprawozdania z realizacji Planu Rzeczowo-Finansowego za rok 2011, w sytuacji gdy uczelnie w roku 2011 nie były jeszcze zmuszone do sporządzenia rzeczonego Planu.

f. Proces przygotowania oraz realizacji kategoryzacji uczelni wyższych jest obarczony wieloma usterkami. Ta niezwykle istotna dla środowiska sprawa, gdyż wiążąca się wprost z potencjalnym dofinansowaniem działalności statutowej, przeprowadzana jest w sposób, który świadczy o tym, że już nawet sami urzędnicy gubią się w tworzonej przez siebie biurokracji. Wspomnieć można choćby o nieciągłości przepisów, ich wewnętrznej sprzeczności, wciąż niepoprawnie działającym informatycznym systemie wspomagającym ten proces.

3. Przepisy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego ograniczają w sposób znaczący możliwości finansowe pracowników naukowo-dydaktycznych.


a. Uposażenia w państwowych uczelniach jak i w instytutach PAN są na tyle niskie, że dla osób młodych nie tylko po doktoracie, a także po habilitacji utrzymanie z jednej pensji rodziny z trójką a nawet z dwójką dzieci jest bardzo trudne. Podjęcie drugiego etatu w innych placówkach naukowych lub szkołach wyższych jest możliwe, tylko za zgodą władz macierzystej uczelni. Prowadzi to do uznaniowego, bez wyraźnie określonych zasad, przyznawania tej zgody. W tej sytuacji wiele osób podejmuje tę pracę na podstawie umowy o dzieło, bądź w urzędach i instytucjach nie prowadzących działalności naukowej, które poza korzyścią materialną nie generują ich rozwoju intelektualnego. Niektórzy z nich decydują się na emigrację w celu podjęcia pracy za granicą.

b. Przy wydawaniu zezwolenia na drugie miejsce pracy lub odmawianiu jego wydania nie zwraca się uwagi na aktywność naukową czy dydaktyczną pracownika i wywiązywania się z przynależnych mu zadań, lecz motywuje się odmowę, na przykład, konkurencyjnością uczelni, w której pracownik chciałby podjąć drugi etat. Równocześnie sytuacja taka jako zależna od miejscowych układów generuje protekcjonalizm i jest korupcjogenna. Nie wpływa również skutecznie na poprawę jakości kształcenia i dostępność kadry dla studentów, gdyż każdy wykładowca może nawet w kilkunastu innych jednostkach prowadzić zajęcia na umowę o dzieło. Kwestię tę może wyłącznie rozwiązać rzetelnie przeprowadzana ocena każdego nauczyciela akademickiego.

c. Propozycja jednoetatowości musiałaby być związana ze znaczącym wzrostem uposażenia. W innym przypadku konieczna jest zmiana przepisów MNiSW w tym zakresie, w kierunku możliwości podjęcia pracy na drugim etacie bez warunków ograniczających – tak jak to było w przepisach wprowadzonych nowelizacją Ustawy o szkolnictwie wyższym w 2005 r.

4. Przepisy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które są niemożliwe do spełnienia.


a. Przeprowadzenie przewodu habilitacyjnego w ciągu pięciu miesięcy jest niewykonalne o ile recenzenci mają w sposób rzetelny zapoznać się z przedstawioną pracą habilitacyjną i z dorobkiem habilitanta. W przypadku nauk humanistycznych może wiązać się to z koniecznością przeczytania wielu set stron, przyjmując optymistycznie, że recenzent zna część dorobku habilitanta. W przypadku pracy doktorskiej trzy miesiące przewidziane na wykonanie recenzji jest możliwe, choć trudne do wykonania, w przypadku zaś pracy habilitacyjnej absolutnie niemożliwe. Dotyczy to wszystkich kierunków nauk, a szczególnie jaskrawo widać to w zakresie nauk humanistycznych.

