sobota, 5 stycznia 2019

Naukowa krytyka nie jest hejtem


Od ponad dwudziestu lat mojej aktywności członkowskiej w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN uczestniczę niemalże każdego roku w debatach tego gremium, jak i w trakcie różnych konferencji na temat szkolnictwa wyższego i nauki oraz problemów nierzetelności części środowiska akademickiego.

Po opublikowaniu przeze mnie - nie po raz pierwszy zresztą w tym miejscu, jak i na łamach czasopism naukowych czy w książkach - krytycznych, ale naukowo uzasadnionych recenzji fatalnych, kompromitujących autorów rozpraw rzekomo naukowych, otrzymuję list, którego autorem jest profesor tytularny. Pisze w nim:

Równocześnie apeluję o pilne zorganizowanie: dyskusji, konferencji, sesji.... poświęconej jakości uprawianej przez nasze środowisko nauki. Postulat ten jest wynikiem przeczytania ostatnich fragmentów blogu Pana Przewodniczącego! Nie kwestionując konieczności troski o jakość badań i twórczości w pedagogice, wyrażając aprobatę dla krytycznych opinii o recenzentach - profesorach w procedurach awansowych, ze zdumieniem i pewnym niesmakiem przyjmuję"rozprawianie" się Profesora (...) z młodymi, początkującymi uczonymi!

To przecież specyficzny styl niszczenia ludzi. Taki dyskurs jest zbliżony formą i możliwościami reakcji do internetowego hejtu. (...) Postuluję, aby KNP w pilnym trybie zajął się fundamentalnymi kwestiami jakości naszej dyscypliny. Przez ponad 50 lat funkcjonowania dydaktycznego w nauce, nie pamiętam takiego stylu "doskonalenia" dyscypliny!


Otóż, pragnę przypomnieć, że Komitet Nauk Pedagogicznych PAN każdego roku podejmuje powyższe kwestie. I co? I nic! To jest jak rzucanie grochem o ścianę. Zatroskani o naukę uczeni mogą sobie dyskutować, a ich koleżanki czy koledzy i tak postąpią na odwrót. Video meliora proboque, deteriora sequor!

Nie będę więc już takich debat prowadził, ani w nich uczestniczył, bo szkoda na to mojego czasu. Wystarczy, że poświęcam go młodym uczonym, którzy przyjeżdżają z całego kraju na seminaria, by wspólnie dyskutować o metodologicznych problemach i trudnościach badań naukowych, poddawać krytycznej, a zatem i przyjacielskiej analizie projekty rozpraw naukowych, wniosków badawczych itp.

Jeszcze przez dwa lata będę mógł zdawać sprawozdanie ze stanu awansów naukowych w naukach humanistycznych i społecznych właśnie dla dobra młodych uczonych, którzy nie są jeszcze zdemoralizowani przez część kadr akademickich. Ważne jest, by wiedzieli, że patologia jest zawsze tylko marginesem, który może się rozrastać, jeśli nie będziemy o nim pisać i mówić oraz jemu przeciwdziałać.

Zaskakuje pogląd o rozprawianiu się z młodymi początkującymi uczonymi. Może ów krytyk ma na myśli siebie i swoje doświadczenia? To niech nie projektuje ich na mnie, tylko uważnie wczyta się w treść recenzji. Autorzy ocenianych rozpraw nie są młodzikami, początkującymi asystentami, którzy dopiero zaczynają się uczyć naukowego rzemiosła, a wolałbym - sztuki. Od nastu lat mają stopień naukowy doktora! Są pracownikami naukowymi. Proszę nie wprowadzać w błąd szacownego gremium.

W moich analizach ma miejsce krytyka ich rozpraw. Trudno, bym pisał recenzję naukową o wyimaginowanej książce wyimaginowanego autora! Chyba tego by ów krytyk nie chciał? A może jednak? Może powinna obowiązywać cenzura, jak w PRL?

Chyba krytyk nie rozumie, czym jest hejt, a czym krytyka naukowa. Otóż hejt jest «obraźliwym lub agresywnym komentarzem zamieszczony w Internecie». W nauce nie ma miejsca na hejtowanie.

