26 marca 2025

Nowelizacja rozporządzenia w sprawie ewaluacji jakości naukowej w dziedzinie nauk o rodzinie i nauk weterynaryjnych

 



Minister nauki zwraca się z uprzejmą prośbą o zgłoszenie ewentualnych uwag do projektu nowelizacji rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego zmieniającego rozporządzenie w sprawie ewaluacji jakości. Czas na opiniowanie jest do dnia 28 marca 2025 r. a uwagi należy przesłać na adres: legislacja.nauka@mnisw.gov.pl (z podaniem w tytule wiadomości znaku niniejszego pisma). Przywołuję ten projekt, gdyż niektórzy pedagodzy afiliują swój dorobek naukowy w dziedzinie nauk o rodzinie, w dyscyplinie "nauki o rodzinie".   

Projekt nie dotyczy istoty zmian w ewaluacji dyscyplin naukowych za lata 2023-2025, toteż rozczaruje się każdy, kto miał nadzieję na eliminację strukturalnej i merytorycznej patologii ewaluacyjnej. Istotą nowelizacji rozporządzenia jest bowiem jedynie uwzględnienie w nim nowej klasyfikacji dziedzin i dyscyplin, w której wyodrębniono dwie nowe dziedziny nauki: dziedziny nauk o rodzinie i dziedziny nauk weterynaryjnych. 

Skutkuje to koniecznością wprowadzenia w rozporządzeniu przepisów umożliwiających ocenę jakości działalności naukowej prowadzonej w ramach dyscyplin należących do tych dziedzin, a tym samym przyznanie w tych dyscyplinach kategorii naukowych. Dzięki temu jednostki będą mogły uzyskać uprawnienia do nadawania stopni naukowych oraz do prowadzenia szkół doktorskich. 

"Projektowane zmiany polegają na: 

 a) określeniu wag przypisanych poszczególnym podstawowym kryteriom ewaluacji – z uwagi na to, że dyscyplina nauki o rodzinie została wyodrębniona przede wszystkim z dyscyplin należących do dziedziny nauk humanistycznych i dziedziny nauk społecznych, proponuje się dla tej dyscypliny wagi jak dla dyscyplin należących do ww. dziedzin, tj. 70 dla kryterium I – Poziom naukowy prowadzonej działalności naukowej, 10 dla kryterium II – Efekty finansowe badań naukowych lub prac rozwojowych oraz 20 dla kryterium III – Wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki, natomiast dla dyscypliny weterynaria w ramach dziedziny nauk weterynaryjnych – wagi analogiczne jak dla dyscyplin należących do dziedziny nauk medycznych i nauk o zdrowiu oraz dziedziny nauk ścisłych i przyrodniczych, tj. 60, 20 i 20, 

 b) zastosowaniu dla dziedziny nauk o rodzinie szczególnych rozwiązań określonych dotychczas w rozporządzeniu dla dziedziny nauk humanistycznych, dziedziny nauk społecznych i dziedziny nauk teologicznych – zmiany w: § 3 ust. 1, § 12 ust. 5, § 17 ust. 7 pkt 1, § 22 ust. 7 i § 23 ust. 4 pkt 1 rozporządzenia".   

 O tym :"Co wynika z porażki obecnego systemu ewaluacji?" piszą prof. Andrzej Skrendo, dr Jarosław Woźniak

(foto: moje z Galerii APS im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie)


25 marca 2025

Zawłaszczanie przez prawników postępowań o nadanie stopni naukowych?

 



Miałem spotkanie z kadrą naukową z dyscyplin nauk społecznych, po którym wyszedłem chyba z podobną do jego uczestników myślą, że wraz z reformą "2.0" z 2018 roku nastąpiło patologiczne przesunięcie wartości z naukowych na proceduralne. To staje się już jakąś "komedią pomyłek". Niektórzy profesorowie uczelniani i tytularni coraz większą uwagę przywiązują do rzekomej poprawności proceduralnej w sytuacji quasi anarchicznej autonomii szkół wyższych i zróżnicowania interpretacji prawa o szkolnictwie wyższym i nauce w każdej z uczelni, które uzyskały uprawnienia do nadawania stopni naukowych, aniżeli do pogłębionej analizy i oceny treści  rozpraw naukowych. W sytuacji bowiem jednoznacznie zarysowującej się oceny negatywnej albo unikają  jej sformułowania, by nie poniewierano nimi w przestrzeni publicznej (np. oskarżenia o naruszenie wizerunku jednostki, dobrego imienia doktora czy doktora habilitowanego o nienaukowych rozprawach)  lub w cyberprzestrzeni (hejt, insynuacje) itp., albo pomimo merytorycznego uzasadnienia argumentami i dowodami z rozpraw kandydata uczestniczą w teatrze pozoru.

Już mało kogo obchodzi to, że w wielu jednostkach akademickich, które "załatwiły" sobie punktację w ramach ewaluacji (na zasadzie transferu publicznych pieniędzy do zagranicznych wydawców) a same nie posiadają odpowiednich merytorycznie kadr naukowych, bo ...., nie muszą, ważniejsze jest uprawnienie niż faktyczna zdolność do eksperckiej oceny czyjegoś wniosku. w naukach społecznych jest 301 jednostek akademickich, które prowadzą działalność naukową w tej dziedzinie i niektórych jej dyscyplinach, ale tych z uprawnieniami akademickimi do prowadzenia postępowań o nadanie stopnia naukowego doktora czy doktora habilitowanego jest łącznie 98 jednostek.  

Tą ustawą, którą poparły rady, komisje, komitety, zespoły ds. szkolnictwa wyższego i nauki, eksperci finansowanych z budżetu państwa zespołów eksperckich, doprowadzono do jednego z największych kryzysów w polskiej nauce. Widać to przez pryzmat rozpatrywanych spraw przez Radę Doskonałości Naukowej, bo tu doświadczamy następstw patologii, do której doprowadziły władze naszego resortu. To politycy swoimi nieodpowiedzialnymi ustawami, rozporządzeniami, ręcznym sterowaniem polityką naukową wciągnęli w wir zakłamania, manipulacji, prawniczych trików i intryg, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistą troską o poziom polskiej nauki. 

Już eksperci OECD przed tą reformą ostrzegali, używając bardzo dyplomatycznego języka, że w Polsce występuje szereg barier i czynników destrukcyjnych dla rozwoju nauki i kadr naukowych. Są to: niedofinansowanie nauki, niskie płace, zbiurokratyzowane procedury awansu naukowego, którego obecny system utrudnia także pracę zespołową. Polską naukę niszczy i demoralizuje jej młode kadry powszechna „punktoza”, co skutkuje  obniżeniem poziomu prac doktorskich i publikacji naukowych (w gonitwie za kolejnymi stopniami i publikacjami ginie jakość i poziom naukowy). 

Wyprowadzone z uczelni środki na badania naukowe do rzekomo selekcjonującego wnioski grantowe Narodowego Centrum Nauki oraz do Narodowego Centrum Badań  i Rozwoju jakoś dziwnym trafem zostały tak usankcjonowane prawem, by nie można było odwoływać się od merytorycznie nierzetelnych recenzji. Pieniądze podatników są zatem wydatkowane na projekty badawcze, ale w sposób nietransparentny i wykluczający instancje merytorycznie odwoławcze. 