Ustalenie tak krótkiego przedziału czasowego stawia recenzenta przed trudnym wyborem etycznym: może odmówić wykonania recenzji lub podejmując się jej zgodzić się na nierzetelność.

b. W przepisach MNiSW brak jest zróżnicowania wymagań w stosunku do pracowników naukowych różnych dziedzin nauki. Dla awansu naukowego na stanowisko profesora (zarówno uczelnianego jak i tytularnego) poza dorobkiem publikacyjnym jest konieczne promotorstwo 3 ukończonych prac doktorskich. Są jednak kierunki niszowe w nauce, na których brak kandydatów na studia doktoranckie, a często kształcenie większej ilości doktorów z tej dziedziny nie jest celowe. W świetle przepisów MNiSW przekreśla to możliwość awansu pracownika samodzielnego, który mimo że legitymuje się uznanym dorobkiem naukowym, ma zamkniętą drogę do awansu. Podobnie możliwość awansu odbierana jest wielu wybitnym naukowcom, którzy z różnych przyczyn (np. zdrowotnych, rodzinnych, finansowych, a także posiadanej specjalności naukowej) nie są w stanie wyjechać na dłuższy czas poza Polskę i tym samym spełnić wymagania „odbycia stażu naukowego lub prowadzenia prac naukowych w instytucjach naukowych w tym zagranicznych”.

5. Brak zróżnicowania wymagań formalnych stawianych przez Ministerstwo Nauki I Szkolnictwa Wyższego małym i wielkim uczelniom


a. Niezależnie od wielkości uczelni i liczebności kształconych się w niej studentów wymagania MNiSW są takie same, co do minimum kadry naukowo-dydaktycznej na każdym z prowadzonych kierunków. Wspomniana liczebność studentów może być znacznie zróżnicowana, od kilkunastu studentów na jednym roku danego kierunku nawet po kilkaset osób, zaś wymagania w stosunku do minimum kadrowego są takie same (studia licencjackie: trzech pracowników samodzielnych i sześciu doktorów i studia magisterskie sześciu pracowników samodzielnych na pierwszym etacie).

b. W przypadku małych uczelni i kierunków o małej liczebności studentów wymagania MNiSW generują koszty, które przekraczają często ich finansowe możliwości. Jednak w polityce Ministerstwa nie widać wsparcia dla małych uczelni, które często odgrywają znaczącą rolę społeczną umożliwiając indywidualizację nauczania.

Równocześnie sam wymóg zaliczania do minimum kadrowego wyłącznie osób, które związane są z uczelnią stosunkiem pracy (lub mianowania) nie ma nic wspólnego z podwyższaniem jakości kształcenia. Jak już wspomniano wcześniej (p. 3b) pracownik etatowy może wszak w kilkunastu innych uczelniach prowadzić zajęcia na podstawie umowy o dzieło. Przepis MNiSW jest wyłącznie instrumentem w walce konkurencyjnej, jest korupcjogenny i służy dużym uczelniom państwowym.

6. Brak wizji, w polityce Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego jak również personalnie minister Barbary Kudryckiej, rozwoju Szkolnictwa Wyższego i Nauki w Polsce, która byłaby akceptowana przez większość pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych.

a. W wielkim skrócie wizja Minister Barbary Kudryckiej w sytuacji niżu demograficznego przedstawia się jak poniżej:

• likwidacja uczelni niepublicznych, niezależnie od ich poziomu i spełnianej roli w społecznościach lokalnych,

• popieranie rozwoju jedynie uczelni publicznych, które niestety przez często skostniały i mało elastyczny system, ograniczony wieloma przepisami wewnętrznymi, nie rozwija się dostatecznie prężnie i generuje nieuzasadnione koszty,

• finansowanie i rozwijanie jedynie nielicznych prestiżowych kierunków nauki,

• poprzez brak finansowania lub znaczne jego ograniczenie skazywanie ogromnej większości kierunków nauki (szczególnie nauk humanistycznych) na wegetację, bez możliwości rozwoju.

b. Obserwowany jest brak jakiejkolwiek refleksji ze strony Ministerstwa dotyczącej
przyjętego modelu szkolnictwa wyższego w części odnoszącej się do trójstopniowego podziału studiów (Studia I stopnia – licencjackie lub inżynierskie, Studia II stopnia – magisterskie, Studia III stopnia – doktoranckie). Rozwiązania te, w ślad za Deklaracją Bolońską zostały wdrożone w Polsce zupełnie bezkrytycznie. Tymczasem, po kilku latach obowiązywania coraz wyraźniej widoczne stają się ogromne wady tego rozwiązania – szczególnie w zakresie wyodrębnienia I i II poziomu studiów. Trwające trzy lata studia I stopnia oraz dwa lata studia II stopnia nie pozwalają na rzetelne wykształcenie absolwenta, który na każdym z poziomów może studiować zupełnie inny kierunek, nigdzie nie uzyskując rzetelnego wykształcenia.

