wtorek, 25 lutego 2014

Przymiarka do oświatowego POPiSu



Od stycznia resort edukacji skutecznie odwraca uwagę społeczeństwa od zapaści oświatowej, z jaką mamy do czynienia od połowy lat 90. XX w., kiedy to nastąpił powrót do światopoglądowo konstruowanej edukacji w minionym ustroju. Teraz zapowiada się nieco inne rozwiązania. W sferze szkolnictwa różnic w tzw. "nadbudowie" może być zatem mniej, niż podobieństw. Daje się to odczytać w przedstawionym programie Prawa i Sprawiedliwości, która to partia zapowiada rozwiązania znane nam już z debat publicznych, jakie przetoczyły się w naszym kraju w latach 2005-2008. To tylko potwierdza moją wcześniejszą diagnozę, że każdy minister świadom rychłego opuszczenia gmachu na Szucha pozostawia w nim swoje przyczółki, które będą wiernie czekać na jego powrót, a w każdym razie na odgrzanie niemalże gotowych przecież ustaw i rozporządzeń, których przed laty nie udało się wdrożyć w życie. Wówczas opór społeczny był zbyt silny, a władza zbyt słaba. Urzędnicy jednak czuwają. Przechowują akta, by w odpowiednim momencie móc je ponownie wyłożyć na stół, jak tylko pojawi się dogodna ku temu okazja.

Kiedy czytałem program PiS miałem doznanie déjà vu. Może jednak się mylę. Rozsądźcie sami. W rozdziale poświęconym diagnozie obecnego stanu edukacji wyraźnie stwierdza się, że:

"(...) polityka w sferze oświaty, kultury, a nawet nauki i mediów publicznych może być zaliczona do szeroko rozumianej sfery społecznej. Ma jednak aspekt odmienny od innych sfer tej polityki, wpływa bowiem bezpośrednio na świadomość społeczną. Niechęć rządzącej dziś grupy do państwa łączy się ze zdystansowanym stosunkiem do narodu. Jest to przypadłość wielkiej części elit III RP; w wielu środowiskach wpływowych w sferze mediów, kultury i nauki samo posługiwanie się słowem naród jest źle widziane. Wydaje się, że ta postawa jest przynajmniej w niemałym stopniu bliska członkom kierownictwa PO, a przynajmniej ich bardzo wpływowej części. Nie bez znaczenia jest też gotowość do daleko idącego brania pod uwagę woli ośrodków zewnętrznych, które z obawą spoglądają na czynniki umacniające polską tradycję i poczucie narodowe, a w szczególności na te jego aspekty, które związane są z katolicyzmem.

Z tych powodów dwie kolejne minister oświaty zredukowały nauczanie historii i literatury polskiej. Trzeba było protestów głodowych byłych działaczy opozycji, aby doprowadzić do korekty tych zamierzeń. Ograniczeniom, o których mowa towarzyszy pełna zgoda na zamieszanie, jeśli chodzi o treści i sens nauczania. Brak jakiejkolwiek spójnej polityki „podręcznikowej” uniemożliwia kształtowanie wspólnej świadomości uczniów, jednocześnie prowadzi do przekazywania treści o skandalicznym charakterze, np. relatywizuje się zbrodnie komunistyczne oraz skalę zbrodni niemieckich w II wojnie światowej. Te zabiegi składają się na proces wprzęgania oświaty w dekonstruowanie naszej tożsamości, na którą wpływa także wiele innych czynników. Sytuacji tej sprzyja także demontaż państwowego nadzoru nad szkołami i osłabianie roli kuratorów.

Dekonstrukcją w innym sensie jest koncentrowanie edukacji na kształtowaniu umiejętności rozwiązywania testów, co w praktyce uniemożliwia w umysłach dzieci i młodzieży utrwalanie obrazu polskiej historii, literatury i współczesnego życia społecznego. Także inne aspekty działalności oświatowej budzą najdalej idące zastrzeżenia. Nie rozwiązany został problem gimnazjów i szkół zawodowych, gdzie mamy do czynienia z posunięciami jawnie dyskryminującymi dzieci oraz młodzież ze wsi. Ogranicza się nakłady na programy stypendialne i dokształcanie nauczycieli. Poszukiwanie zasobów w polityce oświatowej oznacza likwidację licznych szkół. Skala ta dalece przekracza wymiar racjonalny, wynikający ze znacznego zmniejszenia się ilości uczniów. W wielu przypadkach likwidacja szkoły oznacza też zniesienie jedynej instytucji kulturalnej na danym terenie. Chociaż proces likwidacyjny można obserwować w różnych miejscach, to koncentruje się on przede wszystkim na wsi i w małych ośrodkach miejskich."