Co zapewniono? Procedury. Nie są tu ważne naukowe warunki przyznania lub nieprzyznania określonym jednostkom czy zespołom naukowych środków finansowych na badania naukowe. Dysponuję odpowiedzią na ten zarzut jednego z b. wiceministrów nauki, który przyznał mi rację i ... rozłożył ręce z bezradności, kiedy udokumentowałem nierzetelność recenzentów "zagranicznych" NCN, bo... takie jest w Polsce prawo. Miliardy złotych były rozdzielane poza odwoławczą kontrolą naukową, natomiast zgodnie z prawem, z procedurami. 

W następstwie takiego podejścia uszczelniono system prawnych procedur w postępowaniach o nadanie stopni naukowych czy tytułu profesora, dając profesorom instrumentarium do wykluczania lub nominowania, byle tylko było to zgodne z przyjętą w danej jednostce procedurą. W czasie wczorajszego spotkania z naukowcami usłyszałem, że co uczelnia i co profesor, to inne obowiązują procedury. Nie bywa ważny przede wszystkim poziom naukowy, nie jest istotny czyjś rzeczywisty wkład w naukę, w rozwój dyscypliny, oryginalność rozwiązań problemów naukowych, ale ... przede wszystkim zasady organizacyjne tych postępowań. 

To powoduje, że kancelarie adwokackie i sfrustrowani pseudoeksperci ds. nauki, chociaż sami z nauką niewiele mają wspólnego, świetnie z tego żyją. Kandydaci do nauki bardziej interesują się procedurami, tym, gdzie jest łatwiej przeprowadzić postępowanie o nadanie stopnia naukowego, a gdzie trudniej, komu powierzyć komputeroskrypt rozprawy do recenzji wydawniczej, by dostarczyć oficynie uczelnianej pochlebną opinię, a gdzie nie warto wydawać publikacji, bo są rzetelnie oceniane. 

Ba, ich prawnicy-doradcy nie są od tego, by rozmawiać z osobami, którym odmówiono nadanie stopnia naukowego, na temat wadliwie zastosowanej przez nich metodologii badań, bo merytorycznie mogliby to uczynić, ale tylko w stosunku do kandydatów do awansu z nauk prawnych. Wszystkim z pozostałych nauk doradzają, jak nie  przejmować się zasadnymi zarzutami merytorycznymi, tylko np. jak podważyć rzekomy barak kompetencji recenzenta, który ośmielił się sformułować negatywną konkluzję w ocenie czyichś osiągnięć, gdzie została naruszona procedura postępowania, a może nawet  zakwestionować treść protokołu z posiedzenia komisji czy rady dyscypliny.  

Pozanaukowy handel i dezawuowanie rzetelnych recenzentów trwa w najlepsze, bo tylko dzięki temu można zapewnić pseudonaukowcom prześlizgnięcie się przez procesowo uchylone "drzwi". Jak słyszę, że w czołowym uniwersytecie badawczym nie są ważne argumenty naukowe, tylko proceduralna próba ominięcia krytyki, by pomóc koleżance czy koledze z instytutu, to zastanawiam się, jak dalece jeszcze można się posunąć w niszczeniu nauki? 

Co z tego, że ustawodawca troszeczkę zadbał o naukowy przebieg oceniania prac naukowych, skoro postępowania o awans naukowy są ogólnymi postępowaniami administracyjnymi szczególnego rodzaju (sic!). Oznacza to, że mają do nich odpowiednie zastosowanie przepisy ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego. Tym samym recenzenci i członkowie komisji, rad dyscyplin są traktowani jako biegli sądowi w "sądach uczelnianych" I instancji. Dobrze, że jest sąd II instancji - Rada Doskonałości Naukowej, bo można powstrzymać hucpę pseudonaukowców, o ile nie wystąpią w ich obronie kierowani ukrytym interesem ich "recenzenci". 

Proszę spojrzeć na jeden ze slajdów z prezentacji przygotowanej przez RDN:


 Mamy tu interpretację prawa dotyczącą wyłączenia z głosowania na posiedzeniu rady dyscypliny naukowej członków komisji habilitacyjnej, którzy są zatrudnieni w jednostce akademickiej prowadzącej w niej to postępowanie. Część prawników doradzających rektorom uniwersytetów nie godzi się z taką wykładnią, skoro członkowie komisji nie będący recenzentami w powyższym postępowaniu, nie przygotowują żadnych recenzji ani też opinii osiągnięć naukowych habilitanta. Uczestniczą jedynie w dyskusji merytorycznej z udziałem czterech recenzentów i w głosowaniu w trakcie posiedzenia komisji habilitacyjnej, ale w wielu przypadkach habilitant/-ka jest osobą spoza ich jednostki akademickiej, więc trudno przypisywać im zaistnienie konfliktu interesów.  

Praktyka dowodzi, że kandydaci spoza danej jednostki akademickiej są bardziej surowo oceniani przez radę dyscypliny niż "swoi". Co ciekawe, nie ma takiej wykładni w opublikowanych komentarzach profesorów prawa administracyjnego do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Nie dyskutuję z ekspertyzami prawników, tylko stwierdzam, że są one normatywnie zróżnicowane.             

Właśnie o tym, mówili uczestnicy spotkania na temat krytyki naukowej.  Okazało się, że przewodniczący jednej komisji dopuszcza do udziału w kolokwium habilitacyjnym osoby do tego nieuprawnione, bo co nie jest zakazane, to jest dozwolone. Jak komisja habilitacyjna odmawia poparcia wniosku w sprawie o nadanie stopnia doktora habilitowanego kandydatowi, który miał trzy pozytywne recenzje, a przewodniczący rady dyscypliny ogłasza, że muszą przyjąć tej samej treści uchwałę, to już nikt nie protestuje, że jest to niezgodne z prawem i meritum. 

Wspomniany obowiązek odmówienia nadania stopnia doktora habilitowanego przez rade dyscypliny dotyczy jedynie tego habilitanta, którego osiągnięcia naukowe zostały negatywnie ocenione przez co najmniej dwóch profesorów. Tymczasem mamy casus uniwersytetu, w którym przy trzech odmownych recenzjach rada dyscypliny nie  zamierzała merytorycznie, a także proceduralnie, odmówić pozytywnego rozpatrzenia wniosku, tylko sięgnęła po doradztwo nierzetelnego prawnika. W triki niektórych mecenasów ds. prawa administracyjnego można ubrać każdą bzdurę.

Rozmawialiśmy o istocie recenzowania prac naukowych, o ich uwarunkowaniach nie tylko prawnych, ale przede wszystkim naukowych, akademickich. O tym będzie w odrębnym wpisie.                   

Ps. Spotykam się z cytowaniem jakiegoś zdania z moich wpisów w blogu w czyichś uzasadnieniach wniosków. Ich autorzy nie rozumieją, że nie jestem prawnikiem, a więc nie można traktować moich osobistych poglądów czy komentarzy jako wykładni określonego organu. Jestem jednym ze 137 profesorów w dziedzinie nauk społecznych, w dyscyplinie pedagogika, bo tylko tylu jest w naszym kraju. W całej dziedzinie nauk społecznych profesorów tytularnych jest 1405. Spotykamy się w różnych gremiach i środowiskach, dyskutujemy, ale ... to nie znaczy, że w prywatnych wypowiedziach reprezentujemy określoną instytucję czy organ.  Tej wolności jeszcze nam nie odebrano mimo starań niektórych pseudonaukowców.  