Przypominam zatem profesorowi, który nie znosi krytyki naukowej, że obowiązują członków komitetów naukowych Polskiej Akademii Nauk w szczególności zasady ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne tej korporacji. Wybiorę tylko te, które są adekwatne do omawianej tu sytuacji:

KODEKS ETYKI PRACOWNIKA NAUKOWEGO - opracowany przez Komisję do spraw etyki w nauce i uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk w dniu 1 grudnia 2016 r.

2. Wartości etyczne, standardy rzetelności naukowej oraz dobre praktyki w nauce uwydatniają etyczną i społeczną odpowiedzialność naukowców. Naukowcy muszą być świadomi swej szczególnej odpowiedzialności względem społeczeństwa i ogółu ludzkości.

(...)

4. Zachowywanie w nauce wysokich standardów ma zasadnicze znaczenie nie tylko dla utrzymania wewnętrznej spójności nauki, ale i dla jej wiarygodności i społecznego autorytetu. Dbałość o autorytet i nieuleganie naciskom jest ważne dla zachowania przez ludzi nauki społecznego zaufania.

10) odwaga w sprzeciwianiu się poglądom sprzecznym z wiedzą naukową oraz praktykom niezgodnym z zasadami rzetelności naukowej; (...)

11) troska o przyszłe pokolenia naukowców przejawiająca się nie tylko w staraniach o rozwój naukowy swoich uczniów, ale także we wpajaniu im obowiązujących standardów oraz norm etycznych.(...)


Warto to przeczytać ze zrozumieniem, zaakceptować wreszcie i zinternalizować, by nie bronić kiczu, pseudonaukowych bubli, za których treść odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, recenzenci wydawniczy oraz niedouczeni lub naruszający zasady etyki członkowie stosownych gremiów naukowych. Koniec. Czas postawić przysłowiową kropkę nad "i" zrywając z hipokryzją i interesami podmiotów niszczących polską pedagogikę.

Może się to profesorowi nie podobać, ale niech nie ucieka się do zacytowanej tu nienaukowej argumentacji, tylko spróbuje metodologicznymi standardami obronić pozorność badań naukowych niemających nic wspólnego z rzetelnym procesem poznawczym. Profesorze drogi, warto po 50 latach zmienić styl obrony pedagogiki jako nauki. Najwyższy czas!




29 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Czy ten Profesor-krytyk się podpisał?

Anonimowy pisze...

To w ogóle, a nie tylko w kwestii obrony pedagogiki, jest interesująca uwaga - gdy dostrzegamy patologię... piszemy o tym, zbieramy się i mówimy, a patologia nie znika a wręcz narasta, czyli nie jesteśmy władni zmienić tego stanu w ten sposób, gdyż istnieje pewna przychylność władzy, aby stanu nie zmieniać, lecz wręcz odwrotnie, jeszcze bardziej go degenerować. Władzy, tylko czy chodzi o władze polityczne kraju, czy finansjerę wysługującą się politykami, czy jeszcze kryjące się bardziej w cieniu jajogłowe czy syczące istoty... Jest to walka o dusze i o posiadanie sumienia.

PEDAGOG - ŚLIWERSKI pisze...

W odróżnieniu od anonima

Anonimowy pisze...

Nie darmo na filozofii jeden z moich wykładowców powtarzał, iż: "nauka stoi Kantem i Nietzsche'm" w sensie dosłownym i metaforycznym :)
Nie chodzi o to, aby kogokolwiek zaszczuć czy ośmieszać, ale o to, aby przestać oszukiwać autorów opisanych publikacji. Rozumiem, po cytowanej wypowiedzi Profesora, iż chodzi o dobrostan psychiczny "początkujących uczonych". Tymczasem habilitacja ma być potwierdzeniem dojrzałości i samodzielności naukowej. Zgodnie z przepisami te osoby mogą prowadzić seminaria doktoranckie - czego zatem nauczą się od nich doktoranci?