Prof. Piotr Gliński jako szef rady programowej PiS zachęca do dyskusji, do kierowania uwag, więc może ktoś chciałby się włączyć do niej, skoro nie działa nasze państwo właściwie.Stwierdza bowiem:

To nie jest program, który ja napisałem. Jest to program partii, który odpowiada na obecne wyzwania Polski. Rada Programowa ma pracować nad rozwijaniem, doprecyzowywaniem tego programu, a nawet twórczo spierać się z partią na ten temat. Ma charakter konsultacyjno-doradczy.

Co proponuje PiS w oświacie? Powrót do przeszłości, jak np.:

1. Bezpłatne przedszkola - W wielu miastach brakuje w przedszkolach publicznych miejsc dla dzieci, stąd nawet mniej zamożni rodzice muszą korzystać z o wiele droższych przedszkoli prywatnych. Sieć przedszkoli nie zaspakaja potrzeb w dostępie do miejsc w przedszkolach, ciągle utrzymują się dysproporcje między miastem i wsią, barierą jest brak miejsc w publicznej opiece przedszkolnej. Edukacja przedszkolna stanie się powszechnie dostępna i bezpłatna.

Chciałbym zobaczyć te przedszkola fizycznie! Gdzie one są? Gdzie one będą? Pojawią się w budynkach mieszkalnych wójtów, w siedzibach powiatów, władz miast i miasteczek, w zlikwidowanych szkołach wiejskich? Gdzie jest infrastruktura dla tych bezpłatnych przedszkoli, bo moje dziecko nie miało szans na takowe w mieście, gdyż zabrakło dla niego miejsca. Wolne były w odległości dwudziestu kilometrów od domu.

2. Szkoła dla dziecka: Trzeba zerwać ze szkodliwą, utopijną teorią uporczywie stosowaną w polskich szkołach, oddzielenia nauczania od wychowania i opieki nad dzieckiem. Uczeń musi mieć możliwość uzyskania pomocy w odrabianiu lekcji w swojej szkole, nie zaś przez pobieranie drogich korepetycji, które stają się obecnie plagą. Również wszelkiego rodzaju dodatkowe zajęcia powinny być bezpłatne i dostępne w obrębie szkoły, w jej świetlicy, sali gimnastycznej.

Czekamy na taką szkołę od 1989 r. Jakoś politykom to nie wychodzi... Może wreszcie to się zmieni. IBE już opublikowało raport na temat tego, jak polska szkoła publiczna niszczy dzieci z trudnościami w procesie uczenia się, a nawet o tym, że korepetycje też są do niczego. To może ktoś w MEN weźmie korepetycje z dydaktyki i teorii wychowania? Może wreszcie zaczną patrzeć na kształcenie i wychowanie integralnie? Co zrobi PiS z milionami wyrzucanymi na PISA? Przerzuci je do szkół z uczniami o specjalnych potrzebach rozwojowych? Skieruje do nich najlepszych nauczycieli?

3. Odbiurokratyzujemy wydawanie decyzji o dożywianiu dzieci. Docelowo doprowadzimy do zagwarantowania każdemu uczącemu się w Polsce dziecku możliwości spożywania pełnowartościowego posiłku we wszystkich szkołach. Na czym ma polegać ta debiurokratyzacja? Czy na tym, że powrócą do szkół domowe kuchnie i obiady zamiast cateringu, zimnych dań, odgrzewanych, niestrawnych, ale za to tanich?

4. Uruchomimy programy społeczne związane z prowadzeniem świetlic socjoterapeutycznych, organizacją czasu wolnego, wypoczynku wakacyjnego. Świetnie. Rozumiem, że powrócą izby harcerskie do szkół, sale na bezpłatne magazynowanie namiotów i sprzętu turystycznego dla harcerzy i organizacji dziecięcych, a Związek Strzelec dostanie nowe karabinki i tarcze strzelnicze. Czy może będą to półkolonie, a nie survival w wielkim mieście?