24 marca 2025

Freinetowcy nowoczesnej szkoły

 


W 1992 roku przyjechali do Dobieszkowa koło Łodzi na zorganizowaną przeze mnie i moich współpracowników z Uniwersytetu Łódzkiego Międzynarodową Konferencję "Edukacja alternatywna - dylematy teorii i praktyki" nauczyciele - Freinetowcy. Od 1982 roku, co dwa lata odbywają się w różnych krajach świata m.in. Międzynarodowe Spotkania Nauczycieli Freinetowców, ale nasza konferencja wykraczała poza ten jeden model alternatywnej edukacji. 

Dla naszego środowiska w czasach PRL pedagogika Celestyna Freineta nie była właściwie alternatywą, a tym bardziej w 1992 roku, gdyż praktykowali ją w minionym ustroju, w niektórych szkołach państwowych, głównie w ramach lekcji języka polskiego, nauczyciele, którzy doceniali nowatorski charakter dydaktyki jednego z klasyków pedagogiki reform. Dla reżimowej władzy miała ona prawo do zaistnienia pod warunkiem, że zostanie zredukowana do technik nauczania. Tolerowano te pedagogię, gdyż C. Freinet był członkiem komunistycznego ruchu Francji, zachwycał się pobytem w Związku Radzieckim u Nadieżdy Krupskiej. 

Pominięto zatem powody socjokulturowe, w tym założenia pedagogiczne, które opracował nauczyciel klasy w wiejskiej szkole w Bar-Sur-Loup, by stworzyć dzieciom alternatywną kulturę kształcenia i wychowania dla pokoju.    

Przypomniała tę fundamentalną ideę Zofia Napiórkowska w Biuletynie  Polskiego Stowarzyszenia Animatorów Pedagogiki C. Freineta (6/1992, s. 5), bowiem też w 1992 odbyło się w Poitiers we Francji Międzynarodowe Spotkanie Nauczycieli Freinetowców  z 20 krajów, w trakcie którego zwrócono uwagę na "(...) nowe zagrożenia dla pokoju, które stawały się wyzwaniem dla ruchów nowoczesnej szkoły. Już w Turynie (w 1982 roku - dop. BŚ) i wcześniej uznano, że ruch freinetowski nie może być obojętny wobec zagrożeń militaryzacji świata, niszczenia środowiska naturalnego, nędzy ludzkiej (np. Brazylia), brutalnej przemocy (np. Kolumbia),a także przemocy ukrytej w społeczeństwach wysoko stechnizowanych (zwracali na to uwagę Japończycy)". 

O udziale freinetowców w konferencji EA-1992:

(źródło: tamże) 


Mamy rok 2025, a w pamięci Europejczyków są skutki wojny w latach 90. XX wieku na Bałkanach i po dwóch dekadach od jej zakończenia, kolejnej, dramatycznej w przebiegu i następstwach dla naszych wschodnich sąsiadów, przyjaciół wojny w Ukrainie, którą wszczął w 2014 roku rosyjski imperialista a od trzech lat kontynuuje ludobójczą inwazję w tym kraju. 

Polscy nauczyciele, pedagodzy, naukowcy  utrzymują bezpośrednie kontakty z francuskimi koleżankami i kolegami ruchu freinetowskiego, który w Polsce zaistniał dzięki dr Halinie Semenowicz, translatorce dzieł C. Freineta, nauczycielki nauczycieli oraz wspierających zaangażowanie na rzecz rozwijania tej pedagogii w polskich warunkach m.in.:  Aleksandra Lewina, Mieczysława Łobockiego, Teresy Śliwińskiej, Zofii Napiórkowskiej, Wandy Frankiewicz, Grażyny Maszczyńskiej- Góry, Haliny Smolińskiej, Reginy Chorn, Bogumiły Kollek, Beaty Oelszlaeger, Marii Kościuszko, Krystyny Michejdy, Beaty Hebody, Agaty Holinko, Jolanty Phan, Jolanty Kowalskiej, Marzeny Kędry, Małgorzaty Kaliszewskiej   i in. 

Zainteresowanie pedagogiką C. Freineta nie gaśnie, ale musi uwzględniać zmiany w komunikacji, w otwartym dostępie do źródeł wiedzy i jej autorów. Jak trafnie pisała w 1992 roku Regina Chorn: "Jeżeli szanuje się pamięć Celestyna Freineta, nie wystarczy "pozostawać freinetowcem", trzeba iść dalej. Niejednokrotnie  poddajemy się mechanicznemu stosowaniu kilku wybranych technik. Prezentuje się je jako eksperyment bądź innowację bez żadnego związku z ideą koncepcji pedagogicznej Freineta"(Recontre Internationale Des Educateurs Freinet, tamże, s. 10-11).

Niestety, nadal szkoła  publiczna w Polsce jest krępującą rozwój dzieci i młodzieży "klatką", "kurzą grzędą", "koszarami" lub "świątynią". Francuski pedagog nigdy tego nie ukrywał, że nie jest oryginalnym twórcą i teoretykiem kształcenia. Jak pisał: "To, co jest dobre, biorę tam, gdzie to znalazłem. Uważam to za normalne, gdyż każdy tak działa" (1988). Poniżej zestawiam w tabeli zapożyczenia francuskiego nowatora edukacji: 




Początki polskiej transformacji ustrojowej po 1989 roku, także w szkolnictwie ogólnodostępnym, nastawione były na wspieranie tych nauczycieli placówek państwowych, którzy potrafili - tak jak C. Freinet - tworzyć autorskie klasy, autorskie szkoły, autorskie programy kształcenia oraz środki dydaktyczne. Niestety, wraz z powrotem w 1993 roku do władz w MEN ideokratów, którzy po dzień dzisiejszy zmieniają jedynie ideologiczne przesłanki kształcenia w curriculum, obowiązuje lekceważenie nauczycieli, fatalna polityka w zakresie ich kształcenia i zatrudniania oraz dewastująca reorganizacja edukacji w szkolnictwie publicznym. 

Freinetowcy mogą jednak realizować swoje parcjalne rozwiązania w zakresie: planowania i organizowania indywidualnej oraz grupowej pracy w klasie freientowskiej, stosowania metod naturalnych w matematyce, edukacji języka obcego, rozwijania swobodnej - pisemnej i werbalnej ekspresji uczniów, orientacji na ekologię życia codziennego i w środowisku, animowania doświadczeń poszukujących, swobodnego malowania, tworzenia filmów, podcastów czy uczestniczenia w wymianie międzynarodowej. Edukacja nie jest bowiem podróżą od przystanku do przystanku, ale ustawiczną podróżą w czasie i przestrzeni.

Warto  mówić o tym, czy i jak radykalnie zmieniać szkolną edukację, przestrzeń i miejsca uczenia się dzięki zupełnie nowym a globalnym warunkom do uczenia się, samokształcenia i samorozwoju, z zapewnieniem młodym pokoleniom kultury pokojowego współżycia. Kolejna bowiem deforma edukacji publicznej i niepublicznej w Polsce zmusza ambitnych nauczycieli do kontynuowania lub wprowadzania rozwiązań wyspowych, pozytywnie kontestacyjnych.            


23 marca 2025

Peregrynacje edukacyjne profesora Stefana M. Kwiatkowskiego

 


"Słowo "peregrynacja" ma wiele znaczeń. Może to być wędrówka, przejażdżka, włóczęga, droga, przygoda, tułaczka, ekspedycja, eskapada, pielgrzymka. W moim zamyśle - pisze prof. Stefan M. Kwiatkowski - edukacyjne peregrynacje to wędrówka w poszukiwaniu interesujących, a zarazem oryginalnych poznawczo tematów edukacyjnych. To jednocześnie fascynująca przygoda, o której chciałbym opowiedzieć (...)" (s. 7). 