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze,
podziwiam za odwagę i to, że Pan Profesor ma śmiałość powiedzieć, że "król jest nagi". Merytoryczna krytyka jest jak najbardziej na miejscu.
Przyglądając się całej tej dyskusji warto powiedzieć, że dobrze iż w pedagogice są jeszcze tacy ludzie jak Pan stojący na straży etosu nauki.
Cóż, środowiskowe, towarzyskie, czy też seksualne relacje czasem mają większy wpływ na kariery niż merytoryczna wartość pracy i jej wkład w tzw. rozwój dyscypliny.
Znam pewną "parę profesorską" z konferencji. Pan i Pani zawsze mają wspólny referat, zawsze Pan go głosi. Z tekstami jest podobnie, większość ukazuje się wspólna. Nie wiem nawet czy Pani sama kiedyś coś głosiła. Następnie widzę książkę tej Pani i wniosek o profesurę. Według mojej wiedzy nie ma żadnych podstaw do tego awansu. W googlu scholarze cytowań niewiele, ktoś mógłby się nawet zżymać, że na habilitację to nawet za mało. Ale wszystkie recenzje oczywiście pozytywne. Ale czy może być inaczej, kiedy współautor większości referatów i artykułów jest wpływową osobą w środowisku. Czy wynik recenzji dorobku może być inny kiedy recenzentami są koledzy?
To tyle na temat rzetelności, etyki w nauce. Niestety takich przykładów mógłbym wymieniać wiele, zasada nie ważne co ty potrafisz, ale ważne kogo znasz, on już będzie wiedział jaki z ciebie uczony nadal dominuje. Na koniec warto dodać, że wymienione prace powstały w środowiskach peryferyjnych, a tam krytyki naukowej nie ma. A sprytne osoby po prostu sobie habilitację załatwiają. Zresztą nie o naukę w tych środowiskach chodzi. Tajemnicą poliszynela jest to, że dzieci możnych i znajomi lądują na jednym z wydziałów pedagogiki, ma ona kategorię C. I o ile w normalnych warunkach ludzi zwalnia się w sytuacji jeśli nie awansują w wyznaczonym do tego okresie, o tyle oni trwają na stanowiskach. Ale to już zupełnie inna historia.

Anonimowy pisze...

Do Anonima z 00:36. Nieprawda. Gdyby tak było nasze mówienie o patologii nie miałoby sensu. Patologia narasta z barku odpowiedzialności za czyny i z poczucia bezkarności sprawcy. Czasem z braku świadomości i wiedzy (patrz: przykłady opisane przez Pana Profesora). W zasadzie, każdą z tych przyczyn możemy wyeliminować. A zaczyna sie ten proces od powiedzenia "głośno" o tym, co jest "złe". I podjęcia próby poruszenia ludzkich sumień. Z poważaniem Andrzej Paradysz

Anonimowy pisze...

No właśnie.
Niczego !!.

Anonimowy pisze...

Zapomniał anonimowy dodać , że żadna reforma tego stanu " wiecznego trwania" nie naruszyła. Jakie uniwersytety tacy uczeni, kiedyś przynajmniej była gradacja Studium Nauczycielskie, Kolegia Nauczycielskie, Wyższe Szkoły Pedagogiczne, Akademie Pedagogiczne i wreszcie wydziały pedagogiczne na uniwersytetach. I każdy nauczyciel miał pracę i stanowisko odpowiednie do wykształcenia. Rozwój też był możliwy, bo jeśli ktoś jest dobry będzie dążył do rozwoju poza układami i feudalnymi stosunkami w uczelniach.

Anonimowy pisze...

Zaraz nieprawda. Nie kwestionuję, ze trzeba patologie nagłaśniać, ale jaki jest efekt gadania o tym - daleko niewystarczający. Nawet prokuratura nie ma tu nic do roboty, skoro autorka otrzymuje prawomocnie stopień dra hab. Nagłaśnianie to za mało, a co można zrobić więcej?

Anonimowy pisze...