5. Stan zdrowia dzieci i młodzieży musi być systematycznie kontrolowany i nie może być oceniany na podstawie badania subiektywnego samopoczucia. Systematyczną opieką lekarza i pielęgniarki obejmiemy ogół dzieci i młodzieży kształcącej się w szkołach wszystkich typów i poziomów. Zwiększymy zakres działań i kontraktów dotyczących opieki medycznej, edukacji zdrowotnej, promocji zdrowia i rodziny, monitorowania stanu zdrowia dzieci i młodzieży oraz wdrożenia programów profilaktyki finansowanych ze składek na ubezpieczanie zdrowotne, budżetu państwa i środków unijnych. Powrócą do szkół - ale nowocześnie wyposażone gabinety medyczne, w tym stomatologiczne?


6. Obowiązek szkolny będzie się rozpoczynał w roku, w którym dziecko kończy 7 lat. To jest zgodne z psychologicznymi podstawami rozwoju dziecka w tym wieku. Znakomicie. Rozumiem, że znowu trzeba będzie zmienić podstawę programową wychowania przedszkolnego. Wrócimy do poprzedniej czy PiS ma nową?

6. Koncepcja gimnazjów nie była przemyślana. Nie przewidziano ani poważnych problemów wychowawczych, ani kłopotów w programach nauczania: nie wiadomo było, jaka jest rola gimnazjów w procesie kształcenia i jakie mają być proporcje między zakresem nauczania w gimnazjum i w liceum. Licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania. Ponadto w praktyce okres nominalnie trzyletni trwał dwa i pół roku, gdyż ostatni semestr stanowiły preparacje do matury. Koniecznością jest zatem wydłużenie liceum do lat czterech, a tym samym wygaszanie gimnazjów.

Proponuje się zatem wariant ustroju szkolnego z PRL i ostatniej dekady XX w.:

– 8-klasową szkołę podstawową, z podziałem na klasy I-III i IV-VIII
– 3-letnią szkołę zawodową,
– 4-letnie liceum ogólnokształcące,
– 5-letnie technikum,
– 2-letnie liceum i 3-letnie technikum uzupełniające,
– szkoły policealne,
– 3-letnie szkoły specjalne przysposabiające do pracy uczniów z określonymi stopniami upośledzenia lub niepełnosprawności.

A świat będzie naszym dzieciom uciekał... szybko i skutecznie pogłębiając ich niedostosowanie do ponowoczesnego świata w takim wariancie myślenia o roli szkoły. Proponuję jeszcze przywrócić Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a w klasach wydzielenie oślej ławki. Koniecznie też warto wrócić do rózgi i oślich uszu na niesfornych... uczniów. Warto też już pomyśleć o przetargu na lustra weneckie do wszystkich szkół i klas.

7. Program nauczania będzie miał charakter integrujący. Zrezygnujemy z systemu testowego także w trakcie matury. Czy to znaczy, że nie będzie zewnętrznych egzaminów w szkołach, a matura będzie taka, jak za dawnych lat? To już nie będziemy molestować uczniów testami? Jak dla mnie, bomba!


8. Ważną instytucją pozwalającą sprawnie sterować polską oświatą stanie się Narodowy Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, powstały po likwidacji trzech podpadających ministerstwu instytucji: Ośrodka Rozwoju Edukacji, Instytutu Badań Edukacyjnych i Centrum Informatycznego Edukacji. Celem Narodowego Instytutu będą prace badawcze, koncepcyjne, metodyczne, doradcze i popularyzatorsko-wydawnicze. Instytut zostanie obarczony, między innymi, zadaniem uporządkowania rynku podręczników szkolnych. To teraz rozumiem, dlaczego PO tak spieszy się z jednym podręcznikiem, też w standardzie rodem z PRL. Niezły czeka nas POPiS. Właściwie jedni drugim już przygotowują teren do zaorania. Zapomniano o jeszcze dwóch instytucjach centralnych, które powinny być częścią Narodowego Instytutu Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, a mianowicie o Ministerstwie Edukacji Narodowej (po co jeszcze je utrzymywać?) i Krajowym Ośrodku Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej. Jednak edukacja dotyczy całego życia, więc nie może być wyłączony spod sterowania przez polską oświatę człowiek dorosły.