Narracja autora książki, przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN (2007-2011), członka zagranicznego Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy, doktora honoris causa multi oraz rektora Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (2016-2020), którego działalność naukowa, dydaktyczna, oświatowa, społeczna Stefana M. Kwiatkowskiego jest znakomitym śladem tak wielostronnej jego aktywności. Wydanie w monografii rozproszonych w różnych wydawnictwach autorskich  studiów, analiz,  komentarzy i koncepcji dotyczących najważniejszych problemów kształcenia zawodowego w Polsce, uwarunkowań rozwoju pedagogiki pracy i pedagogiki jako nauki okazuje się znakomitym zaproszeniem czytelników do współrozumienia zaistniałych zmian.  

Peregrynator prowadzi nas po arkanach zarządzania polityką oświatową z punktu widzenia transferu kapitału edukacyjnego do rozwoju gospodarki, przedsiębiorczości, rynku pracy i nauki. Należy do tych uczonych, których rządzący różnych formacji politycznych w latach 2000-2024 szanowali i doceniają jako wybitnego eksperta i współautora standardów kompetencji zawodowych, dzięki czemu możliwe jest organizowanie edukacji zawodowej przez różne podmioty publiczne i niepubliczne. Absolwenci kształcenia zawodowego dysponują kompetencjami i kwalifikacjami zawodowymi, w tym specjalistycznymi, które są pochodną integracji modeli, teorii pedagogicznych (pedagogiki pracy) i najlepszych doświadczeń, praktyk zawodowych. 

Profesor S.M. Kwiatkowski zachęca do diagnozowania przyczyn niepowodzeń dydaktycznych uczniów szkół zawodowych/branżowych, żebyśmy nie tracili kapitału ludzkiego ze względu na niewłaściwą organizację procesu kształcenia zawodowego. Jego rozprawa posłuży historykom oświaty, ale i projektantom kolejnych reform do zrozumienia zmiennych warunkujących zachodzące zmiany w tej edukacji. Uświadamia nam bowiem te fazy strat, które są następstwem "falowania" reform, zmienności wdrażanych reform w powyższym zakresie.          

Dla badań makropolityki oświatowej kluczowe są te analizy S.M. Kwiatkowskiego, które dotyczą konieczności przełamywania stereotypów na temat edukacji w szkolnictwie zawodowym, by nie dewastować koniecznego związku między gospodarką i rynkiem pracy a kształceniem profesjonalistów w III RP. Dzięki tej rozprawie możemy też zrozumieć, jak rząd Zjednoczonej Prawicy zniszczył ewidentne osiągnięcia nauczycieli gimnazjów w zakresie preorientacji zawodowej. Trudno będzie kolejnym generacjom nauczycielskim naprawiać zaniedbania, marnotrawstwo, zniszczenia dokonań  poprzedników, skoro rządzący nie rozumieją istoty procesów edukacyjnych w kontekście uczenia się przez całe życie, ale i konieczności aktualizacji i doskonalenia już wypracowanych kierunków, modeli i profili kształcenia zawodowego. 

Jak pisze S.M. Kwiatkowski: "Spróbujmy zatem wsłuchać się w organizm edukacji zawodowej (podsystem systemu edukacji), odnotowując źródła wewnętrznego niepokoju i osadzając je w realiach szkoły zawodowej i jej otoczenia gospodarczego" (s.131).  

 Rozprawa profesora S.M. Kwiatkowskiego dowodzi jak ważny jest transfer dydaktyki ogólnej, psychologii kształcenia i socjologii edukacji do pedagogiki pracy, w tym kształcenia zawodowego. Autor podkreśla, "(...) że kompetencje ogólne mają charakter ponadzawodowy - dotyczą wszystkich zawodów występujących w różnorodnych klasyfikacjach,  a przede wszystkim w realnym świecie pracy" (s. 73-74). Profesor rozwija pedagogikę pracy swoich poprzedników (Wincenty Okoń, Tadeusz Nowacki). Jest afirmatorem kompetencyjnego modelu edukacji formalnej i nieformalnej zarówno na poziomie kształcenia w szkolnictwie średnim jak wyższym, który musi brać pod uwagę kompetencje XXI wieku (Education for life and work: Developing transferable knowledge and skills in the 21st century). 

Podejście od kompetencji do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji stanowi fundament dla jego autorskiej koncepcji kształtowania kompetencji przyszłości. Profesor wyodrębnia w układzie kwalifikacji zawodowych kwalifikacje ponadzawodowe, ogólnozawodowe, podstawowe zawodowe i specjalistyczny, które są przypisane do jednego z poziomów kwalifikacji, podobnie  jak występuje to w Europejskiej Ramie Kwalifikacji a będącej układem odniesienia do Polskiej Ramy Kwalifikacyjnej. "Rozwój szkolnictwa zawodowego (zwanego też branżowym - w związku ze zmianą nazwy szkół zawodowych na szkoły branżowe) jest podstawowym warunkiem przekształceń we wszystkich dziedzinach gospodarki" (s. 155), ale także w sferze usług publicznych i niepublicznych. 

 Jestem przekonany, że prowadzone przez Profesora badania naukowe, opracowywane ekspertyzy i kształcenie kolejnych kadr dla oświaty zawodowej oraz akademickiej pedagogiki pracy, przyczyniły się do głębokich zmian w tych sferach edukacji. Co ważne, rozwinęło się w szkołach ogólnokształcących także nowoczesne doradztwo przed-zawodowe i centra kształcenia praktycznego, które zatrudniają doradców edukacyjno-zawodowych.   

Rektor Uniwersytetu Łódzkiego prof. Rafał Matera pisze na łamach najnowszego numeru "Forum Akademickiego" (3/2025) o zdecydowanej wyższości i zarazem niedoszacowaniu przez resort nauki monografii naukowych w stosunku do artykułów w czasopiśmiennictwie krajowym i zagranicznym: 

"Monografia to nie tylko zapis wyniku badań naukowych, ale także świadectwo dojrzałości intelektualnej autora. W dobie agresywnej ekspansji artykułu wysiłek włożony w spisanie wyników badań i własnych refleksji na temat pracy jest szczególnie cenny. Ratuje w nas człowieczeństwo, jest w jakimś sensie istotą humanistyki. W tym kontekście nagradzanie tego rodzaju aktywności jest szczególnie ważne. Nie chodzi bowiem autorom o kontekst ewaluacyjny, ale o głębszą refleksję nad problemami, które badają." 

Książka prof. Stefana M. Kwiatkowskiego jest tego najlepszym dowodem.     

 

 

22 marca 2025

А знаєте Трампе?

 



Wczoraj był Światowy Dzień Poezji. Publikuję zatem wzruszający wiersz Omelyana Lupula ukraińskiego poety-pisarza p.t. "Czy wiesz Trumpie?", który powstał ad hoc po wyborach w USA Prezydenta Donalda Trumpa. 