Nagłaśnianie wystarczy, jeśli tylko trafi do odpowiednich kanałów informacyjnych. Media mogą zdziałać cuda, choć czasami niestety, mogą także zniszczyć człowieka... Problem polega zatem na tym, aby piętnować określone zachowania i sytuacje i jednocześnie nie krzywdzić ludzi, jednak ten problem nie dotyczy tylko i wyłącznie krytykującego, ale podmiotów pośrednich, które mogą wykorzystać ową krytykę do wykluczenia osoby krytykowanej. Albowiem czym innym jest wskazywanie komuś błędów i wpajanie odpowiednich norm czy praktyk, a czym innym skazywanie kogoś na niebyt. Wszak każdy ma prawo do błędów. Tym bardziej krytyka winna służyć rozwojowi.Niestety wielu ludzi nie pojmuje należycie jej sensu i manipuluje faktami w celu osiągnięcia korzyści własnych. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy, że trzeba ujawniać szeroko pojęte patologie w życiu zarówno zawodowym, jak i prywatnym. A zdrowy rozsądek jest przy tym niezbędny. Dodam w tym miejscu, że przykre są reakcje "komentujących" podszyte - jak odnoszę wrażenie - zawiścią, albo wręcz przeciwnie moralną ślepotą i pozoranctwem. W tym wszystkim brakuje mi wypowiedzi autorów, owych bubli. W moim przekonaniu bez znajomości ich stanowiska nie można określić obiektywnie zaistniałej sytuacji i jej przyczyn a przecież to właśnie one są najważniejsze. Pytanie, czy krytyka Pana Profesora poruszy ich sumienia, czy zachęci do podjęcia dialogu? Przecież samodzielność naukowa i życiowa objawia się szczególnie w braniu odpowiedzialności za swoje czyny, badania, pracę itp. Andrzej

Anonimowy pisze...

Jeśli mogę dorzucić swoje trzy grosze... Nie musi Pan Profesor tego publikować, myślę, że jednak dobrze byłoby gdyby Pan Profesor o tym wiedział. Naszła mnie taka osobista refleksja. Kiedyś był Pan Profesor dla nas mistrzem, guru, profesjonalistą, naukowcem z górnej półki. Teksty wielkorotnie czytane, rozchwytywane, podziwiane. Teraz... Proszę wybaczyć, ale tego rodzaju działalność polegająca na jednostronnej krytyce (do konstruktywnej niestety jej daleko), na uzurpowaniu sobie prawa do klasyfikowania i bezlitosnego stawiania na niechlubnym podium wybranych prac, nieustannym krytykowaniu określonych ośrodków pozostawia pewien niesmak. Oczywiście z patologiami należy walczyć, ale czy w taki sposób? Jest pewien kanon zachowań, słów, które nijak nie pasują do profesorskiego pułapu i rażą niezwykle. Źle się tego słucha, źle czyta. Spada autorytet. Za dużo jadu, kąsliwości, złych słów. Niepotrzebnie. Nie jest to niestety odosobniona opinia i wielce tego żałuję. Życzę głębokich przemyśleń na początku Nowego Roku, obiektywizmu przez duże O, skupieniu się na pracach służących rozwojowi nauki i dawania dobrego przykładu uczniom, jak dawniej bywało

PEDAGOG - ŚLIWERSKI pisze...

Jak anonim wyobraża sobie konstruktywną krytykę tak fatalnych książek? Co to znaczy-jednostronna krytyka w sytuacji, gdy stroną są tu setkinmetodologów badań naukowych?

Anonimowy pisze...

Jad? Nie zauważyłem w wypowiedzi, anonimowy z 19.00 grubo przesadza i w jakim celu to robi?

Anonimowy pisze...

Z tymi mediami, pamiętajmy, że są media głównego nurtu i alternatywne. Osobiście jestem za nagłaśnianiem i otwartością czy ujawnianiem niewygodnych prawd. Oby wszystkich, bo mam mocne odczucie, że wiele ważnych kwestii jest poza publiczną świadomością. No i są jeszcze mechanizmy wyparcia i przeniesienia.