c. Jedna z zapowiadanych zmian Ustawy „Prawo o Szkolnictwie Wyższym” zakazująca uczelniom, kształcącym wyłącznie na studiach I stopnia, nauczania na profilu ogólnoakademickim doprowadzi do likwidacji wielu jednostek, których dotychczasową misją było rzetelne wykształcenie przyszłych studentów studiów stopnia II (realizowanych na przykład na uczelniach publicznych). Administracyjny nakaz kształcenia wyłącznie na profilu praktycznym (w domyśle przygotowującym do konkretnego zawodu) nie tylko doprowadzi do zapaści wielu kierunków studiów I stopnia (np. humanistycznych) ale godzi również w autonomię programową uczelni.
Deklarowaną intencją reformy w 2011 r. było doprowadzenie do podniesienia poziomu kształcenia wyższego i rozwoju badań naukowych. Od momentu nowelizacji ustawy minął rok. Nie ma wyników, które pokazałyby efektywność zamierzonych działań. W propozycjach kolejnych zmian nie ma ani słowa o formie finansowania np. „uczelni zawodowych”.

d. Kolejna z zapowiadanych zmian dotyczyć ma środowiskowych studiów doktoranckich. Aktualny stan dopuszcza organizowanie takich studiów przez jednostkę, która nie posiada uprawnień do nadawania stopnia doktora habilitowanego we współpracy z jednostką, która takie uprawnienia posiada. Ministerstwo zamierza taką możliwość zlikwidować. Działanie takie doprowadzi do jeszcze większego niż obecnie deficytu młodej kadry naukowej i zatrzyma rozwój wielu jednostek.

e. Wprowadzenie obowiązkowych staży doktorantów w macierzystej jednostce ogranicza możliwość kształcenia doktorantów nawet przez duże uczelnie, gdyż nie posiadają one odpowiedniej ilości godzin dydaktycznych.



10 komentarzy:

  1. Taaaaaaaaaaaaa... ludzie listy piszą , a góra milczy:(

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=014096C18FA304C2C1257B87003795E4

    OdpowiedzUsuń
  3. ...a adresat listu z supernianią z programu reality show znanej telewizji. dziś w supermediach mówią, że nie ustąpią sześciolatkom i popędza do szkoły, a zupełnie nic nie przedstawiają i nie mówią o tych, co teraz chodzą do szkół, jak również o ich absolwentach i ich świetlanej przyszłości.
    Cóż niegdyś janczarów uczyć zaczynano a podobnym wieku i wiemy jakie było ich życie... nie popełniajmy podobnych błędów, bo przecież lepszy świadomy obywatel niż martwy bohater gdzieś daleko od ojczyzny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy z 11. IV. 22:35
      Lepszy, ale dla kogo? Chyba nie dla władzy. Świadomy obywatel nie pozwala sobie na odgórne sterowanie własnym życiem...
      Pozdrawiam - Andrzej

      Usuń
    2. Ministrowie się panu anonimowemu mylą. Wyjdzie na to, że minister nauki winien jest niedokończonych budów autostrad oraz likwidacji sądów rejonowych

      Usuń
  4. Minister nauki jest jednym z wielu ministrów, który popadł w kołomyję nieustannych sprawozdań, raportów, procedur, które ludzie w całej Polsce pracowicie piszą, nie widząc sensu swojej pracy. A odważnej reformy, uwalniającej szkoły wyższe od nadmiaru ingerencji ministra, nie widać. Jest jednak jeden człowiek, który wszystko, co robi pani minister uważa za genialne i rewelacyjne - Marek Rocki. Tak się składa, że senator RP z tzw. ramienia PO

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry list, szkoda, że jedyną reakcją będzie grobowe milczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowny Panie Profesorze;
    Już kilka dni temu miałem pytać -jakie są efekty listu otwartego skierowanego do Premiera, którego autorem jest prof T. Pilch? Jeżeli nie ma odzewu ze strony władzy, to jakie dalsze plany, bądź inicjatywy przewiduje środowisko akademickie? Czy może to działanie jest jedynie kolejną iluzją, czyli sztuką dla sztuki?
    Pozdrawiam - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzeba skierować to pytanie do Kancelarii Premiera. Nie mam zielonego pojęcia, czy są tego jakieś skutki. Czy Andrzej sugeruje, byśmy w ogóle milczeli, uciekli w emigrację wewnętrzną? To już chyba było...