Autor jest wybitnym ukraińskim poetą, prozaikiem-powieściopisarzem, genialnym pisarzem, laureatem wielu nagród międzynarodowych. Urodził się w 1950 roku we wsi Rarancha, obecnie Ridkivtsi w obwodzie czerniowieckim. Jest on autorem 37 książek, w których podejmuje zagadnienia transcendentnej filozofii, ale także kwestie społeczne, narodowe, etyczne i estetyczne. Wiersze O. Lupuli są przetłumaczone na język włoski, mołdawski i rumuński. Warto posłuchać na YouTube przepięknej kompozycji jednego z jego wierszy, która jest ilustrowana dramatycznymi scenami z trwającej w Ukrainie wojny.   

 

А знаєте Трампе – у нас всюди війна,

На шик і дрескод у нас часу нема.

Найкращий костюм піксель І бронь 

– Молитва свята. Спаси й оборонь.

 

А знаєте Трампе – у нас стільки героїв,

Що згинули в бою від „братньої“ зброї

Ніколи не вдягнуть костюм на вінчання,

Не сядуть на стіл на смачне частування.

 

А знаєте Трампе – костюм наш із сталі,

Про це вам розкажуть бійці Азовсталі.

Це люди зі сталі, це люди-титани,

Міцні мінерали – солдати і медики, і генерали.

 

А знаєте Трампе –костюм наш медичний

Із крові, і з поту – мінерал балзамичний.

Скалічені, вбиті їх долі життя... 

Та вам про це все нема поняття. 

 

А знаєте Трампе – костюм наших вдів, 

Це чорне усе, бо й весь світ почорнів, 

Коли у сльозах пригорає дитя, 

Бо татка життя обірвала війна. 

 

А знаєте Трампе – костюм наших мам, 

Це муки сердечні від болю і ран, 

Коли ти дитину хорониш в труні, 

Оце мінерали для нас золоті.

 

А знаєте Трампе – костюм сироти,

Коли зґвалтували матусю кати,

А татові руки і ноги рубали,

І дитину дивитись на це заставляли.

 

А знаєте Трампе? Та що вам казати,

Не можна словам це все розказати.

А ваша політика – карткова гра.

Ми все Україна, Україна ще та! 



(źródło: Зоя Пасевич, Опрацював і подав до „Свободи“ Степан Мігус, СВОБОДА, П’ЯТНИЦЯ, 21 БЕРЕЗНЯ 2025 РОКУ, s. 7)

21 marca 2025

Konsultacje rektora z pracownikami

 


Znakomicie, że władze rektorskie mojego Uniwersytetu spotykają się z pracownikami jednostek akademickich, by rozmawiać o bieżących i strategicznych problemach rozwoju uczelni. Nie jest to związane z jakąkolwiek kampanią wyborczą, ale jest to autentyczna przestrzeń do wspólnej rozmowy, w tym do podzielenia się z władzami uczelni sprawami, które wymagają dyskusji a może i koniecznych zmian legislacyjnych (wewnątrzuczelnianych), organizacyjnych czy finansowych. 

W ewaluacji dyscyplin naukowych nic się nie zmieni. Prawo nie może obowiązywać wstecz, a zatem do końca roku 2025 pracujemy w uczelniach na patologicznych warunkach "punktozy". Trudno też nie uwzględnić w ocenie dyscyplin naukowych tego, nad czym pracowaliśmy przez ponad 3 lata. Jak informował społeczność akademicką Wydziału Nauk o Wychowaniu Rektor UŁ prof. dr hab. Rafał Matera - "ta ewaluacja nie jest dobra z perspektywy funkcjonowania nauki w klasycznych uniwersytetach. Można i należy oceniać działalność naukową nauczycieli akademickich, ale nie bazując na jej wymiarze parametrycznym, bowiem konieczna jest ewaluacja jakościowa. W Unii Europejskiej są tylko cztery kraje, w których ta ocena jest oparta na parametryzacji, wśród nich jest Polska".

Uczelnie mają własne kryteria oceny pracowniczej, a ta nastąpi w 2026 roku, toteż niektórzy akademicy powinni liczyć się z tym, że jeśli - mimo tak źle finansowanych warunków pracy - nie zdynamizują własnej aktywności naukowej, dydaktycznej i organizacyjnej, to mogą spodziewać się zwolnień.  Rektorzy i dziekani nie chcą mieć dyskomfortu psychospołecznego, jeśli mieliby rozstrzygać o zwolnieniach z pracy osób, które odcinają kupony od dyplomu bez liczenia się z tym, że brak lub niski poziom ich zaangażowania będzie rzutował na ocenę całej wspólnoty w ramach dyscyplin naukowych.

 Rektor UŁ jest dostępny dla każdego pracownika, który ma potrzebę rozmowy i to bez ustalania w sekretariacie odrębnego terminu. Od początku swojej kampanii wyborczej, a teraz już po objęciu funkcji Rektor zaprasza raz w tygodniu na wspólną kawę i rozmowę z zainteresowanymi dzieleniem się troską o uczelnię. Także Kanclerz UŁ jest otwarty na spotkania, w trakcie których można go zainteresować sfinansowaniem wprowadzenia nowych rozwiązań infrastrukturalnych, o które często pytają nas studenci. Jest możliwość uzyskania w tej kwestii pomocy architekta wnętrz, który zaprojektuje dla młodzieży akademickiej i jej kadr akademickich odpowiednie przestrzenie do pozaobowiązkowych spotkań, form aktywności kulturalnej itp. 

 Nie ulega już wątpliwości, że nie sprawdza się ewaluacja zajęć w systemie USOS, toteż uczelniani programiści opracowali aplikację na telefon komórkowy, by w dniu ostatnich zajęć przedmiotowych studenci podzielili się własną o nich opinią za pomocą tego środka. Zdumiewające jest to, że studenci nie wierzą, że ankiety ewaluacyjne są anonimowe. Kanclerz zapewniał jednak, że zabezpieczenia są tu 100 procentowe,  a zatem ich niepokój jest nieuzasadniony. 

Konieczne jest wzmocnienie komunikatów o realnych skutkach takiej ewaluacji. W UŁ będzie nowy projekt "Lider dydaktyki", który pozwoli na wyłonienie i docenienie tych nauczycieli akademickich, którzy wprowadzają satysfakcjonujące studentów rozwiązania dydaktyczne.    

Zapowiedziano także podwyżkę płac, która - podobnie jak w oświatowym środowisku nauczycieli - nie jest wzrostem płac tylko inflacyjną waloryzacją poziomu płac. Należy pamiętać, że tzw. 5 proc. dotyczy waloryzacji płac w stosunku do grudnia 2023 roku (sic!), a zatem nie mamy co liczyć na godne dla profesji naukowej wynagrodzenia za pracę naukowo-badawczą, dydaktyczną i organizacyjną. W stosunku bowiem do grudnia 2024 roku ten poziom będzie wynosił ok. 4,1 - 4,2 proc.  

Budżet na naukę jest w III RP skandalicznie niski, co sprawia, że roszczenia władz są nieadekwatne do kosztów pracy i wykształcenia. Jak ktoś chce zarabiać godnie, to musi przebić się przez sito NCN, a jeszcze lepiej ERC czy u innych sponsorów. Uczelnia musi zatem wypracowywać środki uzupełniające otrzymywaną z budżetu państwa subwencję, gdyż koszty funkcjonowania jednostek akademickich są od niej wyższe. Władze muszą dbać o remonty, inwestycje i utrzymanie całej infrastruktury. Pracownicy jednak chcieli wiedzieć, na jakiej zasadzie dzielony jest budżet uczelni na poszczególne wydziały, w tym na czym polega tzw. "korytarz wahań". 