Venissa pisze...

Czuję, że komentarz Anonima z 5 stycznia 2019, godz. 19:00, to typowa obrona kogoś z UJK. Ten narcyzm, ten bezkrytycyzm wobec kolesiów para pedagogicznej kliki cwaniaków zapatrzonych w siebie i bezkrytycznych wobec swoich błędów; a przede wszystkim wobec anty socjalnych zachowań. Wstrętne, żałosne, mierna, a przede wszystkim niezwykle narcystyczne środowisko...

Anonimowy pisze...

O! - a cóż to za grożenie palcem Panu Profesorowi i przywoływanie go do porządku - jak ucznia? Co za dziwny tok myślenia? Profesorskiego pułapu nie osiąga w swoich recenzjach Profesor Bogusław Śliwerski, bo krytykuje błędy metodologiczne - a gdzież tu jad? W takim razie, jak się ma formalny pułap awansu zawodowego Autorów do zaprezentowanego pułapu naukowego prac?

Anonimowy pisze...

Ciekawi mnie kto był recenzentem wydawniczym tej pozycji?
Marek Wroński

Anonimowy pisze...

Dla mnie krytyka przedstawionych książek jest też krytyką niekompetentnych, a niestety i nieuczciwych recenzji i wydawniczych, i w postępowaniach habilitacyjnych. Może się zdarzyć, że położymy badania naukowe, ale oprawione w złotą ramkę rzekomo odkrywczych dzieł robię dużo więcej zła. Już nie wspominam, że wypromowani w ten sposób habilitowani poniosą swoją mądrość metodologiczną dalej, promując doktorów, dla których też znajdzie się może jakiś zaprzyjaźniony recenzent, skoro wszystko dzieje się we wspierającej się klice. Podziwiam, szczerze podziwiam odwagę Profesora, tak jak podziwiałam odwagę walki ze słowackimi habilitacjami. Dobrze, że skuteczną. Natomiast fakt, że jedna z opisanych książek była podstawą habilitacji przyjętej takim stosunkiem głosów na UAM to hańba dla tej Rady, Miałam takie dobre zdanie o tym wydziale.

Venissa pisze...

Jakie tam mechanizmy wyparcia? Narcyz nie wypiera, narcyz ZAPRZECZA!

Anonimowy pisze...

zaraz narcyz :)

PEDAGOG - ŚLIWERSKI pisze...

tej której?

Anonimowy pisze...

Może warto dać szansę autorom prac i jak można domyśleć się z licznych wypowiedzi "opacznie uhonorowanych stopniem dr hab.) na poprawę, rozwój i wzorem uniwersytetów zatrudnić ich na stanowisku adiunktów (co jest normą na innych wydziałach uniwersyteckich i dać szansę na napisanie lepszej książki

Anonimowy pisze...

A gdzież tu grożenie palcem Profesorowi? Refleksja nad tym co czytam. I proszę o to samo, bez pochopnego wyciągania wniosków. Myślę, że Pan Profesor ma dużo dystansu i oprócz zwolenników swoich opinii, czy poklasków przytakiwaczy, których, nie ukrywajmy często profesorzy mają u swojego boku, przyjmie też inne zdanie. Choć nie musi oczywiście. Venisso, w którym momencie pada słowo w obronie kogokolwiek? Moim zdaniem, aby kogoś bronić czy krytykować trzeba znać jego dorobek, dokonania, całość osiągnięc. A w tym przypadku choćby przeczytać teksty, które zostały poddane krytyce przez Pana Profesora. A śmiem twierdzić, że zdecydowana większość komentatorów nie pochyliła się nawet nad akapitem którejś z tych publikacji, bo dyskusji merytorycznej brak. Tak samo jak trzeba znać środowisko, o którym się pisze w tak mocnych slowach jak Pani. To również nie mój zwyczaj, bo w każdym ośrodku znajdzie się i narcyz i cwaniak, ale też i wartościowy człowiek czy rzetelny naukowiec. Podejrzewam, że na UJK również

Venissa pisze...