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie Profesorze;
    rozumiem, że upominanie się o potrzebę nawiązania dialogu jest jedną z dróg wyjścia szczególnie, kiedy to nie My sprawujemy władze. Jednakże cóż począć wówczas gdy władza nie chcę, bądź nie potrafi prowadzić rozmów?
    Cóż z tego, że elity akademickie mają głos jak przez niewielu jest on słuchany? Dziś mamy wolność słowa, pisanych jest wiele wartościowych książek, które jeśli są czytane to jedynie we własnym akademickim gronie, lub przez nielicznych "nawiedzonych" maluczkich. Poruszał to w jednej z prac L. Witkowski.
    Śmiem zatem twierdzić, że polska inteligencja dokonała pewnego samowykluczenia w obronie własnej tożsamości, choć nie chciałbym generalizować. Inicjatywy mające na celu transformacje rzeczywistości zdają się być jednostkowe, brak przy tym społecznej mobilizacji.
    Nie twierdze, że w ogóle się milczy, bowiem głosem jest choćby ten blog. Jednakże spójrzmy ile osób go czyta? Ile jest dodawanych komentarzy świadczących o autentycznym zainteresowaniu poruszanymi tu tematami?
    Nie chciałbym sugerować, że na marne idzie Pana wysiłek i praca, wiem, że nie ilość lecz jakość się liczy. Rozumiem, że wielu ludzi w tym ja odnajduje na tym blogu to czego szuka.
    Chciałem jednak zapytać czy można zrobić coś więcej aniżeli pisanie listów?
    Idzie mi tu o podjęcie działań, lub przeciwnie o (nie)działanie pojmowane jako bierny opór, oparty na samowystarczalności środowiska naukowego, co z kolei wymaga ludzkiej solidarności. Myślę więc że samowykluczenie się z 'chorych' układów można obrócić w siłę.
    Nie jestem pewien czy środowisko naukowe jest w pełni świadome własnego "ulokowania" czy czuje potrzebę zmiany?
    Spotkałem się wielokrotnie z pedagogami, którzy bronią tego systemu uważając, że wszystko jest dobrze i gorliwie zwalczają tych, którzy twierdzą inaczej lub chcą podejmować rozwojowe działania.
    Idąc dalej myślę (i nie boję się o tym pisać bowiem nie mam za wiele do stracenia a PRAWDA jest dla mnie wartością nadrzędną) że dopóki podejmowane przez Profesorów działania mają kiepski oddźwięk w społeczeństwie dopóty pozwala się Państwu robić swoje.
    Myślę więc, iż jest to ściśle kontrolowane, że jak Ci na górze będą chcieli to znajdą sposób by uciszyć każdy donośny krzyk, bez względu na pełnioną funkcje czy status społeczny.
    Ilu jest więc ludzi zdolnych poświęcić jakość własnego życia w imię wyznawanych wartości?
    Przecież każdy chce żyć i to w miarę na godnym poziomie.
    Wiem, że pisze to zwykły student, ktoś może zapytać mnie o to samo. Sam też zmagam się każdego dnia z pytaniem ile i co mogę i dlaczego tak mało?
    Któż jeśli nie pedagodzy mają się jednoczyć i prowadzić w swoim gronie konstruktywne debaty?
    Tym bardziej, że to oni wymagają od młodych, a sami chyba nie do końca potrafią ze sobą nawzajem rozmawiać.
    Pesymistyczna to wizja i dość demobilizująca, ale ile potrzeba jeszcze czasu by się ludzie obudzili?
    Stawiam tezę, że niewiele nauczyła ludzi II wojna światowa, że jako gatunek nie rozwijamy się moralnie a wręcz uwsteczniamy. Może więc potrzeba kolejnego ludobójstwa, by zrozumieć wartość jaką jest człowieczeństwo, bowiem póki co dla wielu chyba jeszcze jest ono mało ważne.
    W związku z tym myślę, że trudno jest człowiekowi, który jest świadomy sytuacji w jakiej się znajdujemy, lub może precyzyjniej ma wrażenie, iż nie jest ona właściwa, że w przyśpieszonym tempie zmierzamy do katastrofy. Cóż więc może począć z reguły osamotniony banita?
    Jeśli kogoś uraziłem to z góry przepraszam nie było to moim celem.
    Z poważaniem - Andrzej

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.