Nie ma się co dziwić, że w tej sytuacji nie ma zainteresowania wśród młodych a utalentowanych pokoleń, których nie stać na to, by podjąć  studia w szkole doktorskiej. Mija już prawie pół wieku, jak mój profesor - Karol Kotłowski proponował mi pracę w UŁ. Powiedział wówczas - "Wszystko mogę panu obiecać, tylko nie godne płace". Nie każdy młody człowiek ma wsparcie w rodzinie, by jego pasja naukowa była przez nią współfinansowana. Jak widać, nadal ma się świetnie w naszym kraju socjalistyczna ideologia - "Czy się stoi, czy się leży, x-tysięcy się należy". 

          

(foto: BŚ) 

20 marca 2025

Kuratoria politycznej osi

 





Po co istnieją kuratoria oświaty? Komu są one potrzebne? Ile kosztuje polskich podatników utrzymywanie urzędów i ich delegatur, których istnienie, działalność nie służy koniecznym zmianom i jakości w edukacji publicznej? 

Wraz ze zmianą władz politycznych w kraju dochodzi od 1993 roku do operacji wykorzenienia z administracji kadr kierowniczych poprzedników zgodnie z zasadą TKM, by obsadzać "swoimi" nominatami m.in. stanowiska administracyjno-oświatowe. Dlatego też dla edukacji także ta kadencja będzie czasem zmarnowanym.

Reforma edukacji nie jest powiązana z kolejnym etapem decentralizacji państwa, zaś kolejny rząd utrzymując centralizm polityki oświatowej nie odetnie szkolnictwa od partii politycznych. Jestem zwolennikiem decentralizacji państwa w sferze edukacji publicznej, czyli przekazaniem znaczących kompetencji samorządom regionalnym. To one powinny sprawować odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu szkolnego, zaś proces ewaluacji, diagnozowania jakości kształcenia należy przekazać kompetentnym instytucjom, które nie będą zależne od zmian politycznych w kraju. 

Od doskonalenia zawodowego nauczycieli są odpowiednie placówki, które też powinny być odcięte od władz państwowych na rzecz zabezpieczenia ich działalności przez samorządy, by we współpracy z ośrodkami akademickimi wyposażać nauczycieli w aktualną wiedzę, a nie instrukcje do partyjnej indoktrynacji. 

Tymczasem co zapowiada B. Nowacka? Rzekome "trzęsienie ziemi" w edukacji, które ma polegać na tym, że pracownicy KO nie będą teraz nadzorować szkół, tylko mają wspierać dyrektorów przedszkoli i szkół, doradzać im w ... czymkolwiek. To po co są placówki doskonalenia nauczycieli, centra kształcenia praktycznego?  Już z tego wynika, że kuratoria są zbędne, do czego przyznało się MEN. 

Na wzór szkolnictwa wyższego także w oświacie publicznej powinny być instytucje akredytujące jakość placówek kształcenia kadr nauczycielskich. 

Polskiej edukacji potrzebna jest nie tylko deregulacja prawa oświatowego ale przede wszystkim rzeczywiste odpartyjnienie zarządzania nią, zlikwidowanie podwójnej władzy - partyjno-państwowej i samorządowej. Inaczej nie wyjdziemy z ślepej ulicy, do której zapędzają rządzący podmioty edukacji publicznej. 

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty wystosowało do ministry edukacji Stanowisko, w którym już na wstępie stwierdza:  

"W nawiązaniu do ww. prac KPRM, zwracamy się do Państwa z apelem o rezygnację z planów zmian w nadzorze pedagogicznym, opracowywanych przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, prowadzących do naruszenia konstytucyjnej zasady pomocniczości państwa   i uczynienie polskiej szkoły publicznej ponownie centralnie sterowaną, przestarzałą instytucją.

Jako kadra kierownicza oświaty, specjaliści zarządzania oświatą, a przede wszystkim nauczyciele, przestrzegamy przed obojętnością opinii publicznej wobec niżej opisanych zmian, decydujących o tym, czy szkoła będzie miejscem demokratycznym, nagradzającym kreatywność i odwagę myślenia nauczycieli, rodziców, uczniów, czy skostniałą instytucją rodem z ubiegłego wieku, całkowicie podporządkowaną władzy centralnej, odległej od miejsca, gdzie funkcjonuje szkoła. Poniżej omawiamy najistotniejsze konsekwencje projektu ustawy oraz rekomendujemy niezbędne i pilne działania w celu naprawy sytuacji". 


A MEN dalej tę nadal powyższą zasadę narusza. Ważne, że nagrodzono krytyków. To zmiękcza ich stanowisko.


 (źródło foto z CN Kopernik: moje)

19 marca 2025

Luka wdrożeniowa w szkolnictwie

 

(źródło: facebook_1738420577866_7291464383427701445.jpg) 


Rządowy „sukces” w walce z kryzysem oświatowym polega na tym, że w szkołach i placówkach oświatowych dyrektorzy zatrudnili w tym roku szkolnym prawie 70 tys. emerytowanych nauczycieli, wśród których najstarszy miał 85 lat. Piszę w czasie przeszłym bo nie wiem, czy przeżył powrót do klasy szkolnej, a jeśli nawet, to czy nie jest jedynie zarejestrowany i pobiera wynagrodzenie, zaś i tak jest na zwolnieniu lekarskim? Nauczyciel-emeryt może przyjść do pracy, ale nie musi, bo i tak pobiera środki z ZUS. Nikt tego zjawiska nie monitoruje, bo liczą się dane liczbowe, a nie jakościowe. 

Nastolatkowie muszą przyjść do szkoły, by nie mieć nieobecności. Nauczyciel może być nieobecny, usprawiedliwiony. Nie ma na wolnym rynku usług publicznych "nauczycielskiej giełdy" czy "targu niewolników", gdzie dyrektor szkoły mógłby zakontraktować "zakupienie" potrzebnego w szkole nauczyciela przedmiotu. 

Czytam list od młodego wiekiem filologa polskiego, któremu zaproponowano podjęcie pracy w liceum ogólnokształcącym w ramach zastępstwa zapewne za takiego emeryta. Być może już zatrudnieni w tej placówce niektórzy nauczyciele mają dość. "Jednak nie mam siły. 5 klas 30 osobowych i 4 h indywidualne. 150 uczniów do obsłużenia, niby zastępstwo, ale jednak, nie mam siły przeciwstawić się młodzieży teraz... Uciszaj te 30 osobowe klasy... Nie mam siły na pracę w szkole... Młodzież, rodzice, odpisuj im na Librusie... . Bez sensu... ". 

Coraz bardziej obrotni, zaradni (przedsiębiorczy) nauczyciele odchodzą ze szkół. W czasie roku szkolnego nie mogą tego uczynić, więc biorą zwolnienia lekarskie. W tym czasie już mogą udzielać korepetycji w sieci. Uczniowie zaś ... muszą sobie sami poradzić, jeśli ich na to stać. Co za różnica, kto przyjdzie w ich szkole na zastępstwo, skoro nikogo w gruncie rzeczy nie obchodzi spowodowana tym strata czasu. 

Młodzi absolwenci studiów magisterskich, którzy nawet posiadają uprawnienia do pracy w szkole, nie chcą tej pracy podejmować, bo wynagrodzenie jest na poziomie płacy minimalnej, a warunki pracy w wielu szkołach są na niskim poziomie kulturowym, organizacyjnym i materialnym. To wolą nie pracować, żyć "na kocią łapę", na rodzicielskim garnuszku lub podejmując prace zarobkowe na odpowiadających im warunkach. 