Anonimowy6 stycznia 2019 08:50

Śmieszne.

PEDAGOG - ŚLIWERSKI pisze...

Publikuję opinie do moich wpisów, bo są ważnym głosem w sprawach mających konkretny a nie personalny wymiar. Nie wypowiadałem się tu na temat innych osiągnięć autorów ocenianych rozpraw. Proszę zatem o umiar i dystans w tych ocenach. Wypowiedziałem krytyczne sądy o konkretnych książkach i tylko o nich. Niesłusznie zatem i zbyt nierzetelnie usiłuje się to personalizować albo obrzucając mnie inwektywami, albo autorki książek. W przypadku opublikowanych rozpraw każdy autor -bez względu na płeć, wiek, status, profesję itd. musi liczyć się z ich oceną. Biadolenie zatem w tskim kontrkście nad autorem i chronienie de facto jego kardynalnych błędów jest toksyczne dla nauki!!! i dla środowiska naukowego. Za opinie dziękuję. Za obrażanie innych czy mnie nie odpowiadam. To także jest stan polskuego środowiska akademickiego. Muszę się z tym liczyć i możliwymi tego skutkami.

Anonimowy pisze...

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi :)

Anonimowy pisze...

Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl związana z rzetelnością naukową vs. niedouczeniem i sprytem: sądząc po wpisach można odnieść wrażenie, że opinie są dość zróżnicowane. Jedni napisali "wreszcie, ktoś miał odwagę publicznie to powiedzieć" a inni "to niemoralne niszczenie kobiety, szczególnie w jej najbliższym środowisku". Mnie interesowałoby zbadanie poziomu makiawelizmu vs. pryncypializmu oraz poziomu ekstrawersji, psychotyzmu i neurotyzmu autorów wypowiedzi. Dlaczego? Bo dla wprawnego oka, te wypowiedzi są diagnostyczne, a nie merytoryczne. Wręcz można odtworzyć profil psychologiczny autorów wypowiedzi. A problem dyskutowany jest taki, że układy są niewrażliwe na obiektywne osiągnięcia naukowe i solidną metodologię, co przekłada się na taką a nie inną politykę kadrową. W efekcie zatrudnienie znajdują osoby bardziej konformistyczne ("dobrzy członkowie zespołu"), a przepadają osoby wrażliwe na różne uchybienia, nieprawidłowości, czyli nonkonformiści, którzy otwarcie wypowiadają swoje zdanie - czyli mają "złą opinię osób konfliktowych, sprawiających problemy i zakłócających spokój i miłą atmosferę".
PS. Zatem Autorzy niech uważają na to, co piszą, czy bardziej ujawniają Kim są czy rzeczywiście chodzi im o rozwiązanie prezentowanego przez Profesora problemu "pedagogicznych bubli".

Anonimowy pisze...

Bajka na dobranoc, jaką usłyszałam dzisiaj od znajomej Pani Profesor, a ona od o. Mateusza Hinca - pasuje do różnych sytuacji:
Pewien rycerz stanął kiedyś na skrzyżowaniu dróg. Spotkał tam pewną starą, mądrą kobietę. Zapytał się, dokąd dojdzie, gdy pójdzie, którąś z nich. W odpowiedzi od niej usłyszał: jak pojedziesz w prawo spotka Cię bogactwo, jak pojedziesz w lewo spotkasz piękną księżniczkę i będziesz żył długo i szczęśliwie. A jak pojedziesz prosto, to Cię pokręci. Hm... pomyślał rycerz, bogactwo mam, a i pięknych księżniczek mam na pęczki, zatem pogalopuję prosto. I tak też uczynił. Gdy dojechał do rzeki spotkał siedmiogłowego smoka. Zaczaił się na niego, aby z nim walczyć i oczywiście go pokonać. Gdy zauważył go smok donośnie zawołał: "Ej Ty Rycerz! - pokręciło Cię? - ja tu tylko wodę piję"... a morał niech każdy sformułuje sobie sam :)

Anonimowy pisze...

To pewnie był prezes NBP.