Coraz lepsi nauczyciele przenoszą się do cyberprzestrzeni, bo ta stała się dla nich nowym środowiskiem godnego zarobkowania w ramach tzw. korepetycji. Za godzinę lekcyjną od jednego dziecka pobiorą ok. 150 zł. a przecież korki udzielane są w kilku-kilkunastoosobowych grupach, toteż za jedną godzinę dobry nauczyciel może zarobić w sieci ponad tysiąc złotych. Niektórzy już chwalą się, że potrafią każdego miesiąca odłożyć na koncie oszczędnościowym co najmniej 8 tys. zł.              

MEN zamierza przetrzymać nauczycieli w szkołach oferując im po 10 latach pracy dwumiesięczne wynagrodzenie, po 15 latach pracy  trzymiesięczne wynagrodzenie, a po 20 latach pracy sześciomiesięczne wynagrodzenie w ramach nagrody jubileuszowej. Jednorazowo! To nie będą tak wysokie podwyżki ich uposażeń. Po 45 latach mieliby otrzymać trzystuprocentowe miesięczne wynagrodzenie. 

Rzeczywiście, jest to propozycja dla kadr, które już raczej i tak nie zmienią miejsca pracy. Jak podaje Karolina Nowakowska z "Gazety Prawnej": "W grupie wiekowej 51-60 lat pracuje aż 172 640 nauczycielek, które stanowią 23 proc. ogółu nauczycieli w Polsce. Z kolei 13 457 to liczba nauczycieli, którzy mają co najmniej 61 lat". Co tak naprawdę uratowali seniorzy? Przede wszystkim uratowali własne życie, bo ich emerytury są bardzo niskie.              

Rząd otrzymał środki unijne w ramach KPO, których część przekierował na rzekomą reformę edukacji szkolnej. Pieniądze trzeba szybko zakontraktować i wydać, toteż nie ma znaczenia, że będą spożytkowane znowu konsumpcyjnie, a więc przez tych, którzy już uczestniczą w pozorowanej, doraźnej zmianie podstaw programowych kształcenia ogólnego tak, jakby rzeczywiście miało to świadczyć o poważnej  a koniecznej zmianie w polskim systemie szkolnym. 

Kto będzie realizował te zmiany? W jednej trzeciej stanu kadr oświatowych mają to czynić osoby w wieku emerytalnym. Już widzę ten ich zapał, zachwyt, zaangażowanie, poszukiwanie nowych metod, form, środków pracy dydaktycznej z dziećmi i młodzieżą zamykaną w klatach systemu klasowo-lekcyjnego. Dyrektorzy IBE - PIB słusznie twierdzą, że czeka nas "luka wdrożeniowa". Czy to asekuracja przed kolejną klapą?     



18 marca 2025

Zmarła profesor Uniwersytetu Warszawskiego, historyk oświaty i wychowania Irena Szybiak

 

(źródło: M. Żytko -  Fb)

Społeczność akademicka w kraju, a szczególnie Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego żegna panią profesor dr. hab. Irenę Szybiak, która zmarła 14 marca br. Dziesięć lat temu pedagog UW przeszła na emeryturę głównie ze względów zdrowotnych. Nie mogła już prowadzić tak intensywnej działalności dydaktycznej, jaka wynika z obowiązków na tym stanowisku, ale nadal służyła nauce, historii oświaty i wychowania, która była przez kilkadziesiąt lat jej aktywności akademickiej wielką pasją. Jak pisała o swojej dyscyplinie naukowej wspólnie z prof. Kaliną  Bartnicką (Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis Studia ad Institutionem et Educationem Pertinentia II, 2010, s. 77) :

"Korzeni historii wychowania jako dyscypliny naukowej należy szukać w środowiskach galicyjskich historyków kultury na przełomie wieków XIX i XX: w pracach Komisji do Badań Literatury i Oświaty w Polsce Polskiej Akademii Umiejętności, w twórczości historyków krakowskich, tzw. w szkole lwowskiej – w poglądach i twórczości Józefa Kallenbacha i Stanisława Łempickiego. Charakterystyczna dla tych środowisk jest przewaga historyków sensu stricto oraz historyków literatury, sztuki, filozofii, a więc generalnie historyków nad pedagogami. 

Wynikało to z nagromadzonych już doświadczeń warsztatowych w badaniach historycznych, które można było zastosować do badań dziejów wychowania i szkolnictwa".(...) z końcem XIX i w początkach XX stulecia mamy do czynienia z poszukiwaniem przez pedagogów korzeni historycznych dla swojej dyscypliny, a to – jak się wydaje – zapoczątkowało nurt tzw. pedagogicznej historii wy chowania. W początkach wyodrębniania się obszaru historii wychowania różnice pomiędzy „historyczną” a „pedagogiczną” koncepcją dyscypliny wynikały bardziej ze specyfiki zainteresowań badaczy niż z podejścia warsztatowego". 

Zmarła Profesor należała do Mistrzyń w gronie samodzielnych pracowników naukowych, kształcąc nie tylko studentów, ale równocześnie troszcząc się o jak najlepszy standard wykształcenia metodologicznego młodych kadr naukowych w polskiej pedagogice. 

Nie pozostawiła po sobie pustej przestrzeni myśli, idei, wiedzy czy następców. Wprost odwrotnie. Profesor I. Szybiak prowadziła bardzo trudne, wymagające studiowania dokumentów archiwalnych badania historyczno-problemowe, oświatowe a dotyczące rozwoju edukacji od średniowiecza po czasy Komisji Edukacji Narodowej. Pięknie kontynuowała warszawską szkołę badań historycznych nadając jej nowy wymiar, dzięki uwolnieniu polskiej nauki od gorsetu politycznej cenzury. 

Prof. UW I. Szybiak nie odmawiała czytania maszynopisów przedkładanych przez autorów prac awansowych. Promowała doktorów nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, ale też recenzowała liczne prace doktorskie i habilitacyjne z wymagającej żmudnych badań subdyscypliny pedagogiki, jaką jest historia wychowania. Sama przeszła drogę awansu od ukończenia w 1962 roku na UW studiów pedagogicznych przedkładając rozprawę magisterską poświęconą myśli pedagogicznej francuskiego oświecenia, a napisaną pod kierunkiem prof. Łukasza Kurdybachy. 

W 1972 roku obroniła pracę doktorską, a w siedem lat później habilitowała się także z historii wychowania. W 2016 roku otrzymała z rąk prezydenta RP tytuł profesora nauk społecznych. Kierowała przez dwie kadencje Wydziałem Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, co wspominam z wzruszeniem, gdyż należała do osób zarządzających z wielką troską o pracowników oraz o ubiegających się o stopnie naukowe doktorantów czy habilitantów. Działała też w Zarządzie Towarzystwa Historii Edukacji (2012-2016). W latach 2007- 2012 wsparła naukowo i dydaktycznie kształcenie pedagogów w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.            

Kierując na Uniwersytecie Warszawskim Zakładem Historii Oświaty i Wychowania dbała o to, by młodzi adepci badań uczestniczyli w jej projektach, dzięki czemu wzajemnie uczyli się i doskonalili w poszukiwaniu, analizowaniu oraz interpretowaniu faktów historycznych, a zarazem wspólnie wydawali kluczowe dla polskiej pedagogiki rozprawy naukowe oraz - co ważne - także podręcznikowe. Te rozprawy będą wytyczać kolejnym pokoleniom ścieżki dalszych badań, a są to tak ważne publikacje, jak:

Kalina Bartnicka, Irena Szybiak, Zarys historii wychowania, Warszawa, Wydawnictwo Akademickie "Żak", 2001;  



  Szkoła polska od średniowiecza do XX wieku między tradycją a innowacją, red. Irena Szybiak, Adam Fijałkowski, Janina Kamińska, przy współpracy Katarzyny Buczek, Warszawa: Uniwersytet Warszawski, 2010; 




Irena Szybiak, Nauczyciele szkół średnich Komisji Edukacji Narodowej, Ossolineum, 



Irena Szybiak, Szkolnictwo Komisji Edukacji Narodowej w wielkim Księstwie Litewskim, Warszawa: PAN. 



Irena Szybiak, Katarzyna Buczek, Komisja Edukacji Narodowej 173-1774. Szkoły w Wydziale Żmudzkim, Wydawnictwo Aspra, 2018; 



Okoliczność 75 urodzin zainspirowała współpracowników pani Profesor - Adama Fijałkowskiego i Janinę Kamińską do opublikowania wyboru studiów z dziejów oświaty i wychowania p.t. "Irena Szybiak, Szkoła. Nauczyciel. Wychowanie" Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2018. W przedmowie do niniejszego tomu prof. Anna Wiłkomirska napisała (s. 11): 



"Warsztat naukowy Profesor Ireny Szybiak może stanowić wzór dla młodych historyków i pedagogów. Dobór i analiza źródeł, poszukiwanych w bibliotekach wielu miast polskich i poza naszymi granicami, wnikliwa interpretacja, zawsze uzasadnione wnioski, znamionują ba dacza dojrzałego i szanującego wymogi nauki. Refleksja historyczna w naturalny sposób łączona jest z problematyką badań pedagogicznych. Jak słusznie dostrzegli Redaktorzy tomu, zainteresowania Pani Profesor można ująć w triadzie: szkoła – nauczyciel – wychowanie. Szeroka to dziedzina rozważań, umożliwiająca formułowanie implikacji dla wielu subdyscyplin pedagogiki. Dorobek naukowy Pani Profesor jest oceniany przez wybitnych przedstawicieli dyscypliny bardzo wysoko". 

Wyrazy współczucia kieruję w tym miejscu do Rodziny pani Profesor i grona wieloletnich współpracowników naukowych.  Pogrzeb odbędzie się w dniu 21 marca br.




17 marca 2025

Wokół zapowiedzi kolejnych pseudoreform szkolnych

 


(Foto BŚ - z Galerii prac dyplomowych studentów Akademii Pedagogiki Specjalnej  w Warszawie w 2014 roku) 


Spór o lekcje religii w szkołach czy o edukację zdrowotną ma niewiele wspólnego z konieczną zmianą w polskiej edukacji. To są gry ideokracji politycznej u władzy, która usiłuje odwrócić uwagę społeczeństwa od głębokiej zapaści oświatowej, nieudolności kolejnych formacji władz w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Także obecne kierownictwo myśli o tym, jak przetrwać do kolejnych wyborów, a przy okazji odbudować oraz wzmocnić własne zaplecze bytowe i polityczne. 

Refleksyjny i odpowiedzialny dyrektor niepublicznej szkoły w Warszawie a zarazem autor wielu trafnych analiz sytuacji oświatowej w kraju - Jarosław Pytlak nie musi zabierać głosu na temat planowanych i stanowionych głównie w sferze administracyjno-prawnej zmian w oświacie, bo on sobie poradzi w każdy warunkach. Jednak czyni to zarówno w portalu społecznościowym, jak i na łamach wydawanego przez siebie kwartalnika "Wokół Szkoły". 

Nie musi zabierać głosu, bowiem jest w istocie sam sobie sterem i żeglarzem jako prowadzący placówkę niepubliczną. Ma zatem znacznie większą przestrzeń wolności i możliwości samostanowienia o tym, kto i jak ma z nim współpracować. Ja też nie muszę zabierać w tych sprawach głosu, chyba że pytają mnie o to dziennikarze. Jeszcze niektórym zależy nie tylko na gorącym temacie dnia, ale także na uwrażliwieniu czytelników na patologię spraw w instytucjach publicznych.  

A jednak... słusznie upomina się o rozwiązania systemowe, ogólnokrajowe, które pozwoliłyby nie tyle na stabilizację, co prospektywną przewidywalność pracy pedagogicznej. Ta bowiem nie znosi w sferze kształcenia i wychowania ustawicznych zmian formalno-prawnych. O merytorycznych także nie powinno decydować ministerstwo, skoro nie traktuje edukacji jako dobra wspólnego, ponad wszelkimi różnicami społecznymi, kulturowymi, wyznaniowymi itp.         

Pytlak przede wszystkim demistyfikuje kolejny mit założycielski, także tej władzy, a więc wciskanie opinii publicznej kitu o rzekomej reformie edukacji. "Mitem założycielskim reformy przygotowywanej obecnie jest przeświadczenie, że to nauczyciele odpowiadają za niemal wszystkie negatywne zjawiska, jakie dzieją się w polskiej oświacie; nie są gotowi na wyzwania współczesności i nie radzą sobie z nimi. Że potrzebują przewodnictwa, które wyznaczy nowoczesne kierunki działania i wdroży pedagogiczne szeregi do ich realizacji."   

Trafnie to odczytał, bowiem do przejęcia władzy w III RP w 2023 roku doszło m.in. dzięki zbuntowanym, zirytowanym nauczycielkom, które miały dość indoktrynacji i arogancji poprzedniej władzy w MEN. Jednak to trochę za mało, by kolejnymi trikami propagandowymi przekonać je do wdrażania czegoś, co one odrzucają nawet nie dlatego, że może im się nie podobać taka czy inna zamiana treści kształcenia, lektur obowiązkowych, itp., ale nie uległ zmianie system zarządzania szkolnictwem i ... nauczycielstwem. 

Zapewnianie nauczycieli o tym, że kiedyś (kiedy???) będą wreszcie godnie zarabiać, bo nadal tak nie jest, ma im wystarczyć do zaangażowania się w zmiany, które są "kroczącymi", bezmyślnie, chaotycznie, doraźnie i konstruowanymi na chybcika, byle lud je zaakceptował. Lud jednak ich nie zaakceptuje, bowiem kolejna władza z tym ludem się nie liczy. Bierze pod uwagę tylko i wyłącznie własny interes polityczny, ideologiczny, a ten już przekreśla jakiekolwiek szanse na względnie powszechną akceptację i zaangażowanie w zmiany.      

Co gorsza, władza zapowiadająca troskę o prestiż i szacunek dla nauczycielskiej profesji już samej sobie zaprzeczyła, ośmieszyła się i zdewaluowała jakiekolwiek nadzieje w niej pokładane, kiedy zaczęła w ub. roku odgórnie stanowić o tym, jak mają pracować nauczyciele. Nadal to zresztą czyni, no i dobrze, bo nauczyciele po raz kolejny doświadczają nie tylko naruszenia fundamentów ich profesjonalizmu, które były niszczone w poprzednich latach, ale też uświadamiają sobie, że nadal będzie tak, jak było, tylko może bardziej kolorowo, cukierkowo. Oni zaś wraz z uczniami są pionkami na planszy ideologicznej kampanii wyborczej.